Dodaj do ulubionych

KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o.

    • Gość: @ Big Cyc IP: *.chello.pl 17.04.06, 19:25
      www.antyradio.pl/warszawa/img_upload/files2/BIG_CYC_Moherowe_Berety.mp3
      • edico Re: Do kompletu :)) 18.04.06, 14:46
        img53.imageshack.us/my.php?image=index0dl.swf
    • Gość: @ apostazja .PL IP: *.chello.pl 17.04.06, 20:53
      www.apostazja.pl/
    • edico Re: Skarga na TVP do KRRiT 18.04.06, 15:05
      Racja Polskiej Lewicy zwróciła się ze skargą do Krajowej Rady Radiofonii i
      Telewizji na Telewizję Polską za nadawanie tzw. czasie chronionym filmu "Pasja".

      - Zwracamy się ze skargą z powodu nadania przez Program 1 Telewizji Polskiej w
      dniu 15 kwietnia 2006 roku, w godzinach 20:15 – 22:20 filmu pt. „Pasja”. Emisja
      tej audycji w podanych godzinach spowodowała naruszenie punktów 4 i 5 artykułu
      18 Ustawy o radiofonii i telewizji z 29 grudnia 1992 - czytamy w liście
      wysłanym do KRRiT.

      Racja Polskiej Lewicy powołuje się na następujące zapisy, które brzmią:
      punkt 4: „Zabronione jest rozpowszechnianie audycji lub innych przekazów
      zagrażających fizycznemu, psychicznemu lub moralnemu rozwojowi małoletnich, w
      szczególności zawierających treści pornograficzne lub w sposób nieuzasadniony
      eksponujących przemoc”;
      punkt 5: „Audycje lub inne przekazy, zawierające sceny lub treści mogące mieć
      negatywny wpływ na prawidłowy fizyczny, psychiczny lub moralny rozwój
      małoletnich, inne niż te, o których mowa w ust. 4, mogą być rozpowszechniane
      wyłącznie w godzinach od 23 do 6”,
      a także punktu 1 paragrafu 1 Rozporządzenia Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji
      z dnia 20 listopada 2001 roku w sprawie szczegółowych zasad kwalifikowania,
      rozpowszechniania i sposobu zapowiadania audycji lub innych przekazów, które
      mogą zagrażać fizycznemu, psychicznemu lub moralnemu rozwojowi niepełnoletnich,
      który brzmi:
      „§ 1. Audycje lub inne przekazy, które ze względu na zawarte w nich treści lub
      ich formę mogą zagrażać fizycznemu, psychicznemu lub moralnemu rozwojowi
      niepełnoletnich, w szczególności zawierające: (pkt. 1) sceny przemocy, zwłaszcza
      takie, w których przemoc jest sposobem rozwiązywania konfliktów lub celem samym
      w sobie, lub promujące stosowanie przemocy poprzez nieukazywanie negatywnych
      konsekwencji takich zachowań dla człowieka stosującego przemoc, nie mogą być
      rozpowszechniane między godziną 6 a godziną 23”.

      Zdaniem przedstawicieli partii "film fabularny w reżyserii Mela Gibsona pt.
      „Pasja” z założenia miał prezentować sceny pełne brutalności, cierpienia, w
      których przemoc fizyczna i psychiczna oraz lejąca się niemal litrami krew są
      nieodłącznymi elementami kreującymi postać głównego bohatera. Produkcja prawie
      od początku do samego końca epatuje niezwykle drastycznymi ujęciami pełnymi krwi
      z powodu dręczenia człowieka przez innych ludzi. Naturalistyczne ukazanie
      biczowania, rozrywania ciała, nakładanie korony cierniowej czy ukrzyżowanie, to
      momenty, które stanowią główny motyw, a sprawiają wrażenie makabry, krwawej jatki".

      - Nie dokonujemy oceny ze względu na wartość merytoryczną i artystyczną
      produkcji, zauważamy natomiast, że emisja filmu w godzinach 20:15 – 22:20
      stanowi poważne naruszenie prawa przez Telewizję Polską. Pod uwagę należy wziąć
      fakt, że produkcje tego typu – z uwagi na dobro widzów małoletnich - mogą być
      nadawane tylko i wyłącznie w godzinach 23:00 – 6:00. Telewizja jednak
      najwidoczniej świadomie postanowiła złamać przepisy ustawy i rozporządzenia
      poprzez rozpowszechnianie audycji zagrażającej psychicznemu i moralnemu
      rozwojowi małoletnich. Ukazane drastyczne, brutalne sceny mogą mieć niezwykle
      poważny szkodliwy wpływ na zdrowie i rozwój osób niepełnoletnich, które powinny
      być szczególnie chronione przed treściami pełnymi przemocy. Jednak TVP
      zlekceważyła dobro swoich młodych widzów i zagrała na najniższych emocjach,
      świadomie wywołując szok, zniesmaczenie i obrzydzenie. Zauważmy również, że film
      został nadany w czasie prime time, a do tego w dniu świątecznym, kiedy
      zdecydowana większość polskich rodzin spędzała wieczór przed telewizorem,
      wspólnie oglądając nadawane programy.
      W związku z poważnym naruszeniem przez Telewizję Polską polskiego prawa,
      obowiązujących norm i dobrych obyczajów oraz jawne propagowanie treści
      szkodliwych społecznie, wnosimy o podjęcie stosownych, określonych przepisami,
      działań wobec nadawcy. Prosimy również o poinformowanie o podjętych krokach -
      czytamy w liście do KRRiT.

      TVP ma ustosunkować się do skargi, jak tylko stacja otrzyma pismo z KRRiT.
      autor artykułu: kk
      wirtualnemedia.pl/document,,1035710,Skarga_na_TVP_do_KRRiT.html
    • edico Matka Boska potwierdzona notarialnie. 18.04.06, 15:57
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=58&w=40326272&a=40326272
    • Gość: a rat. bzzz .net IP: *.chello.pl 18.04.06, 18:12
      www.rat.bzzz.net/
    • edico Samochód za 3 miliony dla papieża na pielgrzymkę 19.04.06, 18:55
      Pełne dane samochodu opancerzonego, który miałby wozić papieża podczas
      pielgrzymki do Polski, ujawniło Biuro Ochrony Rządu. Dotychczas dla
      bezpieczeństwa przewożonych VIP-ów takie informacje były utajnione

      Dane limuzyny można znaleźć na stronie BOR w części informującej o przetargach
      oraz w Biuletynie Zamówień Publicznych. Czytamy tam, że BOR chce zakupić
      "samochód reprezentacyjny opancerzony". Z nieoficjalnych informacji wynika, że
      auto będzie przeznaczone do obsługi papieża Benedykta XVI podczas jego
      najbliższej pielgrzymki. Potem ma wozić prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

      Wskazówka dla terrorysty?

      Rozmówców "Gazety" - b. funkcjonariuszy BOR i służb specjalnych - bulwersuje, że
      obok takich szczegółów, jak: ciężar, pojemność silnika oraz wymiary, w
      ogłoszeniu znajduje się informacja o klasie opancerzenia pojazdu. Ma ona być
      najwyższa (B6/B7). Karoserii takiego auta (łącznie z szybami i zbiornikiem
      paliwa) nie można uszkodzić pociskami ze standardowych pistoletów maszynowych.
      Wóz tej klasy wyposażony jest w system gaśniczy zabezpieczający przed atakiem
      koktajlami Mołotowa oraz w opony ze specjalnym wkładem, które nawet po przebiciu
      pozwalają dalej jechać.

      - Dla potencjalnego terrorysty informacja o klasie opancerzenia to wskazówka, że
      musi podchodzić do takiego auta co najmniej z granatnikiem przeciwpancernym -
      mówi jeden z informatorów "Gazety". Przytacza przykład Eduarda Szewardnadze,
      którego właśnie brak wiedzy terrorystów o odporności pancerza jego mercedesa
      uratował od śmierci. Zamachowcy wybili ochronę prezydenta Gruzji, ale nie mogli
      przebić się seriami z kałasznikowów przez przedział pasażerski jego mercedesa.

      Publiczne ujawnienie danych samochodu dla VIP-ów, który ma jeździć w kolumnie
      BOR, nie było dotąd praktykowane. Samochodów tego typu nie kupowano w drodze
      przetargu, lecz w szczególnym trybie, za zgodą ministra spraw wewnętrznych.

      - Nigdy nie upublicznialiśmy szczegółowych danych kupowanych samochodów tego
      typu - mówi b. szef BOR, gen. Grzegorz Mozgawa. Podaniem danych pancernej
      limuzyny zdziwiony jest też poprzednik Mozgawy, gen Mirosław Gawor, kierujący
      Biurem w czasach rządów AWS.- To co najmniej nieostrożność. Jeżeli już
      postanowiono kupić taki samochód w trybie przetargu, wystarczyło podać ogólną
      informację.

      Były oficer BOR zwraca uwagę, że utajnione powinny być nie tylko dane tego typu
      limuzyn, ale również ich liczba posiadana przez Biuro. - Ktoś policzy sobie
      takie przetargi i będzie miał wynik. Polska nie jest bogatym krajem, więc takich
      aut nie mamy dużo. Mając wiedzę o ich ilości i marce, można lepiej zaplanować
      ewentualny zamach - tłumaczy.

      BOR: Robimy to w imię jawności

      Fachowców zajmujących się sprzętem specjalnym w ogłoszeniu o przetargu na
      samochód dla BOR dziwi informacja o bardzo krótkim terminie dostawy auta. Ma ono
      być w Polsce do 22 maja, czyli na trzy dni przed rozpoczęciem pielgrzymki
      Benedykta XVI. A wykonawca nie został jeszcze wybrany. - Opancerzone samochody
      budowane są od podstaw na indywidualne zamówienie. Termin oczekiwania na taki
      wóz to pół roku do dziewięciu miesięcy. To znaczy, że tak naprawdę taki wóz jest
      już gdzieś gotowy - ocenia jeden z naszych informatorów.

      BOR odpiera zarzuty: - To, co robimy, służy jawności w wydawaniu publicznych
      pieniędzy. Dane na temat tego typu pojazdów można bez większego trudu znaleźć w
      internecie - mówi ppłk Jarosław Kanarek, kierujący zespołem obsługi szefa BOR. -
      Czy podanie takich informacji może pomóc terrorystom?. Ppłk Kanarek: - To
      kwestia oceny. Ja twierdzę, że nie.

      Pytany, czy samochodem będzie jeździł papież, a później prezydent,
      przedstawiciel BOR odpowiada: - Tak jak wszystkie tego typu pojazdy również ten
      będzie w dyspozycji BOR jako narzędzie ochrony VIP-ów - zarówno zagranicznych,
      jak i polskich. Będziemy go kierować tam, gdzie to jest to konieczne - mówi Kanarek.

      Jego zdaniem przetarg będzie rozstrzygnięty w najbliższych dniach. - Wykonawcy
      podają różne terminy. Nie zawsze jest to zgodne z rzeczywistymi możliwościami.
      Uważam, że podany przez nas termin dostawy pojazdu jest jak najbardziej realny.

      Flota BOR-u

      Wśród pojazdów o najwyższej klasie opancerzenia BOR dysponuje samochodami marki
      BMW i Mercedes. Jeździ ich w Polsce ok. dziesięciu. Z nieoficjalnych informacji
      wynika, że do obecnego przetargu przystąpiły jeszcze Volvo i Audi. Muszą
      zaoferować pancerne limuzyny o wadze ok. 3-4 ton i silnikach o pojemności ok. 6
      tys. ccm. Maksymalna prędkość takiego auta to 180-220 km/godz. Cena: 2,5-3 mln zł.
      (Wojciech Czuchnowski)
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,3291627.html
    • endrju55 czesanko :) 19.04.06, 20:29
      img156.imageshack.us/img156/4184/przylapani9742897xq4fe.jpg
    • edico Kościelny rozbiór Polski 19.04.06, 23:17
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=21155&w=40521974
    • edico Wywrócona teologia (1) 20.04.06, 16:48
      Godny pogardy "duch ponury, co łeb ma w środku paszczy Lucyfera i nogi do góry”
      czy też niesłusznie przeklęty przez pokolenia bohater, który pomógł w odkupieniu
      świata? Kim naprawdę był Judasz Iszkariota?

      Paweł Lisicki

      Ten pierwszy obraz wzięty z „Boskiej komedii” Dantego streszcza tradycyjny
      pogląd na rolę jednego z 12 apostołów, drugi jest czymś nowym, co – za sprawą
      publikacji w wielkonakładowych gazetach – dopiero przebija się do naszej
      świadomości. Czy te obrazy są równie wiarygodne? Czy mają rację ci, którzy w
      opublikowanej właśnie w Polsce przez „Gazetę Wyborczą” Ewangelii Judasza widzą
      początek nowej ery chrześcijaństwa?

