renepoznan
14.12.08, 15:20
propagandy?
Ukazała się 14 już książka z serii Festung Posen 1945 pt. „Lejtnanci z Poznania” Są to wspomnienia Rolfa H. Oberheida – będącego w interesującym nas okresie w V Szkole Podchorążych Piechoty. Walczył na terenie fortu IV oraz na Cytadeli. Wspomnienia trochę subiektywne, ewidentnie wybiórcze i wnoszące do naszej wiedzy o tych walkach raczej anegdotę niż większą wiedzą historyczną. Choć w kontekście wiedzy o kłopotach Niemców z brakiem niektórych rodzajów amunicji, informacja o zwalczaniu rosyjskich czołgów wysadzaniem nieprzeniesionych do miasta magazynów amunicji jest wstrząsająca. Ale m/innymi dzięki temu, opór Niemców relatywnie szybko się zakończył więc nie możemy narzekać.
Losy autora w czasie wojny zostawiłbym w spokoju – i czas wojny, i brak wiedzy i pewno też propagandowe pranie mózgów swoje robiło więc autor działał jak działał. Trudno mu się dziwić. Niewątpliwie też trafna jest jego uwaga, ż pojedynczy człowiek jest bezsilny wobec rządzących wysyłających go z karabinem do boju. Szkoda tylko, że ta refleksja służy mu jedynie do usprawiedliwienia siebie a nie do zrozumienia także działań poszczególnych żołnierzy rosyjskich. Znajdując usprawiedliwienie dla siebie nie ma usprawiedliwienia dla Rosjan.
Natomiast zadziwiło mnie coś innego. Wspomnienie napisane jest w 1973r a zatem niemal 28 lat po wojnie. Po okresie możliwej refleksji i po możliwościach poznania faktów i dokonania ocen historycznych i moralnych.
I ten człowiek - niemiecki żołnierz – nadal bezrefleksyjnie powtarza goebbelsowską tezę o tym, że walcząc w Poznaniu bronili niewinnej ludności cywilnej uciekającej przed sowieckimi hordami. Co więcej – już w tej pozycji napisanej w 1973r – widać obecny dominujący ton niemieckiego spojrzenia na wojnę tj twierdzenie, że winni wojnie byli naziści a nie Niemcy i żal, że Rosjanie nie rozróżniali Nazistów i Niemców.
Jakieś zachwianie moralne z tego przebija. Ten człowiek nadal nie widzi, że skutek – czyli to co się działo z Niemcami w 1944 i 45 r miał swoja przyczynę w ich działaniach od 1938r. działaniach nie tylko nazistów ale wszystkich Niemców. Mimochodem zresztą wyrywa mu się żal, że nie udało się powstrzymać katastrofy na froncie wschodnim do której przyczynili się naziści. Ale za samo powstanie frontu wschodniego (szeroko rozumianego – licząc od daty napadu na Polskę) potępienia nie widać.
Niezwykle bezrefleksyjne jest też przedstawianie się jako obrońcy uciekającej ludności Niemieckiej (czyli ucieczki okupantów z ziem okupowanych, bo o tych mówimy). To twierdzenie zrozumiałe w 1945r jest idiotyzmem w 1973 gdy musiał już wiedzieć i móc przeanalizować rzeczywiste działania. wojsk niemieckich. Przecież (od II kwartału 1944r) to była kiepska obrona do linii Wisły. Potem zatrzymanie frontu ale nie z powodu oporu niemieckiego ale raczej zatrzymania natarcia Rosjan. Od Wisły do Odry to była paniczna ucieczka – niejednokrotnie te niby bohaterskie oddziały niemieckie zwiewały prędzej niż uciekający cywile – poczytajcie sobie wspomnienia Niemców z ucieczki z Prus Wschodnich). Opór w „miastach twierdzach” tylko powiększył cierpienia ludności cywilnej. Nie mówię już nawet o Poznaniu bo to go pewno nic nie obchodziło ale zobaczcie co spowodowała obrona Wrocławia, Piły czy Kołobrzegu.
Ten człowiek po 28 latach nadal tego nie widzi i powtarza goebbbelsowską propagandową brednię. Być może dlatego, że musiałby napluć na to co z odrobiną dumy wspomina – swoją służbę Wielkim Niemcom. Nie stać go na to.
