Gość: ant
IP: 80.51.255.*
25.07.03, 21:13
Ochrona w Leclerku kolejny raz jest nadgorliwa. Znam parę osób (
i dzieci), które boją się tam robić zakupy.
Historia prawdziwa z pierwszych miesięcy dziaalności sklepu:
przechodzącego koło kasy chłopca (lat 10) zatrzymuje ochrona, bo
brzęczy urządzenie kontrolne. Wyprowadzają matkę z dzieckiem na
zaplecze - bez wzywania policji odbywa się rewizja. Ochrona
znajduje chipa z sfatygowanych już spodniach kupionych w innym
hipermerkecie kilka miesięcy wcześniej. Oddech ulgi. "Szefowa"
mówi: i po sprawie. Kobieta z dzieckiem domaga się przeprosin,
bo jej dziecko zostało zgarnięte przez ochronę jak bandyta. Nie
ma przeprosin. Pani "szefowa" twierdzi, że ich procedury nie
przewidują takiego prawa dla klienta. I obsługa nie ma takiego
obowiązku wobez niesłusznie oskarżonego. Tu pańcia procedury
znała, ale klientki nie poinformowała, że rewizji może dokonać
tylko policjant w obecności rodzica, a nie jakiś gburowaty
ochroniarz, któremu się oczy świecą, bo liczy na premię za
złapanego złodzieja.
Czy w Leclerku znają słowo przepraszam?