Dodaj do ulubionych

Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych warunkach

14.09.11, 14:02
Nikt o zdrowych zmysłach nie wystąpi z podaniem o egzamin komisyjny bo może on mieć tylko negatywne skutki. Jeszcze się nie zdarzyło by "koledzy"- nauczyciele akademiccy kwestionowali swoje oceny. Na tym wydziale generalnie panuje zasada, że im więcej studentów obleje egzamin tym lepiej. To nie jest normalne żeby ąz tyle osób oblewało - zawsze znajdą się osoby, które przyjdą nieprzygotowane, ale przystępując któryś raz z rzędu do tego samego egzaminu to niemożliwe żeby przyjść nieobkutym.
Obserwuj wątek
    • Gość: Studentka Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.dynamic.mm.pl 14.09.11, 14:22
      Po ierwsze bład- egzaminatorem jest dr Cieśliński... garyuluje studentom pomysłu pojscia z tym do prasy na kilak dni przed wynikami , ktore i tak już na chwile obecna rok w rok bija na glowe ilosc warunkow Z KPA , ktore bylo nasz sława i niechlubna historia ;)

      Tak, władze wydziału za kazdym razem w kazdej sprawie zazwyczaj zachecaja nas do skladania roznych pism, skarg- gdyz taka droga nam studentom przesluguje... szkoda tylko , że w drugiej czesci zdania z szyderczym usmeichem na twarzy dodadza, że nasz wniosek i tak zostanie rozpatrzony w sposob negatywny.

      A prodziekan np, nic w pewnych kwestiach nie może zroić " gdzy ma zwizane rece" ...

      • Gość: asd Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.opera-mini.net 14.09.11, 14:42
        Akurat pójście do prasy to chyba najlepsze i jedyne rozwiązanie dla studentów. Demokratyczne standardy i praworządność nigdy na uczelni nie działały dobrze (mówiąc łagodnie), a na wydziale prawa w szczególności (o czym zresztą sama napisałaś). Z patologiami trzeba walczyć i fakt, że studenci je widzą i nie boją się zaryzykować, tylko dobrze o nich świadczy.
    • lalala-pl Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru 14.09.11, 14:29
      Ten wydział ma swoje zasady wobec których studenci są bezsilni. Unia jest na 3.roku, a ludzie chcą te studia ukończyć, nikt nie będzie wojował na własną rękę. Smutne, ale prawdziwe. Zdarzają się tacy egzaminatorzy,którzy czują, że mogą wszystko, prócz często kosmicznych wymagań i systemu 0-1, to po prostu są aroganccy i chcą utrudnić, w dodatku wiedzą, że nie spotkają ich żadne konsekwencje. Zawsze dobrą wymówką będzie to, że studenci się nie przygotowują. Tutaj nie zmienia się nic (Baron) lub zmienia na gorsze.
      • Gość: nie-prawnik Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.walbrzych.vectranet.pl 14.09.11, 16:13
        na polibudzie jakoś takie rzeczy nie zdarzają się wcale :)
        • Gość: olo Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.11, 16:50
          bo to uniwerek.
          • Gość: EDEK Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.ha.pwr.wroc.pl 15.09.11, 00:58
            No tak, Samorząd Studencki do fikcja, więc robią nauczyciele co chcą. Na PWr to by nie przeszło. Co to wogóle za zarządzanie poprawek kiedy gość ma ochodzę, dwa dni jeden po drugim. u nas plan sesji wisi kilka miesięcy przed sesją. Masakra. Najpierw porządek niech u siebie zrobią, komuchów się pozbędą, a potem zajmą sie Deklaracjami Pawłowickimi i innymi pierdołami.
    • Gość: absolwent UWr Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: 173.242.114.* 14.09.11, 14:32
      Stara, sprawdzona metoda - upychanie studentów niestacjonarnych razem ze stacjonarnymi, żeby jak najwięcej zaoszczędzić. Studenci niestacjonarni powinni teraz złożyć zbiorowy pozew do sądu za niewywiązywanie się uczelni z realizacji usług, za które zapłacili. Będzie to świetna praktyka dla przyszłych prawników.

      Jako ciekawostkę podam, że sam niegdyś, jako student niestacjonarny, walczyłem w podobnej sprawie (nierealizowanie bądź fatalne jakościowo realizowanie usługi). Wszelkie odwołania, począwszy od dyrektora instytutu, poprzez dziekana, a skończywszy na rektorze, były nieskuteczne. Dopiero gdy zagroziłem w podaniu skierowanym do rektora pozwem cywilnym z konkretnego paragrafu, sprawa momentalnie została załatwiona pozytywnie, jak ręką odjął.

      Co do przyczyn nadmiernego uwalania studentów na niektórych, bardziej obleganych kierunkach - pełna zgoda. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że na I rok studiów przyjmuje się więcej studentów niż jest faktycznie miejsc, których potem trzeba wyrzucić. Pracownicy mają wręcz odgórnie nakazane, jaki procent studentów mają uwalić. Oczywiście wszystko po to, żeby ściągnąć jak najwięcej kasy z naiwnych, młodych ludzi. Wmawianie im, że tylu wylatuje, bo tak słabo się uczą, to zwykły pic na wodę. Proponowałbym studentom również w tej sprawie zainteresować odpowiednią instytucję. WPAiE, niestety, od wielu lat ma fatalną opinię w kwestiach dydaktyki i również od lat nikt nie próbuje tego zmienić.
    • Gość: gość Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.11, 14:48
      No tak, zbliża się rok akademicki i zaczynają się artykuły na temat uniwersyteckich patologii. Szkoda, że uczelnia nie ma się czym lepszym pochwalić...
    • von_lewir Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych warunkach 14.09.11, 14:58
      1. jak już zauważono powyżej wykładowca to Pan dr Cieśliński.
      2. Przedmiot jest wykładany ciekawie, wystarczy chodzić i notować a zda każdy. Egzamin z tego co pamiętam jest przeprowadzany z notatek.
      3. Winni są najprawdopodobniej sami studenci, którzy zamiast się uczyć piszą do gazet. Czas poświęcany na pisanie na forum mogliby wykorzystać do nauki...
      4. Nie ukrywajmy, jeżeli coś jest skandalicznego na studiach prawniczych to jakość studentów i ich ilość. Wydział prawa powinien mieć 100-150 studentów dziennych i to by wystarczyło zarówno na rynku jak i pod względem jakości kształcenia.
      5. Nie ukrywajmy, że studenci niestacjonarni reprezentują poziom równie skandaliczny jak ich wypowiedzi na forum. Nic dziwnego, że większość z tych osób nie pracuje później w zawodzie albo pracuje za grosze psując rynek dobrym kolegom i koleżankom, przez co Ci ostatni nie mogą znaleźć pracy za godziwe wynagrodzenie.
      6. Jeżeli młodszym kolegom nie podoba się na studiach to nie spodoba się im także na rynku, dlatego życzę owocnego szukania pracy (a być może studiów) poza rynkiem prawniczym.
      • Gość: s Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.dynamic.mm.pl 14.09.11, 15:06
        1. zaskaujacym stwierdzeniem jest , że egzamin jest tylko i wylacznie z notatek z wykladów.
        Podręczników do Prawa Unii Europejskiej jest wiele , a większość studentów w zasadzie nawet nie wie z , ktorego powinni sie uczyć aby cześć gospodarcza była napisana na przyzwoitym poziomie, ktory zadowoli pana Dr.

        2. Co do ilosci studentow zarowno na dziennych, wieczorowyc i zaocznych - rzeczywiscie jest ich za duzo . Niestety WPAiE woli wychodzi z załozen stricte ekonomicznych , gdzie studenci niestacjonarni ze swoich bardzo wysokich oplat za studia jak i niezdane egzmainy - utrzymuja cala reszte.
        3. Gdyby ktoś mial ochot,ę wgryz sie w temat zapraszam na 5 lat studiow na wspomnianym wydziale. Może zmieni zdanie co do zagadnienia, ze jesli ktoś się nie uczy to nie zdaje, a inni ktorzy sie ucza zdaja.

        • von_lewir Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru 14.09.11, 15:20
          Wbrew powyższemu miałem przyjemność skończyć studia na WPAIE i nie były one jakoś bardzo trudne, jeżeli ktoś przysiadł to mógł z łatwością zdać każdy egzamin...
          • Gość: tutu Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.11, 15:42
            Może zamiast siedzieć przez całe studia z nosem w książkach i ryć tak jak pan profesor przykazał, należało trochę otworzyć oczy i zapoznać się z otoczeniem? Bo widać, że empatii do tej pory cię nie nauczono, nadęty egoisto i bufonie.
            • porshe Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru 14.09.11, 16:19
              och tak - wytykanie skrajnego lenistwa oraz braku chęci edukacji to już straszna potwarz, do sądu go! Jak on śmie!

              A tak na serio - w pełni się z nim zgadzam. Poziom studentów prawa jest skandaliczny, już nawet nie chodzi o to, że z języków prawniczych znają jedynie łacinę (a i to bardzo kiepsko), nie potrafią tłumaczyć z greki, jakość współczesnych języków obcych na tym wydziale to jakaś kpina (zero przygotowania z języka zawodowego).

              Do tego - olbrzymie braki w wiedzy, widoczne na każdym kroku, olbrzymia niechęć do wzbogacania własnej wiedzy, wszystko po najmniejszej linii oporu.... drodzy studenci - nie tak się studiowało prestiżowe kierunki i dr Ciesielski widocznie w końcu postanowił nieco przeczyścić koryto (i bardzo dobrze).

              Sporo osób oblało? Nie ma problemu - napiszcie, że chcecie zdawać w innym mieście, przy innych wykładowcach inny test z tego przedmiotu - zapłacicie za organizację z własnej kieszeni - trudno. Zobaczycie, jak was ocenią osoby postronne... będziecie zdziwieni.
              • Gość: olo Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.11, 16:57
                a skąd ty wiesz, że skrajne lenistwo? tak cię nauczono na studiach dopowiadać sobie fakty, aby pasowały do własnych poglądów, pseudoprymusku? jesteś tu najlepszym przykładem niedouczonego absolwenta studiów wyższych. w pełni się zgadzam z przedmówcami, że sami pracownicy wydziału takich sobie studentów dobrali, więc niech teraz pija nawarzone piwo. przyszłym razem proponuję im przeprowadzić rekrutację wśród abslwentów szkoły specjalnej (to tez czasami niezła kasa) - wtedy dopiero będą mieli okazję do dowartościowania się, porównując się z nimi.

                jeśli studenci mają olbrzymie braki w wiedzy to też świadczy to dobitnie, jaki "produkt edukacyjny" oferuje ta uczelnia i ten wydział.
                • Gość: janek Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.internetia.net.pl 14.09.11, 17:55
                  Moje wspolokatorki zdawaly ten egzamin. Cala ich nauka polegala na przegladnieciu pytan z lat poprzednich, o 21, dzien przed egzaminem sie do tego zabraly. Wczesniej oczywiscie siedzialy z notatkami na facbooku... A i jeszcze mialy jedna pomoc naukowa, jedna drugiej wysylala odpwiedzi przez telefon bo mialy go o roznych godzinach...
                  • Gość: fiku Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.11, 21:08
                    No i tu się baniacz należy...ja poświęciłem cały miesiąc uczenia dzień w dzień do 1 terminu i do 2 terminu 4 i pół tygodnia...a obstawiam że i tak baniacz będzie
                  • Gość: harnaś Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.11, 21:29
                    Gość portalu: janek napisał(a):

                    > Moje wspolokatorki zdawaly ten egzamin. Cala ich nauka polegala na przegladniec
                    > iu pytan z lat poprzednich, (...) jedna drugiej wysylala odpwiedzi przez telefon bo mialy go o ro
                    > znych godzinach...

                    I pewnie tacy właśnie studenci dostają piątki u tego doktora.
                    • Gość: slhalr Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.11, 22:00
                      Ja uczyłam się ponad dwa tygodnie, codziennie po kilka godzin, korzytsajac z notataek dziennych i wieczorowych oraz trzech roznych ksiazek z unii ( w tym ze skrotu dr Cieslinskiego) i zdalam na 4 w pierwszym terminie z czego bardzo sie ciesze;D
                      Jak sie posiweci troche wiecej czasu na nauke i bedize sie uczylo tehgo nie na pameic ale ze zrozumieniem tak zeby moc jakos top w calosc polaczyc to wydaje mi sie ze na 3 da sie zdac.
                      • Gość: harnaś Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.11, 22:21
                        Gość portalu: slhalr napisał(a):

                        > Ja uczyłam się ponad dwa tygodnie, codziennie po kilka godzin, korzytsajac z no
                        > tataek dziennych i wieczorowych...

                        To koleżanka studiuje jednocześnie w dwóch trybach, czy wysługuje się innymi koleżankami? Jeśli to pierwsze, to ocenę chyba należałoby podzielić przez 2, jeśli drugie, to przez n (gdzie n oznacza liczbę koleżanek). Jak koleżanka weźmie kalkulatorek i sprawnie policzy, to się dowie, że tak czy siak, na więcej niż 2 nie zasłużyła...
                        • Gość: z UE mam 3 :p Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.adsl.inetia.pl 15.09.11, 01:06
                          No i własnie czekałem na odpowiedz osoby z dziennego prawa,slhalra napisała byś na 5 UE a i tak student z dziennego prawa napisze że nie umiałaś NIC no co najwyżej na 2 :p ,a morał tej bajki jest taki że i tak po pół roku od zdania egzaminu z UE zarówno zaoczny jak i dzienny student nie będzie pamiętał z tego materiału praktycznie nic,bo jak każdy egzamin na tych studiach to pamięciówka i jeśli nauczonego materiału sie nie powtarza w kółko,po prostu się go zapomina i naprawdę tryb studiów nie ma tu nic do rzeczy,a wątpie żeby ktoś go powtarzał skoro zaraz przychodzi nastepna sesja i trzeba do niej opanowac zupełnie nowy materiał,jest to niewykonalne.

                          Ale żeby harnaś po raz setny poczuł się dowartościowany napiszę :student dzienny jest wszechwiedzący a zaoczny to debil który jest analfabetą.

                          Co do samego egzaminu:na tym wydziale jak się umie to się zalicza,jest to prosta zasada !Tutaj nikt nie oblewa na złość czy coś w tym rodzaju.Widocznie moi drodzy koledzy studenci (wszystkie tryby) nie nauczyliście się na ten egzamin i efekty są jakie są,jakie by nie były warunki,lepsze czy gorsze,jak byście umieli to byście zaliczyli-zapewniam !

                          Najpierw przyczyn oblanego egzaminu szukajcie u siebie a później u wykładowcy ew.innych pracowników uczelni.Czy naprawdę nie możecie sobie wyobrazić że np. to wy sami jesteście sobie winni,czy naprawdę jestescie tak zapatrzeni w siebie że nie przychodzi wam to do głowy,czy uważacie siebie za takich omnibusów, no ludzie trochę samokrytycyzmu.
                          • Gość: harnaś Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.11, 02:06
                            Koledze wyjaśniam, że nie studiowałem prawa ani w trybie dziennym, ani zaocznym. Studiowałem inne kierunki - zarówno w trybie dziennym, jak i zaocznym. Usatysfakcjonowany? Czekam teraz na "teorię", co ten fakt o mnie znaczy i dlaczego byłem złym studentem. Kolega z pewnością doskonale to wie, mimo że nie zna ani moich ocen, ani kierunków, jakie studiowałem, ani moich zainteresowań, zdolności intelektualnych itp. A wie, bo ma - jak widać - wyrobioną opinię na temat studentów. Gdy coś jest nie tak, to studenci są winni, to oni powinni zacząć od siebie. Nie rozumie, że na uczelni też pracują, mimo że doktorzy i profesorowie, to lenie, obiboki, nieroby, osoby niekompetentne, aroganckie, bez kompetencji dydaktycznych. Nie rozumie, bo go to nie obchodzi. On tak dobiera fakty, żeby mu pasowały. Dlatego jak spotka takiego jak ja, mimo że go nie zna, zawsze tak sobie dopowie, żeby wyszło na jego. Tylko pogratulować obiektywizmu, wiedzy, samokrytycyzmu, chęci poznania prawdy. Urodzony akademik. Nic tylko zrobić doktorat i pracować ze studentami. Za trudne? Nie szkodzi. Polecam szybko zgłosić się na jakąś uczelnię - doktorat honoris causa dostanie od ręki.
                • sverir Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru 14.09.11, 18:10
                  > że sami pracownicy wydziału takich sobie studentów dobrali, więc niech teraz pija nawarzone
                  > piwo.

                  No to właśnie piją to nawarzone piwo i oblewają studentów, którzy z różnych przyczyn - od skrajnej głupoty po skrajne lenistwo - nie przygotowali się do egzaminu. Co jeszcze proponujesz? Przepuścić studenta, bo trzy lata wcześniej ktoś go przyjął na studia?

                  > jeśli studenci mają olbrzymie braki w wiedzy to też świadczy to dobitnie, jaki
                  > "produkt edukacyjny" oferuje ta uczelnia i ten wydział.

                  A to już zupełnie swoją drogą.
                  • Gość: ququ Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.opera-mini.net 14.09.11, 19:45
                    Jasne, wszystkiemu winni są studenci, a pracownicy naukowi to same świętoszki. Poczytaj sobie ten artykuł: wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,88047,9022221,Jestem_baronem__Nie_chce_dluzej_zyc_w_sredniowieczu.html , a sam się zorientujesz, że studenci przy nich to niewinne aniołki prosto z nieba. Jeśli pracownicy uniwerku nie potrafią wyselekcjonować odpowiednich kandydatów na studia, to myślisz, że potrafią kogokolwiek czegokolwiek nauczyć? Niech się najpierw uporają z własnym burdelem, a dopiero potem wymagają czegokolwiek od innych. 50% albo i więcej niezdawalności, powtarzającej się co roku, źle świadczy tylko o nauczycielu.
                    • sverir Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru 14.09.11, 20:48
                      Oj, stary, nie wiem skąd wniosek z mojej wypowiedzi, że to studenci są wszystkiemu winni. Może nie doczytałeś do końca, a może poczułeś się urażony krytyką własnej osoby. W sumie to bez znaczenia.

                      Ad rem.

                      Po pierwsze, niekoniecznie 50% niezdawalność źle świadczy o wykładowcy (gwoli ścisłości, nie musi też źle świadczyć o studentach). Ot takie kpa na przykład. Na moim roku wiele osób w ogóle nie uczyło się na ten egzamin, poświęcając czas na inne przedmioty. Tak żeby mieć na warunek lub tylko jedną poprawkę we wrześniu. Zaliczenie studentowi czystej kartki lub odpowiedzi (w dodatku niepełnej) na jedno z trzech zadanych pytań to farsa, a nie egzamin. Tyle, że rok później kolejny rocznik ma wiedzę o zdawalności, a nie o przyczynach takich wyników. I podejmuje podobne kroki - olewa naukę na pierwszy termin. I tak w kółko.

                      Po drugie, odwrotnie, 100% zdawalność niekoniecznie świadczy dobrze o wykładowcy (gwoli ścisłości, niekoniecznie musi też dobrze świadczyć o studentach). Ot taki zapomniany przedmiot jak integracja europejska, zdawalność właśnie na tym poziomie. Egzamin testowy, pytania powtarzają się od lat, profesor jawnie ignoruje ściągających studentów. Student potem oczywiście nic nie umie - nie jego wina, w końcu nikt od niego nie wymagał - ale faktem jest, że nie zalicza dzięki znajomości przedmiotu.

                      Po trzecie, ani kadra, ani studenci nie są aniołkami prosto z nieba, tym bardziej niewinnymi. Kadrze po prostu łatwiej jest oskarżyć studentów o wrodzoną odporność na wiedzę, ale jednocześnie studentom łatwiej jest zarzucić kadrze brak przygotowania do prowadzenia zajęć. Ale obie "strony" mają w tym trochę racji.

                      > Jeśli pracownicy uniwerku nie potrafią wyselekcjonować dpowiednich kandydatów na studia,
                      > to myślisz, że potrafią kogokolwiek czegokolwiek nauczyć?

                      Powiedzmy, że nie łączę umiejętności odsiania kandydatów na studia z umiejętnością nauczania odsianych. To, że ktoś nie umie naprawić kranu nie oznacza, że nie potrafi zająć się instalacją elektryczną.
                      • Gość: harnaś Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.11, 21:41
                        Wszystko, co napisałeś, to są subiektywne spekulacje, na dodatek mało przekonujące. Tymczasem fakty są, jakie są: egzamin był skandalicznie zorganizowany, studenci nie mieścili się w sali. Z faktami trudno polemizować, chyba że wymyślisz jakąś kolejną bajkę, jako to wykładowca chciał, a nie mógł. Gdyby coś takiego stało się w szkole prywatnej, gdzie władzom zależy na studentach, taki wykładowca długo by nie popracował. Bez względu na to, jak dobrym jest dydaktykiem. Jeśli pójdziesz pracować do prywatnej firmy, to choćbyś nie wiem, jakim był fachowcem, szybko cię wywalą, jeśli będziesz srał na dywan albo z lekceważeniem odnosił się do klientów. Obowiązują pewne normy organizacji i szacunku wobec usługobiorców i należy ich przestrzegać. Fakt, że na uniwersytecie ignoruje się takie zdarzenia, świadczy tylko, że jeszcze długa droga tej uczelni do normalności.
                        • sverir Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru 14.09.11, 23:41
                          > Wszystko, co napisałeś, to są subiektywne spekulacje, na dodatek mało przekonujące.

                          Podejmij więc polemikę i udowodnij mi, że się mylę. Na przykład udowadniając mi, że nie ma studentów z mocno ograniczonymi możliwościami i fakt, że ktoś sobie na tych studiach nie radzi, to wyłącznie wina wykładowców. Chętnie dam się przekonać.

                          > Z faktami trudno polemizować

                          Z faktami nie polemizuję. Polemizuję z absurdalnym przekonaniem rzeszy studentów, że wszyscy bez wyjątku są zdolni i słabe oceny niektórych z nich, to wina wyłącznie kiepskich wykładowców.

                          > chyba że wymyślisz jakąś kolejną bajkę, jako to wykładowca chciał, a nie mógł.

                          Nie planuję wymyślać żadnych bajek. Znam podejście egzaminatorów z tego wydziału do studentów, co wyraźnie wyżej zaznaczyłem.

                          > Jeśli pójdziesz pracować do prywatnej firmy, to choćbyś nie wiem, jakim był fachowcem,
                          > szybko cię wywalą, jeśli będziesz srał na dywan albo z lekceważeniem odnosił się do
                          > klientów.

                          Dorośnij człowieku, bo kiedyś zrobisz sobie krzywdę wiarą w takie cuda.
                          • Gość: harnaś Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.11, 02:14
                            Najpierw ty udowodnij, że masz rację. Nie możesz tego zrobić, bo to są wyłącznie twoje subiektywne spekulacje, których źródłem jest frustracja (przypuszczam, że w jakiś sposób zawodowo masz kontakt ze studentami). Dlatego powtarzam: spekulacje zachowaj dla siebie i wróć do faktów. A te są inne niż to, o czym piszesz. Temat artykułu nie dotyczy poziomu studentów, tylko organizacji konkretnego egzaminu. Egzamin został przeprowadzony w skandalicznych warunkach, co potwierdzają fakty. Wina leży po stronie wykładowcy. Zamiast odwracać kota ogonem i zwalać winę na studentów, ustosunkuj się do oczywistych faktów. I przestań grozić, bo takie praktyki może są skuteczne wobec studentów, ale nie na publicznym, wolnym od cenzury forum.
                            • sverir Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru 16.09.11, 07:53
                              > Najpierw ty udowodnij, że masz rację.

                              Na forum to dość trudne, bo nie mógłbym Ci pokazać prac, które studenci tworzą w ramach zaliczeń kolokwiów. Ale pozwolę sobie na przytoczenie klasyki gatunku z historii doktryn. Pytanie: w jaki sposób Bodin krytykował Locke'a? Dasz wiarę, że studenci piszą na ten temat całe wypracowania?

                              > Temat artykułu nie dotyczy poziomu studentów(...)

                              Temat artykułu nie, ale dyskusja już tak. Nikt nie powiedział, że musimy pozostać wyłącznie przy temacie artykułu. Ale rozumiem Twoje stanowisko - poziom studentów to faktycznie temat drażliwy.

                              > Zamiast odwracać kota ogonem i zwalać winę na studentów, ustosunkuj się do oczywistych
                              > faktów

                              Trzykrotnie już tylko w tym fragmencie dyskusji napisałem co myślę o sposobie wykładania przez WPAiE. Następnym razem, gdy poprosisz mnie o udowodnienie moich tez po prostu przedstawię Ciebie za przykład.

                              > I przestań grozić, bo takie praktyki może są skuteczne wobec studentów, ale nie na
                              > publicznym, wolnym od cenzury forum.

                              Grozić? A niby w którym momencie? W tym, w którym piszę, że zrobisz sobie krzywdę wiarą w cuda, że w prywatnej firmie to wywalają od razu?:))
                              • Gość: Piotr Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: 94.76.216.* 16.09.11, 13:07
                                Skoro piszą całe wypracowania, to chyba dużo wiedzą, czyż nie? Co, nie chce się czytać prac studentów? Ty pewnie wolałbyś, żeby pisali dwa-trzy zdania i słowo w słowo tak, jak jest w skrypcie. Wykładoffca, he he... Wszystko, co napisałeś, dowodzi raczej żenująco niskiego poziomu wykładowców (w tym twojego), a nie studentów. Spróbuj sam popracować sobie w prywatnej firmie, a samym tym faktem zrobisz sobie krzywdę.
                                • Gość: Emi Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.wroclaw.mm.pl 16.09.11, 14:06
                                  Otwórz wikipedię, wklep te dwa nazwiska.. I wyciągnij wnioski ;)
                                • Gość: doktorant Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.11, 14:47
                                  To, że student pisze piękne wypracowanie na 3 strony nie oznacza, że wie. Wielokrotnie sprawdzałem kolokwium napisane na 5 czy 6 kartek (!!) A4, tylko że mimo najszczerszych chęci musiałem postawić dwóję, bo to było 12 stron o niczym. No może nie o niczym, ale nie na temat i na dodatek z błędami.
                                  • Gość: olo Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.11, 15:11
                                    Jeśli pisze bardzo skąpo to tym bardziej nie oznacza, że wie. Dlatego podany przykład jest do d... i świadczy, że ten koleś nie ma pojęcia o ocenianiu studentów.
                                    • Gość: doktorant Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.11, 17:36
                                      Przecież nikt nie stosuje zasady "albo-albo". Student może napisać na 10 stron i nie wiedzieć, ale może spłodzić 2 zdania i też nie wiedzieć. Z drugiej strony może napisać 2 zdania lub strony, ale ściśle na temat i dostać piątkę. Moje doświadczenia jednak wskazują, że kolokwia mające więcej, niż 4 strony A4 są z reguły kiepskie. Przynajmniej jeżeli chodzi o te, które ja robię. Staram się tak formułować pytania, żeby można było zmieścić się na 3 stronach A4 i dostać ocenę bdb.
                                      • Gość: olo Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.11, 19:45
                                        No właśnie pisze. Przeczytaj sobie wypowiedź kilka postów wcześniej. Zresztą ty też to samo napisałeś ("Moje doświadczenia jednak wskazują, że kolokwia mające więcej, niż 4 strony A4 są z reguły kiepskie."). Jakaś dziwna ta twoja reguła, przypuszczam, że po prostu jesteś uprzedzony do dłuższych wypowiedzi (za dużo czytania?) i automatycznie oceniasz je gorzej, nawet nie wnikając w to, co student napisał. Twoje wyliczenia stron (ile powinno być na ocenę bdb, ile to jest za dużo itp.) potwierdzają, że koncentrujesz się przesadnie na ilości, a nie na jakości.
                                        • Gość: doktorant Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.11, 20:09
                                          A czemu mi imputujesz jakieś brzydkie zachowania? Nie znasz mnie, nie wiesz jak oceniam. Nie jestem uprzedzony. Po prostu z doświadczenia (bo kolokwiów sprawdziłem już setki, jeśli nie tysiące) wiem, że często student usiłuje pokryć brak wiedzy laniem wody. Jeżeli pytanie brzmi "wymień przesłanki X" a przesłanek tych w kodeksie jest pięć, to odpowiedź powinna zawrzeć się w pięciu zdaniach (lub myślnikach). Jeżeli w takiej sytuacji widzę, że nasmarowane jest na pół strony, to jestem niemal pewny, że będzie to lanie wody pokroju wymienienia dwóch przesłanek i opisania ich, podczas gdy ja chcę wymienienia (i tylko wymienienia) pięciu. Zdarzyć się może (i zdarza), że ktoś wymieni pięć i jeszcze je ładnie opisze, ale za to bonusowych punktów nie ma i uprzedzam o tym studentów przed rozpoczęciem pisania.
                                          Pamiętaj, że odpowiedzi na pytania powinny być konkretne i na temat. Nie koncentruję się na ilości stron. Po prostu po pewnym czasie człowiek zauważa pewne prawidłowości. W moim przypadku większość kolokwiów piątkowych to kolokwia w okolicach 3-4 stron. Owszem zdarzają się i takie na 2 strony oraz takie na stron 8. Ale to rzadkość. Z reguły powyżej 4 stron to lanie wody.
                                          • Gość: ququ Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.opera-mini.net 16.09.11, 20:21
                                            Gość portalu: doktorant napisał(a):

                                            > Jeżeli pytanie brzmi "wymień przesłanki X" a przesłanek ty
                                            > ch w kodeksie jest pięć, to odpowiedź powinna zawrzeć się w pięciu zdaniach (lu
                                            > b myślnikach). Jeżeli w takiej sytuacji widzę, że nasmarowane jest na pół stron
                                            > y, to jestem niemal pewny, że będzie to lanie wody pokroju wymienienia dwóch pr
                                            > zesłanek i opisania ich, podczas gdy ja chcę wymienienia (i tylko wymienienia)
                                            > pięciu.

                                            Czyli potwierdzasz, że jesteś uprzedzony do dłuższych wypowiedzi.

                                            Problem jest w tym, że wielu wykładowców faktycznie ocenia za ilość, a nie za jakość. Być może dlatego, że nie chce im się czytać prac studentów. Sam wielokrotnie miałem takie przypadki na studiach. Studenci po prostu się nauczyli odpowiednich reakcji - wolą napisać za dużo niż za mało. Strategia jak jak bardziej racjonalna. A że ty nie potrafisz jej zrozumieć... Cóż, nie od dzisiaj mówi się, że znaleźć nauczyciela z powołania to czasem trudniej niż igłę w stogu siana. W każdym razie miej pretensję do swoich kolegów i koleżanek, że nauczyli takich zachowań studentów.

                                            > Po prostu po pewnym czasie człowiek zauważa pewne pr
                                            > awidłowości. W moim przypadku większość kolokwiów piątkowych to kolokwia w okol
                                            > icach 3-4 stron. Owszem zdarzają się i takie na 2 strony oraz takie na stron 8.
                                            > Ale to rzadkość. Z reguły powyżej 4 stron to lanie wody.

                                            Też myślę, że po prostu nie chce ci się czytać prac. Z tego, co słyszałem na studiach od wielu moich znajomych z prawa, na prawie to normalka. Biada studentom, którzy mają więcej wiedzy i chcieliby się nią pochwalić. U ciebie nie będą mieli łatwego życia.
                                            • Gość: doktorant Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.11, 20:38
                                              Skąd wniosek, że jestem uprzedzony? Nie jestem. Po prostu wymagam odpowiedzi na temat. Jeżeli pytam się ile nóg ma słoń, to nie interesuje mnie ile ma trąb i po co mu ogon. Interesuje mnie tylko i wyłącznie liczba nóg słonia. Gdybym był uprzedzony, to za informacje wykraczające poza zadane pytanie odejmowałbym punkty, ale tego nie robię.
                                              Student, który ma więcej wiedzy i chce się nią pochwalić może przyjść na konsultacje i porozmawiać (ani razu mi się takie coś nie zdarzyło), zapisać się do koła naukowego, napisać artykuł do czasopisma naukowego.
                                              No i najłatwiej powiedzieć, że nauczyciel jest zły i brak mu powołania tylko dlatego, że wymaga pewnej dyscypliny i nie podobają mu się prace studentów pisane na zasadzie "nagryzmolę wszystko co wiem".
                                              • Gość: ququ Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.opera-mini.net 16.09.11, 20:52
                                                Więc zamiast dawać 5 kartek na kolokwium, zostaw im tylko małe okienko do wpisania nóg słonia i wszystko będzie OK.

                                                A mówiąc serio: chodzi o to, że większość pytań oczywiście nie polega na wpisaniu liczby nóg słonia. Na każde pytanie można odpowiedzieć w różny formalnie sposób (i niekoniecznie źle!), tyle, że ty nie chcesz tego przyjąć do wiadomości.

                                                Student więcej wiedzący może przyjść na konsultacje, ale może też pochwalić się swoją wiedzą na egzaminie. W tym drugim przypadku może liczyć, że zostanie to docenione w postaci lepszej oceny. Jedni to docenią, inni nie. Mnie wielokrotnie się zdarzało, że napisałem więcej i dostałem lepszą ocenę. Tak więc nie ma jednego jedynego algorytmu postępowania na egzaminie - studenci postępują różnie, tak jak różnie postępują wykładowcy. Zamiast bezkrytycznie psioczyć na studentów, warto czasem zastanowić się nad różnymi mechanizmami przyczynowymi.
                                                • Gość: doktorant Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.11, 20:58
                                                  Ależ ja rozumiem, że można na pewne pytania odpowiedzieć w sposób bardziej rozbudowany. Dlatego też nie odrzucam prac mających osiem stron, tylko je czytam (czytanie tych manuskryptów czasami powoduje u mnie wręcz fizyczny ból).
                                                  Co do reszty Twojej wypowiedzi, to tak, ale nie u mnie. Ja wyraźnie przed kolokwium zaznaczam - żadne dodatkowe informacje nie mają wpływu na ocenę. Jeżeli pytanie brzmi "wymień" to wymień. Za opisanie nie będzie bonusu. Jeżeli ktoś nie rozumie prostego komunikatu, to co ja mogę na to poradzić?
                                                  • Gość: ququ Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.opera-mini.net 17.09.11, 14:13
                                                    Gość portalu: doktorant napisał(a):

                                                    > Ależ ja rozumiem, że można na pewne pytania odpowiedzieć w sposób bardziej rozb
                                                    > udowany. Dlatego też nie odrzucam prac mających osiem stron, tylko je czytam (c
                                                    > zytanie tych manuskryptów czasami powoduje u mnie wręcz fizyczny ból).

                                                    No cóż, nikt nie obiecywał, że będzie łatwo, lekko i przyjemnie. Praca nauczyciela to nie tylko przyjemności, ale także żmudna praca i poświęcenia. To, co dla ciebie często wydaje się stekiem bzdur, dla danego studenta może być genialnym objawieniem. I ma do tego prawo - w końcu cały czas się uczy. Warto więc czasem w ten sposób spojrzeć na "wypociny" studentów. Skoro praca ta powoduje u ciebie "fizyczny ból", to może czas rozglądnąć się za inną? Po co się męczyć?

                                                    > Co do reszty Twojej wypowiedzi, to tak, ale nie u mnie. Ja wyraźnie przed kolok
                                                    > wium zaznaczam - żadne dodatkowe informacje nie mają wpływu na ocenę. Jeżeli py
                                                    > tanie brzmi "wymień" to wymień. Za opisanie nie będzie bonusu. Jeżeli ktoś nie
                                                    > rozumie prostego komunikatu, to co ja mogę na to poradzić?

                                                    Studenci często piszą więcej "na zapas" - bo wielokrotnie się sparzyli, gdy ktoś zapewniał, że należy pisać krótko i na temat, a potem okazywało się, że jednak dodatkowe wiadomości były cenione. Dla nich też rzeczywiste wymagania egzaminatorów to bardzo często jest loteria i poświęcają mnóstwo czasu i wysiłku, żeby je przewidzieć przed egzaminem. Bardzo łatwo wytłumaczyć sobie te zjawisko w najprostszy sposób ("ktoś nie rozumie prostego komunikatu..."), o wiele trudniej wniknąć w problem i spróbować go zrozumieć, zgodnie z fundamentalną zasadą, że nic nie dzieje się bez przyczyny.
                              • Gość: olo Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.11, 15:17
                                sverir napisał:

                                > Ale pozwolę sobie na przytoczenie klasyki gatunku
                                > z historii doktryn. Pytanie: w jaki sposób Bodin krytykował Locke'a? Dasz wiarę
                                > , że studenci piszą na ten temat całe wypracowania?

                                Tyle, że to jest jakaś pojedyncza anegdotka, która o niczym nie świadczy, zapewne powtarzana przez kolejne pokolenia wykładowców, którzy w ten sposób sami się dowartościowują. Studenci też powtarzają sobie rozmaite anegdotki typu: napisałem całe wypracowanie, w jaki sposób Locke krytykował Milla, a on niczego złego nie zauważył ;)
                                • Gość: doktorant Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.11, 17:51
                                  Z moich przygód podczas ostatniej sesji:
                                  1. Studentka nie wiedziała, kto to jest Władysław Bartoszewski.
                                  2. Student nie potrafił powiedzieć jakie sądy zaliczamy do sądów powszechnych.
                                  Chcesz więcej takich pojedynczych anegdot? Zapytaj dowolnego doktoranta czy wykładowcę. Jeden z moich ulubionych kwiatków, to odpowiedź studenta (nie u mnie, ale u kolegi z innego zakładu), który stwierdził, że kładka Fayola to rodzaj mostu zwodzonego. Inny kolega kiedyś w teście dla studentów zadał pytanie o twórcę jakiejś koncepcji i wśród możliwych odpowiedzi umieścił Józefa Balcerka (Alternatywy 4). Wiesz, że całkiem spora grupka studentów była święcie przekonana, że to była prawidłowa odpowiedź?

                                  • Gość: olo Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.11, 19:52
                                    O jejku, doprawdy straszne. Zrób sobie sondę z takimi pytaniami na ulicy wśród osób z wyższym wykształceniem, a gwarantuję ci, że odsetek bzdur, jakie usłyszysz, będzie nie mniejszy. Co więcej, popytaj swoich kolegów profesorów czy doktorów z zakładu czy instytutu o różne rzeczy z dyscyplin, którymi się nie zajmują, a które są w programie szkoły średniej (np. jaka jest odległość od Słońca, co to jest teoria względności, jak obliczyć całkę, jakie były gatunki homo itp.), a dopiero nasłuchasz się bzdur. Bardzo łatwo dowartościowywać się, wyszukując bzdury u innych i generalizując je na wszystkich, trudniej u samego siebie zauważyć braki w wiedzy. Taka strategia wcale nie świadczy o czyjejś mądrości, a wręcz przeciwnie.
                                    • Gość: doktorant Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.11, 20:25
                                      Wydaje mi się, że od studenta trzeciego roku prawa można wymagać podstawowej wiedzy na temat sądów w Polsce. Prawda? Nie pytam się ich o rzeczy związane z zoologią czy fizyką kwantową. Pytam o rzeczy elementarne dla ludzi chcących być magistrami prawa czy administracji. Poza tym fakt, że społeczeństwo prezentuje taki poziom wiedzy, jaki prezentuje nie oznacza, że mam wypuszczać niedouczonych studentów tylko dlatego, że inaczej pójdą do gazety i będą się żalić, jaki to straszny pan magister wypytywał o rzeczy, których nie było w skrypcie dostępnym w punkcie ksero. Chciałbyś za X lat pójść do prawnika, przegrać sprawę w sądzie i usłyszeć od niego "wie pan - tego w skrypcie nie było"?
                                      • Gość: ququ Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.opera-mini.net 16.09.11, 20:43
                                        To znaczy tyle, że kijem wody nie zawrócisz. Czy studenci prezentują niski poziom wiedzy? Przecież większość z nich zalicza przedmioty, zdobywa te 50 czy 60 proc. punktów niezbędnych do zaliczenia. Więc w czym problem? Że wszyscy nie są prymusami? A może problem jest bardziej, hmm, natury osobistej?

                                        Mnie też się wydaje, że od profesora czy doktora można wymagać podstawowej wiedzy na temat świata (przypominam: program szkoły średniej!). Tym bardziej, że:
                                        1) często naukowcy wypowiadają się w mediach na tematy pokrewne w stosunku do swoich zainteresowań naukowych, wygadując bzdury i podpierając się tytułem naukowym.
                                        2) wiele z dyscyplin takich jak fizyka, biologia, psychologia, wiąże się z prawem, a mimo to oni nie mają o nich pojęcia.

                                        Jest to tak samo szkodliwe i niebezpieczne, jak niedouczony prawnik. A może nawet bardziej.
                                        • Gość: doktorant Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.11, 21:06
                                          Wiedziałem, że prędzej czy później pojawi się zarzut kompleksów, małej wielkości przyrodzenia, bądź też innych czynników wpływających negatywnie na mój stosunek do studentów. Poza tym ja nie twierdzę, że większość studentów jest głupia. Nie. Tylko sprzeciwiam się forsowanym tu poglądom, że wszyscy są genialni i tylko kadra się uwzięła i z powodów finansowych bądź osobistych męczy biedaków.
                                          Kwestia wiedzy ogólnej to temat na inną dyskusję, ale ja nie uznaję argumentu "a u was biją murzynów". Nie pytam o nic, czego sam nie wiem. Nie interesuje mnie co wiedzą inni. Interesuje mnie poziom wiedzy studentów, bo za to mi płacą i mam zamiar egzekwować od nich wiedzę w takim zakresie, żeby potem nie zrobili nikomu krzywdy podczas swojej pracy zawodowej.
                                          • Gość: ququ Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.opera-mini.net 16.09.11, 21:19
                                            Nikt tu nie pisze, że wszyscy studenci są genialni. Głupi i leniwi też są. Ale procent takich jest z pewnością nie większy niż w całym społeczeństwie. Kwestia wiedzy ogólnej to nie jest inny temat, bo ona pokazuje, że wszyscy mają braki w wiedzy - tylko niektórzy bardzo dużo robią, żeby ich u siebie nie widzieć. Tymczasem i jedne, i drugie braki powodują szkody społeczne. Studia, szczególnie na uniwersytecie, kształcą nie tylko specjalistów, ale także osoby rozumiejące świat i ludzi. Właśnie choćby symptomem popadnięcia w nadmierną specjalizację jest twój przypadek - może i jesteś dobrym prawnikiem, ale z rozumieniem ludzi jest u ciebie kiepsko, co dla nauczyciela ma niebagatelne znaczenie. Twoim zdaniem jest jak najbardziej jak najlepsze nauczenie studentów (a także odpowiednie ich wychowanie). Ja ci jednak próbuję uświadomić, że coś, co tobie się wydaje jakimś upadkiem intelektualnym studentów, jest tak naprawdę zjawiskiem powszechnym, i to nawet wśród tak zwanych elit intelektualnych. Spróbuj to zrozumieć, a będzie ci łatwiej.
                                            • Gość: doktorant Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.11, 21:28
                                              Czy mając zajęcia w wymiarze 20 czy 30 godzin w semestrze ja mogę kogoś wychować? Od wychowywania są rodzice. Jak ja mam wychowywać ludzi w zasadzie w moim wieku? Moja dziewczyna jest w wieku moich studentów! Ją też mam wychowywać? ;)
                                              To, że społeczeństwo nurkuje intelektualnie to fakt. Ale ten fakt tylko potwierdza moją tezę, że studenci też są (ogólnie, bo nie jednostkowo) coraz słabsi (jak wszyscy zresztą).
                                              • Gość: ququ Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.opera-mini.net 16.09.11, 21:40
                                                Wychowujecie ich wspólnie - każdy podczas tych 2-3 godzin w tygodniu. Wychowanie zawsze występuje, gdy ktoś (na dodatek przedstawiany jako pewien autorytet) ma kontakt z ludźmi młodszymi, nie znającymi życia. Bez względu na to, czy mu się to podoba, czy nie.

                                                A społeczeństwo wcale nie nurkuje intelektualnie. Poczytaj sobie np. o tzw. efekcie Flynna.
                                                • Gość: doktorant Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.11, 21:56
                                                  Pytanie tylko, jaki jest mój rzeczywisty wpływ wychowawczy. Wiesz, że rok w rok mam studentów, którzy pod koniec semestru nie wiedzą, jak się nazywam? Studenci dzienni!

                                                  Efekt Flynna jest mi znany, ale należałoby tu zastanowić się nad rozróżnieniem inteligencji i mądrości. IQ zapewne rośnie, natomiast w jaki sposób się to przekłada na rzeczywisty, dostrzegalny poziom ludzi?
                                                  • Gość: ququ Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.opera-mini.net 16.09.11, 22:14
                                                    Gość portalu: doktorant napisał(a):

                                                    > Pytanie tylko, jaki jest mój rzeczywisty wpływ wychowawczy. Wiesz, że rok w rok
                                                    > mam studentów, którzy pod koniec semestru nie wiedzą, jak się nazywam? Studenc
                                                    > i dzienni!

                                                    A ilu masz takich studentów? Na tych, którzy cię nie znają, bo nie chodzą na zajęcia, pewnie faktycznie nie masz dużego efektu wychowawczego. Pod warunkiem, że nie chodzą nie dlatego, że np. cię nie lubią albo uznają twoje zajęcia za nudne - wtedy możesz mieć, tyle że zdecydowanie negatywny.

                                                    > Efekt Flynna jest mi znany, ale należałoby tu zastanowić się nad rozróżnieniem
                                                    > inteligencji i mądrości. IQ zapewne rośnie, natomiast w jaki sposób się to prze
                                                    > kłada na rzeczywisty, dostrzegalny poziom ludzi?

                                                    A co to jest ta mądrość? W jaki sposób ją mierzysz?
                                                  • Gość: doktorant Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.11, 22:39
                                                    Chodzić na zajęcia to chodzą, bo sprawdzam obecność. A ilu takich mam? Z reguły w każdej grupie zdarza się jeden, czyli 1/35 osób.
                                                  • Gość: doktorant Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.11, 22:41
                                                    No i ta mądrość. Jak ją mierzyć? Choćby pytaniem o ostatnie wydarzenia na świecie. Dasz wiarę, że byli studenci, którzy nie wiedzieli o rewolcie w krajach arabskich?
                                                  • Gość: ququ Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.opera-mini.net 16.09.11, 22:50
                                                    Gość portalu: doktorant napisał(a):

                                                    > No i ta mądrość. Jak ją mierzyć? Choćby pytaniem o ostatnie wydarzenia na świec
                                                    > ie.

                                                    To nie mądrość, tylko wiedza.

                                                    > Dasz wiarę, że byli studenci, którzy nie wiedzieli o rewolcie w krajach ara
                                                    > bskich?

                                                    A ten dalej swoje... No i co z tego, że byli??? A dasz wiarę, że są doktoranci, którzy nie wiedzą, co to jest średnia arytmetyczna?
                                                  • Gość: ququ Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.opera-mini.net 16.09.11, 22:46
                                                    Więc sam widzisz, że są to nieliczne przypadki, w granicach błędu statystycznego. A o grupie wnioskuje się na podstawie średniej, a nie błędu statystycznego.
                                                  • Gość: doktorant Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.11, 22:49
                                                    Jest jeszcze jeden test do sprawdzania grupy. Zadaje się pytania, jakie samemu się miało zadawane w czasach studiów. Niestety - o wiele mniej osób potrafi na nie odpowiedzieć.
                                                  • Gość: ququ Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.opera-mini.net 16.09.11, 23:04
                                                    I to jest właśnie błąd, bo wiedza posiadana przez ludzi zmienia się w kolejnych pokoleniach. Nie znaczy to, że jest mniejsza, tylko jest inna.

                                                    Znasz np. takie niedawne badanie, które dowodzi, że ludzie, którzy dużo korzystają z internetu, zapamiętują inne informacje i w inny sposób? I wcale nie dlatego, że są głupsi, tylko po prostu podświadomie dochodzą do wniosku, że w sytuacji, gdy mają łatwy dostęp do wielu źródeł informacji, mogą zapamiętywać bardziej konceptualnie niż faktograficznie.
                                                  • Gość: doktorant Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.11, 23:15
                                                    Masz rację, że inna. Ale wiedza wiedzy nie jest równa. Mówimy o wydziale prawa - u nas nie jest istotne czy Doda sypia z Nergalem czy też nie. My przepytujemy z innych rzeczy. Zaś wiedza konceptualna a nie faktograficzna? W teorii pięknie, ale jak przychodzi do rozwiązywania kazusów, to ja za często nie widzę ani faktów ani konceptu. Student zaś widzi dwóję i jest to oczywiście moja wina.
                                                  • Gość: ququ Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.opera-mini.net 16.09.11, 23:47
                                                    Gość portalu: doktorant napisał(a):

                                                    > Masz rację, że inna. Ale wiedza wiedzy nie jest równa. Mówimy o wydziale prawa
                                                    > - u nas nie jest istotne czy Doda sypia z Nergalem czy też nie.

                                                    A kto tu pisze o Dodzie i Nergalu?

                                                    > My przepytujemy
                                                    > z innych rzeczy. Zaś wiedza konceptualna a nie faktograficzna? W teorii piękni
                                                    > e, ale jak przychodzi do rozwiązywania kazusów, to ja za często nie widzę ani f
                                                    > aktów ani konceptu.

                                                    Wydaje mi się, że doszliśmy do zgody, że tacy studenci to są sporadyczne przypadki. Które - nie łudźmy się - zawsze się zdarzały. Więc po co znowu to generalizowanie na ogół studentów?

                                                    Może to ty masz coś w sobie, co sprawia, że studenci - pomimo że u innych większość zdaje egzaminy czy dostaje zaliczenia - u ciebie wypadają słabo. Nie zastanawiałeś się nad tym?
                                                  • Gość: doktorant Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.11, 00:19
                                                    Wydaje mi się, że wiadomości z kim sypia która gwiazdka to dzisiaj temat numer jeden dla wielu studentów.
                                                    U mnie studenci wypadają tak sobie. Natomiast jak idą na egzamin, to zdają niemal wszyscy. Chyba lepiej trzy razy przyjść zaliczać do mnie, niż szarpać się we wrześniu. Nie sądzisz?
                                                  • Gość: ququ Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.opera-mini.net 17.09.11, 03:53
                                                    Gość portalu: doktorant napisał(a):

                                                    > Wydaje mi się, że wiadomości z kim sypia która gwiazdka to dzisiaj temat numer
                                                    > jeden dla wielu studentów.

                                                    A mnie się wydaje, że znowu niepotrzebnie generalizujesz jakieś szczątkowe, tendencyjnie zebrane informacje na temat studentów, o których w sumie bardzo mało wiesz i których jeszcze mniej potrafisz zrozumieć.

                                                    > U mnie studenci wypadają tak sobie. Natomiast jak idą na egzamin, to zdają niem
                                                    > al wszyscy. Chyba lepiej trzy razy przyjść zaliczać do mnie, niż szarpać się we
                                                    > wrześniu. Nie sądzisz?

                                                    Być może. Ale dużo bardziej prawdopodobne wydaje mi się, że po prostu ty im sprawiasz określone problemy, na co wskazują zarówno twoje poglądy na studencką brać, jak i niezbyt duża sympatia studentów wobec ciebie (co dało się wyczytać z twoich wypowiedzi). Jak dla mnie, człowiek z takim jak ty podejściem do studentów generalnie nie powinien nikogo uczyć. Siłą i brakiem sympatii wobec swoich uczniów niewiele się zdziała, choćby się nawet miało jak najlepsze chęci.
                                                  • Gość: doktorant Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.11, 11:17
                                                    Jeżeli na początku zajęć pytam studentów o rewolucję w Egipcie i widzę kompletne zdziwienie i brak reakcji, to chyba mam prawo generalizować i stwierdzić, że mało kto coś wie.
                                                    Moje poglądy na temat studentów? Złe są? No chyba, że wymaganie pewnego poziomu i dyscypliny uznamy za niechęć. Ja mam za zadanie studentów nauczyć a nie ich rozpieszczać. Zasada jest bardzo prosta - umie to zalicza, nie umie to przychodzi kolejny raz. Nie interesuje mnie, co student robi w czasie wolnym. Interesuje mnie czy umie.
                                                    Jak powinienem według Ciebie postępować? Na kolokwium dodawać punkty za wolontariat i członkostwo w ELSIE?
                                                    Widzę z Twojej strony podejście na zasadzie "student miarą wszechrzeczy". A więc student ma prawo się nie uczyć, bo ma inne zajęcia, ma prawo nie wiedzieć, bo rozwija się w inny sposób, ma prawo nie umieć odpowiedzieć na pytania, bo zapamiętuje informacje konceptualnie a poza tym to wszystko jest winą wrednego prowadzącego, który chce uczciwie nauczyć i ma czelność wymagać, oraz krytykować. No co za cham! Jak on śmie?
                                                    Natomiast co oni o mnie myślą? Wziąwszy pod uwagę, że mniej więcej 70% z nich zalicza kolokwia za pierwszym podejściem a następnie niemal wszyscy zaliczają egzamin w pierwszym terminie, to chyba źle nie jest i powodów do narzekania (obiektywnie rzecz ujmując) nie ma.
                                                  • Gość: ququ Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.opera-mini.net 17.09.11, 12:39
                                                    Gość portalu: doktorant napisał(a):

                                                    > Jeżeli na początku zajęć pytam studentów o rewolucję w Egipcie i widzę kompletn
                                                    > e zdziwienie i brak reakcji, to chyba mam prawo generalizować i stwierdzić, że
                                                    > mało kto coś wie.

                                                    Zapytaj o to samo ludzi na ulicy (chodzi mi oczywiście o tych wykształconych). Wtedy to dopiero zobaczysz zdziwienie. Co ma rewolucja w Egipcie do bycia prawnikiem?

                                                    > Moje poglądy na temat studentów? Złe są? No chyba, że wymaganie pewnego poziomu
                                                    > i dyscypliny uznamy za niechęć. Ja mam za zadanie studentów nauczyć a nie ich
                                                    > rozpieszczać. Zasada jest bardzo prosta - umie to zalicza, nie umie to przychod
                                                    > zi kolejny raz. Nie interesuje mnie, co student robi w czasie wolnym. Interesuj
                                                    > e mnie czy umie.

                                                    Tyle, że w taki sposób, jaki to robisz, ani studentów nie nauczasz, ani ich nie rozpieszczasz. Każdy pedagog i psycholog ci powie, że rozwiązania siłowe to najgorsze z możliwych metod nauczania i wychowania, które cechują takich nauczycieli, którzy zwyczajnie nie potrafią uczyć i wychowywać.

                                                    > Widzę z Twojej strony podejście na zasadzie "student miarą wszechrzeczy".

                                                    A bo, z grubsza rzecz biorąc, właśnie tak jest. To ty jesteś dla studentów, a nie na odwrót. Ty powinieneś się do nich dostosować, a nie oni do ciebie. Student to twój klient - pojedź sobie na Zachód i popatrz, jak się tam traktuje studentów. Wiele mógłbyś się tam nauczyć (o ile byłbyś otwarty na nowe doświadczenia).

                                                    Jak postępować? Może na początek uważnie śledzić reakcje studentów, zastanawiać się nad nimi, wyciągać wnioski i uczyć się na błędach? Bo to co widzę u ciebie, to wyłącznie samozadowolenie ("nie mam sobie nic do zarzucania") i obarczanie niepowodzeniami samych studentów.

                                                    > A wię
                                                    > c student ma prawo się nie uczyć, bo ma inne zajęcia, ma prawo nie wiedzieć, bo
                                                    > rozwija się w inny sposób, ma prawo nie umieć odpowiedzieć na pytania, bo zapa
                                                    > miętuje informacje konceptualnie a poza tym to wszystko jest winą wrednego prow
                                                    > adzącego, który chce uczciwie nauczyć i ma czelność wymagać, oraz krytykować.
                                                    > No co za cham! Jak on śmie?

                                                    A to wszystko właśnie świadczy, że:
                                                    1) nie zrozumiałeś tej dyskusji,
                                                    2) zupełnie nie rozumiesz, czego można wymagać od studentów, a czego nie.

                                                    > Natomiast co oni o mnie myślą? Wziąwszy pod uwagę, że mniej więcej 70% z nich z
                                                    > alicza kolokwia za pierwszym podejściem a następnie niemal wszyscy zaliczają eg
                                                    > zamin w pierwszym terminie, to chyba źle nie jest i powodów do narzekania (obie
                                                    > ktywnie rzecz ujmując) nie ma.

                                                    Jeśli tak jest, to faktycznie źle nie jest i nie ma powodów do narzekania. Przynajmniej jeśli chodzi o zdawalność kolokwiów. Tak więc:
                                                    1) skąd te narzekania na studentów?
                                                    2) po co w ogóle ta dyskusja?
                                                  • Gość: doktorant Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.11, 13:11
                                                    Jeżeli dla Ciebie rewolucja, obalenie reżimu, zmiana formy rządów, interwencja państw trzecich (Libia) nie ma nic wspólnego z byciem prawnikiem to chyba zły zawód wybrałeś.
                                                    Kolejna sprawa jest taka, że argument "bo inni nie wiedzą" to żaden argument.

                                                    Rozwiązania siłowe? Jakie rozwiązania siłowe? Wymaganie wiedzy, to rozwiązanie siłowe? To jak powinienem uczyć? Śpiewać z nimi piosenki czy tańczyć? Rozumiem, że Ty jesteś wziętym pedagogiem i potrafisz w 15 godzin fantastycznie nauczyć grupkę ludzi danej gałęzi prawa? Z Twojego wymądrzania się tak właśnie można wywnioskować. To są szanowny panie studia a nie przedszkole. Studia, czyli głównie praca własna. Jak student zaś ma problem i czegoś nie rozumie, to zapraszam na konsultacje (przez 3 lata jeszcze nikt nie przyszedł).

                                                    Student to nie mój pan. Pomyliłeś się. Zasada jest taka, że student przychodzi się ode mnie nauczyć a nie ja przychodzę się do studenta dostosować. Jest program, który muszę przerobić, jest materiał, który muszę z nimi omówić i realia w których przyszło mi to robić. Ja tego nie przeskoczę. Student przychodzi z zewnątrz do organizacji, którą jest uczelnia i to student musi się wpasować w ramy uniwersytetu. Zapominasz, że student prócz praw ma też obowiązki. A jak jest na zachodzie, to z łaski swojej mi nie mów, bo tam byłem i studiowałem i mogę Ci zagwarantować, że takie numery, jakie wyczyniają wykładowcy swoim studentom u nas by nie przeszły.

                                                    A skąd te narzekania na studentów? Ja nie narzekam. ja pokazuję, jak to wygląda z drugiej strony. To Ty mi ciągle imputujesz brak kwalifikacji, niechęć do studentów, olewactwo i Bóg wie co jeszcze.
                                                  • Gość: ququ Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.opera-mini.net 17.09.11, 13:39
                                                    Gość portalu: doktorant napisał(a):

                                                    > Jeżeli dla Ciebie rewolucja, obalenie reżimu, zmiana formy rządów, interwencja
                                                    > państw trzecich (Libia) nie ma nic wspólnego z byciem prawnikiem to chyba zły z
                                                    > awód wybrałeś.

                                                    Więc mi, proszę, wytłumacz, w jaki sposób wiedza o rewolucjach w Egipcie przekłada się bezpośrednio na życie zawodowe polskiego prawnika.

                                                    > Kolejna sprawa jest taka, że argument "bo inni nie wiedzą" to żaden argument.

                                                    Ależ właśnie to jest bardzo poważny argument, bo na tej podstawie studenci doskonale widzą, jak bardzo przydatna jest ta "wiedza".

                                                    > Rozwiązania siłowe? Jakie rozwiązania siłowe? Wymaganie wiedzy, to rozwiązanie
                                                    > siłowe? To jak powinienem uczyć? Śpiewać z nimi piosenki czy tańczyć?

                                                    Wszystko zależy od tego, w jaki sposób wymaga się tę wiedzę. Pisanie o śpiewaniu piosenek czy tańczeniu pokazuje, że dla ciebie istnieją tylko skrajności.

                                                    > Rozumiem,
                                                    > że Ty jesteś wziętym pedagogiem i potrafisz w 15 godzin fantastycznie nauczyć
                                                    > grupkę ludzi danej gałęzi prawa? Z Twojego wymądrzania się tak właśnie można wy
                                                    > wnioskować.

                                                    Akurat przez pewien czas byłem pedagogiem i:
                                                    1) nie miałem większych problemów z dogadaniem się ze studentami i z moją opinią na ich temat,
                                                    2) potrafiłem przyznać się przed samym sobą, gdy czegoś nie potrafiłem osiągnąć ze swoimi studentami.

                                                    > To są szanowny panie studia a nie przedszkole. Studia, czyli główni
                                                    > e praca własna. Jak student zaś ma problem i czegoś nie rozumie, to zapraszam n
                                                    > a konsultacje (przez 3 lata jeszcze nikt nie przyszedł).

                                                    To masz jednak bardzo zdolnych studentów, skoro nikt nie musi korzystać z konsultacji. Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego nikt nie przyszedł na konsultacje przez 3 lata? Być może podajesz zły numer pokoju, od 3 lat masz przestawiony zegarek i mijasz się ze studentami albo przedmiot jest tak łatwy, że wszyscy wszystko w lot pojmują. Tak wymyślam, bo oczywiście w bardziej poważne przyczyny jakoś nie chce mi się wierzyć...

                                                    > Student to nie mój pan. Pomyliłeś się. Zasada jest taka, że student przychodzi
                                                    > się ode mnie nauczyć a nie ja przychodzę się do studenta dostosować. Jest progr
                                                    > am, który muszę przerobić, jest materiał, który muszę z nimi omówić i realia w
                                                    > których przyszło mi to robić. Ja tego nie przeskoczę. Student przychodzi z zewn
                                                    > ątrz do organizacji, którą jest uczelnia i to student musi się wpasować w ramy
                                                    > uniwersytetu. Zapominasz, że student prócz praw ma też obowiązki. A jak jest na
                                                    > zachodzie, to z łaski swojej mi nie mów, bo tam byłem i studiowałem i mogę Ci
                                                    > zagwarantować, że takie numery, jakie wyczyniają wykładowcy swoim studentom u n
                                                    > as by nie przeszły.

                                                    Pewnie znowu zaobserwowałeś tylko jakieś patologiczne, jednostkowe sytuacje, które teraz generalizujesz na cały zachodni system edukacji. Sorry, ale też byłem na Zachodzie (i to nie raz i nie na jednej uczelni). Mam kompletnie inne doświadczenia, więc nie sprzedasz mi tych bzdur.

                                                    > A skąd te narzekania na studentów? Ja nie narzekam. ja pokazuję, jak to wygląda
                                                    > z drugiej strony. To Ty mi ciągle imputujesz brak kwalifikacji, niechęć do stu
                                                    > dentów, olewactwo i Bóg wie co jeszcze.

                                                    Piszę to wyłącznie na podstawie twoich wypowiedzi. Co więcej, po ich przeczytaniu jestem pewien, że nie nadajesz się na nauczyciela. Ani razu nie zastanowiłeś się nad tym, co napisałem, ani razu nie przyznałeś, że wina może też leżeć po stronie wykładowców - cały czas tylko w zaparte bronisz swojego środowiska, pozostając głuchym na argumenty drugiej strony. Nie stać cię na kompromisy, krytyczne spojrzenie na samego siebie, więc nigdy twoja współpraca ze studentami nie będzie układała się dobrze.
                                  • Gość: ququ Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.opera-mini.net 16.09.11, 20:08
                                    Gość portalu: doktorant napisał(a):

                                    > Z moich przygód podczas ostatniej sesji:
                                    > 1. Studentka nie wiedziała, kto to jest Władysław Bartoszewski.
                                    > 2. Student nie potrafił powiedzieć jakie sądy zaliczamy do sądów powszechnych.
                                    > Chcesz więcej takich pojedynczych anegdot? Zapytaj dowolnego doktoranta czy wyk
                                    > ładowcę

                                    To dalej są pojedyncze anegdoty. Jakbyś policzył ich udział w ogólnej liczbie odpowiedzi, przy tym odpowiednio rozciągając je w czasie, zobaczyłbyś że statystycznie jest to znikomy procent.

                                    > Inny kolega kiedyś w teście dla studentów zadał pytanie o twórc
                                    > ę jakiejś koncepcji i wśród możliwych odpowiedzi umieścił Józefa Balcerka (Alte
                                    > rnatywy 4). Wiesz, że całkiem spora grupka studentów była święcie przekonana, ż
                                    > e to była prawidłowa odpowiedź?

                                    Wcale nie była święcie przekonana. Po prostu nie znała odpowiedzi na to pytanie i strzelała. To trochę coś innego.
                                    • Gość: doktorant Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.11, 20:19
                                      Masz rację. Osoby tak specyficznie mądre to bardzo znikomy odsetek. Wbrew pozorom nie są to jednak przypadki tak bardzo odosobnione - szczególnie na pierwszym roku. Potem już rzeczywiście ich liczba spada. Mimo wszystko każdy z prowadzących zajęcia ma co sesję przynajmniej kilka takich odpowiedzi, po których ma się ochotę napić się czegoś mocniejszego.
                                      Natomiast nawiązując do Balcerka. To tylko świadczy o tym, że dla wielu studentów kultura to Lady Gaga bądź też inny George Michael.
                                      Wielu studentów też niestety uczy się na pamięć. Pięknie wyrecytują kodeksową formułkę, ale zapytani jak to rozumieją, albo postawieni w obliczu kazusu padają niczym obrońcy Alamo ;)
                                      Ponieważ mam też zajęcia ze studentami zaocznymi muszę z przykrością stwierdzić, że średni poziom studentów obniża się. Ludzie, którzy kończyli szkoły w starym systemie (bez gimnazjów) wypadają o wiele lepiej, niż młodzież dotknięta reformą edukacyjną.
                                      • Gość: ququ Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.opera-mini.net 16.09.11, 20:33
                                        Gość portalu: doktorant napisał(a):

                                        > Masz rację. Osoby tak specyficznie mądre to bardzo znikomy odsetek. Wbrew pozor
                                        > om nie są to jednak przypadki tak bardzo odosobnione - szczególnie na pierwszym
                                        > roku. Potem już rzeczywiście ich liczba spada. Mimo wszystko każdy z prowadząc
                                        > ych zajęcia ma co sesję przynajmniej kilka takich odpowiedzi, po których ma się
                                        > ochotę napić się czegoś mocniejszego.

                                        Zwykłe prawo błędu statystycznego. Może warto się z nim pogodzić (z prawami statystyki nie da się walczyć), choćby tylko w trosce o własne zdrowie?

                                        > Natomiast nawiązując do Balcerka. To tylko świadczy o tym, że dla wielu student
                                        > ów kultura to Lady Gaga bądź też inny George Michael.

                                        Bzdura! Jeśli na podstawie ślepych strzałów w teście jakiegoś procenta studentów wyprowadzasz wnioski na temat kultury "wielu studentów", to znaczy, że albo jesteś jasnowidzem, albo...

                                        > Wielu studentów też niestety uczy się na pamięć. Pięknie wyrecytują kodeksową f
                                        > ormułkę, ale zapytani jak to rozumieją, albo postawieni w obliczu kazusu padają
                                        > niczym obrońcy Alamo ;)

                                        Jasne, że tak. Ktoś ich nauczył takiej metody i pokazał, że jest skuteczna.

                                        > Ponieważ mam też zajęcia ze studentami zaocznymi muszę z przykrością stwierdzić
                                        > , że średni poziom studentów obniża się. Ludzie, którzy kończyli szkoły w stary
                                        > m systemie (bez gimnazjów) wypadają o wiele lepiej, niż młodzież dotknięta refo
                                        > rmą edukacyjną.

                                        Zależy, jak na to spojrzeć. Obecnie studenci mają o wiele więcej możliwości realizowania się zawodowo, intelektualnie, rozrywkowo itp. (np. znacznie większy procent studentów pracuje niż kiedyś), stąd jest zrozumiałe, że na naukę poświęcają mniej czasu. Tak jak spada czytelnictwo książek, bo jest dużo więcej źródeł dostępu do informacji. Czy to źle? Nie, po prostu czasy się zmieniają. To ty, razem z wieloma swoimi kolegami z uczelni, nie jesteście w stanie zrozumieć tych zmian i wciąż oceniacie studentów poprzez jeden wąski pryzmat - jak przygotowują się do egzaminu. Tymczasem oni mają swoje, dużo bogatsze życie, którego tacy jak ty nawet się nie domyślają. I zapewniam: bardzo dobrze na tym wychodzą.
                                        • Gość: doktorant Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.11, 20:53
                                          Jeśli się pogodzę z głupotą, to znów ktoś mi zarzuci brak powołania ;)
                                          Wielu studentów nie oznacza większości studentów. Zaś kazusy - niestety u mnie ta metoda nie jest skuteczna i dlatego słyszałem że jestem tym, który się czepia i pyta o rzeczy, których nie ma w książce i pewnie w ten sposób odreagowuję swoje kompleksy itp. A ja po prostu chcę nauczyć.
                                          Natomiast życie studenckie. Ty myślisz, że doktoranci studentami nie byli? Że my tylko w książkach siedzimy? Że nie chodzimy na piwo, na randki, do kina? Że nie dorabiamy sobie, nie szukamy pracy? A może nie korzystamy z internetu? Nie oglądamy filmów? Masz zdecydowanie złą wizję doktoranta na WPAiE ;)
                                          • Gość: ququ Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.opera-mini.net 16.09.11, 21:07
                                            To w twojej subiektywnej opinii jest głupota. Ja bym przychylał się raczej do stwierdzenia, że głupotą są poglądy, które ty prezentujesz. Gdy głupota przeradza się w ideologię - to już staje się groźne. Jeśli od studentów słyszałeś podobne opinie, to znaczy, że coś jest na rzeczy. Możesz się nimi przejąć, możesz zbagatelizować - wybór należy do ciebie. A także konsekwencje tego wyboru.

                                            Nie pisałem o tzw. życiu studenckim. Pisałem o zwiększającej się ofercie spędzania wolnego czasu. Jak ja studiowałem, to też można było w wolnym czasie poczytać książkę, oglądnąć telewizję, pójść na imprezę czy do kina. Teraz jest internet, nieporównywalnie lepsze możliwości wyjazdu za granicę, praca w wolontariacie, stypendia i staże, wreszcie - dużo szersze możliwości wczesnego rozpoczęcia życia zawodowego. Ty nie wiesz, ilu twoich studentów pracuje, uczestniczy w wolontariatach, stażach, fundacjach, różnych akcjach itp. Wszystko to rozwija młodego człowieka, tymczasem ty wciąż oceniasz swoich studentów wyłącznie poprzez oceny, jakie widzisz u nich w indeksach.
                                            • Gość: doktorant Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.11, 21:17
                                              Wybacz, ale w przypadku przyszłego prawnika brak wiedzy kim jest Bartoszewski, to głupota. Rozumiem, że może nie wiedzieć na pierwszym roku, ale nie na trzecim.
                                              Na szczęście o ideologię nikt mnie nie posądza. Raczej o czepianie się, pytania z kosmosu itp.

                                              Druga część twojej wypowiedzi... Trochę masz rację, ale pomijasz jeden aspekt. Ja nie jestem księdzem, aby oceniać ich dusze. Ja mam stwierdzić czy student posiadł wiedzę na temat danego zagadnienia w odpowiednim zakresie, czy nie. W pracy zawodowej, czy nawet na egzaminie nikt nie będzie brał pod uwagę, że student jest wolontariuszem w hospicjum, zawodowym sportowcem i ojcem trojga dzieci. Będzie rozliczony ze swojej wiedzy i tylko wiedzy. Wyobrażasz sobie sytuację, kiedy to sędzia mówi "co prawda pan prokurator ma rację, ale obrońca był wolontariuszem w domu dziecka i dlatego uniewinniam oskarżonego"?
                                              Jako doktorant oceniam tylko przez pryzmat wiedzy. Natomiast prywatnie to co innego.
                                              • Gość: ququ Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.opera-mini.net 16.09.11, 21:34
                                                Gość portalu: doktorant napisał(a):

                                                > Wybacz, ale w przypadku przyszłego prawnika brak wiedzy kim jest Bartoszewski,
                                                > to głupota.

                                                Może i tak jest. Podobnie, jak w przypadku fizyka brak wiedzy, kim jest Fermi, też jest głupotą. Jestem przekonany, że gdybyś zrobił ankietę wśród fizyków na całym świecie, znalazłbyś całkiem dużo osób, które nie znają tego nazwiska. I co z tego? Warto z tego powodu się upijać?

                                                > Druga część twojej wypowiedzi... Trochę masz rację, ale pomijasz jeden aspekt.
                                                > Ja nie jestem księdzem, aby oceniać ich dusze. Ja mam stwierdzić czy student po
                                                > siadł wiedzę na temat danego zagadnienia w odpowiednim zakresie, czy nie. W pra
                                                > cy zawodowej, czy nawet na egzaminie nikt nie będzie brał pod uwagę, że student
                                                > jest wolontariuszem w hospicjum, zawodowym sportowcem i ojcem trojga dzieci. B
                                                > ędzie rozliczony ze swojej wiedzy i tylko wiedzy.

                                                Tyle, że nie uwzględniając tych okoliczności, robisz źle dla siebie (dla nich zresztą też przy okazji), bo studenci na pewno nie dopasują się do ciebie. Oni po prostu doskonale wiedzą, co jest dla nich dobre (a przynajmniej dużo lepiej od ciebie). Czasy się zmieniają i im szybciej to zaakceptujesz, tym lepiej. Nawet zakładając, że wpłynie to na obniżenie poziomu prawników (w co jednak wątpię, z wielu różnych względów), to wpłynie to na obniżenie poziomu WSZYSTKICH prawników. Spróbuj zastanowić się, czy ten świat będzie gorszy, czy tylko inny.

                                                Ja ci podam pewną analogię: na początku rozwoju epoki przemysłowej człowiek mógł się zastanawiać, czy warto budować miasta, fabryki itp., bo zniszczy środowisko przyrodnicze, a wtedy jakość życia w zgodzie z przyrodą już nigdy nie będzie taka, jak wcześniej. A jednak człowiek pobudował miasta, fabryki itp. Czy teraz czuje gorszą jakość życia niż przodkowie, bo nawet jak wejdzie do lasu, to jest on sztuczny (zasadzony ręką człowieka)?

                                                Ja nie czuję, bo nie wiem, co czuli moi przodkowie.

                                                > Wyobrażasz sobie sytuację, ki
                                                > edy to sędzia mówi "co prawda pan prokurator ma rację, ale obrońca był wolontar
                                                > iuszem w domu dziecka i dlatego uniewinniam oskarżonego"?

                                                Jak wyżej. Zapomniałeś o jednym - ten przyszły sędzia też w czasie studiów robił w wolontariacie albo innej fundacji.
                                                • Gość: doktorant Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.11, 21:51
                                                  Z tym upijaniem to przenośnia taka. Po prostu czasami ręce opadają, kiedy człowiek ma kontakt z taką głupotą.

                                                  Nawiązując znowu do życia studenckiego, to pewnie się zdziwisz, ale wśród doktorantów jest sporo wolontariuszy, działaczy różnego rodzaju itp. Ja sam podczas studiów działałem w organizacji studenckiej. Jedna ze znanych mi doktorantek była wolontariuszką i opiekowała się niepełnosprawnymi, inny doktorant też pracował (nie wiem czy czasami nadal nie pracuje) na rzecz osób niepełnosprawnych. Tylko, że to w niczym nie zmienia prostego faktu - my oceniamy za wiedzę i w przyszłości nasi studenci będą też rozliczani z wiedzy. Wolontariat na rzecz chorych dzieci to piękna sprawa, ale to będzie podliczone przed Najwyższym (nie sądem :P). Przed egzaminatorem czy też na sali sądowej będzie się liczyła wiedza. To, że ktoś robi coś poza studiami to bardzo dobrze, ale niech nie liczy, że będzie to okolicznością łagodzącą podczas oceniania go jako studenta. Podkreślam - studenta a nie człowieka. Kiedy ktoś w przyszłości będzie chciał skorzystać z usług prawnika, to będzie go interesował jego profesjonalizm a nie to, czy ów prawnik wieczory spędza w barze czy w domu dziecka.
                                                  Tak więc uznaj pewną specjalizację, jaką ma wykonywać doktorant. Już mówiłem - zawodowo oceniam studenta, prywatnie oceniam człowieka. Nie mieszajmy tego.
                                                  • Gość: ququ Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.opera-mini.net 16.09.11, 22:09
                                                    No widzisz. Na doktorantów też się obecnie powszechnie narzeka, że ich poziom jest niższy niż dawniej. Mówi się na przykład, że dzisiejszy doktorat to jak dawniej magisterium. Chciałbyś trafić na recenzenta albo promotora, który oblewa z tego tytułu połowę doktorantów? Skąd wiesz, że nie znalazłbyś się w tej połowie? Przecież piszesz doktorat nie według standardów doktorantów sprzed kilku-kilkunastu lat, tylko wg standardów obowiązujących w twoim otoczeniu.

                                                    I jeszcze raz powtarzam: jeśli w przyszłości obniży się poziom prawników, to obniży się poziom WSZYSTKICH prawników. Ludzie i tak będą wybierali najlepszego prawnika spośród dostępnych w danym czasie. I tacy prawnicy będą uznani za dobrych. Choć bardzo wątpię, żeby ten poziom statystycznie był niższy, bowiem wiedza to coś bardziej złożonego niż tylko zakuwanie do egzaminu na studiach. Mamy coraz lepszy dostęp do informacji (internet i te rzeczy), lepsze możliwości techniczne, w tym także coraz lepsze narzędzia wspomagające naszą pamięć i inne możliwości intelektualne (komputery), wreszcie - jeśli już zdążyłeś poczytać o efekcie Flynna - nawet nasza inteligencja rośnie z pokolenia na pokolenie, i to coraz szybciej. Ty masz bardzo pesymistyczny obraz przyszłości, bo patrzysz bardzo wąsko, a może tylko bezkrytycznie powtarzasz opinie swoich kolegów i koleżanek z instytutu.
                                                  • Gość: doktorant Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.11, 22:47
                                                    Pewnie, że się narzeka. Czy chciałbym trafić? Nie. Jednak znam sprawę od wewnątrz i uwierz mi, że nikt nie oblewa po to, żeby oblać. Oblewa się tych, którzy nie mają odpowiedniej wiedzy. Gdybym zaś trafił na takiego recenzenta? Nie każdy musi być doktorem. Tak samo, jak nie każdy, kto się dostał na studia musi je ukończyć. Błędem była likwidacja egzaminów wstępnych - to było pierwsze sito.
                                                    Natomiast o obniżeniu się poziomu... Nie na mojej zmianie ;)
                                                  • Gość: ququ Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.opera-mini.net 16.09.11, 22:58
                                                    Pewnie tak jest, że nikt nie oblewa po to, żeby oblać, tylko oblewa się tych, którzy nie mają odpowiedniej wiedzy. Cały sęk w tym, co to znaczy ta odpowiednia wiedza. I o to właśnie toczy się dyskusja. Zobaczymy, czy tak samo powiesz, gdy według ciebie twoja wiedza będzie odpowiednia, a według recenzenta nie. Podejrzewam, że gdyby udupił cię po 4 latach pisania doktoratu, to wtedy już nie powiesz, że "nie każdy musi być doktorem", tylko: "że też musiałem trafić na takiego kretyna", albo coś w tym stylu...
                                                  • Gość: doktorant Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.11, 23:11
                                                    Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Student by chciał piątkę za nic, ale tak się nie da. Skoro co roku setki ludzi kończą ten wydział, to znaczy że jednak egzaminy da się zdać.
                                                    Pamiętam mój egzamin z KPA. Z powodu wszechogarniającej paniki podeszło do niego w I terminie (podeszło w sensie przygotowało się) pół roku. Z tej połowy prawie wszyscy zdali. No i to by było tyle na temat egzaminów nie do zdania, wymogów z kosmosu, wrednych prowadzących i tajnych poleceń nakazujących oblewać określony procent studentów.
                                                    O mój doktorat zaś się nie bój. Wiem, że jest dobry.
                                                  • Gość: ququ Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.opera-mini.net 16.09.11, 23:41
                                                    Gość portalu: doktorant napisał(a):

                                                    > Skoro co roku setki ludzi kończą ten wydział, to znaczy że jed
                                                    > nak egzaminy da się zdać.

                                                    A skoro setki ludzi zdają egzaminy i kończą wydział, to znaczy, że studenci nie są tak beznadziejni, jak ci się wydaje.

                                                    > Pamiętam mój egzamin z KPA. Z powodu wszechogarniającej paniki podeszło do nieg
                                                    > o w I terminie (podeszło w sensie przygotowało się) pół roku. Z tej połowy praw
                                                    > ie wszyscy zdali. No i to by było tyle na temat egzaminów nie do zdania, wymogó
                                                    > w z kosmosu, wrednych prowadzących i tajnych poleceń nakazujących oblewać okreś
                                                    > lony procent studentów.

                                                    Bardzo się cieszę, ale nie zmienia to faktu, że są też egzaminy, których nie zdaje połowa roku. Fakt, że ten sam rocznik jeden egzamin zdaje w przeważającej większości, a inny w połowie albo jeszcze mniejszym procencie, dowodzi, że to z niektórymi wykładowcami jest problem. I o nich toczy się dyskusja, a nie o tych, u których wszystko jest OK.

                                                    > O mój doktorat zaś się nie bój. Wiem, że jest dobry.

                                                    Oby promotor i recenzenci doszli do tych samych wniosków.
                                                  • Gość: doktorant Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.11, 00:28
                                                    Ja nie mówię, że studenci są beznadziejni! Jest mnóstwo fajnych studentów, których bardzo lubię i cenię. Jest jednak stosunkowo spora (w sensie za duża) grupa, która nie wiem, co robi na wydziale. Druga sprawa jest taka, że starsi studenci (zaoczni w wieku moim lub powyżej) są z reguły lepsi. Mądrzejsi, mniej roszczeniowi, uczący się.

                                                    Z egzaminami różnie jest, ale nie wydaje mi się, aby ich poziom trudności się mocno zmieniał. Ja to widzę inaczej - jeżeli przez 10 lat z danego przedmiotu zdaje (w pierwszym terminie) 70-80% ludzi a raz się zdarza, że proporcje się odwracają, to warto przyjrzeć się studentom. Szczególnie, jeżeli okazuje się, że pytania to mieszanka zagadnień z ostatnich pięciu lat. Sam miałem kolokwium, które oblało jakieś 80% ludzi. Co ciekawe to były pytania, które zadawałem wcześniej i w innych grupach, tylko z innymi błędnymi odpowiedziami (test).
                                                    Doktora zaś, to moje zmartwienie. Sam piszę, sam za niego odpowiadam. Jeśli (oby nie) zawalę, to obiecuję, że nie pobiegnę z płaczem do gazety.
                                                  • Gość: ququ Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.opera-mini.net 17.09.11, 04:19
                                                    Gość portalu: doktorant napisał(a):

                                                    > Ja nie mówię, że studenci są beznadziejni! Jest mnóstwo fajnych studentów, któr
                                                    > ych bardzo lubię i cenię. Jest jednak stosunkowo spora (w sensie za duża) grupa
                                                    > , która nie wiem, co robi na wydziale.

                                                    Choćby ta "spora grupa" też bardzo wiele mówi o twojej sympatii do studentów. Po prostu studenci się zmieniają, a ty - nie potrafiąc tego zrozumieć - odbierasz ten fakt jako degrengoladę całego pokolenia. Leniwy, głupi itd. zawsze był, jest i będzie tylko pewien margines studentów, na tej samej zasadzie, jak generalnie patologiczny w społeczeństwie jest tylko margines.

                                                    > Druga sprawa jest taka, że starsi studen
                                                    > ci (zaoczni w wieku moim lub powyżej) są z reguły lepsi. Mądrzejsi, mniej roszc
                                                    > zeniowi, uczący się.

                                                    Myślę, że się mylisz. Po prostu ze studentami w swoim wieku bardziej się identyfikujesz, lepiej (w sensie: bez większego wysiłku) jesteś w stanie ich zrozumieć, co przekłada się na sympatię.

                                                    > Z egzaminami różnie jest, ale nie wydaje mi się, aby ich poziom trudności się m
                                                    > ocno zmieniał. Ja to widzę inaczej - jeżeli przez 10 lat z danego przedmiotu zd
                                                    > aje (w pierwszym terminie) 70-80% ludzi a raz się zdarza, że proporcje się odwr
                                                    > acają, to warto przyjrzeć się studentom.

                                                    Masz rację, ale jeśli od określonego momentu te proporcje się odwracają na stałe, to już nie tyle należy się przyjrzeć studentom, tylko wykładowcy. O takich przypadkach tu rozmawiamy.

                                                    > Szczególnie, jeżeli okazuje się, że py
                                                    > tania to mieszanka zagadnień z ostatnich pięciu lat.

                                                    Taka "mieszanka" najlepiej (a właściwie najgorzej) świadczy o wysiłku włożonym przez wykładowcę w przygotowanie egzaminu i pozwala wnioskować również na temat wysiłku włożonego w jego późniejsze sprawdzanie i ocenianie. Powiem więcej: takie egzaminy przeważnie są bardzo trudne i niesprawiedliwe dla tych, którzy uczą się nie z pytań skserowanych od różnych roczników, tylko z książek (czyli właściwie tych nauczonych). A to dlatego, że ci, co się uczą z pytań, mają dużo łatwiej, więc wykładowca - widząc zawyżone wyniki - zaostrza kryteria zdawalności egzaminu, na czym z kolei najbardziej tracą ci uczący się z książek. O takim "egzaminie" i wykładowcy jedno można powiedzieć - oba są do d...

                                                    > Sam miałem kolokwium, któr
                                                    > e oblało jakieś 80% ludzi. Co ciekawe to były pytania, które zadawałem wcześnie
                                                    > j i w innych grupach, tylko z innymi błędnymi odpowiedziami (test).

                                                    Jak wyżej. Taki pozornie "łatwy" egzamin może się okazać bardzo trudny dla tych, którzy rzeczywiście się nauczyli. Pytania na takim egzaminie często są wyśrubowane do maksimum pod względem trudności, właśnie dlatego, że dużo studentów je kseruje i uczy się na pamięć. Ci, którzy z jakichś względów do tych pytań nie dotarli, a mimo to się nauczyli, mają w takich sytuacjach przerąbane. Sam miewałem takie egzaminy i nie wspominam ich dobrze, mimo że studentem byłem dobrym (a nawet bardzo dobrym). Pomijając same wyniki, takie egzaminy i tacy wykładowcy zwyczajnie demoralizują studentów, skrzywiają ich podejście do nauki, która nie polega na wykuciu na pamięć kilku skserowanych zestawów pytań i odpowiedzi. A bez tego przeważnie nie da się zdać takich egzaminów, z powodów, o których napisałem powyżej.

                                                    > Doktora zaś, to moje zmartwienie. Sam piszę, sam za niego odpowiadam. Jeśli (ob
                                                    > y nie) zawalę, to obiecuję, że nie pobiegnę z płaczem do gazety.

                                                    No właśnie nie sam za niego odpowiadasz, bo jesteś zależny od wielu ludzi. Co w takim razie zrobisz, jeśli uznasz, że oceniono cię niesprawiedliwie?
                                                  • Gość: ququ Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.opera-mini.net 17.09.11, 04:45
                                                    > Sam miałem kolokwium, któr
                                                    > e oblało jakieś 80% ludzi. Co ciekawe to były pytania, które zadawałem wcześnie
                                                    > j i w innych grupach, tylko z innymi błędnymi odpowiedziami (test).

                                                    A co do tego konkretnego kolokwium: nie zdziwiłbym się, gdyby te 20%, które zdało egzamin, to byli najbardziej cwani studenci, którzy zebrali pytania od możliwie największej liczby grup. Odpowiedzi prawidłowe się nie zmieniły, więc wystarczyło skonsultować się z tymi, co najlepiej zdali w poprzednich grupach (czyli po prostu z najlepszymi studentami). Ty nie widzisz, w jaki sposób różni studenci "przygotowują się" do egzaminu, dla ciebie ma znaczenie tylko stosunek 80/20, który jest może sugestywny, ale nie odzwierciedla złożoności zjawiska, w tym patologii, jaką sam nieświadomie generujesz nieumiejętnie przeprowadzonym egzaminem.
                                                  • Gość: doktorant Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.11, 11:04
                                                    Ależ proszę nie traktuj mnie jak idioty, dobrze? Przecież zanim się dostałem na doktorat to najpierw musiałem ukończyć studia magisterskie, stąd wiem jak studenci kombinują. Pytania były z poprzedniego roku i ze studiów w innym trybie, więc bardzo wątpię aby studenci konsultowali to ze starszymi rocznikami zaocznych. Jeszcze bardziej wątpię, aby starsze roczniki zaocznych pamiętały, jakie miały pytania rok wcześniej. Tym bardziej, że każda grupa zaoczna miała inny zestaw pytań, więc w sumie przygotowanych miałem ich grubo ponad 120. Z tej liczby wybrałem 30, zmieniłem odpowiedzi i dałem studentom w następnym roku.
                                                    Tak więc swoje dość mało kulturalne uwagi o nieudolnym prowadzeniu kolokwium (a nie egzaminu) zachowaj dla siebie, bo nie znasz sytuacji a mądrzysz się niesamowicie.
                                                  • Gość: ququ Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.opera-mini.net 17.09.11, 12:23
                                                    Gość portalu: doktorant napisał(a):

                                                    > Ależ proszę nie traktuj mnie jak idioty, dobrze? Przecież zanim się dostałem na
                                                    > doktorat to najpierw musiałem ukończyć studia magisterskie, stąd wiem jak stud
                                                    > enci kombinują.

                                                    Wybacz, ale jak czytam twoje wypowiedzi, to właśnie mam takie wrażenie, o którym napisałeś - że nigdy nie studiowałeś. I jest to bardzo smutny wniosek, bo do tej pory wydawało mi się, że nieumiejętność zrozumienia studentów jest zarezerwowana dla starych, zdziadziałych grzybów w wieku przedemerytalnym. Jak widać obecnie ta przypadłość dotknęła już (niektórych) doktorantów.

                                                    > Pytania były z poprzedniego roku i ze studiów w innym trybie, w
                                                    > ięc bardzo wątpię aby studenci konsultowali to ze starszymi rocznikami zaocznyc
                                                    > h. Jeszcze bardziej wątpię, aby starsze roczniki zaocznych pamiętały, jakie mia
                                                    > ły pytania rok wcześniej. Tym bardziej, że każda grupa zaoczna miała inny zesta
                                                    > w pytań, więc w sumie przygotowanych miałem ich grubo ponad 120. Z tej liczby w
                                                    > ybrałem 30, zmieniłem odpowiedzi i dałem studentom w następnym roku.
                                                    > Tak więc swoje dość mało kulturalne uwagi o nieudolnym prowadzeniu kolokwium (a
                                                    > nie egzaminu) zachowaj dla siebie, bo nie znasz sytuacji a mądrzysz się niesam
                                                    > owicie.

                                                    No i właśnie to po raz kolejny potwierdza, że chyba nie studiowałeś. Myślisz, że to takie trudne zdobyć pytania z poprzedniego roku? Myślisz, że studenci ich nie spisują (tym bardziej, gdy kolokwium/egzamin jest bardzo trudne/y)? Co to za problem nauczyć się prawidłowych odpowiedzi testowych na 120 pytań? Gwarantuję ci, że można ich się nauczyć w kilka godzin. Dla porównania: porządne przygotowanie się do kolokwium czy egzaminu zajmuje kilka dni. Co się bardziej opłaca? Jeszcze ze swoich studiów pamiętam, jak moi znajomi z prawa dziobali różne podejrzane testy zdobyte w najprzeróżniejszy sposób. Ba, byli tacy, co sprzedawali te testy pod samą salą wykładową - obok nich kilka razy na dzień przechodzili wykładowcy, udając, że niczego nie widzą.

                                                    To, co piszesz, dobitnie potwierdza, jak mało wiesz o swoich studentach.
                                                  • Gość: doktorant Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.11, 13:24
                                                    No tak - osoba, która wymaga i której wydaje się, że człowiek przychodzi na studia się uczyć to stary, zgrzybiały dziad. Bo przecież najlepiej, żeby doktorant wystawił wszystkim piątki, zaprosił na piwo i jeszcze za nie zapłacił. Prawda?

                                                    Z doświadczenia wiem, że zdobycie 120 pytań, które studenci zaoczni mieli rok wcześniej nie jest rzeczą wyjątkowo prostą. Ponadto 120 dobrze ułożonych pytań może zawierać w sobie tyle wiedzy, że nauczenie się ich będzie całkiem sporym wysiłkiem i da niezły efekt. Nie wierzysz - popatrz jak wyglądały testy z prawa administracyjnego kilka lat temu. Przebrnięcie przez jeden test i wyszukanie dobrych odpowiedzi zajmowało czterem osobom kilka godzin. A w teście było ledwo 50 czy 60 pytań.
                                                    Zresztą pytania z KPA są znane od lat (są w zasadzie takie same, jak tytuły podrozdziałów w książce) a i tak studenci mają z nimi problemy.
                                                  • Gość: ququ Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.opera-mini.net 17.09.11, 13:49
                                                    Gość portalu: doktorant napisał(a):

                                                    > No tak - osoba, która wymaga i której wydaje się, że człowiek przychodzi na stu
                                                    > dia się uczyć to stary, zgrzybiały dziad. Bo przecież najlepiej, żeby doktorant
                                                    > wystawił wszystkim piątki, zaprosił na piwo i jeszcze za nie zapłacił. Prawda?

                                                    Znowu zniekształcasz sens mojej wypowiedzi, tendencyjnie ją uskrajniając. Czy ja gdzieś pisałem o piwie i stawianiu samych piątek?

                                                    > Z doświadczenia wiem, że zdobycie 120 pytań, które studenci zaoczni mieli rok w
                                                    > cześniej nie jest rzeczą wyjątkowo prostą. Ponadto 120 dobrze ułożonych pytań m
                                                    > oże zawierać w sobie tyle wiedzy, że nauczenie się ich będzie całkiem sporym wy
                                                    > siłkiem i da niezły efekt. Nie wierzysz - popatrz jak wyglądały testy z prawa a
                                                    > dministracyjnego kilka lat temu. Przebrnięcie przez jeden test i wyszukanie dob
                                                    > rych odpowiedzi zajmowało czterem osobom kilka godzin. A w teście było ledwo 50
                                                    > czy 60 pytań.

                                                    A jakie ty możesz mieć doświadczenie w zdobywaniu pytań z testów, których sam nie zdajesz? Wcale nie potrzeba wyszukiwać dobrych odpowiedzi - wystarczy popytać mądrzejszych kolegów ze starszych lat, które odpowiedzi były dobre. A później tylko mechanicznie zakuć.

                                                    > Zresztą pytania z KPA są znane od lat (są w zasadzie takie same, jak tytuły pod
                                                    > rozdziałów w książce) a i tak studenci mają z nimi problemy.

                                                    Jak ktoś nie zdobędzie testów z poprzednich lat, to faktycznie może mieć problemy. Studenci zaoczni są różni - bardzo wielu ma utrudniony kontakt ze sobą. A fakt, że na prawie od lat krążą te same pytania z różnych egzaminów (nie tylko z KPA), jest rzeczą powszechnie znaną i potwierdza tylko bardzo niski poziom egzaminowania i w ogóle studiów na tym wydziale.
                                                  • Gość: doktorant Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.11, 11:43
                                                    Studenci może i się zmieniają, ale to nie ma nic do rzeczy. To są studia prawnicze, podczas których student ma zdobyć odpowiednią wiedzę. Jeżeli mu się nie podoba taka ich forma, to przecież przymusu studiowania u nas nie ma. Natomiast (powtarzam się, ale nie jesteś w stanie tego zrozumieć), że z roku na rok liczba tych leniwych, niezainteresowanych światem, roszczeniowych etc. wzrasta. To nie są tylko moje obserwacje. Z rozmów z ludźmi, którzy uczą od lat wynika ten sam wniosek. Ty mówisz, że studenci się zmieniają. Tak zmieniają, ale na gorsze (przynajmniej z punktu widzenia prowadzących zajęcia) i nie widzę powodu, dla którego mam biernie zaakceptować te negatywne zmiany.

                                                    A może przyjrzeć się samym studentom? Popatrzeć kiedy to te proporcje zaczęły się zmieniać? Czy aby nie w momencie, w którym zlikwidowano egzaminy wstępne a na studia zaczęli przychodzić pierwsi ludzie kończący edukację w nowym trybie i piszący nowe matury? Mam w rodzinie profesora z innej uczelni we Wrocławiu i jego opinia jest taka sama, jak moja. Reforma edukacyjna spowodowała obniżenie się przeciętnego poziomu studentów. Wziąwszy pod uwagę, że jest to człowiek uczący na Politechnice warto się zastanowić nad tym wnioskiem (w myśl zasady, że jeżeli dwie osoby mówią ci, żeś pijany, to się połóż spać).

                                                    Twoja opinia o egzaminie świadczy wyraźnie o problemach z rozumieniem tekstu czytanego. To się nazywa funkcjonalny analfabetyzm. Nie pisałem bowiem o mieszance pytań ale o zagadnieniach. Zagadnienia z reguły od lat są niezmienne i wiszą w gablotach przed gabinetami.
                                                    Kwestia pytań zaś to trochę inna sprawa. W przypadku testów nie ma możliwości, żeby pytania się nie powtarzały. Ile bowiem można sensownych testowych pytań ułożyć z KK? Jasne - jak siądę, to ułożę nawet 2000, ale większość z nich będzie wtedy całkowicie kosmiczna i stracą na tym jedynie studenci. Kilkaset pytań testowych z zakresu danego przedmiotu z reguły wystarcza do sprawdzenia czy student zna materiał czy nie. Nawet jeżeli będzie uczył się tylko z pytań a nie z kodeksu czy książki to przy tej ilości odpowiednio sformułowanych pytań posiądzie właściwą wiedzę. Jaki sens wtedy wymyślać kolejne, cudaczne pytania? Co roku bierze się np. 50 z puli wcześniej przygotowanych 500, sprawdza czy się nie zdezaktualizowały, poprawia to, co straciło ważność, ewentualnie dopisuje pięć czy dziesięć nowych, które obejmują zakres nowych przepisów i tyle. Uważasz, że to złe podejście? Wolałbyś co roku zupełnie nowe pytania? Przecież po kilku latach pytania te osiągnęły by taki poziom komplikacji, że chyba tylko sam twórca byłby w stanie na nie odpowiedzieć.
                                                    Jeżeli zaś czy to student czy doktorant kwestionuje ocenę, wówczas ma procedury odwoławcze. Kiedy studiowałem kilak osób zdawało egzaminy komisyjne i wiesz, że nikt im głowy nie urwał? Jedni zdali, inni nie. Nikt z nich nie miał potem żadnych problemów, nikt się na nich nie mścił ani nie pobił w toalecie.
                                                  • Gość: ququ Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.opera-mini.net 17.09.11, 13:14
                                                    Gość portalu: doktorant napisał(a):

                                                    > Studenci może i się zmieniają, ale to nie ma nic do rzeczy. To są studia prawni
                                                    > cze, podczas których student ma zdobyć odpowiednią wiedzę. Jeżeli mu się nie po
                                                    > doba taka ich forma, to przecież przymusu studiowania u nas nie ma.

                                                    Ma to do rzeczy, że studia prawnicze nie odbywają się w próżni, co cały czas próbuję ci wytłumaczyć.

                                                    > Natomiast (
                                                    > powtarzam się, ale nie jesteś w stanie tego zrozumieć), że z roku na rok liczba
                                                    > tych leniwych, niezainteresowanych światem, roszczeniowych etc. wzrasta.

                                                    Masz jakieś dane statystyczne na ten temat czy są to wyłącznie twoje subiektywne gdybania?

                                                    > To ni
                                                    > e są tylko moje obserwacje. Z rozmów z ludźmi, którzy uczą od lat wynika ten sa
                                                    > m wniosek.

                                                    Akurat te "obserwacje" są nic nie warte, bo są to tendencyjnie wybrane i wcale nie reprezentatywne (a tak naprawdę marginalne), generalizujące anegdotki, przekazywane z pokolenia na pokolenie przez nauczycieli, pełniące przede wszystkim funkcję terapeutyczną - służą głównie dowartościowaniu się sfrustrowanego środowiska belferskiego. Jak świat światem, zawsze wykładowcy śmiali się z głupoty studentów, a studenci z głupoty wykładowców. Traktowanie ich jako dowodów jest śmieszne i niepoważne. Jako myślący człowiek powinieneś zdawać sobie z tego sprawę, a jako przyszły naukowiec co najmniej sceptycznie podchodzić do metodologii tego rodzaju "dowodów".

                                                    > Ty mówisz, że studenci się zmieniają. Tak zmieniają, ale na gorsze (
                                                    > przynajmniej z punktu widzenia prowadzących zajęcia) i nie widzę powodu, dla kt
                                                    > órego mam biernie zaakceptować te negatywne zmiany.

                                                    A ja cię proszę o dane statystyczne albo inne twarde dowody, które to potwierdzają. Bo jak na razie, to ja przedstawiłem twarde dowody o wymowie wręcz przeciwnej - np. badania psychologiczne potwierdzające szybki wzrost inteligencji w kolejnych pokoleniach. Jeśli IQ do ciebie nie przemawia, to czekam na definicję mądrości, wg której oceniasz degrengoladę młodego pokolenia.

                                                    > A może przyjrzeć się samym studentom? Popatrzeć kiedy to te proporcje zaczęły s
                                                    > ię zmieniać? Czy aby nie w momencie, w którym zlikwidowano egzaminy wstępne a n
                                                    > a studia zaczęli przychodzić pierwsi ludzie kończący edukację w nowym trybie i
                                                    > piszący nowe matury?

                                                    Przyjrzeć się można, jak najbardziej. Zrób badania i sprawdź tę hipotezę. Jak na razie, są to czyste, nic nie warte spekulacje.

                                                    > Mam w rodzinie profesora z innej uczelni we Wrocławiu i je
                                                    > go opinia jest taka sama, jak moja.

                                                    No to faktycznie mamy "twardy", "niepodważalny" dowód. Dwa bezmyślne grzyby - jeden stary, drugi młody - które dowartościowują się w domu, kpiąc ze swoich uczniów, bo ktoś im kazał ich uczyć, a oni tego nie cierpią...

                                                    > Reforma edukacyjna spowodowała obniżenie si
                                                    > ę przeciętnego poziomu studentów. Wziąwszy pod uwagę, że jest to człowiek ucząc
                                                    > y na Politechnice warto się zastanowić nad tym wnioskiem (w myśl zasady, że jeż
                                                    > eli dwie osoby mówią ci, żeś pijany, to się połóż spać).

                                                    Która reforma edukacyjna?

                                                    Co do zasady, to mam nadzieję, że nie stosujesz jej w praktyce badawczej. Bo wtedy z ogromną troską zastanawiałbym się nad losem twojego doktoratu. Nawet pomimo twoich gorących zapewnień, że jest dobry.

                                                    > Twoja opinia o egzaminie świadczy wyraźnie o problemach z rozumieniem tekstu cz
                                                    > ytanego. To się nazywa funkcjonalny analfabetyzm. Nie pisałem bowiem o mieszanc
                                                    > e pytań ale o zagadnieniach. Zagadnienia z reguły od lat są niezmienne i wiszą
                                                    > w gablotach przed gabinetami.

                                                    Pisałeś o pytaniach, co bardzo łatwo można sprawdzić. Jeśli teraz zmieniasz swoje słowa, to albo skłamałeś (wtedy lub teraz), albo nie wiesz, co sam piszesz (czyli to ty jesteś funkcjonalnym analfabetą).


                                                    > Kwestia pytań zaś to trochę inna sprawa. W przypadku testów nie ma możliwości,
                                                    > żeby pytania się nie powtarzały. Ile bowiem można sensownych testowych p
                                                    > ytań ułożyć z KK? Jasne - jak siądę, to ułożę nawet 2000, ale większość z nich
                                                    > będzie wtedy całkowicie kosmiczna i stracą na tym jedynie studenci. Kilkaset py
                                                    > tań testowych z zakresu danego przedmiotu z reguły wystarcza do sprawdzenia czy
                                                    > student zna materiał czy nie.

                                                    Jasne, że jest taka możliwość, żeby pytania się nie powtarzały. Można dawać mniej pytań, można dawać pytania otwarte, można zadać sobie jednak więcej pracy i wymyślać dużo nowych pytań, można zaliczać nie na podstawie testów, tylko indywidualnych prac pisemnych... Możliwości jest wiele, trzeba tylko chcieć. W niczym nie usprawiedliwia to tworzenia pseudoegzaminów, niczego nie sprawdzających.

                                                    > Nawet jeżeli będzie uczył się tylko z pytań a ni
                                                    > e z kodeksu czy książki to przy tej ilości odpowiednio sformułowanych pytań pos
                                                    > iądzie właściwą wiedzę. Jaki sens wtedy wymyślać kolejne, cudaczne pytania?

                                                    A jakim cudem posiądzie tę wiedzę, zapamiętując mechanicznie tylko prawidłowe odpowiedzi? Mógłbyś napisać coś więcej na temat tej nowatorskiej metody edukacyjnej?

                                                    > Co
                                                    > roku bierze się np. 50 z puli wcześniej przygotowanych 500, sprawdza czy się ni
                                                    > e zdezaktualizowały, poprawia to, co straciło ważność, ewentualnie dopisuje pię
                                                    > ć czy dziesięć nowych, które obejmują zakres nowych przepisów i tyle.

                                                    Wcześniej było 30 pytań ze 120, teraz 50 z 500, zaraz będzie 70 z tysiąca albo 100 z 2 tysięcy. Zdecyduj się i rozmawiajmy na konkretach.

                                                    > Uważasz,
                                                    > że to złe podejście? Wolałbyś co roku zupełnie nowe pytania? Przecież po kilku
                                                    > latach pytania te osiągnęły by taki poziom komplikacji, że chyba tylko sam twór
                                                    > ca byłby w stanie na nie odpowiedzieć.

                                                    A cóż to takiego stoi na przeszkodzie w wymyślaniu pytań o tym samym stopniu komplikacji?

                                                    > Jeżeli zaś czy to student czy doktorant kwestionuje ocenę, wówczas ma procedury
                                                    > odwoławcze. Kiedy studiowałem kilak osób zdawało egzaminy komisyjne i wiesz, ż
                                                    > e nikt im głowy nie urwał? Jedni zdali, inni nie. Nikt z nich nie miał potem ża
                                                    > dnych problemów, nikt się na nich nie mścił ani nie pobił w toalecie.

                                                    Jak działają te "procedury odwoławcze", myślę że większość czytelników tego forum i większość osób, które miały choć krótki kontakt z uczelnią, doskonale wie. Ja z kolei mógłbym podać ci wiele przykładów, gdy te procedury jednak nie zadziałały, albo zadziałały źle, np. z powodu znajomości między pracownikami albo niechęci władz dziekańskich do dodawania sobie dodatkowej roboty i w związku z tym ignorowania odwołań. Prawda jest, niestety, taka, że nasz uczelnie wciąż mają tyle wspólnego z demokracją, co Madagaskar z rozwojem cywilizacyjnym. I pewnie nie raz się o tym jeszcze przekonasz.
                                                  • Gość: doktorant Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.11, 13:35
                                                    Po przeczytaniu Twojej wypowiedzi widzę, że nie ma większego sensu rozmowa z Tobą. Argumenty ad personam możesz sobie stosować w swoim środowisku, ale nie w rozmowie ze mną.
                                                    Żegnam i życzę po pierwsze troszkę więcej kultury w życiu, po drugie wstrzymania się z ocenianiem ludzi, których się nie zna i o których pracy nie ma się bladego pojęcia.

                                                    EOT
                                                  • Gość: ququ Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.opera-mini.net 17.09.11, 13:57
                                                    O właśnie, zabrakło argumentów to się obraził... Biedactwo. Poczytaj uważnie swoje wypowiedzi, a sam zauważysz, że jest w nich nie mniej argumentów ad personam. Więc nie zasłaniaj się tego rodzaju wymówkami co do przerwania rozmowy. Bo ona w całości doskonale pokazuje, że od początku nie miałeś ochoty na sensowną dyskusję na argumenty, chciałeś tylko za wszelką cenę przeforsować swoje stanowisko, obronić własne środowisko. Świadczą o tym np. moje liczne pytania, które pozostawiłeś bez odpowiedzi, gdy zażądałem konkretnych dowodów (definicja mądrości, według której ponoć oceniasz upadek obecnego młodego pokolenia, dane statystyczne potwierdzające to zjawisko etc.). Jeśli w taki sam sposób "dogadujesz się" ze studentami, to twoje problemy nie powinny nikogo dziwić.
                                                  • wielki_czarownik Ciekawa "rozmowa" 17.09.11, 17:09
                                                    Nie będę się tu wdawał w polemikę kto jest dobrym nauczycielem a kto złym i gdzie leży wina oraz kto ponosi odpowiedzialność za to, że studenci nie zdali egzaminu i tłoczyli się w ciasnych salach. Po prostu wrzucę swoje 3 grosze.
                                                    1. Konkretne dowody, o które prosi ququ to zwykła demagogiczna sztuczka. Wiadomo bowiem, że nie ma możliwości zdefiniowania mądrości. Tak samo więc Twoje (do ququ) opowieści o bardzo trudnych egzaminach, jakie miałeś można zniszczyć w ten sam sposób. Podaj definicję trudności, na jakiej grupie badawczej oparłeś swoje przekonanie, że egzamin był trudny i niemal nie do zdania, jakie masz dowody liczbowe na trudność egzaminu etc.
                                                    2. O obniżającym się poziomie młodych słyszę z różnych źródeł i choć nie mam tutaj danych statystycznych, to coś na rzeczy musi być. Narzekający wskazują na dwa fakty - reforma edukacyjna (6+3+3) oraz zniesienie egzaminów na studia. Jeżeli wszyscy nauczyciele z jakimi mam do czynienia mówią, że młodzież jest coraz głupsza, to chyba nie padli oni ofiarą zbiorowej halucynacji. W zeszłym roku okazało się, że gimnazjaliści potrafią napisać maturę z matematyki na takim poziomie, aby się dostać na polibudę. Jeżeli dorzucimy do tego fakt, że nie ma już egzaminów wstępnych na studia, to można z dużą dozą prawdopodobieństwa przyjąć, że rzeczywiście dzisiaj studiuje więcej osób z przypadku, które w starym systemie zostałyby odsiane na egzaminach wstępnych.
                                                    3. Poziom nauczania przez doktorantów to temat rzeka. AFAIK dopiero od zeszłego roku mają oni jakieś krótkie przygotowanie pedagogiczne. Wcześniej po prostu dostawali zajęcia do wykonania i tyle. Jeżeli którykolwiek z nich miał kurs pedagogiczny, to robił go prywatnie i za własne pieniądze. Wiem, że były też przypadki, kiedy to doktorant na WPAiE prowadził w jednym semestrze zajęcia dla 7 czy 8 grup i na dodatek z 3 czy 4 różnych przedmiotów. Ciężko w takiej sytuacji wymagać od niego, aby był perfekcyjnie przygotowany do każdych zajęć (szczególnie, jeżeli prowadził zajęcia z czegoś zupełnie niezwiązanego z pracą doktorską). Ciężko mu też czynić jakiś zarzut z tego powodu, że starał się sobie ułatwić zadanie i kolokwia przeprowadzał mieszając pytania testowe w różnych grupach. Gwoli ciekawości kiedy ja studiowałem na owym wydziale, to z jedną panią magister miałem na przestrzeni 2 lat aż 3 różne przedmioty.
                                                    4. Dawnymi laty (wnioskuję, że wtedy ququ, kiedy Ty studiowałeś) nie było czegoś takiego jak doktorat. Była asystentura. Trudno więc porównywać sytuację w której ktoś pisał doktorat 7 czy 8 lat i miał po prostu czas na dydaktykę i pracę naukową z teraźniejszością, kiedy to doktorant ma na napisanie pracy 4 lata, dodatkowo prowadzi zajęcia i jeszcze żeby było ciekawiej często mu się za to nie płaci, bo nie ma stypendium!
                                                    5. Możemy więc śmiało powiedzieć, że winny jest system. System w którym na studia trafia za dużo ludzi z przypadku i system w którym prowadzący zajęcia nie mają odpowiednich warunków do tego, aby uczciwie nauczać.
                                                  • Gość: Piotr Re: Ciekawa "rozmowa" IP: 94.76.208.* 17.09.11, 19:06
                                                    Z uwagą przeczytałem dyskusję gugu z doktorantem. Częściowo się z Tobą zgodzę ale w większości jednak nie masz racji. Być może niedokładnie przeczytałeś dyskusję.
                                                    1. Zauważ, że to doktorant posłużył się terminem "mądrość" do ukazania głupoty swoich studentów. Ququ bardzo trafnie zażądał definicji tego terminu, wykazując zarazem jego bezwartościowość. Doktorant oczywiście tego nie potrafił zrobić (choć jakby się postarał, to może by coś wymęczył). Więc jeśli kogokolwiek należałoby posądzać o demagogie to właśnie doktoranta. To samo można odnieść do trudności egzaminów: chyba student, który sam go pisał i rozmawiał z innymi studentami z roku lepiej potrafi to ocenić, niż wykładowca?
                                                    2. To, że niektórzy (głównie nauczyciele) klepią dyrdymały o obniżającym się poziomie młodych, to jeszcze żaden dowód. Zauważ, że to samo mówi się powszechnie o obniżającym się poziomie studiów i szkół. Za co odpowiadają właśnie nauczyciele. Więc może to wina nauczycieli, że poziom młodych się obniża? Na pewno trudno winić młodzież za ten stan.
                                                    3. Jeśli brak przygotowania pedagogicznego wynika ze złej organizacji na uczelni to też nalezy winić uczelnię a nie studentów. Jesli ktoś jest złym nauczycielem to jest po prostu złym nauczycielem, bez wględu na to czy miał przygotowanie pedagogiczne, czy nie. Jak pójdziesz do złego lekarza, który przepisze ci zły lek, to też usprawiedliwisz go, że to nie on tylko system edukacji źle działa? Jak ktoś nie jest kompetentny do wykonywania jakiejś pracy, niech po prostu jej nie wykonuje.
                                                    4.Skąd wiesz kiedy studiował ququ? Skąd wiesz, czy doktorant nie dostaje stypendium? O ile mi wiadomo na uniwersytecie zajecia prowadzą tylko doktoranci ze stypendium. 90 godzin zajęć w roku to też nie jest jakiś straszny wysiłek. Doktorant gdy szedł na studia doktoranckie przecież wiedział co go czeka.
                                                    5. Zauważ, że to uczelnie same decydują, jakich i ile biorą studentow i jak organizują zajęcia dla doktorantów. Zwalanie winy na mityczny system jest rozmywaniem odpowiedzialności.

                                                    Reasumując: brawo ququ! Doktorant za to dobitnie pokazał żenująco niski poziom kadry akademickiej ( zarówno swoja postawą jak i opowieściami o pytaniach na egzaminy, krażących od lat, czego jeszcze bronił (sic!)). Oby jak najmniej było takich nauczycieli.
                                                  • wielki_czarownik Re: Ciekawa "rozmowa" 17.09.11, 19:37
                                                    Gość portalu: Piotr napisał(a):

                                                    > Z uwagą przeczytałem dyskusję gugu z doktorantem. Częściowo się z Tobą zgodzę a
                                                    > le w większości jednak nie masz racji. Być może niedokładnie przeczytałeś dysku
                                                    > sję.
                                                    > 1. Zauważ, że to doktorant posłużył się terminem "mądrość" do ukazania głupoty
                                                    > swoich studentów. Ququ bardzo trafnie zażądał definicji tego terminu, wykazując
                                                    > zarazem jego bezwartościowość. Doktorant oczywiście tego nie potrafił zrobić (
                                                    > choć jakby się postarał, to może by coś wymęczył). Więc jeśli kogokolwiek należ
                                                    > ałoby posądzać o demagogie to właśnie doktoranta.

                                                    A znasz kogoś, kto potrafi podać dobrą definicję mądrości? Z mądrością jest jak z pięknem. Mój kolega informatyk - jeżeli zapytasz go o sytuację geopolityczną na Bliskim Wschodzie, to zrobi wielkie oczy, ale jak spytasz o jakieś sprawy komputerowe to nie ma rzeczy, której by o tym nie wiedział. Mądry jest czy głupi? Na polibudzie pewnie by go uważali za mądrego, na wydziale historycznym za przygłupa. Zgodzić się muszę z doktorantem, że na takim wydziale, jak WPAiE pewna ogólna wiedza jest konieczna, a z tym w społeczeństwie krucho.

                                                    To samo można odnieść do trud
                                                    > ności egzaminów: chyba student, który sam go pisał i rozmawiał z innymi student
                                                    > ami z roku lepiej potrafi to ocenić, niż wykładowca?

                                                    Ja wiem? Z jednej strony student wie, co pisał. Z drugiej nie ma porównania do innych egzaminów z tego przedmiotu, zaś wykładowca ma.

                                                    > 2. To, że niektórzy (głównie nauczyciele) klepią dyrdymały o obniżającym się po
                                                    > ziomie młodych, to jeszcze żaden dowód. Zauważ, że to samo mówi się powszechnie
                                                    > o obniżającym się poziomie studiów i szkół. Za co odpowiadają właśnie nauczyci
                                                    > ele. Więc może to wina nauczycieli, że poziom młodych się obniża? Na pewno trud
                                                    > no winić młodzież za ten stan.

                                                    Ja nie uważam, żeby to były dyrdymały. To raczej smutna prawda. Młodzi coraz mniej czytają, nie interesują się światem. OK rozwijają się w dziedzinie informatyzacji, ale pojawia się pytanie, czy wiedza na temat obecnie dostępnych na rynku smartfonów jest ważniejsza od choćby wiedzy na temat przywoływanej tu wielokrotnie sytuacji w krajach arabskich? Dla 16 latka może tak, dla 22 latka, który chce być wziętym prawnikiem, chyba nie.
                                                    Nauczyciele obracają się w konkretnym systemie edukacyjnym, muszą wypełnić konkretne wymogi etc. Ciężko więc ich winić za to, że "wykonują rozkazy". Nie zaprzeczysz jednak chyba, że matura stała się parodią samej siebie i że poziom wiedzy ogólnej w społeczeństwie jest coraz niższy. Tak się składa, że mam kontakt ze środowiskiem i naukowym i nauczycielskim i wszyscy, z którymi rozmawiałem na ten temat podzielają tezę, że z młodymi jest coraz gorzej. Moja znajoma nauczycielka przyznaje, że uczniowie lepiej od niej radzą sobie z obsługą komputera (i to oni podłączają rzutnik do laptopa), ale na tym ich przewaga się kończy. W innych dziedzinach wiedzy opuszczają się, wypracowania oddają ściągnięte z internetu itp.

                                                    > 3. Jeśli brak przygotowania pedagogicznego wynika ze złej organizacji na uczeln
                                                    > i to też nalezy winić uczelnię a nie studentów. Jesli ktoś jest złym nauczyciel
                                                    > em to jest po prostu złym nauczycielem, bez wględu na to czy miał przygotowanie
                                                    > pedagogiczne, czy nie. Jak pójdziesz do złego lekarza, który przepisze ci zły
                                                    > lek, to też usprawiedliwisz go, że to nie on tylko system edukacji źle działa?
                                                    > Jak ktoś nie jest kompetentny do wykonywania jakiejś pracy, niech po prostu jej
                                                    > nie wykonuje.

                                                    Tu pojawia się pytanie, czy doktoranci powinni prowadzić zajęcia czy też nie. A jeżeli tak, to czy od pierwszego roku.

                                                    > 4.Skąd wiesz kiedy studiował ququ? Skąd wiesz, czy doktorant nie dostaje stypen
                                                    > dium? O ile mi wiadomo na uniwersytecie zajecia prowadzą tylko doktoranci ze st
                                                    > ypendium.

                                                    To źle Ci wiadomo. Z tego, co ja się orientuję to od zeszłego roku chyba nawet część zaocznych prowadzi na WPAiE zajęcia, a w tym roku miejsc ze stypendiami ma być ledwo kilka (ale tu głowy nie dam).

                                                    > 90 godzin zajęć w roku to też nie jest jakiś straszny wysiłek.

                                                    9o godzin dla wielu doktorantów to bajka o żelaznym wilku. Znam takiego (już doktora obecnie), co miał prawie 200. To już w okolicach pensum adiunkta. Zgadnij na jakim wydziale ;)

                                                    Doktor
                                                    > ant gdy szedł na studia doktoranckie przecież wiedział co go czeka.

                                                    A to inna sprawa. Ale tak samo ktoś, kto idzie pracować do hipermarketu chyba ma prawo domagać się lepszej pensji, prawda?

                                                    > 5. Zauważ, że to uczelnie same decydują, jakich i ile biorą studentow i jak org
                                                    > anizują zajęcia dla doktorantów. Zwalanie winy na mityczny system jest rozmywan
                                                    > iem odpowiedzialności.
                                                    >

                                                    Uczelnie chyba same nie decydują. Nie wiem, jak to jest w szczegółach, ale muszą one opierać się na wynikach matur. Tych matur, które na 100% potrafią zdać gimnazjaliści!

                                                    > Reasumując: brawo ququ! Doktorant za to dobitnie pokazał żenująco niski poziom
                                                    > kadry akademickiej ( zarówno swoja postawą jak i opowieściami o pytaniach na eg
                                                    > zaminy, krażących od lat, czego jeszcze bronił (sic!)). Oby jak najmniej było t
                                                    > akich nauczycieli.

                                                    Ja tam nie zauważyłem, żeby on bronił tego krążenia. To, że pytania krążą od lat to żadna tajemnica. Sam będąc studentem wydałem ileś tam złociszy na komplet pytań z KPA po to, aby się przekonać, że to tytuły rozdziałów z książki. Pamiętam też egzaminy u doktorów K. i L. Mimo, że testy krążyły po wydziale to i tak nikt ich nie potrafił rozwiązać i prawie wszyscy szliśmy na drugi termin :)
                                                  • Gość: Piotr Re: Ciekawa "rozmowa" IP: 94.76.208.* 17.09.11, 20:01
                                                    > 1. A znasz kogoś, kto potrafi podać dobrą definicję mądrości?

                                                    Nie wiem, czy dobrą, ale definicję mądrości na własny użytek każdy człowiek uważający się za myslącego powinien potrafic sformułowac. Na początek proponuję zapoznać się z tym: pl.wikipedia.org/wiki/Mądrość
                                                    Jeśli nie potrafi, to po co uzywa tego sformułowania?

                                                    > 2. Ja wiem? Z jednej strony student wie, co pisał. Z drugiej nie ma porównania do innych egzaminów z tego przedmiotu, zaś wykładowca ma.

                                                    Wystarczy, że ma porównanie z innymi egzaminami. Wykładowca nie zdaje tych egzaminów więc nie może wiedzieć, czy jest trudny, czy nie.

                                                    > 3. Ja nie uważam, żeby to były dyrdymały. To raczej smutna prawda. Młodzi coraz mniej czytają, nie interesują się światem.

                                                    Masz na to jakieś dane statystyczne?

                                                    > 4. Nie zaprzeczysz jednak chyba, że matura stała się parodią samej siebie i że poziom wiedzy ogólnej w społeczeństwie jest coraz niższy. Tak się składa, że mam kontakt ze środowiskiem i naukowym i nauczycielskim i wszyscy, z którymi rozmawiałem na ten temat podzielają tezę, że z młodymi jest coraz gorzej.

                                                    Więc miej pretensję do nauczycieli.

                                                    > 5. Tu pojawia się pytanie, czy doktoranci powinni prowadzić zajęcia czy też nie. A jeżeli tak, to czy od pierwszego roku.

                                                    W przypadku doktorantów, którzy nie potrafią prowadzić zajęć, nie mam wątpliwości że nie powinni,

                                                    > 6. To źle Ci wiadomo. Z tego, co ja się orientuję to od zeszłego roku chyba nawet część zaocznych prowadzi na WPAiE zajęcia, a w tym roku miejsc ze stypendiami ma być ledwo kilka (ale tu głowy nie dam).

                                                    W takim razie robią to niezgodnie z przepisami. Więc znowu pretensje kieruj do uczelni.

                                                    > 7. 9o godzin dla wielu doktorantów to bajka o żelaznym wilku. Znam takiego (już doktora obecnie), co miał prawie 200. To już w okolicach pensum adiunkta. Zgadnij na jakim wydziale ;)

                                                    Jak wyżej. Przepisy mówią o 90 godzinach rocznie, więc pretensje miej do uczelni, że je łamie. Doktoranci też nie są bez winy skoro dają się wykorzystywać.

                                                    > 8. A to inna sprawa. Ale tak samo ktoś, kto idzie pracować do hipermarketu chyba ma prawo domagać się lepszej pensji, prawda?

                                                    Zawsze może się dokształcić i znaleźć lepszą pracę. Jak nie potrafi, niech ma pretensje do siebie, że mało zarabia.

                                                    > 9. Uczelnie chyba same nie decydują. Nie wiem, jak to jest w szczegółach, ale muszą one opierać się na wynikach matur. Tych matur, które na 100% potrafią zdać gimnazjaliści!

                                                    Bzdury piszesz, bo uczelnie nie przyjmują wszystkich ze zdaną maturą, tylko najlepszych z list rankingowych, w zaleznosci od liczby miejsc, ustalonej przez samych siebie. Najpierw sie dowiedz a potem pisz.

                                                    > 10. Ja tam nie zauważyłem, żeby on bronił tego krążenia. To, że pytania krążą od lat to żadna tajemnica. Sam będąc studentem wydałem ileś tam złociszy na komplet pytań z KPA po to, aby się przekonać, że to tytuły rozdziałów z książki. Pamiętam też egzaminy u doktorów K. i L. Mimo, że testy krążyły po wydziale to i tak nikt ich nie potrafił rozwiązać i prawie wszyscy szliśmy na drugi termin :)

                                                    Ha ha ha, no to mamy kolejnego geniusza :D Chyba tylko w Polsce taki "absolwent" może się tym chwalić i nie widzi w tym niczego zdrożnego. A potem się dziwi, że absolwenci prezentują niski poziom :D
                                                  • wielki_czarownik Re: Ciekawa "rozmowa" 17.09.11, 20:16
                                                    Gość portalu: Piotr napisał(a):


                                                    > Nie wiem, czy dobrą, ale definicję mądrości na własny użytek każdy człowiek uważający się za myslącego powinien potrafic sformułowac. Na początek proponuję zapoznać się z tym: pl.wikipedia.org/wiki/Mądrość
                                                    > Jeśli nie potrafi, to po co uzywa tego sformułowania?

                                                    Oj proszę. Bez Wiki.


                                                    > Wystarczy, że ma porównanie z innymi egzaminami. Wykładowca nie zdaje tych egza
                                                    > minów więc nie może wiedzieć, czy jest trudny, czy nie.
                                                    >

                                                    No nie wiem czy można porównać egzamin testowy z PKG z opisówką z KPA.


                                                    >
                                                    > Masz na to jakieś dane statystyczne?
                                                    >

                                                    W ten sposób można "obalić" każdą tezę. Jeśli powiem, że moja dziewczyna jest ładna, to też poprosisz mnie o dane statystyczne? O wyliczenia matematyczne albo opinię jakiejś reprezentatywnej grupy będącej przekrojem społeczeństwa?


                                                    > Więc miej pretensję do nauczycieli.
                                                    >

                                                    W jakiś sposób mam, ale pamiętajmy, że nauczyciel uczy według programu ustalonego na górze. To nie nauczyciele ustalili, że aby zdać maturę wystarczy zdobyć 30% punktów. To nie nauczyciele dokonali amnestii dla głupków, którzy matury nie zdali.


                                                    > W przypadku doktorantów, którzy nie potrafią prowadzić zajęć, nie mam wątpliwoś
                                                    > ci że nie powinni,
                                                    >

                                                    A jak to sprawdzimy?


                                                    > W takim razie robią to niezgodnie z przepisami. Więc znowu pretensje kieruj do
                                                    > uczelni.
                                                    >

                                                    A czy to moje zmartwienie?


                                                    >
                                                    > Jak wyżej. Przepisy mówią o 90 godzinach rocznie, więc pretensje miej do uczeln
                                                    > i, że je łamie. Doktoranci też nie są bez winy skoro dają się wykorzystywać.
                                                    >

                                                    Z tego co się orientuję to jest to zgodne z przepisami. Doktorant ma 90 godzin w ramach pensum i resztę na umowie CP.

                                                    >
                                                    > Zawsze może się dokształcić i znaleźć lepszą pracę. Jak nie potrafi, niech ma p
                                                    > retensje do siebie, że mało zarabia.
                                                    >

                                                    W Polsce? Znam takiego, co ma dwa fakultety i na kasie siedzi. Ma doktorat zrobić czy habilitację, żeby lepszą pracę znaleźć?


                                                    >
                                                    > Bzdury piszesz, bo uczelnie nie przyjmują wszystkich ze zdaną maturą, tylko naj
                                                    > lepszych z list rankingowych, w zaleznosci od liczby miejsc, ustalonej przez
                                                    > samych siebie
                                                    . Najpierw sie dowiedz a potem pisz.
                                                    >

                                                    Tak. Masz rację. Ale widzisz jeżeli gimnazjalista potrafi napisać maturę na 100% to okazać się może, że uczelnia przyjmuje ludzi niekoniecznie tak zdolnych, jak to na pierwszy rzut oka wynika. Po prostu w dzisiejszych czasach zdanie matury z bardzo dobrym wynikiem to nie jest absolutnie żadne osiągnięcie (z dumą ogłaszam, że ja zdawałem egzamin dojrzałości w starym systemie).


                                                    >
                                                    > Ha ha ha, no to mamy kolejnego geniusza :D Chyba tylko w Polsce taki "absolwent
                                                    > " może się tym chwalić i nie widzi w tym niczego zdrożnego. A potem się dziwi,
                                                    > że absolwenci prezentują niski poziom :D

                                                    Chwalić? Nic mi nie pomogły te pytania, więc jaki tu powód do chwały? Ty oczywiście na studiach nie korzystałeś z żadnych pomocy naukowych i uczyłeś się jeno z książek i własnych notatek?
                                                    Tak szczerze mówiąc, to WPAiE przyjmuje za dużo ludzi. Liczbę miejsc na studiach dziennych powinno się ciachnąć o połowę a na zaocznych zmniejszyć do dzisiejszej liczby dziennych. Kiedy ja studiowałem to na dziennym prawie było chyba 250 osób na roku, na administracji chyba drugie tyle, zaocznych zaś to liczyli chyba w tysiącach.
                                                  • Gość: olo Re: Ciekawa "rozmowa" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.11, 20:48
                                                    > Masz na to jakieś dane statystyczne?
                                                    >

                                                    W ten sposób można "obalić" każdą tezę. Jeśli powiem, że moja dziewczyna jest ładna, to też poprosisz mnie o dane statystyczne? O wyliczenia matematyczne albo opinię jakiejś reprezentatywnej grupy będącej przekrojem społeczeństwa?


                                                    Tu nie ma co obalać, bo to jest właśnie teza w stylu zakochanego małolata, ktory zawsze będzie twierdził, że jego dziewczyna jest ładna. Najpierw udowodnij swoją "tezę", a potem używaj jej jako argumentu.

                                                    W jakiś sposób mam, ale pamiętajmy, że nauczyciel uczy według programu ustalonego na górze. To nie nauczyciele ustalili, że aby zdać maturę wystarczy zdobyć 30% punktów. To nie nauczyciele dokonali amnestii dla głupków, którzy matury nie zdali.

                                                    A ten dalej swoje. Już było pisane, że nie każdego z maturą przyjmuje się na każdy kierunek. Jakieś kłopoty z rozumieniem?

                                                    > Jak wyżej. Przepisy mówią o 90 godzinach rocznie, więc pretensje miej do uczeln
                                                    > i, że je łamie. Doktoranci też nie są bez winy skoro dają się wykorzystywać.
                                                    >

                                                    Z tego co się orientuję to jest to zgodne z przepisami. Doktorant ma 90 godzin w ramach pensum i resztę na umowie CP.


                                                    Buhahaha! Zapomniałeś dodać jeszcze tych 3 etatów w prywatnych szkołach, które też ma na umowie.

                                                    W Polsce? Znam takiego, co ma dwa fakultety i na kasie siedzi. Ma doktorat zrobić czy habilitację, żeby lepszą pracę znaleźć?

                                                    To ty nie wiesz, że w Polsce trzeba być co najmniej profesorem, żeby nie siedzieć na kasie?

                                                    Tak. Masz rację. Ale widzisz jeżeli gimnazjalista potrafi napisać maturę na 100% to okazać się może, że uczelnia przyjmuje ludzi niekoniecznie tak zdolnych, jak to na pierwszy rzut oka wynika. Po prostu w dzisiejszych czasach zdanie matury z bardzo dobrym wynikiem to nie jest absolutnie żadne osiągnięcie (z dumą ogłaszam, że ja zdawałem egzamin dojrzałości w starym systemie).

                                                    Najpierw sobie popatrz na wyniki tych matur, a dopiero potem pisz, że "gimnazjalista potrafi napisać maturę na 100%". Zwyczajnie bredzisz, chłopcze...

                                                    Chwalić? Nic mi nie pomogły te pytania, więc jaki tu powód do chwały?

                                                    Widać byłeś zbyt głupi, żeby nawet potrafić skorzystać z tych testów, "magistrze" na poziomie gimnazjalisty...
                                                  • Gość: olo Czarowniku - nie czaruj! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.11, 19:24
                                                    Możemy więc śmiało powiedzieć, że winny jest system. System w którym na studia trafia za dużo ludzi z przypadku i system w którym prowadzący zajęcia nie ma ją odpowiednich warunków do tego, aby uczciwie nauczać.

                                                    Aha, to system jest winny temu, że "doktorantowi" nie chce się opracować nowych pytań i powtarza co roku te same, tylko w innych konfiguracjach? No daj se spokój czarowniku i przestań czarować! Nie rób se siary. Może jeszcze napiszesz, że za to, że wykładowca nie przygotował odpowiedniej sali i egzamin rozpoczął się z godzinnym opóźnieniem, też odpowiada system? Ty skończyłeś jakieś studia, chłopcze?
                                                  • wielki_czarownik Re: Czarowniku - nie czaruj! 17.09.11, 19:43
                                                    Nie wiem czy on powtarza co roku te same. Ja przeczytałem, że raz wymienił pytania (bez odpowiedzi) pytania pomiędzy studiami dziennymi i zaocznymi. Nie widzę w tym nic złego. Co innego, jeżeli przez dłuższy czas gdzieś powtarza się ten sam test, ale u doktorantów to raczej niemożliwe, bo oni po 4 latach odchodzą z wydziału.
                                                    Na polibudzie normą jest, że z danego przedmiotu egzamin wygląda co roku tak samo - te same pytania, tylko inne wartości liczbowe i nikt nie robi z tego powodu halo.
                                                  • wielki_czarownik Przypomniało mi się coś 17.09.11, 20:02
                                                    Kiedy zdawałem egzamin z karnego gospodarczego myślałem, że będzie on łatwy. Prowadzący ćwiczenia powiedzieli nam, że na teście mającym AFAIK 50 pytań 40 czy 45 będzie z listy lat a tylko 5 czy 10 będzie nowych. Niestety okazało się, że liczba pytań z listy dostępnej na ksero szła autentycznie w setki. Nauczenie się ich wszystkich było równoznaczne z opanowaniem całości materiału. Dostałem z tego egzaminu chyba 4,5 ale nauka zajęła mi tydzień, jak nie więcej. Tak więc dostępność pytań wcale nie oznacza, że egzamin będzie łatwo zdać. Pytania mogą być takie, że nauczenie się ich będzie równoznaczne z opanowaniem przedmiotu.
                                                  • Gość: Piotr Re: Przypomniało mi się coś IP: 94.76.208.* 17.09.11, 20:07
                                                    No i co z tego? Doktorant pisał o 120 pytaniach, a nie setkach. Czytaj ze zrozumieniem.

                                                    I przestań chwalić się tym uczeniem na egzaminy z testów bo wystawiasz tylko jak najgorsze swiadectwo sobie, niedouczony cwaniaczku.
                                                  • wielki_czarownik Re: Przypomniało mi się coś 17.09.11, 20:20
                                                    Gość portalu: Piotr napisał(a):

                                                    > No i co z tego? Doktorant pisał o 120 pytaniach, a nie setkach. Czytaj ze zrozu
                                                    > mieniem.

                                                    Czytam, ale dziwne żeby doktorant w ciągu 2 czy 3 lat opracował 1000 pytań, skoro mógł prowadzić zajęcia dla 4 czy 5 grup ćwiczeniowych. Miałby robić testy po 200 pytań?

                                                    >
                                                    > I przestań chwalić się tym uczeniem na egzaminy z testów bo wystawiasz tylko ja
                                                    > k najgorsze swiadectwo sobie, niedouczony cwaniaczku.

                                                    Oj a co tak niegrzecznie? Mamusia kultury nie nauczyła w domu? Nie powiedziała, że nie należy obcych ludzi obrażać?
                                                  • Gość: olo Re: Przypomniało mi się coś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.11, 20:37
                                                    Czytam, ale dziwne żeby doktorant w ciągu 2 czy 3 lat opracował 1000 pytań, skoro mógł prowadzić zajęcia dla 4 czy 5 grup ćwiczeniowych. Miałby robić testy po 200 pytań?

                                                    90 godzin w roku to jest maksymalnie 1,5 grupy na rok (przy zajęciach trwających cały rok). Tak trudno przygotować w ciągu roku test dla 1-2 grup?

                                                    Oj a co tak niegrzecznie? Mamusia kultury nie nauczyła w domu? Nie powiedziała, że nie należy obcych ludzi obrażać?

                                                    Buhahaha! Nie dość, że ściągał na studiach, to jeszcze czuje się obrażony, że ktoś nazwał po imieniu jego praktyki...
                                                  • Gość: student Re: Przypomniało mi się coś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.11, 20:43
                                                    Cwiczenia sa w wymiarze 15 lub rzadziej 20 godzin na semestr wiec 90 godzin to 6 grup bo juz chyba nie ma przedmiotow trwajacych caly rok. Przynajmniej na administracji.
                                                  • Gość: dolnoślązak Re: Przypomniało mi się coś IP: 50.7.241.* 17.09.11, 20:56
                                                    Najpierw naucz się liczyć, drogi studencie, bo przy 15 godzinach na semestr wychodzą 3 grupy (15 x 3 = 45 godzin). Poza tym nikt nikomu nie każe robić testów. Nie na darmo mówi się, że testy uwsteczniają.
                                                  • Gość: student Re: Przypomniało mi się coś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.11, 21:05
                                                    A kolega dolnoslazak niech zrozumie ze niektore przedmioty sa tylko w 1 lub 2 semestrze. Stad doktorant np. od historii administracji nie bedzie mial zajec w 2 semestrze bo jego przedmioty sa tylko w 1. Doktoranci nam czesto mowia ze bedzie test bo tak sobie zyczy profesor ktory potem robi egzamin w formie testu.
                                                  • Gość: dolnoślązak Re: Przypomniało mi się coś IP: 50.7.241.* 17.09.11, 21:15
                                                    Więc taki doktorant będzie miał cały semestr wolny do przygotowania zajęć (w tym egzaminu) na ten semestr, w którym je ma. Czasu aż nadto. No chyba że woli się obijać albo znaleźć sobie w tym czasie fuchę w innym miejscu, zgodnie z powszechnie wyznawaną zasadą, że na uczelni marnie nam płacą, to marnie pracujemy.
                                                  • Gość: studentka do studenta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.11, 21:23
                                                    Gość portalu: student napisał(a):

                                                    > Doktoranci nam czesto mowia ze bed
                                                    > zie test bo tak sobie zyczy profesor ktory potem robi egzamin w formie testu.

                                                    Akurat nie do końca jest tak jak piszesz,bo doktoranci przygotowują testy wcale nie dlatego, że profesor im każe, tylko robia tak z własnej woli "pod profesora ". jest to drobna różnica. Uważają, że "pomagają" w ten sposób studentom.Moim zdaniem, nie powinno tak być,
                                                  • Gość: student Re: do studenta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.11, 21:28
                                                    Moze i tak ale sama wiesz jaki jest krzyk jak egzamin ma byc testem a doktorant chce zrobic opisowke. Mi sie wydaje ze opisowke latwiej zrobic niz test. Dluzej sie sprawdza ale pytania mozna w 5 minut wymyslec a ulozyc dwie grupy testow to jednak troche roboty jest.
                                                  • Gość: dolnoślązak Re: do studenta IP: 50.7.241.* 17.09.11, 21:41
                                                    Więc najpierw się zorientuj, a potem pisz, studenciaku. I przestań wprowadzać w błąd. O testach też g... wiesz, bo jak wynika z wypowiedzi na tym forum, nikt się nie przemęcza z ich układaniem. Dlatego właśnie macie testy, że można co roku rzucić to samo i sprawdzić od szablonu. Najwyraźniej i jednym, i drugim jest to na rękę, więc nie skomlcie później w gazecie, że przydarzyła wam się krzywda.
                                                  • Gość: student Re: do studenta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.11, 21:54
                                                    Czerpiesz wiedze o egzaminach na wydziale z forum i udajesz specjaliste? Bombowo. Pewnie wydział to widziales z zewnatrz bo cie wozna wygonila jak do sracza chciales wejsc.
                                                  • Gość: dolnoślązak Re: do studenta IP: 50.7.241.* 17.09.11, 22:07
                                                    Wyobraź sobie, że wiem więcej o twoim wydziale niż ci się wydaje. Już nie mówiąc o twojej "wiedzy", co potwierdzają komentarze innych studentów. Więc zmiataj do nauki, tępy smarkaczu, bo wiele ci jeszcze brakuje do tego, żeby móc uczestniczyć w tej dyskusji.
                                                  • Gość: też student Re: do studenta IP: 173.212.232.* 17.09.11, 21:56
                                                    A ja bardzo proszę, żeby nie brac na serio wypowiedzi "studenta" ,bo mało wie a lubi się wymądrzać. Na szczęście jest wielu studentów, którzy nie uczą sie z samych testów, choć prawdą jest, że niektorych egzaminów nie da się zdać nie korzystając z testów.Większość z tego co napisał "student" to są zwykłe bujdy na resorach. Zgadzam się, że za dużo mamy testów, przez co niektórzy idą na łatwiznę i może im byc to na rękę.
                                                  • wielki_czarownik Re: do studenta 17.09.11, 22:10
                                                    Pomijając żenującą pyskówkę sfrustrowanego zmywakowca z UK z kimś tam, oraz próby obrażania mnie przez jakiegoś innego osobnika, to testy mają swój cel. Aby dostać się na aplikację trzeba zdać egzamin testowy i dzięki takiej a nie innej formie większości egzaminów na WPAiE wydział ten ma chyba najlepsze w Polsce wyniki pod tym względem. Tak więc studencie uwierz, że wykładowcy wiedzą, co robią i robią to dla Twojego dobra :)
                                                  • Gość: Piotr Re: do studenta IP: 94.76.208.* 17.09.11, 22:19
                                                    Bzdury pleciesz. Najpierw zorientuj się, jak wyglądają egzaminy na aplikację, jaki procent studentów prawa tam startuje, jakie są wyniki WPAiE pod tym względem itp. Co do obrażania, widzę, że najbardziej udziela się tu niejaki "student" (świetny obraz "produktu" jego wydziału), na dodatek przekłamując fakty, a teraz ty idziesz mu w sukurs (o ile potrafisz zauważyć cokolwiek niestosownego w nazwaniu kogoś "sfrustrowanym zmywakowcem z UK").
                                                  • Gość: olo Re: do studenta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.11, 22:25
                                                    Sądząc po rodzaju argumentów, a także "stylu dyskusji", "wielki_czarownik" i "student" to jedna i ta sama osoba. Może jakiś wykładowca z uczelni, który broni swojego wydziału?
                                                  • wielki_czarownik Przepraszam 17.09.11, 22:29
                                                    Wielki Czarownik od zawsze się loguje i pisze pod swoim nickiem, co można sprawdzić w wyszukiwarce.
                                                  • Gość: Piotr Re: do studenta IP: 94.76.208.* 17.09.11, 22:38
                                                    A to jest nawet bardzo prawdopodobne, zważywszy na fakt, że obaj deklarowali tu uczenie się z pokserowanych testów z poprzednich lat i bronią jak lwy tego sposobu pseudoegzaminowania, nie widząc w tym niczego złego.
                                                  • wielki_czarownik Re: do studenta 17.09.11, 22:35
                                                    No właśnie pamiętam ranking sprzed 2 czy 3 lat i wrocławski WPAiE miał najlepsze rezultaty ze wszystkich wydziałów. Może to się obecnie zmieniło, ale fakt jest taki, że przez pewien czas ten wydział był bezkonkurencyjny. Inna sprawa, że dzisiaj testów jest mniej, niż za moich czasów. Np. admin jest opisowy (czy nawet ustny) a kiedyś był to masakryczny test wielokrotnego wyboru ( o którym też zresztą GW kiedyś napisała).
                                                    Zaś w nazwaniu człowieka, który mnie wyzywa od niedouczonych cwaniaczków sfrustrowanym zmywakowcem nie widzę nic złego. Żądasz szacunku, okaż go wpierw sam.
                                                  • Gość: Piotr Re: do studenta IP: 94.76.208.* 17.09.11, 22:45
                                                    wielki_czarownik napisał:

                                                    > No właśnie pamiętam ranking sprzed 2 czy 3 lat i wrocławski WPAiE miał najlepsz
                                                    > e rezultaty ze wszystkich wydziałów.

                                                    Źródło proszę.

                                                    > Może to się obecnie zmieniło, ale fakt jes
                                                    > t taki, że przez pewien czas ten wydział był bezkonkurencyjny.

                                                    Jak na razie wiesz tylko tyle, że był bezkonkurencyjny w jednym rankingu.

                                                    > Zaś w nazwaniu człowieka, który mnie wyzywa od niedouczonych cwaniaczków sfrust
                                                    > rowanym zmywakowcem nie widzę nic złego. Żądasz szacunku, okaż go wpierw sam.

                                                    Ano właśnie. Żądasz szacunku, okaż go wpierw sam.
                                                  • Gość: olo Re: do studenta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.11, 22:58
                                                    Zaś w nazwaniu człowieka, który mnie wyzywa od niedouczonych cwaniaczków sfrustrowanym zmywakowcem nie widzę nic złego. Żądasz szacunku, okaż go wpierw sam.

                                                    He he, tylko dlaczego ta sama obelga, związana ze zmywakiem, powtarza się zarówno w postach "studenta", jak i "wielkiego_czarownika"?
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,72,128855855,128956272,Ojej.html?wv.x=2
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,72,128855855,128958931,Re_Przypomnialo_mi_sie_cos.html?wv.x=2
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,72,128855855,128959448,Re_do_studenta.html?wv.x=2
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,72,128855855,128960267,Re_do_studenta.html?wv.x=2


                                                    Jakoś trudno mi uwierzyć w tyle zbiegów okoliczności...
                                                  • wielki_czarownik Re: do studenta 17.09.11, 23:11
                                                    Z prostego powodu :) Wystarczy zerknąć na IP piszącego :)
                                                    Czarownik zawsze pisze zalogowany i tyle. Trzeba też zwrócić uwagę, czy jest podpisane "czarownik" przez w czy przez podwójne v, bo tu kiedyś jeden cwaniak się zalogował jako czarovvnik i się podszywał pode mnie.
                                                  • Gość: asd Re: do studenta IP: *.opera-mini.net 17.09.11, 23:25
                                                    A jakie IP ma wielki_czarownik?
                                                  • Gość: Piotr Re: do studenta IP: 94.76.208.* 18.09.11, 01:33
                                                    Gość portalu: asd napisał(a):

                                                    > A jakie IP ma wielki_czarownik?

                                                    Jak to jakie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
                                                  • Gość: asd Re: Przypomniało mi się coś IP: *.opera-mini.net 17.09.11, 21:08
                                                    Wykładowcy udają, że nauczają, studenci udają, że się uczą... I wszyscy są zadowoleni ;)
                                                  • Gość: olo Re: Przypomniało mi się coś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.11, 20:31
                                                    Kiedy zdawałem egzamin z karnego gospodarczego myślałem, że będzie on łatwy. Prowadzący ćwiczenia powiedzieli nam, że na teście mającym AFAIK 50 pytań 40 czy 45 będzie z listy lat a tylko 5 czy 10 będzie nowych. Niestety okazało się, że liczba pytań z listy dostępnej na ksero szła autentycznie w setki. Nauczenie się ich wszystkich było równoznaczne z opanowaniem całości materiału. Dostałem z tego egzaminu chyba 4,5 ale nauka zajęła mi tydzień, jak nie więcej.

                                                    Akurat kolega ma rację. Dla mnie jest to zwykłe ściąganie, tyle że od poprzedniego rocznika. Na pewno nie kserowałeś tych testów, żeby utrudnić sobie życie. To, że raz czy dwa razy ci się nie udało, to jeszcze w żaden sposób nie usprawiedliwia twojego postępowania.
                                                  • Gość: student Re: Przypomniało mi się coś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.11, 20:46
                                                    No bez jaj ludzie. Jakie sciaganie? Jezeli wykladowca podaje zagadnienia swojej stronie internetowej albo w gablocie to tez jest sciaganie? Czesto wykladowcy podaja liste na przyklad 100 zagadnien i z tych 100 na egzaminie jest 5. To tez sciaganie? Przeciez zasada jest ta sama.
                                                  • Gość: dolnoślązak Re: Przypomniało mi się coś IP: 50.7.241.* 17.09.11, 20:57
                                                    A kolegę studenta nie nauczono odróżniać zagadnień podanych przez wykładowcę na stronie internetowych od testów z poprzednich lat, kserowanych przez studentów?
                                                  • Gość: student Re: Przypomniało mi się coś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.11, 21:10
                                                    A kto mowi ze te testy sa zawsze kserowane przez studentow? Na przyklad w ksiazce do cwiczen prawa administracyjnego z tylu jest 20 testow. Ale to by trzeba postudiowac zeby wiedziec a nie sie glupio wymadrzac.
                                                  • Gość: dolnoślązak Re: Przypomniało mi się coś IP: 50.7.241.* 17.09.11, 21:19
                                                    Jest tylko drobna różnica: w książce znajdziesz testy przykładowe, a nie testy z poprzednich lat na danej uczelni, w których znaczna część pytań powtórzy się w tym roku. Jak widać po "studencie", minęły już czasy, gdy studia uczyły logicznego myślenia.

                                                    To chyba wina tych testów...
                                                  • Gość: student Re: Przypomniało mi się coś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.11, 21:25
                                                    A jestes pewien? ;) Z admina to chyba wszystkie pytania z ksiazkowych testow byly kiedys na egzaminie albo na kolach. Z niektorych innych przedmiotow podobnie.
                                                    Jak widac po dolnoslazaku niektorzy nadal w d* byli i g* widzieli ale sie na wszystkim znaja. Ciekawe czego to wina.
                                                  • Gość: Piotr Re: Przypomniało mi się coś IP: 94.76.208.* 17.09.11, 21:36
                                                    Gość portalu: student napisał(a):

                                                    > A jestes pewien? ;) Z admina to chyba wszystkie pytania z ksiazkowych testow by
                                                    > ly kiedys na egzaminie albo na kolach. Z niektorych innych przedmiotow podobnie
                                                    > .
                                                    > Jak widac po dolnoslazaku niektorzy nadal w d* byli i g* widzieli ale sie na ws
                                                    > zystkim znaja. Ciekawe czego to wina.

                                                    Kolego! Akurat ty się na wszystkim najlepiej znasz - głównie, jak widać, na kserowaniu testów z poprzednich lat. Bo tylko tego nauczono cię na uczelni. Nie chciałbym trafić w przyszłości na takiego prawnika jak ty.

                                                    Nie wiem, co chcesz udowodnić, pisząc, że wasi wykładowcy dają już na egzaminach i kolokwiach nawet pytania testowe z podręczników. Znaczy to tylko tyle, że ich głupota i lenistwo osiągnęły szczyt. Zabierz się lepiej sam za naukę (czyli kucie pokserowanych testów), bo przypuszczam, że została ci jeszcze kampania wrześniowa.
                                                  • Gość: student Re: Przypomniało mi się coś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.11, 21:52
                                                    W ksiazkach sa pytania z poprzednich lat. Powtarzaja sie stosunkowo sporadycznie. Gora kilka na tescie co nie robi roznicy jezeli jest 50 pytan i 3 albo 4 byly w ksiazce. Wiec ty kolejny znawca ktory cos tam uslyszal cos tam przeczytal i zgrywa zorientowanego. A teraz wracaj na zmywak bo ip cie zdradza i twoj szef z pakistanu bedzie znowu darl ryja ze ma nieroba w pracy.
                                                  • Gość: dolnoślązak Re: Przypomniało mi się coś IP: 50.7.241.* 17.09.11, 22:03
                                                    Synku, na zmywaku to właśnie ty wylądujesz. Ucz się dalej z tych testów, a gwarantuję ci to. Wracaj lepiej do nauki, zamiast udzielać się na tym forum, bo nie zdasz poprawek i trafisz tam szybciej niż ci się wydaje. Nawet kultury cię nie nauczono na tym prawie, ty studencino z móżdżkiem przedszkolaka.
                                                  • Gość: asd Re: Przypomniało mi się coś IP: *.opera-mini.net 17.09.11, 21:28
                                                    student: A kto mowi ze te testy sa zawsze kserowane przez studentow? Na przyklad w ksiazce do cwiczen prawa administracyjnego z tylu jest 20 testow.

                                                    A po co w ogóle książka? Jeszcze chwila i studenci będą się uczyć wszystkiego z samych testów, sprzedawanych przez księgarnie zamiast podręczników...

                                                  • Gość: Piotr Re: Czarowniku - nie czaruj! IP: 94.76.208.* 17.09.11, 20:11
                                                    wielki_czarownik napisał:

                                                    > Nie wiem czy on powtarza co roku te same. Ja przeczytałem, że raz wymienił pyta
                                                    > nia (bez odpowiedzi) pytania pomiędzy studiami dziennymi i zaocznymi. Nie widzę
                                                    > w tym nic złego.

                                                    To źle przeczytałeś. Przeczytaj jeszcze raz. Że nie widzisz niczego złego to akurat się nie dziwię. Jakbyś pozdawał swoje egzaminy, gdyby było inaczej, nieuku?

                                                    > Co innego, jeżeli przez dłuższy czas gdzieś powtarza się ten
                                                    > sam test, ale u doktorantów to raczej niemożliwe, bo oni po 4 latach odchodzą z
                                                    > wydziału.

                                                    4 lata to mało?

                                                    > Na polibudzie normą jest, że z danego przedmiotu egzamin wygląda co roku tak sa
                                                    > mo - te same pytania, tylko inne wartości liczbowe i nikt nie robi z tego powod
                                                    > u halo.

                                                    Ze sciągania na polskich uczelniach też nikt nie robi halo.
                                                  • wielki_czarownik Ojej 17.09.11, 20:22
                                                    Dlaczego wątek o WPAiE ściąga takich niekulturalnych osobników? Czyżby szef dzisiaj przy zmywaku awanturę zrobił i chcesz odreagować?
                                                  • Gość: olo Re: Ojej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.11, 20:33
                                                    Dlaczego wątek o WPAiE ściąga takich niekulturalnych osobników? Czyżby szef dzisiaj przy zmywaku awanturę zrobił i chcesz odreagować?

                                                    Nie widzę tu niczego nie kulturalnego. Po prostu kolega nazywa rzeczy po imieniu.
                  • Gość: fiku Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.11, 21:09

                    jejku to nie możliwe że wszyscy nie zdali bo się nie uczyli!!! przecież nie zdało jakoś 1/5 roku!!! w 2 salach tylko sami zaoczni pisali!!! są też ludzie którzy się nie uczą ale to nie w tym tkwi problem kiedy wreszcie to zrozumiecie?!
                    • sverir Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru 14.09.11, 23:44
                      > jejku to nie możliwe że wszyscy nie zdali bo się nie uczyli!

                      Uczyć a nauczyć się - ogromna różnica. Teraz ładnie opowiedz jak to tyle osób nie zdało, bo doktor świnia.

                      > przecież nie zdało jakoś 1/5 roku!!!

                      A 4/5 zdało. Dlaczego?

                      > są też ludzie którzy się nie uczą ale to nie w tym tkwi problem kiedy wreszcie to
                      > zrozumiecie?!

                      Chwilę po tym jak wy zrozumiecie w czym problem tkwi. Niestety, ale dopóki będziecie tak zapatrzeni w siebie, że od siebie nie będziecie nic wymagać (co na szczęście nie dotyczy wszystkich studentów!), to nawet wymiana pokoleniowa kadry i ludzkie, normalne podejście do studentów niczego nie zmieni.
                      • Gość: harnaś Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.11, 02:20
                        Ja widzę, że to ty jesteś zapatrzony w siebie. Idiotyczne generalizacje ("od siebie nie będziecie nic wymagać", "Uczyć a nauczyć się - ogromna różnica."), bez znajomości istoty rzeczy, tylko to potwierdzają. Ryba psuje się od głowy - to kadra dydaktyczna ma wpływ na zachowanie studentów, a nie na odwrót. Obarczanie winą studentów za patologie na uczelni jest śmieszne. Dopóki tacy jak ty tego nie zrozumieją, nie ma szans na wyeliminowanie patologii, trawiących tę uczelnię i całe szkolnictwo wyższe nie od dzisiaj.
                        • sverir Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru 16.09.11, 08:00
                          > Ja widzę, że to ty jesteś zapatrzony w siebie

                          Błąd. Ja nie jestem pracownikiem uczelni, tylko byłym studentem tego wydziału. Dlatego też mogę sobie pozwolić na to, by Twoje frazesy o wykładowcach ograniczających niesamowicie zdolnych studentów pozwalam sobie włożyć między bajki. Po prostu pamiętam jak było za tzw. moich czasów i nie wierzę w to, że nagle studenci bez wyjątku zmienili się w super zdolnych ludzi, których ograniczają wyłącznie tępi wykładowcy.

                          > Ryba psuje się od głowy - to kadra dydaktyczna ma wpływ na zachowanie studentów, a nie
                          > na odwrót.

                          Może ja generalizuję, ale Ty za to przedstawiasz bardzo wąski sposób myślenia. Co nie wróży dobrze Twojej karierze prawnika.

                          > Obarczanie winą studentów za patologie na uczelni jest śmieszne.

                          Nie obarczam winą studentów za patologie na uczelni. Dzielę z nimi winę wykładowców za masowo oblewane egzaminy.

                          > Dopóki tacy jak ty tego nie zrozumieją,

                          Dziękuję za uznanie. Nie wiedziałem, że jako internauta biorący udział w dyskusji mam taki wpływ na to co się dzieje na uczelni. Aż dziwi mnie, że jest on większy niż wpływ studentów:)
                          • Gość: Piotr Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: 94.76.208.* 16.09.11, 13:26
                            Największe frazesy ty tu wypisujesz, bo kompletnie nie znasz współczesnych studentów. Na dodatek nie rozumiesz, co czytasz, bo nikt tu nie pisał o "niesamowicie zdolnych studentach", których "ograniczają wyłącznie tępi wykładowcy". Przypuszczam, że celowo zniekształcasz fakty, żeby wyszło na twoje.

                            > Nie obarczam winą studentów za patologie na uczelni. Dzielę z nimi winę wykłado
                            > wców za masowo oblewane egzaminy.

                            A co ty, człowieku, wiesz o tym konkretnym egzaminie, że dzielisz winę? Jak ktoś kiedyś mądrze stwierdził, prawda nie leży po środku, tylko leży tam, gdzie leży. Trzeba zadać sobie trud i ją poznać. Na przykład przeczytać uważnie artykuł, w którym podano twarde fakty (za mała sala, opóźnienie egzaminu itp.) przeciwko wykładowcy, które trudno podważyć. Tacy ludzie jak ty - ograniczeni umysłowo, sfrustrowani jakimiś prywatnymi urazami wobec studentów, zniekształcający fakty i nie potrafiący obiektywnie spojrzeć na sprawę, są najmniej uprawnieni do "dzielenia winy".
              • Gość: ender Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.play-internet.pl 14.09.11, 18:19
                > Do tego - olbrzymie braki w wiedzy, widoczne na każdym kroku, olbrzymia niechęć
                > do wzbogacania własnej wiedzy, wszystko po najmniejszej linii oporu....

                LINII NAJMNIEJSZEGO OPORU ;)
            • 13monique_n Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru 15.09.11, 13:07
              Gość portalu: tutu napisał(a):

              > Może zamiast siedzieć przez całe studia z nosem w książkach i ryć tak jak pan p
              > rofesor przykazał, należało trochę otworzyć oczy i zapoznać się z otoczeniem? B
              > o widać, że empatii do tej pory cię nie nauczono, nadęty egoisto i bufonie.
              Sorry, kolego, ale ja wolę WYKSZTAŁCONEGO prawnika (tego, co siedział z nosem w książkach) niż tłumoka, który zajmuje się wszystkim, tylko nie nauką. A faktycznie, potem uzurpuje sobie prawo do "bycia prawnikiem", tyle, że bierze psie pieniądze za psią wiedzę a potem jest płacz, jak jakiś biedny klient na takiego tłumoka trafi.
              • Gość: Adams Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.11, 14:22
                Za to jak wolę prawnika myślącego. Paragrafy można sobie sprawdzić w kodeksach (od tego są), a umiejętności myślenia nic nie zastąpi. Niestety tak często bywa, że ci co nie potrafią myśleć i wiązać faktów, nadrabiają kuciem na pamięć. Po jakimś czasie wiedza takiego osobnika jest ZEROWA, pomimo piątek w indeksie.
                • Gość: angrusz1 Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.11, 22:28
                  Adams pisze :

                  "Za to jak wolę prawnika myślącego. Paragrafy można sobie sprawdzić w kodeksach (od tego są), a umiejętności myślenia nic nie zastąpi. Niestety tak często bywa, że ci co nie potrafią myśleć i wiązać faktów, nadrabiają kuciem na pamięć. Po jakimś czasie wiedza takiego osobnika jest ZEROWA, pomimo piątek w indeksie."

                  Trochę masz racji ale tylko trochę .

                  Ja z innej dziedziny . Jako tłumacz - z angielskiego - nie raz jeździłem do fabryk. Brałem słowniki do auta ale w aucie one zostawały , bo trudno z kilkoma kilogramami chodzić kilka godzin po halach produkcyjnych . Musiałem słówka mieć w głowie a jak nie miałem , to musiałem sobie inaczej poradzić .
                  Np widziałem jakąś maszynę , która coś tam obrabiała . Polak powiedział, że to elektrodrążarka a ja nie wiedziałem jak to po angielsku . Więc musiałem zapytać tego człowieka ( o ile się nie mylę był to Kanadyjczyk z ukraińskimi korzeniami - głębokimi korzeniami ) no i okazało się ,że to electroerosion . I dalej już wiedziałem, co i jak mówić .
                  Ale takich miejsc w fabryce było mnóstwo : od księgowości po składowisko odpadów niebezpiecznych . Nie ma takiego speca, by wszystko miał w głowie a i w słownikach nie wszystko jest . I ile musiałbym ich mieć , mieć pod ręką .

                  Chyba z prawem podobnie ?
                  Masz inne zdanie ?
                  • Gość: Adams Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.11, 01:56
                    Gość portalu: angrusz1 napisał(a):

                    > Ble, ble, ble...
                    (...)
                    > Masz inne zdanie ?

                    Tak. Nikogo tu nie obchodzą twoje życiowe problemy.

                    Nie jest podobnie. Czym innym jest znajomość języka (gdzie bez znajomości słówek ani rusz), a czym innym znajomość prawa (gdzie wystarczy orientować się w zakresie przepisów i w razie potrzeby umieć znaleźć odpowiedni paragraf). Wychodząc na ulicę w obcym kraju, raczej trudno bez przerwy korzystać ze słownika, natomiast obsługując klientów w kancelarii prawnej, zawsze mogę mieć pod ręką odpowiedni kodeks i do niego zajrzeć.
                    • Gość: angrusz1 Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.11, 08:35
                      Do Adamsa :

                      Głupio porównujesz .

                      Bo z językiem przedstawiłeś sytuację na ulicy i tam rzeczywiście trudno zaglądać do słownika ale tak samo trudno zaglądać do kodeksu podczas rozprawy sądowej .

                      W wolnej chwili zachęcam i do zaglądania do słownika i do kodeksu .
                      W wolnej chwili , w odpowiednich warunkach ale są takie sytuacje - ja je opisałem , nie jako moje problemy ,tylko jako przykład na poparcie mojej tezy - kiedy trzeba użyć tego, co się ma w głowie . I to szybko .

                      Tego nie zrozumiałeś ? Tego nie zrozumiałeś !
                      • 13monique_n Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru 16.09.11, 12:25
                        Angrusz, mam obawy, że kolega "wie lepiej". I może warto go z tą wiedzą pozostawić. Porównania użyłeś doskonałego (też tłumaczę).
                        • Gość: Piotr Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: 94.76.208.* 16.09.11, 13:37
                          Akurat porównanie było kompletnie nie na miejscu. Sam jestem prawnikiem, więc mogę powiedzieć, że na rozprawę to się przychodzi przygotowanym, a nie szuka dopiero na miejscu odpowiednich paragrafów. Natomiast z języka obcego nie korzystają tylko tłumacze, ale też zwykli ludzie. Bez znajomości na pamięć słówek faktycznie nie ma co mówić o jakimkolwiek posługiwaniu się danym językiem.

                          Jako prawnik z wieloletnią praktyką i dość ceniony w swoim zawodzie podpowiem, że znacznie bardziej przydaje się ogólna orientacja w przepisach prawnych niż pamięciowa znajomość konkretnych paragrafów. Czyli: większe znaczenie ma rozległość wiedzy niż jej szczegółowość. Od tego są kodeksy, żeby - gdy przyjdzie taka potrzeba - sprawdzić dokładne brzmienie przepisu. Nie ma z tym żadnego problemu podczas pracy. Więc proszę laików o trochę większą powściągliwość w wypowiadaniu się na tematy, o których nie mają pojęcia.
                    • angrusz1 Widzisz Adamsie 16.09.11, 19:18
                      I inny forumowicz cię zdołował totalnie .

                      "Gość portalu: Adams napisał(a):

                      > Za to jak wolę prawnika myślącego. Paragrafy można sobie sprawdzić w kodeksach
                      > (od tego są), a umiejętności myślenia nic nie zastąpi. Niestety tak często bywa
                      > , że ci co nie potrafią myśleć i wiązać faktów, nadrabiają kuciem na pamięć. Po
                      > jakimś czasie wiedza takiego osobnika jest ZEROWA, pomimo piątek w indeksie.
                      Za to bez znajomości tego, co trzeba wykuć na pamięć pan prawnik potrafi "myśląco" wydumać coś,czego nie ma w żadnym kodeksie. Tak, jak w szkole najpierw NA PAMIĘĆ uczysz się kształtu pisanych liter, tak na prawie są podstawy, na których trzeba budować. Kolejność tworzenia.

                      Zresztą, jak jakieś wyfiokowane niunie z pazurkami przejrzały PRZED egzaminem pytania i to uznały za naukę, a ich koledzy przyszli na tenże na kacu, to ja dziękuję.

                      I jeszcze - po co Wam prawnicy, przecież i tak większośc korzysta z usług mecenasa "Google'a". Tylko potem jest płacz "upppps, mecenasie, niech pan ratuje, NAPRAWDĘ nic się nie da zrobić w apelacji????" "

                      Więc nie próbuj ciemnoty wciskać . Najpierw naucz się czegoś na pamięć a potem próbować kombinować i wymyślać .
                      To jest lepsza kolejność .
                      • Gość: olo Re: Widzisz Adamsie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.11, 19:58
                        Po twoich wypowiedziach widzę, że ty rzeczywiście nie znasz innych metod nauki niż dziobanie na pamięć. Może dlatego piszesz tyle bzdur. Mogę tylko współczuć. Mam nadzieję, że nie jesteś nauczycielem.
                        • Gość: angrusz1 Re: Widzisz Adamsie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.11, 22:28
                          Do olo :

                          Nie trafiłeś . Od 13 lat jestem nauczycielem .

                          I wszyscy rozsądni ludzie mają podobne zdanie jak ja . Oczywiście samo wyrycie na pamięć to tylko warunek wstępny . Trzeba jeszcze mieć na tyle sprawny umysł, by i logicznie myśleć i tę zakutą wiedzę przetwarzać skutecznie i sprawnie .

                          W takim razie ciebie do rozsądnych nie zaliczam .
                          • Gość: olo Re: Widzisz Adamsie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.11, 00:04
                            Tak właśnie myślałem. Mogę tylko współczuć twoim uczniom. Nie rozumiem też, dlaczego wypowiadasz się w imieniu wszystkich rozsądnych, na dodatek samemu do nich nie należąc. Przypuszczam, że to takie wołanie o pomoc na pustyni, wobec braku innych argumentów.

                            Wyrycie na pamięć to w praktyce przeważnie warunek konieczny i wystarczający u takich pseudonauczycieli jaki ty. Tak jak napisałem: nie powinieneś pracować jako nauczyciel z tak żenująco niską wiedzą na temat edukacji i aroganckim podejściem do uczniów, bo wyrządzasz swoim podopiecznym więcej szkody niż pożytku.
                • 13monique_n Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru 16.09.11, 12:23
                  Gość portalu: Adams napisał(a):

                  > Za to jak wolę prawnika myślącego. Paragrafy można sobie sprawdzić w kodeksach
                  > (od tego są), a umiejętności myślenia nic nie zastąpi. Niestety tak często bywa
                  > , że ci co nie potrafią myśleć i wiązać faktów, nadrabiają kuciem na pamięć. Po
                  > jakimś czasie wiedza takiego osobnika jest ZEROWA, pomimo piątek w indeksie.
                  Za to bez znajomości tego, co trzeba wykuć na pamięć pan prawnik potrafi "myśląco" wydumać coś,czego nie ma w żadnym kodeksie. Tak, jak w szkole najpierw NA PAMIĘĆ uczysz się kształtu pisanych liter, tak na prawie są podstawy, na których trzeba budować. Kolejność tworzenia.

                  Zresztą, jak jakieś wyfiokowane niunie z pazurkami przejrzały PRZED egzaminem pytania i to uznały za naukę, a ich koledzy przyszli na tenże na kacu, to ja dziękuję.

                  I jeszcze - po co Wam prawnicy, przecież i tak większośc korzysta z usług mecenasa "Google'a". Tylko potem jest płacz "upppps, mecenasie, niech pan ratuje, NAPRAWDĘ nic się nie da zrobić w apelacji????"
                  • Gość: Piotr Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: 94.76.208.* 16.09.11, 13:51
                    Tyle tylko, że wcale nie potrzeba się uczyć na pamięć, żeby czegoś się nauczyć. Wiadomo to już od XIX wieku, kiedy zaprzestano czysto pamięciowego uczenia (jak widać, nie wszędzie). Są znaczne lepsze metody nauki (rozwiązywanie konkretnych problemów prawnych, dyskusje na sporne tematy, pisanie esejów, analizowanie przepisów etc.), które - poza tym, że też wymagają znajomości przepisów - uczą dodatkowo rozumowania. I dlatego właśnie dobrego prawnika nie zastąpi Google. Jeśli dla ciebie przygotowanie do egzaminu polega na tym, że "wyfiokowane niunie z pazurkami przejrzały PRZED egzaminem pytania i to uznały za naukę, a ich koledzy przyszli na tenże na kacu", to mogę tylko współczuć mizernej znajomości studentów (być może piszesz to z własnej praktyki w czasie studiów).

                    PS. Proponuję usunąć tę reklamową sygnaturkę, bo jest to zwykły spam, za który powinien wylecieć cały twój post.
              • Gość: ququ Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.opera-mini.net 15.09.11, 17:07
                Fajnie sobie dopowiadasz, bo osoba nie siedząca całymi dniami z nosem w książkach wcale nie musi być źle wykształconym prawnikiem czy tłumokiem. Wręcz przeciwnie - człowiek powinien rozwijać się harmonijnie, co oznacza, że wiedza jest zgromadzona nie tylko w kodeksach prawnych, ale także w różnych doświadczeniach życiowych. Najwyraźniej nie zrozumiałaś postu, do którego zabrałaś głos.
        • Gość: Piotr Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: 94.76.216.* 14.09.11, 15:34
          Oj, chyba odezwał się nam pierwszy wykładowca na forum. Jeśli czyjeś wypowiedzi są tu skandaliczne, to właśnie tego pana. Jego "miłości" do studentów nie skomentuję (jakoś mnie nie dziwi, że takich "dydaktyków" zatrudnia się w UWr), wyraźnie jednak widać, że ten pan ma kłopoty z logicznym myśleniem, bo to, co pisze, zwyczajnie nie trzyma się kupy. Cytuję:

          4. Nie ukrywajmy, jeżeli coś jest skandalicznego na studiach prawniczych to jakość studentów i ich ilość. Wydział prawa powinien mieć 100-150 studentów dziennych i to by wystarczyło zarówno na rynku jak i pod względem jakości kształcenia.

          Rozumiem, że to studenci są winni, że na studia prawnicze przyjmuje się tabuny młodych ludzi z łapanki? Jakich sobie wyselekcjonujecie studentów, taką później macie pracę. Za trudne? A może po prostu chodzi tylko o kasę?

          Co do zarzutu, że studenci piszą do gazet: gdybym ja miał takich wykładowców i taką praworządność (o ironio - na Wydziale Prawa!), pierwszy bym poleciał do gazet. U was panuje jeszcze komunistyczna mentalność, zgodnie z którą własne brudy pierze się we własnym środowisku, ale że studenci jej nie uznają, można się tylko cieszyć.

          Od dawna uważam, że uniwersytet jest jak szpital psychiatryczny, w którym chorzy lekarze próbują "leczyć" zdrowych pacjentów. Paragraf 22 na żywo.
          • Gość: tutu Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.11, 15:50
            To może teraz właściciele stadionu, budowniczy AOW, urzędnicy odpowiedzialni za komunikację miejską, remontujący dworzec główny czy autorzy różnych przekrętów gospodarczo-finansowych też zaczną grozić tym czytelnikom, którzy piszą listy do gazet wytykając różne nieprawidłowości? Dlaczego oni tego nie robią? Ano dlatego, że nawet oni wiedzą, że takie prawo ma każdy obywatel w demokratycznym kraju. Nasi "naukowcy" jeszcze nie dorośli do reguł demokracji.
          • von_lewir Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru 14.09.11, 16:01
            Tak, nie ma to jak rzeczowa odpowiedź.... jak nie można postawić zarzutów to od razu pojawia się kwestia "komunistycznej mentalności". Ale mój drogi smarkaczu, nie używaj takich sformułowań bo nie masz bladego pojęcia o realiach ancient regimu. Ponadto jest to argument ignoranta ponieważ o tym traktowała "Moralność ...". Jest to raczej krytyka drobnomieszczaństwa... no ale cóż jest to kolejny przykład jak wspaniale wykształcona młodzież studiuje na prawie...

            Studenci nie są winni temu, że jest ich tak dużo. Zgadzam się! Poprzeczka powinna być ustawiona tak aby co roku dostawało się maksymalnie 150 najlepszych. Przywróćmy egzaminy wstępne. Inną metodą selekcji są egzaminy, jednostki które nie odnajdą się później na rynku odpadają... prawda brutalna ale szczera.

            3/4 absolwentów nie ma szansy na pracę w porządnych kancelariach. Później zajmują się jakąś windykacją i innymi czynnościami paraprawnymi. Prawda jest brutalna, studenci są słabi, nieelastyczni, niezdeterminowani.

            Wystarczy popatrzeć ile prac magisterskich jest tworzonych w językach obcych? Ilu jest chętnych na zajęcia prowadzone w językach obcych, ilu studentów systematycznie pogłębia wiedzę. Przykro mi ale studia to nie tylko imprezy wydziałowe, to przede wszystkim czas na przygotowanie do świadczenia usług prawnych. Uczcie się i dziękujcie za porządnych wykładowców bo później będziecie zdziwieni na rynku pracy... Bierzcie przykład z kolegów i koleżanek w czytelni, ze stypendiami naukowymi którzy jakoś bez problemu zdają sesje... a jednak można wystarczy chcieć!
            • Gość: olo Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.11, 17:03
              smarkaczem to ty jesteś, bo nie dorosłeś do wykonywanego zawodu. widać to po twoich debilnych wypowiedziach, że o dydaktyce masz mizerne pojęcie. absolwenci nie mają szans na porządną pracę, bo kształcą ich tacy pesudodydaktycy jak ty. studia to nie jest kucie na pamięć kodeksików, jak uczą od lat na waszym wydziale. każdy rozsądny człowiek wie, czego się mozna nauczyć na takich studiach. wyjedź sobie za granicę i popatrz, jak się tam traktuje studentow, bo pewnie przez całe swoje zakichane życie ani razu nie opuściłeś swojego zasmierdłego, nepotycznego, pełnego układów i nieróbstwa grajdołka, funkcjonującego wg komunistycznych reguł. cały wrocław wstydzi się, że ma takich nałkoffców.
              • sverir Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru 14.09.11, 18:12
                > studia to nie jest kucie na pamięć kodeksików, jak uczą od lat na waszym wydziale.

                Ale nikt nie każe kucia na pamięć kodeksików. Można zdać nie kując ich w ogóle. Tyle, że wtedy efekty są takie jak na załączonym obrazku - 400 powtarzających osób. Najdobitniejszym przykładem, przynajmniej na administracji, było kpa czy ustrój i zadania samorządu terytorialnego. Nie wystarczyło znać na pamięć tony ustaw, jeżeli ich się nie rozumiało (zwłaszcza w przypadku kpa). Popłoch jaki był na tych egzaminach nie wynikał z ich trudności samej w sobie, ale z faktu, że trzeba było się uczyć do nich trochę więcej niż znając ustawy.
                • Gość: ququ Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.opera-mini.net 14.09.11, 19:50
                  Najwyraźniej nie wiesz, jak wyglądają egzaminy na prawie, bo 90% egzaminów to jest właśnie bezmyślne wkuwanie na pamięć kodeksów i później szczegółowe egzaminowanie z poszczególnych paragrafów. Nie ma to nic wspólnego z uczeniem, jest tylko pójściem po najmniejszej linii oporu przez wykładowców.
                  • sverir Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru 14.09.11, 23:48
                    > Najwyraźniej nie wiesz, jak wyglądają egzaminy na prawie, bo 90% egzaminów to j
                    > est właśnie bezmyślne wkuwanie na pamięć kodeksów i później szczegółowe egzamin
                    > owanie z poszczególnych paragrafów.

                    W takim razie od moich czasów wiele się zmieniło na prawie. Kiedy ja studiowałem na wydziale (choć na administracji) wykucie kodeksu na pamięć pozwalało studentom prawa zaliczyć egzamin co najwyżej na trójkę. Może od mojego rocznika wykładowcy więcej wymagali i się zawiedli?:)

                    > Nie ma to nic wspólnego z uczeniem, jest tylko pójściem po najmniejszej linii oporu przez
                    > wykładowców.

                    Nie żebym był złośliwy, ale po linii najmniejszego oporu. Błąd z winy wykładowcy?
                    • Gość: dolnoślązak Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: 50.7.241.* 15.09.11, 02:25
                      Taaa... Sądząc po debilnych komentarzach, jakie wypisujesz, na nic więcej niż bezmyślne zakuwanie nie było cię stać. Widać wyraźnie, że nie nauczyli cię myślenia na studiach. Nie żebym był złośliwy, ale zdania złożone (z dwoma i więcej orzeczeniami) rozdziela się przecinkami. Znowu przez studentów?
                      • sverir Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru 16.09.11, 08:01
                        > Taaa... Sądząc po debilnych komentarzach, jakie wypisujesz, na nic więcej niż b
                        > ezmyślne zakuwanie nie było cię stać.

                        Ja nie studiowałem prawa, więc nie musiałem zakuwać kodeksów.

                        > Nie żebym był złośliwy, ale zdania złożone (z dwoma i więcej orzeczeniami) rozdziela się
                        > przecinkami. Znowu przez studentów?

                        Nie. To wina wykładowców, że mnie tego nie nauczyli:)
                        • Gość: Piotr Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: 94.76.216.* 16.09.11, 13:10
                          Albo rodziców, że nie nauczyli cię myślenia. Ba, że w ogóle wypuścili na świat!

                          Zakuwałeś na pamięć na studiach i teraz wychodzi twoja "wiedza"...
                • Gość: bogna Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.11, 21:12
                  zdałam KPA w pierwszym podejściu i uważam że to pikuś w porównaniu z Unią
                  • Gość: 187 Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.wroclaw.vectranet.pl 14.09.11, 21:19
                    Potwierdzam ;-)
                  • sverir Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru 14.09.11, 23:49
                    Cóż, w takim razie na administracji było - przynajmniej wg mnie - zupełnie odwrotnie. Unia to pikuś w porównaniu z kpa.
                    • Gość: dolnoślązak Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: 50.7.241.* 15.09.11, 02:30
                      Studiowałem zarówno na prawie, jak i administracji i mogę potwierdzić, że na obu kierunkach unia jest nieporównywalnie trudniejsza niż kpa. Kolega "sverir" jak nie wie, to niech się nie wypowiada, bo pewnie nawet nie rozróżnia obu przedmiotów.
                      • sverir Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru 16.09.11, 08:02
                        > Studiowałem zarówno na prawie, jak i administracji i mogę potwierdzić, że na ob
                        > u kierunkach unia jest nieporównywalnie trudniejsza niż kpa.

                        Pozwól, że będę wypowiadał się za siebie. Jak dla mnie nauka na PE nie była ani trochę tak problematyczna jak kpa.
                        • Gość: Piotr Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: 94.76.208.* 16.09.11, 13:11
                          Nie wiem, czy zauważyłeś, ale twoja opinia jest tu odosobniona.
                        • Gość: Emi Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.wroclaw.mm.pl 16.09.11, 14:03
                          A dla mnie tak. Dlaczego? Dlatego, że na KPA było powiedziane jaki jest zakres materiału- był to cały podręcznik napisany przez egzaminatora (prof. Adamiak). Więc wszystko, czego egzaminator oczekiwał było opracowane w podręczniku oraz uzupełnione na wykładach. Ćwiczeniowcy również byli poinstruowani na co nas wyczulić, co trzeba rozszerzyć, polecali istotne fragmenty komentarza. Nie było żadnych niespodzianek. Materiał był ogromy i trudny do nauczenia, ale osoba przygotowana wiedziała czego dotyczą pytania. W przypadku unii jest inaczej. Mamy podane przykładowe podręczniki oraz podręcznik egzaminatora (jego objętość pewnie znasz:D), podręczniki innych autorów skupiają się na całkiem innych kwestiach. Często to, co powiedziane na wykładzie nie wystarcza, żeby zdać egzamin. A na ćwiczeniach skupiano się na podstawowych kwestiach - np. dokładne omówienie instytucji. To znajdziemy w każdym podręczniku, a na egzamin zdecydowanie nie wystarcza. Taka jest różnica między tymi egzaminami. Nauczenie się to podstawa. Ale też fajnie jest wiedzieć jaki materiał wypada opanować, to zdecydowanie ułatwia sprawę ;)
            • morvii Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru 14.09.11, 17:37
              A jednak może wystarczy żeby wymarła wszelka wredota i zadufanie wszystkich profesorów i doktorów...Dziwne jest tylko jedno...że prof. Barbara Adamiak jest wymagającą surową wykładowczynią, a zarazem wyrozumiałą i przemiłą kobietą!!! To przed nią straszą na uczelni najbardziej...a w rzeczywistości ona jest najbardziej ludzkim wykładowcą! Czemu nie bierzecie doktorzy z niej przykładu!?
              • Gość: ququ Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.opera-mini.net 14.09.11, 19:52
                Jakoś większość studentów ma o niej trochę inne zdanie: ocen.pl/lecturer.php?action=show&who=4469
        • Gość: absolwentka WPAIE Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.dynamic.chello.pl 14.09.11, 17:53
          Po wszelkich historiach na temat tego jaki to surowy i niesprawiedliwy pan profesor i jak bardzo oblewa (co kompletnie nie zgadzało się z jego wizerunkiem prezentowanym przez niego podczas wykładów, na których zawsze było liczne grono studentów - z własnej nieprzymuszonej woli) do egzaminu zaczęłam się uczyć kilka dni wcześniej. I pomimo tego, że byłam na studiach dziennych i pracowałam na cały etat (chociaż nie wolno tego robić u nas na wydziale bo się dziekan złości-ale to inna bajka) to się nauczyłam i dostałam ocenę bardzo dobrą! Jak się chce nauczyć to można się nauczyć! Trzeba konkretnie odpowiadać na zadane pytania a nie lać wodę jak na niektórych przedmiotach. I niestety dla wielu jak widać. Używać wyobraźni, łączenia faktów i wyciągania wniosków, bo jedno z pytań jest na 'myślenie' a nie sztywne i schematyczne. Co być może dla prawników uczących się ślepo na pamięć artykułów jest za trudne. Ale to już nie jest wina dr Cieślińskiego, który moim zdaniem był jednym z lepiej przygotowanych prowadzących i posiadał dar mówienia i zaciekawienia studenta, który posiada coraz mniej liczne grono wykładowców.
          Jeśli ktoś się uczy to zdaje. I to na dobrych ocenach!
          • Gość: ququ Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.opera-mini.net 14.09.11, 19:59
            Tyle, że artykuł dotyczy skandalicznych warunków podczas egzaminu (przede wszystkim przeładowanej sali), a nie twoich ocen czy tego, jak uczyłaś się do egzaminu. Temu, że studenci nie zmieścili się w sali i że trzeba było szukać innych, nie da się zaprzeczyć - to są obiektywne fakty. Jak widać, nie nauczono cię na studiach nawet rozumienia krótkich artykułów, "prymusko" od siedmiu boleści. Rozumiem, że czujesz przemożną chęć pochwalenia się swoimi ocenami, tyle że sama dowiodłaś na swoim przykładzie, że twoje oceny absolutnie nie odzwierciedlają kompetencji intelektualnych.
      • Gość: były student Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.static.korbank.pl 14.09.11, 15:40
        Jestem byłym studentem WPAiE i mam kilka uwag odnośnie twoich spostrzeżeń:
        1) przeprowadzanie egzaminu tylko z notatek uważam za skandaliczne. Pan Cieśliński już za moich czasów miał skłonności do zadawania pytań "tylko z wykładów". Problem polega na tym, że mając wykutego Barcza oraz w miarę dobrze przyswojone inne podręczniki nie można zdać tego egzaminu, bo mądrości pana Cielińskiego w nich nie uświadczysz. W końcu trzeba się wykazać i skonstruować swoją własną siatkę pojęciową, a że inni jej nie uznają no cóż ich strata.

        2) Odnośnie samego dr Cieślińskiego.
        Podobno pan Cieśliński "pobierał nauki" na zachodnich uniwersytetach i niejako chce przenieść zachodnie standardy na nasze wrocławskie podwórko, jednakże z bólem muszę przyznać, że zapomniał zapamiętać jak tam traktuje się studentów oraz w jakiej formie przeprowadza egzaminy.
        Ogólnie to zachowanie pana Cieślińskiego pozostawia dużo do życzenia. W kontaktach ze studentami był odbierany jako niemiły i jest to raczej jeden z łagodniejszych epitetów jakim był określany pan Cieśliński.

        3) Zdałem ten egzamin, ale niesmak pozostał. Odbierając zarzuty moich przyszłych adwersarzy powiem tylko, że ogłady oraz sposobu prowadzenia zajęć pan Ciesliński mógłby uczyć się od pana profesora Szydło.
        • Gość: były student Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.static.korbank.pl 14.09.11, 15:54
          wyjaśnienie ;)
          zwrot "nie można zdać tego egzaminu" został użyty w znaczeniu, iż bez znajomości siatki pojęciowej wprowadzonej przez dr Cieślińskiego nie można zdać tego egzaminu na bardzo dobrą ocenę.
      • Gość: M. Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.wroclaw.mm.pl 14.09.11, 16:04
        Notatek? Raczej nie ma szans, owszem dzięki notatkom można dowiedzieć się na jakie rzeczy doktor zwraca uwagę (w wielu podręcznikach większość tych kwestii nie jest w ogóle poruszana "Pan Cieśliński już za moich czasów miał skłonności do zadawania pytań "tylko z wykładów". Problem polega na tym, że mając wykutego Barcza oraz w miarę dobrze przyswojone inne podręczniki nie można zdać tego egzaminu, bo mądrości pana Cielińskiego w nich nie uświadczysz. W końcu trzeba się wykazać i skonstruować swoją własną siatkę pojęciową, a że inni jej nie uznają no cóż ich strata. "). Co do ilości osób - prawie 400 to było, ale chyba dziennych z różnych lat (3 rok i warunki) skoro nie zmieściliśmy się w jednej sali wykładowej.. Zaoczni pisali w jeszcze innej sali i też był ścisk, więc na pewno osób było dużo więcej. Zastanawia mnie czy tak trudno jest sprawdzić ile osób się oblało i dowiedzieć się jaka jest pojemność sal.. Skoro były potrzebne 3 sale, to chyba można było szybko ocenić, że jedna nie wystarczy.

        Rozgłos może się przyda, ale z drugiej strony trochę współczuję - dr Cieśliński pewnie właśnie analizuje nasze wypociny.

        A swoją drogą, dziwne że nie znalazłam tu artykułu o innym egzaminie poprawkowym. Ciekawe, czy prof. Gromski jest świadomy do których godzin odbywają się egzaminy.. ;)


        "Może wprowadzeni obligatoryjnego systemu kontroli wykładowców - oceny co rocznej rozwiązało by problem "nieprzewidywalności" niektórych... " Próbowali z ankietami.. Ale szans na obiektywną ocenę nie było - kilka odpowiedzi do zaznaczenia. Do tego raczej nie widać było efektów ich przeprowadzania ;)
      • Gość: Anka Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.internetia.net.pl 14.09.11, 16:40
        jakis Ty wszystkowiedzący. Najpierw sam moze skoncz te studia i osiągnij cos w życiu, to wtedy będziesz miał prawo do tak krytycznych wypowiedzi. To, że studencie (nie wszyscy) sie nie uczą, to jedno, a to, że często traktuje się ich jak, za przeproszeniem, bydło, i źródło dochodu, to drugi niezaprzeczalny fakt. Ceny warunków i inne wydatki na Uniwersytecie są niegodne konstytucyjnego miana ,, bezpłatnych studiów" a przeciez zarówno my, jak i nasi rodzice, płacimy na ten cel podatki, to nie rozumiem skąd te ceny?!
        Poza tym, jako student prawa, mógłbyś posilić się na wyjście poza stereotym studenta zaocznych- głąba. Nie każdemu tatus i mamusia dają pieniądze na życie, wiec nie kazdy może pojsc na studia dzienne, własnie ze wzgl na pieniądze!!!!! Poza tym sam powinienes dobrze wiedziec, jak ogromną ilością zbednego materiału ( do wykucia na pamięc) jesteśmy zarzucania. I potam mamy takich prawników, co znają wszystkie przepisy a żadnego nie rozumieją.... Nie wspomnę już o praktykach, jakie zapewnia nam Uniwerek- porażka...
      • morvii Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru 14.09.11, 17:27
        Odnosząc się do ad "2. Przedmiot jest wykładany ciekawie, wystarczy chodzić i notować a zda każdy. Egzamin z tego co pamiętam jest przeprowadzany z notatek." z przykrością muszę stwierdzić, że nie opuściłam żadnego wykładu, a wszystkie mam nagrane na dyktafon, uczyłam się ich i niestety nic to nie dało gdyż pojawiły się choćby na 1 terminie pytania z książki Barcza które nawet nie zostały omówione na wykładzie.
        Tak więc pkt. 3 wypowiedzi "Winni są najprawdopodobniej sami studenci, którzy zamiast się uczyć piszą do gazet. Czas poświęcany na pisanie na forum mogliby wykorzystać do nauki..." nie ma zastosowania w rzeczywistości! Poza tym niemożliwością jest aby w każdej grupie w której jest po trzydzieści parę osób zdawały średnio między 1 a 4 osoby.
        Nawiązując do pkt. 4 "Nie ukrywajmy, jeżeli coś jest skandalicznego na studiach prawniczych to jakość studentów i ich ilość. Wydział prawa powinien mieć 100-150 studentów dziennych i to by wystarczyło zarówno na rynku jak i pod względem jakości kształcenia." Tutaj wychodzi w jaki sposób są traktowaniu studenci wieczorowi i zaoczni - jak pomiot! Zawsze większość wykładowców powtarza nam jacy jesteśmy beznadziejni i niepotrzebni, że nie jesteśmy nawet kategorią studentów. Tylko zapominają często o jednym - mianowicie o tym, że to dzięki nam mają znacznie wyższe dochody przez co poprawia im się stan życia, a co najważniejsze...nasze studia nie odbiegają niczym od studiów dziennych. Mamy do przerobienia te same książki i ten sam materiał, nie jesteśmy traktowani ulgowo! A do tego jeszcze w tygodniu pracujemy, aby móc opłacić czesne, a do tego znam nie jedną osobę na studiach zaocznych lub wieczorowych która ma lepsze oceny niż studenci dzienni...nie mówiąc o ilości warunków jakie posiadają niektóre osoby na studiach dziennych...nawet po 4 warunki...a ja sama i wiele moich znajomych nie mamy żadnego! (do chwili UNII)
        Dlatego kolejny punkt - 5 "Nie ukrywajmy, że studenci niestacjonarni reprezentują poziom równie skandaliczny jak ich wypowiedzi na forum. Nic dziwnego, że większość z tych osób nie pracuje później w zawodzie albo pracuje za grosze psując rynek dobrym kolegom i koleżankom, przez co Ci ostatni nie mogą znaleźć pracy za godziwe wynagrodzenie." jest równie żałosny jak i pozostałe. Wychodzi z niego cały jad i zakompleksienie osoby która to pisała. Może i nawet ma jakieś problemy ze sobą dlatego musi później mścić się na niewinnych ludziach...
        Tak więc czasami drogi Panie VON LEWIR lepiej udać się na poważną rozmowę do psychologa niż wygadywać bzdury lub mścić się i pokazywać swoją wielkość i to że pozornie wszystko można...gdyż to przysparza wielu wrogów...
      • Gość: Hermogenianus Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.adsl.inetia.pl 14.09.11, 19:46
        Oczom nie wierzę, że jak mniemam osoba, która ukończyła te studia, pisze jakieś bzdury o psuciu rynku (sick). Polecam dokształcić się trochę w literaturze wolnorynkowej i nie głosować więcej na PiS
      • Gość: Dyno Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.walbrzych.vectranet.pl 14.09.11, 19:55
        Ja odniosę się do pkt 5, byś się zdziwił ilu jest naprawdę dobrych adwokatów, notariuszy, radców prawnych i przeważająca liczba sędziów po studiach niestacjonarnych, nie znasz realiów.
        Co do pkt 1 i 2 ja zdawałem UE w zeszłym roku, zdałem w pierwszym terminie ale nie powiem, żeby egzamin należał do łatwych i przyjemnych, a na wykłady nie chodziłem, bo mnie po prostu nudziły, czysta teoria i do tego jeszcze niesamowita kobyła do przeczytania ... nie wspominam tego dobrze.
      • Gość: gość Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.adsl.inetia.pl 15.09.11, 00:53
        generalnie wojne rozpetali studenci stacjonarni ,jak i rowniez zlozyli donos :) swoją droga nie wrzucajcie ludzie wszystkich do jednego worka bo znam wielu niestacjonarych ktorym dzienni do piet nie dorastaja ze swoja malenka wiedza,
        • Gość: dolnoślązak Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: 50.7.241.* 15.09.11, 02:35
          Wojnę rozpętał wykładowca, a nie studenci. Studenci tylko upomnieli się o swoje prawa (co zresztą robią bardzo rzadko). Zawsze powtarzam, że gdyby na uczelniach studiowali ludzie starsi i bardziej doświadczeni przez życie, a nie młokosy, co to jeszcze nie znają życia, wykładowcy mieliby nieustanne piekło. Więc zamiast narzekać ciągle na studentów, niech się cieszą, że uczą właśnie takich ludzi, bo praca z nimi to prawdziwa przyjemność, czego oni, niestety, nie zauważają.
        • Gość: Emi Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.wroclaw.mm.pl 15.09.11, 11:56
          A jesteś tego pewny? Bo z tego co słyszałam ja to zaoczni.. Czyli tak naprawdę nie wiadomo i pewnie jedni zwalają na drugi oraz odwrotnie.. Ale przyznam, że jestem ciekawa, już bez względu na to z jakiego trybu;p
      • Gość: Gość Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.ssp.dialog.net.pl 15.09.11, 15:55
        "5. Nie ukrywajmy, że studenci niestacjonarni reprezentują poziom równie skandaliczny jak ich wypowiedzi na forum. Nic dziwnego, że większość z tych osób nie pracuje później w zawodzie albo pracuje za grosze psując rynek dobrym kolegom i koleżankom, przez co Ci ostatni nie mogą znaleźć pracy za godziwe wynagrodzenie"
        Jak możesz ocenaić osoby uczace się na trybie zaocznym, to że studiują w tym trybie to nie znaczy że są gorsze!!! Ja osobiście jestem studentką prawa w trybie zaocznym, w czasie tygodnia, który Ty marnujesz na siedzenie na uczelni ja zdobywam bezcenną wiedzę i doświadczenie w Kancalerii Prawnej we Wrocławiu. Większość studentów zaocznych tak jak ja pracuje i studiuje. Sama byłam świadkiem jak mój szef przyjął do pracy dziewczyne po dziennym prawie, nie posiadala nawet podstawowej wiedzy z prawa cywilnego. . . potrafiła się pochwalić tylko tym że była studentką dzienną, i właśnie w taki sposób jej praca zakonczyła sie po tygodniu. Nie twierdze że wszyscy studenci dzienni są tacy, bo napewno są ludzie inteligentni. Nie oceniaj ludzi tylko ze wzgledu na to jaki tryb studiują!!!!! Ja z prawa UE miałam 4,5:)
        • Gość: ququ Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.opera-mini.net 15.09.11, 17:14
          100% racji, z moich doświadczeń, a także licznych rozmów z pracodawcami wynika, że to właśnie studenci niestacjonarni mają lepszy start zawodowy po studiach, właśnie przez praktykę w zawodzie albo generalnie na rynku pracy. O ile studentów dziennych, nie mających doświadczenia, zatrudnia się przeważnie do najprostszych prac, za najmniejsze wynagrodzenie, studenci zaoczni często ten etap kariery mają już dawno za sobą, a skończenie studiów wiąże się dla nich z kolejnym awansem. Ten wykładowca zwyczajnie nie wie, co pisze, być może dlatego, że sam ma tak bogate doświadczenia na rynku pracy, jak 10-letnie dziecko, a jedyne kryterium, za pomocą którego ocenia swoich studentów, to jest jakie mają oceny w indeksie. Niech choć raz poszuka sobie pracy na wolnym rynku, to zrozumie, że jego kompetencje nawet nie dorastają do pięt umiejętnościom studentów, których uczy.
      • Gość: zaoczny wyjaśnienie IP: *.wroclaw.vectranet.pl 15.09.11, 20:43
        ten komentarz jest bardzo nie w porządku w stosunku do studentów zaocznych, nie wiem kto sie wypowiada ale chyba ma bardzo ograniczoną wiedze na temat tego jak wyglądają studia w tym trybie, egzaminy które zdajemy są na tym samym poziomie jeśli chodzi o wymagania a studenci, którzy studiują, niestety 90% materiału musza opracować sami,owszem jedyne pretensje jakie można mieć to do władz uczelni. Ilośc godzin ćwiczeniowych i wykładów- zbyt mała aby przekazać nam tyle wiedzy ile można by było by faktycznie przekazać w ramach takiego programu,oraz jakość "ćwiczeń" przede wszystkim często pozostawia wiele do życzenia (jeśli chodzi o zaangażowanie prowadzących)... niestety ćwiczenia prowadzone są zawyczaj w stylu "a i tak nie zdąże omówić większej części materiału" wychodzenie wcześniej i spóżnianie się na zajęcia dla studentów zaocznych to stałe "hobby" wykładowców. Byłam ostatnio na egzaminie w pewnego przedmiotu w terminie dla studentów dziennych aby zaliczyć wcześniej i nie różnił sie on niczym od tego jakie mamy w trybie zaocznym, poziomem wiedzy również nie odbiegałam wcale..stereotyp lepszego studenta dziennego stereotypem pozostanie, chciałam jednak zaznaczyć iż całe 4 lata studiów ukończyłam w "b.dobrym stylu"jednoczęśnie pracując i sama je opłacając ...więc takiej determinacji i samodzielności życzę studentom dziennym których cechuje nie wiedzieć skąd biorąca się wyniosłość tylko dlatego że mają tę szansę być utrzymywani i poświęcać się tylko nauce, a jeśli chodzi o warunki przeprowadzania egzaminów to bardzo odbiegają od wymogów nawet przyzwoitości pokrzykiwanie i zwracanie się do "tłumu" jak do ludzi gorzej kategorii tylko dlatego iż nie przygotowało sie odpowiednich warunków - najczęsniej sali własnie to standard, dezorganizacja jest na porządku dziennym, chaotyczne rozsadzanie na egzaminie i powarkiwanie na studentów gdyz przybylo ich wiecej niz się myslalo ( zgadywało?) jest bardzo nieprzyjemne, mysle ze informacje na temat osob każdorazowo przystepujących do egzaminu sa ogólnie dostępne dla szanownych wykładowców
        • Gość: przemo Re: wyjaśnienie IP: 92.48.124.* 15.09.11, 21:35
          Zaoczni mają nawet pod wieloma wzgledami gorzej niż dzienni bowiem dziennym wykładowcy bardzo często idą na rękę, lepiej ich traktują, są łatwiej dostępni, z założenia stawiaja lepsze oceny etc., podczas gdy zaocznych traktują jak przysłowoiwego chłopca do bicia.Polecam bardzo dobry ten artykuł, o róznych patologiach edukacyjnych na uniwersytecie, w tym m. in. różnym traktowaniu studentów dziennych i zaocznych.
      • Gość: Eve Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.play-internet.pl 17.09.11, 20:25
        egzamin z tego co pamiętasz... z notatek? widać von_lewir studiował daaawno temu, kiedy było zdecydowanie mniejszy nacisk na jakość egzekwowania wiedzy, a widzimy to zwyczajnie po pytaniach egzaminacyjnych z poprzednich lat, wtedy rzeczywiście nie trudno było uzyskać bdb.
        Słyszeliśmy od poprzednich roczników, że notatki są przydatne, być może i padło takie twierdzenie z ust jednego z wykładowców, ale to pewien rodzaj przymusu psychicznego zmuszającego do obecności studenta na wykładach. Jednakże samymi notatkami nic nie zdziałasz :)
        Wnioskuję z Twojej wypowiedzi, że ciężko Ci znaleźć godziwą pracę i płacę w zawodzie, wyczuwam jakieś rozżalenie i lekką zawiść, nic dziwnego skoro Twoja nauka ogranicza się do samych notatek z wykładów.

        a egzamin niedzielny, o którym mowa.. nie był w cale taki skandaliczny, bynajmniej nie wpłynął on na jakość naszych prac, Pan doktor Ciesielski nie zasłużył na taką negatywną opinię. To tylko kwestia organizacji uczelni a nie przedmiotu, czy wykładowcy.
      • Gość: dr... Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.06.13, 23:29
        studenci ze stacjonarnych nie są lepsi, należy pamiętać, że to studenci niestacjonarni uczą się tego samego co stacjonarni tyle, że w krótszym czasie mają bowiem mniej godzin zajęć, a z przykrością stwierdzam, że poziom studentów stacjonarnych jest często wyższy niż dziennych.
    • wojtekwojownik Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych warunkach 14.09.11, 15:05
      Całkowicie się zgadzam, że nikt o zdrowych zmysłach nie pójdzie na skargę. Byli już zresztą opisywani na kartach Gazety Wyborczej egzaminatorzy, którzy w podobny sposób wystawiali hurtowo negatywne oceny... No i tu słusznie jest postawione czy tylko student za to odpowiada...
      Co do wspomnianego egzaminatora to pamiętam czasy jeszcze kiedy sam byłem na uczelni studentem a wspomniany doktor prowadził wykład na dużej sali dla całego roku. Zabronił wychodzić do toalety w czasie wykładu, no ale przecież każdy może być przeziębiony, kobieta może mieć okres i zamykanie 400 osób na wykładzie na 2 godziny "nie bo nie" wydaje mi się absurdalne i nieludzkie. Ktoś w końcu nie wytrzymał (akurat chyba był po imprezie) i wyszedł bez zgody, wspomniany doktor kazał wezwać najbliższej studentce ochronę, ta przyprowadziła Panią z ochrony czyli starszą Panią po 60...Wykład się zakończył, doktor przegrał z naturą, studenci popłakali ze śmiechu i można było pójść do toalety...
      Nie rozumiem, jak wystawiając tyle ocen nieodpowiednich nie można przewidzieć dużej sali, może myślano, że studenci i tak nie przyjdą... no bo po co - po kolejną ocenę negatywna ?
      Za moich czasów poziom obsługi Studiów już był słaby. Języków praktycznie nie było - nie można było sie specjalnie zapisać bo albo brakowało miejsc, albo godziny były niespasowane. Praktyki - nie obowiązkowe.
      A duża część wykładowców traktował studentów z góry. Choć było też wielu profesorów i doktorów, którzy potrafili potraktować studentów jak człowieka a nie zło konieczne...

      A na zakończenie jeszcze taka myśl. Ceniłem sobie na studiach tych profesorów i doktorów, którzy nie musieli swojego autorytetu udowadniać na siłę. Po prostu go mieli i szanowali studentów. Niektórzy wykładowcy mają jednak ciągle chyba jakieś kompleksy w których sukces naukowy i pozycje wśród studentów buduje się strachem przed oceną negatywną...
      Idę o zakład, że gdyby zrobić zapytanie wśród aktualnych i byłych studentów o najbardzie "ulubionych" wykładowców niektóre nazwiska by się powtórzyły częściej od innych...
      Może wprowadzeni obligatoryjnego systemu kontroli wykładowców - oceny co rocznej rozwiązało by problem "nieprzewidywalności" niektórych...
      • von_lewir Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru 14.09.11, 15:46
        W takim wypadku dobry profesor zostałby wyparty przez gorszego...
        Oczywiście, że studenci najbardziej cenią wykładowców u których można zdać łatwo, miło i przyjemnie ale chyba jednak nie o to chodzi.
        Aby wykształcić w miarę przyzwoitego prawnika trzeba profesorów znających się na tej tematyce, obytych z najnowszymi prądami (a co za tym idzie publikującymi) a do tego bardzo wymagających.

        Więcej potu w ćwiczeniach mniej krwi w boju!
        Studenci do nauki!
        • Gość: doktor Bzdury! IP: 213.229.72.* 14.09.11, 16:01
          Bzdury piszesz. Akurat mam dość spore doświadczenie dydaktyczne i wiem, że studenci (choć tez nie wszyscy) może i często lubią wykładowców, u których "można zdać łatwo, miło i przyjemnie", ale na pewno ich nie szanują. Cenią przede wszystkim takich, którzy mają i wiedzę, i właściwe podejście do studentów. Masz wypaczony obraz studiów, może właśnie dlatego, że - jak ktoś napisał wcześniej - za dużo czasu spędzałeś z nosem w podręcznikach. Nauczanie nie polega na zastraszaniu czy siłowym wymuszaniu wiedzy, ale na odpowiednich umiejętnościach dydaktycznych. A to, jak pokazuje praktyka, nie jest takie powszechne. Dobry wykładowca potrafi nauczyć studentów bez stawiania połowie roku ocen niedostatecznych. Jeśli tego nie potrafi - powinien poszukać sobie pracy gdzie indziej.
          • Gość: xxxx jak zwykle wydzialik IP: *.mofnet.gov.pl 14.09.11, 16:14
            Życzę młodym ludziom, którzy teraz są w ogólniakach olanie tego durnego kombinatu typu WPAiE. Tam nie szanuje się studenta kompletnie, wielu egzaminatorów to sadyści etc. etc. A z pracą coraz gorzej. Ludzie, tłumaczcie krewnym, znajomym itd. - nie ma sensu iść na prawo i administrację ! Politechnika, medycyna, informatyka - to są wszystko konkretne zawody!
            Wydzialik żyjący własnym życiem - tylko kosić, ucząc głupot różnych, które w praktyce się niewiele przydają.
          • Gość: aisha Re: Bzdury! IP: 195.20.110.* 14.09.11, 16:20
            piszesz czlowieku,ze trzeba siedziec w czytelni i brac przyklad z kolegow, ktorzy maja stupendium naukowe... czyli jestes klasycznym przykladem wlasnie tej! kadry.. wkuc, zdac, zapomniec, jeszcze pomodlic sie o szczescie! a gdzie np czas na wspomniana przez Ciebie nauke jezykow obcych? gdzie czas na dzialanie w wolontariacie? i nie zapominaj, ze wielu studentow musi pracowac po zajeciach, aby utrzymac sie na studiach.. nie studiowalam na tym wydziale, ale wiem, ze studia powinny otworzyc czlowiekowi horyzonty, powinien rozwijac swoja osobowosc... dzieki madrym, szanowanym wykladowcom.. i, tak jak pisze moj przedmowca, to nie Ci , ktorzy "puszczaja"wsszystkich, ale Ci, ktorzy odpowiednio prowadzac wyklady, szanujac w koncu przeciez doroslych juz ludzi potrafia pokazac,ze prawo to misja dla absolwentow..a tak , koncza te uczelnie m.in. frustraci, nie daj boze, aby zostali pracownikami naukowymi.. bo to znow "powiela sie".. licze, ze glowny obronca obecnego stanu rzeczy na wydziale, na szczescie dla studentow, nie jest pracownikiem naukowym
            • Gość: olo Re: Bzdury! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.11, 17:08
              to prawda. więcej pozytecznych rzeczy student może się teraz nauczyć poza uczelnią niż na samej uczelni. studenci tzw. "zdolni", czyli bezkrytycznie zakuwający wszelkie mozliwe bzdury, nadają się później tylko do robienia doktoratu. takim przykładem jest prawdopodobnie niejaki "von_lewir". a później wyżywają się na studentach, lecząc w ten sposób własne kompleksy. taką mamy "kadrę dydaktyczną".
        • Gość: studentka Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.ssp.dialog.net.pl 14.09.11, 17:14
          To nieprawda, że wyprą lepszych profesorów (zresztą nie prof. UWr :p mamy mało), doktorów itd. Uwaliłam kpa 3 razy, do tego zostałam kiedyś bardzo chamsko i niesprawiedliwie przez słynną panią prof. potraktowana. Mimo to uważam, że jej wykłady były rzeczowe, przydatne. Egzamin jest z wieeelkiej ilości materiału (na innych uczelniach jest znacznie mniej), ale ocenia sprawiedliwie. Do tego jest to jeden z najbardziej zorganizowanych pracowników naszego wydziału. I jak ocenialiśmy w zeszłym roku prowadzących zajęcia, to zaznaczyłam to w swojej ankiecie. Podobnie było z innymi pracownikami wydziału.
          Dr Cieśliński prowadzi interesujące wykłady, chodziłam na nie. Niestety w swoich notatkach, ani notatkach koleżanki nie znalazłam pełnej odpowiedzi na pytania egzaminacyjne. Na ćwiczeniach (mimo świetnych ćwiczeniowców z ogromną wiedzą) niestety marnotrawiliśmy czas. Na naszym wydziale program nauczania powinien być dopasowany do wymagań egzaminatora, a nie jakiś gdzieś tam obmyślony na górze :P Bo np. o instytucjach UE to można na Wikipedii przeczytać, po co robić 500x to samo i marnować czas, skoro trzeba książki pracowników wydziału wkuwać. Bo w ciągu roku jest to fizycznie niemożliwe.
          Poza tym sympatycznie, jak na pierwsze zajęcia przychodzi ćwiczeniowiec i mówi: ja państwa postaram się przygotować jak najlepiej, ale u tego albo tamtego egzaminatora na pewno tego nie zdacie; a przynajmniej nie za pierwszym razem.

          A sporym problemem, jaki funduje nam wydział, jest robienie egzaminów-kobył co drugi dzień. Między innymi dzięki temu ciągle po 2 roku rok powtarza jakieś ok.100 osób.
    • morvii Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych warunkach 14.09.11, 17:02
      Ja osobiście miałam tą wątpliwą przyjemność być na tym egzaminie. To była moja pierwsza poprawka w kampanii wrześniowej z jaką miałam styczność, wcześniej nie miałam ani jednej a studiuje prawo już 3 rok (teraz idę na 4) i z całą pewnością stwierdzam, że ten egzamin naprawdę ma na celu albo uwalenie większości studentów albo wyciągnięcie od nich pieniędzy - bo sama poprawa tego przedmiotu kosztuje jakieś 500 zł. Ja sama byłam dość dobrze przygotowana do 1 jak i 2 terminu ale niestety i tak dostałam 2... Sposób oceniania tego egzaminu pozostawia naprawdę wiele do życzenia i naprawdę nie wierzę, że jest to wina studentów i to oni się nie uczą. Bo w jaki sposób np. na studiach wieczorowych na ok 350 os przeszło 33?. Na zaocznych też ta liczba nie była za duża, tak jak i na dziennych. A jeśli chodzi o sam egzamin, to miał się on rozpocząć o godzinie 9:00...o godzinie 8:50 zaczęto wpuszczać do sali i usadzać na miejsca studentów...a skończono o godzinie 10:00...!!! Kto słyszał o tak ogromnej niekompetencji i kompletnym braku zorganizowania...To jest ewidentny dowód na brak szacunku do nas studentów...Naprawdę to był jeden z gorszych egzaminów pod względem organizacyjnym na jakim byłam...nie mówiąc o tym że 1 termin wyglądał tak samo...a nawet nie wiem czy nie jeszcze gorzej... Mam nadzieję że Szanowny Pan Aleksander czytając ten artykuł i komentarze wyciągnie jakieś wnioski na przyszłość.
      • Gość: Bart Fart Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.ssp.dialog.net.pl 14.09.11, 17:35
        Prawda jest smutna i prawdziwa.
        Z roku na rok poziom wiedzy studentów WPAiE drastycznie maleje.
        Nie znam osobiście kolesia co był egzaminatorem, ale wiem jedno - na tym wydziale sa gorsze mendy społeczne, których tu nie wymienię z nazwisk. Taka ogromna ilość "recydywistów egzaminacyjnych" świadczy zdecydowanie zarówno o nieprzystępnej metodzie wykładania tego przedmiotu jak również o olewatorskim podejściu studentów do przedmiotu. Umówmy się też w kwestii tego, że spora część to byli niestacjonarni, a dla tych z kolei jest specjalny system nauczania porównywalny z systemem edukacji przystosowanym dla osób autystycznych typu "test ABCD", którego (o zgrozo) to zgrupowanie zawód-syn (zawód-córunia) nie potrafi zaliczyć. Zamiast szlajać swoje persony po wszelkiej maści baunsowniach weźcie się czasami ogarnijcie ludzie, zamiast wyznawać zasadę "bez spiny - są drugie terminy". To po prostu żalosne jest, że jeszcze jakiś chłoptyś poszedł się poskarżyć w gazecie. Mnie też pod wieloma względami ten wydział drażni (m.in biurokratyzm - nie mylić z biurokracją), ale naprawdę - ten wydział już ma za sobą gorsze rzeczy niż biednych praw(n)ików tłoczących się po salach.
        • morvii Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru 14.09.11, 17:45
          Żałosne!!! Po pierwsze przez całe 3 lata może jestem w stanie naliczyć 3 egzaminy testowe!!! Więc w jaki sposób jesteś w stanie obrażać nas pisząc AUTYSTYCZNI nie posiadając żadnej wiedzy o tym jak nasze egzaminy wyglądają! I tak właśnie inteligentną mądrą i w ogóle cudowną osobą jesteś...byle żeby chlapnąć cokolwiek i pokazać że chyba próbujesz odnaleźć się w temacie
          • Gość: bumbum Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.internetia.net.pl 14.09.11, 17:53
            Nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz takie rzeczy dzieją się na WPAiE.

            Przykłady z ostatnich dwóch tygodni, kierunek administracja. Analogicznie - poprawka pisemna, egzaminator nie przewidział takiej ilości poprawiających - ludzie nie zmieścili się w wyznaczonej sali dlatego też cześć osób musiała udać się do innej sali. Przykład drugi - poprawka ustna, egzamin poprawkowy zgodnie z harmonogramem sesji rozpoczyna się o godzinie 9. O godzinie 9:10 już było się na 50. miejscu w kolejce, godzinę później na ponad 70. Egzaminator przewidział, że egzamin będzie trwał do 14:45. Zachowując jakiekolwiek standardy edukacyjne z pewnością nie zdążyłby przepytać wszystkich, tym bardziej, że o godzinie 10 wyszedł ponieważ był członkiem komisji na obronach prac magisterskich. Dla pozostałych osób wyznaczył termin dwa dni później. Kpina i skandal, totalne lekceważenie studentów.
            Jak w takim przypadku szanować egzaminatora? Osobiście pracuję na cały etat, wziąłem wolne na dzień egzaminu i się nie zmieściłem w kolejce. Zmuszony jestem kajać się przed swoim pracodawcą o kolejny wolny dzień. Owszem, mam prawo pisać skargi i zażalenia, ale po co? To tylko zmarnowany czas, tym bardziej że poziom studiów również jest zatrważający - to jest przyczynek dla którego podjąłem pracę w zawodzie, bo dyplomem magistra z WPAiE mogę się najwyżej pochwalić mamie a po obronie z kumplami napić wódki.

            vanitas vanitatum, et omnia vanitas - tyle w temacie.

            • Gość: ququ Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.opera-mini.net 14.09.11, 20:13
              Otóż to! Poziom wiedzy studentów się obniża bo i obniża się poziom studiów. A dlaczego? Poguglajcie sobie, co wasi wykładowcy robią po zajęciach na uczelni. Dodatkowe etaciki, odwalanie chałtur w niedzielnych szkółkach, prywatne fuchy... Pracuje się gdzie indziej, a na uczelni tylko się bywa. Uczelnia daje zabezpieczenie socjalne (czy ktoś pamięta jakiegokolwiek wykładowcę, którego zwolniono za niedostateczne wywiązywanie się ze swoich obowiązków?), więc na niej pracują, a pracują tak, jak się pracuje w budżetówce. Czyli wciąż tak, jak się pracowało w Polsce w czasach komunizmu. Kto ma wymagać większego zaangażowania pracowników akademickich w pracę na uczelni: dziekani? dyrekcja instytutu czy kierownik zakładu? Przecież oni też pracują na dodatkowych etatach, więc: 1) doskonale rozumieją swoich podwładnych, 2) jest im na rękę niski poziom pracy na uczelni, 3) wcale im niespieszno do dodatkowej pracy, jaką mogliby sobie w ten sposób narobić. I tak jakoś to wszystko się kręci, dopóki państwo finansuje cały ten burdel, bez względu na efektywność. A tym nielicznym studentom, którym nie podobają się takie porządki, trzeba w jakiś sposób zatkać gęby (np. zastraszyć). Dopóki nie ma mechanizmów rynkowych na uczelniach, trudno oczekiwać, że coś się polepszy w kwestii jakości pracy.
          • Gość: Bart Fart Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.ssp.dialog.net.pl 14.09.11, 18:10
            Jestem zaprawiony w licznych poprawkach i nawet egzaminach warunkowych. Często mam styczność z niestacjonarnymi, którzy podobnie jak ja chodzili zaliczać ten sam przedmiot. W większości przypadków student dzienny dostawał formę/zestaw pytań wybiegający poza podstawowy zakres umieszczony w początkowych częściach materiału. Natomiast klasyczny student niestacjonarny - jak to mawia wielu ćwiczeniowców/wykładowców - ma "specjalne" egzaminy dla niestacjonarnych. Często gdy się popatrzy na takie egzaminy lub ich posłucha, to "dziennemu" śmiać się chcę z niskiego poziomu tych testów. Nie jest to jednak reguła, lecz spory procent. Się wydział śmieje z takich właśnie osób, ale i też szanuje bo dzięki zacnym datkom zaocznych/wieczorowych (tzw. myto)wydział może sobie pozwolić na wybudowanie windy w budynku D - tak tak - to jest winda imienia niestacjonarnych.
            Bzdurą jest jak słyszę, że egzaminatorzy celowo eliminują słabych studentów, żeby zarobić sobie. Po prostu eliminują głupich tylko po to by jednak się czegoś nauczyli, a nie żyli wedle zasady ZZZ (zakuć zdać zapomnieć). Jak myślicie, że sam tytuł mgr prawa wam zagwarantuje pewną pracę to już polecam ustawić się w kolejce pod pośredniakiem. Wydział ma wystarczająco dużo pieniędzy i jego celem nie jest zarabianie na was tylko próba wpojenia wam czegoś do głowy w sposób gruntowny, a nie na odwal się.
            • Gość: ququ Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.opera-mini.net 14.09.11, 20:17
              Czyli co: sami wykładowcy obniżają poziom studiów niestacjonarnych, bo traktują ulgowo tych studentów (np. przygotowują im specjalne, łatwiejsze zestawy). Co studenci mogą, poza tym, że dostosowują się do wymagań?

              Tak czy siak, wina zawsze będzie leżeć po stronie nauczyciela, a nie ucznia.
          • sverir Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru 14.09.11, 18:22
            Ale po co się tak irytujesz? Szkoda czasu na odwieczną dyskusję o poziomie studentów dziennych, zaocznych i wieczorowych. Każdy ma swoje racje i argumenty, ale nikt nigdy nikogo nie przekonuje:)
        • Gość: Olala Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.kopnet.pl 06.06.12, 21:18
          Prawda jest taka, że dr Cieśliński to świetny wykładowca i wspaniały człowiek , a egzamin z UE to jeden z nielicznych na tym kierunku, który sprawdza UMIEJĘTNOŚĆ MYŚLENIA I ANALIZOWANIA, a nie tylko wkutą na blachę wiedzę...dlatego tak wiele osób go nie zdaje, o czymś to świadczy, niestety.
          • Gość: dyzio Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.06.12, 21:30
            To świadczy tylko o tym, że dr Cieśliński jest kiepskim dydaktykiem, skoro większość nie zdaje jego egzaminu. A to, że paru przemądrzałych kujonów takich jak ty go zaliczyło, to nikogo nie obchodzi.
      • sverir Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru 14.09.11, 18:21
        Przepraszam, że się wtrącę w sumie tak obok tematu, ale jeżeli egzamin miał się zacząć o 9, to chyba normalne, że na salę wpuszczono studentów wcześniej? W końcu gdyby otworzyli ją dopiero o 9, to sam egzamin zacząłby się o wiele później. Chyba że elementem egzaminu jest umiejętność przedstawienia się cerberowi w drzwiach i zajęcie odpowiedniego miejsca.
        • Gość: Bart Fart Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.ssp.dialog.net.pl 14.09.11, 18:29
          Mówiąc o Cerberze pewnie masz na myśli garbatego, który otwiera drzwi sal wykładowych (głównie budynek D) - czyli Klucznik.

          Może i racja nie warto się irytować. Po prostu jak słyszę te pomioty skomlące jak im źle, ciężko i życie kureSSkie to muszę jakoś odreagować przed jutrzejszą obroną mało-wartego licencjata.
          • Gość: ququ Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.opera-mini.net 14.09.11, 20:22
            Widzisz, ty napisałeś mało warty licencjat i jesteś zadowolony z życia. A są ludzie, którzy chcieliby coś osiągnąć w życiu i im zależy na zdrowych regułach. Tacy ludzie zawsze będą buntować się przeciwko patologiom uniwersyteckim. Ty pójdziesz przykręcać śrubki ze swoim napisanym na odwal się licencjatem i szybko zapomnisz o uczelni, nauce, książkach itp. Nie ma to, jak beztroskie, mało wymagające życie, prawda?
            • Gość: Bart Fart Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.ssp.dialog.net.pl 14.09.11, 21:19
              Ogarnij się. To że mam licencjat nie zwalnia mnie z myślenia i stałego rozwijania się (obecnie w kierunku mgr i może wyżej). Pomimo pewnych minusów tego wydziału jestem dumny, że na nim studiuję choć to nie jest szczyt marzeń. Ale niektórym się w tyłkach poprzewracało - pewnie jeszcze trochę to dojdzie do tego, że każdy praw(n)ik będzie chciał mieć darmową kawę ze starbucksa bo "płace to wymagam". Swoją drogą system nauki 3+2 sprawia, że człowiek się nauczy i zapamięta więcej niż taki pizdryk z prawa co ma tylko 1 prace magisterską i ciągle marudzi, że mu zależy na zdrowych regułach. W tym kraju nie ma zdrowych reguł na uczelniach - system szkolnictwa wyższego jest w opłakanym stanie przepełniony biurokratyzmem, licznymi nepotyzmami typu klany prawników a i system nauczania pozostawia wiele do życzenia. Wina jest uczelni, że niestacjonarni są traktowani niczym gorsza rasa. Ale to też wina systemu.
              • Gość: harnaś Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.11, 21:50
                Gość portalu: Bart Fart napisał(a):

                > Ogarnij się. To że mam licencjat nie zwalnia mnie z myślenia i stałego rozwijan
                > ia się (obecnie w kierunku mgr i może wyżej).

                Proponowałbym zacząć ten rozwój od poprawienia "mało wartego licencjatu". Jeśli myślisz o doktoracie, to przyznam, że jestem cokolwiek przerażony...

                > ...człowiek się nauczy i zapamięta
                > więcej niż taki pizdryk z prawa co ma tylko 1 prace magisterską i ciągle marudz
                > i, że mu zależy na zdrowych regułach.

                Napisz najpierw tę 1 pracę magisterską (ale taką wartą choć trochę), a potem możesz zacząć się wypowiadać.

                > W tym kraju nie ma zdrowych reguł na ucze
                > lniach - system szkolnictwa wyższego jest w opłakanym stanie przepełniony biuro
                > kratyzmem, licznymi nepotyzmami typu klany prawników a i system nauczania pozos
                > tawia wiele do życzenia. Wina jest uczelni, że niestacjonarni są traktowani nic
                > zym gorsza rasa. Ale to też wina systemu.

                Krynico mądrości, ty książki powinieneś pisać, a nie jakieś licencjaty. Marnujesz się, już rozumiem, dlaczego nikt nie docenił twojego licencjatu.
                • sverir Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru 14.09.11, 23:50
                  No proszę, chyba Twój szósty post w tym wątku i kolejny, w którym skupiasz się bardziej na przedmówcy, niż na omawianym problemie. Wyżywasz się na ludziach z powodu kłopotów czy to taki charakter po prostu?
                  • Gość: dolnoślązak Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: 50.7.241.* 15.09.11, 02:39
                    Za to twoich postów nawet tu nie zliczę. Na ich merytoryczność też lepiej spuścić zasłonę milczenia, czego dowodem jest choćby ten post przed moim. Studenci za bardzo dali w kość? Włożyli ci kosz na głowę, że tak plujesz na nich jadem, gdzie się da? Może czas zmienić pracę - to tak w trosce o siebie i studentów.
                    • sverir Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru 16.09.11, 08:05
                      Nie jestem wykładowcą i z uczelnią, po ukończeniu studiów, nic wspólnego w zasadzie nie mam. Musisz się jednak trochę wysilić, bo takie uproszczone rozumowanie zawiodło:)
                      • Gość: Piotr Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: 94.76.208.* 16.09.11, 13:17
                        Jesteś starym grzybem, który pluje jadem na studentów, mimo że nie ma pojęcia o współczesnych realiach akademickich. Pewnie studiowałeś w PRL-u i teraz wydaje ci się, że wtedy studiowali studenci najmądrzejszych z mądrych, bo właśnie ty wtedy studiowałeś. Więc wszystkie fakty tak zniekształcasz, żeby potwierdzały twój przyjęty a priori pogląd.

                        Szkoda, że nie widzisz, że jesteś właśnie takim przykładem absolwenta uczelni, jakim nie należy być - ograniczonym umysłowo, sfrustrowanym, zakompleksionym, zamkniętym w swoim małym, zakłamanym światku i nie ciekawym świata i ludzi.
          • Gość: gość Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.play-internet.pl 15.09.11, 13:22
            a co z tym, ze rozpoczal egzamin ustny dla dziennych o godzinie 9 (o ile sie nie myle) a skonczyl o 23 ? to nazywa sie szacunkiem dla studenta?!
        • Gość: asd Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.11, 20:54
          Nie jest dziwne to że studenci są wpuszczani wcześniej...dziwne jest to że usadzają ich 1 godz i 10 min...opóźniając tym samym sam egzamin o godzinę...
      • Gość: M. Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.wroclaw.mm.pl 14.09.11, 19:24
        Heh.. to my mieliśmy lepiej ;)) Ok. 9 dowiedziałam się, że podobno mamy zdawać w innej sali (i innym budynku). Zaczęto wpuszczać po 9, jakiś czas później zaczęto szukać następnej sali.. I może warunki (duchota, smród, niedziałające rolety) to nie przeszkoda w napisaniu egzaminu, ale to, bieganie między budynkami, szukanie sal w momencie, kiedy egzamin powinien się kończyć czy brak obecności wykładowcy raczej nie świadczą o dobrej organizacji.
        • Gość: asd Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.11, 20:57
          Hahaha no to naprawdę organizacja pierwsza klasa! :) i co Ci ludzie sobą reprezentują?
    • czarnabiedronka Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych warunkach 14.09.11, 19:05
      1.Po pierwsze egzamin jest do zdania, bo sama go zdałam na ocenę bdb. To są studia, a nie liceum i jeśli ktoś ma problem z przygotowaniem się to już jego sprawa. Przypominam, że na studiach korzysta się z różnych źródeł informacji i wiedzy, a nie jedynie z książki polecanej przez wykładowcę.
      2.Po drugie, jeśli ktoś potrafi, nauczył się , to warunki w jakich przyszło mu zdawać egzamin nie mają znaczenia.
      3.Po trzecie po skrócie "dr" nie ma kropki. Niestety, ale autor tego artykułu zanim zajmie się tematyką akademicką powinien nadrobić zaległości z podstawówki.
      • Gość: gosc Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.ssp.dialog.net.pl 14.09.11, 19:13
        czarnabiedronko takaś mądra, ale nie wiesz, że kropka jest postawiona poprawnie :P
        Może zamiast unii, przejrzyj DOKŁADNIE zasady interpunkcji.
        • Gość: xMen Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.11, 19:19
          Czarnabiedronko? Raczej czarnaowco ;). Dr w mianowniku bez kropki,w tym kontekście skrót od słowa "doktora" --> dr. Cieślińskiego jest jak najbardziej poprawną formą :)
        • Gość: fiku Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.11, 21:04

          Niestety kopka nie jest postawiona poprawnie...i nie chcę tej całej bierdonce przyznawać racji ale niestety w tym ją ma...otóż skrót posiada kropkę jeśli nie kończy się na ostatnią literę słowa taka jaka jest przy ostatniej skrótu np. NumeR (NIE MA KOPKI) a skrót to NR, i tak samo DotoR skrót DR, za to Na Przykład ma kropkę NP. bo P nie jest ostatnią literą słowa. DR z kopką może być skrótem od durnia :)
          • Gość: harnaś Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.11, 21:57
            Kolejny geniusz... Egzaminy na prawie pewnie też zaliczałeś na piątki?

            Jak wy zdajecie te egzaminy (które są już chyba wyłącznie w formie pisemnej), piszecie prace magisterskie, licencjackie etc., skoro nawet nie znacie podstawowych reguł pisowni??? Może wasi wykładowcy też są dyslektykami, skoro tego nie zauważają?
            • Gość: fiku Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.11, 22:25
              ej no właśnie nie zdałem więc się nie bulwersuj...a piszę co wiem...tak nas uczył dr ŻEBER :) I właśnie się bulwersował jak przy jego nazwisku pisało się dr. (z kropką) :) tak więc nie każdy kto przyzna komuś rację jest ten zły! :) Więc wyluzuj :) Ha i pewnie do zobaczenia na wpisach...trzeba pójść w końcu po te dwie dwóje :)
              • Gość: dolnoślązak Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: 50.7.241.* 15.09.11, 02:43
                Dwie dwóje w jednej sesji? Hm, to chyba masz teraz dużo nauki. Może lepiej zabrać się za pracę, zamiast marnować czas na wymądrzanie się o ortografii, o której na dodatek nie ma się zielonego pojęcia?
          • Gość: Anna Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.adsl.inetia.pl 14.09.11, 22:44
            Oj, oj, co jeden to mądrzejszy (to do Fika). Poczytaj sobie fiku taką małą książeczkę: Skróty i skrótowce!!!!! To może zrobi Ci się głupio za to słowo "dureń". Okaże się wówczas, kto nim jest!!!!
            • Gość: fiku Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.11, 22:55
              Ludzie czytaj ze zrozumieniem - tak dr Żeber nam tłumaczył żebyśmy zapamiętali że po dr nie stawia się kropki...yh ja tylko przekazuje "mądrości" dalej
              • Gość: dr Kropka Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.adsl.inetia.pl 14.09.11, 23:11
                fiku nie pogrążaj się. Pan dr Żeber miał rację - dr Żeber piszemy bez kropki, ale u dr., z dr., do dr., należy pisać z KROPKĄ!!!! , gdyż ostatnią zgłoską nie jest R!!!!
                • Gość: dolnoślązak Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: 50.7.241.* 15.09.11, 02:46
                  Fiku coś usłyszał na wykładzie, ale nie zrozumiał. Jeśli w podobny sposób przyswaja wiedzę także z innych dziedzin, to ciężkie studia przed nim.
                • Gość: xMen Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.11, 21:07
                  i wszystko na ten temat :)!!!
          • valana Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru 15.09.11, 19:32
            Gość portalu: fiku napisał(a):

            >
            > Niestety kopka nie jest postawiona poprawnie...i nie chcę tej całej bierdonce p
            > rzyznawać racji ale niestety w tym ją ma...otóż skrót posiada kropkę jeśli nie
            > kończy się na ostatnią literę słowa taka jaka jest przy ostatniej skrótu np. Nu
            > meR (NIE MA KOPKI) a skrót to NR, i tak samo DotoR skrót DR, za to Na Przykład
            > ma kropkę NP. bo P nie jest ostatnią literą słowa. DR z kopką może być skrótem
            > od durnia :)

            Ale od słowa "doktora" poprawny jest skrót dr. - ostatnia literą w skracanym wyrazie jest "a".
      • Gość: Hermogenianus Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.adsl.inetia.pl 14.09.11, 19:59
        Ty się lepiej sama doucz, bo widzę, że chyba studia to pod stołem zdałaś.
        Normalnie doktor ma skrót "dr" (bez kropki), natomiast gdy piszemy "u doktora XY" - prawidłowy skrót to "u dr. XY" i pisząc pracę magisterską powinnaś o tym wiedzieć w momencie tworzenia strony tytułowej, na której widnieje wzmianka "praca magisterska napisana pod kierunkiem naukowym prof. dr. hab. XY". Ale w sumie do tego trzeba samemu napisać pracę...
      • Gość: laurelin Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.ssp.dialog.net.pl 14.09.11, 20:13
        W zdaniu co prawda jest skrót dr, ale jego rozwinięcie to "doktora", a nie "doktor", więc kropka jak najbardziej na miejscu. Polecam wrócić do podstawówki, bo chociaż egzamin z UE na 5, to ortografia na 2.
      • Gość: ququ Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.opera-mini.net 14.09.11, 20:28
        Po pierwsze: nikt tu nie zaprzecza, że egzamin można zdać na bdb. Nawet największy oblewacz zawsze stawia kilka piątek. Ale że pół roku nie zdaje egzaminu, to już nie jest normalne. Po drugie: bardzo to nieładnie świadczy o człowieku, jeśli piątka z egzaminu tak go zaślepia, że nie widzi patologii i niesprawiedliwości wokół. Taką brzydką cechę nazywa się egoizmem. A po trzecie: skoro już mowa o błędach, to proponuję poduczyć się trochę interpunkcji, bo poprawnie pisać powinien już absolwent podstawówki.
        • Gość: fiku Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.11, 21:06

          Hahaha...e tam połowa :) jak ten egzamin zdała 1/5 studentów to będzie dobrze:)
      • Gość: orto wstyd nasza droga czarnabiedronko:) IP: *.ssp.dialog.net.pl 14.09.11, 20:34
        i tu jak na dloni mamy tych "zdolnych" studentow...ma bdb u tego Pana, ale ortografia to chyba cos, czego Pani dawno sie juz uczyla, i z oczywistych przyczyn zapomniala... pogratulujmy jej:)moze byc dumna :)))))
        • Gość: harnaś Re: wstyd nasza droga czarnabiedronko:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.11, 22:02
          A to jest naprawdę zadziwiające: jakim cudem dostają piątki studenci, którzy nawet nie potrafią poprawnie pisać? Przecież egzaminy są w większości pisemne. Znajduję tylko jedną odpowiedź: sami wykładowcy są dyslektykami, skoro nie widzą tych błędów. Chyba wciąż prawdą jest stare powiedzenie, że na uczelniach zostają sami najgorsi.
      • Gość: czarnastonka Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.11, 20:49
        ...jaka Ty jesteś mądra..nie każdy ma kalkulator zamiast mózgu i potrzebuje odrobine ciszy żeby zebrać myśli.l
        • Gość: harnaś Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.11, 22:05
          Czarna biedronka jest za mądra, żeby zrozumieć fakt, że warunki na sali mogą mieć wpływ np. na koncentrację i w efekcie - zdawalność egzaminu. Zobaczycie - ze swoimi piątkami zrobi doktorat i będzie w podobny sposób egzaminować studentów.
      • Gość: fiku Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.11, 21:00
        Rozumiem że jesteś typem kujona lizusa, i Twoją jedyną aspiracją to bycie przydupasem któregoś z wykładowców, dodatkowo pewnie jesteś na studiach dziennych i dlatego myślisz że jesteś najlepsza i najmądrzejsza i fakt że możesz się troszkę po wywyższać w necie sprawia że zaczynasz czuć się ważna...a w szary zwyczajny akademicki dzień chodzisz po korytarzach i zazdrościsz ludziom którzy mają dobrych znajomych i cieszą się wzajemnie swoją obecnością...a Ty ich tylko obserwujesz z daleka :)
      • Gość: Anna Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.adsl.inetia.pl 14.09.11, 22:08
        Do czarnejbiedronki
        No nie wiem, kto powinien przypomnieć sobie wiedzę z podstawówki, ale chyba nie autor artykułu, tylko ostry języczek czarnejbiedronki.
        Zatem mini korepy:
        W mianowniku piszemy dr Iksiński, ale w dopełniaczu doktora - dra albo dr. Iksińskiego.
        Pamiętam to jeszcze ze szkoły średniej, gdyż w podstawówce wówczas tego nie uczono.
        Na studiach nie zdawałam prawa UE, bo takowej Unii jeszcze nie było, ale obserwując poczynania dr. Aleksandra Cieślińskiego, poprzez pryzmat zmagań mojego dziecka, dobrego studenta (dziennego), to nie mam wątpliwości, że z tym panem dr. A.C. nie jest wszystko w porządku. Teoretykiem jest on może i dobrym, ale pedagogiem wg mnie kiepskim.
      • Gość: woman Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.11, 22:58
        Nikt nie napisał, że ten chory egzamin w chorej katedrze jest nie do zdania!!To po pierwsze. Każdy z nas studentów, ma świadomość iż jesteśmy na studiach....dzięki za przypomnienie bo sie jakoś zapomniałam;))<żal>. Co do warunków to mam watpliwości!! Bo po pierwsze semestr studiów na tej uczelni kosztuje w tej chwili 2450zł!!!!!!!!!!!!! A warunek z Unii ok 1000!!! wiec wybacz ale w tym wypadku, warunki w jakich piszemy ma znaczenie!!! Płacę za to!! Nie jestesmy świniami aby nas tłoczyć to nie Oświęcim!!! Bo dr dziwnym cudem nie przewidział ile osob moze być!! Wystarczyło spojrzec do protokołu i już wiadomo!!! tj chore!!!!!!!!!!!!!!
        • Gość: dolnoślązak Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: 50.7.241.* 15.09.11, 02:51
          > Bo po pierwsze semestr studiów na tej uczelni kosztuje w
          > tej chwili 2450zł!!!!!!!!!!!!! A warunek z Unii ok 1000!!!

          No i wszystko jasne, dlaczego tyle osób nie zdaje tego przedmiotu. Uczelnia sobie dorabia, zresztą tak się działo i dzieje na wielu innych kierunkach. A skandaliczne warunki na sali - to tylko pochodna zaplanowanej strategii. Nazwanie tych łajdaków z tytułami naukowymi złodziejami to właściwe określenie.
      • Gość: D. Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.adsl.inetia.pl 16.09.11, 22:44
        Znalazła się mądra,chyba jednak nie studiowałaś we Wrocławiu na wydziale Prawa skoro wypisujesz tutaj takie głupoty.
      • Gość: studentka Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.centertel.pl 17.09.11, 10:17
        Jeśli chcesz byc dokładna to kropkóe po skrócie daje się tylko wówczas, gdy ostatnia litera skrótu jest także ostatnią literą wyrazu. A zdanie "egzamin u dr. ( czyli doktorA) Cieślińskiego" nie spełnia tego warunku.
        Pozdrawiam i polecam odświeżyć wiadomości o polskiej pisowni zanim zaczniesz się wymądrzać
      • Gość: student pwr Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.09.11, 23:37
        Panienko z takimi tekstami to możesz do swojej babci, jestem z polibudy i wiem że bardzo często wina leży po stronie wykładowcy a nie studentów.
      • Gość: Gall Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.internetia.net.pl 20.09.11, 12:10
        Po skrocie slowa "doktor" nie daje sie kropki (dr), ale juz po odmianie slowa ("doktora" Cieslinskiego) daje sie kropke albo pisze sie "dra" Cieslinskiego.
      • Gość: doktor. Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.146.203.203.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 04.10.11, 00:54
        Cieśliński, przestań wpisywać tu swoje wypociny. Nie potrafisz uczyć i tyle. W pole i siać, a nie za naukę.
      • Gość: uwr. Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.08.12, 14:00
        Nie sraj żarem.
    • angrusz1 Potem to ma odzwierciedlenie 14.09.11, 21:48
      w rankingu uczelni
    • pasjonatx Słów kilka o tym Wydziale. 14.09.11, 21:54
      Zawsze ktoś się znajdzie,że będzie psioczyć.
      Ja też mógłbym,że nikt nie chciał ze mną nawet rozmawiać o wiedzy kryminalistycznej,taktyce kryminalistycznej zwłaszcza,medycynie sądowej,innej wiedzy potrzebnej do pracy we wszelakich służbach.Nie chcieli,bo sami tej wiedzy nie posiadali.To jedna z kilku przyczyn - poza tym dobry znajomy nepotyzm się kłania.I tak to trwało przez ponad 7 lat od ukończenia tych studiów z II nagrodą i świetnymi opiniami od światowej sławy kryminalistyki,gzie mogę zapomnieć już o pracy w zawodzie
      Z drugiej strony znam masę przypadków ludzi bez wykształcenia prawniczego,którzy nawet nie znają podstaw wiedzy o kryminalistyce i zdobyli dobra pracę - mieli to,czego ja nie miałem - znajomości.Dzieciaki funkcjonariuszy Policji,SG,ABW,CBA,prokuratorów,sędziów,Komendantów Policji - bez problemów zdobywali pracę.Przyjmowano także do pracy - służby osoby karane.
      Nie powiem złego słowa na temat tego Wydziału Prawa mimo,że moje marzenie,by być w kryminalistyce nie spełniło się.
      • Gość: harnaś Re: Słów kilka o tym Wydziale. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.11, 22:13
        pasjonatx napisał:

        > od ukończenia tych studiów z II nagrodą i świetnymi
        > opiniami od światowej sławy kryminalistyki...

        Chłopie, kto ci przyznał tę nagrodę, skoro ty nawet pisać nie potrafisz??? Przecież to jeden wielki bełkot! Czy w takim samym stylu napisałeś pracę magisterską? Nie wiem, jak inni, ale ja osobiście ani trochę się nie dziwię, że po skończeniu studiów "z II nagrodą i świetnymi opiniami od światowej sławy kryminalistyki" nie możesz znaleźć pracy. Albo ściemniasz z tymi nagrodami, albo faktycznie poziom nauczania na uniwersytetach osiągnął dno!

        Czas umierać.
        • pasjonatx Re: Słów kilka o tym Wydziale. 15.09.11, 20:18
          Spróbuj napisać bardzo dobrą pracę mgr o oględzinach mijesca zdarzenia - w tym także zwłok,taktyce kryminalistycznej tychże czynności to wtedy spojrzysz na to może inaczej.
          Bełkot? Że napisałem o opiniach od mego promotora?
          Albo jesteś laikiem i nic nie wiesz o kryminalistyce lub należysz do tego grona ludzi,którzy nie posiadając tego wykształcenia,wiedzy,nie znając ile trudu nas ono kosztowało,by je zdobyć potrafią jedynie wyśmiewać i ubliżać jak jeden z funkcjonariuszy Straży Granicznej w Krośnie Odrzańskim.Ale to jedynie tak nawiasem mówiąc o tym funkcjonariuszu i jego rodzinie tam pracującej.
          • Gość: Bartosz34 Re: Słów kilka o tym Wydziale. IP: *.org 15.09.11, 21:22
            Geniuszu! Myślisz, że tylko ty napisałeś pracę magisterską na ocenę bardzo dobrą? Akurat z prac magisterskich 95 proc. studentów dostaje ocenę bardzo dobrą lub dobrą. Też się dziwię, jakim cudem ktoś tak fatalnie piszący mógł dostać ocenę bardzo dobrą z pracy magisterskiej. Potrafię zrozumieć, że ktoś pisze szybko i popełnia literówki, ale ty konsekwentnie nie używasz spacji po znakach interpunkcyjnych albo rozdzielasz przecinkiem spójnik "mimo że". Co oznacza, że w ogóle nie nauczyłeś się podstawowych reguł pisowni na studiach. Jeśli w taki sam sposób napisałeś pracę magisterską i dostałeś za nią piątkę, a nawet jakąś nagrodę, to mogę tylko pokiwać ze smutkiem głową nad poziomem twoich wykładowców, którzy przepuszczają takie badziewia. Twoja piątka, którą się tak chwalisz, nic nie znaczy, jest po prostu bezwartościowa.
    • Gość: studentka Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.96.80.11.telemedia.pl 14.09.11, 22:46
      Jak zawsze studenciaki, których poziom obniża się w tempie ekstremalnym marudzą na egzamin. Miałam zajęcia z dr Cieślińskim i jest to jeden z bardziej utalentowanych osób w swojej dziedzinie, które spotkałam na swojej uczelni. Fakt, że jest wymagający i ma twarde zasady. Wątpie jednak, że grupa studentów , którzy chcą mieć mgr i to jeszcze na wymagającym kierunku zdoła szantażem i jakimiś artykułami w internecie zmusić go do obniżania poprzeczki dla leniwych i dziecinnych studenciaków. Egzamin jest do zdania bez żadnego problemu, więc do nauki albo zmienić kierunek. Pokory trochę, młodzieży ;)))
      • Gość: rsko Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.11, 22:52
        Ludzie o czym Ty piszesz?! i co to za pogardliwy ton?! chciałabyś żeby o Tobie też tak pisano żałosna przekwitająca dziwczyno?! Zdawałaś pewnie na razem z testem egzamin i miałaś 2 oceny z tego przedmiotu i później średnia...więc ciesz się bo tak było o wiele lepiej i łatwiej zdać, a on tego rocznika nie ma testu i jest to sama opisówka, i trzeba na wszystkie 3 pyt odpowiedzieć żeby zdać, nie można żadnego pominąć, tak więc fajnie było by teraz sprawdzić Twoją wiedzę i zobaczyć jak zdajesz...coś czuję że można było by się śmiać i śmiać z Twojej żałosnej wiedzy i postawy :)
        • Gość: dolnoślązak Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: 50.7.241.* 15.09.11, 02:57
          Akurat o niskim poziomie (niektórych) studentów świadczą takie wpisy, jak "studentki". Zawsze byli wśród studentów kujony, które dostawały piątki za grzeczne, mechaniczne zakuwanie na pamięć od rana do nocy wszystkiego, co pan doktor przykazał, bez żadnych własnych zainteresowań. Tyle, że w edukacji nie o to chodzi, czego takie ograniczone móżdżki już nie są w stanie zrozumieć. Za miesiąc "wiedza" nabyta w ten sposób wywietrzeje, a gdy "studentka" skończy studia, sama zrozumie, ile są warte jej piątki w indeksie. Ostrzegam, że przebudzenie może być bolesne, obserwowałem to już nie raz wśród znajomych absolwentów.
      • Gość: woman Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.11, 23:10
        tak???80% studentów przyszło nieprzygotowanych?? I o jakiej pokorze piszesz?? kobieto.
      • Gość: angrusz1 Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.11, 07:27
        Do studentki :

        Hmm, nie wiem czy tacy " narzekacze " nie mają szans .

        W cyklu oświatowym takie metody zostały przez " narzekaczy " przećwiczone( narzekania na nauczyciela , skargi do dyrektora , naciski wpływowych rodziców - no i dyrektor nie przedłuża umowy o pracę wymagającemu nauczycielowi) i sądzą, że je można stosować na uczelni .

        Jest sporo patologii w polskiej oświacie !!
        • Gość: Adams Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.11, 12:18
          he he, a sami nauczyciele (w tym akademiccy) to są dopiero wprawieni w narzekaniu. Ciągłe narzekania na uczniów/studentów, zarobki, rodziców, ministerstwo, korki w mieście, pogodę i Bóg wie co... Zaprawdę powiadam wam: uczniowie do pięt nie dorastają nauczycielom w umiejętnościach narzekania. Cóż, przynajmniej mają się od kogo uczyć...
      • valana Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru 15.09.11, 19:46
        Gość portalu: studentka napisał(a):

        > Jak zawsze studenciaki, których poziom obniża się w tempie ekstremalnym marudzą
        > na egzamin. Miałam zajęcia z dr Cieślińskim i jest to jeden z bardziej utalent
        > owanych osób w swojej dziedzinie, które spotkałam na swojej uczelni. Fakt, że j
        > est wymagający i ma twarde zasady.

        No nie wiem. Ja tam z rzeczonym panem doktorem ćwiczenia miałem już dawno temu (he- on wciąż tylko doktor?) jako chyba drugi rocznik. Wykładów chyba jeszcze nie było- albo miał je ktoś inny.
        Nie przepadałem za tymi ćwiczeniami, nie z powodu nieuctwa (ach- to były studia stacjonarne, jakby się ktoś pytał), co prostego braku chemii- nie podobało mi się jego wyniosłe odnoszenie się do studentów. Może gdybym studiował jako młody człowiek, nie zwróciłbym na to uwagi- ale byłem nieco starszy od kolegów z roku i pewne zachowania mnie raziły (a pewne śmieszyły).
        Ale do rzeczy, a konkretniej do tej sprawiedliwości. Tak się zabawnie złożyło, że zapowiedziany zakres materiału na zaliczenie okazał się nieco nieadekwatny do tego, czego wymagały pytania. Niby mała rzecz, a jednak złości. Kolokwium zaliczyłem, nawet chyba na jakieś 4, jednak niesmak pozostał.
    • Gość: woman Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.11, 23:06
      zgadzam sie z Tobą..Swojego czasu chyba 2 lata temu, rzecznik ds studentów albo dziekan, nie pamietam który z nich, powiedział w wywiadzie dla TVP Wroclaw, iż studenci przychodzą na egzmain nieprzygotowani...dlatego jest tak mała zdawalność. Argument przetargowy: Bo uczą sie ze skryptów!! Dobra ze skryptów to może z 20% studentów się uczy, reszta jedzie na notatkach i książkach, ustwach, rozporzadzeniach, umowach etc.... A poza tym jak to jest kumpela "jechała ode mnie" słowo w słowa, i ona UE zdała na 3,5 a ja dostałam 2!
      • sverir Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru 14.09.11, 23:52
        > A poza tym jak to jest kumpela "jechała ode mnie" słowo w słowa, i ona UE zdała na 3,5 a ja
        > dostałam 2!

        W takim razie co sugerujesz - wykładowcy celowo oblewają studentów?
        • Gość: dolnoślązak Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: 50.7.241.* 15.09.11, 03:04
          Akurat to jest znany i powszechny fakt, bo uczelnie czerpią niemałe korzyści finansowe z warunków, poprawek, dodatkowych zaliczeń, powtarzania przedmiotów itd. Jak kasa dochodzi do głosu, to niestety ona zwycięża, a pracownicy akademiccy mają na tyle inteligencji, żeby ją dostrzec. Jeśli ty tego nie widzisz, to znaczy, że żyjesz z klapkami na oczach, zapewne piejąc gdzie się da z zachwytem nad swoją Alma Mater. Może dlatego, że z tych warunków czy poprawek finansują ci pensję.
      • Gość: dolnoślązak Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: 50.7.241.* 15.09.11, 02:59
        A jesteś pewna, że ten pan doktor w ogóle czyta prace egzaminacyjne?
    • tamitu13 Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych warunkach 14.09.11, 23:33
      Jestem studentem 3 roku niestacjonarnych studiów prawa, oczywiście pisałem niedzielny egzamin i PO PIERWSZE warunki były w pełni zadawalające ( niczym się nie rózniły od innych w tej sali), każda osoba miała obok jedno miejsce wolne, dodam ze były jescze miejsca na sali, w drugiej sali podobnie a PO DRUGIE poziom egzaminu nie był jakos wyjatkowo trudny, kto chodził na wykład nie powinien miec najmnieszego problemu ze zdaniem ( nawet kto nie chodził to tez jak by się w miarę i to zupełnie miernie przygotował z zagadnien ktore miały sie znalez na egzaminie to zdał- było to około 15 pytan + powiedzmy 20 stron zagadnien z innego tematu ), jedynem zastrzezeniem był przedłuzony czas rozpoczecia egazminu około 40 minut, druga sala zostało otworzona po 30 min i nie było zadnej paniki ( dodac mozna ze jak niektorzy zobaczyli ze osoby ktore wchodza pierwsze siadają w pierwszych rzędach zaczeli uciekac zeby wejsc na koncu). KOMENTARZE NAPISANE W artykule mimo ze są subiektywnem odczuciem niektorych osob nie mozna nazwac inaczej jak KLAMLIWE i BEZMYŚLNE. NIe mozna ukryc ze czasami organizaja na wydziale pozostawia wiele do zyczenie i jest bliska skrajnej paranoi ale NAPEWNO nie w tym przypadku, kadrę naukowę na wydziale podzielił bym w następujący sposob : 70% osób ze stopniem dr i ,,wyzej'' jako osoby, nie mozna tego odjać o ogromnej wiedzy prawniczej jednak wredne, chamskie, złosliwe, biorąc pod uwage w jaki sposob sie wypowiadają i zachowuja jako psychicznie chore, z drugiem strony grupe magistrów doktorantów ktorzy w ponad 80 % to normalni ludzie czasami mniej lub wiecej wymagający.DO AUTORA ARTYKUŁY i GAZETY : dlaczego w artykule zawarte zostały tylko opinie ludzi ktorzy mieli zarzuty co do formy egzamimu?, czemu nie zweryfikowano faktów przed opublikowaniem artukułu ? DODAM ZE mimo ze czasami az szlak trafia człowieka co sie wyprawia na owych studiach( duzo rzeczy nalezy zmienic, ale nie w ten sposob) to musiałem pierwszy raz napisac na forum portalu informacyjnego bo dotyczyło to w pewiem sposob mojej osoby, a takze przyszło mi na mysl ile artykołow w gazetach, portalach , jest zupełnie przekłamanych i wypaczającyh fakty ? POZDRAWIAM
      • Gość: dolnoślązak Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: 50.7.241.* 15.09.11, 03:15
        Oho, chyba znowu jakiś przedstawiciel kadry akademickiej się odezwał. Szkoda, że anonimowo i podając się za studenta. Może sam egzaminator? Czyli co, wszystkie fakty w artykule zostały zmyślone? Jakim cudem studenci nie mieścili się w sali, a przy tym każdy miał jedno miejsce wolne obok siebie? Nie ma żadnego znaczenia, kogo autor artykułu przepytał - fakty od tego się nie zmieniły. A to, co podano w artykule, i co pokazuje, że egzamin był przeprowadzony w skandalicznych warunkach, to są twarde fakty, a nie czyjeś subiektywne interpretacje.

        WIĘC SAM SOBIE ODPOWIEDZ, KTO TU KŁAMIE.
      • Gość: Emi Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.wroclaw.mm.pl 15.09.11, 11:41
        Hm.. Czyli pisałeś w D - w sporej, klimatyzowanej sali. Do tego miałeś całkiem łatwe pytania. Racja, nie ma na co narzekać ;)
      • Gość: Emi Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.wroclaw.mm.pl 15.09.11, 11:42
        Do tego pisałeś w sali, w której zaplanowany był egzamin. Nie biegałeś po innych budynkach 'bo ktoś podobno powiedział, że jednak egzamin będzie w budynku C'.
        • Gość: Adams Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.11, 12:20
          Cóż, niektórzy tak mają, że jeśli im się udało, to wydaje im się że wszystko wszedzie jest OK. To się nazywa nieumijętnością spojrzenia dalej niż poza obręb własnego brzucha.
    • batoniks Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych warunkach 15.09.11, 05:41
      Ten wydział to jeden wielki syf! Jest ostatnim miejscem gdzie można oczekiwać przestrzegania przepisów, Regulaminu Studiów. Poziom nie stosowania kodeksu post. administracyjnego przez prodziekanów i administrację rektora jest zatrważający.
      • Gość: gość Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.play-internet.pl 15.09.11, 18:39
        co do tego,czy prace były sprawdzane można mieć wątpliwości. Bowiem, jak można sprawdzić 400 prac w jedno popołudnie ?
    • Gość: student IV roku Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.wroclaw.vectranet.pl 15.09.11, 20:52
      racja! nie ma możliwości kwestionowania oceny a nawet wglądu tak naprawdę do pracy i zweryfikowania tego co było błędne, ja sama kiedyś rosiłam o króciutkie omówienie oceny i wglądu do pracy zostałam potraktowana jak intruz, Prof. nie znalazł pracy i wyprosił mnie tłumacząc sie brakiem czasu
    • Gość: gość Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.11, 22:31
      To, że jeden nauczyciel/wykładowca nie podważy zdania drugiego nauczyciela/wykładowcy to nie jest nic nowego. To samo można powiedzieć o wielu innych wydziałach, uczelniach. Nawet nauczyciele w szkołach jak liceum, gimnazjum czy podstawówka nie chcą podważyć zdania kolegi/koleżanki. Sama mam w rodzinie nauczycieli i wiem, że np. jak uczeń jest niezły, a jeden nauczyciel polskiego powie, że dany uczeń, to matoł i dostanie może 1 a może 2 na semestr, to inni nauczyciele nie podważą tego zdania (nawet jak obejrzą wypracowania, sprawdziany i kartkówki danego ucznia i wiedzą, że dana osoba powinna dostać np. 4 czy 5 na koniec roku szkolnego). Zresztą w wielu innych branżach jest podobnie-lekarz nie chce źle mówić o innym lekarzu, ja w szkole na technika rtg słyszę, że np. jak źle zrobię pacjentowi zdjęcie rtg, to mam mówić, że to wina pacjenta, bo na pewno się poruszył, a inni technicy będą mnie popierać i nie powiedzą złego słowa na mnie itp. A co do komisów na uczelniach czy ogólnie egzaminów. Często chodzi o to, żeby uczelnia dostała jak najwięcej pieniędzy z egzaminów warunkowych. Jak ktoś jest np. na 4 roku prawa i powinie się mu noga, to zapłaci za warunek i dorobi egzamin w trakcie 5 roku (jakby egzamin miał być w sesji letniej, to często egzaminy warunkowe są robione troszkę wcześniej), żeby się obronić w terminie, bo nie opłaca się rzucać studiów pod koniec, zwłaszcza jak ktoś wybulił kasę na studia wieczorowe czy zaoczne. Wszędzie są egzaminatorzy/nauczyciele, którzy koszą większość studentów/uczniów, niektórzy są normalni, a niektórzy przepuszczają wszystkich jak leci, nawet jak student/uczeń nic nie umie. Do tego trzeba się przyzwyczaić, chodzenie do dziekana czy rektora, wysyłanie pisemek czy coś nic nie da. Na jednej uczelni jest problem z zaliczeniem jednego przedmiotu, na innej uczelni jest problem z zaliczeniem innego przedmiotu. Wiadomo, że kogoś może denerwować, że podchodzi któryś raz z kolei do egzaminu, wie że umie np. na 4,5 a i tak oblewa, ale wiem dobrze, że jak ktoś się będzie wykłócał, to i tak nic nie uzyska, a egzaminator może jeszcze się zaciąć i uwziąć na danego studenta. Ewentualnie jak chcesz, to spróbuj się przenieść do Chodkowskiej we Wrocławiu. Podobno oprócz uruchomienia 1 roku studiów zbierają grupki osób z różnych lat i otwierają wyższe roczniki (np. zbiera się grupka 40-60 osób z 3 roku prawa z UWr, biorą ich do Chodkowskiej i później oni kończą studia w tej szkole). Niby są tam wykładowcy z UWr (bo ciężko byłoby im znaleźć sporą grupkę jakichś profesorów czy doktorów habilitowanych z innego miejsca, po prostu wykładowcy z UWr tam sobie dorabiają) i niby jest jakaś taryfa ulgowa dla studentów Chodkowskiej. Ja tam nie studiuję, więc nie wiem, tylko słyszałam, że studenci prawa z UWr tam się przenoszą grupkami, bo niby tam mają jakieś ulgi podczas zdawania egzaminów.
      • Gość: rikitiki Wydzial "prawa" ;-) IP: *.cht-bng-012.adsl.virginmedia.net 18.09.11, 02:05
        Miejsce w ktorym wykladowca stwierdza publicznie ze dzieci prawnikow maja wieksze predyspozycje do "bycia prawnikami" bo w domu "nasiakaja atmosfera"

        Miejsce ktorego dziekan zmienia NAZWE by byc dziekanem na kolejna kadencje

        Miejsce ktore jest wrecz slynne w Polsce z nepotyzmu na skale galaktyczna - pamietacie jak na podyplomowe "dostalo sie" 6 osob w tym 4 to byly dzieci wykladowcow?

        Ahhh. zapomnialem dodac ze to za kase podatnikow, ktorym sie wmawia ze odnosza nieustanne korzysci z placenia za ten cyrk.
        Powaznie, ktos potrafi mi logicznie wytlumaczyc jaka korzysc mam jako podatnik z utrzymywania tej instytucji?
        Studenci zaoczni placacy dodatkowo czesne (poza podatkami na utrzymanie tego przybytku) powinni dostac jakis dodatkowy medal albo za masochizm.

        W efekcie, po 5 latach studiow i ilustam latach aplikacji mamy osobnikow z wypranymi umyslami, ktorzy poza tym ze nasiaknieci cynizmem i arogancja (ktorej nawet najwyzszy-a tutaj zadko obecny-poziom wiedzy nie uzasadnia) -potrafia wyklepac jakias fraze - wykladajac sie na pytaniu pt. "A co Ty o tym myslisz" (polecam zadac takie pytanie prawnikowi po Uwr.)- bo myslenia w odroznieniu do ZAPAMIETYWANIA na tym, jak i innych wydzialach nie ucza
        • Gość: dolnoślązak Wydział Bezprawia UWr IP: 50.7.241.* 18.09.11, 02:22
          "W efekcie, po 5 latach studiow i ilustam latach aplikacji mamy osobnikow z wypranymi umyslami, ktorzy poza tym ze nasiaknieci cynizmem i arogancja (ktorej nawet najwyzszy-a tutaj zadko obecny-poziom wiedzy nie uzasadnia) -potrafia wyklepac jakias fraze - wykladajac sie na pytaniu pt. "A co Ty o tym myslisz" (polecam zadac takie pytanie prawnikowi po Uwr.)- bo myslenia w odroznieniu do ZAPAMIETYWANIA na tym, jak i innych wydzialach nie ucza."


          Sama prawda. Mieliśmy tu już na forum kilku takich "geniuszy". Jeszcze się kłócili, że to dobrze, że nauczono ich wyłącznie zapamiętywania.

          Wystarczy poczytać ich wpisy, a obraz prawnika po tej szkółce z metodami edukacyjnymi rodem z XIX wieku sam się nasuwa.
          • Gość: Mikołaj Re: Wydział Bezprawia UWr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.09.11, 02:41
            Jeszcze się kłócili jaki to oni trzymają "wysoki" poziom studiów... :-)
          • Gość: angrusz1 Re: Wydział Bezprawia UWr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.11, 09:34
            Do dolnoślązaka :

            Pisze :" Sama prawda. Mieliśmy tu już na forum kilku takich "geniuszy". Jeszcze się kłócili, że to dobrze, że nauczono ich wyłącznie zapamiętywania."

            Bardzo lekko podchodzisz do pamięciowej nauki .

            A rzecz w tym, że najpierw trzeba wkuć a potem tym co w głowie , odpowiednio sprawnie się posługiwać .

            Powtórzę - najpierw wkuć , wryć zapamiętać .

            Ja kończyłem chemię na Pol.Śl - tam najpierw na pamięć trzeba było znać nazwy związków chemicznych , ich wzory ich budowę i zachowanie w takiej czy innej sytuacji .
            Powtórzę , najpierw zapamiętać a potem dopiero rozumować i kombinować i wykorzystywać swoją inteligencję .

            Nie lekceważ uczenia się na pamięć .
            Ale fakt, szkoda, kiedy studenci tylko na tym poprzestają .
            • Gość: dominus Re: Wydział Bezprawia UWr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.11, 13:16
              Gość portalu: angrusz1 napisał(a):

              > Bardzo lekko podchodzisz do pamięciowej nauki .
              >
              > A rzecz w tym, że najpierw trzeba wkuć a potem tym co w głowie , odpowiednio sp
              > rawnie się posługiwać .
              >
              > Powtórzę - najpierw wkuć , wryć zapamiętać .

              Bzdura. Jeśli nie używasz później tego, co wkułeś, to i tak to zapomnisz. A jeśli używasz - to i tak się nauczysz bez wkuwania. Tak więc wkuwanie to niepotrzebna strata czasu. Są inne, dużo bardziej rozwijające metody nauki.

              Fakt, że tak bronisz wkuwania, jednoznacznie dowodzi, że żadnego lepszego sposobu uczenia cię nie nauczono.
              • Gość: angrusz1 Re: Wydział Bezprawia UWr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.11, 21:43
                Dominus pisze :

                "Fakt, że tak bronisz wkuwania, jednoznacznie dowodzi, że żadnego lepszego sposo
                > bu uczenia cię nie nauczono. "

                Odbijam pałeczkę , fakt , że negujesz wkuwanie oznacza, że nic nie umiesz a tylko próbujesz wciskać kit , że sprawnie rozumujesz .

                Najpierw trzeba mieć w głowie fakty a potem je logicznie łączyć .

                Dałem przykład nazw związków chemicznych , podobnie jest i ze słówkami i regułami gramatycznymi . Najpierw trzeba je mieć w głowie a potem mówić o poprawnym posługiwaniu się językiem . Twoje kombinacje po prostu nie wytrzymują praktyki codziennej .
                • Gość: dominus Re: Wydział Bezprawia UWr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.11, 22:02
                  Z tobą rozmawia się jak z głupim. Głupi zawsze powie, że on i tak jest najmądrzejszy, a dlatego, że dostrzeżenie własnej głupoty przerasta jego możliwości intelektualne. Jeśli pracę chemika utożsamiasz ze znajomością nazw związków chemicznych, to gratuluję wiedzy na temat chemii. Co do słówek - była już wcześniej rozmowa, że to inna para kaloszy. Wystarczyło tylko przeczytać ze zrozumieniem, a nie ciągle wracać do tego samego tematu jak mucha do g...
        • Gość: angrusz1 Re: Wydzial "prawa" ;-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.11, 09:41
          Do rikitiki :

          Piszesz :"Miejsce ktore jest wrecz slynne w Polsce z nepotyzmu na skale galaktyczna - pamietacie jak na podyplomowe "dostalo sie" 6 osob w tym 4 to byly dzieci wykladowcow? "

          Hmm, a ja sadziłem, że na podyplomowe studia dostaje się każdy , kto już jakieś studia skończył i po prostu zapłaci .
          Sam kończyłem na wydz prawa U.Śl : prawo w handlu zagranicznym , jako absolwent AE Kat.
          Nikt mi wtedy - 1992 rok , nie robił żadnych egzaminów wstępnych - a na wykłady przychodziło pełno studentów dziennych - bezpłatnie słuchali tych specjalistycznych wykładów . Ale owszem na koniec studiów podyplomowych były egzaminy . No i tylko ci, którzy opłacili mogli je zdawać .
          Czy teraz są inne zasady ?
          • Gość: dominus Re: Wydzial "prawa" ;-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.11, 13:20
            20 lat wstecz to jednak trochę dużo. A że nepotyzm wśród prawników kwitnie - wiadomo nie od dzisiaj. Posłuchaj sobie prawników, jak ludzie dostają się na aplikację dzięki koneksjom rodzinnym, popatrz na nazwiska osób pracujące na wydziale prawa w UWr. I wyciągnij odpowiednie wnioski.

            Nie nauczono tego na prawie na U.Śl.? A czego nauczono? Wkuwania?
            • Gość: angrusz1 Re: Wydzial "prawa" ;-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.11, 21:45
              Dominus pisze :
              "Nie nauczono tego na prawie na U.Śl.? A czego nauczono? Wkuwania? "

              Wkuwania trzeba uczyć się znacznie wcześniej a nie na uczelni . Podczas moich studiów tu i tam już dawno miałem wyćwiczony umysł do wkuwania .
              • Gość: dominus Re: Wydzial "prawa" ;-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.11, 22:04
                Gość portalu: angrusz1 napisał(a):

                > Wkuwania trzeba uczyć się znacznie wcześniej a nie na uczelni . Podczas moich s
                > tudiów tu i tam już dawno miałem wyćwiczony umysł do wkuwania .

                Szkoda, że zabrakło w nim miejsca na inne umiejętności.
      • Gość: angrusz1 Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.11, 09:53
        Do gościa :

        Gość pisze :"Sama mam w rodzinie nauczycieli i wiem, że np. jak uczeń jest niezły, a jeden nauczyciel polskiego powie, że dany uczeń, to matoł i dostanie może 1 a może 2 na semestr, to inni nauczyciele nie podważą tego zdania (nawet jak obejrzą wypracowania, sprawdziany i kartkówki danego ucznia i wiedzą, że dana osoba powinna dostać np. 4 czy 5 na koniec roku szkolnego). "

        Masz rację ale tylko częściowo .
        Bo jeśli twierdzisz, że ktoś dostał jedynkę a zasługuje na piątkę , to chyba opowiadasz głupoty .
        Ocena może się wahać między 2 a 3 , lub między 3 i 4 ale nie między 1 i 5 .

        Owszem , zdarza się odwrotnie , w jednej szkole uczeń dostaje 4 lub 5 a w innej za tę samą wiedzę tylko 3 .
        To się nawet dość często zdarza .
        Często , bo dobrych szkól jest mało a kiepskich pełno i w tych kiepskich nauczyciele też stawiają piątki i czwórki , bo wypada .
        • Gość: dominus Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.11, 13:24
          Należy rozróżnić sytuacje, kiedy uczeń dostają złą ocenę, bo nie umie, a kiedy jest to wynik patologii w środowisku nauczycielskim. Te drugie sytuacje też się zdarzają i to wcale nie tak rzadko. Jeśli róznica w ocenach wynika z tego, że miał do czynienia z kiepskimi szkołami i kiepskimi nauczycielami, to też jest to wina środowiska nauczycielskiego.
          • Gość: angrusz1 Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.11, 21:54
            Dominus pisze :
            "Należy rozróżnić sytuacje, kiedy uczeń dostają złą ocenę, bo nie umie, a kiedy jest to wynik patologii w środowisku nauczycielskim. Te drugie sytuacje też się zdarzają i to wcale nie tak rzadko. Jeśli róznica w ocenach wynika z tego, że miał do czynienia z kiepskimi szkołami i kiepskimi nauczycielami, to też jest to wina środowiska nauczycielskiego."

            Taak, masz rację , patologii w środowisku nauczycielskim i tym na wyższych uczelniach jest za dużo . Na zewnątrz lubią się pokazywać jako autorytety a w praktyce często zawistni , złośliwi , leniwi i stronniczy .
            Hmm, lata trzeba by to zmienić , zmienić także parytet płci . W szkołach jest to środowisko niezwykle sfeminizowane , ze wszystkimi patologicznymi konsekwencjami .
            • Gość: dominus Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.11, 22:07
              No, ja bym nie przesadzał, ale generalnie co do identyfikacji patologii to masz rację. Cieszę się, że przynajmniej w jednym się zgadzamy. Teraz warto pomyśleć, jak to zmienić.
              • Gość: angrusz1 Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.11, 07:43
                Dominus pisze :

                "Cieszę się, że przynajmniej w jednym się zgadzamy. Teraz warto pomyśleć
                > , jak to zmienić."

                Tak, w tym się zgadzamy ale ponieważ w innych rzeczach się nie zgadzamy a do tego robisz różne brzydkie insynuacje , to dyskusję z tobą uznaje za .
                • Gość: dominus Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.11, 13:34
                  Gość portalu: angrusz1 napisał(a):

                  > Tak, w tym się zgadzamy ale ponieważ w innych rzeczach się nie zgadzamy a do t
                  > ego robisz różne brzydkie insynuacje , to dyskusję z tobą uznaje za .

                  Uznajesz za...? Cenzura usunęła kolejny wulgaryzm angrusza1?
    • Gość: Hell Re: Studenci prawa: Egzamin w skandalicznych waru IP: *.ronus.pl 20.09.11, 13:37
      Po co produkują tylu darmozjadów?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka