Gość: joan_s
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
02.11.06, 15:50
Witam
Pragnę podzielić się w szczególności z kobietami wrażeniami po dzisiejszej
wizycie w salonie kosmetyczno-fryzjerskim BONA DEA na ulicy Głogowskiej. Byłam
tam już raz i wyszlam bardzo zadowolona więc postanowiłam pójść po raz
kolejny. Co się okazało. Nie ma tam już żadnej fryzjerki z tych, które
pracowały tam wcześniej za to same małolaty w wieku 18-20 lat, które uważają
się za wspaniałe fryzjerki i stylistki,a tymczasem to chyba jakieś
praktykantki. Przytoczę wypowiedź dzisiejszą jednej z tych pseudo-fryzjerek:
"szkoliłam się u najlepszych miszczów". Przejdźmy do sedna. Dziewczynka
zamiast lekkiego wycieniowania końcówek z przodu zrobiła mi schody na co ja do
niej żeby przyprowadziła kogoś kompetentnego kto potrafi strzyc. Niestety
nikogo takiego w salonie nie było oprócz drugiej takiej która kobiecie obok
zrobiła również niezły bajzel na głowie. Żeby opuścić ten nieszczęsny salon
musiałam dziewczynce mówić jak ma mi teraz obciąć drugą stronę bo ona nie
miała ladego pojęcia jak ma poprawić żeby było względnie dobrze. Po
interwencji u właścicielki, ktora stwierdziła, że bardzo często jest tak, że
nie podoba nam się dzieło fryzjera postanowiła obniżyć rachunek za usługę o 15
zł. Dlatego ostrzegam, że nie warto ryzykować wizytą w tym miejscu chyba że
któraś z Was Kobiety chce chodzić przez 2 tygodnie w czapce, kapturze lub
papierowej torbie na głowie.