Gość: jasio
IP: 217.96.9.*
07.07.02, 13:31
...czyli jakie są konsekwencje prośby o lepszą obsługę...... albo o tym jak w
prosty sposób "zwiedzić" komisariat policji?
Wystarczy zwrócić uwagę pracownikowi PKO BP na niewystarczającą liczbę czynnych
okiennek kasowych!
Jedne odwiedziny w komisariacie to nie wszystko - zagwarantowane przy okazji
jest odtąd stałe "zainteresowanie" organów ścigania.
W piątek rano 28 lipca, przed pójściem do pracy, wszedłem do rzeszowskiego
oddziału PKO BP przy ulicy Grunwaldzkiej.
Przed kasami kilkadziesiąt osób. Pięć okienek - dwa czynne - czyli perspektywa
godzinnego czekania w kolejce. Ale nie było wyboru.
Miałem do zrealizowania czek mojej żony - z przeznaczeniem na zaległy
prezent "komunijny" dla mojego młodszego syna.
Cierpliwie czekając obserwowałem mniej cierpliwych "współstaczy". Mniej więcej
po kwadransie (około wpół do dziewiątej) jeden z nich nie zdzierżył. Poprosił
Panią Kierownik o uruchomienie dodatkowego okienka. Skutek był żaden, poza
widocznym zniecierpliwieniem. No i przynajmniej był temat do rozmów.
Przyszła moja kolej. Z przygotowanym dowodem i długopisem oczekiwałem na
pieniądze. Ale niestety kasjer skrupulatnie sprawdził podpis, który okazał się
niezgodny z wzorcem. Moja żona pracuje w służbie zdrowia i nieczęsto wypisuje
czeki. Pomimo frustracji musiałem pogodzić się z faktem. Kasjer dokładnie
wypełnił procedurę. Tylko pogratulować skupienia w takich trudnych warunkach.
Jednak po wyjściu z banku zacząłem się zastanawiać. Jak to jest, że PKO BP
potrafi skutecznie zadbać o swoje interesy a lekceważy grzeczne prośby klientów?
Ponieważ i tak już byłem spóźniony na umówione spotkanie, postanowiłem
sprawdzić tę teorię; na użytek swój oraz aktualnyh i potencjalnych klientów PKO
BP.
Mieszkam blisko - 3 minuty samochodem. Wróciłem z aparatem fotograficznym.
Na środku sali zrobiłem jedno zdjęcie czekających wciąż klientów - kolejka się
nie zmniejszyła od ósmej rano, okienek nie przybyło.
Poprosiłem i ja Panią Kierownik o informacje co zrobiła dla usprawnienia
obsługi od czasu, kiedy ją o to poproszono.
Reakcja tym razem była bardziej stanowcza, zniecierpliwienie przeszło w
oburzenie w momencie prośby o podanie nazwiska i stanowiska.
Pani Kierownik Sekcji Kasowej ....... odmówiła składania jakichkolwiek
oświadczeń do publikacji w mediach.
W tym momencie ochrona zatrzymała mnie, żądając wylegitymowania się i "oddania"
kliszy.
Bez protestu podałem dowód osobisty odmiawiając jednocześnie "zwrotu"
kliszy..., ponieważ żadnej nie pożyczałem.
Po interwencji ochrony przyszedł czas na kierownictwo. Pani Naczelnik powołując
się na prawo bankowe, zagroziła wezwaniem policji.
Nie miałem niczego złego na sumieniu, więc się nie ugiąłem. Prawo Bankowe
reguluje relacje między bankiem i jego klientami a ja już klientem Tego banku
nie byłem.
Czekając na wezwany patrol wysłuchałem obszernej dygresji Pani Naczelnik na
temat niezrealizowanego czeku. Alternatywne propozycje obejmowały inne usługi
banku - nie do zastosowania w tym przypadku, lub inne oddziały - po drugiej
stronie rzeki i kilometrowego korka. Na moje pytanie dlaczego Bank nie wycofa
przestarzałych, Jego zdaniem, produktów (tak jak TP SAwycofała telegram),
doczekałem się sugestii założenia rachunku w innym banku. Niestety, zrobiłem to
(zmianę banku) już siedem lat temu.
Ale ten pouczający wykład przerwało pojawienie się funkcjonariuszy. Zrobiło się
tłoczno, wchodzący patrzyli z zainteresowaniem na zamieszanie. Wreszcie po
upływie kilkudziesięciu minut stania w przejściu "pod strażą",Pani Naczelnik
uznała za stosowne zaprosić uczestników zajścia do swojego gabinetu.
Przybyli funkcjonariusze uznali, że decyzję w tej "nietypowej" sprawie musi
podjąć przełożony.
Przełożony uznał, że konkretny paragraf zabraniający fotografowania banku
powienien mu wskazać sam Bank. Do oddziału PKO BP wysłano funkcjonariusza po
dowody i paragrafy. W policji brakuje paliwa, więc poszedł na piechotę. Ale
wrócił niebawem, jak się okazało z niczym.
Po pouczeniu mnie, żebym uważał z wykorzystaniem wykonanej fotografii zostałem
zwolniony.
Było już południe - straciłem połowę dnia - próbowałem wymyśleć jakieś rozsądne
zakończenie tej "afery", ponieważ upominanie się o odszkodowanie leżało poniżej
mojej godności.
Zajmuję się doradztwem gospodarczym, współpracuję z firmami szkoleniowymi,
wymyśliłem, że szkolenie z zachowania się w sytuacjach kryzysowych przydałoby
się na pewno w PKO BP. Wszyscy by skorzystali, Bank miałby pożyteczne szkolenie
oparte na konkretnym przykładzie, ja zdobyłbym "punkty" u zleceniodawcy no i w
ogóle wszyscy by się czegoś nauczyli.
Jednak Dyrektor Oddziału uznał, że takiego szolenia Jego Oddział nie
potrzebuje - nic dodać, nic ująć.
Minął tydzień. Klisza niewywołana w szufladzie. O sprawie zapomniałem. Aż tu
nagle elektryzująca informacja od jednego ze znajomych z "sektora bankowego":
"Policja chodzi po bankach i ostrzega przed wysokim, opalonym, wyglądającym jak
turysta klientem z aparatem. Jak takiego zobaczycie, wezwać nas."
Tego już mi było za wiele. Nie dość, że straciłem czas, niczego nie osiągnąłem,
to jeszcze zdaje się, że podpadłem organom.
Mając w pamięci ostrzeżenia na komisariacie, postanowiłem nie wywoływać kliszy
i przekazać ją za pokwitowaniem dziennikarzowi GW w Rzeszowie.
cdn.