woczuw
26.07.06, 08:10
Jakiś czas temu, będąc człowiekiem bezrobotnym zarejestrowałem się na portalu
Agencji Pracy Tymczasowej Time Work z Bydgoszczy.
Po pewnym czasie (nie pamiętam jakim, ale to nie jest ważne w tej opowieści),
końcem maja b.r., zadzwoniła do mnie przedstawicielka firmy i zaprosiła mnie
na "spotkanie rekrutacyjne".
Nie mając ciekawszego zajęcia, udałem się następnego dnia rano do jednego z
centrów handlowych w Poznaniu, gdzie przy stoliczku w barze szybkiej obsługi
(nazwa adekwatna do szybkości rekrutacji) przywitał mnie radośnie Pan
Radosław. Poinformował mnie, że mogę zarobić całe cztery złote netto za
godzinę pracy, a praca jest lekka, bo przy pakowaniu wyrobów w firmie
produkcyjnej. Zrezygnować w razie czego można było niemalże natychmiast.
Miałem pracować w magazynie. Do wyboru były godziny poranne, lub
popołudniowe. Pan R.R.zapenił mnie również, że dostępna będzie odzież
ochronna. Nie mając wówczas innej pracy, zgodziłem się i miałem rozpocząć
pracę w poniedziałek od godziny 14.00. Otrzymałem informację o nazwie i
adresie firmy i rozstaliśmy się szybko, jak na bar szybkiej obsługi
przystało. Następnego dnia otrzymałem telefon, że to nie będzie magazyn,
tylko hala producyjna, ale poza tym nic się nie zmienia.
W poniedziałek przed godz. 14.00 pojawiłem się w siedzibie firmy
produkcyjnej. "Recepcjonistka" wykonała telefon i już po chwili przybyła do
mnie Pani Kadrowa, która dała mi do podpisania dokument, że zostałem
zapoznany z przepisami dotyczącymi zasad BHP i ochrony P.Poż. Po podisaniu
oświadczenia, zostałem poinformowany, że lista obecności będzie leżeć w
recepcji i wskazano mi drogę do szatni. Uchyliłem drzwi i w moje nozdrza
wdarł się aromat zdolny powalić niejednego strongmana. O odzieży ochronnej
nikt nawet nie wspomniał. Udałem się więc czym prędzej do hali produkcyjnej,
aby rozpoząć pracę w pocie czoła za godziwe wynagrodzenie. NIe będę się
wdawał zbytnio w szczegóły, ale powiem tylko, że:
1. Pierwszego dnia śmierdziałem płynem do odstraszania kretów na kilometr i
myślałem, że gorzej być nie może,
2. Drugiego dnia w moje ubranie i skórę wżarł się aromat lawendowy wymieszany
z czymś do odstraszania moli. Stopień nasycenia tym świństwem mojego ciała
był tak intensywny, że długotrwałe szorowanie pod prysznicem zaskutkowało
jedynie zmniejszeniem promienia rażenia z 1000 do 900 metrów. Do dziś
sąsiedzi nie mają w domu ani jednego mola. Po trzecim dniu nasza współpraca
zakończyła się definitywnie. Moja partnerka nie wytrzymała kondensacji
chemikaliów w swoim otoczeniu, a ja poinformowałem przedstawicielkę firmy, że
nie będę kontynuował współpracy. Z firmy produkcyjnej otrzymałem kserokopię
listy obecności, która miała być podstawą do rozliczenia i wypłaty mi
wynagrodzenia za pracę. Był dzień 31.05.2006r. w czercu wysłałem kilka maili
w tej sprawie do Pana Rados(nego)ława. W końcu (ok.20.06.2006r.)odezwała się
do mnie przedstawicielka firmy i stwierdziła, że pieniądze dostanę, tylko,
żebym przesłał kopię listy obecności. Wykonałem skan i wysłałem maila.
Dostałem zapewnienie, że pieniądze będą na moim koncie końcem miesiąca
czerwca b.r. Nie muszę chyba dodawać, że nie ma ich tam do dnia dzisiejszego,
a na moje maile w tej sprawie otrzymywałem różne wykręty, np. że listę
przesłałem zbyt późno. Fakt, kto to widział zdążyć z przelewem w ciągu 10 dni
jakie były do końca czerwca. Chciałem porozmawiać z księgową, lub kimś innym
kompetentnym i poprosiłem o podanie kontaktu, ale przedstawicielka (Pani J.)
pisała do mnie, że przełożeni zabronili jej udzielać takich informacji. W
końcu Pani J. przestała całkowicie odpowiadać na moje maile i udawała, że jej
nie ma. I tak sobie to trwa do dziś. Przyznam, że kwota jest niewielka ( 3
dni po 4 złote za godzinę), ale uczciwie na nią zapracowałem i
dostałem "prztyczka w nos..."
Przestrzegam więc przed Agencją Pracy Tymczasowej Time Work, bo może się
okazać, że tymczasowo nie może Wam zapłacić kilkudziesięciu złotych... Być
może mój przykład był jedynie drobnym potknięciem na szerokiej drodze rozwoju
młodej i dynamicznej firmy, ale dlaczego musieli się potknąć właśnie na
mnie... ?