Dodaj do ulubionych

Z centrum miasta na Ławicę dojedziemy koleją

07.01.08, 10:06
Post niedostępny ze względu na naruszenie prawa lub regulaminu.
Obserwuj wątek
    • Gość: Jakub Lech Z centrum miasta na Ławicę dojedziemy koleją IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.08, 10:32
      Uważam że powinni także pomyśleć o uporządkowanie terenów przylegających do
      trasy przejazdu. Jak narazie jest tam mnóstwo dziko rosnącej zieleni. Wszystko
      powinno być tak uporządkowane i zarządzane jak przy głównych ulicach miasta
      sprzątane, pielęgnowane i podlewane. Jakby nie było te tereny staną się nasza
      wizytówka.
    • marcin.poznan A co ze skrętem z linii szczecińskiej? 07.01.08, 10:51
      Czy można gdzieś zobaczyć rysunki przebiegu tej trasy?
      Ciekawi mnie bowiem, czy zaplanowano przebudowę skrętu z linii kolejowej na
      Szczecin, bo obecnie pociągi mogą skręcać w kierunku Ławicy wyłącznie jadąc od
      strony Szczecina.
      Bez przebudowy tego skrętu będą tracić dodatkowe kilka minut na zatrzymanie się,
      zmianę zwrotnicy i jazdę powrotną.
      Niemniej, ufam, że ten pomysł będzie zrealizowany z głową.
      • Gość: nestor Re: A co ze skrętem z linii szczecińskiej? IP: *.adsl.inetia.pl 07.01.08, 11:38
        > Niemniej, ufam, że ten pomysł będzie zrealizowany z głową.

        Też tak sądzę, gdyż gdyby było inaczej klika z Urzędu Miasta i zaprzyjaźnionych
        biur inżynierii transportu nie demolowałaby tego z taką żarliwością (zwłaszcza
        na początku).

        Cieszę się, że marszałek się nie ugiął. Psy szczekają, szynobus jedzie dalej :)
      • Gość: mikroos Re: A co ze skrętem z linii szczecińskiej? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.01.08, 17:43
        Specjalistą od kolei delikatnie mówiąc nie jestem, ale czy nie jest możliwe stworzenie
        takiego zjazdu, jaki stosuje się na standardowych skrzyżowaniach bezkolizyjnych
        typu "koniczynka"? Mam na myśli odbicie w prawo szerokim łukiem i zjazd pod
        spodem. To dość wymagające technicznie, a do tego wymagane byłoby sporo
        miejsca, by taki łuk zmieścić (w końcu pociąg to nie rower i swój promień skrętu ma),
        ale w sumie chyba wykonalne.
        • Gość: Irasiad Fujibana IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.08, 18:04
          > ... ale czy nie jest możliwe stworzenie
          > takiego zjazdu, jaki stosuje się na standardowych skrzyżowaniach bezkolizyjnych...

          Po co kumbinowac?
          FUJIBANA miała smigac na betonowych palach podwieszona na szynach lub jakos tam.
          To jest najprostsze. Najmniej ingeruje w infrastrukturę.
          Wymaga telko wyobraźni i troche kasy.
          Ale co tam kasa?
          Poznań ma jej dosyć. Sprzdaje grunty za półdarmo w centrum wiadomo komu. I co ?
          Nas nie stać na FUJIBANĘ?
          • Gość: mikroos Re: Fujibana IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.01.08, 18:17
            Wiesz, ja ogólnie Twojego posta popieram, niemniej jednak pytanie dotyczyło
            tradycyjnej trasy kolejowej.

            Co do kosztów zaś, przecież był już inwestor, który chciał pokryć koszty budowy
            fujibany w 100% z własnych funduszy. Jedynym kosztem dla miasta byłoby oddanie
            miejsca pod wbicie w ziemię słupów.
            • Gość: Irasiad Re: Fujibana IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.08, 19:04
              Masz racje. Temat dotyczy szynobusu ale generalnie temat jest szerszy. Chodzi o
              połączenie centrym i dworców i autostrad z lotniskiem. I nie jest wazne czy to
              bedzie szynobus, kolej, metro, tramwaj, pestka czy FUJIBANA. Wazne jest aby to
              było najlepsze rozwiazanie na najblizsze 30 lat i wiecej.
              FUJIBANA jak wspomniales miala inwestora i to w czasach kiedy nasze lotnisko
              dołowało. teraz kalkulacja jest o niebo lepsza. Jezeli oni robia studium i
              wybieraja szynobus to znaczy, że jest tu jakas gra interesów bo FUJIBANA jest
              najlepszym rozwiazaniem i do tego super wygladajacym, prestizowym,
              panoramicznym, itd itp.
