Dodaj do ulubionych

Sens życia...

11.12.01, 04:47
Jest, nie ma, czy nie warto zawracać sobie głowy - jak myślicie?
Obserwuj wątek
    • Gość: polonus Re: Sens życia... IP: 198.138.227.* 11.12.01, 14:58
      jest, ale niestety kazdy musi znalezc go sam ...
      • Gość: Quesso Re: Sens życia... IP: 158.75.53.* 11.12.01, 15:17
        Sądzę, że sensem życia jest przejść przez nie bez... zadawania takich pytań;)
        Poważnie to powinieneś obejrzeć Monty Pajtona "Sens Życia", wynika z niego, że
        sensem życia jest wszystko i nic, czyli to co już wiedzieliśmy...
    • pau+la Re: Sens życia... 11.12.01, 21:51
      Jezeli jest sie czlowiekiem wierzacym w Boga to jest. Jezeli nie, to zycie nie
      ma sensu.
      • b3ut Re: Sens życia... 11.12.01, 23:36
        tylko jeszcze takiego nawracania nam tu brakowało...
        • pau+la Re: Sens życia... 12.12.01, 09:06
          b3ut napisał(a):

          > tylko jeszcze takiego nawracania nam tu brakowało...


          Facet, przeczytaj uwaznie ok! Moze to Twoj problem skoro w to uderzasz???

          • debett Re: Sens życia... 12.12.01, 11:55
            Sens życia - oczywiście jest. Gdyby życie nie miało sensu, nie byłoby nic
            warte, a przecież każdy z nas własne życie ceni nade wszystko.
            • pau+la Re: Sens życia... 12.12.01, 14:53
              debett napisał(a):

              > Sens życia - oczywiście jest. Gdyby życie nie miało sensu, nie byłoby nic
              > warte, a przecież każdy z nas własne życie ceni nade wszystko.


              Zgoda. Kazdy ceni swoje zycie (chociaz niektorzy robia to w bardzo dziwny
              sposob).Jednak to, ze je cenisz nie oznacza, ze ma ono sens.
              • debett Re: Sens życia... 13.12.01, 09:46
                pau+la napisał(a):

                > debett napisał(a):
                >
                > > Sens życia - oczywiście jest. Gdyby życie nie miało sensu, nie byłoby nic
                > > warte, a przecież każdy z nas własne życie ceni nade wszystko.
                >
                >
                > Zgoda. Kazdy ceni swoje zycie (chociaz niektorzy robia to w bardzo dziwny
                > sposob).Jednak to, ze je cenisz nie oznacza, ze ma ono sens.
                OK Pau+la. Ja tylko napisałem, jak to wygląda z mojego punktu widzenia.

                • pau+la Re: Sens życia... 14.12.01, 09:41
                  debett napisał(a):

                  > pau+la napisał(a):
                  >
                  > > debett napisał(a):
                  > >
                  > > > Sens życia - oczywiście jest. Gdyby życie nie miało sensu, nie byłoby
                  > nic
                  > > > warte, a przecież każdy z nas własne życie ceni nade wszystko.
                  > >
                  > >
                  > > Zgoda. Kazdy ceni swoje zycie (chociaz niektorzy robia to w bardzo dziwny
                  > > sposob).Jednak to, ze je cenisz nie oznacza, ze ma ono sens.
                  > OK Pau+la. Ja tylko napisałem, jak to wygląda z mojego punktu widzenia.
                  >
                  A ja, z mojego:)
          • b3ut Re: Sens życia... 12.12.01, 20:58
            dlaczego ateistom odmawiasz sensu ich życia. Znam wiele takich ludzi, uważam
            ich za wartościowych i mojego punktu widzenia uważam ich życie za bardzo
            sensowne. To chyba więcej warte niż Twoje głębokie wypowiedzi o wierze i
            skorelowanym z nią sensie... I nie mów do mnie Facet bo nie zamierzam się
            starać o taką rolę w twoim życiu
            • pau+la Re: Sens życia... 13.12.01, 10:07
              Niech sobie zyja.Nie zabraniam im prawa do takiego zycia. Ich sprawa. Ale w
              ostatecznosci co z tego zycia miec beda. Przy zalozeniu, oczywiscie, ze
              istnieje Bog? Jezeli Go zignoruja to czeka ich paskudne zycie, poniewaz na
              smierci nie bedzie sie konczylo. Oczywiscie mozna przyjac, ze Boga nie ma.
              Tylko, ze ja wole nie ryzykowac swojego zycia. Jak to ujal debett, jest ono
              bardzo cenne dla kazdego i chcialabym je zachowac rowniez po smierci.
              A co do moich krotkich wypowiedzi to wlasnie doszlam do wniosku, ze nie nadaje
              sie na Forum. Nie potrafie mysli ujac tak jak np. Jonek. Robi to dobrze,
              chociaz slownictwo ma paskudne momentami.
              A jezeli chodzi o "faceta" to dla mnie nie oznacza to drugiej polowki. Byla to
              moja reakcja na Twoje "nawracanie". W pierwszej mojej wypodzieci jest to tylko
              stwierdzenie, uproszczone i owszem, ale nic poza tym.
              • da.killa Re: Sens życia... 13.12.01, 18:49
                pau+la napisał(a):