      Rzeczywiście, gdyby dało się udowodnić, że Judasz nie zdradził Jezusa, ale
      działał na Jego rozkaz i świadomie zrealizował boży plan zbawienia, wiele trzeba
      by zmienić w naszych ocenach. Zamiast potępiać Iszkariotę, musielibyśmy zacząć
      go czcić i chwalić. Zamiast uznawać za zdrajcę, musielibyśmy widzieć w nim
      męczennika, ba, więcej niż męczennika – kogoś, kto nie tylko poświęcił się dla
      drugich, ale jeszcze zgodził się nosić przez wieki piętno nikczemnika. Święty
      Judasz stałby się w naszych oczach osobą znacznie bardziej godną naśladowania
      niż pozostali apostołowie, pozornie jedynie lepsi od niego. Wszystko to razem,
      trzeba przyznać, brzmi obiecująco. Nic dziwnego zatem, że co bardziej śmiali
      redaktorzy i dziennikarze dali się ponieść fantazji i ogłosili, że znaleziona w
      Egipcie Ewangelia Judasza jest dziełem pierwszych chrześcijan, sugerując, że pod
      względem autentyczności może konkurować z czterema oficjalnie uznanymi. Owi
      redaktorzy szybko uzyskali wsparcie radykalnych teologów, którzy w Ewangelii
      Judasza dostrzegli szansę na pożegnanie się z najbardziej nieznośnymi elementami
      tradycyjnej doktryny Kościoła.

      Dobrym przykładem jest profesor Wacław Hryniewicz. Komentując znaczenie owego
      znaleziska, nie wahał się powiedzieć, że „tekst wywraca zupełnie teologię
      chrześcijańską, stawia na głowie całą doktrynę. Oto czytamy, że przywódcy
      chrześcijańscy są ślepi na prawdę i ona zostaje objawiona tylko Judaszowi”.
      Byłoby to doprawdy niezwykłe odkrycie, podważające cały autorytet Kościoła jako
      wiernego strażnika pamięci o Jezusie z Nazaretu. Byłoby, gdyby nie kilka
      istotnych faktów.

      Dzieło gnostyków

      Fakt pierwszy i najważniejszy: Ewangelia Judasza nie jest dziełem pierwszych
      uczniów Chrystusa, lecz powstałej sto lat po Jego śmierci gnostyckiej sekty
      kainitów. Uważali oni, że za stworzenie widzialnego, materialnego świata
      odpowiada zły Demiurg, którego utożsamiali z Jahwe Starego Testamentu. Zgodnie z
      ich nauką Jahwe – pierwotna zasada zła – zbuntował się przeciw dobremu Bogu
      Światła, Sofii i ukradł iskry dobra, które uwięził następnie w materialnych
      ciałach. Ciało stało się więc więzieniem duszy zawierającej w sobie iskierki
      pierwotnego dobra.

      Skoro cały świat stworzony wraz z rządzącym nim prawem natury i prawem moralnym
      jest skażony, wyzwolenie z niego można osiągnąć, niszcząc materię, ciało,
      ostatecznie też system moralny. Stąd kainici dokonywali radykalnego
      przewartościowania: prawdziwymi świętymi byli ludzie potępieni przez Stary
      Testament, który został sporządzony przez sługi Jahwe: Kain, Ezaw, Sodomici. Nic
      dziwnego, że do tej samej grupy bohaterów został zaliczony Judasz. Wszyscy oni
      byli prawdziwymi pneumatykami, ludźmi, którzy zrozumieli, że powszechnie
      obowiązujące prawo moralne jest czymś, co należy przekroczyć, że jest to prawo
      złego Boga, władcy ciemności.

      Z pewnością kainitom nie można odmówić konsekwencji. Skoro zło tkwi w samym
      Stwórcy, a nie – jak chcieli chrześcijanie – w wolnej woli stworzenia, to
      przeciwstawiający się naturalnemu porządkowi moralnemu stawali się bohaterami.
      Ludzie posłuszni Jahwe okazywali się po prostu niewolnikami systemu kosmicznej
      tyranii, złoczyńcy zaś zyskiwali miano wyzwolicieli. O osobliwych naukach tej
      sekty pierwszy wspomniał św. Ireneusz z Lyonu ok. 180 roku.

      Niewiarygodny zapis spekulacji

      Największe znaczenie ma to, że nie sposób ustalić jakiegokolwiek bezpośredniego
      związku między kainitami a apostołami i pochodzącą od nich tradycją. Wręcz
      przeciwnie, od samego początku istnienia gmin chrześcijańskich – a dowodem są
      choćby listy św. Pawła – Kościół występował przeciw gnostykom. Ewangelia Judasza
      jest zapisem gnostyckich spekulacji, a nie wiarygodnym świadectwem o życiu i
      śmierci Jezusa. Wystarczy nawet pobieżny rzut oka na poszczególne teksty, by to
      odkryć. Weźmy choćby jedną z kluczowych, rzekomych wypowiedzi Chrystusa
      mówiącego: "Przewyższysz ich [apostołów] wszystkich. Ale Judaszu, musisz
      poświęcić ciało, które mnie okrywa”. Nic z tego, co wiemy o judaizmie w I wieku
      i o pierwotnym, żydowskim chrześcijaństwie, nie pozwala nam dostrzec
      autentycznego znaczenia słów Jezusa o ciele jako okryciu. Stałą cechą myślenia
      żydowskiego było bowiem podkreślanie jedności ciała i duszy. Ciało nigdy nie
      było po prostu płaszczem, zewnętrznym okryciem, czymś, co może być zdjęte z
      człowieka jak zasłona. Stanowiło istotną, niedającą się zlekceważyć, integralną
      część człowieka.


      Godny pogardy „duch ponury, co łeb ma w środku paszczy Lucyfera i nogi do góry”
      czy też niesłusznie przeklęty przez pokolenia bohater, który pomógł w odkupieniu
      świata? Kim naprawdę był Judasz Iszkariota?

      Paweł Lisicki

      Ten pierwszy obraz wzięty z „Boskiej komedii” Dantego streszcza tradycyjny
      pogląd na rolę jednego z 12 apostołów, drugi jest czymś nowym, co – za sprawą
      publikacji w wielkonakładowych gazetach – dopiero przebija się do naszej
      świadomości. Czy te obrazy są równie wiarygodne? Czy mają rację ci, którzy w
      opublikowanej właśnie w Polsce przez „Gazetę Wyborczą” Ewangelii Judasza widzą
      początek nowej ery chrześcijaństwa?

      Rzeczywiście, gdyby dało się udowodnić, że Judasz nie zdradził Jezusa, ale
      działał na Jego rozkaz i świadomie zrealizował boży plan zbawienia, wiele trzeba
      by zmienić w naszych ocenach. Zamiast potępiać Iszkariotę, musielibyśmy zacząć
      go czcić i chwalić. Zamiast uznawać za zdrajcę, musielibyśmy widzieć w nim
      męczennika, ba, więcej niż męczennika – kogoś, kto nie tylko poświęcił się dla
      drugich, ale jeszcze zgodził się nosić przez wieki piętno nikczemnika. Święty
      Judasz stałby się w naszych oczach osobą znacznie bardziej godną naśladowania
      niż pozostali apostołowie, pozornie jedynie lepsi od niego. Wszystko to razem,
      trzeba przyznać, brzmi obiecująco. Nic dziwnego zatem, że co bardziej śmiali
      redaktorzy i dziennikarze dali się ponieść fantazji i ogłosili, że znaleziona w
      Egipcie Ewangelia Judasza jest dziełem pierwszych chrześcijan, sugerując, że pod
      względem autentyczności może konkurować z czterema oficjalnie uznanymi. Owi
      redaktorzy szybko uzyskali wsparcie radykalnych teologów, którzy w Ewangelii
      Judasza dostrzegli szansę na pożegnanie się z najbardziej nieznośnymi elementami
      tradycyjnej doktryny Kościoła.

      Dobrym przykładem jest profesor Wacław Hryniewicz. Komentując znaczenie owego
      znaleziska, nie wahał się powiedzieć, że „tekst wywraca zupełnie teologię
      chrześcijańską, stawia na głowie całą doktrynę. Oto czytamy, że przywódcy
      chrześcijańscy są ślepi na prawdę i ona zostaje objawiona tylko Judaszowi”.
      Byłoby to doprawdy niezwykłe odkrycie, podważające cały autorytet Kościoła jako
      wiernego strażnika pamięci o Jezusie z Nazaretu. Byłoby, gdyby nie kilka
      istotnych faktów.

      Dzieło gnostyków

      Fakt pierwszy i najważniejszy: Ewangelia Judasza nie jest dziełem pierwszych
      uczniów Chrystusa, lecz powstałej sto lat po Jego śmierci gnostyckiej sekty
      kainitów. Uważali oni, że za stworzenie widzialnego, materialnego świata
      odpowiada zły Demiurg, którego utożsamiali z Jahwe Starego Testamentu. Zgodnie z
      ich nauką Jahwe – pierwotna zasada zła – zbuntował się przeciw dobremu Bogu
      Światła, Sofii i u
      • edico Re: Wywrócona teologia (2) 20.04.06, 16:55
        Zgodnie z ich nauką Jahwe – pierwotna zasada zła – zbuntował się przeciw dobremu
        Bogu Światła, Sofii i ukradł iskry dobra, które uwięził następnie w materialnych
        ciałach. Ciało stało się więc więzieniem duszy zawierającej w sobie iskierki
        pierwotnego dobra.

        Skoro cały świat stworzony wraz z rządzącym nim prawem natury i prawem moralnym
        jest skażony, wyzwolenie z niego można osiągnąć, niszcząc materię, ciało,
        ostatecznie też system moralny. Stąd kainici dokonywali radykalnego
        przewartościowania: prawdziwymi świętymi byli ludzie potępieni przez Stary
        Testament, który został sporządzony przez sługi Jahwe: Kain, Ezaw, Sodomici. Nic
        dziwnego, że do tej samej grupy bohaterów został zaliczony Judasz. Wszyscy oni
        byli prawdziwymi pneumatykami, ludźmi, którzy zrozumieli, że powszechnie
        obowiązujące prawo moralne jest czymś, co należy przekroczyć, że jest to prawo
        złego Boga, władcy ciemności.

        Z pewnością kainitom nie można odmówić konsekwencji. Skoro zło tkwi w samym
        Stwórcy, a nie – jak chcieli chrześcijanie – w wolnej woli stworzenia, to
        przeciwstawiający się naturalnemu porządkowi moralnemu stawali się bohaterami.
        Ludzie posłuszni Jahwe okazywali się po prostu niewolnikami systemu kosmicznej
        tyranii, złoczyńcy zaś zyskiwali miano wyzwolicieli. O osobliwych naukach tej
        sekty pierwszy wspomniał św. Ireneusz z Lyonu ok. 180 roku.

        Niewiarygodny zapis spekulacji

        Największe znaczenie ma to, że nie sposób ustalić jakiegokolwiek bezpośredniego
        związku między kainitami a apostołami i pochodzącą od nich tradycją. Wręcz
        przeciwnie, od samego początku istnienia gmin chrześcijańskich – a dowodem są
        choćby listy św. Pawła – Kościół występował przeciw gnostykom. Ewangelia Judasza
        jest zapisem gnostyckich spekulacji, a nie wiarygodnym świadectwem o życiu i
        śmierci Jezusa. Wystarczy nawet pobieżny rzut oka na poszczególne teksty, by to
        odkryć. Weźmy choćby jedną z kluczowych, rzekomych wypowiedzi Chrystusa
        mówiącego: „Przewyższysz ich [apostołów] wszystkich. Ale Judaszu, musisz
        poświęcić ciało, które mnie okrywa”. Nic z tego, co wiemy o judaizmie w I wieku
        i o pierwotnym, żydowskim chrześcijaństwie, nie pozwala nam dostrzec
        autentycznego znaczenia słów Jezusa o ciele jako okryciu. Stałą cechą myślenia
        żydowskiego było bowiem podkreślanie jedności ciała i duszy. Ciało nigdy nie
        było po prostu płaszczem, zewnętrznym okryciem, czymś, co może być zdjęte z
        człowieka jak zasłona. Stanowiło istotną, niedającą się zlekceważyć, integralną
        część człowieka.

        Judasz i wyrok potępienia

        Ewangelia Judasza mało, że powstała co najmniej sto lat po śmierci Jezusa, mało,
        że została napisana przez autora, który przecież śmierci swego nauczyciela nie
        przeżył, mało, że zawiera tak obce pierwszym uczniom spekulacje, ale też –
        inaczej niż w przypadku czterech ewangelii kanonicznych – nie istnieje żadne
        zewnętrzne świadectwo jej autentyczności.

