Gość: @ Big Cyc IP: *.chello.pl 17.04.06, 19:25 www.antyradio.pl/warszawa/img_upload/files2/BIG_CYC_Moherowe_Berety.mp3 Odpowiedz Link Zgłoś
edico Re: Do kompletu :)) 18.04.06, 14:46 img53.imageshack.us/my.php?image=index0dl.swf Odpowiedz Link Zgłoś
edico Re: Skarga na TVP do KRRiT 18.04.06, 15:05 Racja Polskiej Lewicy zwróciła się ze skargą do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji na Telewizję Polską za nadawanie tzw. czasie chronionym filmu "Pasja". - Zwracamy się ze skargą z powodu nadania przez Program 1 Telewizji Polskiej w dniu 15 kwietnia 2006 roku, w godzinach 20:15 – 22:20 filmu pt. „Pasja”. Emisja tej audycji w podanych godzinach spowodowała naruszenie punktów 4 i 5 artykułu 18 Ustawy o radiofonii i telewizji z 29 grudnia 1992 - czytamy w liście wysłanym do KRRiT. Racja Polskiej Lewicy powołuje się na następujące zapisy, które brzmią: punkt 4: „Zabronione jest rozpowszechnianie audycji lub innych przekazów zagrażających fizycznemu, psychicznemu lub moralnemu rozwojowi małoletnich, w szczególności zawierających treści pornograficzne lub w sposób nieuzasadniony eksponujących przemoc”; punkt 5: „Audycje lub inne przekazy, zawierające sceny lub treści mogące mieć negatywny wpływ na prawidłowy fizyczny, psychiczny lub moralny rozwój małoletnich, inne niż te, o których mowa w ust. 4, mogą być rozpowszechniane wyłącznie w godzinach od 23 do 6”, a także punktu 1 paragrafu 1 Rozporządzenia Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji z dnia 20 listopada 2001 roku w sprawie szczegółowych zasad kwalifikowania, rozpowszechniania i sposobu zapowiadania audycji lub innych przekazów, które mogą zagrażać fizycznemu, psychicznemu lub moralnemu rozwojowi niepełnoletnich, który brzmi: „§ 1. Audycje lub inne przekazy, które ze względu na zawarte w nich treści lub ich formę mogą zagrażać fizycznemu, psychicznemu lub moralnemu rozwojowi niepełnoletnich, w szczególności zawierające: (pkt. 1) sceny przemocy, zwłaszcza takie, w których przemoc jest sposobem rozwiązywania konfliktów lub celem samym w sobie, lub promujące stosowanie przemocy poprzez nieukazywanie negatywnych konsekwencji takich zachowań dla człowieka stosującego przemoc, nie mogą być rozpowszechniane między godziną 6 a godziną 23”. Zdaniem przedstawicieli partii "film fabularny w reżyserii Mela Gibsona pt. „Pasja” z założenia miał prezentować sceny pełne brutalności, cierpienia, w których przemoc fizyczna i psychiczna oraz lejąca się niemal litrami krew są nieodłącznymi elementami kreującymi postać głównego bohatera. Produkcja prawie od początku do samego końca epatuje niezwykle drastycznymi ujęciami pełnymi krwi z powodu dręczenia człowieka przez innych ludzi. Naturalistyczne ukazanie biczowania, rozrywania ciała, nakładanie korony cierniowej czy ukrzyżowanie, to momenty, które stanowią główny motyw, a sprawiają wrażenie makabry, krwawej jatki". - Nie dokonujemy oceny ze względu na wartość merytoryczną i artystyczną produkcji, zauważamy natomiast, że emisja filmu w godzinach 20:15 – 22:20 stanowi poważne naruszenie prawa przez Telewizję Polską. Pod uwagę należy wziąć fakt, że produkcje tego typu – z uwagi na dobro widzów małoletnich - mogą być nadawane tylko i wyłącznie w godzinach 23:00 – 6:00. Telewizja jednak najwidoczniej świadomie postanowiła złamać przepisy ustawy i rozporządzenia poprzez rozpowszechnianie audycji zagrażającej psychicznemu i moralnemu rozwojowi małoletnich. Ukazane drastyczne, brutalne sceny mogą mieć niezwykle poważny szkodliwy wpływ na zdrowie i rozwój osób niepełnoletnich, które powinny być szczególnie chronione przed treściami pełnymi przemocy. Jednak TVP zlekceważyła dobro swoich młodych widzów i zagrała na najniższych emocjach, świadomie wywołując szok, zniesmaczenie i obrzydzenie. Zauważmy również, że film został nadany w czasie prime time, a do tego w dniu świątecznym, kiedy zdecydowana większość polskich rodzin spędzała wieczór przed telewizorem, wspólnie oglądając nadawane programy. W związku z poważnym naruszeniem przez Telewizję Polską polskiego prawa, obowiązujących norm i dobrych obyczajów oraz jawne propagowanie treści szkodliwych społecznie, wnosimy o podjęcie stosownych, określonych przepisami, działań wobec nadawcy. Prosimy również o poinformowanie o podjętych krokach - czytamy w liście do KRRiT. TVP ma ustosunkować się do skargi, jak tylko stacja otrzyma pismo z KRRiT. autor artykułu: kk wirtualnemedia.pl/document,,1035710,Skarga_na_TVP_do_KRRiT.html Odpowiedz Link Zgłoś
edico Matka Boska potwierdzona notarialnie. 18.04.06, 15:57 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=58&w=40326272&a=40326272 Odpowiedz Link Zgłoś
edico Samochód za 3 miliony dla papieża na pielgrzymkę 19.04.06, 18:55 Pełne dane samochodu opancerzonego, który miałby wozić papieża podczas pielgrzymki do Polski, ujawniło Biuro Ochrony Rządu. Dotychczas dla bezpieczeństwa przewożonych VIP-ów takie informacje były utajnione Dane limuzyny można znaleźć na stronie BOR w części informującej o przetargach oraz w Biuletynie Zamówień Publicznych. Czytamy tam, że BOR chce zakupić "samochód reprezentacyjny opancerzony". Z nieoficjalnych informacji wynika, że auto będzie przeznaczone do obsługi papieża Benedykta XVI podczas jego najbliższej pielgrzymki. Potem ma wozić prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Wskazówka dla terrorysty? Rozmówców "Gazety" - b. funkcjonariuszy BOR i służb specjalnych - bulwersuje, że obok takich szczegółów, jak: ciężar, pojemność silnika oraz wymiary, w ogłoszeniu znajduje się informacja o klasie opancerzenia pojazdu. Ma ona być najwyższa (B6/B7). Karoserii takiego auta (łącznie z szybami i zbiornikiem paliwa) nie można uszkodzić pociskami ze standardowych pistoletów maszynowych. Wóz tej klasy wyposażony jest w system gaśniczy zabezpieczający przed atakiem koktajlami Mołotowa oraz w opony ze specjalnym wkładem, które nawet po przebiciu pozwalają dalej jechać. - Dla potencjalnego terrorysty informacja o klasie opancerzenia to wskazówka, że musi podchodzić do takiego auta co najmniej z granatnikiem przeciwpancernym - mówi jeden z informatorów "Gazety". Przytacza przykład Eduarda Szewardnadze, którego właśnie brak wiedzy terrorystów o odporności pancerza jego mercedesa uratował od śmierci. Zamachowcy wybili ochronę prezydenta Gruzji, ale nie mogli przebić się seriami z kałasznikowów przez przedział pasażerski jego mercedesa. Publiczne ujawnienie danych samochodu dla VIP-ów, który ma jeździć w kolumnie BOR, nie było dotąd praktykowane. Samochodów tego typu nie kupowano w drodze przetargu, lecz w szczególnym trybie, za zgodą ministra spraw wewnętrznych. - Nigdy nie upublicznialiśmy szczegółowych danych kupowanych samochodów tego typu - mówi b. szef BOR, gen. Grzegorz Mozgawa. Podaniem danych pancernej limuzyny zdziwiony jest też poprzednik Mozgawy, gen Mirosław Gawor, kierujący Biurem w czasach rządów AWS.- To co najmniej nieostrożność. Jeżeli już postanowiono kupić taki samochód w trybie przetargu, wystarczyło podać ogólną informację. Były oficer BOR zwraca uwagę, że utajnione powinny być nie tylko dane tego typu limuzyn, ale również ich liczba posiadana przez Biuro. - Ktoś policzy sobie takie przetargi i będzie miał wynik. Polska nie jest bogatym krajem, więc takich aut nie mamy dużo. Mając wiedzę o ich ilości i marce, można lepiej zaplanować ewentualny zamach - tłumaczy. BOR: Robimy to w imię jawności Fachowców zajmujących się sprzętem specjalnym w ogłoszeniu o przetargu na samochód dla BOR dziwi informacja o bardzo krótkim terminie dostawy auta. Ma ono być w Polsce do 22 maja, czyli na trzy dni przed rozpoczęciem pielgrzymki Benedykta XVI. A wykonawca nie został jeszcze wybrany. - Opancerzone samochody budowane są od podstaw na indywidualne zamówienie. Termin oczekiwania na taki wóz to pół roku do dziewięciu miesięcy. To znaczy, że tak naprawdę taki wóz jest już gdzieś gotowy - ocenia jeden z naszych informatorów. BOR odpiera zarzuty: - To, co robimy, służy jawności w wydawaniu publicznych pieniędzy. Dane na temat tego typu pojazdów można bez większego trudu znaleźć w internecie - mówi ppłk Jarosław Kanarek, kierujący zespołem obsługi szefa BOR. - Czy podanie takich informacji może pomóc terrorystom?. Ppłk Kanarek: - To kwestia oceny. Ja twierdzę, że nie. Pytany, czy samochodem będzie jeździł papież, a później prezydent, przedstawiciel BOR odpowiada: - Tak jak wszystkie tego typu pojazdy również ten będzie w dyspozycji BOR jako narzędzie ochrony VIP-ów - zarówno zagranicznych, jak i polskich. Będziemy go kierować tam, gdzie to jest to konieczne - mówi Kanarek. Jego zdaniem przetarg będzie rozstrzygnięty w najbliższych dniach. - Wykonawcy podają różne terminy. Nie zawsze jest to zgodne z rzeczywistymi możliwościami. Uważam, że podany przez nas termin dostawy pojazdu jest jak najbardziej realny. Flota BOR-u Wśród pojazdów o najwyższej klasie opancerzenia BOR dysponuje samochodami marki BMW i Mercedes. Jeździ ich w Polsce ok. dziesięciu. Z nieoficjalnych informacji wynika, że do obecnego przetargu przystąpiły jeszcze Volvo i Audi. Muszą zaoferować pancerne limuzyny o wadze ok. 3-4 ton i silnikach o pojemności ok. 6 tys. ccm. Maksymalna prędkość takiego auta to 180-220 km/godz. Cena: 2,5-3 mln zł. (Wojciech Czuchnowski) serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,3291627.html Odpowiedz Link Zgłoś
endrju55 czesanko :) 19.04.06, 20:29 img156.imageshack.us/img156/4184/przylapani9742897xq4fe.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
edico Kościelny rozbiór Polski 19.04.06, 23:17 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=21155&w=40521974 Odpowiedz Link Zgłoś
edico Wywrócona teologia (1) 20.04.06, 16:48 Godny pogardy "duch ponury, co łeb ma w środku paszczy Lucyfera i nogi do góry” czy też niesłusznie przeklęty przez pokolenia bohater, który pomógł w odkupieniu świata? Kim naprawdę był Judasz Iszkariota? Paweł Lisicki Ten pierwszy obraz wzięty z „Boskiej komedii” Dantego streszcza tradycyjny pogląd na rolę jednego z 12 apostołów, drugi jest czymś nowym, co – za sprawą publikacji w wielkonakładowych gazetach – dopiero przebija się do naszej świadomości. Czy te obrazy są równie wiarygodne? Czy mają rację ci, którzy w opublikowanej właśnie w Polsce przez „Gazetę Wyborczą” Ewangelii Judasza widzą początek nowej ery chrześcijaństwa? Rzeczywiście, gdyby dało się udowodnić, że Judasz nie zdradził Jezusa, ale działał na Jego rozkaz i świadomie zrealizował boży plan zbawienia, wiele trzeba by zmienić w naszych ocenach. Zamiast potępiać Iszkariotę, musielibyśmy zacząć go czcić i chwalić. Zamiast uznawać za zdrajcę, musielibyśmy widzieć w nim męczennika, ba, więcej niż męczennika – kogoś, kto nie tylko poświęcił się dla drugich, ale jeszcze zgodził się nosić przez wieki piętno nikczemnika. Święty Judasz stałby się w naszych oczach osobą znacznie bardziej godną naśladowania niż pozostali apostołowie, pozornie jedynie lepsi od niego. Wszystko to razem, trzeba przyznać, brzmi obiecująco. Nic dziwnego zatem, że co bardziej śmiali redaktorzy i dziennikarze dali się ponieść fantazji i ogłosili, że znaleziona w Egipcie Ewangelia Judasza jest dziełem pierwszych chrześcijan, sugerując, że pod względem autentyczności może konkurować z czterema oficjalnie uznanymi. Owi redaktorzy szybko uzyskali wsparcie radykalnych teologów, którzy w Ewangelii Judasza dostrzegli szansę na pożegnanie się z najbardziej nieznośnymi elementami tradycyjnej doktryny Kościoła. Dobrym przykładem jest profesor Wacław Hryniewicz. Komentując znaczenie owego znaleziska, nie wahał się powiedzieć, że „tekst wywraca zupełnie teologię chrześcijańską, stawia na głowie całą doktrynę. Oto czytamy, że przywódcy chrześcijańscy są ślepi na prawdę i ona zostaje objawiona tylko Judaszowi”. Byłoby to doprawdy niezwykłe odkrycie, podważające cały autorytet Kościoła jako wiernego strażnika pamięci o Jezusie z Nazaretu. Byłoby, gdyby nie kilka istotnych faktów. Dzieło gnostyków Fakt pierwszy i najważniejszy: Ewangelia Judasza nie jest dziełem pierwszych uczniów Chrystusa, lecz powstałej sto lat po Jego śmierci gnostyckiej sekty kainitów. Uważali oni, że za stworzenie widzialnego, materialnego świata odpowiada zły Demiurg, którego utożsamiali z Jahwe Starego Testamentu. Zgodnie z ich nauką Jahwe – pierwotna zasada zła – zbuntował się przeciw dobremu Bogu Światła, Sofii i ukradł iskry dobra, które uwięził następnie w materialnych ciałach. Ciało stało się więc więzieniem duszy zawierającej w sobie iskierki pierwotnego dobra. Skoro cały świat stworzony wraz z rządzącym nim prawem natury i prawem moralnym jest skażony, wyzwolenie z niego można osiągnąć, niszcząc materię, ciało, ostatecznie też system moralny. Stąd kainici dokonywali radykalnego przewartościowania: prawdziwymi świętymi byli ludzie potępieni przez Stary Testament, który został sporządzony przez sługi Jahwe: Kain, Ezaw, Sodomici. Nic dziwnego, że do tej samej grupy bohaterów został zaliczony Judasz. Wszyscy oni byli prawdziwymi pneumatykami, ludźmi, którzy zrozumieli, że powszechnie obowiązujące prawo moralne jest czymś, co należy przekroczyć, że jest to prawo złego Boga, władcy ciemności. Z pewnością kainitom nie można odmówić konsekwencji. Skoro zło tkwi w samym Stwórcy, a nie – jak chcieli chrześcijanie – w wolnej woli stworzenia, to przeciwstawiający się naturalnemu porządkowi moralnemu stawali się bohaterami. Ludzie posłuszni Jahwe okazywali się po prostu niewolnikami systemu kosmicznej tyranii, złoczyńcy zaś zyskiwali miano wyzwolicieli. O osobliwych naukach tej sekty pierwszy wspomniał św. Ireneusz z Lyonu ok. 180 roku. Niewiarygodny zapis spekulacji Największe znaczenie ma to, że nie sposób ustalić jakiegokolwiek bezpośredniego związku między kainitami a apostołami i pochodzącą od nich tradycją. Wręcz przeciwnie, od samego początku istnienia gmin chrześcijańskich – a dowodem są choćby listy św. Pawła – Kościół występował przeciw gnostykom. Ewangelia Judasza jest zapisem gnostyckich spekulacji, a nie wiarygodnym świadectwem o życiu i śmierci Jezusa. Wystarczy nawet pobieżny rzut oka na poszczególne teksty, by to odkryć. Weźmy choćby jedną z kluczowych, rzekomych wypowiedzi Chrystusa mówiącego: "Przewyższysz ich [apostołów] wszystkich. Ale Judaszu, musisz poświęcić ciało, które mnie okrywa”. Nic z tego, co wiemy o judaizmie w I wieku i o pierwotnym, żydowskim chrześcijaństwie, nie pozwala nam dostrzec autentycznego znaczenia słów Jezusa o ciele jako okryciu. Stałą cechą myślenia żydowskiego było bowiem podkreślanie jedności ciała i duszy. Ciało nigdy nie było po prostu płaszczem, zewnętrznym okryciem, czymś, co może być zdjęte z człowieka jak zasłona. Stanowiło istotną, niedającą się zlekceważyć, integralną część człowieka. Godny pogardy „duch ponury, co łeb ma w środku paszczy Lucyfera i nogi do góry” czy też niesłusznie przeklęty przez pokolenia bohater, który pomógł w odkupieniu świata? Kim naprawdę był Judasz Iszkariota? Paweł Lisicki Ten pierwszy obraz wzięty z „Boskiej komedii” Dantego streszcza tradycyjny pogląd na rolę jednego z 12 apostołów, drugi jest czymś nowym, co – za sprawą publikacji w wielkonakładowych gazetach – dopiero przebija się do naszej świadomości. Czy te obrazy są równie wiarygodne? Czy mają rację ci, którzy w opublikowanej właśnie w Polsce przez „Gazetę Wyborczą” Ewangelii Judasza widzą początek nowej ery chrześcijaństwa? Rzeczywiście, gdyby dało się udowodnić, że Judasz nie zdradził Jezusa, ale działał na Jego rozkaz i świadomie zrealizował boży plan zbawienia, wiele trzeba by zmienić w naszych ocenach. Zamiast potępiać Iszkariotę, musielibyśmy zacząć go czcić i chwalić. Zamiast uznawać za zdrajcę, musielibyśmy widzieć w nim męczennika, ba, więcej niż męczennika – kogoś, kto nie tylko poświęcił się dla drugich, ale jeszcze zgodził się nosić przez wieki piętno nikczemnika. Święty Judasz stałby się w naszych oczach osobą znacznie bardziej godną naśladowania niż pozostali apostołowie, pozornie jedynie lepsi od niego. Wszystko to razem, trzeba przyznać, brzmi obiecująco. Nic dziwnego zatem, że co bardziej śmiali redaktorzy i dziennikarze dali się ponieść fantazji i ogłosili, że znaleziona w Egipcie Ewangelia Judasza jest dziełem pierwszych chrześcijan, sugerując, że pod względem autentyczności może konkurować z czterema oficjalnie uznanymi. Owi redaktorzy szybko uzyskali wsparcie radykalnych teologów, którzy w Ewangelii Judasza dostrzegli szansę na pożegnanie się z najbardziej nieznośnymi elementami tradycyjnej doktryny Kościoła. Dobrym przykładem jest profesor Wacław Hryniewicz. Komentując znaczenie owego znaleziska, nie wahał się powiedzieć, że „tekst wywraca zupełnie teologię chrześcijańską, stawia na głowie całą doktrynę. Oto czytamy, że przywódcy chrześcijańscy są ślepi na prawdę i ona zostaje objawiona tylko Judaszowi”. Byłoby to doprawdy niezwykłe odkrycie, podważające cały autorytet Kościoła jako wiernego strażnika pamięci o Jezusie z Nazaretu. Byłoby, gdyby nie kilka istotnych faktów. Dzieło gnostyków Fakt pierwszy i najważniejszy: Ewangelia Judasza nie jest dziełem pierwszych uczniów Chrystusa, lecz powstałej sto lat po Jego śmierci gnostyckiej sekty kainitów. Uważali oni, że za stworzenie widzialnego, materialnego świata odpowiada zły Demiurg, którego utożsamiali z Jahwe Starego Testamentu. Zgodnie z ich nauką Jahwe – pierwotna zasada zła – zbuntował się przeciw dobremu Bogu Światła, Sofii i u Odpowiedz Link Zgłoś
edico Re: Wywrócona teologia (2) 20.04.06, 16:55 Zgodnie z ich nauką Jahwe – pierwotna zasada zła – zbuntował się przeciw dobremu Bogu Światła, Sofii i ukradł iskry dobra, które uwięził następnie w materialnych ciałach. Ciało stało się więc więzieniem duszy zawierającej w sobie iskierki pierwotnego dobra. Skoro cały świat stworzony wraz z rządzącym nim prawem natury i prawem moralnym jest skażony, wyzwolenie z niego można osiągnąć, niszcząc materię, ciało, ostatecznie też system moralny. Stąd kainici dokonywali radykalnego przewartościowania: prawdziwymi świętymi byli ludzie potępieni przez Stary Testament, który został sporządzony przez sługi Jahwe: Kain, Ezaw, Sodomici. Nic dziwnego, że do tej samej grupy bohaterów został zaliczony Judasz. Wszyscy oni byli prawdziwymi pneumatykami, ludźmi, którzy zrozumieli, że powszechnie obowiązujące prawo moralne jest czymś, co należy przekroczyć, że jest to prawo złego Boga, władcy ciemności. Z pewnością kainitom nie można odmówić konsekwencji. Skoro zło tkwi w samym Stwórcy, a nie – jak chcieli chrześcijanie – w wolnej woli stworzenia, to przeciwstawiający się naturalnemu porządkowi moralnemu stawali się bohaterami. Ludzie posłuszni Jahwe okazywali się po prostu niewolnikami systemu kosmicznej tyranii, złoczyńcy zaś zyskiwali miano wyzwolicieli. O osobliwych naukach tej sekty pierwszy wspomniał św. Ireneusz z Lyonu ok. 180 roku. Niewiarygodny zapis spekulacji Największe znaczenie ma to, że nie sposób ustalić jakiegokolwiek bezpośredniego związku między kainitami a apostołami i pochodzącą od nich tradycją. Wręcz przeciwnie, od samego początku istnienia gmin chrześcijańskich – a dowodem są choćby listy św. Pawła – Kościół występował przeciw gnostykom. Ewangelia Judasza jest zapisem gnostyckich spekulacji, a nie wiarygodnym świadectwem o życiu i śmierci Jezusa. Wystarczy nawet pobieżny rzut oka na poszczególne teksty, by to odkryć. Weźmy choćby jedną z kluczowych, rzekomych wypowiedzi Chrystusa mówiącego: „Przewyższysz ich [apostołów] wszystkich. Ale Judaszu, musisz poświęcić ciało, które mnie okrywa”. Nic z tego, co wiemy o judaizmie w I wieku i o pierwotnym, żydowskim chrześcijaństwie, nie pozwala nam dostrzec autentycznego znaczenia słów Jezusa o ciele jako okryciu. Stałą cechą myślenia żydowskiego było bowiem podkreślanie jedności ciała i duszy. Ciało nigdy nie było po prostu płaszczem, zewnętrznym okryciem, czymś, co może być zdjęte z człowieka jak zasłona. Stanowiło istotną, niedającą się zlekceważyć, integralną część człowieka. Judasz i wyrok potępienia Ewangelia Judasza mało, że powstała co najmniej sto lat po śmierci Jezusa, mało, że została napisana przez autora, który przecież śmierci swego nauczyciela nie przeżył, mało, że zawiera tak obce pierwszym uczniom spekulacje, ale też – inaczej niż w przypadku czterech ewangelii kanonicznych – nie istnieje żadne zewnętrzne świadectwo jej autentyczności. Inaczej, niż to sugerują dziś media, decyzja o zaliczeniu poszczególnych pism do kanonu Nowego Testamentu nie była arbitralna: od samego początku ich powstania Kościół – czyli porozumienie najważniejszych biskupów stolic apostolskich, Antiochii, Aleksandrii i Rzymu – był gwarantem wierności przekazowi pierwszych uczniów. I tak dla każdej z czterech ewangelii znajdziemy wywodzący się od apostołów i ich uczniów ciąg świadectw. Od połowy II wieku mamy też już dowody, że cztery ewangelie uznawano razem za jedno źródło. Jako pierwszy wymienia je razem pochodzący z około 170 roku tzw. fragment Muratoriego, tuż po nim o „czterokształtnej ewangelii” pisze Ireneusz z Lyonu, na początku III wieku zaś Orygenes. Cztery kanoniczne ewangelie ani nie skupiają się na cudach, ani nie zawierają teologicznych czy filozoficznych spekulacji. Gdybyśmy chcieli porównać je do któregoś z dzisiejszych gatunków literackich, pewnie najbliższe byłyby reportażowi. Obok tych pism, które od samego początku Kościół uważał za natchnione, pojawiły się inne, zwane apokryfami. Są one zarówno dziełami autorów chrześcijańskich, jak i gnostyckich. Wszystkie starają się odsłonić tajemnice ukryte przed czytelnikami dzieł kanonicznych. Opisują szczegółowo dzieciństwo i młodość Chrystusa, przedstawiają postaci skrywane przez oficjalną pamięć w cieniu, zawierają, szczególnie w przypadku dzieł gnostyckich, próby wyjaśnienia zła, stworzenia, sensu kosmosu, pochodzenia duchów, opisują hierarchie anielskie. Znamy tytuły kilkudziesięciu takich dzieł, są to ewangelie, listy i apokalipsy. Ich autorzy, z reguły anonimowi, starali się przypisać autorstwo swoich pism osobom cieszącym się powszechnym autorytetem: Piotrowi, Tomaszowi, Filipowi i innym. Część tych pism jest efektem pobożnej ciekawości, część zawiera z punktu widzenia katolickiego herezje. Jednym z takich pism jest właśnie Ewangelia Judasza. Wszystko to razem sprawia, że nie można poważnie traktować zawartych w niej faktów. Opisany tam Judasz – człowiek, który posłuszny Bogu wykonuje tajemniczy plan Jezusa – to literacka fikcja. Ten, który go wydał Prawdziwy Judasz – taki, jakim widzą go ewangelie – był zdrajcą par excellence. Jest on po prostu „tym, który wydał Chrystusa”, i tak określa się go we wszystkich spisach apostołów. Dlaczego to zrobił? Czyżbyśmy mogli w którejś z Ewangelii odkryć ślad owej tajemniczej teorii, zgodnie z którą Judasz działał na zlecenie Jezusa? W żadnej mierze. Ewangeliści nie mają wątpliwości, że Judasz jest narzędziem w ręku diabła. Mówi Jezus: „Czyż nie wybrałem was dwunastu? A jeden z was jest szatanem. A mówił o Judaszu Szymonowym, Iszkariocie; bo ten, chociaż był jednym z dwunastu, miał Go zdradzić” (J 6, 71–72). Podobnie ten sam autor przytacza słowa mistrza, w których ten nazywa Judasza synem zatracenia, jedynym, który zginął (J 17, 12). Tak samo pisze Łukasz: „I wstąpił szatan w Judasza zwanego Iszkariotą” (Łk, 22, 3). Chociaż ewangelie wyraźnie mówią o diabelskiej inspiracji Judasza, tak samo jednoznacznie pokazują, że ów najbardziej zapewne tajemniczy uczeń Chrystusa działa sam, z własnej nieprzymuszonej woli. To on idzie do kapłanów i starszych. To on wpada na pomysł, że znakiem rozpoznawczym będzie pocałunek. To on przyprowadza straż, która pojmie mistrza. Żadnego śladu szantażu, groźby, przymusu. Jedynym motywem konsekwentnie wskazywanym przez ewangelistów, szczególnie Jana, jest chciwość. Odpowiedz Link Zgłoś
edico Re: Wywrócona teologia (3) 20.04.06, 16:56 Plan Judasza Cztery ewangelie są też zgodne, jeśli chodzi o stosunek Jezusa do Judasza, i wskazują, że Mistrz z Nazaretu przewidział zdradę. „Wiedział bowiem Jezus od początku, którzy to nie wierzyli, i kto miał go zdradzić” (J 6, 65). Potwierdzają to opisy ostatniej wieczerzy: Jezus wiedział, kto Go wyda. Mówi o tym Piotrowi i Janowi. Tak samo widzą ocenę zdrady Judasza. „Biada człowiekowi onemu, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Lepiej by mu było, gdyby się był nie narodził ów człowiek” (Mk 14, 21). Podobnie też – mimo różnicy w opisie faktów między Mateuszem a Dziejami Apostolskimi – przedstawiają smutny koniec zdrajcy, który w rozpaczy popełnia samobójstwo. A jednak ten jednoznaczny opis pozostawia nas z wieloma pytaniami. Kiedy Judasz postanowił zdradzić? Bo przecież chyba nie był zdrajcą od początku. To pytanie ma jednak dalsze konsekwencje. Jeśli Judasz zostając uczniem Chrystusa, szczerze chciał słuchać Jego nauk, to skąd wzięła się w nim myśl o zdradzie? Ten paradoks doskonale widzi Romano Guardini, jeden z największych XX-wiecznych teologów, dochodząc do niezwykłego wniosku: „Niemądrze byłoby wyobrażać sobie, że życie w bliskości świętego człowieka, a tym bardziej Syna Bożego, musi być czymś po prostu pięknym, że w tej sytuacji nie można nie stać się dobrym. Otóż można stać się diabłem”. Dziwne, zaiste. Znacznie łatwiej byłoby przyjąć, że wydając Jezusa, Judasz miał jednak jakiś ukryty, wyższy plan. Że na przykład pragnął przyspieszyć objawienie Jego mesjańskiego królestwa, że, jak chcą niektórzy, był związany z żydowskim, radykalnym ruchem oporu przeciw Rzymianom, a w Jezusie widział potencjalnego oswobodziciela, który z niejasnych powodów opierał się i ociągał przed ujawnieniem mocy. Problem polega na tym, że te skądinąd pomysłowe teorie nie znajdują oparcia w tekstach. Z ewangelii wiemy tylko tyle: po trzech latach nieustannego przebywania w obecności Jezusa, po trzech latach przyglądania się cudownym uzdrowieniom, miłosierdziu okazywanemu ubogim, chorym, cierpiącym, jeden z najbliższych uczniów – w końcu komuś takiemu powierza się funkcję skarbnika – postanawia dla 30 srebrników wydać swojego dobrego i łaskawego Pana w ręce Jego śmiertelnych wrogów. Otóż ta niewspółmierność – dobroć nauczyciela i niskie pobudki ucznia – zdaje się dla nas czymś tak trudnym do zniesienia. Z jednej strony – samo dobro, łaskawa miłość, z drugiej – drobna nikczemność, zwykła chciwość. I jeszcze te porażające szczegóły: obłudne pytanie przy ostatniej wieczerzy: „Czy to ja Panie?”, i pocałunek przyjaźni wybrany jako znak zdrady. Jak wielka musiała być nienawiść Judasza, jak mocne postanowienie zdrady, skoro potrafił spokojnie, w gronie pozostałych uczniów, zadać to pytanie. Jakby nigdy nic. Tak, żeby nikt się nie zorientował. Bez drżenia, bez jakichkolwiek oznak ujawniających, że działa w złej woli. Na tym chyba polega prawdziwa tajemnica zła. Judasz stał się diabłem, przebywając stale z Jezusem, będąc Jego uczniem. Wydał Go na śmierć, sprzedał w ręce wrogów, precyzyjnie obmyśliwszy plan. I to jest chyba to, co najtrudniejsze: radykalna, ostateczna, nieprzezwyciężona zatwardziałość człowieka w obliczu dobra. I jeszcze to, że ta zatwardziałość może być tak żałośnie mała. Tak mała, że tylko odwołanie do diabła może ją wytłumaczyć. Kariera dobrego zdrajcy Jak to się jednak stało, że informację o odczytanej po wiekach rzekomej ewangelii podają wszystkie największe światowe gazety? Dlaczego w tym jednym przypadku rezygnują ze zwykłego krytycyzmu, ogłaszając, że odkrycie jednego z kilkudziesięciu gnostyckich pism zmieni chrześcijańską wiarę? Dlaczego tak im zależy na tym, by obraz Judasza-nieszczęśnika, Judasza wykonującego nakazy Mistrza z Nazaretu, wyparł z powszechnej świadomości obraz potępionego zdrajcy? Być może pierwszym powodem jest narastający od kilkudziesięciu lat w Kościele optymizm zbawczy. Coraz więcej teologów uważa, że miłosierdzie Boga nie da się pogodzić z istnieniem piekła. A jeśli tak, to opowieść o Judaszu, którego miłosierny Jezus potępił, staje się kamieniem obrazy. Każda wieść, która pozwoliłaby obalić kanoniczny opis, przyjmowana jest z radością i nadzieją. Bóg będący miłością – uważa wielu teologów – nie może już być sędzią, nie może pozwolić, by człowiek został potępiony. I dalej: miłość bliźniego, do której są zobowiązani chrześcijanie, nie pozwala im pogodzić się z istnieniem potępionych. Kochać bliźniego – mówi coraz więcej nauczycieli – to w imię solidarności odmawiać Bogu prawa do skazywania ludzi, jakiejkolwiek jednostki, na karę wieczną. Każdy człowiek jest już – niezależnie, czy o tym wie, czy nie – na zawsze odkupiony i zbawiony. A skoro tak, to ewangeliczne opisy Judasza muszą albo zostać zanegowane, albo zinterpretowane w taki sposób, by również dla upadłego ucznia znalazło się miejsce w niebie. To prawda, że w żadnym z przekazów Jezus nie mówi, że Judasz został skazany na wieczne męki, tym niemniej trudno uznać Jego słowa za coś innego. Tak przynajmniej rozumieli je do niedawna katoliccy teologowie, którzy w upadłym uczniu dostrzegali przykład ostatecznej zatwardziałości. Z tego też powodu przeciwstawiali Judasza Piotrowi. Dziś to przeciwstawienie coraz częściej się zaciera. Wydaje się, że i jeden, i drugi zaparli się swojego boskiego mistrza. Czyż Piotr trzykrotnie nie stwierdził, że nie zna Jezusa? Więcej. Czyż dobry nauczyciel i jego nie nazwał szatanem, gdy Piotr postanowił odwieść mistrza od decyzji o cierpieniu? Przecież i Judasz, tak jak Piotr, opamiętał się, poszedł do kapłanów i oddał pieniądze. Przecież i on doznał skruchy. I jeśli nawet owa skrucha i opamiętanie zamknęły go w rozpaczy, czy jest to wystarczający powód, by zamykać przed nim niebo? Czy rozpacz Judasza, jego samobójstwo, nie były wystarczającą karą za grzech? Nie do końca. Odpowiedz Link Zgłoś
