Gość: milek
IP: *.glogow-malopolski.sdi.tpnet.pl
07.01.04, 10:05
Tak umierało getto
Holocaust zaczął się w Rzeszowie
60 lat temu w lipcu 1942 roku hitlerowcy rozpoczęli likwidację pierwszego
getta w Polsce. Było to getto rzeszowskie. Z 14,5 tysiąca osób ocalało
dwieście.
7 lipca 1942 r.: W nocy Niemcy zgromadzili kilka tysięcy Żydów na placu
między ulicami Kopernika i Żeromskiego. Był to teren dawnego kirkuta
(cmentarza żydowskiego) zmiecionego przez okupanta z powierzchni ziemi. W
strasznym upale przez wiele godzin czekali starcy, chorzy i kobiety z
dziećmi. O ich losach decydowało kilku Niemców z pałkami w rękach. Każdy z
obecnych musiał oddać swój węzełek podróżny w którym znajdowała się żywność,
butelka z wodą, odzież na drogę. Z kobiet zdzierano lepsze chustki, z
mężczyzn płaszcze. Gdy ktoś otworzył parasol aby chronić się przed słońcem,
strażnik zniszczył go uderzeniami pałki.
Dantejskie sceny
Sztab akcji mieścił się w Ratuszu. Franciszek Kotula w "Losach rzeszowskich
Żydów 1939 - 1944" zanotował tego dnia: "Na starym Rynku od południowej
strony, a więc w cieniu, długi szereg karabinów ustawionych w kozły. Po rynku
plączą się ich właściciele, żołnierze SS. Drobne, młode chłopaki (...) Twarze
jeszcze dziecinne, często sympatyczne. Pod ratuszowymi arkadami stoją ławki,
na których mogą odpocząć. Siedzi ich kilku. Obok przechodzą jakieś
dziewczęta. Tamci zagadują, śmieją się z nich, flirtują. Niemal sielanka".
Po godzinie 15 rozpoczęła się wywózka a młodzi, sympatyczni chłopcy zmienili
się w katów. Zaczęli bić tłum poruszający się biegiem przez ul. Grunwaldzką,
Moniuszki na stację kolejową Staroniwa (oznaczało to transport do obozu w
Bełżcu, czyli wyrok śmierci). "Piekło Dantego to sielanka wobec
rzeczywistości getta. Tak mówią młode, inteligentne Żydówki, które
czytały "Boską Komedię" - notował Kotula). Koło kościoła farnego padła ze
zmęczenia na ziemię starsza kobieta. Została natychmiast zastrzelona. Nieco
dalej Niemiec przeciął na pół niemowlę, uderzając je stalowym prętem. Widząc
to jedna z Żydówek rozbiła głowę swojego dziecka, uderzając nim o ścianę
domu. Sceny te działy się na oczach spacerujących cywilów niemieckich, którzy
zaczęli głośno protestować. Pod wieczór, po wtłoczeniu ofiar do bydlęcych
wagonów żołnierze wracali do centrum ze śpiewem, zmęczeni lecz uśmiechnięci.
Z ratusza słychać było dźwięki granego na fortepianie walca. O 19 wrócili z
pracy do getta mężczyźni. Wielu z nich nie zastało w domach swoich żon i
dzieci.
Niemiecka "przyzwoitość"
10 lipca 1942 r.: Kolejna akcja znacznie różniła się od poprzedniej. Na ten
sam plac znów spędzono tysiące Żydów z getta. Po godzinie 14 znów ruszył
pochód ludzi w kierunku stacji Staroniwa. Nikt ich jednak nie bił i nie
wrzeszczał. "Proszę powoli, macie państwo czas" - powtarzał nadzorujący akcję
komendant dr Heinz Ehaus. Co więcej: za idącymi jechało kilka aut, na które
zabierano zmęczonych oraz matki z małymi dziećmi. Na stacji zatrzymanym nie
skąpiono wody. Późnym popołudniem eskorta SS znów wróciła na Rynek ze
śpiewem. Później skierowała się do getta.
Skąd ten "humanitaryzm"? "Całe miasto zadawało sobie pytanie: kiedy Niemcy
byli prawdziwi i szczerzy? Kiedyś, czy dziś? Odpowiedź jest jednoznaczna:
autentyczni byli kiedyś, a dzisiejsze "kulturalne"(?) zachowanie się było
wynikiem rozkazu, który wydał Ehaus na skutek interwencji samych Niemców. Po
tych potwornych morderstwach dzieci na oczach Niemek, dwie z nich dostały
szoku nerwowego i są w szpitalu, a jednak porwała dziecko, aby je ratować,
ale za późno. Trzymała już trupka. Jest wielkie oburzenie wśród Niemców" -
notuje F.Kotula. Dodatkowym wyjaśnieniem były samoloty, z których - dla celów
propagandowych - fotografowano ten "humanitarny" konwój. Nad konwojem z 7
lipca żadne samoloty się nie pojawiły. Stąd różnica.
Przyzwoitość nie obowiązywała już w bydlęcych wagonach kolejowych. W każdym
stłoczono po 160 Żydów. Nie było mowy o ludzkich uczuciach w transportach
samochodowych, które kierowały się do podgłogowskich lasów. Tam zabijano
najbardziej niedołężnych, których nie warto było wozić dalej. Przed śmiercią
kazano im rozbierać się do naga: ubrania mogły się jeszcze przydać żywym. A w
mieście sprawnie działał system "sanitarny": "Za konwojem jadą auta (...) z
obsługą złożoną z żydowskich policjantów, i zbierają trupy, a kałuże krwi
zasypują piaskiem. Policjanci umorusani są krwią. Już jest pięć aut i jeden
wóz dwukonny. Bo porządek, taki niemiecki, musi być" - pisze Kotula.
Taki był początek końca rzeszowskiego getta, zlikwidowanego ostatecznie w
następnym roku. Lista transportów, okrucieństw i egzekucji tworzy gruby
rejestr. 24 - 25 lutego 1944 r. rozegrał się ostatni akt tej tragedii. W
jednej z kamienic Niemcy odkryli zamaskowany bunkier w którym ukrywały się 32
osoby. "Nie miałem wówczas, kiedym notował, i nie mam dziś złudzeń, że to
samo, co Niemcy zgotowali Żydom, przygotowali i nam, Polakom. Tylko w
odpowiednim czasie, po wygranej wojnie" - kończy swe zapiski Kotula. Kto dziś
o tych słowach pamięta? Kto pamięta, że Holocaust (właściwie: Shoah) zaczął
się od likwidacji rzeszowskiego getta?
Po akcji
» Powiększ zdjęcie
Rzeszów bez Żydów
- Spośród 14,5 tysiąca Żydów większość to byli robotnicy najemni i
rzemieślnicy oraz biedni kupcy. Przy ul. Gałęzowskiego mieściło się aż 36
żydowskich sklepików. Każdy z nich miał ze trzy na trzy metry, a w środku -
mydło i powiodło. Takich sklepików było w Rzeszowie ponad tysiąc. Do nich
doliczyć trzeba 442 warsztaty rzemieślnicze. Miejscowi Żydzi byli bardzo
biedni. Nieliczni - ludzie wolnych zawodów, handlarze zbożem i drzewem oraz
złotnicy mogli zaliczać się do ludzi bogatych - mówi Bogusław Kotula, syn
Franciszka, dodając:- Po wojnie pojawili się w Rzeszowie nieliczni Żydzi.
Sprzedali swoje nieruchomości (50 - 60 proc. nieruchomości w Rzeszowie
należało do Żydów) i szybko wyjechali. Sądy grodzkie otrzymały wytyczne, by
formalności związane z takimi transakcjami załatwiać w ciągu trzech dni. To
samo działo się w okolicznych miasteczkach: Głogowie, Kolbuszowej, Błażowej,
Sokołowie i innych. Wyjazdy z powodów religijnych (wyznawcy judaizmu nie
mogli żyć na ziemi, gdzie popełniono tak potworną zbrodnię) przyspieszył
niedoszły pogrom rzeszowski. Wojsko oddzieliło rozjuszony tłum od Żydów i
odkonwojowało ich na stację kolejową, zapobiegając rozruchom. Pozostali
nieliczni, którzy zmienili nazwiska. Nawet wśród nich nie znalazła się ani
jedna pełna rodzina.
W Rzeszowie nie było antysemityzmu. Była - jak w każdym społeczeństwie -
zazdrość, szczególnie wśród warstw najbiedniejszych. Po wojnie po Żydach
pozostała pustka. Zabrakło warsztatów usługowych. Nie było u kogo przerabiać
ubrań z paczek UNRy. Zabrakło drobnych handlarzy, którzy do miasta
dostarczali nabiał, mięso czy tanie wyroby rzemieślnicze. Liczba ludności
spadła do 23 tysięcy w roku 1945. Tymczasem władze miały wobec Rzeszowa
wielkie plany. To tutaj powstała siedziba nowego województwa. Tworzono je w
pustce. Tradycyjnie Bochnia, Tarnów czy Dębica ciążyły do Krakowa, zaś
Przeworsk, Jarosław i Przemyśl do Lwowa. Rzeszów leżał pomiędzy tymi miastami
i nie ciążył się w żadną stronę. W tej pustce tworzono miasto wojewódzkie. W
pierwszym okresie przeszła przez Rzeszów fala uchodźców z Kresów. Stanowili
oni większość kadry urzędniczej, ale nie mogli zagrzać tu miejsca. W myśl
odgórnych dyrektyw kierowano ich na odległe Ziemie Odzyskane. Lwów leżał zbyt
blisko Rzeszowa; tu nie mogło być miejsca przedwojenne resentymenty.
W ten sposób Rzeszów musiał ze względów politycznych pozbyć się kadry
dobrych, przedwojennych fachowców. Zastąpili ich przybysze z okolicznych wsi.
To był awans oparty na prostej regule: "Dostaniesz pracę i mieszkanie, lecz
musisz słuchać władzy". Ale to już zupełnie inna historia. Dopiero od końca
lat 80 - tych Żydzi zaczęli pojawiać się w Rzeszowie. W latac