Dodaj do ulubionych

Damski muzykant

19.08.10, 13:58
Słuchajcie no rybeńki ...

Ponieważ któryś z was kretynów ruszył nazwisko „Reszke”, nie mamy już
najmniejszych powodów, żeby dalej chronić małego 29 – letniego chłopczyka
Alanka...Miał czas, nie skorzystał, won!!!
Otóż ten niewinny chłopaczek robił był właśnie maturę, gdy Fundusz
alimentacyjny upomniał się o zwrot nienależnych świadczeń.. Pytasz debilku: „
po co Alan miałby się kontaktować z matką, on nie chce jej widzieć, raz to
powiedział i wystarczy, módlcie się, żeby się nie odezwał i nie napisał, jakie
mu urządziła sieroce dzieciństwo!!”... Zacznę – jak przystało w katolickim
kraju - od modlitwy – otóż z drżeniem serc naszych oczekujemy na rewelacje –
możemy nawet podpowiedzieć ich treść: „Sylwia zażywała narkotyki i leczyła się
psychicznie”.... Narkotyki zażywał kiedyś niedoszły narzeczony Sylwii, zaś
rzeczywiście musiała skorzystać z pomocy psychiatry po ciężkim pobiciu przez
ówczesnego swego męża „damskiego boksera” Jana R., czyli ojca Alana R
Ten cwaniak – już jako były mąż - chciał to wykorzystać i zamknąć ją w
Szpitalu Psychiatrycznym – wykorzystując swoje koneksje we Wrocławiu - ale
Sylwia zażądała badań, które wykluczyły jakiekolwiek kłopoty z jej „psyche”
!!!„ i misterny plan Jana R. poszedł się je.... Piszecie kretynki o obowiązku
alimentacyjnym. Otóż w każdym normalnym kraju – a Polska jak wiadomo do nich
nie należy – w momencie rozwodu zapada decyzja i dziecko może być zarówno z
matką, jak i ojcem. Sylwia zostawiając Janowi R. wszystko zostawiła mu także
syna albowiem wolała opiekę „własnego” alkoholika aniżeli opiekę jego
„dziadka” czyli swojego ojczyma – pijaka Edwarda Janusza T. Jan R. w ramach
tej „opieki” szybko się ożenił zapewne z jedną z tych co to w klubiku poznawał
a następnie wywalał nogą z łóżka i niewinny cherubinek Alanek musiał na to
patrzeć....
Ale po kolei...Więc gdy dowiedział się o sprawie sądowej zrobiło mu się mokro
w gaciach. Nie było mu mokro gdy wraz z oszustem tatusiem niejakim Janem R.
wytoczyli sprawę Sylwii podając nieaktualny jej adres doskonale wiedząc, że
nie mieszka już we Wrocławiu tylko w Jeleniej Górze. Ponadto Alan otrzymywał
wówczas niewielkie bo niewielkie ale jednak alimenty za pośrednictwem
Komornika, któremu Sylwia jak najbardziej podając adres wpłacała co miesiąc
pieniądze. Gdyby więc muzyk jakiś tam nauczyciel zawodu, czy muzyki Jan R.
dołożył należytej staranności bez trudu ustaliłby adres swojej byłej żony.
Sylwia odwołała się od wyroku, gdy tylko zapukał do niej komornik z nową
wieścią i doszło – w wyniku skargi na wznowienie postępowania - do rozprawy,
na którą Alan przybył z trzęsącymi się nóżkami. Był wówczas maturzystą i
alimenty jeszcze mu się należały w odróżnieniu od późniejszej próby ich
wyłudzenia (wspólnie i w porozumieniu z tatusiem, bo brakowała mu na budowę
domu). Wtedy nie uczył się już, a pracował – i wiadomość ta nie pochodzi z
kosmosu jeno od jak najbardziej jego zgorszonej postawą Alana i jego ojca
ciotki, obecnie mieszkanki Mińska Mazowieckiego – w Australii i w Irlandii...
A propos cioci, to muzyk Jan R. brzydził się chałturami, przeto wylegiwał się
do południa, ale nie brzydził się brać pieniędzy od swojej siostry też
muzyka, gdy ta chałturzyła za granicą....Ot, taka dziwna moralność. Na wniosek
stron sędzia zarządziła przerwę. Podczas krótkiego spotkania matki z synem
Alan błagał żeby ona wycofała sprawę, bo on nie chce mieć kłopotów i będzie
dobrym dzieckiem oraz będzie z nią w kontakcie.... Ponieważ jednocześnie
Sylwia załatwiała zamianę mieszkania ze swoją matką i drugim mężem i oszust
Alanek ujął ją tym swoim bajdurzeniem zdecydowała się wycofać sprawę
i przejąć zadłużenie z Funduszu na siebie. Gwarantem był jej
nowy mąż Paweł P. (czyli tatuś dwóch kolejnych „nieszczęśliwych” według wpisów
internetowych dziewczynek, malutkich dziewczynek: 19 i prawie 16 latek...)
Pawełek kiwał głową no bo jako chłopek spod Łodzi miał już dach nad łbem, a
jednocześnie w tajemnicy przed żoną uzyskawszy podstępnie fikcyjną
rozdzielność majątkową zaczął ją zadłużać w jej własnej Firmie, w której był
pełnomocnikiem, w ZUS-ie... I tak powstało zobowiązanie alimentacyjne (nie do
Alana tylko Funduszu) Sylwii.
O prawdziwych intencjach „chcącego się wówczas spotkać z matką 19 – latka
Alana R. dowiedziała się praktycznie zaraz po podpisaniu ugody w Sądzie, gdy
Alan telefonując do swego tatusia powiedział: „Nic z tego oni mają
rozdzielność....Może nam dzisiaj Alanek wytłumaczy sens tych skomplikowanych
zaszyfrowanych słów.... c.b.d.o.