        Inaczej, niż to sugerują dziś media, decyzja o zaliczeniu poszczególnych pism do
        kanonu Nowego Testamentu nie była arbitralna: od samego początku ich powstania
        Kościół – czyli porozumienie najważniejszych biskupów stolic apostolskich,
        Antiochii, Aleksandrii i Rzymu – był gwarantem wierności przekazowi pierwszych
        uczniów. I tak dla każdej z czterech ewangelii znajdziemy wywodzący się od
        apostołów i ich uczniów ciąg świadectw. Od połowy II wieku mamy też już dowody,
        że cztery ewangelie uznawano razem za jedno źródło. Jako pierwszy wymienia je
        razem pochodzący z około 170 roku tzw. fragment Muratoriego, tuż po nim o
        „czterokształtnej ewangelii” pisze Ireneusz z Lyonu, na początku III wieku zaś
        Orygenes.

        Cztery kanoniczne ewangelie ani nie skupiają się na cudach, ani nie zawierają
        teologicznych czy filozoficznych spekulacji. Gdybyśmy chcieli porównać je do
        któregoś z dzisiejszych gatunków literackich, pewnie najbliższe byłyby
        reportażowi. Obok tych pism, które od samego początku Kościół uważał za
        natchnione, pojawiły się inne, zwane apokryfami. Są one zarówno dziełami autorów
        chrześcijańskich, jak i gnostyckich. Wszystkie starają się odsłonić tajemnice
        ukryte przed czytelnikami dzieł kanonicznych. Opisują szczegółowo dzieciństwo i
        młodość Chrystusa, przedstawiają postaci skrywane przez oficjalną pamięć w
        cieniu, zawierają, szczególnie w przypadku dzieł gnostyckich, próby wyjaśnienia
        zła, stworzenia, sensu kosmosu, pochodzenia duchów, opisują hierarchie
        anielskie. Znamy tytuły kilkudziesięciu takich dzieł, są to ewangelie, listy i
        apokalipsy. Ich autorzy, z reguły anonimowi, starali się przypisać autorstwo
        swoich pism osobom cieszącym się powszechnym autorytetem: Piotrowi, Tomaszowi,
        Filipowi i innym. Część tych pism jest efektem pobożnej ciekawości, część
        zawiera z punktu widzenia katolickiego herezje. Jednym z takich pism jest
        właśnie Ewangelia Judasza. Wszystko to razem sprawia, że nie można poważnie
        traktować zawartych w niej faktów. Opisany tam Judasz – człowiek, który
        posłuszny Bogu wykonuje tajemniczy plan Jezusa – to literacka fikcja.

        Ten, który go wydał

        Prawdziwy Judasz – taki, jakim widzą go ewangelie – był zdrajcą par excellence.
        Jest on po prostu „tym, który wydał Chrystusa”, i tak określa się go we
        wszystkich spisach apostołów. Dlaczego to zrobił? Czyżbyśmy mogli w którejś z
        Ewangelii odkryć ślad owej tajemniczej teorii, zgodnie z którą Judasz działał na
        zlecenie Jezusa? W żadnej mierze. Ewangeliści nie mają wątpliwości, że Judasz
        jest narzędziem w ręku diabła. Mówi Jezus: „Czyż nie wybrałem was dwunastu? A
        jeden z was jest szatanem. A mówił o Judaszu Szymonowym, Iszkariocie; bo ten,
        chociaż był jednym z dwunastu, miał Go zdradzić” (J 6, 71–72). Podobnie ten sam
        autor przytacza słowa mistrza, w których ten nazywa Judasza synem zatracenia,
        jedynym, który zginął (J 17, 12). Tak samo pisze Łukasz: „I wstąpił szatan w
        Judasza zwanego Iszkariotą” (Łk, 22, 3).

        Chociaż ewangelie wyraźnie mówią o diabelskiej inspiracji Judasza, tak samo
        jednoznacznie pokazują, że ów najbardziej zapewne tajemniczy uczeń Chrystusa
        działa sam, z własnej nieprzymuszonej woli. To on idzie do kapłanów i starszych.
        To on wpada na pomysł, że znakiem rozpoznawczym będzie pocałunek. To on
        przyprowadza straż, która pojmie mistrza. Żadnego śladu szantażu, groźby,
        przymusu. Jedynym motywem konsekwentnie wskazywanym przez ewangelistów,
        szczególnie Jana, jest chciwość.
        • edico Re: Wywrócona teologia (3) 20.04.06, 16:56
          Plan Judasza

          Cztery ewangelie są też zgodne, jeśli chodzi o stosunek Jezusa do Judasza, i
          wskazują, że Mistrz z Nazaretu przewidział zdradę. „Wiedział bowiem Jezus od
          początku, którzy to nie wierzyli, i kto miał go zdradzić” (J 6, 65).
          Potwierdzają to opisy ostatniej wieczerzy: Jezus wiedział, kto Go wyda. Mówi o
          tym Piotrowi i Janowi. Tak samo widzą ocenę zdrady Judasza. „Biada człowiekowi
          onemu, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Lepiej by mu było, gdyby się
          był nie narodził ów człowiek” (Mk 14, 21). Podobnie też – mimo różnicy w opisie
          faktów między Mateuszem a Dziejami Apostolskimi – przedstawiają smutny koniec
          zdrajcy, który w rozpaczy popełnia samobójstwo.

          A jednak ten jednoznaczny opis pozostawia nas z wieloma pytaniami. Kiedy Judasz
          postanowił zdradzić? Bo przecież chyba nie był zdrajcą od początku. To pytanie
          ma jednak dalsze konsekwencje. Jeśli Judasz zostając uczniem Chrystusa, szczerze
          chciał słuchać Jego nauk, to skąd wzięła się w nim myśl o zdradzie? Ten paradoks
          doskonale widzi Romano Guardini, jeden z największych XX-wiecznych teologów,
          dochodząc do niezwykłego wniosku: „Niemądrze byłoby wyobrażać sobie, że życie w
          bliskości świętego człowieka, a tym bardziej Syna Bożego, musi być czymś po
          prostu pięknym, że w tej sytuacji nie można nie stać się dobrym. Otóż można stać
          się diabłem”. Dziwne, zaiste. Znacznie łatwiej byłoby przyjąć, że wydając
          Jezusa, Judasz miał jednak jakiś ukryty, wyższy plan. Że na przykład pragnął
          przyspieszyć objawienie Jego mesjańskiego królestwa, że, jak chcą niektórzy, był
          związany z żydowskim, radykalnym ruchem oporu przeciw Rzymianom, a w Jezusie
          widział potencjalnego oswobodziciela, który z niejasnych powodów opierał się i
          ociągał przed ujawnieniem mocy. Problem polega na tym, że te skądinąd pomysłowe
          teorie nie znajdują oparcia w tekstach. Z ewangelii wiemy tylko tyle: po trzech
          latach nieustannego przebywania w obecności Jezusa, po trzech latach
          przyglądania się cudownym uzdrowieniom, miłosierdziu okazywanemu ubogim, chorym,
          cierpiącym, jeden z najbliższych uczniów – w końcu komuś takiemu powierza się
          funkcję skarbnika – postanawia dla 30 srebrników wydać swojego dobrego i
          łaskawego Pana w ręce Jego śmiertelnych wrogów.

          Otóż ta niewspółmierność – dobroć nauczyciela i niskie pobudki ucznia – zdaje
          się dla nas czymś tak trudnym do zniesienia. Z jednej strony – samo dobro,
          łaskawa miłość, z drugiej – drobna nikczemność, zwykła chciwość. I jeszcze te
          porażające szczegóły: obłudne pytanie przy ostatniej wieczerzy: „Czy to ja
          Panie?”, i pocałunek przyjaźni wybrany jako znak zdrady. Jak wielka musiała być
          nienawiść Judasza, jak mocne postanowienie zdrady, skoro potrafił spokojnie, w
          gronie pozostałych uczniów, zadać to pytanie. Jakby nigdy nic. Tak, żeby nikt
          się nie zorientował. Bez drżenia, bez jakichkolwiek oznak ujawniających, że
          działa w złej woli. Na tym chyba polega prawdziwa tajemnica zła. Judasz stał się
          diabłem, przebywając stale z Jezusem, będąc Jego uczniem. Wydał Go na śmierć,
          sprzedał w ręce wrogów, precyzyjnie obmyśliwszy plan. I to jest chyba to, co
          najtrudniejsze: radykalna, ostateczna, nieprzezwyciężona zatwardziałość
          człowieka w obliczu dobra. I jeszcze to, że ta zatwardziałość może być tak
          żałośnie mała. Tak mała, że tylko odwołanie do diabła może ją wytłumaczyć.

          Kariera dobrego zdrajcy

          Jak to się jednak stało, że informację o odczytanej po wiekach rzekomej
          ewangelii podają wszystkie największe światowe gazety? Dlaczego w tym jednym
          przypadku rezygnują ze zwykłego krytycyzmu, ogłaszając, że odkrycie jednego z
          kilkudziesięciu gnostyckich pism zmieni chrześcijańską wiarę? Dlaczego tak im
          zależy na tym, by obraz Judasza-nieszczęśnika, Judasza wykonującego nakazy
          Mistrza z Nazaretu, wyparł z powszechnej świadomości obraz potępionego zdrajcy?
          Być może pierwszym powodem jest narastający od kilkudziesięciu lat w Kościele
          optymizm zbawczy. Coraz więcej teologów uważa, że miłosierdzie Boga nie da się
          pogodzić z istnieniem piekła. A jeśli tak, to opowieść o Judaszu, którego
          miłosierny Jezus potępił, staje się kamieniem obrazy. Każda wieść, która
          pozwoliłaby obalić kanoniczny opis, przyjmowana jest z radością i nadzieją. Bóg
          będący miłością – uważa wielu teologów – nie może już być sędzią, nie może
          pozwolić, by człowiek został potępiony. I dalej: miłość bliźniego, do której są
          zobowiązani chrześcijanie, nie pozwala im pogodzić się z istnieniem potępionych.
          Kochać bliźniego – mówi coraz więcej nauczycieli – to w imię solidarności
          odmawiać Bogu prawa do skazywania ludzi, jakiejkolwiek jednostki, na karę
          wieczną. Każdy człowiek jest już – niezależnie, czy o tym wie, czy nie – na
          zawsze odkupiony i zbawiony. A skoro tak, to ewangeliczne opisy Judasza muszą
          albo zostać zanegowane, albo zinterpretowane w taki sposób, by również dla
          upadłego ucznia znalazło się miejsce w niebie. To prawda, że w żadnym z
          przekazów Jezus nie mówi, że Judasz został skazany na wieczne męki, tym niemniej
          trudno uznać Jego słowa za coś innego. Tak przynajmniej rozumieli je do niedawna
          katoliccy teologowie, którzy w upadłym uczniu dostrzegali przykład ostatecznej
          zatwardziałości. Z tego też powodu przeciwstawiali Judasza Piotrowi. Dziś to
          przeciwstawienie coraz częściej się zaciera. Wydaje się, że i jeden, i drugi
          zaparli się swojego boskiego mistrza. Czyż Piotr trzykrotnie nie stwierdził, że
          nie zna Jezusa? Więcej. Czyż dobry nauczyciel i jego nie nazwał szatanem, gdy
          Piotr postanowił odwieść mistrza od decyzji o cierpieniu? Przecież i Judasz, tak
          jak Piotr, opamiętał się, poszedł do kapłanów i oddał pieniądze. Przecież i on
          doznał skruchy. I jeśli nawet owa skrucha i opamiętanie zamknęły go w rozpaczy,
          czy jest to wystarczający powód, by zamykać przed nim niebo? Czy rozpacz
          Judasza, jego samobójstwo, nie były wystarczającą karą za grzech? Nie do końca.
          • edico Re: Wywrócona teologia (4) 20.04.06, 17:06
            Najważniejsza różnica polega na tym, że Piotr zaparł się ze słabości, ze
            strachu, zaś Judasz zdradził na zimno. Piotr działał pod wpływem zaskoczenia,
            wewnętrznego rozbicia, jego zdrada to efekt chwilowego załamania; Judasz
            przygotował w ukryciu cały plan. Podobnie skrucha Piotra polegała na oddaniu się
            w ręce Boga; żal Judasza doprowadził do samobójstwa. Judasz uznał, że źle
            zrobił, ale – i tu jest najważniejsza różnica – rozpacz nie pozwoliła mu błagać
            o przebaczenie. Judasz, jak pisał Guardini, pokazuje, że zdrada może zakrzepnąć.
            Że zło może tak głęboko przeniknąć do ludzkiego serca, że zamyka się ono przed
            boską litością, że skazuje się ono samo na potępienie. I to jest coś, czego
            głosiciele powszechnego zbawienia nie mogą przyjąć do wiadomości. Dla nich
            zbawienie Judasza jest przypadkiem granicznym. Skoro uda się dowieść, że nawet
            tak wielkie zło – podstępne wydanie samego Boga na śmierć – nie zasługuje na
            wieczne potępienie, to da się zbawić każdego złoczyńcę. W zgodzie na wieczną
            karę Judasza widzą ograniczenie boskiej potęgi, wyraz boskiej bezradności.
            Dążenie do powszechnego zbawienia nie zna ograniczeń. Jeśli nie wyklucza z niego
            bogobójstwo, to wszystko inne też może zostać usprawiedliwione.

