joanna775
02.06.06, 09:15
Ewentualnych naiwnych jak ja ostrzegam, żeby nie zeżarli tyle nerwów i kasy co
ja. Wybrałam sobie płytki do kuchni, zmaówiłam 20 marca, panie twierdziły,że
czeka sie do 2 tyg., a właściwie to nawet za tydz. powinny być, bo się
"załapią" na najbliższy tarnsport. Nie było ich za tydzień, 2 ani za miesiąć.
W tym czaise musiałam opóźniać wykończenie kuchni, montaż mebli kuchennych,
przeprowadzkę. Bogu dzięki były to tylko płytki "ozdobne" i w końcu ekipa
położyła mi terakote zostawiając "dziury" na tamte mityczne płytki. Z dziurami
zalepionymi kartonami (żeby sie brzegi położonej terakoty nie niszczyły) żyłam
ponad miesiąc. Dzwoniąc niezliczoną ilość razy do Valdiego i słuchając ,że
"pod koniec tyg. już na pewno będą" na zmianę z "na pocz. tyg. będą na 100%".
Na fakturze odkryłam ostrożny termin dostawy 25 kwietnia (czyli niemający nic
wspólnego z wspominanymi 2 tyg.). W końcu (w połowie maja prawie) płytki
dotarły, pojechałm prawie 40 km w 1 stronę), żeby zobaczyć,że...to nie ten
kolor, bo pani sie pomyliła i błednie podała nazwę. Teraz zaczął sie kolejny
odcinek mordęgi pt: szybciutko załtwimy,żeby ktos przywózł własciwe płytki".
Tym razem ciągle słyszałam, że "nie mogą sie dodzwonić do przewoźnika " (na
ich miejscu bym zawiadomiła wszystkie ambasady na drodze z Włoch do
Polski-zaginiony pracownik z transportem cennych płytek nieodbierający
telefonów...). Doczekałam sie swoich płytek 25 maja! ponad 2 miesiące! Za to
nie dozcekałam sie żadnej finansowej rekompensaty, bo panie stwierdziły, że
rabatu na taką ilość (3 kartony) dać nie moga, a na moja uwagę, że nie o
rabacie rozmawiamy tylko o ich opóźnieniu stwierdziły,że jeszcze z materiałem
zostają (tymi płytkami w złym kolorze), po prostu bezczelność, bo to nei ja
sie rabnęłam, tylko pracownik. Wyszłam stamtąd, bo bałam się,że szlag mnie
trafi i się swoja piękną kuchnią nie nacieszę ;-)
Krótko mówiąc - jak nie musicie - nie kupujcie w Valdim, a jak musicie (czyli
tego co chcecie nie ma nigdzie indziej), weźcie sobie ze 2 miesiace zapasu.