* * *

O postępowaniu z dłużnikiem alimentacyjnym, o którym tłumoku dla ubogich
piszesz dalej można mówić gdy sie ma wyrok sądowy, albo co najmniej
zabezpieczenie....Tak się składa, że małoletnie Paulina P. Była do pierwszych
dni lipca na moim utrzymaniu (podobnie jak jej odcięta od Firmy matka), a nie
przypominam sobie żebym był jej ojcem....Więc może najpierw Pawełku oddaj
„kaskę”, którą niepotrzebnie roztrwoniłeś (może ci teraz zabraknąć) na
detektywów, a potem piszcie debilki o jakichkolwiek zobowiązaniach, a także o
„sumieniu”, które akurat dla was jest pojęciem zupełnie abstrakcyjnym !!!A i
jeszcze jedno: jak tam dieta z gotowych zupek oglądaczu „Turbo”

* * *







„nijaka jana niczego od was nie żąda durnie jak narazie („na razie” pseudo
polonistko, ale w wieku 71 lat trudno się już uczyć...nawet mając ciałko....)
to wy od niej żądacie za chwilę będziecie żadać odszkodowań za wasze
kapuściane decyzje od samego początku waszego spotka” Oczywiście swoje za te
plugastwa zapłacisz razem z tym swoim knurem, procesy już ruszyły, a będzie
ich i więcej i droższe dla was! Ale teraz będzie o twoim ukochanym „dziecku” -
czyli TOZ-ie, który skutecznie rozwaliłaś. Otóż przypomnę ci, że gdy twój
ukochany obecnie, a przedtem twierdziłaś, że ma wyraz twarzy niedorozwiniętego
zięć postanowił odciąć jedzenie dla psa o imieniu „LUNA”, którego kilka dni
wcześniej Katarzyna P wzięła ze schroniska rozpętałaś przeciwko niemu
prawdziwą wojnę w jeleniogórskim oddziale TOZ-u (oczywiście telefonicznie i
bodaj w weekend). Zapewniłaś więc panu zięciowi wizytę inspektorów z TOZ-u.
Ostatecznie Kaśka wraz z psem wylądowała w Gulczewie, gdzie Luna znalazła nie
tylko żarcie, ale także spory wybieg.....Ale to akurat już nie twoja zasługa
pani prezes....V – jak ty to mawiałaś – władzy kilka dni później byłaś już
przyjaciółką Pawełka, a naszym zajadłym – także internetowym – wrogiem. To się
nazywa kameleon, a nie skorpion pisarzyno nocna