            Pochwała wolności

            Cóż byłby to za Bóg, który zgodziłby się potępić swego ucznia? – pytają
            zwolennicy zbawienia Judasza. Gdzie Jego moc? Tym, co w całej sprawie dla
            religijnych optymistów jest najbardziej nie do zniesienia, to fakt, że Jezus
            przewidział czyn Judasza. Jak to? Znał i nie przeciwdziałał? Był dobry i
            pozwolił iść na zatracenie? Rzeczywiście, trudno byłoby temu rozumowaniu
            cokolwiek zarzucić, gdyby nie pewien drobiazg. Gdyby nie wolność. Sprawa Judasza
            pokazuje bowiem, że Bóg, Król królów i Pan panów, szanuje ludzką wolność.
            Człowiek może wybrać wbrew Niemu, a On, wiedząc o tym, dopuszcza zło. Ludzka
            wolność, wolność stworzonego ducha jest tak wielka, że usprawiedliwia świat, w
            którym jest obecne zło. W swojej niedocieczonej mądrości Bóg wolał stworzyć
            świat, w którym istnieje zdrada, morderstwo, niewinne cierpienie i... wolność,
            niż świat bez zła moralnego, ale i bez wolności.

            Zgoda na zdradę Judasza jest ostateczną pieczęcią ludzkiej wolności. Dlatego
            chociaż Jezus wie, chociaż widzi jak serce ucznia opanowuje chciwość, nienawiść,
            to… pozwala na to. Mógł przecież nie dopuścić do zdrady. Mógł powiedzieć
            Judaszowi: „przyjacielu, widzę, że utraciłeś wiarę, widzę, że chcesz mnie wydać,
            odejdź, póki nie będzie za późno. Nie spędzimy razem Paschy, bo nie chcę dawać
            ci okazji do niegodziwości. Widzę, jak się męczysz, niech każdy z nas pójdzie
            swoją drogą”. Takie słowa jednak nie padły. Nie padły, bo byłyby całkowitym
            zaprzeczeniem ludzkiej godności. Byłyby zaprzeczeniem nowego, chrześcijańskiego
            rozumienia boskiej wszechmocy. Nie jest ona tylko zdolnością podporządkowania
            sobie, przymuszania, rozkazywania, ale – w jeszcze większym stopniu – zdolnością
            stwarzania wolnych osób, które adorują i czczą nieskończone dobro.

            Wszechmoc jest w tym wypadku znoszeniem, samoograniczeniem, przyzwoleniem.
            Dlatego Jezus nie powstrzymał Judasza. Dlatego nie zgromił szatana, który wszedł
            w serce ucznia, nie wyrzucił go z niego jak z wielu chorych, opętanych,
            sparaliżowanych. Nauczyciel z Nazaretu pozwolił Judaszowi dokonać zdrady i
            podążyć na szubienicę. Wszechmoc boska objawiła się więc jako cierpliwe
            znoszenie ludzkiej niegodziwości, która w ostatecznej konsekwencji ściąga na
            siebie odtrącenie. I to jest coś, czego wielu współczesnych teologów zrozumieć
            nie może. W ich oczach miłosierdzie staje się po prostu polisą na bezkarność, a
            wolność traci swoje najgłębsze znaczenie.

            Dogmatyczny antropocentryzm

            Ten religijny optymizm łączy się ściśle z inną cechą zachodniej, współczesnej
            kultury, a mianowicie z antropocentryzmem, z radykalnym wyniesieniem do rangi
            absolutnej wartości ludzkiej egzystencji. To z kolei prowadzić musi do
            relatywizacji dobra i zła. Żyjemy w kulturze, w której żaden czyn nie może być
            absolutnie potępiony. Żadna zdrada, łotrostwo, morderstwo, nikczemność. Żadne
            zło nie zasługuje na wieczną karę, egzystencja człowieka ma wartość
            nieskończoną. I w tym punkcie właśnie opowieść o Judaszu staje się nie do
            zniesienia. Jak zauważył jeden z najwybitniejszych współczesnych filozofów Josef
            Seifert, słowa potępienia skierowane przez Jezusa do Judasza oznaczają, że
            istnienie jako takie nie jest dla człowieka dobrem. Że jeśli człowiek jest
            zatwardziały w złu, to jego życie jest czymś złym. Nie jest prawdą, że samo
            istnienie osoby ludzkiej zawsze jest po prostu godne afirmacji; Jezus, który
            mówi o Judaszu, że lepiej byłoby, gdyby ten się nigdy nie narodził, stanowi żywe
            zaprzeczenie tych, tak dziś dominujących, teorii. Chodzi nie o afirmację samej
            osoby jako takiej, ale dobra, które jest w niej.

            Wydaje się zatem, że nieraz jeszcze będziemy musieli zmierzyć się z problemem
            Judasza. Kanoniczne teksty, mimo wszelkich prób ich ponownego zinterpretowania,
            niezbyt nadają się do rozpoczętego już procesu rehabilitacji tajemniczego syna
            Szymona. Można się zatem spodziewać kolejnych rewelacji i odkryć, które pozwolą
            osłabić to, co w tej historii tak nieznośne: wyrok potępienia padający z ust
            czystego miłosierdzia.
            (Paweł Lisicki)
            Czwartek, 20 kwietnia 2006
            wiadomosci.wp.pl/kat,35714,wid,8276182,prasaWiadomosc.html
    • edico Ksiądz nie może produkować alkoholu 20.04.06, 17:40
      Tarnowska kuria zabroniła ks. Antoniemu Tworkowi z Chełma pod Bochnią produkcji
      śliwowicy - informuje "Dziennik Polski". Biskup Wiktor Skworc w liście do
      proboszcza zaznaczył, że produkcja alkoholu przez księdza jest niestosowna.

      Śliwowica wytwarzana przez duchownego może jednak zostać zarejestrowana jako
      produkt tradycyjny. Taki wniosek proboszcz złożył w Małopolskim Urzędzie
      Marszałkowskim.


      REKLAMA Czytaj dalej



      Recepturę produkcji śliwowicy ksiądz poznał przed laty, podczas swojej
      kilkuletniej duszpasterskiej pracy w Łącku. Wykorzystując tę wiedzę, sam zaczął
      pędzić trunek w latach 70. Robi to do dziś. Niedawno złożył w Urzędzie
      Marszałkowskim wniosek o rejestrację produktu o nazwie "Śliwowica wyborna -
      przedni destylat z Chełmskiej Góry nad Rabą" jako "produkt regionalny". Według
      urzędników, nie ma przeszkód, by trunek został zarejestrowany.

      Starania ks. Tworka o rejestrację śliwowicy zaniepokoiły łąckich producentów
      trunku, którzy zarejestrowali w urzędzie patentowym znak towarowy "Śliwowica
      łącka", nie zastrzegli jednak receptury.

      Zdaniem wójta Łącka Franciszka Młynarczyka, powoływanie się na tamtejszą
      recepturę przez księdza to jedynie chwyt marketingowy. Nie sądzę, by ks. Tworek
      do końca poznał recepturę łąckiej śliwowicy. Nasi sadownicy pilnie jej strzegą -
      mówi wójt. Nie wykluczył jednak podjęcia kroków prawnych w obronie lokalnego
      produktu, który na razie również w Łącku produkowany jest nielegalnie
      (PAP)
      wiadomosci.wp.pl/kat,17511,wid,8274411,prasaWiadomosc.html
    • Gość: Ed Rydzyk buduje luksusowy dom zakonny IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 20.04.06, 18:46
      Redemptoryści budują w nadmorskich Rowach luksusowy ośrodek wypoczynkowy.
      Oficjalnie ma to być dom zakonny, ale oprócz kaplicy w środku ma się znajdować
      sto komfortowych pokoi, gabinet odnowy z sauną, masażem i salą fitness. Na dachu
      przewidziano taras z ogrodem zimowym, na którym mają rosnąć drzewa.


      Cała budowa owiana jest tajemnicą. Mimo że budynek powstaje zaledwie 200 metrów
      od morza, w najbardziej atrakcyjnej części wsi, na jej temat nie chce się
      wypowiadać ani sołtys Rowów, ani wójt gminy Ustka - pisze "Gazeta Wyborcza".

      Rozmowy odmówił też szef słupskiej firmy Oskarbud, która jest wykonawcą budowy.
      W słupskim starostwie o inwestycji mówi się tylko nieoficjalnie. - Słyszałem, że
      to przedsięwzięcie ojca Rydzyka - powiedział "Gazecie" jeden z wysoko
      postawionych urzędników starostwa. - Ale o tej sprawie rozmawia się tylko na
      korytarzach. Słyszałem nawet, że ojciec Rydzyk zamierza przenieść do Rowów część
      infrastruktury Radia Maryja - dodaje.

      Budynek powstaje na miejscu dawnego, niewielkiego domu zakonnego redemptorystów.
      Stary dom został zburzony, a po dokupieniu ziemi na jego miejscu powstaje
      budowla o powierzchni użytkowej 4,5 tysiąca metrów kwadratowych, której koszt
      szacowany jest na 15 milionów złotych. Na czterech kondygnacjach ma się
      znajdować 100 pokoi z łazienkami, gabinet odnowy z sauną, hydromasażem, salą
      fitness i łaźnią.

      Na dachu ma powstać tzw. zielony taras. Pracujący na budowie robotnicy
      zastanawiają się, czy będzie tam lądowisko dla helikopterów, ponieważ ojcowie
      redemptoryści nakazali w tym miejscu wzmocnienie stropów.

      Budowę nadzoruje bezpośrednio ekonom redemptorystów ojciec Janusz Sok. Roboty
      budowlane nie przebiegają w sposób planowy i równie nieregularne są wypłaty dla
      zatrudnionych tam budowlańców. Jeden z majstrów skarżył się, że od dłuższego
      czasu nie może wyegzekwować pieniędzy od zakonników.

      Niestety, nikt w warszawskiej prowincji redemptorystów nie chciał z gazetą o tej
      sprawie rozmawiać.

      fakty.interia.pl/wiadomosci/prasa/news?inf=740325
      • lola1231 nóż się w kieszeni otwiera! 22.04.06, 09:51
        jedno pytanie - czy ci ludzie nie składają ślubów ubóstwa? Odnowa biologiczna?
        sauna? świat się kończy!
        • edico Re: nóż się w kieszeni otwiera! 22.04.06, 14:56
          To zdumiewające, że bogactwo ludzi Kościoła wzięło swój początek od zasady ubóstwa.
          (Charles-Louis de Secondat de Monteaquieu)
          • edico Re: Centrum o. Rydzyka poświęcone 29.04.06, 23:27
            Bp Andrzej Suski poświęcił pierwsze obiekty kompleksu Polonia in Tertio Millenio
            w Toruniu. Budowa trzech okazałych budynków kosztowała ok. 40 mln zł. O. Rydzyk
            usunął się w cień.

            Uroczystość odbyła się w sobotę w auli kompleksu akademickiego szkoły medialnej
            o. Rydzyka i była transmitowana przez Radio Maryja i Telewizję Trwam. Wzięli w
            niej udział m.in. uczestnicy organizowanego przez rozgłośnię X Forum Polonijnego
            z całego świata, studenci oraz prezydent Torunia Michał Zaleski, wojewoda Józef
            Ramlau i parlamentarzyści. O. Rydzyk, który zazwyczaj był główną postacią
            podobnych imprez, tym razem usunął się w cień. Kilka dni wcześniej ogłosił
            dramatyczny komunikat, w którym prosi o modlitwę, w związku z nasileniem
            działania "wrogów rozgłośni:. Stwierdził, że po śmierci Jana Pawła II, który
            zawsze bronił radia "nie mamy już na ziemi, a właściwie nie wiemy już, gdzie na
            ziemi szukać ratunku". - Ojcze Święty, jesteś w niebie; prosimy cię, pomagaj nam
            z domu Ojca i teraz nas też ratuj - mówił o. Rydzyk. - Zawsze nas wspierałeś,
            zawsze nas ratowałeś, nawet gdy bardzo ciemne chmury gromadziły się nad nami. Ty
            zawsze nas ratowałeś i uratowałeś. Prosimy i teraz: uproś nam właśnie takich
            wspierających i ratujących nas. My chcemy służyć Panu Bogu, Kościołowi,
            Ojczyźnie, Narodowi Polskiemu. Chcemy, by w Polsce były wolne media - media
            takie, o jakich Ty uczyłeś, o jakich uczy obecny Ojciec Święty, o jakich uczy
            Kościół.