              Jezeli zarząd miasta mysli o przyszłosci to powinien szybko znaleźć inwestora,
              dac mu wolna reke i zielone swiatło, zwolnic z jakis podatków jak to lubi robic
              i po wybudowaniu chwalic sie tym rozwiązaniem w Europie i na Świecie. Wazne aby
              takie coś powstało i działao bo jest niezbedne. Póxniej bedzie przynosci wpływy
              z podatków. A rozwój i prestige regionu to tez wartość.
    • woytolo Z centrum miasta na Ławicę dojedziemy koleją 07.01.08, 11:01
      Lewoskręt z trasy kolejowej na Szczecin nie jest tak potrzebny jak
      wiadukt(tunel) przy stacji PKP Poznań-Wola. Oprócz tego, że z głową należy to
      zrobić "natychmiast", a nie czekać znowu kilka lat. Euro 2012 może się odbyć
      gdzie indziej (niestety trzeba to brać pod uwagę). Do jakiego wtedy Euro trzeba
      będzie czekać?
    • Gość: PrzemekG Z centrum miasta na Ławicę dojedziemy koleją IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.08, 11:25
      Warto byłoby ten pomysł skoordynować z przewidywaną trasą szybkiego
      tramwaju torami przez Teatralny i Kaponierę do Dworca Zachodniego.
      Chodzi o to aby jadąc z Ławicy nie trzeba było jechać tylko do
      Dworca Zachodniego ale aby po drodze można było wysiąśc na
      Teatralnym czy na Kaponiera. Z tych miejsc jest możliwość dojazdu do
      dowolnego miejsca w Poznaniu natomiast z dworca PKP jest możliwość
      dojazdu do wielu miejscowości w województwie.Naprawdę warto to
      przemyśleć!!!
      • Gość: wielkopolanin Gdańsk na podobny dojazd dostał 350 mln. IP: 83.238.194.* 07.01.08, 13:43
        Niedalej jak wczoraj na gdańskiej stronie GW przeczytałem, że
        wszystkie miasta w których odbędzie się EURO 2012 otrzymają na
        podobne (dłuższe lub krótsze) dojazdy na lotniska kasę od rządu i z
        UE. Gdańsk przewiduje na to 350 mln i włączenie tego do
        Trójmiejskiej Kolei Metropolitalnej (fajnie brzmi - TKM). To samo
        winno się zrobić w Poznaniu. O Aglomeracji Poznańskiej trąbi się od
        kilku lat i wykorzystaniu linii kolejowych do takiej szybkiej
        komunikacji. Wyznaczono nawet obszar takiej Metropolitalnej
        aglomeracji Poznańskiej - chyba cały powiat poznański plus Oborniki
        i Rogoźno. Moim zdaniem mógłby się nazywać POSNANIA. Ale cicho o
        nim się zrobiło zaraz po ogłoszeniu pomysłu. Grobelny na swoim blogu
        też o tym milczy. Jeżeli problemem dyskutowanym kilka lat jest
        sprawa uzgodnienia płatności za bilety komunikacjjne to czarno widze
        ten pomysł. Ale może w nastepnym pokoleniu i wymarciu
        dinozaurowatych Zarządców w postaci Frankiewicza czy Grobelnego da
        się to zrealizować. Muszą przyjść ludzie z otwartymi głowami na
        pomysły nie tylko co ale i jak oraz skad na nie wziąć kasę.
        • Gość: Poznańczyk Dinozaurów. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.08, 15:14
          Zapomniałeś o najstarszym dinozaurze w tym obozie. Jest nim
          niewątpliwie T. Kayser - teoretycznie od promocji.
        • Gość: Irasiad Nazwa i projekt juz jest od lat IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.08, 17:14
          To sie nazywa FUJIBANA.
          Mieli toto budować w kooperacji z japończykami ale jak zwykle na gadaniu i
          uściskach rak sie skończyło.
          W tym oraz w kopaniu dołków pod kamień węgielny to jesteśmy najlepsi.
          W kopaniu dołków pod sobą tez.
          • Gość: FUJIBANA Fujibana IP: *.icpnet.pl 07.01.08, 17:34
            FUJIBANA - dokladnie, tylko FUJIBANA :)
    • Gość: marcin 15 minut - czy to krótko czy długo? IP: *.icpnet.pl 08.01.08, 00:10
      Szynobus jadący z dworca głównego na lotnisko w 15 minut będzie na
      pewno dobrym środkiem komunikacji dla przyjeżdzających do Poznania z
      województwa - przede wszystkim dla tych, co przyjadą pociągiem (no i
      może PKS-ami jak będzie zintegrowany dworzec).
