swieta_bozena
12.08.05, 11:23
Pracownicy i klienci rzeszowskiego Tesco solidaryzując sie z protestującymi
pracownikami Tesco na całym świecie podejma za kilka dni akcje protestacyjną!
Protest w obronie polskich pracowników tymczasowych w Tesco nabiera rozpędu.
Od początku sierpnia manifestacje zorganizowano w Irlandii i Wielkiej
Brytanii. Dziś pikietowane będzie Tesco w Polsce
Po południu pod hipermarketami Tesco w Warszawie, Poznaniu, Gdyni i
Szczecinie odbędą się pikiety solidarnościowe z dwoma Polakami zwolnionymi z
Tesco w Irlandii - Radosławem Sawickim i Zbigniewem Bukałą.
To kontynuacja protestów, które przed kilkoma dniami zorganizowano w
Liverpoolu, Glasgow, Nottingham, Leeds, Oksfordzie, Londynie, Dublinie i
Belfaście. Inicjatorem akcji na Wyspach był brytyjski związek zawodowy
Transport and General Workers’ Union, który zajął się m.in. obroną Polaków
pracujących w Wielkiej Brytanii i Irlandii.
Protestujący domagali się zatrudniania na kontraktach (czyli odpowiednikach
polskich umów o pracę) osób, które są pracownikami tymczasowymi dłużej niż
trzy miesiące. Żądali też zaprzestania podwyższania norm. - Chcieliśmy w ten
sposób pokazać ludziom, że nie muszą się godzić na pracę na złych warunkach,
a Irlandczykom i Brytyjczykom - że nie muszą się obawiać konkurencji ze
strony pracowników z nowej Unii - tłumaczy Sawicki.
Do organizacji pikiet związkowcy, organizacje alterglobalistyczne oraz byli
pracownicy Tesco wykorzystują internet. - Mamy bazę kontaktów, znamy się z
różnych akcji i alterglobalistycznych zjazdów. Wystarczy wysłać maile i
ludzie się zbierają - opowiada Agnieszka Mróz z Ogólnopolskiego Związku
Zawodowego „Inicjatywa Pracownicza“, organizatora pikiet w Polsce. Przed
każdym protestem w poszczególnych krajach pojawiała się także informacja w
alterglobalistycznym portalu Indymedia.org.
Równi i równiejsi
- Praca w hipermarkecie w Irlandii to zajęcie jak każde inne, pensja starczy
na godziwe życie - mówi Sawicki. - Pracownicy mają umowy o pracę,
zagwarantowane prawa pracownicze, stałe normy i przerwy na papierosa.
Jednak obcokrajowcy, głównie z państw nowej Unii, są w gorszej sytuacji.
Zatrudniani są przez agencje pracy tymczasowej i „wypożyczani“ do pracy
docelowej firmie. W praktyce oznacza to, że nie przysługuje im taka ochrona
prawna jak etatowym i pracują więcej za mniejsze pieniądze.
Patrząc z perspektywy polskiego rynku pracy, pieniądze, które zarabiali
pracownicy tymczasowi w irlandzkiej hurtowni Tesco, nie były wcale takie małe
(360 euro tygodniowo). I rzeczywiście początkowo Polacy nie narzekali. -
Dopiero po kilku miesiącach zauważyłem, że etatowi dostawali o blisko 200
euro więcej. A że w mojej hurtowni pracowali ludzie, dla których miało
znaczenie coś poza zarobionymi euro, to się zbuntowaliśmy - opowiada Sawicki.
Jego zdaniem pracownikami tymczasowymi w miejscu, gdzie pracował, byli
głównie obcokrajowcy, którzy często nie znają ani języka, ani realiów
irlandzkiego rynku pracy. - A korporacje sprytnie to wykorzystywały -mówi
Sawicki. Polskie Tesco jest całą tą sytuacją oburzone. „W Tesco wszyscy
pracownicy zatrudnieni są zawsze na takich samych warunkach. (...) Te osoby
były pracownikami firmy Grafton. Warunki zatrudnienia oraz wysokość zarobków
ustala ich bezpośredni pracodawca. (...) Poprosiliśmy firmę Grafton o
wyjaśnienie tej sytuacji.“ - twierdzi polski oddział Tesco.
Jednak irlandzki oddział agencji pracy tymczasowej Grafton uważa, że wszystko
było zgodne z prawem. „Normy pracy były zaaprobowane przez irlandzki związek
zawodowy jako jasne i sensowne“ - czytamy w oświadczeniu Graftonu przesłanym
do naszej redakcji.
Tymczasem irlandzki związek zawodowy STIPU pozwał do sądu zarówno Grafton
(zarzut: wykorzystywanie pracowników), jak i hurtownię Tesco (bo zwolniła
innego Polaka bez podania istotnych powodów).
- Związki zawodowe na Wyspach mają tak silną pozycję, że pracodawcy pilnują
się, aby przestrzegać prawa - opowiada Sawicki.
A jak jest w Polsce?
Dlaczego organizatorzy piket na Wyspach chcą protestować również w Polsce?
Czy ich zdaniem u nas prawa pracowników są również łamane? - Tego jeszcze nie
wiemy - mówi Agnieszka Mróz. - Myślę, że podczas tych akcji sporo dowiemy się
o tym, jak traktuje się pracowników w polskim Tesco. Przypuszczamy, że może
być podobnie. Zdaniem polskiego oddziału Tesco pracownicy tymczasowi pracują
w takich samych warunkach jak pracownicy na umowach o pracę, mają prawo do
przerwy na posiłek i przechodzą takie same szkolenia. Rzeczywistość nie jest
jednak tak różowa.
W lutym w „Gazecie Praca“ pisaliśmy o tym, że inspektorzy pracy w różnych
miastach wzięli pod lupę markety Tesco oraz agencję pracy tymczasowej Work
Service, która dostarczała kasjerki do tej sieci. Zamiast zatrudniać je na
umowę o pracę tymczasową, podpisywano z nimi umowę cywilną. A to oznacza np.,
że nie miały prawa do płatnych nadgodzin, regulaminowych przerw, zwolnienia
lekarskiego czy urlopu.
Agencja Work Service zaopatrzyła się w opinię prawną, że ma prawo tak
zatrudniać. Innego zdania jest PIP - zdaniem Piotra Wojciechowskiego,
zastępcy dyrektora departamentu prawnego Głównego Inspektoratu Pracy,
kasjerki powinny być zatrudniane na etacie.
Wtedy pytaliśmy też w NSZZ „Solidarność“, która działa w Tesco, dlaczego nie
walczy o etaty dla kasjerek. Usłyszeliśmy, że to kasjerki nie chcą etatów, bo
wiele z nich „studiuje i chcą mieć dużą swobodę, której umowa o pracę nie
daje“.
FOT: Radosław Sawicki sprzeciwił się dyskryminacji cudzoziemców w dublińskim
Tesco pod koniec czerwca. Stale podwyższano im normy - z 500 do 1000
kartonów, które mieli przenieść w czasie zmiany. Przyszedł więc do pracy w
koszulce z napisem po angielsku: „Przenosimy 800. Nie więcej“. Koledzy
okrzyknęli go nowym Lechem Wałęsą. Mimo wstawiennictwa irlandzkiej centrali
związków zawodowych STIPU stracił pracę. - Usłyszałem, że Tesco jest
niezadowolone z mojej pracy, a niekorzystne publikacje, które się za moją
sprawą ukazały, psują ich wizerunek - opowiada. Nie przyjął innej oferty
zaproponowanej przez agencję pracy tymczasowej