Gość: meggie
IP: *.rzeszow.vectranet.pl
29.03.09, 13:47
po "diagnozie" postawionej na pogotowiu mój najstarszy syn przez 2
tygodnie chodził (tzn. przez pierwsze kilka dni miał szyne gipsową)
z pęknięta kością w nodze. Mąż był z nim na pogotowiu 2 razy z bólem
i opuchlizną zezwnętrznej cześci stopy. Orzekli stłuczenie stopy,
chociaż syn uparcie twierdził, że nic się nie stało, tzn. ani
krzywo nie stanął, ani noga między materace mu nie wpadła (podczas
treningu na hali biegali boso po materacach, na których ćwicza
zapaśnicy, akrobaci itp.) Po kilku dniach cała stopa spuchła w
szynie tak, że szyna zaczeła go uciskać. Zdjęliśmy szynę i
próbowaliśmy sie dostać do chirurga (wizyta u ortopedy bez
wyczekania 3-4 miesięcy graniczy z cudem), a jedyny
sensowny chirurg dziecięcy był akurat na urlopie. Dopiero wczoraj po
2 tyg. od zdarzenia udało nam sie zrobić powtórne zdjęcie i chirurg
ten postawił diagnoze: pęknięcie kości na zawnątrz stopy. Szlag mnie
mało nie trafił, co za kretyni niedouczeni na tym pogotowiu, nie
potrafią ze zdjęcia odczytać pęknięcia i zalecają żel chłodzący.