roszak77
04.02.03, 13:02
15. lutego jedziemy na manifestację antywojenna do Warszawy. wszystkich
zainteresowanych zapraszamy do przyłączenia się. nowalewica@o2.pl
Stany Zjednoczone oszalały
John Le Carré, głośny pisarz brytyjski, który jeszcze za życia stał się
klasykiem powieści szpiegowskiej, nie ma żadnych wątpliwości, o co chodzi
prezydentowi Bushowi w nadciągającej wojnie z Irakiem, ani jaką role odgrywa
brytyjski premier Blair. Artykuł ten ukazał się w londyńskim „Timesie”.
Stany Zjednoczone weszły w jeden ze swoich okresów szaleństwa historycznego,
ale to jest najgorsze ze wszystkich, jakie mogę sobie przypomnieć – gorsze od
maccarthyzmu, gorsze od Zatoki Świń i na dłuższą metę potencjalnie bardziej
katastrofalne od wojny w Wietnamie.
Reakcja na 11 września przewyższa to wszystko, o czym w najokrutniejszych
snach mógłby marzyć Usama ben Laden. Tak, jak w czasach McCarthy’ego,
systematycznie podkopuje się w USA wolności, które były przedmiotem zazdrości
świata. Raz jeszcze kombinacja służalstwa środków masowego przekazu i
wykreowanych interesów USA zapewnia to, że dyskusja, która powinna była
wybuchnąć w centrum każdego miasta, ogranicza się do najbardziej wyszukanych
kolumn w prasie Wschodniego Wybrzeża.
Tę nieuchronną wojnę zaplanowano przed atakiem Ben Ladena, ale atak ją
umożliwił. Bez Ben Ladena junta Busha do dziś starałaby się wyjaśnić tak
mroczne sprawy, jak to, w jaki sposób udało mu się zostać prezydentem, sprawę
Enronu, jego bezwstydne preferowanie tych, którzy już są nadmiernie bogaci,
bezwstydną pogardę dla ubogich z całego świata, ekologii i kupy traktatów
międzynarodowych, które jednostronnie wypowiedział. Mogłaby również być
zmuszona do wyjaśniania nam, dlaczego popiera Izrael w jego nieustannym
okazywaniu pogardy dla rezolucji ONZ.
Bóg wyznaczył Amerykę
Ben Laden zaciągnął jednak nad tym wszystkim zasłonę. Bushowcy są na
grzbiecie fali. Mówi się nam, że obecnie 88% Amerykanów chce wojny. Budżet
wojskowy USA wzrósł o kolejne 60 miliardów dolarów i wynosi 360 miliardów.
Przygotowuje się nową generację doskonałej broni nuklearnej, więc możemy być
spokojni. Mniej jasne jest to, jaką wojnę popiera 88% Amerykanów. Chciałbym
zapytać, jak długo ich zdaniem będzie trwała. Jaki będzie jej koszt w postaci
zabitych Amerykanów? Ile będzie kosztowała podatnika amerykańskiego? Jakie
będą jej koszty pod kątem liczby zabitych Irakijczyków? Bo większość tych 88%
to całkiem przyzwoici i ludzcy osobnicy.
To, jak Bush i jego junta zdołali przenieść gniew USA z Ben Ladena na Saddama
Husajna, stanowi jeden z wielkich tricków konspiracyjnych w historii
stosunków publicznych.
Jednak zdołali. Niedawny sondaż wykazał, że jeden Amerykanin na dwóch uważa
obecnie, iż to Saddam jest odpowiedzialny za atak na World Trade Center. Lecz
społeczeństwo amerykańskie nie tylko się okłamuje. Również zastrasza się je i
utrzymuje w stanie niewiedzy i lęku. Starannie organizowana nerwica może z
powodzeniem doprowadzić Busha i jego konspiratorów do najbliższych wyborów.
Ci, którzy nie są z Bushem, są przeciwko niemu. Co gorsza, stoją po stronie
wroga. To dziwne, bo jestem całkowicie przeciwko Bushowi, lecz byłbym
zachwycony, gdyby upadł Saddam – ale nie tak, jak tego chce Bush ani nie
stosując jego metod. I nie pod szyldem tak bezwstydnej hipokryzji.
Być może żargon religijny, który poprowadzi żołnierzy amerykańskich do boju,
jest najbardziej odrażającym aspektem tej surrealistycznej wojny, która
nadciąga. Bush ma w swojej władzy Boga. No i Bóg ma bardzo szczególne poglądy
polityczne. Bóg wyznaczył USA do ratowania świata w jakikolwiek sposób, który
przypadnie im do gustu. Bóg wyznaczył Izrael, aby był punktem węzłowym USA na
Bliskim Wschodzie, a każdy, kto zechce mieć obiekcje wobec tego pomysłu,
jest: a) antysemitą, b) antyamerykaninem, c) zwolennikiem wroga, d)
terrorystą.
Koneksje naftowe
Bóg ma również pewne inne koneksje. W USA, gdzie z Jego punktu widzenia
wszyscy ludzie są równi, choć nie jest Bogiem ich wszystkich, rodzina Busha
ma w swoim gronie prezydenta, byłego prezydenta, byłego szefa Centralnej
Agencji Wywiadowczej, gubernatora Florydy i byłego gubernatora Teksasu.
Chcecie, abym wskazał wam kilka tropów? George W. Bush, 1978-1984: jeden z
wyższych menedżerów kompanii naftowej Arbusto Energy/Bush Exploration; 1986-
1990: jeden z wyższych menedżerów kompanii naftowej Harken. Dick Cheney, 1995-
2000: naczelny dyrektor kompanii naftowej Halliburton. Condoleezza Rice, 1991-
2000: jeden z wyższych menedżerów kompanii naftowej Chevron; jeden z
tankowców ochrzciła swoim imieniem. I tak dalej. Lecz żadne z tych nie
mających żadnego znaczenia powiązań nie przeszkadza prawości dzieła Bożego.
W 1993 r., gdy były prezydent George Bush gościł w tak demokratycznym
emiracie Kuwejtu po to, aby można było mu osobiście podziękować za jego
wyzwolenie, ktoś usiłował go zabić. CIA uważa, że tym „kimś” był Saddam.
Dlatego Bush-syn krzyczy: „Ten człowiek chciał zabić mojego tatusia.” Jednak
ta wojna nie jest żadną sprawą osobistą. To konieczność. To sprawa Boga.
Chodzi o to, aby przynieść wolność i demokrację gnębionemu narodowi irackiemu.
Jeśli chce się być członkiem ekipy, trzeba również wierzyć w Dobro Absolutne
i w Zło Absolutne, a Bush z dużą pomocą swoich przyjaciół, rodziny i Boga
jest po to, aby nam mówić, co jest czym. To, czego Bush nam nie mówi, to
prawdziwy powód, dla którego mamy pójść na wojnę. W grę nie wchodzi Oś Zła,
lecz ropa naftowa, forsa i życie ludzkie. Nieszczęście Saddama polega na tym,
że siedzi na największym polu naftowym na świecie. Bush pożąda go, a ten, kto
pomoże mu je przejąć, dostanie cząstkę łupu. Ten zaś, kto nie pomoże, nie
dostanie.
Gdyby Saddam nie miał tej nafty, mógłby torturować swoich obywateli ile tylko
zechciałby. Inni rządzący robią to codziennie – proszę pomyśleć o Arabii
Saudyjskiej, proszę pomyśleć o Pakistanie, proszę pomyśleć o Turcji, proszę
pomyśleć o Syrii, proszę pomyśleć o Egipcie.
Bagdad nie stanowi oczywistego ani aktualnego zagrożenia dla swoich sąsiadów,
a już żadnego dla USA czy Wielkiej Brytanii. Gdyby Saddam posiadał broń
masowego rażenia, byłaby to bagatela w porównaniu z tym, czym w ciągu pięciu
minut mogą go zarzucić Izrael czy USA. Nie chodzi o nieuchronne zagrożenie
militarne czy terrorystyczne, lecz o wymóg wzrostu gospodarczego USA. Chodzi
o to, że USA mają potrzebę zademonstrowania nam wszystkim – Europie, Rosji,
Chinom, biednym małym lunatykom z Korei Północnej, jak również Bliskiemu
Wschodowi – swojej potęgi wojskowej po to, aby było wiadomo, kto rządzi w USA
i kim za granicą rządzą USA.
Interpretacja roli Blaira
Najmiłosierniejsza interpretacja roli Tony Blaira w tym wszystkim jest
następująca: oto uwierzył, że siadając na tygrysie będzie mógł go
kontrolować. Nie może. Zamiast tego dał mu fałszywą legitymację i słodki
głos. Teraz boję się, że tygrys zapędził go w ślepy zaułek.
Strasznie śmieszne jest to, że choć to dyskurs samego Blaira rzucił go na
liny, żaden z przywódców opozycji w Wielkiej Brytanii nie może go ruszyć. Na
tym polega tragedia Wielkiej Brytanii, podobnie jak USA – podczas gdy nasze
rządy zniekształcają, kłamią i tracą wiarygodność, elektorat po prostu
wzrusza ramionami i odchodzi na stronę. Najlepsza możliwość, jaką miałby
Blair, aby osobiście przetrwać, polegałaby na tym, że protesty na świecie i
porywająca się na nieprawdopodobną odwagę ONZ zmusiłyby Busha do schowania
pistoletu bez oddania z niego strzału. Lecz co się stanie, jeśli największy
kowboj na świecie wróci do domu bez głowy tyrana i nie będzie mógł pokazać
jej swoim chłopakom?
Najgorsza dla Blaira możliwość polega z kolei na tym, że z ONZ albo bez niej
wciągnie nas w wojnę, której – gdyby kiedykolwiek była wola energicznych
rokowań