      A czy w skali miasta będzie to zawsze szybki środek transportu?
      Według analizy wyszło, że tramwaj to za daleko, za długo, za drogo
      itd. Na pewno jechałby dłużej niż szynobus, ale czy nasza Ławica
      jest faktycznie tak odległym lotniskiem? Moim zdaniem nie, jeśli się
      porówna ją z innymi miastami (Wrocław, Kraków - ok. 10 km od
      centrum, Pyrzowice - pewnie ze 30 km). A patrząc na plan miasta - w
      prostej linii, czy ściślej wzdłuż Bukowskiej (która jest prawie
      idealnie prosta), jest z portu lotniczego (tego obecnego, nie
      starego) do Bałtyku jakieś 5,8 km - jeśli mój plan miasta nie
      kłamie. To mniej niż z Bałtyku prosto wzdłuż Grunwaldzkiej do
      cmentarza junikowskiego - tam jest aż 6 km, a mimo to jeździ tam
      normalny, klasyczny (żaden PST na estakadzie/w wykopie) tramwaj! i w
      całkiem sensownym czasie - jakieś 20 minut (rozkład MPK podaje w
      dzień roboczy 18 minut, w soboty i niedziele 17 minut, więc może
      faktycznie tyle jest jak wszystkie światła pasują).
      Oczywiście, Bukowską na całej długości się nie da puścić tramwaju,
      bo na Jeżycach jest za wąska. Pewnie dałoby się, ale żeby tramwaj
      nie stał w korku, to musiałoby to być kosztem znacznego ograniczenia
      (a na fragmencie pewnie zamknięcia) ruchu samochodowego między Polną
      a Zeylanda. Conajmniej bardzo kontrowersyjne rozwiązanie. Chociaż
      zrobiono tak na nowej trasie z Placu Wiosny Ludów do Mostu Rocha.
      Tyle że tam jest to obszar wewnątrz I ramy i też wewnątrz tego
      słynnego ringu poznańskiego, i tam nie powinno być ruchu
      międzydzielnicowego (inna rzecz czy są zapewnione alternatywne trasy
      obwodowe, ramowe). A Bukowska na Jeżycach to jednak trasa między I a
      II ramą - łącznik między nimi i wylot do portu lotniczego i na
      wojewódzką do Buku, Nowego Tomyśla.
      Zatem tramwaj Bukowską przez Jeżyce odpada, czyli nie uda się zrobić
      na lotnisko trasy krótszej niż na cmentarz junikowski. Ale jest
      zaplanowana (od dawna, niezależnie od sprawy lotniska, stadionu czy
      Euro) trasa tramwajowa w ulicy Grochowskiej i Szpitalnej - jako ciąg
      dalszy trasy z ulicy Hetmańskiej do pętli na Ogrodach. Będzie to
      drugi dojazd na tę pętlę, obok trasy w ulicy Dąbrowskiego. Zresztą z
      Ogródów zaplanowane jest przedłużenie tramwaju wzdłuż Dąbrowskiego
      do ulicy Polskiej i gdzieś tam dalej ma być pętla.
      Nowa trasa w Szpitalnej-Grochowskiej przetnie ulicę Bukowską - na
      wysokości Grochowskiej, gdzie jest już dużo miejsca. Zresztą
      wykonano już początkowy dwujezdniowy "kawałeczek" Bukowskiej od
      Bułgarskiej w stronę Grochowskiej, a dalej za Bułgarską zrobiono
      dwie jezdnie aż za King Crossa. Do lotniska już niedaleko i do Euro
      pewnie będzie zrobione. W każdym razie jest tam szeroko, bez
      porównania do odcinka jeżyckiego, i tam swobodnie mógłby jechać
      tramwaj np. środkiem w pasie rozdziału. To by zapewne wymagało
      przebudowy którejś jezdni (albo obu po równo), tzn. poszerzenia po
      stronie zęwnetrznej żeby móc okroić od środka, bo pas rozdziału
      chyba nie był projektowany pod tramwaj. I robota to i koszt, ale da
      się zrobić i jest miejsce. A wtedy tramwaj z portu lotniczego
      jechałby Bukowską do Grochowskiej, tu skręt w lewo w Szpitalną i
      krótki odcinek poprzeczny do Placu Waryńskiego (chyba tak się nadal
      nazywa) czyli do dawnej pętli Ogrody (bo ona przeniesie się w rejon
      ulicy Polskiej), i tu skręt w prawo w ulicę Dąbrowskiego i dalej
      znów prosto do Mostu Teatralnego. Taka trasa liczy, jeśli mój plan
      miasta nie kłamie, aż albo zaledwie 6,3 km. Tj. tylko o 300 m dalej
      niż na cmentarz Junikowie. Czyli byłaby dłuższa tylko o jeden (i to
      krótki, np. z Teatralnego do Kaponiery) przystanek tramwajowy. Czyli
      patrząc na ten czas rozkładowy dla dnia roboczego, to wydłużmy te 18
      minut z Bałtyku do Junikowa na 20 minut z Teatralnego do Ławicy.
