theotterus
27.05.10, 20:46
Rower w mieście fajna sprawa, ale nie w ruchu ulicznym wśród samochodów!
Podstawową sprawą jest zorganizowanie wydzielonych ścieżek rowerowych, lub
chociażby jakiś ich substytutów.
Póki co, gdy rowery jeżdżą wśród samochodów, przydałaby się jakaś forma
szkolenia z zasad ruchu - coś w stylu karty rowerowej dla dorosłych?
Rowerzysta porusza się bardzo wolno, a zajmuje na jezdni na tyle dużo miejsca,
że wymusza przynajmniej częściowy zjazd na sąsiedni pas ruch przy
wyprzedzaniu. Tamuje tym często ruch. Kolejna sprawa - słuchawki na uszach
rowerzystów - obserwuję to nagminnie - przecież to szczyt głupoty! Jak można
świadomie jadąc wśród samochodów odcinać się od bodźców dźwiękowych?
Rowerzyści przerażają mnie też tym, że w zasadzie swobodnie zmieniają sposób
poruszania - raz są uczestnikiem ruchu drogowego korzystając z jezdni, jak
samochód, lub motocykl, a za moment wymijają czerwone światło, wjeżdżając na
zebrę dla pieszych, na której jest zielone.
Kolejny radosny element to nagminne nieprzestrzeganie elementarnych zasad
ruchu drogowego, może z powodu ich nieznajomości. Tylko dzisiaj widziałem dwie
sytuacji, w których jacyś debile, sorry inaczej nie umiem ich nazwać, otarli
się o śmierć. Jakiś kompletny półgówek bez żadnej sygnalizacji odłączył się z
ciągu samochodów jadących po przeciwnym pasie ruchu i wjechał mi pod koła, po
prostu postanowił sobie skręcić w małą uliczkę po drugiej stronie ulicy! Nie
wiem jakim cudem wyhamowałem i całe szczęście, ze nie było nikogo za mną, nie
miałbym już pewnie tyłu samochodu. Gość jak na niego trąbiłem popatrzył się na
mnie z niezmąconym żadna refleksją wyrazem twarzy kompletnego pustaka.
Kolejna sytuacja. Dwa pasy ruchu. Ciągła linia. Prawy pas tylko i wyłacznie do
skrętu w prawo. Lewy do jazdy na wprost, lub skrętu w lewo. Co robi rowerzysta
na prawym pasie? Jedzie prosto. Co z tego, że nawet tego nie sygnalizuje? Co z
tego, że jest ciągła linia? Co z tego,ze wjeżdża pod koła samochodu na lewym
pasie?
To tylko przykłady z dzisiejszego dnia, a zdarza się to przecież cały czas.
Aha i jeszcze jedno - rowerzysta nie ma OC. Jak przez swoją głupotę zniszczy
mi samochód, to co mam zrobić? Dochodzić od niego kasy w drodze powództwa
cywilnego?
Zachowanie rowerzystów na chodnikach to temat na osobny artykuł chyba :)
Dlatego zamiast widzieć tylko jedną stronę i idąc zgodnie z popularnym nurtem
piać z zachwytu nad rowerem, trzeba też dojrzeć drugą, "ciemniejszą" stronę
medalu.
Bez ścieżek rowerowych, osobnej organizacji ruchu rowerowego oraz jakieś
weryfikacji znajomości prawa drogowego, ciężko mówić o cywilizowanej
koegzystencji rowerzystów z ruchem samochodowym.