edico Re: Wywrócona teologia (4) 20.04.06, 17:06 Najważniejsza różnica polega na tym, że Piotr zaparł się ze słabości, ze strachu, zaś Judasz zdradził na zimno. Piotr działał pod wpływem zaskoczenia, wewnętrznego rozbicia, jego zdrada to efekt chwilowego załamania; Judasz przygotował w ukryciu cały plan. Podobnie skrucha Piotra polegała na oddaniu się w ręce Boga; żal Judasza doprowadził do samobójstwa. Judasz uznał, że źle zrobił, ale – i tu jest najważniejsza różnica – rozpacz nie pozwoliła mu błagać o przebaczenie. Judasz, jak pisał Guardini, pokazuje, że zdrada może zakrzepnąć. Że zło może tak głęboko przeniknąć do ludzkiego serca, że zamyka się ono przed boską litością, że skazuje się ono samo na potępienie. I to jest coś, czego głosiciele powszechnego zbawienia nie mogą przyjąć do wiadomości. Dla nich zbawienie Judasza jest przypadkiem granicznym. Skoro uda się dowieść, że nawet tak wielkie zło – podstępne wydanie samego Boga na śmierć – nie zasługuje na wieczne potępienie, to da się zbawić każdego złoczyńcę. W zgodzie na wieczną karę Judasza widzą ograniczenie boskiej potęgi, wyraz boskiej bezradności. Dążenie do powszechnego zbawienia nie zna ograniczeń. Jeśli nie wyklucza z niego bogobójstwo, to wszystko inne też może zostać usprawiedliwione. Pochwała wolności Cóż byłby to za Bóg, który zgodziłby się potępić swego ucznia? – pytają zwolennicy zbawienia Judasza. Gdzie Jego moc? Tym, co w całej sprawie dla religijnych optymistów jest najbardziej nie do zniesienia, to fakt, że Jezus przewidział czyn Judasza. Jak to? Znał i nie przeciwdziałał? Był dobry i pozwolił iść na zatracenie? Rzeczywiście, trudno byłoby temu rozumowaniu cokolwiek zarzucić, gdyby nie pewien drobiazg. Gdyby nie wolność. Sprawa Judasza pokazuje bowiem, że Bóg, Król królów i Pan panów, szanuje ludzką wolność. Człowiek może wybrać wbrew Niemu, a On, wiedząc o tym, dopuszcza zło. Ludzka wolność, wolność stworzonego ducha jest tak wielka, że usprawiedliwia świat, w którym jest obecne zło. W swojej niedocieczonej mądrości Bóg wolał stworzyć świat, w którym istnieje zdrada, morderstwo, niewinne cierpienie i... wolność, niż świat bez zła moralnego, ale i bez wolności. Zgoda na zdradę Judasza jest ostateczną pieczęcią ludzkiej wolności. Dlatego chociaż Jezus wie, chociaż widzi jak serce ucznia opanowuje chciwość, nienawiść, to… pozwala na to. Mógł przecież nie dopuścić do zdrady. Mógł powiedzieć Judaszowi: „przyjacielu, widzę, że utraciłeś wiarę, widzę, że chcesz mnie wydać, odejdź, póki nie będzie za późno. Nie spędzimy razem Paschy, bo nie chcę dawać ci okazji do niegodziwości. Widzę, jak się męczysz, niech każdy z nas pójdzie swoją drogą”. Takie słowa jednak nie padły. Nie padły, bo byłyby całkowitym zaprzeczeniem ludzkiej godności. Byłyby zaprzeczeniem nowego, chrześcijańskiego rozumienia boskiej wszechmocy. Nie jest ona tylko zdolnością podporządkowania sobie, przymuszania, rozkazywania, ale – w jeszcze większym stopniu – zdolnością stwarzania wolnych osób, które adorują i czczą nieskończone dobro. Wszechmoc jest w tym wypadku znoszeniem, samoograniczeniem, przyzwoleniem. Dlatego Jezus nie powstrzymał Judasza. Dlatego nie zgromił szatana, który wszedł w serce ucznia, nie wyrzucił go z niego jak z wielu chorych, opętanych, sparaliżowanych. Nauczyciel z Nazaretu pozwolił Judaszowi dokonać zdrady i podążyć na szubienicę. Wszechmoc boska objawiła się więc jako cierpliwe znoszenie ludzkiej niegodziwości, która w ostatecznej konsekwencji ściąga na siebie odtrącenie. I to jest coś, czego wielu współczesnych teologów zrozumieć nie może. W ich oczach miłosierdzie staje się po prostu polisą na bezkarność, a wolność traci swoje najgłębsze znaczenie. Dogmatyczny antropocentryzm Ten religijny optymizm łączy się ściśle z inną cechą zachodniej, współczesnej kultury, a mianowicie z antropocentryzmem, z radykalnym wyniesieniem do rangi absolutnej wartości ludzkiej egzystencji. To z kolei prowadzić musi do relatywizacji dobra i zła. Żyjemy w kulturze, w której żaden czyn nie może być absolutnie potępiony. Żadna zdrada, łotrostwo, morderstwo, nikczemność. Żadne zło nie zasługuje na wieczną karę, egzystencja człowieka ma wartość nieskończoną. I w tym punkcie właśnie opowieść o Judaszu staje się nie do zniesienia. Jak zauważył jeden z najwybitniejszych współczesnych filozofów Josef Seifert, słowa potępienia skierowane przez Jezusa do Judasza oznaczają, że istnienie jako takie nie jest dla człowieka dobrem. Że jeśli człowiek jest zatwardziały w złu, to jego życie jest czymś złym. Nie jest prawdą, że samo istnienie osoby ludzkiej zawsze jest po prostu godne afirmacji; Jezus, który mówi o Judaszu, że lepiej byłoby, gdyby ten się nigdy nie narodził, stanowi żywe zaprzeczenie tych, tak dziś dominujących, teorii. Chodzi nie o afirmację samej osoby jako takiej, ale dobra, które jest w niej. Wydaje się zatem, że nieraz jeszcze będziemy musieli zmierzyć się z problemem Judasza. Kanoniczne teksty, mimo wszelkich prób ich ponownego zinterpretowania, niezbyt nadają się do rozpoczętego już procesu rehabilitacji tajemniczego syna Szymona. Można się zatem spodziewać kolejnych rewelacji i odkryć, które pozwolą osłabić to, co w tej historii tak nieznośne: wyrok potępienia padający z ust czystego miłosierdzia. (Paweł Lisicki) Czwartek, 20 kwietnia 2006 wiadomosci.wp.pl/kat,35714,wid,8276182,prasaWiadomosc.html Odpowiedz Link Zgłoś
edico Ksiądz nie może produkować alkoholu 20.04.06, 17:40 Tarnowska kuria zabroniła ks. Antoniemu Tworkowi z Chełma pod Bochnią produkcji śliwowicy - informuje "Dziennik Polski". Biskup Wiktor Skworc w liście do proboszcza zaznaczył, że produkcja alkoholu przez księdza jest niestosowna. Śliwowica wytwarzana przez duchownego może jednak zostać zarejestrowana jako produkt tradycyjny. Taki wniosek proboszcz złożył w Małopolskim Urzędzie Marszałkowskim. REKLAMA Czytaj dalej Recepturę produkcji śliwowicy ksiądz poznał przed laty, podczas swojej kilkuletniej duszpasterskiej pracy w Łącku. Wykorzystując tę wiedzę, sam zaczął pędzić trunek w latach 70. Robi to do dziś. Niedawno złożył w Urzędzie Marszałkowskim wniosek o rejestrację produktu o nazwie "Śliwowica wyborna - przedni destylat z Chełmskiej Góry nad Rabą" jako "produkt regionalny". Według urzędników, nie ma przeszkód, by trunek został zarejestrowany. Starania ks. Tworka o rejestrację śliwowicy zaniepokoiły łąckich producentów trunku, którzy zarejestrowali w urzędzie patentowym znak towarowy "Śliwowica łącka", nie zastrzegli jednak receptury. Zdaniem wójta Łącka Franciszka Młynarczyka, powoływanie się na tamtejszą recepturę przez księdza to jedynie chwyt marketingowy. Nie sądzę, by ks. Tworek do końca poznał recepturę łąckiej śliwowicy. Nasi sadownicy pilnie jej strzegą - mówi wójt. Nie wykluczył jednak podjęcia kroków prawnych w obronie lokalnego produktu, który na razie również w Łącku produkowany jest nielegalnie (PAP) wiadomosci.wp.pl/kat,17511,wid,8274411,prasaWiadomosc.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Rydzyk buduje luksusowy dom zakonny IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 20.04.06, 18:46 Redemptoryści budują w nadmorskich Rowach luksusowy ośrodek wypoczynkowy. Oficjalnie ma to być dom zakonny, ale oprócz kaplicy w środku ma się znajdować sto komfortowych pokoi, gabinet odnowy z sauną, masażem i salą fitness. Na dachu przewidziano taras z ogrodem zimowym, na którym mają rosnąć drzewa. Cała budowa owiana jest tajemnicą. Mimo że budynek powstaje zaledwie 200 metrów od morza, w najbardziej atrakcyjnej części wsi, na jej temat nie chce się wypowiadać ani sołtys Rowów, ani wójt gminy Ustka - pisze "Gazeta Wyborcza". Rozmowy odmówił też szef słupskiej firmy Oskarbud, która jest wykonawcą budowy. W słupskim starostwie o inwestycji mówi się tylko nieoficjalnie. - Słyszałem, że to przedsięwzięcie ojca Rydzyka - powiedział "Gazecie" jeden z wysoko postawionych urzędników starostwa. - Ale o tej sprawie rozmawia się tylko na korytarzach. Słyszałem nawet, że ojciec Rydzyk zamierza przenieść do Rowów część infrastruktury Radia Maryja - dodaje. Budynek powstaje na miejscu dawnego, niewielkiego domu zakonnego redemptorystów. Stary dom został zburzony, a po dokupieniu ziemi na jego miejscu powstaje budowla o powierzchni użytkowej 4,5 tysiąca metrów kwadratowych, której koszt szacowany jest na 15 milionów złotych. Na czterech kondygnacjach ma się znajdować 100 pokoi z łazienkami, gabinet odnowy z sauną, hydromasażem, salą fitness i łaźnią. Na dachu ma powstać tzw. zielony taras. Pracujący na budowie robotnicy zastanawiają się, czy będzie tam lądowisko dla helikopterów, ponieważ ojcowie redemptoryści nakazali w tym miejscu wzmocnienie stropów. Budowę nadzoruje bezpośrednio ekonom redemptorystów ojciec Janusz Sok. Roboty budowlane nie przebiegają w sposób planowy i równie nieregularne są wypłaty dla zatrudnionych tam budowlańców. Jeden z majstrów skarżył się, że od dłuższego czasu nie może wyegzekwować pieniędzy od zakonników. Niestety, nikt w warszawskiej prowincji redemptorystów nie chciał z gazetą o tej sprawie rozmawiać. fakty.interia.pl/wiadomosci/prasa/news?inf=740325 Odpowiedz Link Zgłoś
lola1231 nóż się w kieszeni otwiera! 22.04.06, 09:51 jedno pytanie - czy ci ludzie nie składają ślubów ubóstwa? Odnowa biologiczna? sauna? świat się kończy! Odpowiedz Link Zgłoś
edico Re: nóż się w kieszeni otwiera! 22.04.06, 14:56 To zdumiewające, że bogactwo ludzi Kościoła wzięło swój początek od zasady ubóstwa. (Charles-Louis de Secondat de Monteaquieu) Odpowiedz Link Zgłoś
edico Re: Centrum o. Rydzyka poświęcone 29.04.06, 23:27 Bp Andrzej Suski poświęcił pierwsze obiekty kompleksu Polonia in Tertio Millenio w Toruniu. Budowa trzech okazałych budynków kosztowała ok. 40 mln zł. O. Rydzyk usunął się w cień. Uroczystość odbyła się w sobotę w auli kompleksu akademickiego szkoły medialnej o. Rydzyka i była transmitowana przez Radio Maryja i Telewizję Trwam. Wzięli w niej udział m.in. uczestnicy organizowanego przez rozgłośnię X Forum Polonijnego z całego świata, studenci oraz prezydent Torunia Michał Zaleski, wojewoda Józef Ramlau i parlamentarzyści. O. Rydzyk, który zazwyczaj był główną postacią podobnych imprez, tym razem usunął się w cień. Kilka dni wcześniej ogłosił dramatyczny komunikat, w którym prosi o modlitwę, w związku z nasileniem działania "wrogów rozgłośni:. Stwierdził, że po śmierci Jana Pawła II, który zawsze bronił radia "nie mamy już na ziemi, a właściwie nie wiemy już, gdzie na ziemi szukać ratunku". - Ojcze Święty, jesteś w niebie; prosimy cię, pomagaj nam z domu Ojca i teraz nas też ratuj - mówił o. Rydzyk. - Zawsze nas wspierałeś, zawsze nas ratowałeś, nawet gdy bardzo ciemne chmury gromadziły się nad nami. Ty zawsze nas ratowałeś i uratowałeś. Prosimy i teraz: uproś nam właśnie takich wspierających i ratujących nas. My chcemy służyć Panu Bogu, Kościołowi, Ojczyźnie, Narodowi Polskiemu. Chcemy, by w Polsce były wolne media - media takie, o jakich Ty uczyłeś, o jakich uczy obecny Ojciec Święty, o jakich uczy Kościół. Redemptorysta nie wyjaśnił, czy komunikat ma związek z upomnieniem rozgłośni przez Watykan za zaangażowanie stacji w działalność polityczną. Uczestników sobotniej uroczystości przywitał prowincjał zakonu redemptorystów o. Zdzisław Klafka, dziękując darczyńcom z kraju i zagranicy, którzy sfinansowali inwestycję. - Liczymy na dalsze wasze wsparcie oraz modlitwę, aby dzieła te mogły nadal wiernie służyć Bogu, Kościołowi, naszej ojczyźnie, wszystkim Polakom - powiedział o. Klafka. Uroczystość rozpoczęła się koncertem orkiestry Victoria z Rembertowa i mszą świętą pod przewodnictwem biskupa toruńskiego Andrzeja Suskiego. Hierarcha powołując się na przesłanie Jana Pawła II i Benedykta XVI podkreślił rolę społecznych środków przekazu w nowej ewangelizacji. Przypomniał słowa Papieża-Polaka do biskupów o mediach z okazji wizyty ad limina w 1998 r. - Należy pamiętać, że właściwym celem i zadaniem społecznych środków przekazu jest służba prawdzie i jej obrona. Polega ona na obiektywnym i rzetelnym przekazywaniu informacji, unikaniu manipulacji prawdą i przyjmowaniu postawy nieprzekupnej. Służba prawdzie jest służbą w sprawie człowieka, jego integralności ciała i ducha, co wyraża się w rozwoju jego potrzeb kulturalnych i religijnych tak w zakresie indywidualnym, jak i społecznym. Prawda bowiem związana jest nierozerwalnie z dobrem i pięknem. Bp Suski wyraził uznanie dla o. Rydzyka "za realizację projektu na użytek studentów, którzy przygotowują się do zadań społecznych". Dyrektor Radia Maryja wystąpił dopiero na koniec. Jego przemówienie pozbawione było akcentów politycznych. - Chcemy w sposób bardzo nowoczesny na każde nowe czasy iść i głosić tę samą Ewangelię. To co ksiądz biskup powiedział nam tak mocno w Słowie Bożym dzisiaj - podkreślił o. Rydzyk. Jak powiedział obawiał się, że nie starczy pieniędzy na realizację inwestycji, jednak udało się ją skończyć "dzięki Bożej pomocy i ofiarodawcom". Wskazał, że trzy oddane budynki kompleksu akademickiego, to dopiero początek: - Mamy dalsze zamiary, ale ich nie ujawniamy. Owoce zobaczymy. (Jacek Hołub 24-04-2006) miasta.gazeta.pl/torun/1,69973,3302862.html Odpowiedz Link Zgłoś
edico Czy redemptoryści wpuszczą biskupów do Radia Maryj 29.04.06, 23:36 Episkopat chce powołać Radę Programową Radia Maryja, by mieć większy wpływ na rozgłośnię o. Rydzyka. Od czterech lat się to nie udaje Do Rady Radia weszliby redemptoryści i biskupi. Mogłaby powstać po podpisaniu umowy między prowincją redemptorystów (właścicielem Radia Maryja) a Episkopatem. Pomysł wyszedł od Zespołu Duszpasterskiej Troski o Radio Maryja, na którego czele stoi abp Sławoj Leszek Głódź. Zespół powołał przed czterema laty Episkopat, żeby rozwiązać problemy z Radiem Maryja. Umowę z radiem miał wypracować już dawno, ale sprawa utkwiła w martwym punkcie ponieważ do tego potrzebny jest statut radia. Przedstawić musi go zakon redemptorystów i bynajmniej się do tego nie kwapi. Wczoraj na zebraniu Zespołu Troski oprócz abp. Głódzia obecni byli bp Stanisław Wielgus, bp Andrzej Suski, bp Zygmunt Zimowski i bp Andrzej Dzięga. Zespół dopracował szczegóły projektu umowy pomiędzy Konferencją Episkopatu i Warszawską Prowincją Redemptorystów i ma go przedstawić Episkopatowi. Tymczasem kilka lat temu umowy nie zaakceptowali sami członkowie Episkopatu. Stwierdzili bowiem, że Episkopat - jako instytucja nadrzędna - nie jest partnerem dla rozgłośni, a umowę powinna podpisać np. Rada ds. Mediów. Na wczorajszym zebraniu biskupi zaznaczyli również, że "widzą potrzebę sfinalizowania prac" nad powstaniem rady. Jeśli umowa zostanie w końcu podpisana, do rady weszłyby osoby wskazane przed Episkopat. Biskupi debatujący wczoraj o Radiu Maryja w wydanym oświadczeniu podkreślili "głęboką potrzebę prowadzenia ewangelizacji przez media we współczesnym świecie". Uznali, że na tym gruncie Radio Maryja "zajmuje swoje trwałe miejsce". (Katarzyna Wiśniewska) serwisy.gazeta.pl/kraj/1,63546,3278648.html Odpowiedz Link Zgłoś
edico Radio Maryja wzięło pieniądze dla siebie 29.04.06, 23:44 Wczorajszy "Nasz Dziennik" ujawnił, że za pieniądze, które słuchacze Radia Maryja wpłacali na ratowanie Stoczni Gdańskiej, powstało imperium medialne redemptorystów O. Tadeusz Rydzyk chciał odkupić Stocznię w 1997 r. Zorganizował akcję zbierania świadectw NFI oraz udostępnił subkonto Społecznemu Komitetowi Ratowania Stoczni Gdańskiej. Na zbiórkę, z której nigdy się nie rozliczył, nie miał pozwolenia MSW. Od lat powtarza, że pieniądze "zostały wydane w zbożnym celu". Po naszych tekstach o nieudolnym inwestowaniu części pieniędzy ze zbiorki w akcje spółek giełdowych (pozostały po tym milionowe długi) i kupnie podupadającego "Ilustrowanego Kuriera Polskiego", który przyniósł same straty, wczoraj "Nasz Dziennik" ujawnił, na co poszły pieniądze ze zbiórki. Ile ich było - redemptoryści nigdy nie ujawnili, ale według nieoficjalnych szacunków mogło to być do 100 mln dolarów i nawet ok. miliona świadectw. Feliks Pieczka, przewodniczący Komitetu Ratowania Stoczni, przyznał we wczorajszym "Naszym Dzienniku", że na Stocznię nie trafiła ani złotówka: "Osoby, które zdeponowały pieniądze na subkoncie, jako ich właściciele, mogły nimi zadysponować. I mając zaufanie do o. Rydzyka, przekazały je na Radio Maryja. Wiedziały bowiem, że Radio Maryja wykorzysta te pieniądze w szlachetnym celu". Za te środki powstała Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej, rozbudowane zostało Radio Maryja i Telewizja Trwam. "Trzeba tylko Bogu dziękować, że pieniądze, które nie mogły być przeznaczone na ratowanie Stoczni Gdańskiej, zostały bardzo dobrze wykorzystane, i to na polecenie ich właścicieli. To jest powód do chwały dla tych, którzy te pieniądze złożyli i dla ojca Tadeusza Rydzyka" - powiedział Pieczka. "Nasz Dziennik" zapewnia, że każdy wpłacający mógł wycofać pieniądze, gdy okazało się, że nie będzie można wykupić Stoczni, że w biurze Radia Maryja w Toruniu jest tego rzetelna dokumentacja. (MKO, PG 13-04-2006) serwisy.gazeta.pl/kraj/1,63546,3278697.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: n Big Cyc video :) IP: *.chello.pl 20.04.06, 20:06 www.youtube.com/watch?v=Swcrsd-DDjQ&search=moherowe Odpowiedz Link Zgłoś
edico Mimo protestów MTV wyemituje film "Papieżowo" 03.05.06, 15:40 Mimo licznych protestów ze strony niemieckich katolików sieć telewizyjna MTV rozpocznie od poniedziałku emisję kontrowersyjnej serii filmików animowanych "Popetown" ("Miasto papieża"), będących satyrą na Kościół katolicki. Pierwszy odcinek serii, zatytułowany "Sobowtór", opowiada, jak ojciec Mikołaj, odpowiedzialny za sprawy wewnętrzne w Watykanie, kontraktuje pewnego nowojorskiego Żyda, aby zatrudnić go jako sobowtóra 77-letniego, zdziwaczałego papieża. Wielu wiernych w Niemczech uznało tę serię animowaną za drwinę z Kościoła katolickiego i z wiary chrześcijańskiej i domagało się od MTV, aby zrezygnowała z jej emitowania. Partie polityczne w Niemczech są podzielone w sprawie ewentualnego zakazu pokazywania serii w telewizji. Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna - Unia Chrześcijańsko-Społeczna (CDU-CSU) domaga się zakazu emisji, podczas gdy socjaldemokraci (SPD) i liberałowie (FDP) oraz Zieloni sprzeciwiają się zakazowi. Dyrekcja MTV uważa, że "Popetown" nie obraża uczuć religijnych telewidzów, lecz rysunki te powinno się traktować jako dopuszczalną satyrę, "a zatem formę sztuki". Według reklamy serii rysunkowej nadawanej przez MTV, "Popetown" to m.in. opowieść "o szalonym papieżu" i "skorumpowanym kardynale, który sprzedaje sierotki jako niewolników". Film wyprodukowany przez brytyjską BBC i przeznaczony do emisji we Włoszech, Niemczech, Australii i Nowej Zelandii dotąd był emitowany jedynie w tym ostatnim kraju. W Wielkiej Brytanii nie wszedł na ekrany telewizyjne, ponieważ uwzględniono zdecydowane protesty katolików. Również we Włoszech prywatna sieć TV, która kupiła to "arcydzieło" satyry, zrezygnowała ostatecznie z jego emisji. wiadomosci.onet.pl/1315879,327,item.html Odpowiedz Link Zgłoś
edico Re: Ksiądz Roman Kramek zapuszkowany 22.04.06, 16:12 Dwa lata temu ks. Roman Kramek z miejscowości Szyleny bawił na gościnnych występach duszpasterskich w New Britain w USA i został tam aresztowany pod zarzutem seksualnego wykorzystania nieletniej dziewczyny. Właśnie zapowiedziano wyrok w jego sprawie. Kramek – przesłuchiwany przez mówiącego po polsku policjanta – zeznał zaraz po zatrzymaniu, że istotnie odbył stosunek płciowy z 17-latką, której miał udzielać pomocy duchowej po tym, jak została zgwałcona. Wykazał przy tym ogromną bezczelność, bo kiedy zdjął z niej i siebie dolne części garderoby w celu udzielania „pomocy duchowej”, w sąsiednim pokoju była babka dziewczyny. Przyznał też, że dziewczyna nie inicjowała zalotów i była obojętna na obmacywania księdza oraz podczas kopulacji. Według prawa amerykańskiego, seks z osobą, której udziela się wsparcia psychicznego lub przeprowadza psychoterapię, jest przestępstwem zagrożonym karą do 10 lat więzienia. Wkrótce po aresztowaniu duchownego erotomana parafianie z polskiego kościoła utworzyli komitet „pomocowy” i oświadczyli, że duchowny jest całkiem niewinny, a cała wina spoczywa na ofierze jego seksterapii. Jednak policja wyśmiała takie wyjaśnienia i ksiądz został oficjalnie oskarżony. Sędzia zaproponował mu uniknięcie procesu i wieloletniego więzienia poprzez przyznanie się do winy w zamian za minimalny wymiar kary – 9 miesięcy pudła i 10 lat nadzoru sądowego. 21.12.2004 r. ks. Kramek skorzystał z tej okazji, choć dawał do zrozumienia, że został skrzywdzony. Zamierza wypowiedzieć się na ten temat 17 lutego, w dniu oficjalnego ogłoszenia wyroku. „Mam dużo do powiedzenia. Milczenie jest najgorsze” – zapowiedział. W rozprawie brała udział grupka jego polskich pomocników, którzy znów zapewniali, że kapłan jest niewinny i padł ofiarą spisku. Nie byli jednak w stanie wyjaśnić, skąd wzięła się jego zaschnięta ślina na skórze dziewczyny. Kramek hamletyzował, przyznając się do winy, a potem wyraził tęsknotę za Polską, do której chce wrócić po odsiadce. Nie ma zresztą innego wyjścia, bo władze imigracyjne rozpoczynają przeciw niemu procedurę deportacyjną. Jako kryminalista nie będzie mógł w przyszłości przekroczyć granicy USA. Na rozprawie po raz pierwszy pojawiła się ofiara jego „pomocy duchowej”. Popłakując, powiedziała, że „ostatnie lata były dla niej piekłem. – Nie obchodzi mnie, jaki wyrok dostał – oświadczyła. – Dobrze, że nie może się do mnie zbliżyć i będzie daleko. Przez niego moja wiara w Kościół legła w gruzach. Nie mogę patrzeć na ołtarz, nie mogę patrzeć na księży. Irytuje mnie, że miałam taką silną wiarę. Teraz kompletnie wyparowała. (TW) www.faktyimity.pl/archiwum/index.phtml Odpowiedz Link Zgłoś
endrju55 antyklerykalna manifa -22.04.2006 22.04.06, 22:28 pl.indymedia.org/pl/2006/04/20105.shtml Odpowiedz Link Zgłoś
endrju55 Re: antyklerykalna manifa -22.04.2006 23.04.06, 11:47 wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=1342&wid=8282257&rfbawp=1145729709.251 Odpowiedz Link Zgłoś
edico Re: antyklerykalna manifa -22.04.2006 23.04.06, 18:17 img420.imageshack.us/img420/7125/rydzykwlepka5oi.jpg/ pl.indymedia.org/pl/2006/04/20105.shtml pl.indymedia.org/pl/2006/04/20121.shtml forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=24629789&a=24651644 Odpowiedz Link Zgłoś
edico Wysoka cena Kościoła za religię w szkołach (1) 24.04.06, 19:30 Religia po ludzku ================= Cena, jaką Kościół zapłacił za przeniesienie katechezy do szkół, okazała się wysoka Katarzyna Wiśniewska: Kościół i MEiN chcą wprowadzić w szkołach obowiązkową religię lub etykę. Czy to dobry pomysł? Marek Kosacz OP: Etyka obowiązkowa dla wszystkich - to pomysł doskonały! Marzę o tym, aby uczniowie mogli dyskutować o różnych dylematach życiowych, etycznych nie tylko z katechetami. Natomiast jeśli chodzi o religię... Jestem za tym, aby chodzili na nią tylko chętni. A praktyka jest taka, żeby na etykę chodzili ci, którzy nie idą na religię. Czyli "ateiści". - Na etykę chodzą nie tylko niewierzący. Jeśli jest ciekawie prowadzona, jeśli zajęcia są pasjonujące, to w zajęciach biorą udział także wierzący. Jest tak w sytuacji, gdy ksiądz katecheta nie przykłada się do prowadzenia zajęć albo po prostu tego nie potrafi. Przeniósł Ojciec religię z pow rotem do salki w klasztorze. Dlaczego Ojciec nie jest entuzjastą jej nauki w szkole? - Jestem entuzjastą religii w szkole. Pod jednym warunkiem - że będą to zajęcia twórcze, że na ich atmosferze będzie zależało katechecie i uczniom. Że spotkanie nie sprowadzi się do wykładu, pouczania czy użerania się i uspokajania wyluzowanych typów przez 20 minut. Zdarza się w takich sytuacjach, że nawet modlitwa na rozpoczęcie zajęć lub ich zakończenie urąga zwykłej przyzwoitości. Jeśli jednak w szkole możemy traktować się jak ludzie, to jestem za. Stwierdził kiedyś Ojciec, że przeniesienie religii do szkoły zamordowało ją. - Trochę przesadziłem. Przeniesienie religii do szkół nie było morderstwem, co najwyżej... no, powiedzmy, poważnym uszkodzeniem ciała. Na początku wydawało się, że to szansa i dla szkoły, i dla Kościoła polskiego, i w sumie dla naszego społeczeństwa. Czy to wyzwanie przyniosło zamierzony skutek? Jestem zdania, że nie. Cena, którą zapłacił Kościół, okazała się chyba zbyt wysoka. Ogólnie można to nazwać rozluźnieniem więzów w parafii. Co widać na przykładzie młodzieży? Wymarłe salki, w których spotyka się niewiele osób, nieliczne grupy formacyjne. Teraz potrzeba już włożyć dużo więcej trudu, aby przyciągnąć młodych. Bo po co mają przychodzić, skoro wystarczy pójść w szkole na religię oraz w niedzielę przyjść do parafialnego kościoła? Niektórzy mówią, że największą zaletą powrotu religii do szkół jest możliwość dotarcia do młodzieży, która sama nie przyszłaby do parafii, ze zwykłego lenistwa albo z braku czasu. Co Ojciec na taki argument? - To prawda, że w szkole mogę spotkać takich ludzi. Można także włożyć trochę więcej wysiłku i dotrzeć do nich na ulicy, w parafii, w klubie, na siłowni, koncercie, w sklepie czy choćby w zwykłej bramie. Tylko czy ksiądz odważy się połazić trochę po osiedlu, żeby dotrzeć do młodych ludzi w ich świecie? Poza tym jest pytanie, czy chcemy dotrzeć do większej liczby młodych ludzi, czy dotrzeć do młodego człowieka. Jestem za katechezą elitarną, a nie masową. Tak jak za chrześcijaństwem elitarnym, a nie masowym. Co sprawiło, że Ojciec uczy religii poza szkołą? - Najzwyczajniej w świecie nie radziłem sobie w szkole. Okazało się, że nawet najlepsze pomysły i konspekty nie działają. Czułem się olewany. Przychodziła cała klasa, ale połowa siedziała do mnie bokiem, próbowali odrabiać lekcje, słuchać muzyki. I wtedy pomyślałem, że albo poniosę klęskę i spadam z tej szkoły, albo spróbuję uratować zajęcia i przeniosę je do salki. Zgodzili się i rodzice, i szkoła - na początku na próbę. I jak to wyszło? - Przyszło trochę mniej niż do klasy. Ale za to byli ci, którym naprawdę zależało. Przyszli wierzący i niewierzący, religijni i zupełnie zimni. Jednak zajęcia były inne niż w szkole. Siedzieliśmy w kole, widzieliśmy się, nie dało się odrabiać lekcji. Mogłem mówić dużo ciszej. Nic nas nie dzieliło - byłem u siebie w domu. Mogłem ich ugościć i mieliśmy szansę porozmawiać jak ludzie. Poza "nauczyciel kontra uczniowie" nie miała tu racji bytu. A co na to władze kościelne? - Było trochę krytyki i pytań ze strony moich braci, bo sytuacja zrobiła się nietypowa. Wszystko wyjaśniłem na kapitule klasztoru i dostałem kredyt zaufania. Zajęcia z uczniami były udane, teraz klasztor dobrze się ludziom kojarzy. Bardzo, bardzo wdzięczny jestem dyrekcji za zgodę i takie układanie planu zajęć, aby wszystko grało. Postanowiłem ten pomysł utrzymać i od pięciu lat zajęcia są tutaj. Wydział Katechetyczny jest także wyrozumiały i patrzy przychylnym okiem. Nie padały zarzuty, że ściąga Ojciec Kościół z powrotem do kruchty? - Dla mnie to żaden zarzut. Kruchta kościoła to szansa! Kruchta, która popularnie jest symbolem wycofania, w moim przypadku nabrała nowego znaczenia. Stała się symbolem otwarcia. Na katechezę przychodzą ludzie, którzy normalnie nie chodzą do kościoła. Do salki przyjdą, bo tu można ciekawie porozmawiać. Jestem cierpliwy. Kiedyś podejmą decyzję i przyjdą do kościoła. Jestem tego pewien. Skąd ta pewność? Ponieważ osoby dorosłe, na które w naszej parafii teraz można liczyć, mają za sobą często wiele lat z dala od Kościoła. Gdy Jan Paweł II mówił: "Otwórzcie drzwi Chrystusowi", ja mógłbym to sparafrazować: otwórzcie drzwi do kruchty, żeby młodzi tu przyszli i się zadomowili. Wtedy jest szansa, że wejdą dalej. Daję im na to czas. Poza tym KRUCHTA to dobre określenie na nazwę dla duszpasterstwa młodzieży. Młodzi mogliby wtedy mówić: W kruchcie jest świetnie! Dobrze się tam czuję! Kruchta to miejsce dla mnie! Odpowiedz Link Zgłoś
edico Re: Wysoka cena Kościoła za religię w szkołach (2) 24.04.06, 19:35 LPR chce, by ocena z religii liczyła się do średniej. Co Ojciec na to? - Dzisiaj średnia nie jest już w cenie. Dzisiaj liczą się punkty. One mobilizują. A jeśli ktoś uczy się dodatkowo tańca, niemieckiego czy religii, to za to dajmy mu dodatkowe punkty. Kolejna propozycja to religia na maturze. - Proszę bardzo, ale niech ta propozycja wyjdzie od dołu, od rodziców, uczniów, katechetów. Zdanie biskupów znam. Chciałbym jeszcze poznać zdanie katechetów, rodziców, uczniów. Oczywiście jest to do zrobienia. Boję się jednak, że zajęcia z ciekawej rozmowy i wspólnych poszukiwań zamienią się w przerabianie materiału. Jaka jest Ojca metoda na uczenie religii? - Katecheza to ostra, dynamiczna dyskusja, której celem jest burzenie stereotypów. Jestem szczęśliwy, gdy uda mi się uczniom namieszać w głowach i zmusić do myślenia. Do wyboru wiary, Boga i Kościoła - samodzielnie, w wolny sposób. Mało pedagogiczne... - Dlaczego? Przykład: jeśli mówimy o IV przykazaniu "Czcij ojca swego i matkę swoją", to ja nie będę się pytał, czy to znaczy, żeby byli grzeczni, tylko zapytam, jak czcić ojca albo matkę, którzy na to nie zasługują. Albo co to przykazanie znaczy dla dziecka pięcioletniego, a co dla 25-latka, a co dla człowieka po czterdziestce? Uwielbiam dyskutować o sprawach jakoś inaczej dotykających wiary. Przykład: co dzisiaj znaczy dla młodego człowieka zalecenie, aby uczcić piątek jako dzień śmierci Chrystusa, gdy jednocześnie jest to początek weekendu, gdy wreszcie można się całą paczką wybrać do pubu i wyszaleć na parkiecie. Czy katecheci są dobrze przygotowywani do uczenia religii? - Różnie bywa. To jest jak skończenie kursu na prawo jazdy. Mam prawo jazdy, ale niewiele doświadczenia. A tu doświadczenie jest najważniejsze. Smutno mi z tego powodu, że wykładowcami katechetyki są często osoby utytułowane, które nigdy albo niewiele uczyły religii. Pamiętam siostrę, która zupełnie nas nie przygotowała do pracy w szkole. No i kultową już historię o tym, jak tłumaczyła, że nazwa mojej ukochanej grupy rockowej AC/DC oznacza symbolikę szatańską, a ja w tym czasie miałem na sobie, pod habitem koszulkę z wielkim, kolorowym napisem AC/DC. Siostra się bardzo starała - to fakt. A mnie się wydawało, że skoro kończę studia, to wszystkie rozumy pozjadałem i wiem lepiej. Teraz odrobinkę spokorniałem. Najwięcej jednak zawdzięczam tym, którzy dzielili się swoim życiem i doświadczeniem. Zawsze miło wspominam księdza Stanisława Boczonia, mojego katechetę. Oj, miał ze mną czasami sporo kłopotów. Od ojca Jacka Salija OP nauczyłem się, jak poszukiwać odpowiedzi na trudne pytania. Księdzu Edwardowi Stańkowi z Krakowa dziękuję za książki. U księdza Andrzeja Szpaka, salezjanina i duszpasterza hipisów, widziałem wiarę, która góry przenosi. Dlatego z wdzięczności dla nich stworzyłem LUTOWNICĘ (www.lutownica.pl), czyli stronę, na której dzielę się swoimi doświadczeniami i pomysłami. I uśmiechu na niej nie brakuje. Jakie błędy popełniają katecheci? - Powiem lepiej o własnych błędach. Pierwszy to myślenie, że z czasem "samo się ułoży" i kłopoty znikną. Albo chciałem mieć zbyt szybko efekty. Że mnie polubią, bo jestem świetny i potrafię mówić "ściema" i "kurde". Kolejny błąd - nieznajomość statutu szkoły i swoich uprawnień. Jeszcze jeden - poczucie osamotnienia i działanie w pojedynkę, żeby nie okazać słabości wobec grona pedagogicznego. No i stale muszę pamiętać, że szkoła to nie całe życie. Bez umiejętności oderwania się, relaksu i wypoczynku, jakiegoś fajnego hobby w szkole można ześwirować. U kresu wytrzymałości byłem nie raz i nie dwa. Nikt nie sięga po statut, bo utarło się, że religia to taka nie do końca lekcja. - To bolesna prawda, że tak się zdarza. Czasami z powodu bezradności katechety, czasami z powodu bezradności całej szkoły. Ja jestem dumny z tego, że jestem pracownikiem szkoły. Obowiązują mnie takie same zasady jak innych nauczycieli. Są oczywiście katecheci, którzy zgadzają się, żeby uczniowie zajmowali się czymś innym, odrabianiem lekcji. Ja się na to nie zgadzałem nigdy. Z różnym skutkiem. Czasem po kryjomu ktoś coś czytał albo pisał, albo próbował słuchać muzyki czy wysyłać SMS-y. Myśl, że jak się zajmą pisaniem, odrabianiem matmy czy powtarzaniem do sprawdzianu z historii, to będzie spokój, jest zgubna. A za nieustępliwość bywam przez życie nagradzany. Na przykład jeden z chłopaków, który przychodził do salki, przez rok opierał się głową o ścianę i zasypiał czy zapadał w letarg. Twierdził, że wszystko słyszy. Nie odzywał się nigdy. A w klasie maturalnej siadał zawsze naprzeciw mnie i był najbardziej intrygującym dyskutantem. A zresztą... nawet jak ktoś nie bierze udziału w dyskusji, to zdarza się, że wieczorem na Gadu-Gadu napisze mi swoje zdanie na temat poruszany na katechezie. Z jednym z moich uczniów, którego wyrzuciłem z zajęć za rozrabianie, pogodziłem się dopiero na studniówce. Trochę już wstawiony powiedział mi wreszcie, dlaczego mi dokuczał. W rodzinie ma księdza, który swoich bliskich traktuje z lekceważeniem, tyle zapamiętałem. Więc za winy tego księdza obrywałem ja... A inne błędy? - Zdarza się też, że ktoś poniża uczniów. Gdy katecheta jest bufonem i nie dopuszcza uczniów do dyskusji, gdy wydaje mu się, że wie lepiej, wywyższa się i wymądrza. To są błędy, które się mszczą, bo uczeń się odegra. Na przykład celowo będzie przeszkadzał i wciągnie do tego jeszcze innych. Katecheta, który ma zawsze rację, nie jest dobrze widziany. Myśli, że ma rację, bo przekazuje prawdy, które Kościół głosi od wieków. - Uwielbiam wystawiać te prawdy na ostrzał moich uczniów. Jestem o nie spokojny, a ludzi zmusza to do myślenia i szukania argumentów. Jeśli jeden z moich uczniów chce iść na imprezę w Wielki Piątek i pyta mnie o zdanie, to nie będę go wyzywał od szatanów ani nie zabronię iść, upić się i poszaleć. Dlaczego? - Bo wolę mu pokazać piękno Wielkiego Piątku i przypomnieć, co się wtedy wydarzyło. Niech on podejmie decyzję, co tego dnia robić. Odpowiedz Link Zgłoś
edico Re: Wysoka cena Kościoła za religię w szkołach (3) 24.04.06, 19:43 Zatem jak rozmawiać z młodzieżą? - Na to jest prosta recepta - im więcej dajesz, tym więcej dostajesz. Czyli zaangażowanie, życiowe tematy i pokazanie, jak skleić to życie i wiarę. Jeśli w jesienne popołudnie napijemy się przy tym gorącej herbaty, to będzie świetnie. A już teraz marzy mi się katecheza przy... kominku! Podręczniki do religii pozostawiają wiele do życzenia, często wprowadzają w świat pewników albo są po prostu nudne. - Stare podręczniki nie zdają już dzisiaj egzaminu. Cieszę się, że powstają nowe, które próbują wciągać ucznia do współpracy. To wielka sztuka sprawić, żeby hiphopowca zaintrygowały cnoty kardynalne czy hebrajskie znaczki. Przy odpowiednich metodach i pomysłach jest to do zrobienia. Realizuje Ojciec przewidziany przez diecezję program? - Dopasowuję go do moich uczniów. Chcę ich raczej wtajemniczyć w życie Kościoła. Zachwycić. Zaintrygować. Sprowokować do dyskusji, najlepiej w klimacie: "kto kogo załatwi". Na czym to polega? Uczniowie poszukują argumentów, które sprawią, że zapomnę języka w gębie. Ja odwzajemniam im się tym samym. Dyskusja się toczy. Na końcu się przekomarzamy wesoło, "kto kogo załatwił". A z jakichś materiałów Ojciec korzysta? - Najlepsze są listy czytelników do "Wysokich Obcasów". Wyciągam list nastolatki albo dorosłej kobiety i na tej podstawie może powstać rewelacyjna katecheza. To ciekawe! Jakiś przykład? - Cytuję z pamięci. List opowiada o sytuacji następującej: w obskurnej i brudnej bramie w deszczowy dzień siedzą trzy dziewczyny. Pali się słaba żarówka. Kotek w kącie suszy zmoknięte futerko. Dziewczyny mimo wszystko są w doskonałym nastroju. W pewnym momencie przechodzi mama z synkiem i mówi do niego: ucz się, żebyś nie był taki jak one. Tu przerywam i pytam wtedy moich uczniów: byliście kiedyś w takiej sytuacji? No pewnie! I lecą opowieści z bram szczecińskich kamienic. A po 20 minutach pytam: czy chcecie wiedzieć, jak ta historia się skończyła? No tak: te dziewczyny się przedstawiają. Kasia, średnia ocen 5,0. Hania, instruktorka harcerska. Fajne, ambitne dziewczyny, które ktoś ocenił po wyglądzie. I dyskutujemy, czy tak można robić. Czy jak ktoś leży pijany i nawalony, to jest zwierzę, czy człowiek? A jak ksiądz idzie w sutannie, czy to jest klecha? Teraz na tapecie mam list dziewczyny, która ma trzech ojców i jedną mamę. Tata żyje z przyjacielem, mama ma nowego partnera. Dziewczyna wydaje się z tym bardzo szczęśliwa. Chciałbym zapytać o zdanie moich uczniów na temat tej sytuacji. Ojciec dostosowuje się do młodzieży. Może za bardzo? Fraza: "Jezus jest zajebisty"stała się przyczyną kłopotów Ojca. - Dostosowuję się, ale tylko na tyle, na ile mi młodzi pozwolą. I to nie tylko w byciu wyluzowanym. Np. jedna klasa oduczyła mnie kląć... Powiedzieli, że sobie nie życzą, chociaż sami czasami klną jak szewcy. Zresztą w środowisku katechetów było już wiele dyskusji o tym, jakim językiem rozmawiać z młodzieżą, czy mówić ich językiem, czy dawać przykład pięknej i poprawnej polszczyzny. Jestem zdania, że trzeba się dostosowywać. Wolę się dopasować i doszedłem do tego, że nie jest to schlebianie, pójście na łatwiznę. Trzymam kontrolę. Chcę po prostu, żeby mnie rozumieli. Rozmowa z Markiem Kosaczem OP serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34591,3298623.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: a film z 22.04.2006- manifestacja IP: *.chello.pl 24.04.06, 21:26 szumowska.pl/marsz/01.mpg Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: a Re: film z 22.04.2006- manifestacja IP: *.chello.pl 24.04.06, 21:50 www.ateista.pl/articles.php?id=157&PHPSESSID=84e250c8f1e31473326db2f7d84000c4 Odpowiedz Link Zgłoś
edico Waldemar Łysiak o św. Karolu - dyskusja na FK 25.04.06, 19:22 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=40827491 Odpowiedz Link Zgłoś
endrju55 Re: Waldemar Łysiak o św. Karolu - dyskusja na FK 25.04.06, 20:43 szkoda aby ten wątek po osiągnięciu 2500 wpisu zniknął. tak chyba się działo się z innymi watkami. ed , co robić ??? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Re: Waldemar Łysiak o św. Karolu - dyskusja na FK IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 27.04.06, 03:26 endrju55 napisał: > szkoda aby ten wątek po osiągnięciu 2500 wpisu zniknął. tak chyba się działo > się z innymi watkami. ed , co robić ??? Mam rozwiązanie :)) Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
edico "Swiety Augustyn" - zbrodniarz przeciwko ludzkosci 27.04.06, 09:31 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=40855537 Odpowiedz Link Zgłoś
edico Parafia elbląska pod młotek komornika 27.04.06, 10:59 wiadomosci.wp.pl/kat,8171,wid,8219590,prasaWiadomosc.html?ticaid=1180a www.elblag24.pl/?m=1&i=4448 "Tak znów nic mnie nie mierzi bardziej na tej ziemi Niz falsz , co sie pozory barwi nabożnemi, Niż owi obłudnicy, nędzne szarlatany, którzy podłych grymasów dewocji udanej Używaja bezkarnie , by ciągnać korzyści Z tego co ludzie w sercu swym wielbią najczyściej . To co dla wszystkich świętym być winno i wzniosłem, Oni czynia niegodnie towarem , rzemiosłem I losu pragna zyskać korzystna odmianę Przez obłudne wzdychanie i posty udane Ci ludzie ,mówię , którzy w tym niecnym igrzysku Dążą przez drogę niebios do własnego zysku , Co wśród modłow o pensje umia żebrać dzielnie, Wisząc przy dworze sławia odludna pustelnie Co pod nabożnym płaszczem kryją zwykłe wady , Swą zawiść , niedowiarstwo, swoje fałsze zdrady I gdy chcąkogoś zgubić ,osłonia gdy trzeba Swoja własną nienawiść interesem nieba. Tym groźniejsi w mściwości swej nieubłaganej Ze tak szacowna bronią zadają swe rany, I każda zbrodnia snadnie może im ujść płazem" (Molier) forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=38157594&a=38197279 Odpowiedz Link Zgłoś
edico "Swiety Augustyn" - zbrodniarz przeciwko ludzkosci 27.04.06, 23:37 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=40855537 Odpowiedz Link Zgłoś
edico Religijna tolerancja na co dzień 28.04.06, 21:31 Chyba, że mówimy o wymaganiach tolerancji dla siebie przez ludzi nawiedzonych religijnie. W naszych warunkach (a przynajmniej moich) mamy do czynienia z wszędobylskim katolicyzmem roszczącym sobie wszędzie pretensje do jedynie słusznej racji, co już na samym wstępie wyklucza jakąkolwiek tolerancję dla innych punktów widzenia czy innych ocen bądź pojmowania rzeczywistości. W ten ogólny trend wręcz doskonale wpisują się ogłoszone i spisane źródła tej religii, których podstawy tego wszystkiego chyba najuczciwiej zostały sformułowane przez papieży: - Grzegorza VII (1073-1086) - "Używajmy papiestwa, gdy Bóg nam go dał"; - Leona X (1513-1521) - "Patrzcie, co ta bajka o Jezusie Chrystusie dla nas zrobiła". Jednak utrzymanie takiego stanu samo się nie wykona, więc wymaga realizascji określonych przedsięwzięć, w tym przede wszystkim: "Wolno jest kłamać ludziom, nawet w sprawach religii, oby tylko oszustwo przyniosło owoce" (św. Hieronim) Ponieważ nie zawsze same słowa mogą zabezpieczyć zadawalające wyniki funkcjonowania takiej niewolniczej konstrukcji, więc sługo: „Wyjdź na drogi i między opłotki i zmuszaj do wejścia, aby mój dom był zapełniony” (Łukasz 14.23) a „Tych, którzy nie chcą, abym panował nad nimi, przyprowadźcie tu i zabijcie na moich oczach." (Łukasz 19: 27). Słowa papieża Leona XIII (1878-1903) z 1903 roku nie budzą w tym zakresie żadnych wątpliwości, że: "Kościół wstrzymuje się na razie od prześladowania heretyków tylko dlatego, ażeby nie pogarszać stosunków w dzisiejszych okolicznościach wyjątkowych, ale bynajmniej nie wyrzeka się prawa do tych prześladowań, skoro to tylko stanie się możliwe. Bo Kościół ma prawo i ma obowiązek tłumienia błędów dowiedzionych i karania winnych." Czy taka wręcz mafijna działalność jest wynalazkiem ostatniej połowy drugiego tysiąclecia? Wiemy przecież, że Drugi Jan VIII zasiadł do swej ostatniej wieczerzy w 882 r., licząc sobie 75 lat. Obsługujący go ksiądz podał mu wino z arszenikiem. Papież łyknął i... wytrzymał trujące procenty! Nie miał zamiaru umierać! Zniecierpliwiony zabójca wstał od stołu, poszedł do kuchni po młotek i tym narzędziem usiłował wyprawić papieża na tamten świat. Bez powodzenia. W końcu dokończył swego dzieła siekierą. Pogrzeb też nie był specjalny, bo uczestnicy wszczęli bójkę. Trumna ze zwłokami zarąbanego papieża przechodziła z rąk do rąk. Jedni chcieli go pochować w grobowcu na Luternie, inni - utopić w nurtach Tybru. Walki uliczne trwały do późnej nocy. Zwyciężyli zwolennicy papieża i jego ciało spoczęło w grobowcu, gdzie znajduje się do dziś. Także dnia 28 września 767 r. wieczorem - idąc do sypialni na nocny spoczynek - Jan Paweł I trzymał w ręku papiery, w których były dowody ciemnych interesów finansowych Watykanu z mafią i jego plany oczyszczenia Kurii z tych, którzy byli w nieuwikłani. Ale pewna grupa bardzo ciemnych, bezwzględnych typów już wiedziała o tym i postanowiła zadbać o to, aby papież nie obudził się z rana następnego dnia. Trwa więc nieustające dzieło katolicyzmu: Święty Kościoła, Jan Chryzostom (350-407) pisał: "Nie byłoby już pogan, gdybyśmy okazali się prawdziwymi chrześcijanami". Uważa, że trudno jest nawracać pogan, z uwagi na demoralizację w szeregach chrześcijan, pyta się: jak to robić? - "Wskazywać na cuda? Te już się nie zdarzają. Dawać przykład własnym życiem? Ależ ono jest całkiem nieobyczajne. Okazywać miłość? Nigdzie nie ma po niej śladu". (Homilia do pierwszego listu do Tymoteusza, 10, 3). Czy w takim środowisku możliwa jest tolerancja??? By uniknąć zarzutu grzebania w przeszłościach historycznych o zupełnie innych uwarunkowaniach, sięgnijmy do tego duszpasterstwa z najnowszych czasów: wiadomosci.onet.pl/1,15,11,7934496,23705119,180142,0,forum.html Trudno się zatem dziwić, że w 1855 r. papież Pius IX wyrażając w Sprzeciw Kościoła wobec Konstytucji Stanów Zjednoczonych głosił, iż "wolność to bluźnierstwo, wolność to odwodzenie innych od prawdziwego Boga. Wolność to mówienie kłamstw w imię Boga". Papież Innocenty III (1198-1216) jakby wpisując się historycznie w ten wątek twierdzi: "Żadne miłosierdzie nie powinno powstrzymywać od tych surowych środków, albowiem często według przykazań boskich karze się dzieci za grzechy rodziców." Odpowiedz Link Zgłoś
edico Przyrost naturalny dziełem wiary :)) 29.04.06, 15:50 Przytoczę tu cały komunikat KAI pozostawiając komentarze kolejnej myśli teologicznej indywidualnym rozstrzygnięciom czytelników tego wątku. Benedykt XVI o pustych kołyskach Zjawisko "pustych kołysek" na Zachodzie jest rezultatem "deficytu wiary, nadziei i oczywiście miłości" w tej części świata - uważa Benedykt XVI. Papież pisze o tym w przesłaniu, skierowanym do uczestników dwunastej sesji plenarnej Papieskiej Akademii Nauk Społecznych, która obraduje w Watykanie. Temat pięciodniowego spotkania brzmi: "Wymierająca młodzież? Solidarność z dziećmi i młodzieżą w wieku niepokojów". Biorą w nim udział nie tylko członkowie akademii, których jest obecnie 34, ale również eksperci i młodzi obserwatorzy z całego świata. W liście przesłanym na ręce przewodniczącej tej instytucji, prof. Mary Ann Glendon, Ojciec Święty zauważa, że "podczas gdy społeczeństwa starzeją się, wiele narodów i grup etnicznych cierpi na brak wystarczającej liczby młodych ludzi, by odnowić swą populację". "Wydanie na świat dzieci wymaga ożywienia erosa twórczą i wielkoduszną agape" - pisze dalej Papież. Wyjaśnia, że z samej swej natury miłość narzuca wizję wieczności. Natomiast brak tej wizji miłości może wyjaśnić, dlaczego tak wiele par nie decyduje się na zawarcie związku małżeńskiego, dlaczego tak wiele jest nieudanych małżeństw i dlaczego tak znacznie spadł przyrost naturalny. Ojciec Święty przypomina, że dzieci i młodzież często jako pierwsze doświadczają konsekwencji znamiennego dla naszych czasów zmierzchu miłości i nadziei. W "wieku niepokojów" młodym ludziom często brakuje moralnej pomocy ze strony dorosłych z poważną szkodą dla ich rozwoju umysłowego i duchowego. "Wiele dzieci wzrasta dziś w społeczeństwie zapominającym o Bogu i o wrodzonej godności człowieka - pisze Benedykt XVI. - W szybko globalizującym się świecie wystawione są one często na czysto materialistyczne wizje świata i ludzkiego życia. Dzieci potrzebują przede wszystkim miłości i tego, by rozwijać się w warunkach zdrowej ludzkiej ekologii". Zdaniem Benedykta XVI, warunkiem autentycznego ludzkiego rozwoju jest wewnętrzna wolność. "Kiedy tej wolności brakuje, albo jest ona zagrożona, młodzi ludzie doświadczają frustracji i stają się niezdolni do hojnego sięgania po ideały, które mogą nadać kształt życiu zarówno jednostek, jak i członkom społeczeństwa. Rezultatem tego może być zniechęcenie albo bunt młodzieży, a jej ogromny ludzki potencjał może zostać odwrócony od dążenia do sprostania wspaniałym wyzwaniom życia". W przezwyciężaniu konfliktów ludzkiego serca chrześcijanie mogą pomóc, przekazując młodym pokoleniom wiarę przeżywaną w miłości. W wystąpieniu otwierającym obrady przewodniczący Papieskiej Rady ds. Rodziny, kard. Alfonso Lopez Trujillo przedstawił szeroki obraz sytuacji rodziny i stosunków pomiędzy rodzicami i dziećmi. Podkreślił bardzo mocno potrzebę oparcia tych relacji na zasadach fundamentalnych, które we współczesnym świecie giną. Do Papieskiej Akademii Nauk Społecznych należy uczestnicząca w watykańskich obradach ambasador Hanna Suchocka. Poinformowała ona, że cała sesja jest poświęcona temu, "jak można odtworzyć relacje w rodzinie i spowodować zmianę negatywnych trendów demograficznych". Według niej, ważnym punktem pierwszego dnia sesji było wystąpienie Cherie Blair, żony brytyjskiego premiera. "Ze swoim doświadczeniem prawnika zajmującego się prawami człowieka, prawami dzieci, przedstawiła ona bardziej optymistyczną wizję rozwoju sytuacji. Mówiła o wszystkich trudnościach, ale nie zakończyła swego wystąpienia wizją bardzo katastroficzną" - relacjonowała ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej. Pani Blair został dziś przyjęta dzisiaj na prywatnej audiencji przez Papieża. Papieską Akademię Nauk Społecznych powołał do życia Jan Paweł II w 1994 r. KAI (ml //mr) ekai.pl/ludzie/?MID=11124 Odpowiedz Link Zgłoś
edico Księża są zachłanni 29.04.06, 15:57 „Księża są zachłanni. Tak oceniają ich wierni w badaniach zleconych przez episkopat”. Autor: Katarzyna Bartman. Współpr: aż (chyba chodzi o Aleksandrę Żuczkowską – jak wynika z inicjałów w kontekście następnych materiałów obu Pań) 1. Gazeta powołuje się na ks. bp. Andrzeja Suskiego. 2. W wydanym oświadczeniu ks. dr Andrzeja Nowickiego, Rzecznika Prasowego Kurii Diecezjalnej Toruńskiej czytamy: „W odpowiedzi na pytania napływające do Kurii Diecezjalnej Toruńskiej po ukazaniu się artykułu red. Katarzyna Bartman pt. ‘Księża są zachłanni. Tak oceniają ich wierni w badaniach zleconych przez episkopat’ („Dziennik” 19.04.2006, s. 15), oświadczam, że wypowiedzi przypisywane w tym artykule Biskupowi Toruńskiemu Andrzejowi Suskiemu nie odpowiadają prawdzie” („Nasz Dziennik” z 21.04.2006, s. 2). info.wiara.pl/index.php?grupa=6&art=1145786483&dzi=1113237520 Odpowiedz Link Zgłoś
endrju55 - 400 000 rocznie 29.04.06, 22:34 serwisy.gazeta.pl/metro/1,50145,3145521.html Odpowiedz Link Zgłoś
edico Re: - 400 000 rocznie 30.04.06, 17:32 Jest to nieuchronna kolejność rzeczy przy takim wydaniu katolicyzmu. Święty Kościoła, Jan Chryzostom (350-407) pisał: "Nie byłoby już pogan, gdybyśmy okazali się prawdziwymi chrześcijanami". Uważa, że trudno jest nawracać pogan, z uwagi na demoralizację w szeregach chrześcijan, pyta się: jak to robić? - "Wskazywać na cuda? Te już się nie zdarzają. Dawać przykład własnym życiem? Ależ ono jest całkiem nieobyczajne. Okazywać miłość? Nigdzie nie ma po niej śladu". (Homilia do pierwszego listu do Tymoteusza, 10, 3) - papież Grzegorz VII (1073-1086) - "Używajmy papiestwa, gdy Bóg nam go dał"; - papież Leon X (1513-1521) - "Patrzcie, co ta bajka o Jezusie Chrystusie dla nas zrobiła". - papież Aleksander VI (1492-1503) - "każda religia jest dobra, ale najgłupsza jest najlepsza". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Re: - 400 000 rocznie IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.05.06, 00:20 W analizach danych statystycznych, opublikowanych przez Watykan zauważono, że odsetek katolików na tle wierzących wszystkich religii na świecie spadł z 35 procent w roku 1978 do 25,4 procent w 2004. serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34174,3316986.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Nie Tak Re: PiS atakuje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.04.06, 19:14 Edico. Krytykujesz Kościół Katolicki a tu niespodzianka, dzisiaj J. Kaczyński ostro postraszył Episkopat polski! Odpowiedz Link Zgłoś
edico Re: PiS atakuje 30.04.06, 19:33 Niestety, za późno włączyłem telewizor i słyszałem tylko końcówkę jego wystąpienia, która nie pozwalała mi o niczym wnioskować poza niezadowoleniem z czegoś, do czego się ustosunkowywał. Prawdę mówiąc, nie bardzo chce mi się wierzyć w taką metamorfozę, chyba że konflikt Rydzyk-Episkopat nabrał nowych wymiarów i J. Kaczyński opowiedział się za jedną z tych stron, której najwięcej zawdzięcza :)) Wątpliwości co do właściwych jego intencji budzi także stanowisko MEiN pl.indymedia.org/pl/2006/02/18291.shtml realizujące bądź co bądź kaczą wizję tego kraju, którą można by ująć samymi równaniami typu: Krytyka Rydzyka = atak na RM = atak na Kościół = atak na Polskę = atak na naród = atak na Maryję = atak na Boga = kampania antypolska... = ... itd. :)) Czy mógłbyś przybliżyć nieco jego wypowiedź? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Nie Tak Re: PiS atakuje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.04.06, 19:44 Był to brutalny gwałt na tych księży, którzy pojutrze na Jasnej Górze wydadzą wyrok na Radio Maryja. Odpowiedz Link Zgłoś