Po co Pomost te pozycje wydaje? Początkowo myślałem, że rzeczywiście przewodnim celem jest przedstawienie punktu widzenia strony niemieckiej. To cenne i warte wydawania. Nie mieliśmy tego obrazu przez co nasze widzenie tych walk było skrzywione. Uzupełnialiśmy go wspomnieniami naszych dziadków czy rodziców ale to był obraz trzeciej strony, Polaków.. Jednak bez rzeczywistej konfrontacji wydawanych niemieckich wspomnień z opracowaniami historyków polskich i nawet rosyjskich (tomik poświecony wspomnieniom Rosjan był – delikatnie mówiąc nieudany) Pomost mimo woli wpisuje się w propagowanie, nie wiedzy o działaniach Niemców, ale także ich propagandy i i to w najgorszym goebbelskowskim wydaniu, nie skorygowanym jak widać przez powojenną refleksję. Czy o to pomysłodawcom serii chodziło?
Proszę zrozumieć – nie chodzi mi o cenzurowanie tekstów. Chodzi mi o takie ich dobieranie by następowała intelektualna konfrontacja obu stron konfliktu. To co robi Pomost zaczyna być jednostronnym przedstawianiem wersji niemieckiej bez umożliwienia szerszemu czytelnikowi poznania rzeczywistego obrazu zdarzeń. A to obraz nieciekawy dla Niemców. Od ich bohaterstwa, męki, poświęcenia po ich zbrodnię, okrucieństwo w traktowaniu miasta, tchórzostwo, fatalne dowodzenie i organizację walk. A w tej serii otrzymujemy cukierkowaty obrazek dzielnych żołnierzy niemieckich z poświęceniem walczących o swoje rodziny i ciężko potem za to płacących niewolą i cierpieniami. Niby prawda ale więcej taka: „gó... – prawda”.
Na innych forach przetoczyła się dyskusja na temat opatrywania strony tytułowej ksiązki hitlerowskimi i nazistowskimi symbolami i odznakami.
Wydawca tłumaczy:
„W związku z tym, że książką dotyczy leutnantów z Poznania w kontekście V Szkoły Podchorążych Piechoty, zdecydowałem się umieścić na okładce herb tej szkoły. W każdym sklepie modelarskim są dziesiątki modeli niemieckich pojazdów ze swastykami na pudełkach, podobnie jest z książkami: swastyki, trupie czaszki i runy SS, często umieszczane jedynie w celach komercyjnych. Nie sądzę aby ta okładka Pomostu w tej sytuacji była szczególnie obrazoburcza.”
Nie do końca się z tym tłumaczeniem zgodzę. Większość polskich wydawnictw, jeśli na stronie tytułowej zamieszcza swastyki lub inne tego typu godła to umieszcza je w określonym kontekście. Na czołgu, samolocie itp. Ma to logiczne uzasadnienie. Trudno pokazywać Tygrysa bez nazistowskich oznaczeń. Natomiast zamieszczanie herbów Niemieckiej Szkoły w okupowanym Poznaniu – w tym konkretnym przypadku jest całkowicie zbędne i nic nie przynosi. Można to było dla celów dokumentacyjnych uczynić w środku książki. Niekoniecznie na okładce. Mam wrażenie, że Wydawnictwo Pomost – zatraca wyczucie jeśli chodzi o umiar w sferze symboliki drażniącej Polaków. Niby to drobiazg – ale czy przydałaby się wydawcom odrobina refleksji i poszanowania uczuć – tej części Polaków dla których tamten okres nie jest jedynie historią z podręcznika lecz żywym zdarzeniem znanym z opowiadań dziadków i rodziców.
Cele jakie sobie stawia Pomost wymagają uszanowania i uczuć Niemców – tylko dlaczego zapomina się o uczuciach Polaków? Przy odrobinę większym zastanowieniu nie muszą być te działania sprzeczne.
Jeszcze pewno miałbym coś do napisania ale ograniczę się do odrobinę prowokacyjnego pytania. Czy to co robi Pomost nie jest mimowolnie triumfem goebbelsowskiej propagandy? Do tego robionym rękami polskiej organizacji?