                > Niech sobie zyja.Nie zabraniam im prawa do takiego zycia. Ich sprawa.

                wspanialomyslna jestes!!!

                > Ale w
                > ostatecznosci co z tego zycia miec beda.

                moze samo zycie? to ono dla mnie jest sensem zycia...

                > Przy zalozeniu, oczywiscie, ze
                > istnieje Bog? Jezeli Go zignoruja to czeka ich paskudne zycie, poniewaz na
                > smierci nie bedzie sie konczylo.

                a co w wypadku ateistow, ktorzy nie wierzac w boge (oraz tych, ktorzy wierza w
                boga ”niewlasciwego”), zyja lepiej, uczciwiej i sensowniej od wierzacych?

                > Oczywiscie mozna przyjac, ze Boga nie ma.
                > Tylko, ze ja wole nie ryzykowac swojego zycia. Jak to ujal debett, jest ono
                > bardzo cenne dla kazdego i chcialabym je zachowac rowniez po smierci.

                uwazam, ze przyjecie ze boga nie ma nie jest od razu ”ryzykowaniem zycia”. znam
                niewierzacych, ktorzy bardziej zasluguja na nagrode po smierci niz wiekszosc
                znanych mi katolikow...

                da.killa
                • pau+la Re: Sens życia... 14.12.01, 09:31
                  da.killa napisał(a):

                  > pau+la napisał(a):
                  >
                  > > Niech sobie zyja.Nie zabraniam im prawa do takiego zycia. Ich sprawa.
                  >
                  > wspanialomyslna jestes!!!

                  Skoro tak mowisz:):)

                  A powaznie, to jade na tym samym wozku i uwazam, ze kazdy sam o sobie stanowi.
                  Nie potepiam innych za ich system wartosci a na pewno sila nie mam zamiaru go
                  narzucac. Wypowiadajac sie, pisze jakie ja wyciagam dla siebie wnioski. Nie
                  narzucam ich innym.

                  > > Ale w
                  > > ostatecznosci co z tego zycia miec beda.
                  >
                  > moze samo zycie? to ono dla mnie jest sensem zycia...


                  Nie zaprzeczam. A co w przypadku gdyz dowiedza sie na koniec swego zycia, ze cos
                  waznego stracili?

                  > > Przy zalozeniu, oczywiscie, ze
                  > > istnieje Bog? Jezeli Go zignoruja to czeka ich paskudne zycie, poniewaz na
                  >
                  > > smierci nie bedzie sie konczylo.
                  >

                  > a co w wypadku ateistow, ktorzy nie wierzac w boge (oraz tych, ktorzy wierza w
                  > boga ”niewlasciwego”), zyja lepiej, uczciwiej i sensowniej od wierz
                  > acych?
                  >

                  Jezeli chcesz znac odpowiedz na to pytanie czytaj Biblie. Ja znalazlam tam duzo
                  odpowiedzi na moje pytania. Robie uniki ale domyslam sie, ze zadajac takie
                  pytania bedziesz mial w rekawie nastepne.


                  > > Oczywiscie mozna przyjac, ze Boga nie ma.
                  > > Tylko, ze ja wole nie ryzykowac swojego zycia. Jak to ujal debett, jest on
                  > o
                  > > bardzo cenne dla kazdego i chcialabym je zachowac rowniez po smierci.
                  >
                  > uwazam, ze przyjecie ze boga nie ma nie jest od razu ”ryzykowaniem zycia&
                  > #8221;. znam
                  > niewierzacych, ktorzy bardziej zasluguja na nagrode po smierci niz wiekszosc
                  > znanych mi katolikow...


