dorjanf
25.03.04, 14:47
Mam 26 lat, jestem wrocławianinem. Takich jak ja jest mnóstwo wokół mnie,
dlatego jestem jednostką schematyczną w dzisiejszych czasach. Podobny żywot
jak mój prowadzi mnóstwo moich znajomych wokoło. Śpieszę wytłumaczyć w czym
rzecz. Wszystko zaczęło się gdy zdałem maturę i jak wielu moich rówieśników
miałem wielką enigmatyczną pustkę przed sobą. Po mojej głowie, bez przerwy
chodziło pytanie - co dalej? Miałem wtedy 19 lat i wierzyłem wtedy, że świat
stoi przede mną otwarty i czeka na mój zapał na moją wiedzę i na mnie. Po
złożeniu papierów na studia okazało się, że się niestety nie dostałem się na
studia dzienne. Pozostawało tylko przerzucenie papierów na zaoczne i tak też
zrobiłem. Po roku bezustannego poszukiwania pracy i dość dobrych wynikach na
studiach, postanowiłem uniezależnić się w końcu finansowo od rodziców.
Znalazłem sobie pracę w fabryce, gdzie ustawili mnie na taśmie i przez 8
godzin niczym Charlie Chaplin musiałem nakładać i przykręcać elementy. Po
wyjściu z fabryki czułem się jak warzywo. Nie czułem swojego indywidualizmu,
który traciłem z każdym kolejnym przykręcanym elementem wytworu taśmy
produkcyjnej. Nienawidziłem tej pracy. W czasie pracy marzyłem tylko o tym,
żeby wrócić do domu zagłębić się w moje książki. Powstała u mnie obsesyjna
myśl, ze wszystko to, co teraz robię jest wynikiem moich braku kompetencji.
Zacząłem obsesyjnie uczyć się języków. Z najniższej pensji jaką wtedy można
było dostać, zacząłem opłacać kursy języka obcego. Moje zachcianki, chęć
posiadania czegokolwiek- wyeliminowałem. Chciałem to, co mnie spotkało
zmienić, wierzyłem, że nadaje się do czegoś bardziej ambitnego. Kolejna praca
była jeszcze gorsza, gdyż trafiłem między ludzi bez jakichkolwiek ambicji,
starałem się zachować jak największy dystans od tego wszystkiego co słyszałem
i widziałem. Jak mogłem zbliżać się do osób, których bawią opowieści o
wrzucanym do wody psie, z przywiązanym do szyi żelastwem. Czy możecie sobie
wyobrazić, że bawiło ich to , że pies nie miał możliwości uratowania się?
Moja obsesja zdobywania wiedzy i chęć uwolnienia się od tego wszystkiego
potęgowała się. W międzyczasie skończyłem studia z bardzo dobrymi wynikami.
Skończyłem coś w co włożyłem na prawdę bardzo dużo pracy. I zarazem sprawiało
mi to dużo satysfakcji. A co się zmieniło? Tylko to, że nadal pracuję w
najgorszych do wyobrażenia warunkach, za śmiesznie niskie pieniądze. Nie mam
już marzeń. Wiedzę zgłębiam tylko dla siebie, bo sprawia mi to wielką frajdę.
Za dziesięć lat może napiszę czy opłacił się wysiłek skończenia studiów. Na
razie szufluję łopatą wśród (nie wszyscy) bandy kryminalistów, pijaków, i
lekkich niedorozwojów. Którzy mają marzenia, ja już ich nie mam.