      Tyle by się jechało, i to normalną trasą, taką jak na Grunwaldzkiej.
      Cały czas oczywiście zakładam, że plan miasta nie kłamie co do
      odległości.
      Ale - jest jedno wielkie ale. Korki na Dąbrowskiego, w których też
      stoją tramwaje. No bo Dąbrowskiego odbywa się dojazd do do centrum z
      kierunku Woli - Tarnowa Podgórnego, analogicznie jak wąskim
      odcinkiem Bukowskiej z kierunku Ławicy - Buku. Tyle że Dąbrowskiego
      ma swoją alternatywę w postaci trasy Św. Wawrzyńca. Też od dawna
      zaplanowanej. Na razie (i to dawno temu) zrealizowano tylko jej
      pierwszy odcinek do Niestachowskiej, a potem nic. Ale w końcu ma być
      teraz robiony odcinek do Kościelnej (i po nim przyjdzie czas na
      doprowadzenie do Pułaskiego/Roosevelta). Czy to tak od razu zaczną
      się prace nad tym odcinkiem to się pewnie jeszcze nie dowiemy, ale
      coś się z tymi drogami zaczyna ruszać - UE i Euro chyba zaczyna
      powoli działać. A budowa tej trasy pozwoli na uspokojenie ruchu na
      Jeżycach i stworzenie normalnych warunków jazdy dla tramwaju na
      Dąbrowskiego. I wtedy pewnie byłoby te dwadzieścia minut do Ławicy
      (i osiem na Ogrody - w godzinach szczytu, a nie tylko w niedzielę
      rano).
      Mielibyśmy więc tramwaj na lotnisko w dwadzieścia minut. A jak to
      się ma do jadącego piętnaście minut szynobusu? Rejon
      Bałtyku/Kaponiery/Teatralki to nie cały Poznań, a jedynie jego
      glówne centrum przesiadkowe. I to nie dla wszystkich, a tylko dla
      tych, którym brakuje bezpośredni tramwaj (uciekł im akurat tam gdzie
      wsiadali i jadą innym na przesiadkę albo po prostu nie ma takiego
      połączenia). A schemat podróży do Portu Lotniczego jest dziś taki,
      że nie ma bezpośredniego tramwaju (ani autobusu - chyba że ktoś
      mieszka wzdłuż Bukowskiej) i na Kaponierze przesiadamy się w
      autobus, co zajmuje nam parę minut (nie liczę czasu czekania, tylko
      spokojne dojście i czekanie chwilę nim coś podjedzie - tak jak się
      czeka na jadący często tramwaj). Środek dowozowy na lotnisko jest
      nie kompatybilny z podstawowym środkiem komunikacji miejskiej -
      tramwajem.
      A szynobus będzie powielać ten schemat - dojazd tramwajem (czy w
      mniejszej części autobusem) do Kaponiery i tu niezbędna przesiadka
      na środek komunikacji kursujący do lotniska. A wyjście z tramwaju i
      zejście na poziom torów trochę zajmie - zakładam oczywiście że byłby
      przytanek kolejowy pod Kaponierą, bo jak będzie tylko dworzec
      główny, to tragedia. Więc do tych piętnastu minut trzeba dodać czas
      na przesiadkę.
      Oczywiście, tramwaj na lotnisko też nie pojedzie z całego miasta,
      więc przesiadki tak samo mogą być. Ale ten tramwaj nie będzie się
      urywał na Kaponierze (Dworcu Głównym) tak jak szynobus. Tramwaj
      jako "kompatybilny" będzie wpisany w sieć i będzie jechał gdzieś
      dalej i z niektórych kierunków miasta nie trzeba się będzie
      przesiadać. I co wtedy byłoby szybsze - wysiąść i iść na szynobus i
      jechać nim "tylko" 15 minut (o ile nie trzeba na niego poczekać) czy
      nie wysiadać i jechać dalej ale za to jeszcze "aż" 20 minut.