            Redemptorysta nie wyjaśnił, czy komunikat ma związek z upomnieniem rozgłośni
            przez Watykan za zaangażowanie stacji w działalność polityczną.

            Uczestników sobotniej uroczystości przywitał prowincjał zakonu redemptorystów o.
            Zdzisław Klafka, dziękując darczyńcom z kraju i zagranicy, którzy sfinansowali
            inwestycję. - Liczymy na dalsze wasze wsparcie oraz modlitwę, aby dzieła te
            mogły nadal wiernie służyć Bogu, Kościołowi, naszej ojczyźnie, wszystkim Polakom
            - powiedział o. Klafka.

            Uroczystość rozpoczęła się koncertem orkiestry Victoria z Rembertowa i mszą
            świętą pod przewodnictwem biskupa toruńskiego Andrzeja Suskiego. Hierarcha
            powołując się na przesłanie Jana Pawła II i Benedykta XVI podkreślił rolę
            społecznych środków przekazu w nowej ewangelizacji. Przypomniał słowa
            Papieża-Polaka do biskupów o mediach z okazji wizyty ad limina w 1998 r. -
            Należy pamiętać, że właściwym celem i zadaniem społecznych środków przekazu jest
            służba prawdzie i jej obrona. Polega ona na obiektywnym i rzetelnym
            przekazywaniu informacji, unikaniu manipulacji prawdą i przyjmowaniu postawy
            nieprzekupnej. Służba prawdzie jest służbą w sprawie człowieka, jego
            integralności ciała i ducha, co wyraża się w rozwoju jego potrzeb kulturalnych i
            religijnych tak w zakresie indywidualnym, jak i społecznym. Prawda bowiem
            związana jest nierozerwalnie z dobrem i pięknem.

            Bp Suski wyraził uznanie dla o. Rydzyka "za realizację projektu na użytek
            studentów, którzy przygotowują się do zadań społecznych". Dyrektor Radia Maryja
            wystąpił dopiero na koniec. Jego przemówienie pozbawione było akcentów
            politycznych. - Chcemy w sposób bardzo nowoczesny na każde nowe czasy iść i
            głosić tę samą Ewangelię. To co ksiądz biskup powiedział nam tak mocno w Słowie
            Bożym dzisiaj - podkreślił o. Rydzyk.

            Jak powiedział obawiał się, że nie starczy pieniędzy na realizację inwestycji,
            jednak udało się ją skończyć "dzięki Bożej pomocy i ofiarodawcom". Wskazał, że
            trzy oddane budynki kompleksu akademickiego, to dopiero początek: - Mamy dalsze
            zamiary, ale ich nie ujawniamy. Owoce zobaczymy.

            (Jacek Hołub 24-04-2006)
            miasta.gazeta.pl/torun/1,69973,3302862.html
            • edico Czy redemptoryści wpuszczą biskupów do Radia Maryj 29.04.06, 23:36
              Episkopat chce powołać Radę Programową Radia Maryja, by mieć większy wpływ na
              rozgłośnię o. Rydzyka. Od czterech lat się to nie udaje

              Do Rady Radia weszliby redemptoryści i biskupi. Mogłaby powstać po podpisaniu
              umowy między prowincją redemptorystów (właścicielem Radia Maryja) a Episkopatem.

              Pomysł wyszedł od Zespołu Duszpasterskiej Troski o Radio Maryja, na którego
              czele stoi abp Sławoj Leszek Głódź. Zespół powołał przed czterema laty
              Episkopat, żeby rozwiązać problemy z Radiem Maryja. Umowę z radiem miał
              wypracować już dawno, ale sprawa utkwiła w martwym punkcie ponieważ do tego
              potrzebny jest statut radia. Przedstawić musi go zakon redemptorystów i
              bynajmniej się do tego nie kwapi.

              Wczoraj na zebraniu Zespołu Troski oprócz abp. Głódzia obecni byli bp Stanisław
              Wielgus, bp Andrzej Suski, bp Zygmunt Zimowski i bp Andrzej Dzięga. Zespół
              dopracował szczegóły projektu umowy pomiędzy Konferencją Episkopatu i Warszawską
              Prowincją Redemptorystów i ma go przedstawić Episkopatowi.

              Tymczasem kilka lat temu umowy nie zaakceptowali sami członkowie Episkopatu.
              Stwierdzili bowiem, że Episkopat - jako instytucja nadrzędna - nie jest
              partnerem dla rozgłośni, a umowę powinna podpisać np. Rada ds. Mediów.

              Na wczorajszym zebraniu biskupi zaznaczyli również, że "widzą potrzebę
              sfinalizowania prac" nad powstaniem rady.

              Jeśli umowa zostanie w końcu podpisana, do rady weszłyby osoby wskazane przed
              Episkopat. Biskupi debatujący wczoraj o Radiu Maryja w wydanym oświadczeniu
              podkreślili "głęboką potrzebę prowadzenia ewangelizacji przez media we
              współczesnym świecie". Uznali, że na tym gruncie Radio Maryja "zajmuje swoje
              trwałe miejsce".
              (Katarzyna Wiśniewska)
              serwisy.gazeta.pl/kraj/1,63546,3278648.html
              • edico Radio Maryja wzięło pieniądze dla siebie 29.04.06, 23:44
                Wczorajszy "Nasz Dziennik" ujawnił, że za pieniądze, które słuchacze Radia
                Maryja wpłacali na ratowanie Stoczni Gdańskiej, powstało imperium medialne
                redemptorystów

                O. Tadeusz Rydzyk chciał odkupić Stocznię w 1997 r. Zorganizował akcję zbierania
                świadectw NFI oraz udostępnił subkonto Społecznemu Komitetowi Ratowania Stoczni
                Gdańskiej. Na zbiórkę, z której nigdy się nie rozliczył, nie miał pozwolenia
                MSW. Od lat powtarza, że pieniądze "zostały wydane w zbożnym celu".

                Po naszych tekstach o nieudolnym inwestowaniu części pieniędzy ze zbiorki w
                akcje spółek giełdowych (pozostały po tym milionowe długi) i kupnie
                podupadającego "Ilustrowanego Kuriera Polskiego", który przyniósł same straty,
                wczoraj "Nasz Dziennik" ujawnił, na co poszły pieniądze ze zbiórki. Ile ich było
                - redemptoryści nigdy nie ujawnili, ale według nieoficjalnych szacunków mogło to
                być do 100 mln dolarów i nawet ok. miliona świadectw.

                Feliks Pieczka, przewodniczący Komitetu Ratowania Stoczni, przyznał we
                wczorajszym "Naszym Dzienniku", że na Stocznię nie trafiła ani złotówka: "Osoby,
                które zdeponowały pieniądze na subkoncie, jako ich właściciele, mogły nimi
                zadysponować. I mając zaufanie do o. Rydzyka, przekazały je na Radio Maryja.
                Wiedziały bowiem, że Radio Maryja wykorzysta te pieniądze w szlachetnym celu".

                Za te środki powstała Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej, rozbudowane
                zostało Radio Maryja i Telewizja Trwam. "Trzeba tylko Bogu dziękować, że
                pieniądze, które nie mogły być przeznaczone na ratowanie Stoczni Gdańskiej,
                zostały bardzo dobrze wykorzystane, i to na polecenie ich właścicieli. To jest
                powód do chwały dla tych, którzy te pieniądze złożyli i dla ojca Tadeusza
                Rydzyka" - powiedział Pieczka.

                "Nasz Dziennik" zapewnia, że każdy wpłacający mógł wycofać pieniądze, gdy
                okazało się, że nie będzie można wykupić Stoczni, że w biurze Radia Maryja w
                Toruniu jest tego rzetelna dokumentacja.
                (MKO, PG 13-04-2006)
                serwisy.gazeta.pl/kraj/1,63546,3278697.html
    • Gość: n Big Cyc video :) IP: *.chello.pl 20.04.06, 20:06
      www.youtube.com/watch?v=Swcrsd-DDjQ&search=moherowe
      • edico Mimo protestów MTV wyemituje film "Papieżowo" 03.05.06, 15:40
        Mimo licznych protestów ze strony niemieckich katolików sieć telewizyjna MTV
        rozpocznie od poniedziałku emisję kontrowersyjnej serii filmików animowanych
        "Popetown" ("Miasto papieża"), będących satyrą na Kościół katolicki.
        Pierwszy odcinek serii, zatytułowany "Sobowtór", opowiada, jak ojciec Mikołaj,
        odpowiedzialny za sprawy wewnętrzne w Watykanie, kontraktuje pewnego
        nowojorskiego Żyda, aby zatrudnić go jako sobowtóra 77-letniego, zdziwaczałego
        papieża.

        Wielu wiernych w Niemczech uznało tę serię animowaną za drwinę z Kościoła
        katolickiego i z wiary chrześcijańskiej i domagało się od MTV, aby zrezygnowała
        z jej emitowania.

        Partie polityczne w Niemczech są podzielone w sprawie ewentualnego zakazu
        pokazywania serii w telewizji.

        Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna - Unia Chrześcijańsko-Społeczna (CDU-CSU)
        domaga się zakazu emisji, podczas gdy socjaldemokraci (SPD) i liberałowie (FDP)
        oraz Zieloni sprzeciwiają się zakazowi.

        Dyrekcja MTV uważa, że "Popetown" nie obraża uczuć religijnych telewidzów, lecz
        rysunki te powinno się traktować jako dopuszczalną satyrę, "a zatem formę sztuki".

        Według reklamy serii rysunkowej nadawanej przez MTV, "Popetown" to m.in.
        opowieść "o szalonym papieżu" i "skorumpowanym kardynale, który sprzedaje
        sierotki jako niewolników".

        Film wyprodukowany przez brytyjską BBC i przeznaczony do emisji we Włoszech,
        Niemczech, Australii i Nowej Zelandii dotąd był emitowany jedynie w tym ostatnim
        kraju.

        W Wielkiej Brytanii nie wszedł na ekrany telewizyjne, ponieważ uwzględniono
        zdecydowane protesty katolików. Również we Włoszech prywatna sieć TV, która
        kupiła to "arcydzieło" satyry, zrezygnowała ostatecznie z jego emisji.
        wiadomosci.onet.pl/1315879,327,item.html
    • edico Re: Ksiądz Roman Kramek zapuszkowany 22.04.06, 16:12
      Dwa lata temu ks. Roman Kramek z miejscowości Szyleny bawił na gościnnych
      występach duszpasterskich w New Britain w USA i został tam aresztowany pod
      zarzutem seksualnego wykorzystania nieletniej dziewczyny. Właśnie zapowiedziano
      wyrok w jego sprawie.

      Kramek – przesłuchiwany przez mówiącego po polsku policjanta – zeznał zaraz po
      zatrzymaniu, że istotnie odbył stosunek płciowy z 17-latką, której miał udzielać
      pomocy duchowej po tym, jak została zgwałcona. Wykazał przy tym ogromną
      bezczelność, bo kiedy zdjął z niej i siebie dolne części garderoby w celu
      udzielania „pomocy duchowej”, w sąsiednim pokoju była babka dziewczyny. Przyznał
      też, że dziewczyna nie inicjowała zalotów i była obojętna na obmacywania księdza
      oraz podczas kopulacji. Według prawa amerykańskiego, seks z osobą, której
      udziela się wsparcia psychicznego lub przeprowadza psychoterapię, jest
      przestępstwem zagrożonym karą do 10 lat więzienia.
      Wkrótce po aresztowaniu duchownego erotomana parafianie z polskiego kościoła
      utworzyli komitet „pomocowy” i oświadczyli, że duchowny jest całkiem niewinny, a
      cała wina spoczywa na ofierze jego seksterapii. Jednak policja wyśmiała takie
      wyjaśnienia i ksiądz został oficjalnie oskarżony. Sędzia zaproponował mu
      uniknięcie procesu i wieloletniego więzienia poprzez przyznanie się do winy w
      zamian za minimalny wymiar kary – 9 miesięcy pudła i 10 lat nadzoru sądowego.
      21.12.2004 r. ks. Kramek skorzystał z tej okazji, choć dawał do zrozumienia, że
      został skrzywdzony. Zamierza wypowiedzieć się na ten temat 17 lutego, w dniu
      oficjalnego ogłoszenia wyroku. „Mam dużo do powiedzenia. Milczenie jest
      najgorsze” – zapowiedział. W rozprawie brała udział grupka jego polskich
      pomocników, którzy znów zapewniali, że kapłan jest niewinny i padł ofiarą
      spisku. Nie byli jednak w stanie wyjaśnić, skąd wzięła się jego zaschnięta ślina
      na skórze dziewczyny.
      Kramek hamletyzował, przyznając się do winy, a potem wyraził tęsknotę za Polską,
      do której chce wrócić po odsiadce. Nie ma zresztą innego wyjścia, bo władze
      imigracyjne rozpoczynają przeciw niemu procedurę deportacyjną. Jako kryminalista
      nie będzie mógł w przyszłości przekroczyć granicy USA.
      Na rozprawie po raz pierwszy pojawiła się ofiara jego „pomocy duchowej”.
      Popłakując, powiedziała, że „ostatnie lata były dla niej piekłem. – Nie obchodzi
      mnie, jaki wyrok dostał – oświadczyła. – Dobrze, że nie może się do mnie zbliżyć
      i będzie daleko. Przez niego moja wiara w Kościół legła w gruzach. Nie mogę
      patrzeć na ołtarz, nie mogę patrzeć na księży. Irytuje mnie, że miałam taką
      silną wiarę. Teraz kompletnie wyparowała.
      (TW)
      www.faktyimity.pl/archiwum/index.phtml
    • endrju55 antyklerykalna manifa -22.04.2006 22.04.06, 22:28
      pl.indymedia.org/pl/2006/04/20105.shtml
      • endrju55 Re: antyklerykalna manifa -22.04.2006 23.04.06, 11:47
        wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=1342&wid=8282257&rfbawp=1145729709.251
        • edico Re: antyklerykalna manifa -22.04.2006 23.04.06, 18:17
          img420.imageshack.us/img420/7125/rydzykwlepka5oi.jpg/
          pl.indymedia.org/pl/2006/04/20105.shtml
          pl.indymedia.org/pl/2006/04/20121.shtml
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=24629789&a=24651644
    • edico Wysoka cena Kościoła za religię w szkołach (1) 24.04.06, 19:30
      Religia po ludzku
      =================

      Cena, jaką Kościół zapłacił za przeniesienie katechezy do szkół, okazała się wysoka

      Katarzyna Wiśniewska: Kościół i MEiN chcą wprowadzić w szkołach obowiązkową
      religię lub etykę. Czy to dobry pomysł?

      Marek Kosacz OP: Etyka obowiązkowa dla wszystkich - to pomysł doskonały! Marzę o
      tym, aby uczniowie mogli dyskutować o różnych dylematach życiowych, etycznych
      nie tylko z katechetami.

      Natomiast jeśli chodzi o religię... Jestem za tym, aby chodzili na nią tylko chętni.

      A praktyka jest taka, żeby na etykę chodzili ci, którzy nie idą na religię.
      Czyli "ateiści".

      - Na etykę chodzą nie tylko niewierzący. Jeśli jest ciekawie prowadzona, jeśli
      zajęcia są pasjonujące, to w zajęciach biorą udział także wierzący. Jest tak w
      sytuacji, gdy ksiądz katecheta nie przykłada się do prowadzenia zajęć albo po
      prostu tego nie potrafi.

      Przeniósł Ojciec religię z pow rotem do salki w klasztorze. Dlaczego Ojciec nie
      jest entuzjastą jej nauki w szkole?

      - Jestem entuzjastą religii w szkole. Pod jednym warunkiem - że będą to zajęcia
      twórcze, że na ich atmosferze będzie zależało katechecie i uczniom. Że spotkanie
      nie sprowadzi się do wykładu, pouczania czy użerania się i uspokajania
      wyluzowanych typów przez 20 minut. Zdarza się w takich sytuacjach, że nawet
      modlitwa na rozpoczęcie zajęć lub ich zakończenie urąga zwykłej przyzwoitości.
      Jeśli jednak w szkole możemy traktować się jak ludzie, to jestem za.

      Stwierdził kiedyś Ojciec, że przeniesienie religii do szkoły zamordowało ją.

      - Trochę przesadziłem. Przeniesienie religii do szkół nie było morderstwem, co
      najwyżej... no, powiedzmy, poważnym uszkodzeniem ciała. Na początku wydawało
      się, że to szansa i dla szkoły, i dla Kościoła polskiego, i w sumie dla naszego
      społeczeństwa. Czy to wyzwanie przyniosło zamierzony skutek? Jestem zdania, że
      nie. Cena, którą zapłacił Kościół, okazała się chyba zbyt wysoka. Ogólnie można
      to nazwać rozluźnieniem więzów w parafii. Co widać na przykładzie młodzieży?
      Wymarłe salki, w których spotyka się niewiele osób, nieliczne grupy formacyjne.
      Teraz potrzeba już włożyć dużo więcej trudu, aby przyciągnąć młodych. Bo po co
      mają przychodzić, skoro wystarczy pójść w szkole na religię oraz w niedzielę
      przyjść do parafialnego kościoła?

      Niektórzy mówią, że największą zaletą powrotu religii do szkół jest możliwość
      dotarcia do młodzieży, która sama nie przyszłaby do parafii, ze zwykłego
      lenistwa albo z braku czasu. Co Ojciec na taki argument?

      - To prawda, że w szkole mogę spotkać takich ludzi. Można także włożyć trochę
      więcej wysiłku i dotrzeć do nich na ulicy, w parafii, w klubie, na siłowni,
      koncercie, w sklepie czy choćby w zwykłej bramie. Tylko czy ksiądz odważy się
      połazić trochę po osiedlu, żeby dotrzeć do młodych ludzi w ich świecie? Poza tym
      jest pytanie, czy chcemy dotrzeć do większej liczby młodych ludzi, czy dotrzeć
      do młodego człowieka. Jestem za katechezą elitarną, a nie masową. Tak jak za
      chrześcijaństwem elitarnym, a nie masowym.

      Co sprawiło, że Ojciec uczy religii poza szkołą?

      - Najzwyczajniej w świecie nie radziłem sobie w szkole. Okazało się, że nawet
      najlepsze pomysły i konspekty nie działają. Czułem się olewany. Przychodziła
      cała klasa, ale połowa siedziała do mnie bokiem, próbowali odrabiać lekcje,
      słuchać muzyki. I wtedy pomyślałem, że albo poniosę klęskę i spadam z tej
      szkoły, albo spróbuję uratować zajęcia i przeniosę je do salki. Zgodzili się i
      rodzice, i szkoła - na początku na próbę.

      I jak to wyszło?

      - Przyszło trochę mniej niż do klasy. Ale za to byli ci, którym naprawdę
      zależało. Przyszli wierzący i niewierzący, religijni i zupełnie zimni. Jednak
      zajęcia były inne niż w szkole. Siedzieliśmy w kole, widzieliśmy się, nie dało
      się odrabiać lekcji. Mogłem mówić dużo ciszej. Nic nas nie dzieliło - byłem u
      siebie w domu. Mogłem ich ugościć i mieliśmy szansę porozmawiać jak ludzie. Poza
      "nauczyciel kontra uczniowie" nie miała tu racji bytu.

      A co na to władze kościelne?

      - Było trochę krytyki i pytań ze strony moich braci, bo sytuacja zrobiła się
      nietypowa. Wszystko wyjaśniłem na kapitule klasztoru i dostałem kredyt zaufania.
      Zajęcia z uczniami były udane, teraz klasztor dobrze się ludziom kojarzy.
      Bardzo, bardzo wdzięczny jestem dyrekcji za zgodę i takie układanie planu zajęć,
      aby wszystko grało. Postanowiłem ten pomysł utrzymać i od pięciu lat zajęcia są
      tutaj. Wydział Katechetyczny jest także wyrozumiały i patrzy przychylnym okiem.

      Nie padały zarzuty, że ściąga Ojciec Kościół z powrotem do kruchty?

      - Dla mnie to żaden zarzut. Kruchta kościoła to szansa! Kruchta, która
      popularnie jest symbolem wycofania, w moim przypadku nabrała nowego znaczenia.
      Stała się symbolem otwarcia. Na katechezę przychodzą ludzie, którzy normalnie
      nie chodzą do kościoła. Do salki przyjdą, bo tu można ciekawie porozmawiać.
      Jestem cierpliwy. Kiedyś podejmą decyzję i przyjdą do kościoła. Jestem tego
      pewien. Skąd ta pewność? Ponieważ osoby dorosłe, na które w naszej parafii teraz
      można liczyć, mają za sobą często wiele lat z dala od Kościoła. Gdy Jan Paweł II
      mówił: "Otwórzcie drzwi Chrystusowi", ja mógłbym to sparafrazować: otwórzcie
      drzwi do kruchty, żeby młodzi tu przyszli i się zadomowili. Wtedy jest szansa,
      że wejdą dalej. Daję im na to czas. Poza tym KRUCHTA to dobre określenie na
      nazwę dla duszpasterstwa młodzieży. Młodzi mogliby wtedy mówić: W kruchcie jest
      świetnie! Dobrze się tam czuję! Kruchta to miejsce dla mnie!
      • edico Re: Wysoka cena Kościoła za religię w szkołach (2) 24.04.06, 19:35
        LPR chce, by ocena z religii liczyła się do średniej. Co Ojciec na to?

        - Dzisiaj średnia nie jest już w cenie. Dzisiaj liczą się punkty. One
        mobilizują. A jeśli ktoś uczy się dodatkowo tańca, niemieckiego czy religii, to
        za to dajmy mu dodatkowe punkty.

        Kolejna propozycja to religia na maturze.

        - Proszę bardzo, ale niech ta propozycja wyjdzie od dołu, od rodziców, uczniów,
        katechetów. Zdanie biskupów znam. Chciałbym jeszcze poznać zdanie katechetów,
        rodziców, uczniów. Oczywiście jest to do zrobienia. Boję się jednak, że zajęcia
        z ciekawej rozmowy i wspólnych poszukiwań zamienią się w przerabianie materiału.

        Jaka jest Ojca metoda na uczenie religii?

        - Katecheza to ostra, dynamiczna dyskusja, której celem jest burzenie
        stereotypów. Jestem szczęśliwy, gdy uda mi się uczniom namieszać w głowach i
        zmusić do myślenia. Do wyboru wiary, Boga i Kościoła - samodzielnie, w wolny sposób.

        Mało pedagogiczne...

        - Dlaczego? Przykład: jeśli mówimy o IV przykazaniu "Czcij ojca swego i matkę
        swoją", to ja nie będę się pytał, czy to znaczy, żeby byli grzeczni, tylko
        zapytam, jak czcić ojca albo matkę, którzy na to nie zasługują. Albo co to
        przykazanie znaczy dla dziecka pięcioletniego, a co dla 25-latka, a co dla
        człowieka po czterdziestce? Uwielbiam dyskutować o sprawach jakoś inaczej
        dotykających wiary. Przykład: co dzisiaj znaczy dla młodego człowieka zalecenie,
        aby uczcić piątek jako dzień śmierci Chrystusa, gdy jednocześnie jest to
        początek weekendu, gdy wreszcie można się całą paczką wybrać do pubu i wyszaleć
        na parkiecie.

        Czy katecheci są dobrze przygotowywani do uczenia religii?

        - Różnie bywa. To jest jak skończenie kursu na prawo jazdy. Mam prawo jazdy, ale
        niewiele doświadczenia. A tu doświadczenie jest najważniejsze. Smutno mi z tego
        powodu, że wykładowcami katechetyki są często osoby utytułowane, które nigdy
        albo niewiele uczyły religii. Pamiętam siostrę, która zupełnie nas nie
        przygotowała do pracy w szkole. No i kultową już historię o tym, jak tłumaczyła,
        że nazwa mojej ukochanej grupy rockowej AC/DC oznacza symbolikę szatańską, a ja
        w tym czasie miałem na sobie, pod habitem koszulkę z wielkim, kolorowym napisem
        AC/DC. Siostra się bardzo starała - to fakt. A mnie się wydawało, że skoro
        kończę studia, to wszystkie rozumy pozjadałem i wiem lepiej. Teraz odrobinkę
        spokorniałem. Najwięcej jednak zawdzięczam tym, którzy dzielili się swoim życiem
        i doświadczeniem. Zawsze miło wspominam księdza Stanisława Boczonia, mojego
        katechetę. Oj, miał ze mną czasami sporo kłopotów. Od ojca Jacka Salija OP
        nauczyłem się, jak poszukiwać odpowiedzi na trudne pytania. Księdzu Edwardowi
        Stańkowi z Krakowa dziękuję za książki. U księdza Andrzeja Szpaka, salezjanina i
        duszpasterza hipisów, widziałem wiarę, która góry przenosi. Dlatego z
        wdzięczności dla nich stworzyłem LUTOWNICĘ (www.lutownica.pl), czyli stronę, na
        której dzielę się swoimi doświadczeniami i pomysłami. I uśmiechu na niej nie
        brakuje.

        Jakie błędy popełniają katecheci?

        - Powiem lepiej o własnych błędach. Pierwszy to myślenie, że z czasem "samo się
        ułoży" i kłopoty znikną. Albo chciałem mieć zbyt szybko efekty. Że mnie polubią,
        bo jestem świetny i potrafię mówić "ściema" i "kurde". Kolejny błąd -
        nieznajomość statutu szkoły i swoich uprawnień. Jeszcze jeden - poczucie
        osamotnienia i działanie w pojedynkę, żeby nie okazać słabości wobec grona
        pedagogicznego. No i stale muszę pamiętać, że szkoła to nie całe życie. Bez
        umiejętności oderwania się, relaksu i wypoczynku, jakiegoś fajnego hobby w
        szkole można ześwirować. U kresu wytrzymałości byłem nie raz i nie dwa.

        Nikt nie sięga po statut, bo utarło się, że religia to taka nie do końca lekcja.

        - To bolesna prawda, że tak się zdarza. Czasami z powodu bezradności katechety,
        czasami z powodu bezradności całej szkoły. Ja jestem dumny z tego, że jestem
        pracownikiem szkoły. Obowiązują mnie takie same zasady jak innych nauczycieli.
        Są oczywiście katecheci, którzy zgadzają się, żeby uczniowie zajmowali się czymś
        innym, odrabianiem lekcji. Ja się na to nie zgadzałem nigdy. Z różnym skutkiem.
        Czasem po kryjomu ktoś coś czytał albo pisał, albo próbował słuchać muzyki czy
        wysyłać SMS-y. Myśl, że jak się zajmą pisaniem, odrabianiem matmy czy
        powtarzaniem do sprawdzianu z historii, to będzie spokój, jest zgubna. A za
        nieustępliwość bywam przez życie nagradzany. Na przykład jeden z chłopaków,
        który przychodził do salki, przez rok opierał się głową o ścianę i zasypiał czy
        zapadał w letarg. Twierdził, że wszystko słyszy. Nie odzywał się nigdy. A w
        klasie maturalnej siadał zawsze naprzeciw mnie i był najbardziej intrygującym
        dyskutantem. A zresztą... nawet jak ktoś nie bierze udziału w dyskusji, to
        zdarza się, że wieczorem na Gadu-Gadu napisze mi swoje zdanie na temat poruszany
        na katechezie. Z jednym z moich uczniów, którego wyrzuciłem z zajęć za
        rozrabianie, pogodziłem się dopiero na studniówce. Trochę już wstawiony
        powiedział mi wreszcie, dlaczego mi dokuczał. W rodzinie ma księdza, który
        swoich bliskich traktuje z lekceważeniem, tyle zapamiętałem. Więc za winy tego
        księdza obrywałem ja...

        A inne błędy?

        - Zdarza się też, że ktoś poniża uczniów. Gdy katecheta jest bufonem i nie
        dopuszcza uczniów do dyskusji, gdy wydaje mu się, że wie lepiej, wywyższa się i
        wymądrza. To są błędy, które się mszczą, bo uczeń się odegra. Na przykład celowo
        będzie przeszkadzał i wciągnie do tego jeszcze innych. Katecheta, który ma
        zawsze rację, nie jest dobrze widziany.

        Myśli, że ma rację, bo przekazuje prawdy, które Kościół głosi od wieków.

        - Uwielbiam wystawiać te prawdy na ostrzał moich uczniów. Jestem o nie spokojny,
        a ludzi zmusza to do myślenia i szukania argumentów. Jeśli jeden z moich uczniów
        chce iść na imprezę w Wielki Piątek i pyta mnie o zdanie, to nie będę go wyzywał
        od szatanów ani nie zabronię iść, upić się i poszaleć.

        Dlaczego?

        - Bo wolę mu pokazać piękno Wielkiego Piątku i przypomnieć, co się wtedy
        wydarzyło. Niech on podejmie decyzję, co tego dnia robić.
        • edico Re: Wysoka cena Kościoła za religię w szkołach (3) 24.04.06, 19:43
          Zatem jak rozmawiać z młodzieżą?

          - Na to jest prosta recepta - im więcej dajesz, tym więcej dostajesz. Czyli
          zaangażowanie, życiowe tematy i pokazanie, jak skleić to życie i wiarę. Jeśli w
          jesienne popołudnie napijemy się przy tym gorącej herbaty, to będzie świetnie. A
          już teraz marzy mi się katecheza przy... kominku!

          Podręczniki do religii pozostawiają wiele do życzenia, często wprowadzają w
          świat pewników albo są po prostu nudne.

          - Stare podręczniki nie zdają już dzisiaj egzaminu. Cieszę się, że powstają
          nowe, które próbują wciągać ucznia do współpracy. To wielka sztuka sprawić, żeby
          hiphopowca zaintrygowały cnoty kardynalne czy hebrajskie znaczki. Przy
          odpowiednich metodach i pomysłach jest to do zrobienia.

          Realizuje Ojciec przewidziany przez diecezję program?

          - Dopasowuję go do moich uczniów. Chcę ich raczej wtajemniczyć w życie Kościoła.
          Zachwycić. Zaintrygować. Sprowokować do dyskusji, najlepiej w klimacie: "kto
          kogo załatwi". Na czym to polega? Uczniowie poszukują argumentów, które sprawią,
          że zapomnę języka w gębie. Ja odwzajemniam im się tym samym. Dyskusja się toczy.
          Na końcu się przekomarzamy wesoło, "kto kogo załatwił".

          A z jakichś materiałów Ojciec korzysta?

          - Najlepsze są listy czytelników do "Wysokich Obcasów". Wyciągam list nastolatki
          albo dorosłej kobiety i na tej podstawie może powstać rewelacyjna katecheza.

          To ciekawe! Jakiś przykład?

          - Cytuję z pamięci. List opowiada o sytuacji następującej: w obskurnej i brudnej
          bramie w deszczowy dzień siedzą trzy dziewczyny. Pali się słaba żarówka. Kotek w
          kącie suszy zmoknięte futerko. Dziewczyny mimo wszystko są w doskonałym
          nastroju. W pewnym momencie przechodzi mama z synkiem i mówi do niego: ucz się,
          żebyś nie był taki jak one. Tu przerywam i pytam wtedy moich uczniów: byliście
          kiedyś w takiej sytuacji? No pewnie! I lecą opowieści z bram szczecińskich
          kamienic. A po 20 minutach pytam: czy chcecie wiedzieć, jak ta historia się
          skończyła? No tak: te dziewczyny się przedstawiają. Kasia, średnia ocen 5,0.
          Hania, instruktorka harcerska. Fajne, ambitne dziewczyny, które ktoś ocenił po
          wyglądzie. I dyskutujemy, czy tak można robić. Czy jak ktoś leży pijany i
          nawalony, to jest zwierzę, czy człowiek? A jak ksiądz idzie w sutannie, czy to
          jest klecha? Teraz na tapecie mam list dziewczyny, która ma trzech ojców i jedną
          mamę. Tata żyje z przyjacielem, mama ma nowego partnera. Dziewczyna wydaje się z
          tym bardzo szczęśliwa. Chciałbym zapytać o zdanie moich uczniów na temat tej
          sytuacji.

          Ojciec dostosowuje się do młodzieży. Może za bardzo? Fraza: "Jezus jest
          zajebisty"stała się przyczyną kłopotów Ojca.

          - Dostosowuję się, ale tylko na tyle, na ile mi młodzi pozwolą. I to nie tylko w
          byciu wyluzowanym. Np. jedna klasa oduczyła mnie kląć... Powiedzieli, że sobie
          nie życzą, chociaż sami czasami klną jak szewcy. Zresztą w środowisku katechetów
          było już wiele dyskusji o tym, jakim językiem rozmawiać z młodzieżą, czy mówić
          ich językiem, czy dawać przykład pięknej i poprawnej polszczyzny. Jestem zdania,
          że trzeba się dostosowywać. Wolę się dopasować i doszedłem do tego, że nie jest
          to schlebianie, pójście na łatwiznę. Trzymam kontrolę. Chcę po prostu, żeby mnie
          rozumieli.

          Rozmowa z Markiem Kosaczem OP
          serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34591,3298623.html
    • Gość: a film z 22.04.2006- manifestacja IP: *.chello.pl 24.04.06, 21:26
      szumowska.pl/marsz/01.mpg
      • Gość: a Re: film z 22.04.2006- manifestacja IP: *.chello.pl 24.04.06, 21:50
        www.ateista.pl/articles.php?id=157&PHPSESSID=84e250c8f1e31473326db2f7d84000c4
    • edico Waldemar Łysiak o św. Karolu - dyskusja na FK 25.04.06, 19:22
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=40827491
      • endrju55 Re: Waldemar Łysiak o św. Karolu - dyskusja na FK 25.04.06, 20:43
        szkoda aby ten wątek po osiągnięciu 2500 wpisu zniknął. tak chyba się działo
        się z innymi watkami. ed , co robić ???
        • Gość: Ed Re: Waldemar Łysiak o św. Karolu - dyskusja na FK IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 27.04.06, 03:26
          endrju55 napisał:

          > szkoda aby ten wątek po osiągnięciu 2500 wpisu zniknął. tak chyba się działo
          > się z innymi watkami. ed , co robić ???

          Mam rozwiązanie :))

          Pozdrawiam
    • edico "Swiety Augustyn" - zbrodniarz przeciwko ludzkosci 27.04.06, 09:31
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=40855537
    • edico Parafia elbląska pod młotek komornika 27.04.06, 10:59
      wiadomosci.wp.pl/kat,8171,wid,8219590,prasaWiadomosc.html?ticaid=1180a
      www.elblag24.pl/?m=1&i=4448
      "Tak znów nic mnie nie mierzi bardziej na tej ziemi
      Niz falsz , co sie pozory barwi nabożnemi,
      Niż owi obłudnicy, nędzne szarlatany,
      którzy podłych grymasów dewocji udanej
      Używaja bezkarnie , by ciągnać korzyści
      Z tego co ludzie w sercu swym wielbią najczyściej .
      To co dla wszystkich świętym być winno i wzniosłem,
      Oni czynia niegodnie towarem , rzemiosłem
      I losu pragna zyskać korzystna odmianę
      Przez obłudne wzdychanie i posty udane

      Ci ludzie ,mówię , którzy w tym niecnym igrzysku
      Dążą przez drogę niebios do własnego zysku ,
      Co wśród modłow o pensje umia żebrać dzielnie,
      Wisząc przy dworze sławia odludna pustelnie
      Co pod nabożnym płaszczem kryją zwykłe wady ,
      Swą zawiść , niedowiarstwo, swoje fałsze zdrady
      I gdy chcąkogoś zgubić ,osłonia gdy trzeba
      Swoja własną nienawiść interesem nieba.
      Tym groźniejsi w mściwości swej nieubłaganej
      Ze tak szacowna bronią zadają swe rany,
      I każda zbrodnia snadnie może im ujść płazem"
      (Molier)
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=38157594&a=38197279
    • edico "Swiety Augustyn" - zbrodniarz przeciwko ludzkosci 27.04.06, 23:37
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=40855537
    • edico Religijna tolerancja na co dzień 28.04.06, 21:31
      Chyba, że mówimy o wymaganiach tolerancji dla siebie przez ludzi nawiedzonych
      religijnie. W naszych warunkach (a przynajmniej moich) mamy do czynienia z
      wszędobylskim katolicyzmem roszczącym sobie wszędzie pretensje do jedynie
      słusznej racji, co już na samym wstępie wyklucza jakąkolwiek tolerancję dla
      innych punktów widzenia czy innych ocen bądź pojmowania rzeczywistości.

      W ten ogólny trend wręcz doskonale wpisują się ogłoszone i spisane źródła tej
      religii, których podstawy tego wszystkiego chyba najuczciwiej zostały
      sformułowane przez papieży:

      - Grzegorza VII (1073-1086) - "Używajmy papiestwa, gdy Bóg nam go dał";
      - Leona X (1513-1521) - "Patrzcie, co ta bajka o Jezusie Chrystusie dla nas
      zrobiła".

      Jednak utrzymanie takiego stanu samo się nie wykona, więc wymaga realizascji
      określonych przedsięwzięć, w tym przede wszystkim:
      "Wolno jest kłamać ludziom, nawet w sprawach religii, oby tylko oszustwo
      przyniosło owoce" (św. Hieronim)

      Ponieważ nie zawsze same słowa mogą zabezpieczyć zadawalające wyniki
      funkcjonowania takiej niewolniczej konstrukcji, więc sługo:
      „Wyjdź na drogi i między opłotki i zmuszaj do wejścia, aby mój dom był
      zapełniony” (Łukasz 14.23)
      a
      „Tych, którzy nie chcą, abym panował nad nimi, przyprowadźcie tu i zabijcie na
      moich oczach." (Łukasz 19: 27).

      Słowa papieża Leona XIII (1878-1903) z 1903 roku nie budzą w tym zakresie
      żadnych wątpliwości, że:
      "Kościół wstrzymuje się na razie od prześladowania heretyków tylko dlatego,
      ażeby nie pogarszać stosunków w dzisiejszych okolicznościach wyjątkowych, ale
      bynajmniej nie wyrzeka się prawa do tych prześladowań, skoro to tylko stanie się
      możliwe. Bo Kościół ma prawo i ma obowiązek tłumienia błędów dowiedzionych i
      karania winnych."

