wojman80
10.03.07, 00:33
Muszę przyznać, że czuję duży niedosyt po opisanej dyskusji (miałem okazję jej wysłuchać). Zastanawiam się jaki był sens przeprowadzać ją w zaproponowanej
formie, bo przedstawiony zespół urzędników-polityków mógł się spotkać na kawie bez medialnego rozgłosu. Po co zachęcać mieszkańców Poznania do udziału w
debacie, skoro i tak nie mogą w niej zabrać głosu? Zdaje się nie miał szansy wypowiedzieć się nie tylko żaden mieszkaniec (poza wojowniczym panem Szaflarem,
jeśli dobrze pamiętam nazwisko), ale także żaden urbanista, architekt, planista przestrzenny...
Do polemiki prowokuje już sam tytuł artykułu, a mianowicie: „Szukanie strategii”. Otóż owa strategia to nie jest abstrakcyjne pojęcie czy mglista wizja, a
konkretny dokument – strategia rozwoju miasta (lub gminy). Pytanie brzmi: ile można jej szukać, ile można ją tworzyć (tak na marginesie, ciągle nie mamy
studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego)? W tym kontekście uważam, że nie ma czegoś takiego jak wspomniane podczas dyskusji oraz w
artykule „trzy strategie”. Strategia jest jedna. Jeśli jest ich więc pojawiają się kłopoty, bo nie ma spójnej wizji, czy celu, do którego można zmierzać.
Mówi się o tym, że miasto ma być miastem akademickim, a także nastawionym na sport. Tymczasem do dyskusji nie zaproszono przedstawicieli nauk ścisłych
rozumianych jako środowisko tworzące nowe technologie (choćby z Politechniki Poznańskiej) ani działaczy sportowych. Czy na tym polega dialog i rozbudzenie
aktywności społecznej na brak, której podczas dyskusji narzekano?
„- Jeżeli za 10-15 lat, przy gigantycznym zastrzyku finansowym z UE, Poznań nie będzie w stanie skutecznie konkurować z miastami starej Unii, będzie to
oznaczać, że doszło tu do jakiejś katastrofy. Bo dziś miasta stoją przed szansą, której nie wolno zmarnować - apelował na koniec debaty prof. Orłowski.”
A co jeżeli do polskie miasta dotknie ten sam problem, który dotyczy wielu miast niemieckich, takich jak Lipsk lub Halle? W miasta wschodnich Niemiec, w
ramach programu Urban, wpompowano ocean pieniędzy, a i tak wiele z nich tkwi w stanie stagnacji, czy wręcz zapaści (tzw. kurczące się miasta). Przy czym
trudno zarzucić brak aktywności władzom miasta.
Poza tym uderza bezkrytyczny stosunek do wszelkich wskaźników statystycznych. Doskonale zdaję sobie sprawę, że są to często jedyne miary jakie mamy, ale
jednak należy do nich podejść krytycznie. Za kuriozalną sprawę uważam tendencję do uciekania od porównań z innymi miastami. Bo jeśli nie będziemy oceniać i
porównywać, to skąd mamy wiedzieć, że u nas jest dobrze albo źle? Oczywiście paranoją jest porównywanie Poznania (wraz z gminami ościennymi, jako aglomeracja
mającego z dużą „górką” licząc niecały milion mieszkańców) do miast naprawdę mogących być nazwanymi metropoliami (np. Berlin). Prawdą jest, że każde miasto
posiada swoją specyfikę i uwarunkowania, jednak można poszukiwać odpowiedników w odpowiedniej klasie.
Dyskusja na pewno udowodniła, że ciągle bardzo wiele jest do zrobienia. I że ciągle jesteśmy na etapie stawiania diagnozy, a brakuje pomysłu na strategię
rozwoju (przynajmniej na najbliższe 30-50 lat; z uwzględnieniem prognozy demograficznej korygowanej co kilka lat). No bo czy na pewno pomysłem na Poznań jest
stworzenie stolicy design'u? Równie dobrze można zacząć promować wizję Poznania jako miasta akordeonistów.
Trudno nie zgodzić się z Jakubem Głazem, że po roku debatowania wciąć stoimy w miejscu.
Pozdrawiam.
Wojciech Mania
wojman.bloog.pl