tess74
28.12.06, 21:06
Jakiś czas temu pytałaś jak się potoczyły moje porodowe losy- otóż 9 grudnia w
Klinice św. Rodziny urodziłam w pozycji półsiedzącej zdrowego syna, bez
zewnątrzoponowego, ale za to na Dolarganie ze względu na wcześniejsze cc,
wspomagana oksytocyną i porządnie nacięta- właśnie doszłam do siebie i mogę
cokolwiek napisać, bo dotąd siedzenie nie było możliwe. Nie mam do nikogo
żalu, cieszę się że mam zdrowe dziecko i że były przy mnie naprawdę wspaniałe
położne, z których jedną znasz z własnego porodu. Niemniej z rodzeniem po
ludzku w rozumieniu Fundacji nie miało to wiele wspólnego, chociaż jeśli
chodzi o zachowanie personelu szpitalnego i ich do mnie stosunek, to nie
śmiałabym oczekiwać więcej- nie spodziewałam się nawet takiej cierpliwości i
wyrozumiałości jakiej tam doświadczyłam. Pozdrawiam i dodam jeszcze że
nacinanie krocza, chociaż może bywa niezbędne, to rzeczywiście barbarzyństwo.
Proces gojenia jest bardziej bolesny i uciążliwy niż sam poród. Podobno nie we
wszystkich przypadkach- w moim zdecydowanie tak.