pigula67
24.11.08, 09:14
Tak, protestujemy, głodujemy ale naszych władz to absolutnie
interesuje. Owszem nasze żądania to 500zł ale to jest kwota do
negocjacji, których niestety nikt z nami nie podejmuje bo trudno
takimi nazwać rozmowy podczas, których słyszemy jedynie" nie mam i
nie dam".Czy na tym polegają negocjacje?Chyba nie.My jesteśmy
otwarte na propozycje ale muszą być one jakieś konkretne, a nie
wirtualne jakie nam się składa.A osoby zainteresowane powinny już
wiedzieć, jakie były nasze postulaty i nie jest to wcale 2 tys.
teraz, a zaraz po nowym roku 3 tys.( dojście do takiej kwoty miało
nastąpić do końca 2009r więc nie jest to chyba tak odrazu).
Powtarzam my jesteśmy otwarte na propozycje ale takowe muszą wyjść
od dyrekcji, ale jak do tej pory to tylko my robimy ustępstwa a
zarządzający uparcie obstają przy swoim NIE.To nie my doprowadzamy
do strajku jak to się próbuje wmówić społeczeństwu, ale właśnie
Organy Zarządzające naszym szpitalem. My pomimo naszej desperacji,
protestu i żalu jaki jest w naszych sercach nadal opiekujemy się
pacjentami, bo ich dobro jest dla nas najważniejsze. Kochamy swoją
pracę i wykonujemy ją najlepiej jak potrafimy ale pustymi
obietnicami nie nakarmimy swoich dzieci, które teraz przychodzą do
nas protestujących chociażby po to tylko, aby się przytulić do
swojej mamy koczującej na materacu w szpitalu