      Czy taka wręcz mafijna działalność jest wynalazkiem ostatniej połowy drugiego
      tysiąclecia?

      Wiemy przecież, że Drugi Jan VIII zasiadł do swej ostatniej wieczerzy w 882 r.,
      licząc sobie 75 lat. Obsługujący go ksiądz podał mu wino z arszenikiem. Papież
      łyknął i... wytrzymał trujące procenty! Nie miał zamiaru umierać!
      Zniecierpliwiony zabójca wstał od stołu, poszedł do kuchni po młotek i tym
      narzędziem usiłował wyprawić papieża na tamten świat. Bez powodzenia. W końcu
      dokończył swego dzieła siekierą. Pogrzeb też nie był specjalny, bo uczestnicy
      wszczęli bójkę. Trumna ze zwłokami zarąbanego papieża przechodziła z rąk do rąk.
      Jedni chcieli go pochować w grobowcu na Luternie, inni - utopić w nurtach Tybru.
      Walki uliczne trwały do późnej nocy. Zwyciężyli zwolennicy papieża i jego ciało
      spoczęło w grobowcu, gdzie znajduje się do dziś.

      Także dnia 28 września 767 r. wieczorem - idąc do sypialni na nocny spoczynek -
      Jan Paweł I trzymał w ręku papiery, w których były dowody ciemnych interesów
      finansowych Watykanu z mafią i jego plany oczyszczenia Kurii z tych, którzy byli
      w nieuwikłani. Ale pewna grupa bardzo ciemnych, bezwzględnych typów już
      wiedziała o tym i postanowiła zadbać o to, aby papież nie obudził się z rana
      następnego dnia.

      Trwa więc nieustające dzieło katolicyzmu:
      Święty Kościoła, Jan Chryzostom (350-407) pisał: "Nie byłoby już pogan, gdybyśmy
      okazali się prawdziwymi chrześcijanami". Uważa, że trudno jest nawracać pogan, z
      uwagi na demoralizację w szeregach chrześcijan, pyta się: jak to robić? -
      "Wskazywać na cuda? Te już się nie zdarzają. Dawać przykład własnym życiem? Ależ
      ono jest całkiem nieobyczajne. Okazywać miłość? Nigdzie nie ma po niej śladu".
      (Homilia do pierwszego listu do Tymoteusza, 10, 3).

      Czy w takim środowisku możliwa jest tolerancja???

      By uniknąć zarzutu grzebania w przeszłościach historycznych o zupełnie innych
      uwarunkowaniach, sięgnijmy do tego duszpasterstwa z najnowszych czasów:
      wiadomosci.onet.pl/1,15,11,7934496,23705119,180142,0,forum.html
      Trudno się zatem dziwić, że w 1855 r. papież Pius IX wyrażając w Sprzeciw
      Kościoła wobec Konstytucji Stanów Zjednoczonych głosił, iż "wolność to
      bluźnierstwo, wolność to odwodzenie innych od prawdziwego Boga. Wolność to
      mówienie kłamstw w imię Boga".

      Papież Innocenty III (1198-1216) jakby wpisując się historycznie w ten wątek
      twierdzi: "Żadne miłosierdzie nie powinno powstrzymywać od tych surowych
      środków, albowiem często według przykazań boskich karze się dzieci za grzechy
      rodziców."

    • edico Przyrost naturalny dziełem wiary :)) 29.04.06, 15:50
      Przytoczę tu cały komunikat KAI pozostawiając komentarze kolejnej myśli
      teologicznej indywidualnym rozstrzygnięciom czytelników tego wątku.

      Benedykt XVI o pustych kołyskach

      Zjawisko "pustych kołysek" na Zachodzie jest rezultatem "deficytu wiary, nadziei
      i oczywiście miłości" w tej części świata - uważa Benedykt XVI. Papież pisze o
      tym w przesłaniu, skierowanym do uczestników dwunastej sesji plenarnej
      Papieskiej Akademii Nauk Społecznych, która obraduje w Watykanie.

      Temat pięciodniowego spotkania brzmi: "Wymierająca młodzież? Solidarność z
      dziećmi i młodzieżą w wieku niepokojów". Biorą w nim udział nie tylko członkowie
      akademii, których jest obecnie 34, ale również eksperci i młodzi obserwatorzy z
      całego świata.

      W liście przesłanym na ręce przewodniczącej tej instytucji, prof. Mary Ann
      Glendon, Ojciec Święty zauważa, że "podczas gdy społeczeństwa starzeją się,
      wiele narodów i grup etnicznych cierpi na brak wystarczającej liczby młodych
      ludzi, by odnowić swą populację".

      "Wydanie na świat dzieci wymaga ożywienia erosa twórczą i wielkoduszną agape" -
      pisze dalej Papież. Wyjaśnia, że z samej swej natury miłość narzuca wizję
      wieczności. Natomiast brak tej wizji miłości może wyjaśnić, dlaczego tak wiele
      par nie decyduje się na zawarcie związku małżeńskiego, dlaczego tak wiele jest
      nieudanych małżeństw i dlaczego tak znacznie spadł przyrost naturalny.

      Ojciec Święty przypomina, że dzieci i młodzież często jako pierwsze doświadczają
      konsekwencji znamiennego dla naszych czasów zmierzchu miłości i nadziei. W
      "wieku niepokojów" młodym ludziom często brakuje moralnej pomocy ze strony
      dorosłych z poważną szkodą dla ich rozwoju umysłowego i duchowego.

      "Wiele dzieci wzrasta dziś w społeczeństwie zapominającym o Bogu i o wrodzonej
      godności człowieka - pisze Benedykt XVI. - W szybko globalizującym się świecie
      wystawione są one często na czysto materialistyczne wizje świata i ludzkiego
      życia. Dzieci potrzebują przede wszystkim miłości i tego, by rozwijać się w
      warunkach zdrowej ludzkiej ekologii".

      Zdaniem Benedykta XVI, warunkiem autentycznego ludzkiego rozwoju jest wewnętrzna
      wolność. "Kiedy tej wolności brakuje, albo jest ona zagrożona, młodzi ludzie
      doświadczają frustracji i stają się niezdolni do hojnego sięgania po ideały,
      które mogą nadać kształt życiu zarówno jednostek, jak i członkom społeczeństwa.
      Rezultatem tego może być zniechęcenie albo bunt młodzieży, a jej ogromny ludzki
      potencjał może zostać odwrócony od dążenia do sprostania wspaniałym wyzwaniom
      życia". W przezwyciężaniu konfliktów ludzkiego serca chrześcijanie mogą pomóc,
      przekazując młodym pokoleniom wiarę przeżywaną w miłości.

      W wystąpieniu otwierającym obrady przewodniczący Papieskiej Rady ds. Rodziny,
      kard. Alfonso Lopez Trujillo przedstawił szeroki obraz sytuacji rodziny i
      stosunków pomiędzy rodzicami i dziećmi. Podkreślił bardzo mocno potrzebę oparcia
      tych relacji na zasadach fundamentalnych, które we współczesnym świecie giną.

      Do Papieskiej Akademii Nauk Społecznych należy uczestnicząca w watykańskich
      obradach ambasador Hanna Suchocka. Poinformowała ona, że cała sesja jest
      poświęcona temu, "jak można odtworzyć relacje w rodzinie i spowodować zmianę
      negatywnych trendów demograficznych".

      Według niej, ważnym punktem pierwszego dnia sesji było wystąpienie Cherie Blair,
      żony brytyjskiego premiera. "Ze swoim doświadczeniem prawnika zajmującego się
      prawami człowieka, prawami dzieci, przedstawiła ona bardziej optymistyczną wizję
      rozwoju sytuacji. Mówiła o wszystkich trudnościach, ale nie zakończyła swego
      wystąpienia wizją bardzo katastroficzną" - relacjonowała ambasador RP przy
      Stolicy Apostolskiej. Pani Blair został dziś przyjęta dzisiaj na prywatnej
      audiencji przez Papieża.

      Papieską Akademię Nauk Społecznych powołał do życia Jan Paweł II w 1994 r.

      KAI (ml //mr)
      ekai.pl/ludzie/?MID=11124
    • edico Księża są zachłanni 29.04.06, 15:57
      „Księża są zachłanni. Tak oceniają ich wierni w badaniach zleconych przez
      episkopat”. Autor: Katarzyna Bartman. Współpr: aż (chyba chodzi o Aleksandrę
      Żuczkowską – jak wynika z inicjałów w kontekście następnych materiałów obu Pań)
      1. Gazeta powołuje się na ks. bp. Andrzeja Suskiego.
      2. W wydanym oświadczeniu ks. dr Andrzeja Nowickiego, Rzecznika Prasowego Kurii
      Diecezjalnej Toruńskiej czytamy: „W odpowiedzi na pytania napływające do Kurii
      Diecezjalnej Toruńskiej po ukazaniu się artykułu red. Katarzyna Bartman pt.
      ‘Księża są zachłanni. Tak oceniają ich wierni w badaniach zleconych przez
      episkopat’ („Dziennik” 19.04.2006, s. 15), oświadczam, że wypowiedzi
      przypisywane w tym artykule Biskupowi Toruńskiemu Andrzejowi Suskiemu nie
      odpowiadają prawdzie” („Nasz Dziennik” z 21.04.2006, s. 2).
      info.wiara.pl/index.php?grupa=6&art=1145786483&dzi=1113237520
    • endrju55 - 400 000 rocznie 29.04.06, 22:34
      serwisy.gazeta.pl/metro/1,50145,3145521.html
      • edico Re: - 400 000 rocznie 30.04.06, 17:32
        Jest to nieuchronna kolejność rzeczy przy takim wydaniu katolicyzmu.

        Święty Kościoła, Jan Chryzostom (350-407) pisał:
        "Nie byłoby już pogan, gdybyśmy okazali się prawdziwymi chrześcijanami".

        Uważa, że trudno jest nawracać pogan, z uwagi na demoralizację w szeregach
        chrześcijan, pyta się: jak to robić?
        - "Wskazywać na cuda? Te już się nie zdarzają. Dawać przykład własnym
        życiem? Ależ ono jest całkiem nieobyczajne. Okazywać miłość? Nigdzie nie ma po
        niej śladu".
        (Homilia do pierwszego listu do Tymoteusza, 10, 3)

        - papież Grzegorz VII (1073-1086) - "Używajmy papiestwa, gdy Bóg nam go dał";
        - papież Leon X (1513-1521) - "Patrzcie, co ta bajka o Jezusie Chrystusie dla
        nas zrobiła".
        - papież Aleksander VI (1492-1503) - "każda religia jest dobra, ale najgłupsza
        jest najlepsza".
        • Gość: Ed Re: - 400 000 rocznie IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.05.06, 00:20
          W analizach danych statystycznych, opublikowanych przez Watykan zauważono, że
          odsetek katolików na tle wierzących wszystkich religii na świecie spadł z 35
          procent w roku 1978 do 25,4 procent w 2004.
          serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34174,3316986.html
    • Gość: Nie Tak Re: PiS atakuje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.04.06, 19:14
      Edico. Krytykujesz Kościół Katolicki a tu niespodzianka, dzisiaj J. Kaczyński
      ostro postraszył Episkopat polski!
      • edico Re: PiS atakuje 30.04.06, 19:33
        Niestety, za późno włączyłem telewizor i słyszałem tylko końcówkę jego
        wystąpienia, która nie pozwalała mi o niczym wnioskować poza niezadowoleniem z
        czegoś, do czego się ustosunkowywał. Prawdę mówiąc, nie bardzo chce mi się
        wierzyć w taką metamorfozę, chyba że konflikt Rydzyk-Episkopat nabrał nowych
        wymiarów i J. Kaczyński opowiedział się za jedną z tych stron, której najwięcej
        zawdzięcza :))

        Wątpliwości co do właściwych jego intencji budzi także stanowisko MEiN
        pl.indymedia.org/pl/2006/02/18291.shtml
        realizujące bądź co bądź kaczą wizję tego kraju, którą można by ująć samymi
        równaniami typu:
        Krytyka Rydzyka = atak na RM = atak na Kościół = atak na Polskę = atak na naród
        = atak na Maryję = atak na Boga = kampania antypolska... = ... itd. :))

        Czy mógłbyś przybliżyć nieco jego wypowiedź?
        • Gość: Nie Tak Re: PiS atakuje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.04.06, 19:44
          Był to brutalny gwałt na tych księży, którzy pojutrze na Jasnej Górze wydadzą
          wyrok na Radio Maryja.
          • Gość: pi Re: PiS atakuje IP: 62.93.41.* 30.04.06, 23:37
            W PIS du

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka