vortex21 Absurd, totalny absurd... 27.05.12, 22:20 "Wiedzą też, że nie należy zapominać o Bogu i że powinno się przestrzegać przykazań, by Bóg nie był smutny." - totalny absurd! Nie powiedziano im ewangelii, nie nauczono kim by Jezus Chrystus. Dziesiec lekcji aby wylozyc zasady religii judaistycznej. No super, brawo! Odpowiedz Link Zgłoś
losiu4 "Chcę na komunię PSP i tysiaka". Co na to rodzice? 27.05.12, 22:34 a rodzice na to: spadaj wybiócza Pozdrawiam Losiu Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: okulele99 "Chcę na komunię PSP i tysiaka". Co na to rodzice? IP: *.home.aster.pl 27.05.12, 22:39 absolutne wypaczenie jakiejkolwiek ideologii religijnej, nauka z przymusu bez świadomości przedmiotu, prezenty ponad wiarę, głupi rodzice którzy "odbębniają" kolejną "uroczystość" i pseudo-wiejski luksus z pachnących potem restauracjach bo ugotowanie, ku..., rosołu jest ku... "zbut absorbujące". polak-katolik w pigułce. Odpowiedz Link Zgłoś
totus.tytus Sakrament Pierwszej Konsoli Świętej 27.05.12, 22:45 Do Sakramentu należy przystąpić nabożnie i w skupieniu, ściskając w dłoniach złożonych "do modlitwy" Konsolę Świętą, Przenajświętszy Tablet i Św. Smartfona. Kto sponsoruje ten "sos borowikowy"? Bo brak odpowiednich reklam wprowadza tu elementy Sacrum. W czasie Drugiej Konsoli Świętej następuje odnowa w Duchu Świętym Promocyjnym - aktualizacja oprogramowania i gier. Dla prymusów oferta specjalna - Diablo III z autografem ks. Natanka. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: docent "Chcę na komunię PSP i tysiaka". Co na to rodzice? IP: 212.180.164.* 27.05.12, 22:50 Ludzie - opamiętajcie się! Jak można molestować religijnie własne dziecko!? To mi się w głowie nie mieści. Przecież te dzieci nie potrafią jeszcze odróżnić prawdy od fałszu a wy to wykorzystujecie! Własne dzieci! Po prostu brzydzę się moralnością wierzących (nie tylko katolików). Odpowiedz Link Zgłoś
ajjw Re: "Chcę na komunię PSP i tysiaka". Co na to rod 27.05.12, 22:56 Nasze dzieci potrafią odróżnić alkohol od Coli, nasze dzieci potrafią odróżnić pas od miłości, nasze dzieci potrafią odróżnić Kocham od spier..... Nasze dzieci nie chciały prezentów, chciały nas! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: docent Re: "Chcę na komunię PSP i tysiaka". Co na to rod IP: 212.180.164.* 27.05.12, 23:29 Nie wątpię, że Wasze dzieci potrafią odróżniać te rzeczy... Mi chodziło o prawdę i fałsz. Chciałem też zwrócić uwagę, żeby nie nadużywać faktu, że dzieci chcą nas.. Odpowiedz Link Zgłoś
m4t Re: "Chcę na komunię PSP i tysiaka". Co na to rod 28.05.12, 01:43 Moje dziecko w wieku komunijnym pewnie by nie umiało rozróżnić tych rzeczy... bo znając jedno odpowiedziało by z bystrością jak mam powiedzieć czym się Cola różni od alkoholu skoro nigdy nie pozwalasz mi go pić; skoro nigdy nie bijesz, a zawsze tłumaczysz i uczysz; A co to znaczy spie...j?... Poprzedni post zabrzmiał raczej jak albo Nas albo spie...ć; Proszę pamiętać, dziecko nie dostaje objawienia dobroci, miłości, mądrości; ono uczy się od swoich opiekunów: kopiując ich działania, obserwując jak mówią, rzadziej co; uczcie je miłości nie ze starego testamentu - karząc - a traktując je jak ludzi, partnerów godnych rozmowy (tylko, że o dość jeszcze ubogiej wiedzy). Odpowiedz Link Zgłoś
alinaw1 "Chcę na komunię PSP i tysiaka". Co na to rodzice? 27.05.12, 23:09 Pytanie co chce dziecko z okazji swej I Komunii jest bezzasadne, wpaja nastawienie komercyjne i to jest absolutnie wina rodziców. Moje dziecko nie marzyło o żadnych prezentach, dostało piłkę i kilka książek, nie miało przyjęcia (obiad w domu -razem 10 osób) i nie musiało się stresować przed uroczystością, bo znało doskonale to, czego inne dzieci musiały się uczyć (sporo statystycznych katolików nie przekazuje zasad wiary i katechizmu swym pociechom- niestety). Gdy patrzyłam na tę szopkę związaną z przygotowywaniem, było mi bardzo smutno, żałosne do czego sprowadza się ten ważny sakrament. Całkiem możliwe, że były to dzieci forumowiczów GW- zadeklarowanych antyklerykałów, którzy pomstują na Kościół i "klechów", ale odbębniają "kościelne imprezy" nie żałując tysiaka i PSP. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ddd Re: "Chcę na komunię PSP i tysiaka". Co na to rod IP: *.dynamic.chello.pl 27.05.12, 23:15 podejście wszystkich mam, ze szczególnym uwzględnieniem ostatniej, po prostu przestraszne odzieraja sakrament z calej otoczki duchowosci, uczac dzieciaki handlu wymiennego: jak się nauczysz paciorka, to dostaniesz na komunię prezenty... I potem taki utrwalony obraz obcowania z kościołem już się ciągnie do usranej śmierci. katolicyzm odtąd polega dla nich na oczekiwaniu prezentów na bierzmowanie, na ślub, przy okazji chrzcin dziecka (tutaj dochodzi szukanie bogatych chrzestnych), jego komunii, ślubów i ciągnie się to przez pokolenia, a o co chodzi w tych 10 przykazaniach, jak nie wiedzieli jako 9-latkowie, tak nie wiedzą dalej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: g "Chcę na komunię PSP i tysiaka". Co na to rodzice? IP: *.itime.pl 27.05.12, 23:27 Ciekawie jest przeczytać, jak to gorliwi katolicy jęczą w okowach własnej religii, konwenansów i hipokryzji. Szczęście, że dzieciak quada nie zażądał. Jest taki mądry skecz Kabaretu Młodych Panów z Rybnika pt. Komunia. Wart obejrzenia, bo ukazuje dokładnie, o co w tym wszystkim chodzi. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: misiek12323232 "Chcę na komunię PSP i tysiaka". Co na to rodzice? IP: *.pools.arcor-ip.net 27.05.12, 23:29 Jak to czytam to nei wiem czy sie smiac czy plakac. Rodzicow pojebalo dokumentnie: np po co 9letniemu gnojkowi smartfon albo iPad. !!! Jakby mozna bylo miec prawko od 9lat to kupilibyscie mu auto ??? !!! Restauracje i przyjecia jak na esele... itd.... itp... niedobrze sie robi. Zastaw sie a pokaz sie. Fuuuuuj !! Szkoda tylko ze w tym wszystkim dziecko na prawde nie wie po co mu jest ta komunia. Sprowadza sie to do zakucia malego katechizmu, lekkiego stresu ktory jest z winy ksiezy no i do nagrody w postaci ku...ko drogich prezentow. Cala istota ginie. GRATULUJE WAM RODZICE !! Wpajania materializmu i degeneracji mlodego pokolenia w ktorym bez iPada w wieku 9 lat jest sie nikim. To nie wina dzieci tylko wasza DABILE !! Odpowiedz Link Zgłoś
inkwizytorstarszy Re: "Chcę na komunię PSP i tysiaka". Co na to rod 27.05.12, 23:30 Gość portalu: lox napisał(a): > brak mi slow... ???> Ależ dlaczego ? Wszak kapłani twierdzą że to wspaniałe religijne przeżycie dziecka.... Co myślą o tej imprezie dzieci.....? Lepiej nie pytajcie, bo to nieładnie zmuszać je do kłamania w żywe oczy... Odpowiedz Link Zgłoś
last.man.standing Kilka słów dla lemingów o manipulacji w tekśćie 27.05.12, 23:31 Autorka wybrała rodziny, gdzie dzieci mają traumatyczne przeżycia związane z nauką katechizmu. To ciekawe. Jak to jest, że w czasach powiedzmy 25, 20 lat temu nie było ŻADNEGO problemu żeby dziecko nauczyło się wszystkiego co ma się nauczyć. Ja osobiście nie przypominam sobie stresu (jakiegokolwiek) który towarzyszyłby mi podczas Wczesnej Komunii Świętej Powiem więcej - w czasie gdy nie było tego całego elektronicznego syfu Komunia Święta była po prostu przygodą i wyzwaniem. 2. Zgoda odnośnie tego, że prezenty związane z komunią są czymś horrendalnie idiotycznym i smarkaczom się kompletnie poprzewracało w głowach. Ale winę za to ponoszą tylko mamusie, tatusie, chrzestni i najbliższa rodzina. Zasada powinna być jedna. Chłopak - otrzymuje zegarek (analogowy!) Dziewczynka - jakąś biżuterię (niedrogą). Skoro jednak gdy smarkacze od najmłodszych lat dostają to co chcą a rodzice na to wszystko wypruwają sobie flaki to niech jedno z drugim nie ma pretensji, że tak to wygląda. KOŚCIÓŁ WG MNIE MA TYLKO JEDNĄ WINĘ. POWINIEN ABSOLUTNIE ZAKAZAĆ DROGICH PREZENTÓW POD GROŹBĄ CIĘŻKIEGO GRZECHU (JEŚLI NIE EKSKOMUNIKI). Jeszcze raz - to dorośli są winni emocjonalnemu szantażowi jaki wywierają na nie dzieci. Tysiak i PSP? Smarkacz za to powinien przez dwa tygodnie mieć szlaban na dobranockę w TV. Artykuł jest dla mnie jedną wielką manipulacją. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Komandos Artykuł pokazuje całą prawdę IP: *.dynamic.chello.pl 28.05.12, 09:47 Trzeba mieć zdrowie nie tylko do picia, jak mówi przysłowie, ale do organizacji tego typu imprez. Mocne nerwy i gruby portfel to podstawa ogarnięcia tego komunijnego burdelu. I biada temu, kto liczy na tani w sensie materialnym i mocno duchowy wymiar tej uroczystości. To dziś czysta komercha, a zaczęło się jeszcze za komuny. Moja babcia miała komunię w czasie wojny, a wyglądało to tak, że dzieci miały skromne ubranka (chłopcy krótkie gatki do dziecięcych marynarek, a dziewczynki proste białe sukienki), a po uroczystości rodzice wraz z pociechami, które przyjęły pierwszą komunię wspólnie, wraz z zakonnicami i księdzem zasiadły do śniadania przy stołach porozstawianych na tyłach kościoła. Moja matka, przyjmująca komunię w roku 1964 doświadczyła już elementów takich, jak przyjęcie w domu i prezenty, tyle że nikt nie słyszał o tym, żeby mogła rozporządzać gotówką, która została po prostu wpłacona na książeczkę PKO. Moja komunia to rok 1985 i "na bogato", bo sukienka szyta z materiału kupionego w Pewexie i wujek z dolarami w kopercie plus prezenty typu: magnetofon Sanyo za bony PKO itp. gadżety, które jednak zobaczyłąm tylko, a dostawałam stopniowo z biegiem lat, według potrzeb, kasa poszła na książeczkę oszczędnościową, a w ogóle to nie pamiętam, żeby mnie cieszył fakt, że będą jakieś podarki. Najważniejsza była białą sukienka i wianek, sukienki koleżanek i ogromny stres wynikający z przygotowań do egzaminu, którego zdanie gwarantowało dopuszczenie do udziału w sakramencie. Było ze 20 pytań i uczyłam się z babcią, moja koleżanka popłakała się z nerwów, chociaż matka jej podpowiadała, a ksiądz był bardzo wyrozumiały. Pamiętam stres pierwszej spowiedzi i w dniu komunii, kiedy zarzygałam nawę boczną, bo mi zapach perfum pewnej niewiasty nie odpowiadał. A ciekawostką jest to, że nie siedzieliśmy w ławkach, tylko całą godzinę albo i dłużej staliśmy, a ławki były zarezerwowane dla gości. To była prawdziwa katorga dla nas, gó...arzy, a na dodatek duszno (dzieciaki mdlały) i gorąco (wyjątkowo upalny maj). Nawet wspólne pamiątkowe zdjęcie z proboszczem było stresem, bo część dzieciaków się wierciła, proboszcz na nie krzyczał, żeby się uspokoiły, a fotograf był wkurzony, bo nie z tej strony padały promienie słoneczne, a fotka miała być na tle kościoła oczywiście, więc nas ustawiał dobre pół godziny, a potem i tak wyszło kiepsko, dziewczynki i chłopcy ze skrzywionymi twarzami, bo raziło słońce. Ciekawe, czy moje dzieci zapamiętają choć 1/10 tego, co ja pamiętam odnośnie tego dnia, szczerze wątpię. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ZMPowiec "Chcę na komunię PSP i tysiaka". Co na to rodzice? IP: *.tktelekom.pl 27.05.12, 23:31 A ja dam dziecku cos co najbardziej pragnie. Roczna prenumerate GW. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: KPAX Nie zapomnij o "Wysokich Obcasach" IP: *.elbar.katowice.pl 28.05.12, 00:07 10/10 Odpowiedz Link Zgłoś
prof-antoni wstyd kościół od wieków miał słabość do MAMONY 27.05.12, 23:37 kasa i taca Odpowiedz Link Zgłoś
zezzem "Chcę na komunię PSP i tysiaka". Co na to rodzice? 28.05.12, 00:01 "Chcę na komunię PSP i tysiaka". Co na to rodzice? Rodzice na to kolejny beznadziejny i bez sensowny artykuł michnika. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Monabell "Chcę na komunię PSP i tysiaka". Co na to rodzice? IP: 79.97.26.* 28.05.12, 00:17 A moje dziecko nie poszlo do komunii i probelm z glowy Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: onazFL Re: "Chcę na komunię PSP i tysiaka". Co na to rod IP: *.hsd1.fl.comcast.net 28.05.12, 01:16 Moje tez nie Odpowiedz Link Zgłoś
split-fire Rozpieszczone... 28.05.12, 01:04 Rozpieszczone materialistyczne bachory... A najlepsza jest jedna z tych starych. "Mogłam sobie pozwolic na imprezę w domu, bo mamy mieszkanie, a i sąsiadka jest kucharką więc pomogła. No w sumei to ona wszystko ugotowała, a ja zrobiłąm zakupy" Buahahaahahahahhhaahah Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kotek Re: Rozpieszczone... IP: *.dynamic.chello.pl 28.05.12, 17:01 Nie mieszkanie, a dom wielki... Mnie rozłożyła na łopatki baba, której dziecko było zachwycone, że impreza w knajpie jest. Niestety w miejscu, w którym mieszkam, widuję pełno takich durnych bab, mam swoją teorię, że są to żony zapracowanych, zatyranych ojców rodzin, które nie potrafią nic innego poza mieszaniem w garach (i to też niekoniecznie) i wydawaniem ciężko zarobionych przez współmałżonka pieniędzy na głupoty. Gdyby jedna z drugą poszły do pracy, poznałyby może wartość pieniądza na tyle, żeby się dwa razy zastanowić przed jego wydaniem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: chow Re: "Chcę na komunię PSP i tysiaka". Co na to rod IP: *.dynamic.chello.pl 28.05.12, 02:31 bez przekleństw, lepiej bym tego nie ujął Odpowiedz Link Zgłoś
koham.mihnika.copyright i o to chodzi - dziecko wie od pierwszej komunii, 28.05.12, 04:08 ze kosciol i kasa sa nierozlaczne. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olek "Chcę na komunię PSP i tysiaka". Co na to rodzice? IP: *.azoty.pulawy.pl 28.05.12, 07:16 Pierwsza komunia to maszynka do wydawania pieniędzy... sakramenty są tylko dodatkiem. Podstawą zrobiło się to, co będzie na prezent i ile kasy się wyszarpie od gości. Ksiądz myśli podobnie... kasa, kasa, kasa.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: giles "Chcę na komunię PSP i tysiaka". Co na to rodzice? IP: *.igw1.bebit.de 28.05.12, 07:40 kiedys byl standartowo skladak a pieniadze kasowali rodzice za zorganizowanie imprezy. dla w miare racjonalnie myslacego czlowieka, uwierzenie w to, ze wafelek pod wplywem zaklecia o baranku zamienia sie w cialo pewenego zydowskiego kaznodzieji jest powaznym wyzwaniem niezaleznie od wieku. dlatego cala ta dyskusje o "dojrzalosci" uwarzam za kompletna abstrakcje. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gosc "Chcę na komunię PSP i tysiaka". Co na to rodzice? IP: *.tktelekom.pl 28.05.12, 07:59 bo dla dzieciaka ta cała KOMUNIjjja to tylko zbędny stres Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: qwert "Chcę na komunię PSP i tysiaka". Co na to rodzice? IP: *.dynamic.mm.pl 28.05.12, 08:35 jaki pasterz-takie owce Kler tylko bogiem mamonem kierowany-musi kształtowac w swoich nastepcach miłośc do pazerności. Odpowiedz Link Zgłoś
frozentime Słaba kondycja młodych ludzi. 28.05.12, 08:51 "dostać na komunię PSP" i potem siedzieć całymi dniami w domu i grać w jakieś strzelanki zamiast pobiegać z równieśnikami na dworze. Potem tablet i iPad. To, oczywiście, sprawa rodziców, co dzieciom kupują, ale potem kondycja młodych ludzi jest bardzo słaba. Ja, w wieku 45 lat, mam lepszą kondycję, niż 25-30-latkowie, z którymi pracuję. Wejście na czwarte piętro w dobrym tempie nie stanowi dla mnie problemu, nawet oddech mi nie przyspieszy, wielu "młodych", których namawiam na wejście pieszo zamiast jazdy windą, zwyczajnie sapie. Kiedyś do szkoły chodziło się piechotą, nikt dzieci nie zawoził, jak do szkoły było 15-20 min. marszu w mieście, a na wsi często jeszcze dalej. Dziś dziecko ma przejść 5 min. to rodzic już go zawozi. W ogóle, jak jest kilka minut do przejścia, do ludzie z reguły wsiadają do samochodu. Do kościoła na moim osiedlu wiele ludzi dojeżdza samochodem, chociaż kościół stoi centralnie i z najdalszego punktu do kościoła jest nie dalej jak 10 min. pieszo. Fajny spacerek. Zimą podczas ferii, gdy było dużo śniegu, na górkach, na których ja uwielbiałem zjeżdżać na sankach i zawsze było pełno dzieciarni, nie było nikogo! Jedynymi, którzy zjeżdżali, była moja rodzina - żona, córka i ja. Żona, która uczy w szkole na wsi, powiedziała, że dzieciaki wyczekiwały ferii, bo będzie więcej czasu na pogranie na kompie. Do kina, oddalonego od naszego domu o 4km, poszliśmy piechotą. Z powrotem również. Efekt bezruchu u dzieci - byłem przerażony, jak zobaczyłem, ile jest otyłych dzieci na tegorocznym przyjęciu. U mojej córki w klasie jest więcej otyłych dzieci, niż w moim roczniku w trzech klasach, chociaż w klasie u córki jest 26 dzieci, a w każdej klasie w moim roczniku było ponad 30 dzieci. Do pracy - 4km - chodzę też czasami piechotą, dla zdrowia. Dużo lepsze to niż jakieś napoje energetyzujące. W trakcie sesji egzaminacyjnej chodziłem na 7:15 na basen, znakomicie działało, fajnie można było powtórzyć sobie materiał przed południem, w południe się zdrzemnąć, potem spacer z godzinę i znowu trochę nauki. Często jeździmy rowerem i na rolkach. Samochód używam sporadycznie, zamierzam go sprzedać i mieć problem z głowy. Na wakacje jeździmy w miejsce, gdzie w 2h można dojechać pociągiem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Barbarella Kondycja dzieci pochodną kondycji rodziców IP: *.dynamic.chello.pl 28.05.12, 09:15 Popatrz, jak wyglądają młode kobiety po urodzeniu dzieci, większość zamienia się w świnki Piggy, czy tak wyglądały nasze matki? Lekarze alarmują, że kobiety pasą się w ciąży, tym samym programując u płodu genetycznie otyłość, im więcej kobieta przytyje w ciąży, tym większe jest dziecko, co oznacza trudniejszy poród, a w przyszłości potomek otrzymuje w spadku tendencje do nadwagi. Jak słyszę, że kobieta tyje w ciąży 20-30 kg, to nie mogę w to uwierzyć. No, ale skoro w dzisiejszych czasach ten stan traktuje się jako chorobę i większość pań idzie na zwolnienie, aby przez kilka miesięcy głównie leżeć i obżerać się (bo w ciąży można sobie rzekomo pofolgować, dla fałszywie pojmowanego dobra dziecka), to nie dziwne, że potem na porodówkach aż się prosi o zwołanie oddziału Greenpeace, a noworodki dochodzą w wadze do 5 kg i wyciągane są kleszczami, vacuum albo poprzez cesarskie cięcie. A potem takie dzieci nie dość, że wiszą na cycku od rana do wieczora, to jeszcze dokarmiane są różnego rodzaju kaszkami, obiadkami ze słoiczków, a wraz z nimi jedzą matki, nieustanny ruch żuchwy. Kalectwo postępuje w wieku późniejszym. W przedszkolu dzieci przez większość roku nie wychodzą na plac zabaw, bo rodzice sobie nie życzą, bojąc się przeziębienia i urazów, jakby maluch nie miał prawa rozbić sobie kolana, bo zaraz pewnie traumy dozna. W szkole brakuje sali do wf-u, a jak nawet jest, to dzieciakom i tak nie chce się ćwiczyć, więc przynoszą zwolnienie na cały rok i mają z głowy. Przebudzenie przychodzi (zwłaszcza u młodych kobiet), jak się pojawiają pierwsze randki, więc wykupują karnet na siłownię i fitness i tak do dnia ślubu, a potem powrót do starych nawyków, bo przecież jak już jest się w małżeństwie, to po co się starać. Zjawisko takie, jak dzieci na podwórku to już rzadkość, one wolą grę na komputerze i oglądanie telewizji, a jak nawet chęć istnieje, to placów zabaw brakuje, po przerobiono je na parkingi, a jak dzieciaki przed blokiem trochę spróbują pokrzyczeć, to niektórzy mieszkańcy lecą ze skargami do administracji, że im to spokój zaburza, bo jak sami nie byli przyzwyczajeni do zabaw na podwórku, to nijak nie mogą pojąć, co takiego widzą w nich nieliczne dzieciaki, dla których ruch na powietrzu jest atrakcyjniejszy do zabawy konsolą. Odpowiedz Link Zgłoś
frozentime Oj tak, masz bardzo dużo racji. 28.05.12, 10:12 Chociaż w mojej szkole podstawowej w zasadzie nie było sali gimnastycznej - w zasadzie, bo była taka 5x7m, gdzie ciężko było rozpędzić do skoku wzwyż. Chodziliśmy na wuef na górki, na boisko szkolne, jak nie było błota, w najgorszym razie na "kafelki" (plac przed szkołą), gdzie dało się pograć w piłkę, tylko z ostrożnością. Osoba, która pragnęłaby dostać zwolnienie z wuefu na cały rok, bo nie chciała ćwiczyć, byłaby wyszydzana. No i to jeżdżenie samochodem wszędzie. Znajomy zszokował mnie, gdy powiedział, że jedzie (!) na spacer z dziećmi. My z kolei szokujemy naszymi rodzinnymi marszami. Córka zdobyła odznakę "Srebrne buty" za rajdy piesze (każdy min. 12km) w wieku 7 lat. Co do parkingów, chłopacy zrobili sobie dzikie boisko na dużym trawniku. Ale boiska już nie ma, za to pojawił się nowy parking. Kierowcy szukają miejsca do zaparkowania pod domem, nierzadko manewrują i manewrują, chociaż 50m dalej jest parking z wolnymi miejscami. Potem dzieciaki odziedziczają tę niechęć do pokonania kilku kroków więcej. U mnie akurat nikt nie wyzywa na bawiące się dzieci. Trochę dzieci jednak chodzi na plac zabaw, a osiedlowy orlik jest non-stop zajęty. Czyli jeszcze trochę się dzieje :-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Barbarella Re: Oj tak, masz bardzo dużo racji. IP: *.dynamic.chello.pl 28.05.12, 12:05 Dodam tylko, że mam córkę, która jest szczupła i energia ją rozpiera, a zajęć sportowych w zakresie lekcji ma niewiele, za to wszelkie płatne inicjatywy odbywają się po 18-tej, kiedy dziecko już nie ma na to siły i kosztują majątek. O córce mawiają, że jest nadpobudliwa, bo kiedy może, rusza się, ale z dzieckiem kochającym ruch jest tak, jak z psem gończym, jak się nie wybiega, to wariuje mu psychika. W klasie mojej córki grzeczne dzieci to grube dzieci, przeważnie dziewczynki, które do szkoły przynoszą po 5 kanapek, jogurty, ciastka i jeszcze dopychają to wszystko obiadem ze szkolnej stołówki. Moja córka je 2 kanapki i to jej wystarcza na cały dzień, nawet na obiady nie chce już chodzić, a w szkole siedzi od 8 do 17-18 i nie odczuwa głodu, za to chęć na oderwanie tyłka od stołka i ruch na świeżym powietrzu, w czym jest osamotniona, bo jej nażarte koleżanki są w tym czasie mocno senne od nadmiaru węglowodanów i tłuszczów. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: matka ośmiolatka Re: "Chcę na komunię PSP i tysiaka". Co na to rod IP: *.dynamic.chello.pl 28.05.12, 09:07 Czytacie te bzdury na GW i wierzycie. 9 dni temu mój synek przyjął I Komunię Św. Troszkę na początku mszy się emocjonował, ale nie widziałam po dzieciach żadnego stresu. Egzaminy? Jakie egzaminy? Dzieci zaliczały podstawowe modlitwy Małego Katechizmu od września (18 modlitw), z czego połowę znały z pierwszej klasy. Nie wiązało się to z żadnym stresem. 8-9 latek nie grzeszy? A owszem, grzeszą i to bardzo. Wystarczy pojeździć trochę z dziećmi na wycieczki, wyjścia poza szkołę - podstawiają sobie nogi, wyzywają się, dokuczają. Robią to często celowo. Niech im spowiedź rozjaśni, że to jest złe. Pomoże w nauce trudnej sztuki autorefleksji. 8-9 latek nie rozumie słów typu "zadośćuczynienie", "przebaczenie"? To co przez te 8-9 lat robili rodzice? Hodowali tylko czy wychowywali? Moje dziecko doskonale rozumie takie słowa, nie ma problemów z zapamiętaniem ich, owszem, czasem brak mu jeszcze wyczucia, co jest właściwe a co nie - ale tego się uczymy całe życie. Jak ktoś jest nie wierzący, to po co się tak podnieca tym sakramentem i przyjęciem? To decyzja całej rodziny, ci co robią to tylko dla formy, a kościół ich nie interesuje, to ich problem - żyją jak hipokryci. A jak ktoś wierzy, to powinien być szczęśliwy, że jego dziecko przystąpiło. Co do opisywanych przez GW cyrków przedkomunijnych - jakoś w moim otoczeniu tego nie zauważyłam, choć rodziny raczej dość zamożne, wykształcone. Żadnych quadów i jeży pigmejskich. Żadnych solariów. Większość dzieci nie przechwalała się i w ogóle mało rozmawiała o prezentach. Moje dziecię uzbierało sporo gotówki i trochę drobnych prezentów - jak np gry biblijne na pc, łamigłówki, słodycze. Gotówkę przeznaczy na rozwój swoich zainteresowań - będzie to wydawane pod naszą kontrolą, chociażby dlatego, że wg prawa dziecko nie może samo kupować drogich rzeczy. Pieniądze szanuje, nie nosi ich do szkoły i nie wydaje na czipsy, kolę i inne śmieci, czasem tylko kupi gazetkę w kiosku. W zasadzie to wolałabym, aby na tę uroczystość dzieci dostawały tylko religijne prezenty, ale zwyczaje utarły się już dawno temu, więc trudno zabronić rodzinie kupienia dziecku prezentów, czy podarowania gotówki, u nas tylko jedna ciotka chciała kupić idiotyczny prezent - kinecta i xboxa - ale ją usadziłam, gdyż oboje z mężem nie życzymy sobie w domu żadnej konsoli - pożeracza-czasu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kalia Typowe myślenie bezrefleksyjnej osoby IP: *.dynamic.chello.pl 28.05.12, 09:27 Myślisz, że świat kręci się tylko wokół twojego tyłka? Rozejrzyj się dookoła! Większość narodu deklaruje się jako katolicy, ale kiepsko u nas z duchowością. Mam za sobą kilka uroczystości komunijnych w życiu i odkąd pamiętam, kwestie materialne stawiano ponad tymi religijnymi w sensie modlitwy i refleksji nad sensem istnienia i roli Boga. Co do zaliczania modlitw, co pafafia, to metoda, w niektórych są nawet swoiste egzaminy, pro forma oczywiście. Ale jedno jest niezmienne - wydatki. W mojej parafii biada temu, kto popadł w niedostatek, bo sama sukienka, której wzór zatwierdził ksiądz proboszcz kosztowała 250 PLN, a do tego jeszcze masa wydatków. Kto spróbował dziecko przenieść do innego kościoła, ten miał batalię z księdzem, który tak łatwo nie oddał bez walki dojnej krowy czyli parafianina posyłającego dziecko do komunii. Wymiaru duchowego uroczystości pierwszej komunii mojej córki nie zauważyłam i kogo nie spytam, myśli podobnie. Ciąg dalszy cyrku to były rodziny w kościele i przed kościołem z prezentami, aparatami fotograficznymi i kamerami, a potem licytowanie się wzajemne dzieciaków w klasie, które dostało najwięcej fantów i mamony, kto miał przyjęcie w knajpie,a kto catering w przydomowym ogródku. Tak jest wszędzie, od biednego Rzeszowa po bogatą Warszawę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: matka ośmiolatka Re: Typowe myślenie bezrefleksyjnej osoby IP: *.dynamic.chello.pl 28.05.12, 10:00 Gość portalu: Kalia napisał(a): > Myślisz, że świat kręci się tylko wokół twojego tyłka? Rozejrzyj się dookoła! No właśnie się rozglądam i opisałam, jak to wygląda u nas. Właśnie mój post jest pełen refleksji, w przeciwieństwie do Twojego pełnego jadu i goryczy. >Ale jedno jest niezmie > nne - wydatki. W mojej parafii biada temu, kto popadł w niedostatek, bo sama su > kienka, której wzór zatwierdził ksiądz proboszcz kosztowała 250 PLN, a do tego > jeszcze masa wydatków. Kto spróbował dziecko przenieść do innego kościoła, ten > miał batalię z księdzem, który tak łatwo nie oddał bez walki dojnej krowy czyli > parafianina posyłającego dziecko do komunii. Wymiaru duchowego uroczystości pi > erwszej komunii mojej córki nie zauważyłam i kogo nie spytam, myśli podobnie. C > iąg dalszy cyrku to były rodziny w kościele i przed kościołem z prezentami, apa > ratami fotograficznymi i kamerami, a potem licytowanie się wzajemne dzieciaków > w klasie, które dostało najwięcej fantów i mamony, kto miał przyjęcie w knajpie > ,a kto catering w przydomowym ogródku. Tak jest wszędzie, od biednego Rzeszowa > po bogatą Warszawę. No właśnie u nas tego nie było. Stroje były skromne - jednakowe dla wszystkich. Drogich prezentów dla księży nie było. Największym wydatkiem był obiad dla rodziny. Dzieci się nie licytują, kto co i więcej dostał. Przynajmniej nie w klasie mojego dziecka. Jak sama szłam do I Komunii, to też jakichś wielkich przechwalanek między dziećmi nie zauważyłam, fakt, że był socjalizm i szczytem marzeń był zegarek elektroniczny :) A co do tych wydatków - jak kogoś nie stać, to przecież ksiądz nie wyrzuci dziecka z kościoła, które będzie inaczej ubrane. Podobnie nie wierzę, aby odmówił komunii dziecku, którego rodzić nie złożył się na kwiatki, czy inne szmatki dla kościoła. Ciekawe, czy rozmawiałaś z księdzem przygotowującym Twoje dziecko do komunii na te tematy, czy z uśmiechem godziłaś się na wszystko a teraz opluwasz? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kalia Re: Typowe myślenie bezrefleksyjnej osoby IP: *.dynamic.chello.pl 28.05.12, 11:55 Mylisz pojęcia - refleksyjność to nie afirmacja czegoś, co na dodatek już dawno nie jest autentyczne, jak to bywało jeszcze 50 lat temu. W mojej parafii nie było możliwości rozmowy z proboszczem, były ciotki-dewotki, które dowodziły grupom (klasowym). Spróbuj ubrać dziecko inaczej i wejść z nim do kościoła w takim dniu, będzie wytykane palcami i wyśmiewane jeszcze długo po ceremonii. To, że u Ciebie było rzekomo tak super, to wyjątek, a nie reguła. Trzeba chyba wyjechać do Afryki, żeby zobaczyć, co to prawdziwa wiara, bo dziś uczestnictwo w zwykłej mszy to często okazja do magla towarzyskiego. Nawet moja bogobojna siostra poszła dwa lata temu po bandzie i urządzając dziecku chrzest w jednym z kościołów na warszawskiej Starówce, ogrodziła ławki tasiemkami, robiąc na bądź co bądź zwykłej mszy z chrztem na dokładkę, strefę vipowską, a jakaś jej koleżanka stała w drzwiach kościoła wypytując wchodzących, czy są z rodziny, czy obcy, a obcym od razu zakazywała wstępu bliżej ołtarza. Mój protest i uwaga, że świątynia jest dla wszystkich, a ludzie to nie bydło, żeby ich porozpędzać według swego widzimisię, nie spotkał się z pozytywną reakcją. Ducha modlitwy to ja poczułam dwa razy w życiu - raz w wiejskim kościółku pod Augustowem, a drugi raz - w kościele na Słowacji. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: agak Re: "Chcę na komunię PSP i tysiaka". Co na to rod IP: *.umkatowice.static.3s.pl 28.05.12, 09:35 Wróciłaś mi wiare w ludzi i rozum. Im dłużej czytałam te wszystkie idiotyczne posty, tym bardziej podnosiły mi sie włosy na głowie. I zastanawiałam sie czy to ja żyję na innej planecie, czy też autorzy wcześniejszych "refleksji". Mój syn też był teraz i I Komuni św i ksiądz już kilka miesięcy wcześniej próbował przekonac rodziców do skromnej uroczystości bez drogich prezentów. Nie było dodatkowych "ofiar" na sprzątanie kościoła, kwiaty, "podziękowanie dla księdza proboszcza". Owszem była dobrowaolna ofiara, która zostanie przekazana do jakieś konkretnej wsi w Tanzani (nie pamietam nazwy) z którą parafia utrzymuje kontakt. I myślę, że takich spokojnych rozsądnych komunii jest większość, tylko, że najbardziej rzuca się w oczy wszystko co spaczone. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: koko Re: "Chcę na komunię PSP i tysiaka". Co na to rod IP: *.dynamic.chello.pl 28.05.12, 11:44 Niestety, mylisz się, większość ludzi nie celbruje duchowej sfery sakramentu, tylko traktuje ten dzień jako okazję do popijawy w knajpie i nachapania się kasą, którą zaproszeni goście przynoszą w koperatach w ramach prezentu dla dziecka, pomijam prezenty. Ja mam takie zdanie, że ten dzień powinien należeć do dziecka i rodziców, ewentualnie dziadków i chrzestnych. Ale najmilej byłoby mi po uroczystości zabrać córkę na spacer do ZOO i na lody, a nie kisić się przy suto zastawionym stole. Odpowiedz Link Zgłoś
frozentime Powiem szczerze, też nie widziałem w otoczeniu 28.05.12, 11:13 cyrku wokółkomunijnego. Nie widziałem nowych quadów (takie dzieci i tak musiałyby poczekać 5 lat, zanim wolno im byłoby jechać quadem z silnikiem 50ccm), operacji na odstające uszy (wszysktie odstające uszy u dzieci w klasie mojej córki są dalej odstające) itp. Córka powiedziała, że o prezentach nie rozmawiali w szkole; ktoś tam podjął temat, ale inni zgasił temat mówiąc "nie twoja sprawa". Osobiście nie mam nic przeciwko drobnym prezentom typu zestaw laleczek polly czy też gra planszowa. Chrzestnemu (bratu) zapowiedziałem, że nie chcę żadnych prezentów typu odtwarzacz mp3, mp4, tylko psujących słuch, złodzieja czasu typu konsola itp. Dał trochę kasy, która też zostanie wydana na coś rozsądnego pod naszą ścisłą kontrolą. Tydzień później u brata było podobnie, żadnego bizancjum prezentowego. Pewnie są środowiska, w których jakość przyjęcia mierzy się ceną prezentów, ale ja takich ludzi nie znam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Barbarella Może to jest kwestia "otoczenia" IP: *.dynamic.chello.pl 28.05.12, 12:34 Otoczenie w którym mieszkam to w przeważającej mierze przedstawiciele tzw. inteligencji w pierwszym pokoleniu, ludność napływowa miasteczek i wsi, osiadła "na kredytach", zamieszkała na nowo powstałych osiedlach strzeżonych. To peryferyjna dzielnica W-wy, zarówno rodzice, jak i dzieci z ogromnym parciem na tzw. dobry status, żeby ludzie aby przypadkiem nie pomyśleli, że mają mniej niż mają, zatem trzeba się pokazać, chociażby chodziło tylko o organizację szkolnej wigilii. Materializm tych osób poraża. Ja mieszkam w tzw. starej części osiedla, gdzie przeważają emeryci, a takich, jak my, czyli ludzi wynajmujących (!!!) mieszkanie, na dodatek z dziećmi jest jakiś promil ogółu społeczności. Można powiedzieć, że przyznanie się do tego, że się nie ma własnego mieszkania w tego typu towarzystwie traktowana jest jak nietakt, coś w rodzaju beknięcia podczas posiłku, totalnie nie na miejscu. Nie znam nikogo o podobnej sytuacji mieszkaniowej, poza tym, co logiczne, nie przelewa nam się i każdy wydatek planujemy rozsądnie, a nawet oszczędnie. Sytuacja autentyczna a propos komunii miała miejsce 2 lata temu, kiedy to 1-szy rocznik 6-latków mógł rozpocząć edukację nie od zerówki, ale od pierwszej klasy i moje dziecko dołączyło do tego grona. Na zebraniu we wrześniu padło od razu pytanie, kiedy dzieci będą miały komunię, bo przecież rocznikowo są młodsze, więc wypadałoby to dopiero w 3 klasie. Wychowawczyni powiedziała, że nie wie, ale to chyba nie jest aż taki problem, na co jedna z matek z oburzeniem krzyknęła, że nauczycielce brakuje wyobraźni, bo trzeba zawczasu czyli rok wcześniej salę w restauracji zarezerwować. Komunia miała miejsce ostatecznie w 2 klasie, a przed uroczystością tzw. roczne przygotowanie i comiesięczne zebrania z rodzicami, na których otrzymywaliśmy głównie informacje o: koszcie stroju, koszcie zakupu kwiatów do ozdobienia kościoła, koszcie daru dla kościoła, za które to pieniądze ksiądz miał wymurować fantazyjną mozaikę nad drzwiami wejściowymi do świątyni, koszcie prezentu dla proboszcza, siostry zakonnej, opłacie za sfilmowanie i obfotografowanie uroczystości, ile kosztuje książeczka do nabożeństwa, biblia-pamiątka, obrazek-pamiątka, chlebek, haftowana chusteczka pod chlebek, dar dla organisty, opłata za sprzątanie świątyni etc. etc. Najfajniejszym pomysłem w tym całym cyrku była wycieczka do Częstochowy, a że całodniowa i połączona z zakupem dewocjonaliów i wyprawą z siostrą zakonną na jakieś osławione lody, to córka cieszyła się, jak głupia zarówno przed, w trakcie, jak i po przyjeździe, opowiadając z rumieńcami na twarzy, jak tam było pięknie, kolorowo i jak siostra fajnie opowiadała. A znam też taki kościół w Piasecznie, co to swego czasu był podział na 2 tury komunijne - dla rodziców szyjących i kupujących ubrania dla dzieci we własnym zakresie (czyt. elitka, którą stać) oraz resztę, która skorzystała z alb uszytych przez siostry i wypożyczonych tylko na czas uroczystości, więc głupota pobija głupotę, choć niektórzy księża i chwała im za to, z tym walczą. Nie jestem wrogiem kościoła i w dupie mam formę, niech świadczy o tym fakt, że brałam ślub w nieotynkowanej osiedlowej kaplicy, a ksiądz się cieszył, że w ogóle ktoś chce się wiązać sakramentem w tak nieefektownym budyneczku, który wyglądał bardziej jak składzik, niż zalążek kościoła. Ale to była piękna uroczystość i wspaniały, wesoły duchowny, a wszystkie kwiaty, które przyniosła rodzina i znajomi przyozdobiły kaplicę i podobno długo wyglądały świeżo ciesząc oczy innych wiernych, którzy przez kolejne dni przychodzili na msze, naprawdę czuło się tu ducha religii, choć nie była to kilkusetletnia bazylika, na tle której para młoda może zaszpanować, w jakim to gmachu ślub brała i że to dobrze wygląda na fotkach. Ludzie za bardzo dbają o formę, zapominając o sednie spraw, właściwie to śmieszy stwierdzenie, że komunia to powinno być przeżycie duchowe, bo to dawno nie jest w modzie. W modzie w naszej parafii były i-phone'y i-pody i inne tego typu nie mniej niż 2 patyki z prezent. My z naszym aparatem fotograficzynym dla córki z promocji w Fotojokerze wypadliśmy jak patologia, która zamiast whisky pije tanie piwo w plastikowej butelce za 2,99 z Biedronki. Odpowiedz Link Zgłoś
frozentime Moje otoczenie jest zdecydowanie inne. 28.05.12, 15:00 To osiedle mieszkaniowe, wybudowane za czasów Gierka, Kanii i Jaruzelskiego w 100-tysięcznym mieście ze sporym bezrobociem. Nie widać tu parcia na pokazanie statusu za wszelką cenę, na pewno nie w przypadku przyjęcia. Co do opłat, trochę ich było: na biblię, dar na witraż (do podpisanej koperty), na chlebek, a na koniec dzieci miały przynieść najmniejszy banknot, jaki dostały na przyjęcie. Moja dała dychę. Księża sami dbają o to, żeby nikt nie zapomniał, że komunia łączy się z mamoną. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Bender Re: Może to jest kwestia "otoczenia" IP: *.t-mobile.pl 29.05.12, 15:21 "Ja mieszkam w tzw. starej części osiedla, gdzie przeważają emeryci, a takich, jak my, czyli ludzi wynajmujących (!!!) mieszkanie, na dodatek z dziećmi jest jakiś promil ogółu społeczności. Można powiedzieć, że przyznanie się do tego, że się nie ma własnego mieszkania w tego typu towarzystwie traktowana jest jak nietakt, coś w rodzaju beknięcia podczas posiłku, totalnie nie na miejscu." Raczej jako efekt ekonomicznej niezaradności. Też mieszkam na obrzeżach i spłacanie kredytu wychodzi 200 - 300 zł drożej od wynajmu. Wcześniej przez 10 lat wynajmowałem kilka mieszkań, naprawienie czegoś w mieszkaniu było problemem, zmywarki nie mogłem wstawić, "proszę się wyprowadzić do pierwszego bo chrześniak będzie studiował w Warszawie" - lepiej dołożyć dwie stówy dla świętego spokoju. Odpowiedz Link Zgłoś
frozentime Moją córkę też zapytaliśmy, co chce na przyjęcie. 28.05.12, 10:20 Odpowiedziała: "laleczkę polly i figurkę aniołka". A mogła powiedzieć: komórkę, iPad, tablet, laptop, telewizor (nie ma swojego, mamy jeden w domu); aparat fotograficzny, rolki i rower już ma. Dostała zestaw z laleczkami polly, dwa aniołki (ma już 10), łańcuszek, bransoletkę (ze srebra). Plus goście dali trochę grosza. Ale gdyby nie dali, byłoby najzupełniej OK. Przyjęcie pokomunijne było w domu, gdyż tylko w ten sposób można zachować uroczystość okazji. Mój brat zrobił przyjęcie w knajpie, gdzie były jeszcze dwie inne przyjęcia. Zero prywatności, po prostu przemysł przyjęciowy w pełnej krasie. Odpowiedz Link Zgłoś
frozentime I jeszcze dostała grę planszową "Quoridor". 28.05.12, 10:29 W ogóle, bardzo lubimy gry planszowe, grywamy w Carcassonne, Fincę, Kolejkę, Superfarmera, Robale (ta może nie jest planszowa, ale zabawna) i parę innych, a ja bardzo lubię szachy. Odpowiedz Link Zgłoś
jagienka.prima Re: Moją córkę też zapytaliśmy, co chce na przyję 28.05.12, 10:39 Przeczytałam wszystkie Twoje wypowiedzi i zgadzam się z tym co piszesz. U nas też bardziej króluje teza "lepiej być niż mieć"... My nie pytaliśmy córek co chcą dostać, bo wiedzieliśmy że marzeniem był rower. I tak też się stało. Zwłaszcza młodsza uwielbia ruch na świeżym powietrzu a z tych dwóch kółek to by nie zsiadała... :) Zaproszoną rodzinę poprosiliśmy, żeby nie było żadnych drogich prezentów. Dla nas ważny był Ich udział w uroczystości i potem na rodzinnym obiedzie w domu. Moje dzieci nie miały problemu z jakimś przedkomunijnym stresem... Z bardzo prostej przyczyny... Nasza wiara jest u nas codziennością a nie od święta, więc to nie było coś dziwnego... Formułek jak piszą co niektórzy uczyć się nerwowo nie musiały, bo większość znały od dawna... I proszę bardzo: może mnie ktoś wyzywać od oszołomów, katoli czy tam innych nienormalnych... Jestem ponad to, bo nie żyję sztucznie tylko prawdziwie tym w co wierzę... A jak komuś ulży obrzucenie mnie błotem - zapraszam... Lecz to nie mi wystawi świadectwo lecz sobie samemu... :) I dla odmiany ja i moja rodzina świetnie wiemy czym jest duchowość bo jest to dla nas jak oddychanie... Ot, i tyle... Odpowiedz Link Zgłoś
frozentime Moja córka też nie miała problemu z 28.05.12, 11:00 przedkomunijnym stresem, chociaż my religijni nie jesteśmy w sensie regularnego uczęszczania do kościoła (w zasadzie chodzimy tylko na chrzty, śluby i pogrzeby), chociaż na pierwszym miejscu w domu jest chrystusowe przykazanie miłości, a z 10-ciu przykazań te, dotyczące stosunku do człowieka, są bezwzględnie przestrzegane. Jeśli chodzi o przypowieści ewangeliczne, to na pierwszym miejscu stoi przypowieść o talentach (Mt25, 14-30). Niestety, wielu rodziców myśli, że danie dziecku drogiego prezentu zastąpi miłość albo usiłują wyrazić miłość przez drogie prezenty. Potem wyrasta nam pokolenie materialistów, którzy muszą wszystko mieć nie gorsze od sąsiada, w efekcie zadłużając się często ponad miarę, a potem pracując po kilkanaście godzin dziennie, żeby to wszystko spłacić. I rośnie pokolenie dzieci, które nie zaznają miłości od rodzica, bo rodzic nie ma czasu dla dziecko i usiłuje mu wynagrodzić przez drogi prezent. I kółko się zamyka. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Eliszka Po co pytać "co chcesz na komunię"? IP: *.dynamic.chello.pl 28.05.12, 12:43 Prezent to przecież tylko przy okazji. Poza tym nic tak nie cieszy, jak element zaskoczenia, a dobry rodzic wie, o czym dziecko marzy i w miarę finansowych możliwości zawsze jakiś podarek zorganizuje. Ja nie dałam córce nic, mąż też się nie wychylił, bo te wszystkie ciocie i babcie załatwiły za nas sprawę. A z dzieckiem nie było wcześniejszych rozmów na temat wymagań co do prezentów, kompletnie pominęliśmy ten temat. Faktem jest jednak to, że nasze dziecko potrafi się cieszyć z każdego podarunku, bo rzadko cokolwiek dostaje, choć nie odczuwa żadnych braków i nie przywiązuje do tego wagi, bo od najmłodszych lat żyje w klimacie wolnym od rywalizacji z rówieśnikami, kto ma ładniejszą lub droższą zabawkę. A koleżanki i koledzy mający wszystko, chodzą ciągle skwaszeni, bo ciężko ich zadowolić, skoro posiedli już każdą rzecz, która była do zaoferowania, a teraz są nieszczęśliwi, bo nawet nie wiedzą, o czym tu marzyć. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pysio Co w ogóle znaczu Komunia dla rodziny IP: *.umkatowice.static.3s.pl 28.05.12, 15:27 Mój syn był i I Komuni św. I jedna z babć nie przybyła. Mieszka niedaleko, przywiezienie jej to nie byłby żaden problem. Ale "ona nie ma się w co ubrać". Myślałam, że się rozpłaczę. Nieważne, że jeden z najwazniejszych dni w życiu jej wnuka. I tak by się nikt na nią nie patrzał (ale jej zawsze się wydaje, że jest pępkiem świata). Ale przez godzinę w kościele musiałaby sie zachowywać tak jak oczekują inni a nie jak ona uważa. Ale najważniesze było to, że musiałaby dać prezent. Zapewne w kopercie, bo nie interesują ją zainteresowania wnuka. Mówiliśmy jej, że to nie ma znaczenia, może dać tylko okolicznościową kartkę, którą możemy jej nawet kupić. Wolała zostać w swoim bagienku. Odpowiedz Link Zgłoś
gps-sk Re: Co w ogóle znaczu Komunia dla rodziny 01.06.12, 11:42 ręce i inne członki opadły - fajna babcia, nie ma co... Odpowiedz Link Zgłoś