* * *





Piszesz ciemniaku: „cudzego konia i cudzą rzeke jak wszystkim”...po pierwsze
nie przypominam sobie, żeby w Polsce sprywatyzowano rzeki, szczególnie tak
duże jak Bug. A co do „cudzego konia”....Gdyby wszystkie konie mojego zmarłego
ojca, które dzięki brakowi zainteresowania niektórymi składnikami spadku przez
mojego syna Janusza bezprawnie przebywające po ludziach (nawet łącznie z
bryczką jak to jest w przypadku „opowiadacza” Jerzego B.) wróciły dziś do
Gulczewa, to powstałaby niezła stadnina. A więc chłoptysie i dziewczęta może
wreszcie sobie przypomnicie na czyich karkach jeździcie.....???!!! Pewnie nie
wiecie nawet dlaczego...

* * *

Piszesz dalej ciaptaku: „ Ciekawe jakie wakacje zapewnial plebs swoim 2zonom i
dzieciom z pierwszego malzenstwa pochwal sie swoimi
Obserwuj wątek
    • wielki_czarownik A przepraszam - o co tu chodzi? /nt 19.08.10, 15:11

    • Gość: hanys jerunie IP: *.dip.t-dialin.net 19.08.10, 19:27

      Autor: superplebs
      Ponieważ któryś z was kretynów ruszył nazwisko „Reszke”, nie mamy już
      najmniejszych powodów, żeby dalej chronić małego 29 – letniego chłopczyka
      Alanka...Miał czas, nie skorzystał, won!!!
      Otóż ten niewinny chłopaczek robił był właśnie maturę, gdy Fundusz
      alimentacyjny upomniał się o zwrot nienależnych świadczeń.. Pytasz
      debilku: „
      po co Alan miałby się kontaktować z matką, on nie chce jej widzieć, raz to
      powiedział i wystarczy, módlcie się, żeby się nie odezwał i nie napisał,
      jakie
      mu urządziła sieroce dzieciństwo!!”... Zacznę – jak przystało w katolickim
      kraju - od modlitwy – otóż z drżeniem serc naszych oczekujemy na
      rewelacje –
      możemy nawet podpowiedzieć ich treść: „Sylwia zażywała narkotyki i leczyła
      się
      psychicznie”.... Narkotyki zażywał kiedyś niedoszły narzeczony Sylwii, zaś
      rzeczywiście musiała skorzystać z pomocy psychiatry po ciężkim pobiciu
      przez
      ówczesnego swego męża „damskiego boksera” Jana R., czyli ojca Alana R
      Ten cwaniak – już jako były mąż - chciał to wykorzystać i zamknąć ją w
      Szpitalu Psychiatrycznym – wykorzystując swoje koneksje we Wrocławiu - ale
      Sylwia zażądała badań, które wykluczyły jakiekolwiek kłopoty z
      jej „psyche”
      !!!„ i misterny plan Jana R. poszedł się je.... Piszecie kretynki o
      obowiązku
      alimentacyjnym. Otóż w każdym normalnym kraju – a Polska jak wiadomo do
      nich
      nie należy – w momencie rozwodu zapada decyzja i dziecko może być zarówno
      z
      matką, jak i ojcem. Sylwia zostawiając Janowi R. wszystko zostawiła mu
      także
      syna albowiem wolała opiekę „własnego” alkoholika aniżeli opiekę jego
      „dziadka” czyli swojego ojczyma – pijaka Edwarda Janusza T. Jan R. w
      ramach
      tej „opieki” szybko się ożenił zapewne z jedną z tych co to w klubiku
      poznawał
      a następnie wywalał nogą z łóżka i niewinny cherubinek Alanek musiał na to
      patrzeć....
      Ale po kolei...Więc gdy dowiedział się o sprawie sądowej zrobiło mu się
      mokro
      w gaciach. Nie było mu mokro gdy wraz z oszustem tatusiem niejakim Janem
      R.
      wytoczyli sprawę Sylwii podając nieaktualny jej adres doskonale wiedząc,
      że
      nie mieszka już we Wrocławiu tylko w Jeleniej Górze. Ponadto Alan
      otrzymywał
      wówczas niewielkie bo niewielkie ale jednak alimenty za pośrednictwem
      Komornika, któremu Sylwia jak najbardziej podając adres wpłacała co
      miesiąc
      pieniądze. Gdyby więc muzyk jakiś tam nauczyciel zawodu, czy muzyki Jan R.
      dołożył należytej staranności bez trudu ustaliłby adres swojej byłej żony.
      Sylwia odwołała się od wyroku, gdy tylko zapukał do niej komornik z nową
      wieścią i doszło – w wyniku skargi na wznowienie postępowania - do
      rozprawy,
      na którą Alan przybył z trzęsącymi się nóżkami. Był wówczas maturzystą i
      alimenty jeszcze mu się należały w odróżnieniu od późniejszej próby ich
      wyłudzenia (wspólnie i w porozumieniu z tatusiem, bo brakowała mu na
      budowę
      domu). Wtedy nie uczył się już, a pracował – i wiadomość ta nie pochodzi z
      kosmosu jeno od jak najbardziej jego zgorszonej postawą Alana i jego ojca
      ciotki, obecnie mieszkanki Mińska Mazowieckiego – w Australii i w
      Irlandii...
      A propos cioci, to muzyk Jan R. brzydził się chałturami, przeto wylegiwał
      się
      do południa, ale nie brzydził się brać pieniędzy od swojej siostry też
      muzyka, gdy ta chałturzyła za granicą....Ot, taka dziwna moralność. Na
      wniosek
      stron sędzia zarządziła przerwę. Podczas krótkiego spotkania matki z synem
      Alan błagał żeby ona wycofała sprawę, bo on nie chce mieć kłopotów i
      będzie
      dobrym dzieckiem oraz będzie z nią w kontakcie.... Ponieważ jednocześnie
      Sylwia załatwiała zamianę mieszkania ze swoją matką i drugim mężem i
      oszust
      Alanek ujął ją tym swoim bajdurzeniem zdecydowała się wycofać sprawę
      i przejąć zadłużenie z Funduszu na siebie. Gwarantem był jej
      nowy mąż Paweł P. (czyli tatuś dwóch kolejnych „nieszczęśliwych” według
      wpisów
      internetowych dziewczynek, malutkich dziewczynek: 19 i prawie 16 latek...)
      Pawełek kiwał głową no bo jako chłopek spod Łodzi miał już dach nad łbem,
      a
      jednocześnie w tajemnicy przed żoną uzyskawszy podstępnie fikcyjną
      rozdzielność majątkową zaczął ją zadłużać w jej własnej Firmie, w której
      był
      pełnomocnikiem, w ZUS-ie... I tak powstało zobowiązanie alimentacyjne (nie
      do
      Alana tylko Funduszu) Sylwii.
      O prawdziwych intencjach „chcącego się wówczas spotkać z matką 19 – latka
      Alana R. dowiedziała się praktycznie zaraz po podpisaniu ugody w Sądzie,
      gdy
      Alan telefonując do swego tatusia powiedział: „Nic z tego oni mają
      rozdzielność....Może nam dzisiaj Alanek wytłumaczy sens tych
      skomplikowanych
      zaszyfrowanych słów.... c.b.d.o.

      * * *

      O postępowaniu z dłużnikiem alimentacyjnym, o którym tłumoku dla ubogich
      piszesz dalej można mówić gdy sie ma wyrok sądowy, albo co najmniej
      zabezpieczenie....Tak się składa, że małoletnie Paulina P. Była do
      pierwszych
      dni lipca na moim utrzymaniu (podobnie jak jej odcięta od Firmy matka), a
      nie
      przypominam sobie żebym był jej ojcem....Więc może najpierw Pawełku oddaj
      „kaskę”, którą niepotrzebnie roztrwoniłeś (może ci teraz zabraknąć) na
      detektywów, a potem piszcie debilki o jakichkolwiek zobowiązaniach, a
      także o
      „sumieniu”, które akurat dla was jest pojęciem zupełnie abstrakcyjnym !!!A
      i
      jeszcze jedno: jak tam dieta z gotowych zupek oglądaczu „Turbo”

      * * *







      „nijaka jana niczego od was nie żąda durnie jak narazie („na razie” pseudo
      polonistko, ale w wieku 71 lat trudno się już uczyć...nawet mając
      ciałko....)
      to wy od niej żądacie za chwilę będziecie żadać odszkodowań za wasze
      kapuściane decyzje od samego początku waszego spotka” Oczywiście swoje za
      te
      plugastwa zapłacisz razem z tym swoim knurem, procesy już ruszyły, a
      będzie
      ich i więcej i droższe dla was! Ale teraz będzie o twoim
      ukochanym „dziecku” -
      czyli TOZ-ie, który skutecznie rozwaliłaś. Otóż przypomnę ci, że gdy twój
      ukochany obecnie, a przedtem twierdziłaś, że ma wyraz twarzy
      niedorozwiniętego
      zięć postanowił odciąć jedzenie dla psa o imieniu „LUNA”, którego kilka
      dni
      wcześniej Katarzyna P wzięła ze schroniska rozpętałaś przeciwko niemu
      prawdziwą wojnę w jeleniogórskim oddziale TOZ-u (oczywiście telefonicznie
      i
      bodaj w weekend). Zapewniłaś więc panu zięciowi wizytę inspektorów z TOZ-
      u.
      Ostatecznie Kaśka wraz z psem wylądowała w Gulczewie, gdzie Luna znalazła
      nie
      tylko żarcie, ale także spory wybieg.....Ale to akurat już nie twoja
      zasługa
      pani prezes....V – jak ty to mawiałaś – władzy kilka dni później byłaś już
      przyjaciółką Pawełka, a naszym zajadłym – także internetowym – wrogiem. To
      się
      nazywa kameleon, a nie skorpion pisarzyno nocna

      * * *


      ale ci pieronie pizlo w pokrywe czachy!


      Piszesz ciemniaku: „cudzego konia i cudzą rzeke jak wszystkim”...po
      pierwsze
      nie przypominam sobie, żeby w Polsce sprywatyzowano rzeki, szczególnie tak
      duże jak Bug. A co do „cudzego konia”....Gdyby wszystkie konie mojego
      zmarłego
      ojca, które dzięki brakowi zainteresowania niektórymi składnikami spadku
      przez
      mojego syna Janusza bezprawnie przebywające po ludziach (nawet łącznie z
      bryczką jak to jest w przypadku „opowiadacza” Jerzego B.) wróciły dziś do
      Gulczewa, to powstałaby niezła stadnina. A więc chłoptysie i dziewczęta
      może
      wreszcie sobie przypomnicie na czyich karkach jeździcie.....???!!! Pewnie
      nie
      wiecie nawet dlaczego...

      * * *

      Piszesz dalej ciaptaku: „ Ciekawe jakie wakacje zapewnial plebs swoim
      2zonom i
      dzieciom z pierwszego malzenstwa pochwal sie swoimi [/i]
    • Gość: as srsly WTF? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.08.10, 20:31

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka