Dodaj do ulubionych

Rusza walka ze ściąganiem

07.02.07, 08:56
Najłatwiejszą sprawą jest zabrać ściągawkę i wyrzucić z sali egzaminacyjnej i
to większość naszych nauczycieli umie robić doskonale. Ogromnym szczęściem
jest mieć nauczyciela, który tak zainteresuje przedmiotem, że uczeń z wielką
ochotą zdobywa wiedzę i do głowy nie przyjdzie mu nawet ściągać bo i po co.
Ale cóż takich nauczycieli możemy policzyć na palcach. Więc może nie od
uczniów należałoby zacząć?
Obserwuj wątek
    • Gość: king Re: Rusza walka ze ściąganiem IP: *.internet.radom.pl 07.02.07, 12:00
      Wydaje mi sie iż większym problemem jest nie tyle ściaganie co przeładowane
      programy nauczania,przy których żeby się nauczyć wszystkiego nie możnaby było
      nic robić poza nauką.JAsne niektórym się to udaje,ale jakim kosztem i jaki jest
      odsetek tych ludzi...DOść znane powiezenie mówi"jak chcesz coś zmieniać zacznij
      od siebie",a najłatwiej jest narzucic uczniom, stuydentom to i tamto samemu
      przy tym nie kiwnąc palcem.Dlatego mówienie ze trzeba przedstawić ucznioom i
      ordzicom pogląd zachodni to najpierw nie ch nie zapychaja głowy dzieciakom
      bzdetami, które w życiu się nie przydadzą.Sciaganie jest złe!ALe taki sposób
      walki nie jest dobry.Pozdrawiam "biednych" uczniów,którzy zawsze chyba będą
      królikami doświadczalnymi......
      • Gość: lama Re: Rusza walka ze ściąganiem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.02.07, 15:40
        zgadzam się!, moim zdaniem również w polskim szkolnictwie oficjalny materiał jaki jest zaplanowany do nauki dla poszczególnych roczników jest zbyt obszerny, czy też wymaga czasami ewidentnie zbyt dużo czasu!
        nie wiem jak można byłoby temu zaradzić, napewno potrzebne jest dużo zmian, myślę, że powinno się dążyć do tego, aby odciążać uczniów od prac zadawanych do domu, a zato starać się aby zrobili oni i skorzystali jak najwięcej na lekcjach, aby lekcje były bardziej "aktywne", a nie prowadzone niczym monotonne wykłady i może również aby nauczyciele i uczniowie nie musieli trzymać się monotonnych programów nauczania, ale mogli skupiac się np. na wybranych ciekawych zagadnieniach a za to inne zagadnienia odpuścić lub tylko zasygnalizować uczniom i pokazać jak mogą je sami pogłębiać;
        często zdarza się, że nauczyciele sami przyznają, że zostało już mało lekcji i muszą "lecieć" szybciej z materiałem - moim zdaniem takie wymagania programowe prowadzą do złych sytuacji, to znaczy należy postawić na jakość a nie na ilość! w końcu nauka szczególnie na etapach podstawowych, a w liceach również z przedmiotów które nie są związane z przyszłością zawodową młodych ludzi nie ma służyć wpajaniu im do głów wiedzy encyklopedycznej, bo człowiek to nie maszyna i nie używane dane chcąc nie chcąc niestety wymażą się z pamięci, ale ma nauczyć ich ze zrozumieniem najważniejszych i niezbędnych podstaw, potrzebnych już do na całe życie;

        w każdym razie bardzo często zdarza się, że aby naprawdę uczciwie i sumiennie przygotować się i opanować zadawany materiał konieczne byłoby poświęcenie zupełnie całego czasu i nawet wtedy nie zawsze można byłoby zdążyć!
        rodzi to złe sytuacje, i nie chodzi tu tylko o ściąganie, ale również o to, że taki system wymusza często konieczność nauki i przygotowywania się dokładnie pod oceny, sprawdziany i zaliczenia - inaczej mówiąc autentyczna ciekawość przedmiotu i zaangażowanie przestają byc premiowane, bo najważniejszy i tak staje się końcowy suchy wynik
      • Gość: Janek Re: Rusza walka ze ściąganiem IP: 82.139.38.* 07.02.07, 19:26
        Zgadzam się.
        Najpierw powinno się zastanawiać co jest powodem że uczniowie ściągają a nie zajmować się tępieniem tego.
        Wywalić zbędne duperele z książek a potem dopiero robić porządek z nieuczciwymi pomocami naukowymi.
        • Gość: malka Re: Rusza walka ze ściąganiem IP: *.chello.pl 07.02.07, 22:03
          Szczerze mowiac to bardzo podobalo mi sie stwierdzenie Ks. Tuszyńskiego jesli
          chodzi o tego lekarza a z drugiej strony to ściąganie zawsze bylo i pewnie
          nadal bedzie...i niestety nie wiem czy jest ktos kto to wyeliminuje...
        • ar.co Re: Rusza walka ze ściąganiem 09.02.07, 19:53
          głównym powodem ściągania jest nieuczciwość uczniów, ich głupota i społeczna
          aprobata dla rzekomo nieszkodliwych oszustw. I 3wcale nie chodzi o przeładowany
          program. Przykład? Uczyłem kilka lat na płatnych kursach akademickich
          ptzugotowujących do egzaminów wstępnych na UJ, potem także do matury. Kurs
          kosztował całkiem sporo, był całkowicie dobrowolny, nie groziły złe oceny,
          wyrzucenie za drzwi, skarga do rodziców czy jakiekolwiek inne konsekwencje;
          natomiast można było (o ile się cokolwiek robiło) sporo zyskać. I co? I
          ściąganie kwitło! Idiotyczne, szczeniackie zachowania w wykonaniu dorosłych
          ludzi, którzy mogą prowadzić samochód, wybierać władze państwowe czy zakładać
          rodziny! A od paru lat zaczęli również dawać ściągnięte z internetu
          wypracowania jako własne. Polska młodzież jest po prostu przyzwyczajona do
          nieuczciwości, i przeładowane programy nie mają to nic do rzeczy. Gdy
          następuje "odchudzenie" programu (co zresztą z wielu przedmiotów już
          nastąpiło), młodzież automatycznie uczy się jeszcze mniej, tak że zawsze
          istnieje dla niej potrzeba oszustwa. Jedynym wyjściem jest rzeczywiście ostra
          kontrola, poważne konsekwencje (z wyrzuceniem ze szkoły czy studiów włącznie) -
          i uświadomienie wszystkim uczniom, że tolerancja dla ściągania oznacza utratę
          szans dla rzeczywiście zdolnych, pracowitych i uczciwych.
          • Gość: Adam Re: Rusza walka ze ściąganiem IP: 82.139.38.* 14.02.07, 11:59
            A może głównym powodem ściągania uczniów np. w LO jest to że mają nieraz kilka klasówek na tydzień z czego połowa uczą się że np. : Francuzi podczas jakiejś tam wojny nosili mundury w takim i takim kolorze, a za czasów epoki takiej i takiej prorok walił kazania które trzeba znać na pamięć, albo ile osób wytłukło się na śmierć w Antygonie, albo z matmy całki srałki. Skoro takich gówien uczą w Polskiej szkole nie dziwić sie że takie bezrobocie bo nie przekona mnie to jak Ktoś mi powie że znajomość epok z J.P. pomoze mi w znalezieniu pracy.
    • Gość: ko# Re: Rusza walka ze ściąganiem IP: *.stat.gov.pl 08.02.07, 08:33
      Ja nigdy nie sciągałem, bo to co (raz!) napisałem na ściągawce, wszystko
      wiedziałem, po prostu najlepiej się uczyłem gdy coś przepisywałem ręcznie.
      • Gość: Misiek Re: Rusza walka ze ściąganiem IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.02.07, 09:59
        Zgadzam się z opinią, że jedną z form nauki jest ręczne przepisanie na
        ściągawkę materiału na klasówkę. Problem w tym, że mało kto robi ręcznie
        ściągawki, raczej są one kserowane na zasadzie "jeden-od-drugiego". W takim
        przypadku jedynie twórca ściągawki wie (też nie zawsze), co na niej jest.
        Reszta to bezmyśli kopierzy i lenie, którym nawet własnych ściągawek nie chce
        się przygotować. Inną sprawą jest umiejętność przygotowania ściągawek i
        korzystania z nich - wielokrotnie "przechwyciłem" ściągawki pełne błędów, czy
        wręcz całkowicie źle przygotowane - wystarczy wtedy dać sali znać, że jest
        błąd - popłoch i panika. Z kolei może jednak ktoś zauważy, że ściąganie jest
        oszustwem. Uspawiedliwianie, że program jest przeładowany, wg mnie jest
        naciągane - nie wszyscy ściągają czyli są w stanie się nauczyć. Tylko trzeba
        nad danym materiałem popracować, w miarę możliwości systematycznie. Sam tępię
        ściągających z całą mocą i będę to robił, chyba że dostanę wytyczne z
        ministerstwa, że mam robić inaczej. Nie toleruję u siebie ściągających, karą
        jest zabranie ściągawki, napiętnowanie przy klasie, zwłaszcza takiego, co
        sciąga z kserówki. Nie usuwam z sali - na ogół taki zawodnik sam wychodzi. I po
        sprawie...
        I jeszcze jedno, coraz więcej uczniów robi błędy ortograficzne i bazgrze w
        zeszytach tak, że nie są w stanie sami po sobie przeczytać. I mają różne
        zaświadczenia lekarskie, dające im do tego prawo (jakaś forma upośledzenia). Za
        moich, jakże nieodległych czasów, nikt takich papierów nie miał - wstyd było
        coś takiego pokazać. Rodzice, zamiast popracować nad dzieckiem, zaopatrują je w
        odpowiedni kwit i po sprawie. A wystarczyłoby trochę poczytać, poćwiczyć
        rękę...
        To co piszę nie będzie cieszyło się "popularnością" i jest "niepoprawne
        politycznie". Ale z mojego, nauczycielskiego doświadczenia wynika, że jeśli się
        nad sobą popracuje, można osiągnąć bardzo dobre efekty. Na to niestety potrzeba
        czasu i wytrwałości.
        I jeszcze do księdza - ściąganie jest nieetyczne, uczy oszukiwania - siebie
        samego, kolegów, nauczyciela, rodziców. To trzeba zwalczać, a nie stwierdzać -
        było, jest, będzie. Na zachodzie to jest nie do pomyślenia!
        No, a teraz mi dowalcie...
        • Gość: ste3fa Re: Rusza walka ze ściąganiem IP: *.136.unknown.vectranet.pl 08.02.07, 11:32
          a ja się z tobą zgadzam w całej rozciągłości. za sciąganie zabieram pracę ucznia piszę na niej "praca niesamodzielna" i wpisuję ndst bez sprawdzania szczególnie w przypadkacvh prób przepisywania z zeszytu czy podręcznika lub karkti kolegi. zabieram kartkę bez ostrzeżenia. ostrezgam najpierw tych którzy przynajmniej zadali sobie trud przygotowania ściąg w domu i zabieram sciągi a nie kartki zazwyczaj prace są i tak na przyzwoitym poziomie
          a tak swoją drogą większość uczniów nie potrafi mądrze ściągać. bo jak się chce przepisywać to trzeba przynajmniej pisać na temat a nie kopiować jak leci. ale najpierw należałoby przynajmniej raz przeczytać material aby wiedzieć co do czego. albo uważać na lekvjach.
          • Gość: an Re: Rusza walka ze ściąganiem IP: 217.116.110.* 08.02.07, 17:00
            Wstyd nauczycielko! Czego ty uczysz dzieci ste3fa? Spójrz co napisałaś. Po
            kropce mała litera, brak przecinków, literówki. Piękny przykład. Trzeba było
            uważać na lekcjach albo mądrze ściągać.Zadaj sobie trud przygotowania swojej
            wypowiedzi, przynajmniej raz przeczytaj. Napisz sobie na na tym "praca
            samodzielna".Kompromitacja. Na razie to pouczasz, do uczenia się nie bierz.
        • Gość: matka dyslektyka to co piszesz IP: *.pr.radom.net 08.02.07, 11:56
          i sposob, w jaki piszesz ,o dyslektykach, dyskredytuje Cie jako nauczyciela.
          Powszechnie wiadomo,że nauczyciele nie maja pojecia ,jak pracowac z takimi
          dziećmi. I nie chcą się dowiedzieć , bo tak jest im wygodniej.Dla Ciebie ,
          zaswiadczenie o dysleksji , to tylko swistek , który ma ułatwic życie.
          Jesli uczysz , współczuję Twoim uczniom.No cóż.... nie ma juz nauczycieli z
          powołania.
          • Gość: ste3fa Re: to co piszesz IP: *.136.unknown.vectranet.pl 10.02.07, 10:44
            jeśli to do mnie to chyba niesłuszny zarzut
            dyslektyk jest osobą której trzeba pomóc ale co innego dysfunkcja a co innego papierek z poradni który często bywa przepisaniem opinii ze szkoły.
            przykład: mam ucznia w klasie 4 sp, który przepisując z tablicy ozwzorowuje litery jakby rysował szlaczki czyta bardzo słabo nie rozróznia kształtu wszystkich liter.
            co mówi opinia z poradni? ano że jest na poziomie znacznie poniżej przeciętnej i że trzeba zastosowac działania wspierające. tyle.
            wysyłając tego ucznia do poradni chcieliśmy dac dziecku mozliwośc pisania łatwiejszego testu po klasie 6 z nauczycielem wspierającym bo ze standardowym testem sobie nie poradzi a opinia jaka została wydana daje jedynie możliwość wydłużenia czasu pracy.
            pytanie skąd dziecko z taką dysfunkcją w klasie 4? otóż rodzice nie zgodzili się aby zatrzymać chłopca dłużej w kształceniu zintegrowanym.
        • Gość: mat Re: Rusza walka ze ściąganiem IP: 217.116.110.* 08.02.07, 15:46
          Matka dyslektyka ma rację, jeśli tak pisze nauczyciel to chyba u niego występuje
          "jakaś forma upośledzenia". "A wystarczyłoby trochę poczytać, poćwiczyć" głowę,
          bo jak z twojego "nauczycielskiego doświadczenia wynika,jeśli się nad sobą
          popracuje, można osiągnąć bardzo dobre efekty". Nauczyciel od siedmiu boleści.
        • Gość: ala do pani nauczycielki IP: *.pr.radom.net 08.02.07, 16:18
          w ramach doksztalcania sie ( i dla dobra dzieci) proponuję zapoznać sie z Ustawą
          Systemu Oświaty (Dz.U. Nr.11 poz.1194)
          Nie nadaje sie pani zupełnie, ani na wychowawcę mlodzieży, ani na nauczyciela.
          Dysleksja- to nie jest niczyj wymysł.Podważa pani , orzeczenia psychologów,
          wydane na postawie wielomiesięcznej pracy z uczniem dyslektycznym.Dla pani jest
          to kwit,w który zaopatrują sie rodzice. Według pani, wstydem ,jest pokazac
          takie zaświadczenie, a dla mnie wstydem jest to,że tacy ludzie jak pani, uczą
          nasze dzieci.
          Wstyd
          Na efekty nie trzeba bedzie czekać
          • Gość: Misiek Re: do pani nauczycielki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.02.07, 21:44
            Moja wypowiedź o robiących błędy i nieczytelnie piszących zabrzmiała za mocno.
            Nie miałem na myśli rzeczywistych "dyslektyków". Urażonych bardzo przepraszam.
            Nie chciałem urazić nikogo, a zwłaszcza dzieci. Ale znam rodziców, którzy
            na "wszelki wypadek" zaopatrują dzieci w zaświadczenia o "dysortografii"
            i "dysgrafii", jak mówią: "żeby było im łatwiej". I dzieciaki o tym wiedzą -
            same mówią do nas, że mają "odpowiednie papiery". To o nich myślałem, a za
            bardzo uogólniłem. Jeszcze raz przepraszam. Kiedyś trafiała się jedna, dwie
            osoby na rocznik z zaświadczeniami, teraz kilka w klasie...Ale dysleksja jest
            zaburzeniem (napisałem wsześniej "upośledzeniem" - przepraszam), i to nie
            podlega dyskusji. I jest coraz więcej jej przypadków. Na ogół nauczyciel
            potrafi odróżnić "rzeczywistego" od "rzekomego" dyslektyka. Zwłaszcza, gdy
            pracuje się z dzieckiem kilka lat.

            Nie podważam niczyich badań, ani orzeczeń (są one honorowane), nie mam do tego
            ani wystarczającej wiedzy (dokształcę się na pewno, czyli popracuję na sobą,
            poczytam o problemie, dziękuję za źródło wiedzy), ani prawa.

            Osobiście nie dyskryminuję nikogo ani za charakter pisma, ani za ortografię.
            ROZLICZAM TYLKO ZA WIEDZĘ. Ale jak mam sprawdzić i ocenić pracę, której nie
            mogę przeczytać - nawet jej autor nie jest w stanie tego zrobić?? Czasem, na
            moją uwagę, że w pracy domowej roi się od błędów, słyszę, że "mam zaświadczenie
            dające mi do tego prawo". A słownik ortograficzny?? Rodzice nie mogli pomóc?
            Z własnego doświadczenia wiem, że można tu osiągnąć poprawę, czasem z lepszym,
            czasem gorszym rezultatem. Ale nie wolno być biernym. Współpraca na linii
            rodzice-dziecko-szkoła nauczyciel) byłaby wskazana. Ale decyduje się na nią
            bardzo mało osób. To nie tylko moje spostrzeżenia. Rówież nauczycieli "z
            powołania", nie takich jak ja "od siedmiu boleści".


            Nie będę się ustosunkowywać, czy nadaję się na nauczyciela czy też nie, czy
            jestem dobrym, czy nie. Ze swojej strony mogę tylko dodać, że co semestr jestem
            poddawany anonimowej ocenie ze strony osób, które uczę. Oceniane jest wszystko:
            postawa moralna, podejście do ucznia, sposób uczenia i oceniania. Oceny
            negatywne są podstawą do zwolnienia z pracy. A jakoś ciągnę...
            • Gość: ala Re: do pani nauczycielki IP: *.pr.radom.net 09.02.07, 11:45
              dysleksja między innymi, polega na brzydkim pisaniu . Ale Ok.!nie bedę juz
              polemizować< choc dużo wiem na ten temat. Jesli rzeczywiście ,chce sie Pani
              zapoznac z problemem , proponuje lektury:
              Prof.Bogdanowicza- "Dysleksja"
              Anna Jurek - "Skoncentruj się"
              I zapoznanie się z metodą konezjologii edukacyjnej i Top Direct.
              I prosze nie mowić ,że rodzice nic w tym kierunku nie nie robią.Ja moglabym
              napisać pracę magisterską na ten temat
              i jeszcze sprostowanie Dz.U.Nr. 111 poz.1191
              I jeszcze sprostowanie
              • Gość: Misiek Re: do pani nauczycielki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.02.07, 21:37
                Pani Alu (o ile tak mogę napisać)! Wiem na czym polega "dysleksja" - miałem z
                nią bliższy kontakt, niż może Pani przypuszczać. I jest ona rozdzielana na
                drobne, bardziej szczegółowe "dys" - dysleksję (ogólnie), dysortografię,
                dysgrafię w zależności od rodzaju/stopnia zaburzenia (chociażby w wikipedii).
                Byłem obiektem badań lekarskich, i zostałem na pewnym etapie życia
                zakwalifikowany do osób, które obecnie nazywane są dyslektykami. Moja rodzina i
                ja włożyliśmy wiele trudu i pracy, aby przełamać problemy, z jakimi się
                borykałem, co nie było łatwe, jako że dodatkowo jestem całkowitym mańkutem. W
                czasie, gdy byłem uczniem wielokrotnie byłem wyzywany od najgorszych - właśnie
                przez problemy z ortografią, stylem pisma i leworęczność. Wtedy nie mówiło się
                o tym tak jak teraz - nie było tłumaczenia, że "ten typ tak ma", próba
                wyjaśnienia tego kończyła się komentarzem: "jak debil, to do szkoły
                specjalnej". Prawie dwa lata dzień w dzień ćwiczyłem rękę w pisaniu i
                rysowaniu, czytałem książki i majsterkowałem. Dzisiaj mogę powiedzieć, że
                przełamałem problem. I uważam, że o ile odpowiednio wcześnie wykryje się
                skłonność do dysleksji u dziecka, jest możliwość częściowej "rehabilitacji"
                tego zaburzenia. Co do rodziców - podtrzymuję, co napisałem - nie wszyscy
                rodzice - niestety - są chętni do współpracy.
                Sam mam dwójkę dzieci w wielu szkolnym i widzę sprawę z obu stron. Zapewniam,
                że nie jest to budujące, jak rodzice reagują na sugestie, żeby poświęcić
                dziecku więcej czasu. W rozmowach wyrażają opinie, że to szkoła jest winna, a
                jak nie szkoła, to nauczyciel - niezależnie od sytuacji "moje dziecko jest
                aniołem". Kiedyś nauczyciel - nawet kiepski - był traktowany zupełnie inaczej.
                Dzisiaj jest kimś do bicia - uczeń ma prawa, a nie obowiązki (to się zaczyna
                powoli zmieniać, trochę wbrew uczniom i ich rodzicom).
                Z tego wszystkiego moje podejście do problemu dysleksji jest jakie jest. Nie
                jestem w stanie zrozumieć rodziców, którzy nie podejmują się trudu pracy z
                dzieckiem, nawet, gdy dziecko samo tego chce. Jako nauczyciel niewiele mogę
                zrobić sam, ale mogę wspomóc chociażby przez odpowiednie motywowanie. Ale gdy
                słyszę, że i tak nic z tego nie będzie i żebym nie mieszał dzieciakowi w
                głowie, to mi się wydaje, że coś tu jednak jest nie tak. I jak pisałem można,
                przy kilkuletniej pracy z dzieckiem poznać, kto ma rzeczywisty problem, a kto
                idzie na skróty. Pozdrawiam, i już nie będę się więcej na ten temat wypowiadać.
    • Gość: nie ściągam Re: Rusza walka ze ściąganiem IP: 85.112.196.* 08.02.07, 13:47
      nie wszyscy sa zainteresowani nawet u najlepszych nauczycieli , ścioąganie
      powinno być w złym tonie nie powinno byc akceptowane i to jest uczciwe
      • heniek_z_lasu Re: Rusza walka ze ściąganiem 09.02.07, 21:49
        Mówili dziś o tej akcji w radiowej Trójce:) Miło usłyszeć, że w Radomiu dzieje się coś pozytywnego:)
    • jas_fasollasido Re: Rusza walka ze ściąganiem 10.02.07, 13:10
      Walkę ze ściąganiem można bardzo łatwo wygrać, ale to wymaga zmian tzw.
      systemowych. Wystarczy do MINIMUM w roku szkolnym ograniczać egzaminy pisemne i
      po sprawie, na ustnym nie da się po prostu ściągać. No ale jak pisałem to
      wymaga zmian systemowych tz. maksimum klasy 15-20 osobowe, reoganizacja palnów
      i programów nauczania i dużo dużo pieniędzy. Dodatkowa zaletą tego mojego
      pomysłu jest to że nauczyciele nie musieli by brać prac do domu i siedziec do 2
      w nocy nad klasówkami. Gdyby jednak musiało dojśc do pisemnego egzaminu (w
      przyszłości np. matura) o kary za ściąganie powinny być "strasze" dla ucznia.
      Co o tym sądzicie?
      • Gość: nauczyciel Re: Rusza walka ze ściąganiem IP: *.135.unknown.vectranet.pl 11.02.07, 19:24
        1. Ściaganie jest niczym innym jak oszustwem. Winę za rozprzestrzenianie tego zjawiska ponoszą rodzice (bo nie uczą dzieci uczciwości, tylko cwaniactwa) oraz niektórzy nauczyciele, którzy przyzwyczajali uczniów, że można w ten sposób postępować. Praca z klasą od początku nauki i wpojenie dzieciom, że ściąganie jest złe jest trudna, ale wykonalna (sprawdziłam, na moich lekcjach nikt nie próbuje ściągać, a na innych tak i mówi się o tym dość głośno). Poza tym jeśli karać zabraniem pracy czy obniżeniem oceny to zarówno ucznia, który ściąga, jak i tego, który pozwala ściągać, i jeden i drugi oszukuje.
        2. Jeśli chodzi o dysleksję to faktycznie wyglada to tak, że poradnia nie daje żadnych konkretnych wskazań do pracy z uczniem, tylko kilka ogólnikowych wskazówek typu: stwórz atmosferę życzliwości, nie oceniaj za błędy czy wydłuż czas pracy (ale lekcja trwa 45 minut i zaraz jest następna więc jak wydłużę czas to dziecko traci kolejną lekcję, ale nikt nie pokusi się o egzekwowanie od rodziców zalecanej pracy samokształceniowej w domu ( to tam jest na to czas, miejsce i atmosfera) tylko znów zrzucenie odpowiedzialności na nauczyciela, który ma przeciętnie 2x45 minut pracy w tygodniu z takim dzieckiem i nawet jeśli bardzo mu na tym zależy bez pomocy i zaangażowania rodziny ucznia nie pomoże mu osiągnąć sukcesu.
        • Gość: cipcia Re: Rusza walka ze ściąganiem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.07, 17:55
          śmiech na sali !! teraz nawet dlugopisy na sciagawki produkuja, wiec io czym tu
          mowa?? hahaha
          • Gość: gość Re: Rusza walka ze ściąganiem IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.02.07, 11:28
            1. W sumie sama teza postawiona w pierwszym wpisie jest dość żałosna - to wina
            słabych nauczycieli, że uczniowie ściągają :-) Czyli idąc dalej tym tokiem
            myślenia - jak mnie nauczyciel nie zainteresuje to mam prawo ściągać :-) Idąc
            jeszcze dalej - matoły, których w ogóle nic nie interesuje kończą szkołę
            minimalnym wysiłkiem (za to z maksymalnymi ocenami) przepisując do woli bo
            przecież nauczycielowi nie udało się wzbudzić ich pędu ku wiedzy, natomiast
            ambitni, ryją po nocach (bo ich jednak to zainteresowało) i kończą szkołę z
            dużą wiedzą ale z gorszymi ocenami. SŁUCHAJCIE - ŚCIĄGANIE JEST OSZUSTWEM !!!!
            NASZ OCENA NAUCZYCIELA NIE MA TU NIC DO RZECZY !!!!! SKORO MOZESZ COŚ PRZEPISAĆ
            (EWENTUALNIE SKSEROWAC) TO MOZESZ SIE TEŻ TEGO NAUCZYĆ !!!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka