2010

23.09.10, 21:20
W poprzednich latach były wątki o wycieczkach w danym roku. W zeszłym roku trochę to uwiądło. Bo cóż nowego mozna wymysleć. No, nie do konca, zawsze mozna zneleźć nowe warianty, przxemieścic się w dalsze rejony. Moim zamysłem, prócz rozruszania/reanimowania forum jest przedstawianie wycieczek do tej pory nie opisanych.
Jeśli o mnie chodzi nie ma tego zbyt wiele. Co prawda przejechałem (wycieczkowo) w tym roku ponad 8,5 tys. km, ale większośc po starych trasach (czasem z niewielkimi wiariacjami). Z nowych wyzwań, dostępnych z Wrocławia w jednodniowym wypadzie, to był Chełmiec, a ostatnio Góra Pyszczyńska (kto wie gdzie to jest?). Z dalszych rejonów to czeskie Jizerske Hory.
Tyle jako zagajenie. Kilka wycieczek opiszę w następnych postach. Zapraszam innych rowerzystów do prezentacji swych ciekawych tras.
    • Gość: Karina 2010 r IP: 194.204.135.* 25.09.10, 17:31
      Podziwiam ludzi jeżdżących prawie wyczynowo ,bo pokonywanie tras dłuższych niż 20 km to dla mnie już gehenna ,a nie przyjemność .Ale przeczytałam ,że dopiero 45 minut jazdy na rowerze powoduje chudnięcie z tkanki tłuszczowej ,a zatem kiedy ja już padam na "mordeczkę " to wówczas ucieka ze mnie tłuszczyk ,ale nie daję rady .
      • Gość: Roman Re: 2010 r IP: 79.110.195.* 25.09.10, 19:58
        Proponuję metode małych kroków. Jechać dopóki ma się z tego przyjemność. Na początek nic na siłę. Najistotniejsza jest regularność - moze byc niewiele km, ale codziennie, Z czasem większe dystanse. To przyjdzie naturalnie. Głowa do góry :-)
        • Gość: Rowers Re: 2010 r IP: *.chello.pl 26.09.10, 01:04
          Oj nie mogę się zgodzić z takimi radami.
          Żeby poczuć przyjemność trzeba się przełamać i jechać dalej trochę na siłę. Najpierw będą trochę piekły mięśnie ale po chwili to przejdzie wystarczy się na tym nie skupiać. Po pokonaniu bariery przychodzi satysfakcja i chęć na pokonanie kolejnych barier a od tego już tylko krok do ostrzejszej jazdy i strzałów adrenaliny.
          Poza tym bardzo może pomóc muzyka. Zacytuję tu kawałek starej reklamy podajże nike : "...Kiedy brakowało sił niosła mnie muzyka..." w wielu przypadkach to działa.
          Wiem sam po sobie. Kiedy wracam z wyczerpującej wycieczki i nie mam już sił, a do domu jeszcze daleka droga, włączam muzykę i jadę dalej nie czując już takiego zmęczenia. Mam na tą okazje specjalne utwory dla przykładu Dream Evil - "Prophecy", Sabaton "Art of War" i "40-1", KSU - "Pod Prąd", IRA - "Ikar", Niemen - "dziwny jest ten świat", NDK - "Muzykalna dzielnica". Male "Reggaemova", evanescence - "Bring me to life" czy "Going under". Jest tego jeszcze sporo to tzw. power songi
          • termifnfal Re: 2010 r 26.09.10, 03:12
            Ja zaczynałem swoją przygodę z rowerem na 10 km. Stwierdziłem że to lubię a dodatkowo obrałem sobie za cel dojazd do Włocławka z Wrocławia w jeden dzień. Pierwszy raz jak jechałem to po prostu wsiadłem na rower i przed siebie w stronę Oławy (która to trasa potem już została). Po przejechaniu 5 km miałem dosyć - a tu jeszcze trzeba wrócić...

            Następnego dnia też taka sama trasa... No i tak coraz dalej i dalej... Tylko że starałem się przełamywać i jechać trochę dalej, przeważnie do zaplanowanej wcześniej ilości km. A rok później osiągnąłem swój cel - przejechałem 230 km na zwykłym góralu z kerfura w 10 godzin z kawałkiem i nie byłem nawet specjalnie zmęczony. Dwa tygodnie później wracałem z powrotem. Tydzień później pojechałem jeszcze raz i po następnym tygodniu wracałem.
          • termifnfal Re: 2010 r 26.09.10, 03:13
            Co do muzyki to się zgodzę. Dodaje kopa, trochę odwraca uwagę od monotonii jazdy szosą i człowiek się tak nie zamula ;)
          • Gość: Roman Re: 2010 r IP: 79.110.195.* 26.09.10, 20:10
            > Oj nie mogę się zgodzić z takimi radami.
            > Żeby poczuć przyjemność trzeba się przełamać i jechać dalej trochę na siłę. Naj
            > pierw będą trochę piekły mięśnie ale po chwili to przejdzie wystarczy się na ty
            > m nie skupiać. Po pokonaniu bariery przychodzi satysfakcja i chęć na pokonanie
            > kolejnych barier a od tego już tylko krok do ostrzejszej jazdy i strzałów adren
            > aliny.
            Dziecinnada, dziecinnada...
            Twoje rady dobre są dla zdrowego i wysportowanego człowieka, który nie jeździ bądź mało jeździ. Wtedy rzeczywiście mozna się na siłę przełamywać, ryzykuje się tylko bólem siedzenia i np. nadgarstów czy barków nienawykłych do pozycji na rowerze.
            Jeśli jednak przejechanie 20 km na rowerze w tempie spacerowym jest gehenną, to Twoje rady sa zabójcze. Prawdę mówiąc 20 km na rowerze (spacerowo) to zaden wysiłek. To tyle co kilkukilometrowy spacerek pieszo. Jeżeli są z tym problemy, to albo wina zupełnego braku aktywności fizycznej, kłopotów ze zdrowiem albo zupełnie niedopasowanego rowera.
            Parę razy do roku jeździ ze mna kolega (5 lat ode mnie młodszy), nauczyciel wf-u, wybiegany, umięśniony, wydolny. Ale rzadko wsiadający na rower. Jak jedzie ze mna więcej niz 30-40 km to wiem, że cierpi. Daje radę, ale na drugi dzień unika rowera.
            Powtarzam więc - nic na siłę. W najlepszym wypadku ryzykuijemy zniechęcenie do rowera.
            Gwoli ścisłości - nie piszę o sobie. Czy przejadę 100 czy 200 km to czuję przyjemne zmęczenie. I dlatego jeżdżę (w tym roku konczę 55 lat).
            • Gość: Rowers Re: 2010 r IP: *.chello.pl 27.09.10, 00:42
              > Twoje rady dobre są dla zdrowego i wysportowanego człowieka, który nie jeździ b
              > ądź mało jeździ. Wtedy rzeczywiście mozna się na siłę przełamywać, ryzykuje się
              > tylko bólem siedzenia i np. nadgarstów czy barków nienawykłych do pozycji na r
              > owerze.

              Oj uwierz, że do wysportowanej sylwetki naprawdę dużo mi jeszcze brakuje, ale cały czas nad tym pracuje a waga idzie pomału w dół.
              I czy wiek ma cokolwiek do pokonywania barier?
              Nie chodziło mi o to żeby od razu wskoczyć na siodełko i przebujać sie 100 km ale ustalać sobie cele i dążyć do nich pomimo zmęczenia.
              Muzyka bardzo w tym pomaga i pozwala zapomnień o zmęczeniu.
              Do tego ograniczenie napoi typu pepsi do minimum a jako picie na krótkie przejażdżki woda i to w sporych ilościach bo nie ma nic gorszego od odwodnienia.
              Poza tym w poprawie kondycji i co z tym idzie dłuższymi wycieczkami bardzo pomaga trening interwałowy.
          • Gość: benek Re: 2010 r IP: *.e-wro.net.pl 28.09.10, 17:34
            Przyznam, że ja nie rozumiem o czym piszecie.
            Te wszystkie rady o muzyce i sposobach zwiększania dystansu.
            Dla mnie najpierw trzeba polubić jazdę rowerem na krótkich dystansach po Wrocławiu.
            Jak pojedziemy do Leśnicy to musimy wrócić i podczas powrotu nie myślimy, że warto przerwać. Im bliżej celu tym mniej myślimy o zmęczeniu.

            Jazda w terenie z muzyką dla mnie się kłóci.
            Jak jadę poza miasto to nie dla sportu aby nabić km, ale aby coś zobaczyć i zespolić się z przyrodą.
            Jakieś plączące się słuchawki, zatkane uszy, przeszkadzałyby mi czuć powiew wiatru i czy śpiew ptaków.
            Każdy lubi co innego, ale dla mnie rower który nie wymaga drogi daje taką wolność, że przestałem planować trasy wyjazdu.
            Jadę gdzie mnie oczy poniosą. Aby się nie nudzić wybieram na mapie miejsca w których nie widziałem np.pałace a że te są w co 3-ciej wiosce to od atrakcji do trakcji mam góra 5 km więc nie ma czasu się nudzić.
            Warto też wziąć aparat i każdą ciekawą rzecz na drodze fotografować.
            W tym czasie odpoczną mięśnie. Powroty są oczywiście inne. Robione po zmierzchu, człowiek stara się skoncentrować na jeździe mimo chłodu. Uważa się na koleiny i błoto. Zwykle nie wykorzystuję tego czasu na jakieś rozmyślania na trudne tematy a wyłączając bodźce wzrokowe umysł się wycisza i naprawdę odpoczywa tak jak we śnie.
            Kogoś może nużyć gapienie się pod koło a innego uspokajać.
            Ja jak się skoncentruję na jedzie to nie czuję chłodu, i zmęczenia.
            To mi pozwala wracać zawsze z uśmiechem choćbym był zabłocony lub przemarznięty.
            Nigdy nie narzekam i dziwię się ludziom którzy na koniec wycieczki kręcą nosem psując sobie miłe wspomnienia.
            Myślę że to kwestia przyzwyczajenia. Rasowy rowerzysta przyzwyczajony jest do trudności związanych z rowerem i nie zwraca na nie uwagi.
            Z pewnością powrót rowerem po zmęczeniu jest wygodniejszy niż powrót z długiej wycieczki pieszej bo tam się człowiek kiwa ze zmęczenia i jak narobi sobie odcisków to każdy kilometr jest problemem. Podobnie z kręgosłupem itp.
            Zatem jak ktoś nie jeździ na co dzień rowerem to sądzę że żadne rady mu nie pomogą.
            Można radzić jak się odżywiać, co pic aby nie opaść z sił.
            Ale mówić czym kto ma się cieszyć i czym motywować do dalszej jazdy nie wydaje mi się sensowne. Moi towarzysze cieszyli się różnymi sprawami. Jedni z towarzystwa, inni z pokazanych tajemniczych miejsc, inni z opowieści historycznych, inni poznawali przyrodę czy to chłonąc jak całym ciałem czy tez słuchając wyjaśnień na temat ptaków czy roślin.
            Najbardziej motywuje różnorodność.
            Człowieka zaskakuje że mimo że jakiś teren wydawał mu się znany to nagle w jakimś zakątku odkrywa zupełnie nietypowy widok.
            Nie rozumiem jak można się motywować aby jeszcze parę km pojechać dalej. Jeśli ktoś przed półmetkiem musi się takich sztuczek imać to jak wróci z powrotem ?
      • Gość: artek Re: 2010 r IP: *.wroclaw.vectranet.pl 26.09.10, 21:33
        Gość portalu: Karina napisał(a):
        > Podziwiam ludzi jeżdżących prawie wyczynowo ,bo pokonywanie tras dłuższych niż
        > 20 km to dla mnie już gehenna ,a nie przyjemność .

        wszystko jest dla ludzi ... a rower jest jednym z najefektywniejszych i najgenialniejszych mechanizmów jakie człowiek kiedykolwiek wymyślił. z natury rzeczy predestynowany do przemieszczania się na duże odległości przy minimalnym wysiłku.

        odległość nie jest problemem - przy odpowiedniej prędkości i częstych odpoczynkach (plus sprawny i dopasowany rower) można przejechać dużo więcej niż 20 km, i wcale to nie będzie gehenna. lajtowa wycieczka to nie są wyścigi gdzie w krótkim czasie trzeba dać z siebie wszystko. problem odległości leży w naturze psychicznej, nie fizycznej. ale jeśli faktycznie po godzinie jazdy odczuwa się bolesny fizyczny dyskomfort, to stawiam na źle wyregulowany rower, niedobrany rozmiar ramy czy kiepskie i niewygodne siodło.

        www.artek.wro.vectranet.pl/rower/IMG_4553-borne-male.jpg
        te dwa małe dzieciaki (9 i 10 lat) na małych 20" kółkach (co wbrew pozorom ma ogromne znaczenie), wcale nie jeżdżące dużo na rowerze - co najwyżej okazjonalnie po osiedlu - w czasie wakacyjnej wycieczki przejechały po piachach i szutrach bornego-sulinowa ok. 35 km. ze wszystkimi przystankami, postojami i łażeniem po bunkrach, zajęło to ponad 4 godziny - w sumie nic nadzwyczajnego ani imponującego. fakt, ostatnia godzina była mecząca i jęcząca (a moje małe blondie potrafi pojękiwać), ale dały radę. i bez żadnych większych sensacji w dniu następnych.
        nawet mój kilkunastoletni syn - na codzień unikający roweru jak ognia, zaliczył kilka 30-40 km tras. ale nie była to jazda non stop, a np. luźna wycieczka w godzinkę nad jezioro, 3 godzinki wylegiwania się na słoneczku i powrót przez .. czynny jak się okazało wojskowy poligon. ale narzekał jedynie na bród, przez który trzeba było przejechać w wodzie po osie ;)

        > Ale przeczytałam ,że dopiero 45 minut jazdy na rowerze powoduje chudnięcie
        > z tkanki tłuszczowej

        ja znam wersję z 30 minutami, ale wszystko jeszcze zależy od tętna - tętno musi być w granicach 50-70% maksymalnego (liczonego jako 220 minus wiek). przy dużym wysiłku odzwierciedlającym się w dużym tętnie, organizm wcale nie zaczyna spalać tłuszczu, bo jest to .. zbyt męczące ;)
        tak więc, nic na siłę, pulsometr na klatę i dozować wysiłek do niezbędnego minimum.
        • Gość: Roman Re: 2010 r IP: 79.110.195.* 26.09.10, 22:31
          > przy duży
          > m wysiłku odzwierciedlającym się w dużym tętnie, organizm wcale nie zaczyna spa
          > lać tłuszczu, bo jest to .. zbyt męczące ;)
          Otóż to. Przy intensywnym wysiłku organizm siega po to co najprzystepniejsze - węglowodany. I szybko to zużywa. Przy braku zasilania pojawia sie wycieńczenie - zaliczyłem to wiele razy zanim dowiedziałem sie, że niezbedne jest dokarmianie szybko przyswajalnymi produktami. Podobno mozna wytrenować organizm by sięgał po rezerwy tłuszczowe. Ale to wyższa szkoła jazdy. Aby spalać tłuszczyk wysiłem pownien byc umiarkowany i długotrwały (rzecz jasna).
        • Gość: Rowers Re: 2010 r IP: *.chello.pl 27.09.10, 00:30
          > ja znam wersję z 30 minutami, ale wszystko jeszcze zależy od tętna - tętno musi
          > być w granicach 50-70% maksymalnego (liczonego jako 220 minus wiek).

          To mój cały trening w takim razie jest do niczego. Fajnie wiedzieć że od 4 lat ćwiczę całkowicie źle. Czyli w moim przypadku powinienem tętno utrzymywać w granicach 100-140 wydaje mi sie że to trochę za wysoko bo do 140 dochodzę przy naprawdę ostrej jeździe.

          > przy duży
          > m wysiłku odzwierciedlającym się w dużym tętnie, organizm wcale nie zaczyna spa
          > lać tłuszczu, bo jest to .. zbyt męczące ;)

          Dlatego bardzo skuteczne są interwały podczas których dajemy organizmowi czas na odpoczynek. W ten sposób wyrabia się kondycje i zmusza organizm do spalania tłuszczu a nie mięśni.
        • Gość: benek Re: 2010 r IP: *.e-wro.net.pl 28.09.10, 16:35
          Wziąłem kiedyś 12 letnią dziewczynkę, która na co dzień nie korzystała z roweru .Po objechaniu Ślęży na 64 km pomyślałem że przecież powinienem zapytać czy nie jest zmęczona choć dotąd jechała raźno. Spodziewałem się odpowiedzi, że na dziś wystarczy.
          Tymczasem dziewczątko z uśmiechem odpowiedziało, że wcale nie jest zmęczona i chętnie pojechałaby gdzieś dalej.
          Z kolei moja pani wzięła na Słowacji na wycieczkę ok. 25 km po dość płaskim terenie swoją koleżankę.
          Koleżanka podczas jazdy nie narzekała ale od tamtego czasu nawet nie chce słyszeć o wycieczkach rowerowych.
    • Gość: Roman Re: 2010 IP: 79.110.195.* 29.09.10, 23:13
      Obiecałem, zakładając wątek, opisać kilka ciekawych, moim zdaniem, wycieczek. Niniejszym to czynię.
      Na początek ulubione, nie tylko przeze mnie, Góry Izerskie.Od pięciu lat jeżdżę tam dość często zarówno latem (rower) jak i zimą (biegówki). Najlepszą bazą do wypadów w góry zarówno polskie jak i czeskie jest chyba schronisko Orle. Blisko stąd do przepraw na czeska stronę (mostek na Izerze, Mytiny - stacja kolejowa Harrachov czy przejście drogowe w Jakuszycach).
      Pierwszy wypad - pod koniec maja. Z dwoma kolegami zrobilismy ładną trasę w Czechach. Pierwszy raz tak głęboko się tam zapuściłem, prawie na sam południowy kraniec w okolice Bedrichova. Mimo zimna po czeskiej stronie mnóstwo rowerzystów. Ciekawe miejsca to Nova Louka (piękny dom przysłupowy), zapora wodna Josefuv Dul, Protrzena prehrada (przerwana zapora - miejsce katastrofy na początku poprzedniego stulecia) i opustoszały obecnie, kultowy Hnojovy Dum w Jizrece. Trafilismy również na kwitnące żonkile w Jizerce. To była sobota. W niedzielę zrobilismy krótką pętle do Chatki Górzystów. Całość na cykloserver.cz:
      www.cykloserver.cz/cykloatlas/?d=29014#pos=50.79313|15.26885|14
      Zdjęcia: zabloto.wroclaw.pl/infusions/pictureflow_gallery/pictureflow_gallery.php?album_id=14
      Drugi raz - czerwiec. Pogoda podobna jak w maju: zimno i momentami lekkie opady. Tym razem też głównie Czechy (wiadomo - wiecej tras, lepsze piwo ;-)). Tym razem trochę łatwiej. Z Orla do Jizerki, Smedava, Predel, Tisina (pod Smrkem), Hubertka, Lazne Libverda (popas w restauracji Obri Sud - wielka beczka), Hejnice, Raspenava, Frydlant (ostatni ok. 10-cio km odcinek trasą rowerową wzdłuż Smedy, która w sierpniu i obecnie mocno dała się we znaki miejsowosiom nad nią leżącym).
      We Frydlancie skorzystalismy z cyklobusu by podjechać do Smedavy (ok. 20 km uciązliwego podjazu szosą). Fajna sprawa - autobus ciągnie za soba przyczepę na której są stojaki na rowery. O ile pamiętam koszt wyniósł 28 KC za osobę i 20 za rower, w sumie ok. 8 zł. Ze Smedavy do Jizerki, Chaty pod Bukovcen i długi zjazd wzdłuż Izery niemal do Korenova. Następnie krótka, acz stroma wspinaczka do Mytin o powrót po polskiej stronie, równirż wzdłuz Izery, do Orla:
      www.bikebrother.com/ride/50829
      www.bikebrother.com/ride/50830
      Drugi dzień to tradycyjna (ale nieco rozszerzona przez kopalnię Stanisław i Grzbiet Wysoki) pętelka do Chatki:
      www.bikebrother.com/ride/50831
      Zdjęcia: zabloto.wroclaw.pl/infusions/pictureflow_gallery/pictureflow_gallery.php?album_id=15
      Po raz trzeci - piąta rocznica mostka na Izerze. Oj działo się, działo - jak to w Orlu.
      Tym razem nie byłem z wytrawnymi rowerzystami więc rowerowanie było skromniejsze, ale nie do końca. Przede wszystkim do Orla pojechałem rowerem, nie z samego Wrocławia ale z niedalekich okolic:
      www.bikebrother.com/ride/52540
      Duchota była niemiłosierna więc troche uprosciłem trasę i od Kaczorowa pojechałem "trójką". Z moimi towarzyszami, podróżującymi samochodami umówiłem sie, ze po zakwaterowaniu w Orlu wsiądą na rowery i wyjadą mi naprzeciw w okolice osiedla Huty w Szklarskiej. Zrobiliśmy wycieczkę do Chatki Robaczka na "słynne" pierogi. Chyba były to nasze ostatnie pierowi u Robaczka. Bylismy nie piewrszy raz. Pierwszy raz powaliły nas - ceną, 13 zł za porcję (plus 2 za ćwiartkę maślanki).
      Następnego dnia było troche podobnie jak w czerwcu: Jizerka, Smedava, Predel, Hubertka. Stąd singletrekiem (pętla pod Smrkem wytyczona lasami, głównie po poziomicach) do Obri Sud i zjazd do Hejnic. Stąd mozolny podjazd do Smedavy i powrót do Orla:
      www.bikebrother.com/ride/52541
      Następny dzień to przedpołudniowa pętleka do Chatki z kapielą w wyjątkowo ciepłej Izerze:
      www.bikebrother.com/ride/52542
      i świętowanie na pikniku przy mostku.
      Nazajutrz zroliliśmy Smreka wracając przez Czechy (Predel, Jizerka) - bardzo paskudny zjazd na czeską stronę
      www.bikebrother.com/ride/52543:
      Zdjęcia: zabloto.wroclaw.pl/infusions/pictureflow_gallery/pictureflow_gallery.php?album_id=16
      Ostatni wypad to połowa sierpnia. Tym razem byłem sam z piechurami. Pogoda podobna jak w maju i czercu - zimno i deszczowo. Znów dotarłem tam rowerem:
      www.bikebrother.com/ride/53833
      Następnego dnia wypad na czeską stronę. Wiedziałem o powodzi (w Polsce rejon Bogatyni), która nawiedziła te tereny tydzień wcześniej. Od Smedavy (byłem tam jedynym rowerzystą podczas gdy normalnie jest ich tam w weekendy chmara) jechałem w dół, wzdłuż rzeki Smedy obserwując zniczneia przez nią spowodowane. Zniszczone miejscowości Bily Potok, Hejnice, Raspenava, Frydlant. Wszędzie wielkie sprżątanie, jak we Wrocławiu w 1997 r. Z Frydlantu do Novego Mesta i Czerniawy. Stąd bardzo stromy podjazd pod Stóg Izerski (na odcinku ok. 1,5 km średnie nachylenie 20%, większość prowadziłem rower, tu chyba jest gorzej niż pod przeł. Karkonoską od Przesieki). Dalej przez Łącznik do Hali Izerskiej i Orla. Po drodze, zaskoczyłem popasającą łanię z młodymi. Przez kilka minut przycupniety robiłem im (z odległości ok, 50 m) zdjęcia i filmiki. Łania mnie zauważyła, przyglądała się i dopóki się nie poruszyłem (a byłem w jaskawoczerwonej kurtce przeciwdeszczowej) nie reagowała. Jeden mój ruch ręką i zwierzaki błyskawicznie się zwinęły. Trasa:
      www.bikebrother.com/ride/53834
      Następnego dnia poranne grzybobranie (wysyp prawdziwków) i powrót do Wrocławia rowerem:
      www.bikebrother.com/ride/53835
      Zdjęcia: zabloto.wroclaw.pl/infusions/pictureflow_gallery/pictureflow_gallery.php?album_id=17
      • gkrzem72 Re: 2010 27.09.11, 17:09
        spodobało mi się to co piszesz , szukam ludzi do fajnych wycieczek w tym regionie i na rowey i na narty , proszę o kontakt tel.602 137 550
        • Gość: Roman Re: 2010 IP: *.static.korbank.pl 28.09.11, 22:08
          Jak będę się wybierał następny raz dam znać.
          • Gość: benek To tylko up IP: *.e-wro.net.pl 23.09.12, 15:23
            to tylko up
Pełna wersja