      A skąd tramwaj może jechać? Może np. być linia prowadząca z portu
      lotniczego wprost do centrum, na tę naszą nowo oddaną trasę
      tramwajową przez Most Rocha. I co wtedy? Lądujemy w Poznaniu, przy
      terminalu wsiadamy w tramwaj i wysiadamy np. po 28 minutach (słownie
      dwudziestu ośmiu) przy Kupcu Poznańskim na przystanku "Wrocławska" i
      idziemy sobie Wrocławską dwie (no może trzy) minuty i jesteśmy na
      Starym Rynku. Po trzydziestu minutach. Fikcja? Może i fikcja, a może
      nie? Jeżeli nie, to możemy nie wysiadać tylko przejechać jeszcze
      trzy przystanki za Most Rocha i tu wysiąść - znowu dwie, trzy minuty
      spaceru i zachodzimy np. na jakąś międzynarodową konferencję na
      Politechnice. Znowu pewnie fikcja. Może.
      Ale nasze lotnisko wcale nie jest tak daleko od centrum - to w końcu
      z tego powodu zabraniają nam budować drapacze chmur, conajwyżej
      jakieś symboliczne stumetrowce. A inne miasta takich problemów n
      • Gość: marcin Re: 15 minut - czy to krótko czy długo? IP: *.icpnet.pl 08.01.08, 00:18
        No to jeszcze uzupełnienie:
        Inne miasta takich problemów z drapaczami chmur nie mają. Ale mają
        lotniska naprawdę za miastem i tam się trochę czasu jedzie.
        A powróćmy jeszcze do tramwajowej fikcji. Taki tramwaj z lotniska
        wcale nie musi dojechać do Kaponiery czy Mostu Tetralnego, tak jak
        musi to zrobić szynobus. W sieć tramwajową miasta będzie się wpinać
        już na Grochowskiej-Szpitalnej. I jeśli jedna linia skręci w lewo w
        Szpitalną w kierunku Dąbrowskiego, to druga linia może skręcić w
        prawo w Grochowską w kierunku Trasy Hetmańskiej. I obsłużyć w ten
        sposób Grunwald, Łazarz, Wildę, Rataje itd. bez konieczności
        dojeżdżania przez ich mieszkańców do węzła przesiadkowego na
        Kaponierze. A do szynobusu wszyscy musieliby tam dojechać.
        A czy potrzebne byłyby dwie linie na lotnisko? Na cmentarz
        junikowski, z którym porównujemy odległość lotniska, dojeżdżają dwie
        (a na pętli Budziszyńska, całkiem niedaleko, kończą kolejne dwie).
        Klasyczny tramwaj jadący na lotnisko będzie obsługiwać i Ławicę, i
        Marcelin (King Cross i to co kiedyś wokół powstanie), i do tego
        Osiedle Księdza Popiełuszki – jedno z najgęściej zabudowanych
        starych osiedli. I w odróżnieniu od innych środków transportu,
        tramwaj będzie oferować jazdę bez obowiązkowej (dla każdego)
        przesiadki Bałtyk/Kaponiera. Więc może się okazać, że taka
        komunikacja miejska może być atrakcyjniejsza od obecnie
        funkcjonującej, i to zwłaszcza dla ludzi mieszkających, pracujących
        czy kupujących w obszarze ciążenia ulicy Bukowskiej (którym szynobus
        nic nie da). I dwie linie tramwajowe z dwóch różnych kierunków
        miasta mogą się okazać potrzebne, jak na trasę tego rodzaju co
        Bukowska.
        Bo porównajmy ja z innymi klasycznymi liniami, ale popatrzmy też na
        trasę PST, bardziej obciążoną: tam dwie linie zakładali przed
        otwarciem w 1997; jak otwierali to puścili już trzy linie, choć nie
        od razu w pełnym kształcie, bo był remont Głogowskiej; po paru
        latach dołożyli czwartą uzupełniającą, z której z czasem zrobiła się
        normalna linia; no i w okresach szczytowych uzupełniali już
        dodatkowymi kursami, czyli de facto piątą linią, patrząc na ilość
        pociągów tramwajowych w ruchu, a ostatnio ta piąta – szczytowa –
        została już formalnie usankcjonowana jako kolejny numer; a to
        jeszcze chyba nie jest ideał, tyle że są inne wąskie gardła, bez
        których się więcej już nie upcha.
        I podsumowując: szynobus będzie dobrym środkiem dla jadących z
        regionu – bo oni przyjadą do Poznania komunikacją regionalną (PKP,
        PKS itd.). Natomiast w praktyce niekoniecznie usprawni to jakoś
        znacząco komunikację w skali miasta.
        • Gość: 007 a wystarczy poprosić swojego Anioła Stróża IP: *.icpnet.pl 08.01.08, 02:55
          i każdy z każdego miejsca w Poznaniu bezboleśnie dotrze w każde
          miejsce...

          A tak na poważnie. Na torach kolejowych nie ma tłoku, nie ma tylu
          szans na kolizje, które załatwiają każdy precyzyny /teoretyczny/
          plan. Po prostu jest to trasa alternatywna z centralnie położonego
          puktu.
          • mankut400 Re: a wystarczy poprosić swojego Anioła Stróża 08.01.08, 12:37
            Gość portalu: 007 napisał(a):

            > A tak na poważnie. Na torach kolejowych nie ma tłoku, nie ma tylu
            > szans na kolizje, które załatwiają każdy precyzyny /teoretyczny/
            > plan.

            A jeszcze poważniej - nawet najlepszy plan rozłoży instytucja o
            nazwie PKP (popytaj się tych, co na Balice szynobusem jeżdżą)
          • Gość: marcin Re: a wystarczy poprosić swojego Anioła Stróża IP: *.icpnet.pl 09.01.08, 00:26
            Owszem, na torach kolejowych nie ma tłoku i nie ma tylu szans na
            kolizje co na ulicy. A przynajmniej tak to wygląda. Bo pytanie jakim
            to się odbywa kosztem - i nie chodzi tu akurat o pieniądze.
            Zalety transportu szynowego (ogólnie mówiąc wynikające z toczenia
            się stalowych kół po stalowych szynach) stają się jego wadą, gdy
            przychodzi konieczność zahamowania pociągu. Często się pisze (a
            właściwie ostrzega), że droga hamowania pociągu może wynieść nawet
            1000 m (przy prędkościach typowych dla naszej kolei). Przy czym te
            ostrzeżenia związane są ze skrzyżowaniami (tj. potencjalnymi
            kolizjami) transportu drogowego z transportem szynowym. Ale te same
            prawa fizyki obowiązują również wtedy, gdy spotyka się pojazd
            szynowy z innym pojazdem szynowym, tyle że o tym pisze się raczej w
            publikacjach fachowych, ponieważ jest to w zasadzie wewnętrzna
            sprawa kolei. Niemniej prawa fizyki są takie same.
            Więc jeżeli mamy do czynienia z jadącym z przywoitą prędkością
            pociągiem, to jakakolwiek kolizja z innym pociągiem może przybrać (i
            niestety najczęściej przybiera) katastrofalne kształty. Potencjalne
            miejsce kolizyjne na kolei (np. rozwidlenie torów) nie należy zatem
            rozumieć tak jak w ruchu ulicznym, tylko dużo gorzej - jako miejsce
            potencjalnej katastrofy.
            I od początku funkcjonowania kolei, czyli od pierwszej połowy XIX
            wieku, to jest podstawowa sprawa. Stąd w połowie XIX wieku, gdy
            przeciętnemu człowiekowi nie śnił pewnie kodeks drogowy, ruch
            prawostronny czy przejścia dla pieszych, na kolei stosowano już
            różne (może jeszcze niezbyt zaawansowane) systemy sygnalizacji i
            zabezpieczenia ruchu, a z biegiem lat (wciąż jeszcze w wieku XIX)
            stale je udoskonalano. Żeby nie dochodziło do sytuacji kolizyjnych.
            Bo kolizja = katastrofa.
            A żeby nie dochodziło do sytuacji kolizyjnych, to po prostu pociągi
            nie mogą się do siebie zbliżać, przynajmniej jak jadą z normalną
            prędkością. Po prostu trzeba je trzymać z dala od siebie, bo one
            same nie zdążą zahamować. Stąd na kolei nie ma tłoku (rozumianego
            jako korek uliczny), bo go nie może być. Na kolei tłok = kolizja =
            katastrofa (oczywiście jak chodzi o ruch pociągów, a nie o manewry
            na stacji).
            A jaki płynie z tego skutek? Najważniejszy to taki, że między
            pociągami musi być odstęp (pomijając szczególne sytuacje). I jeśli
            tor jest zajęty, to kolejny pociąg trzeba zatrzymać wcześniej. A
            żeby go tam wcześniej zatrzymać, to jeszcze wcześniej - w odległości
            drogi hamowania - musi być sygnał, że trzeba już zacząć hamować. To
            jest zadanie dla sygnalizacji i może ona być nawet w kabinie
            maszynisty (a nawet musi być jak to jest np. TGV - przy 300 km/h
            maszynista nie dojrzy jaki kolor się wyświetla na semaforze; u nas
            chyba jeszcze takich systemów nie ma), ale taki schemat
            postępowania, wynikający z praw fizyki (których nawet
            najnowocześniejsze systemy sygnalizacji nie zmienią - one tylko
            minimalizują czas reakcji), przekłada się na odstęp liczony w
            minutach/kilometrach, a nie sekundach/metrach, jak to bywa w ruchu
            ulicznym. Bo chodzi o to, żeby pociąg mógł poruszać się ruchem w
            miarę jednostajnym, tzn. żeby odpowiednio wcześnie była już
            zwolniona droga dla pociągu zanim ten pociąg minie początek drogi
            hamowania.
            Analogicznie jest przy rozwidleniach linii kolejowych, gdzie pociągi
            przecinają swoje tory. Pociąg przecinający tor przebiegu innego
            pociągu musi na tyle wcześnie przejechać miejsce rozgałęzienia
            (przejechać całym składem), aby można było ustawić drogę przebiegu
            dla kolejnego pociągu i podać mu sygnał wolnej drogi jeszcze zanim
            minie swój początek drogi hamowania.
            Może to trochę skomplikowane, ale są to pewne ogólne reguły, a nawet
            swoiste wyolbrzymienie i przejaskrawienie zasad ruchu drogowego
            wynikające ze specyfiki transportu szynowego. Oczywiście takie
            miejsca kolizyjne na kolei są bardzo rzadko rozmieszczone - w
            porównaniu do transportu drogowego. I oczywiście trzeba zadbać o
            odpowiednią infrastrukturę, żeby te skutki zabezpieczeń ograniczyć
            do minimum (a nie zasłaniać się miejscami kolizyjnymi, po to żeby
            nic nie robić). Tyle że to minimum i tak się będzie liczyć w
            minutach/kilometrach. Prawa fizyki po prostu.
            A jak to się ma do szynobusu na lotnisko? Otóż z dworca głównego
            pojedzie on dwutorową trasą dookoła Jeżyc do rozwidlenia nad ulicą
            Niestachowską, gdzie w prawo (na północ) odgałęzia się dwutorowa
            linia na Oborniki - Piłę - Kołobrzeg. Szynobus pojedzie tu prosto,
            dalej dwutorową trasą do nowego rozgałęzienia na Woli, gdzie tym
            razem skręci w lewo na tor (bo chyba będzie tylko jeden) prowadzący
            do lotniska. Natomiast prosto pobiegnie dalej dwutorowa trasa na
            Szamotuły - Krzyż - Szczecin.
            Zatem szynobus wyjeżdżający z dworca głównego i jadący prawidłowo
            prawym torem napotka pierwsze potencjalne miejsce kolizyjne nad
            ulicą Niestachowską - tutaj pociąg z kierunku Piły przeciąłby jego
            tor, żeby przejechać na przeciwny (tj. lewy dla szynobusu, a dla
            tego pociągu prawy) tor prowadzący w stronę dworca głównego.
            Następnie, dojeżdżając do tego nowego rozgałęzienia na Woli, to
            szynobus odbijący w lewo przetnie przeciwny tor (tj. dla szynobusy
            lewy), prowadzący ze Szczecina do Poznania (i dla pociągu jadącego
            do Poznania byłby to tor prawy). Potencjalnie przebieg szynobusu na
            lotnisko może się zatem skrzyżować z przebiegami pociągów z Piły i
            Szczecina do Poznania.
            Szynobus jadący z lotniska ma odwrotną sytuację - nie przecina tych
            przebiegów, ale za to się z nimi pokrywa. Bo tym razem szynobus
            będzie jechać po torze dotychczasowym "lewym" a teraz dla niego
            prawym, czyli tym który zbiera pociągi z Piły i Szczecina.
            Można oczywiście kombinować i puszczać szynobus pod prąd, czyli w
            danym momencie lewym torem. Współczesne urządzenia sterowania ruchem
            umożliwiają to. Ale jeśli szynobus ma mieć jakąś przyzwoitą
            częstoliwość kursowania - czyli w praktyce 30 minut - to przy czasie
            jazdy minimum 15 minut w jedną stronę (tyle podali) dwa pojazdy
            muszą się mijać na odcinku dwutorowym. Nie da się zredukować do zera
            minut czasu postoju na stacji końcowej i całkowitej wymiany
            pasażerów (obrót składu to będzie 2x15 + postój zwrotny na Ławicy +
            postój na Głównym = więcej niż 30 minut). Więc nie da się kombinować
            zamiany torów - muszą jechać po obu. Zrobienie rzadszych kursów (np.
            co 60 minut) spowoduje, że szybciej się dojedzie zwykłym autobusem
            nawet w korku, albo się weźmie taksówkę, żeby tyle nie czekać.
            A jak szynobusy będą jechać po obu torach, to muszą się dopasować do
            rozkładu innych pociągów. O ile wszystko się trzyma rozkładu to
            jeszcze nie będzie źle, ale w przypadku np. opóźnienia (wystarczy
            kilka minut) pociągu ze Szczecina czy Kołobrzegu może być problem. I
            na pewno priorytet dostanie wtedy ten pociąg dalekobieżny, zwłaszcza
            jak ktoś nim będzie jechał na przesiadkę dalej w głąb Polski. A
            szynobus trzeba będzie zatrzymać, żeby zapewnić tamtemu pociągowi
            swobodną drogę i jak najszybsze dotarcie na dworzec główny. Co
            oznacza dla szynobusu przynajmniej kilka minut postoju: jeśli
            jechałby z lotniska to przed wyjazdem z linii lotniskowej na linię
            szczecińską, a jeśli jechałby z dworca głównego to stanąłby pewnie
            na wysokości Jeżyc. O ile w tym drugim przypadku w ogóle wypuszczą
            go z dworca głównego - bo się okaże, że stając przy Jeżycach
            zablokuje wyjazd z dworca dla następnego pociągu, który akurat nie
            koliduje z tym opóźnionym i mógłby przejechać.
            To są sytuacje zdarzające się na kolei, i normalnie się je redukuje
            do minimum, choć tego minimum się nie przeskoczy (prawa fizyki).
            Zatem szynobus to nie będzie aż taki super bezkolizyjny dojazd i do
            tych 15 minut może mu nieraz dojść jeszcze trochę, albo i o tyle
            później wyjedzie (a pomijam, że na to wszystko nałożą się jeszcze
            realia PKP - to już inna rzecz).
    • mankut400 "4 + 4" - a ile ma być? 08.01.08, 12:41
      Tak na problem odpowiada dobry ;) główny księgowy.
      Obawiam się, że podobnie do tego podeszli "eksperci".
      Dla Poznania o wiele korzystniejszym niż budowa "super-
      rozgałęzienia" z linii szczecińskiej (bo chyba pociąg nie będzie
      zajeżdżać na Wolę?) oraz "kilku kilometrów torów" byłoby wydłużenie
      tramwaju do Polskiej i przedłużenie TRAMWAJU (jednej linii) do Portu
      Lotniczego.
      • Gość: wielkopolanin Re: "4 + 4" w Poznaniu często 7.... IP: 83.238.194.* 08.01.08, 14:37
        ....ale to szczęśliwa liczba. A tak na poważnie - ten pomysł MARCINA
        by poprowadzić od grochowskiej i Polskiej omijający zatłoczoną
        Dąbrowskiego (może po wybudowaniu sw. Wawrzyńca która jest w planie
        na ten rok) byłoby to zapewne lepsze dla Poznaniaków bo dla
        wielkopolan dojeżdżających PKP iPKS to lepszy szynobus. Dla
        tramwajów wtedy wprowadzić priorytet jak na Rocha i śmigają, że hej.
        Różnica 5 minut między szynobusem i tramwajem nie warta jest
        wyrzucanej na nią kasy. Wtedy rzeczywiście można ograniczyć ruch
        samochodowy na wąskich ulicach bo byłaby ul Wawrzyńca. TO można
        rozważyć jako alternatywę bo rzeczywiście od Polskiej jest miejsca
        na tramwaj i bez problemu sie tam zmieści tylko odpowiednio
        zaprojektować. A poza tym gdzie jest powiedziane, że tramwaje musza
        smigać środkiem. W wielu miastach jeżdża jedną stroną ulicy i jest
        to nawet praktyczniejsze bo tylko z jednej strony przekraczają ją
        przechodnie. A nie trzeba wtedy ingerować w istniejące jezdnie.
        Myślę, że powinni to rozważyć także nasi przedstawiciele w Radzie
        Miejskiej - nie tylko urzędnicy.
    • Gość: Fish Fajny, praktyczny (wielkopolski) pomysł IP: *.chello.pl 08.01.08, 21:32
      Dojazd koleją to podstawa każdego połączenia z centrum ściślej - z
      dworcem centralnym (Londyn, Paryż RTR, Monachium S8 i S2, Berlin
      (Hautp i Ost Bhf z Tempelhof) po co wywalać kupę kasy na fujibane,
      jak będziemy mieli fajną naszą bane.
      Naprawdę Lotnisko na Ławicy to wizytówka Poznania w dobrym tego
      słowa znaczeniu :)
      PS. kocham poznań
    • Gość: gosc a co z mieszkancami Lawicy IP: *.pools.arcor-ip.net 09.01.08, 09:23
      Ktoś chyba zapomniał, że Ławica to też olbrzymia dzielnica mieszkaniowa.
      Szynobus nie rozwiązuje problemu dojazdu dla mieszkańców (który dodając jest
      koszmarny). Ja mam na lotnisko 1.5 kilometra więc nie będzie to rozwiązanie dla
      mnie...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka