smalltownboy
04.03.08, 13:21
"Brak obowiązku prowadzenia ewidencji pracy, bezkarne wyrzucanie z pracy
ciężarnych kobiet i osób w wieku przedemerytalnym, brak konsekwencji za
bezprawne pozbawienie zatrudnienia, a nawet przerzucenie na pracowników
kosztów prowadzenia firmy – to tylko część pomysłów rządu Donalda Tuska na
zmiany pozwalające przerobić pracowników małych przedsiębiorstw w niewolników.
Gabinet Tuska zaczął pracować nad nowym kodeksem pracy. Jeśli uda mu się
przeprowadzić w Sejmie choćby część pomysłów, to Polska pod względem ochrony
pracowników zacznie przypominać nie kraje Europy Zach., ale „azjatyckie
tygrysy” – Chiny, Wietnam i Koreę Południową – gdzie ludzi pozbawiono
jakichkolwiek praw i zmuszono do harówki po kilkanaście godzin na dobę płacąc
za to parę dolarów. Tusk planując zmiany w relacjach pracodawca-pracownik
patrzy bowiem nie w stronę Dublina i Londynu, ale Pekinu i Hanoi.
Platformerska ekipa chce na początek podzielić Polaków na tych, którzy pracują
w firmach zatrudniających ponad 10 osób i pozostałych. Pierwsi będą na razie
pracować według dotychczasowego kodeksu, a drudzy – nowego, „oskalpowanego” z
wszelkich zobowiązań stawianych pracodawcom. Ministerstwo Pracy i Polityki
Społecznej potwierdziło wczoraj, że zamierza przeprowadzić rewolucję w prawie
pracy. 3,5 mln pracujących w małych firmach ludzi już może zacząć bać się
zwolnienia, ponieważ wkrótce pracodawca będzie mógł się ich pozbyć w każdej
chwili nie ponosząc z tego powodu praktycznie żadnych konsekwencji i kosztów.
Małych przedsiębiorców nie będą nawet dotyczyć zakazy zwalniania kobiet w
ciąży i osób w wieku przedemerytalnym! Jeśli delikwent pracował w firmie
krócej niż rok, to nawet nie dostanie odprawy. A to wszystko planuje rząd,
który za swój główny cel stawia oficjalnie politykę prorodzinną i
aktywizowanie ludzi po 50. roku życia.
Jeśli nawet wyrzucając kogoś pracodawca złamie prawo, to praktycznie nie
poniesie większych konsekwencji – nie będzie już miał obowiązku przywrócić go
do pracy, lub uznać wypowiedzenia za bezskuteczne. Zapłaci niskie
odszkodowanie i po sprawie. Ludzie Tuska poszli nawet na to, by pracodawca nie
był karany za samowolne i niezgodne z kodeksem skrócenie okresu wypowiedzenia.
Nie będzie też musiał prosić związku zawodowego o opinię na temat zwalnianego
pracownika.
Ale nawet ci, którzy zostaną w małej firmie, nie powinni liczyć na lepsze
traktowanie. Czekają ich bowiem przez nikogo niekontrolowana harówka i
eksploatacja do granic możliwości. Pracodawca zwolniony zostanie z
konieczności prowadzenia ewidencji pracy. Ten punkt oznacza praktycznie
likwidację jednego z największych osiągnięć zachodniej cywilizacji, o który
przez dziesiątki lat walczył ruch robotniczy – ośmiogodzinnego tygodnia pracy.
Zatrudniony straci przecież jakiekolwiek szanse na udowodnienie np. przed
sądem pracy swoich roszczeń. To nie wszystko – uchylone zostaną wprowadzone
przez rząd SLD przepisy pozwalające karać pracodawców zmuszających swoich
pracowników do przejścia na tzw. samozatrudnienie. Teraz Państwowa Inspekcja
Pracy może np. podczas kontroli stwierdzić, że mimo oficjalnego
samozatrudnienia delikwent faktycznie pracuje jak na etacie. I wystąpić do
sądu o potwierdzenie tego faktu. Według nowych zasad PIP zrobi tak wyłącznie,
jeśli otrzyma zgodę zainteresowanego pracownika. Oczywiście nietrudno
przewidzieć, że żadna zmuszana do samozatrudnienia osoba tego nie uczyni,
ponieważ za chwilę i tak wyleci z roboty.
Co więcej – na pracownika przerzucone zostaną koszty prowadzenia interesu
przez jego szefa, ponieważ to pracownik będzie pokrywał koszty swoich podróży
służbowych. Jeśli zaś się rozchoruje, to firma zapłaci mu 80 proc.
wynagrodzenia tylko przez 14 dni, a nie 33 jak obecnie. Potem pracownik stanie
się zdany na ZUS-owski zasiłek chorobowy. Takie rozwiązanie dotyczyć będzie
zresztą wszystkich – także tych zatrudnionych w średnich i dużych
przedsiębiorstwach.
I tak przestanie to mieć jakiekolwiek znacznie, ponieważ rząd chce spełnić
najbardziej reakcyjny postulat neoliberałów – skasować obowiązek zatrudniania
pracowników według umowy o pracę i dać możliwość zawierania umów cywilnych.
Wówczas ponad 3,5 mln osób zatrudnionych w małych firmach praktycznie w ogóle
zostanie wyjętych spod prawa pracy. Pracodawca – szczególnie w małych
miejscowościach, gdzie o robotę trudno, a rynkiem pracy rządzą drobni
przedsiębiorcy – narzuci drugiej stronie wszystko, co zechce."
www.trybuna.com.pl/n_show.php?code=2008030402
Chcieliście Irlandię, a macie czeski film.....