Gość: GAG
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
25.06.06, 09:19
Chciałbym opisać wczorajsze zdarzenie w którym miałem wątpliwą przyjemność
uczestniczyć. Po spotkaniu ze znajomymi i kilku piwach na rynku wracałem do
domu, oni wybrali spacerek a ja MPK. Mieszkam troche dalej i akuratnie za 3min
miał być jakiś autobus. Wsiadłem, podszedłem do kierowcy poprosiłem o bilet -
zadał pytane "czy studencki ?" odpowiedziałem że "nie - zwykły" sprzedał,
skasowałem. Po dosłownie 10 min pojawili się kontrolerzy, pokazałem bilet -
usłyszałem "bilet jest nie ważny" - jak to możliwe przecież kupiłem go u
kierowcy ? Zaczeła się wymina zdań - okazało się że było już po 23 i bilet
powinien być podwójnej wartości. Tak moja wina nie sprawdziłem tego, bardzo
rzadko korzystam z MPK - zaufałem kierowcy nie wiem ile kosztują bilety, jaki
jest ich podział etc. Całe zdarzenie skonczyło się na ostatnim przystanku z
interwencją policji, która została wezwana dla potwierdzenia moich danych. Ni
e bede pisał o tym że po wyjściu wszystkich pasażerów "Panowie" zrobili sobie
zabawe moim kosztem i o ich hamskim zachowaniu. Dostałem mandat, byłem
zdenerwowany, kilka piw wczesniej - nie myslałem logicznie, wrocilem jeszcze
na chwile zeby sprawdzić numer boczny autobusu na wszelki wypadek -
zauwarzylem kontrolerów i kierowce jak sie czymś tam dzielili. Zastanawiam się
dzisiaj czy ten kierowca specialnie nie sprzedał mi takiego biletu tak aby
później kolesie mieli 100% mandat. Czy to nie jest sposób na dodatkowy zarobek
tych Panów ? Udowodnić nic sie nie da - mandat raczej zapłace - nigdy więcej
MPK - dobrze że mam samochód a po piwie jedynie TAXI.