Gość: ak
IP: *.olnet.com.pl
13.05.04, 07:59
Sąsiedzi chcą jeździć
Czwartek, 13 maja 2004r.
LUBAWKA, KAMIENNA GÓRA Pociągi pasażerskie nie jeździły tędy od 59 lat,
pociągi towarowe przestały kursować pod koniec lat dziewięćdziesiątych. Teraz
są szanse, że ożywi się najruchliwsza przez wiele stuleci droga do Czech
przez Sudety, zwana Bramą Lubawską.
Kolej przez Bramę Lubawską chce uruchomić czeska firma Viamont, która ma
europejska licencję na kolejowe przewozy pasażerskie, od 1 maja ważną również
w Polsce. Na razie Viamont planuje weekendowe połączenia dla polskich
turystów, którzy zechcą odwiedzić po czeskiej stronie gór Skalne Miasto,
uważane za jedną z największych turystycznych atrakcji Czech. W przyszłości
firma nie wyklucza codziennych połączeń kolejowych. Nieoficjalnie – bo trwają
rozmowy handlowe okryte tajemnicą – wiadomo, że polskie koleje skłonne są
zgodzić się na wykorzystywanie torów przez czeską firmę. – Już prawie cztery
lata temu proponowałem PKP uruchomienie takiego połączenia – mówi burmistrz
Lubawki Tomasz Kulon. – Nie było żadnej odpowiedzi. Cieszę się, że teraz
kolej jest skłonna do rozmów o uruchomieniu linii. Burmistrz uważa za błąd
traktowanie linii kolejowej z Kamiennej Góry do Trutnova jako lokalnej. O
znaczeniu połączenia świadczy, zdaniem burmistrza, dworzec w Lubawce, drugi
pod względem wielkości po wrocławskim. Budowla, przed 10 laty opuszczona
przez PKP, niszczeje. Władze Lubawki od ponad czterech lat próbują przejąć
dworzec od kolei, ale dopiero teraz zaczęły negocjacje. Kolej chce za dworzec
umorzenia zaległych podatków od nieruchomości, burmistrz nie godzi się na
takie warunki. O tym, że mogą tędy jeździć pociągi przekonali się wszyscy 1
maja, kiedy na trasie Trutnov – Královec – Žacléř – Lubawka – Kamienna Góra
jeździł specjalny pociąg ciągnięty przez zabytkowy parowóz. To była jednak
tylko feta z okazji wejścia do UE, nowe połączenie kolejowe ma być unijną
codziennością.
Wojciech Jankowski - Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
Jednak komuś to się będzie opłacać.Może nasze malownicze sudeckie szlaki
kolejowe ożyją nie tylko jako weekendowa atrakcja turystyczna, ale też jako
codzienny środek lokomocji mieszkańców. Mam nadzieje ze Czesi przeniosą na
nasz grunt praktykę czestego kursowania składów, a nie jak nasza kochana PKP
dwa razy dziennie (a pózniej zdziwienie ze nikt nie jeżdzi i trzeba zamknąc).
Może ktoś wklei to na skyscraper do kolejnictwa, akurat tam Dolny sląsk nie
ma częstych powodów do chwały...