                  Dla mnie to jest ryzyko. A co do ludzi tzw. wierzacych, o nich tez jest napisane
                  w Biblii. Nie maja oni nic wspolnego z Bogiem. Wielu ludzi chodzi do kosciola
                  majac rozne motywacje. To Bog osadzi w ostatecznosci kto bedzie zbawiony
                  (zakladajac, ze on jest). I jeszcze co do moralnosci niektorych ludzi. Gdyby ona
                  byla wystarczajaca to Chrystus nie musialby umierac.
                  Widze, ze tutaj jednak przydalby sie ktos bardziej kompetentny.
                  Zdaje sobie sprawe, ze moje pojmowanie Boga jest ograniczone przez moja znajomosc
                  Biblii, moje doswiadczenia duchowe i ograniczenia intelektualne. Nie chce
                  przekraczac progu moich kompetencji. Pozdrawiam.

                  >
                  > da.killa

                  • da.killa Re: Sens życia... 14.12.01, 17:25
                    pau+la napisał(a):

                    > A powaznie, to jade na tym samym wozku i uwazam, ze kazdy sam o sobie stanowi.
                    > Nie potepiam innych za ich system wartosci a na pewno sila nie mam zamiaru go
                    > narzucac. Wypowiadajac sie, pisze jakie ja wyciagam dla siebie wnioski. Nie
                    > narzucam ich innym.

                    chwali ci sie to!

                    > Nie zaprzeczam. A co w przypadku gdyz dowiedza sie na koniec swego zycia, ze co
                    > s
                    > waznego stracili?

                    takie ryzyko dotyczy wszystkich, prawda? wierzacy i niewierzacych, gdyz nikt nie
                    ma 100% pewnosci, ze dobrze obstawia...

                    > Jezeli chcesz znac odpowiedz na to pytanie czytaj Biblie. Ja znalazlam tam duzo
                    > odpowiedzi na moje pytania. Robie uniki ale domyslam sie, ze zadajac takie
                    > pytania bedziesz mial w rekawie nastepne.

                    czytalem biblie, i to duzo... ale na wiele moich pytan odpowiedzi tam nie ma...
                    ale wydaje mi sie ze zgodne z duchem nowego testamentu bedzie stwierdzenie, ze
                    liczy sie uczynione dobro, to jak sie przezylo swoj czas, a nie czy postawilo sie
                    na wlasciwego boga...

                    > Dla mnie to jest ryzyko.

                    to nie wierzysz, ze twoj bog jest milosierny i sprawiedliwy???

                    > A co do ludzi tzw. wierzacych, o nich tez jest napisan
                    > e
                    > w Biblii. Nie maja oni nic wspolnego z Bogiem. Wielu ludzi chodzi do kosciola
                    > majac rozne motywacje. To Bog osadzi w ostatecznosci kto bedzie zbawiony
                    > (zakladajac, ze on jest). I jeszcze co do moralnosci niektorych ludzi. Gdyby on
                    > a byla wystarczajaca to Chrystus nie musialby umierac.

                    a ludzie sa niemoralni, bo nasz swiat juz od poczatku, w samych zalozeniach jest
                    nieudany...

                    > Widze, ze tutaj jednak przydalby sie ktos bardziej kompetentny.

                    ale i tak mozemy porozmawiac?

                    > Zdaje sobie sprawe, ze moje pojmowanie Boga jest ograniczone przez moja znajomo
                    > sc
                    > Biblii, moje doswiadczenia duchowe i ograniczenia intelektualne.

                    nawet najbardziej kompetentni sa ograniczeni, wiec sie nie przejmyj... ;-)

                    > Nie chce
                    > przekraczac progu moich kompetencji. Pozdrawiam.

                    nie przejmuj sie - zapraszam do dyskusji teologicznej w watku
                    www.gazeta.pl/alfa/home.jsp?
                    dzial=0511&forum=BYDGOSZCZ&wid=642062&aid=642062&layout=2
                    pozdrawiam rowniez

                    da.killa
                    • pau+la Re: Sens życia... 16.12.01, 14:27
                      da.killa napisał(a):

                      >
                      >
                      >
                      > > Nie zaprzeczam. A co w przypadku gdyz dowiedza sie na koniec swego zycia,
                      > ze co
                      > > s
                      > > waznego stracili?
                      >
                      > takie ryzyko dotyczy wszystkich, prawda? wierzacy i niewierzacych, gdyz nikt ni
                      > e
                      > ma 100% pewnosci, ze dobrze obstawia...

                      Na poczatku nie mialam tej pewnosci. Z biegiem lat jest ona juz 100 %


                      >
                      > czytalem biblie, i to duzo... ale na wiele moich pytan odpowiedzi tam nie ma...


                      Nie na wszyskie moje tez. Ale sporo sobie juz poukladalam...


                      >
                      > ale wydaje mi sie ze zgodne z duchem nowego testamentu bedzie stwierdzenie, ze
                      > liczy sie uczynione dobro, to jak sie przezylo swoj czas, a nie czy postawilo s
                      > ie
                      > na wlasciwego boga...

                      Tak, uczynione dobro ale ze wzgledu na Boga.

                      >
                      > > Dla mnie to jest ryzyko.
                      >
                      > to nie wierzysz, ze twoj bog jest milosierny i sprawiedliwy???

                      Oczywiscie, ze wierze. Rowniez w to, ze jest swiety i nie toleruje grzechu.

                      >
                      >
                      > a ludzie sa niemoralni, bo nasz swiat juz od poczatku, w samych zalozeniach jes
                      > t
                      > nieudany...

                      Swiat jak swiat, to ludzie sie nie sprawdzili.

                      >
                      > > Widze, ze tutaj jednak przydalby sie ktos bardziej kompetentny.
                      >
                      > ale i tak mozemy porozmawiac?

                      Jasne!
                      >
                      > nawet najbardziej kompetentni sa ograniczeni, wiec sie nie przejmyj... ;-)

                      Zgadza sie.


                      > nie przejmuj sie - zapraszam do dyskusji teologicznej w watku
                      > www.gazeta.pl/alfa/home.jsp?
                      > dzial=0511&forum=BYDGOSZCZ&wid=642062&aid=642062&layout=2

                      Moze skorzystam. Dzieki.

                      • Gość: da.kila Re: Sens życia... IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 17.12.01, 11:24
                        pau+la napisał(a):
                        > Na poczatku nie mialam tej pewnosci. Z biegiem lat jest ona juz 100 %

                        gratuluje! jestes jedna z niewielu na swiecie (nie liczac ortodoxow i fanatykow - ci zawsze maja pewnosc)

                        > Tak, uczynione dobro ale ze wzgledu na Boga.

                        co to za dobro jak jest uczynione tylko ze wzgledu na boga? robie dobrze bo jest tam ktos kto mnie pilnuje? bo sie boje kary? dla mnie to nie jest prawdziwe dobro... prawdziwe to taki, ktore plynie po prostu z czlowieka i dla drugiego czlowieka, a nie dlatego ze jest tam ktos...

                        > Oczywiscie, ze wierze. Rowniez w to, ze jest swiety i nie toleruje grzechu.

                        ok. to dlaczego milosierny bog mialby karac kogos, kto dobrze przezyl swe zycie, byl dobry dla wszystkich, postepowal uczciwie, a mial to nieszczescie nie wierzyc w boga, lub werzyc w niewlasciwego? milosierny i sprawiedliwy bog kogos takiego powinien wynagrodzic, a nie karac... tak wiec jesli zyjemy dobrze nie musimy martwic sie o kare, nawet jesli obstawiamy niewlasciwego boga... chyba, ze bog nie jest dobry, milosierny i sprawiedliwy... ale kto by chcial wierzyc w takiego boga?

                        > Swiat jak swiat, to ludzie sie nie sprawdzili.

                        bo swiat ma bledne zalozenia. wszechmogacy i wszechwiedzacy bog musial w czasie tworzenia swiata wiedziec do czego to zaprowadzi: wojny, zbrodnie, krucjaty, oswiecim... a jednak sie zdecydowal na stworzenia takiego swiata... dlatego uwazam, ze swiat jest delikatnie mowiac spieprzony...

                        pozdrowienia
                        da.killa
                        • pau+la Re: Sens życia... 17.12.01, 18:36
                          >
                          > gratuluje! jestes jedna z niewielu na swiecie (nie liczac ortodoxow i fanatykow
                          > - ci zawsze maja pewnosc)


                          Jak widze, nie jest poprawne miec pewnosc odnosnie spraw zwiazanych z tym w co
                          sie wierzy. Czyz nie? Zauwaz, ze od razu przyrownales mnie do fanatykow. Uwierz,
                          daleko mi do nich!
                          >
                          >
                          > co to za dobro jak jest uczynione tylko ze wzgledu na boga? robie dobrze bo jes
                          > t tam ktos kto mnie pilnuje? bo sie boje kary? dla mnie to nie jest prawdziwe d
                          > obro... prawdziwe to taki, ktore plynie po prostu z czlowieka i dla drugiego cz
                          > lowieka, a nie dlatego ze jest tam ktos...

                          Moze do czasu ktos potrafilby byc bezinteresowny, ale do czasu... W ktoryms
                          momencie stwierdzilby, ze zycie jest do d... i ludzie sa do d... wiec po co to
                          poswiecenie, skoro i tak tego nikt nie docenia. I zaczalby taki sobie
                          czlowieczyna zyc juz tylko dla siebie i ze wzgledu na siebie. Bo i w imie czego
                          mialby sie poswiecac?
                          >
                          > > Oczywiscie, ze wierze. Rowniez w to, ze jest swiety i nie toleruje grzechu
                          > .
                          >
                          > ok. to dlaczego milosierny bog mialby karac kogos, kto dobrze przezyl swe zycie
                          > , byl dobry dla wszystkich, postepowal uczciwie, a mial to nieszczescie nie wie
                          > rzyc w boga, lub werzyc w niewlasciwego? milosierny i sprawiedliwy bog kogos ta
                          > kiego powinien wynagrodzic, a nie karac... tak wiec jesli zyjemy dobrze nie mus
                          > imy martwic sie o kare, nawet jesli obstawiamy niewlasciwego boga... chyba, ze
                          > bog nie jest dobry, milosierny i sprawiedliwy... ale kto by chcial wierzyc w ta
                          > kiego boga?
                          >

                          Wiesz, gdyby wyrzadzone dobro starczalo, to po co jeszcze Jezus musial wykupywac
                          nas, ponoszac kare na nasze grzechy, i to na krzyzu?


                          > > Swiat jak swiat, to ludzie sie nie sprawdzili.
                          >
                          > bo swiat ma bledne zalozenia. wszechmogacy i wszechwiedzacy bog musial w czasie
                          > tworzenia swiata wiedziec do czego to zaprowadzi: wojny, zbrodnie, krucjaty, o
                          > swiecim... a jednak sie zdecydowal na stworzenia takiego swiata... dlatego uwaz
                          > am, ze swiat jest delikatnie mowiac spieprzony...
                          >

                          Jak juz predzej napisalam, nie wszystko jest dla mnie zrozumiale patrzac na Boze
                          dzialanie. Zostawiam to na pozniej :):). Dlatego tez ciesze sie, ze ... czeka
                          nas nowe niebo i nowa ziemia....

                          > pozdrowienia
                          > da.killa

                          Rowniez:):)

                          • da.killa Re: Sens życia... 17.12.01, 18:51
                            pau+la napisał(a):

                            > Jak widze, nie jest poprawne miec pewnosc odnosnie spraw zwiazanych z tym w co
                            > sie wierzy. Czyz nie? Zauwaz, ze od razu przyrownales mnie do fanatykow. Uwierz
                            > ,
                            > daleko mi do nich!

                            nie wiem co jest poprawne, a co nie i nie obchodzi mnie to. wiem jednak, ze ludzka rzecza jest watpic i nie miec pewnosci... chwile zwatpienia zdarzaja sie wszystkim - od papieza po kowalskiego z pcimia. po prosty takie hasla jak ?mam 100% pewnosci? wedlug mnie traca fanatyzmem lub arogancja...

                            > Moze do czasu ktos potrafilby byc bezinteresowny, ale do czasu... W ktoryms
                            > momencie stwierdzilby, ze zycie jest do d... i ludzie sa do d... wiec po co to
                            > poswiecenie, skoro i tak tego nikt nie docenia. I zaczalby taki sobie
                            > czlowieczyna zyc juz tylko dla siebie i ze wzgledu na siebie. Bo i w imie czego
                            > mialby sie poswiecac?

                            dla samago dobra. nawet niewierzacy maja moralnosc - uwierz mi. i to ona im zabrania czynienia zla i sklania do dobra. mozna i powinno byc sie dobrym dla samego dobra, a nie ze wzgledu na ?docenienie? ze strony boga...

                            > Wiesz, gdyby wyrzadzone dobro starczalo, to po co jeszcze Jezus musial wykupywa
                            > c
                            > nas, ponoszac kare na nasze grzechy, i to na krzyzu?

                            bo dobra jest za malo... ale dobro wystarcza, musi - inaczej nic nie mialo by sensu...

                            > Jak juz predzej napisalam, nie wszystko jest dla mnie zrozumiale patrzac na Boz
                            > e
                            > dzialanie. Zostawiam to na pozniej :):).

                            szkoda... to najciekawsze rzeczy, nad ktorymi mozna sie pozastanawiac. o tym wlasnie rozmawialismy w tym watku, na ktorego namiaty podawalem wyzej...

                            > Dlatego tez ciesze sie, ze ... czeka
                            > nas nowe niebo i nowa ziemia....

                            a co z syfem na tej ziemi? i na kogo tak naprawde czeka ta nowa?

                            pozdrawiam
                            da.killa
                            • pau+la Re: Sens życia... 19.12.01, 10:37
                              da.killa napisał(a):

                              > nie wiem co jest poprawne, a co nie i nie obchodzi mnie to. wiem jednak, ze lud
                              > zka rzecza jest watpic i nie miec pewnosci... chwile zwatpienia zdarzaja sie ws
                              > zystkim - od papieza po kowalskiego z pcimia. po prosty takie hasla jak ?mam 10
                              > 0% pewnosci? wedlug mnie traca fanatyzmem lub arogancja...


                              Czy jestes pewien, ze zyly kiedys takie postaci jak krolowa Bona, Kopernik itd.
                              Skad masz ta pewnosc, ze ksiazki historyczne nie klamia? Na czyms ta pewnosc
                              opierasz, prawda? Wierzysz, ze to, co kiedys ktos o kims napisal jest prawda gdyz
                              z wielu zrodel ktos o kims pisal. Tak sie sklada, ze o Bogu tez mozemy sie
                              dowiedziec z kilku zrodel. Podstawowy to Biblia, pozniej doswiadczenia innych
                              ludzi i sama Boza ingerencja, tak bym to ujela. Moja pewnosc nie wziela sie tak
                              od razu. Jest wynikiem wielu (o, wielu!)przemyslen, dyskusji, doswiadczen. Moja
                              wiare, wlasciwie budowala dlugo. Nie tylko ja, zreszta. Jak widac caly swiat
                              chrzescijanski musi na czyms opierac swoja wiare, jak myslisz? Czyzby wszyscy Ci
                              ludzie zwariowali? Uwierzyli w glupoty. Musieli na czyms ja oprzec ! Jezeli nie,
                              to naprawde sa glupcami. Wiem,ze wielu dopuszcza istnienie Boga na zasadzie, ze
                              inni to robia, wiec cos w tym musi byc. Dla mnie to jest okropne, jezeli na tym
                              tylko poprzestana. Moze to byc poczatek by dalej szukac samemu. I predzej czy
                              pozniej dochodzisz do wnioskow, takich czy innych. Twoj wolny wybor!
                              A co do fanatykow (rowniez religijnych) sa to ludzie, ktorzy nie do konca
                              wyciagaja wnioski. Z roznych powodow. No, coz kazdy zyje wg zasad, ktore sam
                              wybiera.



                              >
                              > dla samago dobra. nawet niewierzacy maja moralnosc - uwierz mi. i to ona im zab
                              > rania czynienia zla i sklania do dobra. mozna i powinno byc sie dobrym dla same
                              > go dobra, a nie ze wzgledu na ?docenienie? ze strony boga...

                              Wiem, ze kazdy ma jakas tam moralnosc. To oczywiste. A ja chce byc dobra nie
                              dlatego by mnie On docenil, nagroda? ale dlatego, ze jest tego godzien by zyc wg
                              Jego norm. Badz co badz, On umarl za moje grzechy i wykupil mnie z smierci. Mnie
                              to wystarcza by nie kierowac sie juz swoja moralnosci, nie wiem jak dobra.
                              >
                              > bo dobra jest za malo... ale dobro wystarcza, musi - inaczej nic nie mialo by s
                              > ensu...

                              Zgadza sie, ze za malo. Bo tak naprawde malo jest ludzi wierzacych. Z przekonania.
                              >
                              > szkoda... to najciekawsze rzeczy, nad ktorymi mozna sie pozastanawiac. o tym wl
                              > asnie rozmawialismy w tym watku, na ktorego namiaty podawalem wyzej...

                              Moze tam wejde.
                              >
                              > > Dlatego tez ciesze sie, ze ... czeka
                              > > nas nowe niebo i nowa ziemia....
                              >
                              > a co z syfem na tej ziemi? i na kogo tak naprawde czeka ta nowa?

                              Wg Biblii na wybranych. A ta ziemia (wg Biblii) przeminie.
                              >
                              > pozdrawiam
                              > da.killa

                              Rowniez:):)

                              A tak na koniec, to chyba tego watku nie da sie wyczerpac. Moze poprzestanmy na
                              swoich przekonaniach i niech czas robi swoje?????????

              • b3ut Re: Sens życia... 14.12.01, 01:27
                Nawet jeżeli założenie o istnieniu Boga jest prawdziwe to wedle tego co o Nim
                wiemy bardziej bedzie sie liczyc to co robimy dla innych a nie to co dla Niego
                • pau+la Re: Sens życia... 14.12.01, 09:39
                  b3ut napisał(a):

                  > Nawet jeżeli założenie o istnieniu Boga jest prawdziwe to wedle tego co o Nim
                  > wiemy bardziej bedzie sie liczyc to co robimy dla innych a nie to co dla Niego

                  Nie, takich wnioskow bym nie wyciagala. Jezeli On jest (jezeli jest) dla kogos
                  jedyny autorytetem to pomijanie Jego osoby byloby dziwne. Prawda jest, ze nasz
                  stosunek do innych powinien wynikac z ralacji z Bogiem. Takie ja wyciagam wnioski
                  czytajac Biblie.


                  • b3ut Re: Sens życia... 17.12.01, 00:39
                    to ją słabo czytasz. Przypomnij sobie jakie wg Kościoła jest najważniejsze
                    przykazanie
                    • pau+la Re: Sens życia... 17.12.01, 17:45
                      b3ut napisał(a):

                      > to ją słabo czytasz. Przypomnij sobie jakie wg Kościoła jest najważniejsze
                      > przykazanie


                      I tu mnie masz! Nie wiem jakie jest wg Kosciola ... ale wiem jakie wg Biblii:):)
                      Jezeli sa one tozsame to sie ciesze. Jezeli nie, to nie obchodzi mnie co mowi
                      Kosciol. Koscioly maja tendencje do wypaczania Slowa Bozego dlatego ostatecznym
                      autorytetem jest dla mnie Biblia. A najwazniejsze (bo pierwsze?) jest "bedziesz
                      milowal Boga, Pana swego z calego serca, duszy i sily itd, itd".Zdalam test?:):)

                      • b3ut Re: Sens życia... 17.12.01, 19:44
                        pau+la napisał(a):

                        > b3ut napisał(a):
                        >
                        > > to ją słabo czytasz. Przypomnij sobie jakie wg Kościoła jest najważniejsze
                        >
                        > > przykazanie
                        >
                        >
                        > I tu mnie masz! Nie wiem jakie jest wg Kosciola ... ale wiem jakie wg Biblii:):
                        > )
                        > Jezeli sa one tozsame to sie ciesze. Jezeli nie, to nie obchodzi mnie co mowi
                        > Kosciol. Koscioly maja tendencje do wypaczania Slowa Bozego dlatego ostatecznym
                        >
                        > autorytetem jest dla mnie Biblia. A najwazniejsze (bo pierwsze?) jest "bedziesz
                        >
                        > milowal Boga, Pana swego z calego serca, duszy i sily ..
                        no a dalej??


                        • pau+la Re: Sens życia... 19.12.01, 10:44
                          b3ut napisał(a):

                          > pau+la napisał(a):
                          >
                          > > b3ut napisał(a):
                          > >
                          > > > to ją słabo czytasz. Przypomnij sobie jakie wg Kościoła jest najważni
                          > ejsze
                          > >
                          > > > przykazanie
                          > >
                          > >
                          > > I tu mnie masz! Nie wiem jakie jest wg Kosciola ... ale wiem jakie wg Bibl
                          > ii:):
                          > > )
                          > > Jezeli sa one tozsame to sie ciesze. Jezeli nie, to nie obchodzi mnie co m
                          > owi
                          > > Kosciol. Koscioly maja tendencje do wypaczania Slowa Bozego dlatego ostate
                          > cznym
                          > >
                          > > autorytetem jest dla mnie Biblia. A najwazniejsze (bo pierwsze?) jest "bed
                          > ziesz
                          > >
                          > > milowal Boga, Pana swego z calego serca, duszy i sily ..
                          > no a dalej??


                          Wiesz i Ty i ja wiem co jest dalej. Inaczej bym z Toba nie rozmawiala:)
                          Mozna, oczywiscie zyc zgodnie z przykazaniami wybiorczo. Twoj wybor!
                          >
                          >

                          • b3ut Re: Sens życia... 19.12.01, 21:52
                            to nie chodzi o wybieranie sobie jakiś linijek zapisanych w jakiejś książce
                            tylko o postępowanie. Mam większe uznanie dla niewierzących myślących o
                            bliźnich niż o wierzących - oni "muszą" i robią to "z interesu".
    • Gość: JOnek Re: Sens życia... IP: *.torun.cvx.ppp.tpnet.pl 12.12.01, 16:20
      on napisał(a):

      > Jest, nie ma, czy nie warto zawracać sobie głowy - jak myślicie?

      Na początek trochę zwykłej logiki: Zawracać sobie głowę na pewno warto. Są bowiem
      dwie możliwości: A. Zycie kończy się z chwilą śmierci - czyli nie ma sensu. Nie
      ma więc znaczenia, czy zmarnuje się je na szukanie sensu, czy nie. Nie ma nawet
      sesu mówienie o zmarnowaniu sobie życia. Po prostu pozostanie po nas parę
      fotografii, które też za kilka...dziesiąt lat ulegną zniszczeniu. Kogo dzisiaj
      obchodzi, czy jakiś 16-wieczny Józek miał szczęśliwe życie, czy nie? Jego tez
      nie, jeśli go już nie ma.
      B. Druga możliwość - życie nie kończy się wraz ze śmiercią. Coś po nim jest.
      Zgodnie z punktem A. nawet jeśli uznajemy, że prawdopodobieństwo tego jest
      znikome, to i tak warto poświęcić swoje życie na szukanie odpowiedzi - co to jest
      i jak wobec tego nie zmarnować życia.
      Bowiem perspektywa odwrotna: że istnieje zycie wieczne, a ja przez swoją
      beztroskę je zmarnowałem, jest przerażająca.

      Z powyższego wynika, że jedynie ludzie szukający z całych swych sił sensu zycia
      postępują logicznie. Inni (olbrzymia większość) to debile.
      • pulsar Re: Sens życia... 13.12.01, 11:00
        Nie po to dano nam życie (największe dobro jakie posiadamy), abyśmy mieli
        wątpliwości, czy nie jest ono pozbawione sensu.
        • Gość: JOnek Re: Sens życia... IP: *.torun.cvx.ppp.tpnet.pl 14.12.01, 00:46
          pulsar napisał(a):

          > Nie po to dano nam życie (największe dobro jakie posiadamy), abyśmy mieli
          > wątpliwości, czy nie jest ono pozbawione sensu.

          Zakładając, że ktoś nam je dał, a nie jest ono przypadkową konfiguracją
          cząsteczek, to warto by się jednak upewnić, że dając je nie miał co do niego
          jakichś oczekiwań.
          • Gość: FLY Re: Sens życia... IP: *.wykonawcy.pl 16.12.01, 18:14
            Trzeba z życia korzystać.
            To właśnie jest jego sensem.
    • Gość: majah Re: Sens życia... IP: *.turboline.skynet.be 17.12.01, 12:36
      sens zycia to naprawde powazne zagadnienie- niestety nie kazdy potrafi na to
      pytanie odpowiedziec
      • pau+la Re: do b3ut i da.killa 19.12.01, 14:51
        Moze zycie jest nam dane po to, by znalezc jego sens. A co jest sensem to juz
        niech kazdy sam sobie odpowie i w zgodzie z tym zyje. Czyz nie?
        Proponuje zakonczenie rozmowy:):)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka