na100procent 10.01.12, 14:22 postawiła na właściwego konia, ale koń padł Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: gość Re: Akademia Medyczna: Odwołano dziekan Wydz. Lek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.12, 15:21 Jest świetna okazja do likwidacji tej żałosnej przyzakładówki i przyłączenia jej zdrowych resztek do Uniwersytetu jako Collegium Medicum 8-) Minister , do dzieła 8-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bezsens Re: Akademia Medyczna: Odwołano dziekan Wydz. Lek IP: *.ssp.dialog.net.pl 10.01.12, 16:56 co? moja alma mater w takim 'syfie' organizacyjnym jakim jest uniwerek? Na pewno synka/córki nie puściłbym wtedy na studia do wrocławia. Teraz było znośnie, paradoksalnie - afera habilitacyjna rektora wcale nie spowodowała pogorszenia jakości kształcenia studentów (widać po LEPie i LDEPie) a nawet nieco ten poziom podwyższyła. Gdy 'zrównamy' do uniwerku, pewnie ze 40-50% studentów nie będzie w stanie zdać końcowego egzaminu i to nie przez własną 'głupotę' a przez problemy techniczno-organizacyjne. Uniwerek od dawien dawna łasym okiem patrzy w kierunku AM, marzy mu się wcielenie 'takiej!' jednostki w swoje struktury, ale każdy kolejny rektor pomysł połączenia z uniwersytetem odrzuca (również dlatego, że nie rpzewiduje się osobnego stanowiska dla rektora wydziałów 'medycznych' w strukturach uniwersytetu). Co prawda - odchudzono by nieco administrację, ale jakim kosztem? Przesiadywania po 5-6 godzin przed sekretariatem? Z każdą możliwą sprawą? Nie, podziękujemy. U nas w sekretariacie są tłumy ostatniego dnia wakacji/pierwszego dnia nowego roku i na początku drugiego semestru. A i one rozładowują się w ciagu kilku godzin (zdarzyło się nieraz przyjść o 14.00 w taki dzień i sprawę załatwić). Do tego dla studentów - panie w sekretariacie były miłe i sobie nie marudziły, że siedzą po godzinach, tylko obsługiwały 'do końca kolejki' niezależnie od tego, jaka ta kolejka długa by nie była. Ergo - połączenie z uniwersytetem oprócz pogorszenia jakości kształcenia (jak mówię - 'zrównania w dół' poziomu przedmiotów wspólnych dla kilku kierunków np. takiej biochemii) i oprócz całkowitej niezależności uczelni wobec innych struktur (osobny rektor) przyniosłaby niekorzyść również studentom. Pozwólmy uniwersytetowi produkować w hurtowych ilościach bezrobotnych oraz w bardzo skromnych ilościach - ludzi doskonale wykształconych. A akademię medyczną produkującą co roku po ponad 200 lekarzy i ponad 80 dentystów, uznanych na świecie i w kraju, pozostawmy w spokoju. U nas 'jełop' nie przechodzi wyżej, bo nikt nie ma ochoty z takim w przyszłości pracować więc się go 'eliminuje' już na etapie zdobywania dyplomu, a nie później. Na uniwersytecie taka selekcja już dawno została zapomniana (wraz z hurtowym przyjmowaniem na kierunki uważane za 'przedłużone bezrobocie'). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ala Re: Akademia Medyczna: Odwołano dziekan Wydz. Lek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.12, 18:18 Andrzejak i Dziekanka oraz popierające ich osoby powinny dostać bilet do Mińska w jedną stronę! Za wprowadzenie stanu wojennego w czasie posiedzeń rady wydziału. Trudno zapomnieć funkcjonariuszy firmy ochroniarskiej z bronią którzy pilnowali posiedzeń rady. Dzisiejsze zachowanie dziekanki, "pchły szachrajki" i "słoniny" to były szczyty hipokryzji. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lekarz A propos Uczelni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.12, 01:38 Nie wiem czy mowimy o tej samej uczelni? O jakim poziomie wspominasz? Co to za bredniem skoinczylem lekarski w tym roku, totalne dno, jesli cos wynioslem to dzieki innym szpitalom i wlasnej zawzietosci i upartosci w dazeniu do zglebienia wiedzy. Przy okazji nie obrazaj ludzi studiujacych na UWr, bo o tych, ktorych znam nie moge powiedziec tyle negatywow co Ty powyzej. Nie wiem na jakiej podstawie okreslasz zdawalnosc LEPu? Dzis piszesz gdzie chcesz a statystyki sa podawane z miejsc egzaminacyjnych a nie uczelni. Zgodze sie, ze polaczenie z UWr nie przynioslo by zadnych korzysci AM i mam nadzieje, ze do tego nie dojdzie. Piszesz o tumanach, ktorzy nie moga przejsc rok dalej jak na UWr? Zachecam do sprawdzenia wiedzy absolwentow AM we Wroclawiu, w szczegolnosci polecam dzieci wykladowcow, z niektorymi chodzilem na zajecia, zaliczenia przay braku elementarnej wiedzy, telefony rodzicow do Katedry, o czym niektorzy sami sie chwalili. Btw piszemy o Pani Dziekan, nikt w artykule nie wspomnial, ze mimo, iż z naszej inicjatywy wyszlo odwolanie Pani Dziekan w zeszlych latach, to nasz Samorzad, Nasi "koledzy" wystawili Nas i po indywidualnych rozmowach na dywaniku u Pani Dziekan w zamian za dowolny wybor egzaminatorow na egzaminach ustnych (teoretycznie wszystkich obowiazuje losowanie) zaglosowali za pozostawieniem jej na stanowisku... To tylko wierzcholek gory lodowej, Alma mater wroclawskiej. Tak a propos nowych wladz: nowy Rektor, mimo iż z jego inicjatywy zostal przesuniety termin rozdania dyplomow lekarzom, nie stawil sie na rozdaniu. AM szczyci sie jednym z najlepszych chorow akademickich w Polsce, niejeden z Nas poswiecil dla tego choru polowe swoejgo czasu na studiach a uhonorowano to nieobecnoscia choru na naszym rozdaniu, na najwazniejszej dla Nas uroczystosci na AM. Puscili tandetne Gaudeamus igitur z plyty, swoja droga marnej jakosci... Tyle. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
trzy.14 Re: A propos Uczelni 11.01.12, 11:32 Po połączeniu z UWr akademiccy lekarze przestaliby funkcjonować wyłącznie we własnym grajdołku i taka afera jak z mgrm Andrzejakiem po prostu nie mogłaby mieć miejsca. Co do poziomu kształcenia, to odpowiadają zań samodzielne finansowo wydziały a nie rektor. Jeżeli rolą AM jest wyłącznie dydaktyka, faktycznie po połączeniu niczego nie zyskacie. Tylko zmieńcie nazwę na Wyższą Szkołę Zawodową o Profilu Medycznym. Jak chcecie uprawiać nowoczesną naukę (i dydaktykę!) bez zaplecza chemicznego, biologicznego, matematycznego, fizycznego, informatycznego, inżynierskiego? Zbudujecie je sobie? A może boicie się porównania waszych prac w jakiś Acta Medica Posnaniensis/Pcimieas z tym, co robią inni? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bezsens Re: A propos Uczelni IP: *.ssp.dialog.net.pl 11.01.12, 23:38 > Po połączeniu z UWr akademiccy lekarze przestaliby funkcjonować wyłącznie we wł > asnym grajdołku i taka afera jak z mgrm Andrzejakiem po prostu nie mogłaby mieć > miejsca. co ty gadasz? To u nas wypłynęło to, co na innych uczelniach było w tamtych latach standardem i to tylko dlatego, że jedna grupa nacisku była silniejsza od drugiej grupy nacisku (chcieli przejąć władzę i nie bali się grzebać w bagnie). Jakkolwiek słuszna jest idea ścigania plagiatorów, którą to ideę cenię bardzo wysoko, to jednak plagiat pozostaje ściany z powództwa osoby poszkodowej w myśl naszego prawa. W tym wypadku poszkodowanym plagiatowanym była pani dziekan, ale ona nie składała żadnych 'skarg'... Dziwi mnie więc niezmiernie wybiórczość prawa w Polsce. Natomiast tego typu sytuacji jest pełno na uniwersytecie (radzę sobie porozmawiać z profesorami na emeryturze, którzy 'musieli' obecnych wysoko-stołkowych przepchnąć, bo nie dali rady zablokować, ale to były inne czasy) zdziwisz się, jak wiele ludzkich historii ci profesorowie znają :) Chociaz to ludzie z klasą i raczej będą wspominać, jak to było, a nie z imienia i nazwiska wymieniać plagiatora za plagiatorem. > Jeżeli rolą AM jest wyłącznie dydaktyka, faktycznie po po > łączeniu niczego nie zyskacie. Tylko zmieńcie nazwę na Wyższą Szkołę Zawodową o > Profilu Medycznym. Jak chcecie uprawiać nowoczesną naukę > (i dydaktykę!) bez zaplecza chemicznego, biologicznego, matematycznego, fizyczn > ego, informatycznego, inżynierskiego? Przede wszystkim kto ci powiedział, że musimy to robić w obrębie kompleksu AMu? Badania AM-owskie są jak najbardziej bardzo wymagające pod względami, jakimi napisałeś. Dlatego też większość projektów realizowana jest jak 'zawsze' we współpracy z wysokiej jakości fachowcami (głównie z politechniki), za wynajem pracowni i sprzętu płacimy ekstra. I jakoś pomimo braku własnego zaplecza udaje się nam tworzyć nowoczesne i cenione w świecie prace (impact factor jest jak na warunki polskie powalający, i nawet lekko zauważalny w europie, czego nie da się powiedzieć o uniwersytecie, który jest od nas starszy...). > A może boicie się po > równania waszych prac w jakiś Acta Medica Posnaniensis/Pcimieas z tym, co robią > inni? Pewnie się zdziwisz, ale w niektórych dziedzinach to cała europa porównuje się z nami. Co prawda nie są to prace wybitnie dydaktyczne (puste teorie z szeregiem hipotez) ale konkretne i realne badania, no ale są one cytowane, od czasu do czasu zdarza się publikacja w światowej klasy czasopismie (jak Lancet czy dowolny Journal) i uwierz mi, przed opublikowaniem pracy - jest ona weryfikowana poza murami uczelni (również wskutek tej nieszczęsnej afery, która pozbawiła nas możliwości nadawania tytułów naukowych) więc o wiele bardziej restrykcyjna niż na Uni (gdzie doktoraty sypią się jak z rękawa bez żadnego przełożenia na rozwój nauki). > Tylko zmieńcie nazwę na Wyższą Szkołę Zawodową o > Profilu Medycznym. Bardzo chętnie, jak tylko uniwersytet skonsoliduje kierunki śmieciowe i odpowiednio ładnie nazwie je wszystkie (otwierając ludziom oczy) oraz nadając po ich ukończeniu miano 'Bezrobotnego' każdemu absolwentowi? Pasuje? Aż tak cię boli, że u nas praktycznie podchodzą do spraw edukacji, zajęcia typowo teoretyczne trwają aż 3 lata, potem coraz więcej kliniki? My wchodzimy na rynek pracy 'dostosowani' do wymogów pracodawców i mamy okres przejściowy - staż - gdzie możemy dokształcić się praktyki, gdy nam jej brakuje oraz poznać już 'realnie' znacznie słowa odpowiedzialność. U absolwentów uniwersytetu (poza oczywiście wybitnymi kierunkami jak informatyka stosowana, czy programowanie zespołowe, gdzie uniwersytet deklasuje światową konkurencję i jest złotą gwiazdą europy) nie zaobserwowałem nawet 'zainteresowania' w kierunku studiowanym, dominuje jedynie podejście typowo olewackie, bo studia trzeba mieć i jakoś się zda. A jak przypadkiem zbyt wielu głąbów naraz na egzamin przyjdzie i obleje to zrobimy z tego aferę, powołamy komisję złożoną z tych głąbów i niech ocenią czy egzamin był za trudny... no proszę cię, gdzie tu obiektywizm i relatywizm, bo ja go w takim podejściu wcale nie widzę. Ambitne jednostki na uniwersytecie będą bardzo wykształcone, ale osiągną to nie przez to, że mają super kadrę i doskonałe warunki techniczne, lecz własnym uporem i przesiadywaniem długimi godzinami z wykładowcą czy w bibliotece. Taka jest smutna prawda. A u nas 'wystarczy' chodzić na zajęcia aby rozbudzić w sobie pasję. I potem już samo idzie uzupełnianie wiedzy. Po połączeniu z uni - tylko stracilibyśmy. Zarówno autonomię jak i liczne dobre uwarunkowania studenckie. Pozwolę sobie również polemizować z kolegą, kilka postów wyżej (przepraszam, że w tym wątku). Drogi kolego - wasz rocznik jest 'niewydarzony' już od pierwszego kolokwium z anatomii. Ze strachem my, wasi starsi koledzy patrzyliśmy, jak kiepsko idzie wam zdawanie egzaminów i to jeszcze po obcięciu programu nauczania o około 10% (to wbrew pozorom sporo). Nie miej pretensji do wykładowców, że wasz rocznik przez to został potraktowany jako zło konieczne, bez wybitnych jednostek. Wiele zrobiła tzw. reforma edukacji i nowa matura, która całkowicie wypaczyła charakter konkursowy 'przyjmowania się' na uczelnię. Dostali się ci, którzy trafili w klucz, a nie ci, którzy rzeczywiście dysponowali wiedzą (w ogromnej większości). Wasze rozdanie dyplomów jak sama nazwa wskazuje - jest WASZE. Trzeba było zakasać rękawy, zwołać chór (skoro jesteś jego członkiem) i zorganizować sobie występ. Wątpię, aby odwołana pani dziekan była przeciwna takiej postawie. Jak zawsze wyciągacie rączki po gotowe i to niestety jest wasz błąd. Obecnie przebywasz na stażu i ja czasem widuję stażystów na naszym oddziale. Każdemu z nich powtarzam, aby uczył się bardzo dużo, bo zaraz będzie po stażu i zacznie się praca, a z taką wiedzą o tragedię nietrudno. I rzeczywiście - polecisz na SOR ratować życie nie za rok czy dwa (jakby ci się chciało) tylko zaraz od razu - miesiąc od przyjęcia na specjalizację (czego ci serdecznie życzę). Ot, po prostu słaby rocznik, który wszyscy mieli głęboko, zepsuty przez plotki (myślisz, że u nas czegoś takiego nie było? Poradziliśmy sobie z problemem na drugim roku, zapytaj znajomych - może będą jeszcze pamiętali, w jaki sposób rozwiązuje się 'kolesiostwo' i rozmowy w cztery oczy). Brak ambicji się mści i tego ci nie życzę, ale zapewniam, że nie wszystkie roczniki były tak 'poszkodowane' jak wy. Wystarczyło jedynie nieco uporu w zdobywaniu wiedzy (czego wam zabrakło), a roczniki niżej od was są od was brutalnie mówiąc - bardziej ambitne. To widać w pracy w STNach i to widać również w osiągnięciach naukowych (kto jakie prace przedstawia i gdzie z nimi jeździ). Wasz rocznik nie wyprodukował praktycznie nic zjadliwego (czym można by się było pochwalić, nie dostał żadnego porządnego wyróżnienia na pozauczelnianych konferencjach studenckich, etc). Skoro sami na własne życzenie przylepiliście sobie kartkę 'nie chcemy się uczyć, jesteśmy w bagnie' to nie dziwcie się, że bardzo dużo lekarzy (szczególnie młodszych, pamiętających wasz rocznik ze studiów) będzie się do was w pracy zawodowej na starcie odnosiło dokładnie tak samo (Tego nie będziemy uczyć, bo chłop nie ma ambicji). Wyjątki na uczelni są (z tego co widziałem, jakieś 30-50 osób), które coś sobą reprezentowały, w co warto zainwestowac i to rozwijać. Reszta niestety bedzie wymagała nadzoru przez bardzo długi okres, zanim się usamodzielni w obowiązkach i może być tak, że nastąpi fala 'przeniesień' z jednego ośrodka do drugiego na rezydenturach. Nie życzę wam tego, ale wszystko już teraz, na stażu, na to wskazuje. I mówię to świadomie, z perspektywy osoby, która co roku ogląda stażystów oraz obserwuje ich postępy w nauce. Daliście plamę i trzeba to będzie naprawić, ale nic na siłę - jeśli sami nie chcecie/potraficie, to nikt wam pierwszy ręki nie poda. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: prawieChirurg Re: A propos Uczelni IP: *.dynamic.chello.pl 13.01.12, 19:29 ------> Drogi kolego - wasz rocznik jest 'niewydarzony' już od pierwszego kolokwium z anatomii. Ze strachem my, wasi starsi koledzy patrzyliśmy, jak kiepsko idzie wam zdawanie egzaminów i to jeszcze po obcięciu programu nauczania o około 10% (to wbrew pozorom sporo). Nie miej pretensji do wykładowców, że wasz rocznik przez to został potraktowany jako zło konieczne, bez wybitnych jednostek. Wiele zrobiła tzw. reforma edukacji i nowa matura, która całkowicie wypaczyła charakter konkursowy 'przyjmowania się' na uczelnię. Dostali się ci, którzy trafili w klucz, a nie ci, którzy rzeczywiście dysponowali wiedzą (w ogromnej większości). Nie odpowiadamy za system przyjmowania na uczelnię. Ten jest chory- ja przez całe liceum czytałem nie wiadomo jakie książki (Villee, McMurry, multum zajeć dodatkowych). W 3 klasie liecum zaczałem jeździć na korki do Wrocławia i na pierwszych zajęciach usłyszałem "napchałeś sobie głowę tym, co niepotrzebne- do kosza z tym i masz czytac podręcznik szkolny, bo KLUCZ będzie na tej podstawie i stracisz punkty". Dostałem się na jednym z ostatnich miejsc, ale TO I TAK BEZ ZNACZEENIA, bo NIC prawie czego uczyłem się w liceum NIE PRZYDAŁO się na studiach. -----> Wasze rozdanie dyplomów jak sama nazwa wskazuje - jest WASZE. Trzeba było zakasać rękawy, zwołać chór (skoro jesteś jego członkiem) i zorganizować sobie występ. Wątpię, aby odwołana pani dziekan była przeciwna takiej postawie. Oj mógłby się pan zdziwić. Pani Dziekan wywalała do kosza KAŻDĄ dowolną inicjatywę jaka wyszła ze strony studentów. Kto musiał u niej cokolwiek załatwiać, w zasadzie z góry miał odpowiedź negatywną. W najdrobniejszej nawet sprawie zawsze było na nie. Stąd cieszymy się z takiego obrotu spraw- z odwołania. -------->Brak ambicji się mści i tego ci nie życzę, ale zapewniam, że nie wszystkie roczniki były tak 'poszkodowane' jak wy. Wystarczyło jedynie nieco uporu w zdobywaniu wiedzy (czego wam zabrakło), a roczniki niżej od was są od was brutalnie mówiąc - bardziej ambitne. To widać w pracy w STNach i to widać również w osiągnięciach naukowych (kto jakie prace przedstawia i gdzie z nimi jeździ). To prawda, że panuje coś na kształt kultu średniactwa, ale są wśród nas ludzie, którzy sporo podczas studiów działali. Co do STN i prac naukowych- wydaje mi się, że mało kół w ogóle tworzyło jakieś konkrety. Ja zajmowałem się i nadal zajmuję pracą naukową, ale prawdę mówiąc o wiele bardziej wolałem siedzieć na sorze i bloku operacyjnym... -----------> Wasz rocznik nie wyprodukował praktycznie nic zjadliwego (czym można by się było pochwalić, nie dostał żadnego porządnego wyróżnienia na pozauczelnianych konferencjach studenckich, etc). Po prostu się o tym nie mówi, nie jest to jakoś nagłaśniane. Ale takie prace są! Napisałem przez okres studiów kilka- jedna z nich zajęła 1 miejsce w międzynarodowej konferencji (WIMC). Inna była przedstawiana na konferencji w Indiach (niestety sam nie poleciałem bo brak kasy+byłyby problemy z nieobecnością na zajęciach na AM). Jeszcze inna była ciepło przyjęta na zjeździe kardio-torakochirurgicznym... Ale nie tylko ja się w to bawiłem- prace z naszego koła co roku prezentowane sa na krajowych i międzynarodowych konferencjach, są wysoko oceniane, a czasami na podstawie ich wyników powstają nowe standardy postępowania okołooperacyjnego. I to piszą ludzie z różnych lat, ale w tym także niemało z mojego "niedorobionego" rocznika. ---->Skoro sami na własne życzenie przylepiliście sobie kartkę 'nie chcemy się uczyć, jesteśmy w bagnie' to nie dziwcie się, że bardzo dużo lekarzy (szczególnie młodszych, pamiętających wasz rocznik ze studiów) będzie się do was w pracy zawodowej na starcie odnosiło dokładnie tak samo (Tego nie będziemy uczyć, bo chłop nie ma ambicji). Oj przepraszam- jak na 60% zajęciach obowiązkowych albo nie było prowadzących, albo olewali nas ciepłym moczem, to jak niby mielismy się wykazać? ;) Na chirurgii nie mielismy przez pół roku ani jednych zajęć (!!!) Kiedy 4 raz z rzędu przejechałem w poniedziałek całe miasto po to tylko żeby postać przy grzejniku na korytarzu i zwinać sie po 2h- po prostu olałem i zacząłem chodzić w tym czasie na wolontariat. Tygodniowy internat z ginekologii? Smiech na sali. Na 24 osoby 1 fartuch na blok operacyjny :p Szlag mnie trafiał bo kazali nam siedzieć od godziny do godziny ("bo pan adiunkt dydaktyczny- wszyscy wiedzą zapewne o kogo chodzi- się denerwuje jak studenci wczesniej wychodzą") a nie działo się KOMPLETNIE NIC! Widac było nawet po naszym prowadzącym (tutaj szacun bo choć widać, że facetowi było wstyd za to jak internat wygląda i mimo góry papierowej roboty jaką miał do zrobienia, starał się nam cos pokazać). Mnie w tym czasie wręcz skręcało, bo w innym szpitalu uciekały mi okazje do asysty przy ciekawych zabiegach. Można tak mnozyc przykłady jeszcze dłuuuuugo. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bezsens Re: A propos Uczelni IP: *.ssp.dialog.net.pl 15.01.12, 09:59 > Nie odpowiadamy za system przyjmowania na uczelnię. Ten jest chory- ja przez ca > łe liceum czytałem nie wiadomo jakie książki (Villee, McMurry, multum zajeć dod > atkowych). W 3 klasie liecum zaczałem jeździć na korki do Wrocławia i na pierws > zych zajęciach usłyszałem "napchałeś sobie głowę tym, co niepotrzebne- do kosza > z tym i masz czytac podręcznik szkolny, bo KLUCZ będzie na tej podstawie i str > acisz punkty". Dostałem się na jednym z ostatnich miejsc, ale > TO I TAK BEZ ZNACZEENIA, bo NIC prawie czego uczyłem się w liceum NIE PRZYDAŁO > się na studiach. dokładnie o tym fakcie mówię - ludzie z pasją, rozwijający się już w liceum w kierunku medycyny - zostali brutalnie rzecz ujmując odrzuceni już na starcie, bez żadnych szans na przyjęcie. U nas, gdy jeszcze były testy, to oczywiście - były z biologii i chemii i fizyki na stopniu licealnym, ale dobrze wykształcony przyszły medyk, który się rozwijał - raczej miał większe szanse się dostać niż nie dostać. I masz rację - to nie wasza wina, że reforma musiała się okazać sukcesem (bez egzaminów wstępnych na studia). Co nie zmienia faktu, że trafiła się wam wyjątkowo kiepska mieszanka studentów na roku. > Oj mógłby się pan zdziwić. Pani Dziekan wywalała do kosza KAŻDĄ dowolną inicjat > ywę jaka wyszła ze strony studentów. Kto musiał u niej cokolwiek załatwiać, w z > asadzie z góry miał odpowiedź negatywną. W najdrobniejszej nawet sprawie zawsze > było na nie. > Stąd cieszymy się z takiego obrotu spraw- z odwołania. Teraz to już po ptakach, ale panią dziekan pamiętam jeszcze z czasów, gdy ja studiowałem. I nie było przeciwna niektórym incjatywom, wyrażając się odmownie w większości spraw. Oprócz pani dziekan warto było 'uderzać' w inne drzwi z pięknie napisanym podaniem. Sprawy dało się załatwić jak nie w jeden, to w drugi sposób. Nam pani dziekan pozwoliła na chór, ale w wyniku problemów technicznych występ się nie odbył... > To prawda, że panuje coś na kształt kultu średniactwa, ale są wśród nas ludzie, > którzy sporo podczas studiów działali. > Co do STN i prac naukowych- wydaje mi się, że mało kół w ogóle tworzyło jakieś > konkrety. I tu jesteś w olbrzymim błędzie. Po uporządkowaniu STNów w 2008 roku zmieniło się w nich bardzo wiele. Te, które nic nie tworzyły - przestały istnieć, a te, które coś sobą reprezentowały - przetrwały. > Ja zajmowałem się i nadal zajmuję pracą naukową, ale prawdę mówiąc o wiele bard > ziej wolałem siedzieć na sorze i bloku operacyjnym... no i bardzo dobrze, tylko czemu ty jeden, a nie tak jak na starszych latach - chodzenie na dyżury było niemal 'obowiązkowe' jako zajęcie fakultatywne? I prawie wszyscy gdzieś się zaczepiali? (ja np. chodziłem na Traugutta do chir. dziecięcej i też bardzo sobie chwalę). > Po prostu się o tym nie mówi, nie jest to jakoś nagłaśniane. Ale takie prace są > ! > Napisałem przez okres studiów kilka- jedna z nich zajęła 1 miejsce w międzynaro > dowej konferencji (WIMC). Inna była przedstawiana na konferencji w Indiach (nie > stety sam nie poleciałem bo brak kasy+byłyby problemy z nieobecnością na zajęci > ach na AM). Jeszcze inna była ciepło przyjęta na zjeździe kardio-torakochirurgi > cznym... No to tu się trochę zdemaskowałeś, chyba wiem z kim rozmawiam. Powiem tak - ty jesteś tą 'najlepszą' częścią swojego rocznika, co nie zmienia faktu, że takich prac było w porównaniu do naszego rocznika - bardzo mało. Ubogie to u was było. Ach, pamiętam, jak u nas każdy z grupy jeździł po całej polsce albo razem do Krakowa/Gdańska/Warszawy - i prawie każdy wracał z minimum wyróżnieniem. Co do prac prezentowanych za granicą - 'nasza' pojechała do Oslo, potem do Sydney. Oczywiście z wiadomych względów - do Oslo poleciał jeden kolega z 3 osobowego zespołu, a do Sydney nikt. > Oj przepraszam- jak na 60% zajęciach obowiązkowych albo nie było prowadzących, > albo olewali nas ciepłym moczem, to jak niby mielismy się wykazać? ;) > Na chirurgii nie mielismy przez pół roku ani jednych zajęć (!!!) Kiedy 4 raz z > rzędu przejechałem w poniedziałek całe miasto po to tylko żeby postać przy grze > jniku na korytarzu i zwinać sie po 2h- po prostu olałem i zacząłem chodzić w ty > m czasie na wolontariat. jeśli to było aż 60% zajęć to sprawa wymagała zrobienia takiego 'syfu' katedrze, aby się ktoś wyżej postawiony tym zajął. Nie od parady byłoby też na tych zajęciach zamiast siedzieć i czekać - samemu poszukać adiunkta i mu wyjaśnić. Jak nas przez 2 zajęcia na chir w dawnym szpitalu poniatowskiego olano, to wysmarowaliśmy taką skargę do profesora, że potem jeszcze po godzinach musieliśmy zostawać ;P > Tygodniowy internat z ginekologii? Smiech na sali. Na 24 osoby 1 fartuch na blo > k operacyjny :p > Szlag mnie trafiał bo kazali nam siedzieć od godziny do godziny ("bo pan adiunk > t dydaktyczny- wszyscy wiedzą zapewne o kogo chodzi- się denerwuje jak studenci > wczesniej wychodzą") A ja go bardzo ciepło wspominam. Uczyłem się już wtedy do egzaminu z interny i siedziałem równiutkie 7 dni po 24h. Fartuchy - były. Do operacji brali i się nawet nie pytali, czy się ma ochotę, a jeszcze potem na tych operacjach trzeba było odpowiadać z anatomii. Niezapomniane sytuacje z prof. K. (tym niekulturalnym) też miały miejsce. W każdym razie - za moich czasów 'się dało' - i to nie było aż tak dawno, ledwo kilka lat temu. Zajęcia teoretyczne były prowadzone na poziomie, warunki też nie były takie złe (musiałem sobie tylko przynieść lampkę biurkową). Pamiętam, że zobaczyłem tyle porodów i w tylu operacjach uczestniczyłem, że na egzamin z interny poszedłem średnio wyspany (ostatni weekend przed egzaminem naturalnie spędziłem w książkach i mało snu) za to od razu dostałem pytanie, czym może być spowodowany ostry brzuch u młodej kobiety :))) Z egzaminu zarówno z ginekologii u prof. K jak i z interny wyszedłem z ocenami bardzo dobrymi. > a nie działo się KOMPLETNIE NIC! Widac było nawet po naszym prowadzącym (tutaj > szacun bo choć widać, że facetowi było wstyd za to jak internat wygląda i mimo > góry papierowej roboty jaką miał do zrobienia, starał się nam cos pokazać). Mni > e w tym czasie wręcz skręcało, bo w innym szpitalu uciekały mi okazje do asysty > przy ciekawych zabiegach. Można tak mnozyc przykłady jeszcze dłuuuuugo. To jest właśnie specyfika internatu - siedzisz sobie tyle czasu bo często nic się nie dzieje, ale nagle się zacznie dziać i trzeba być. Z doświadczenia wiem, że porody zazwyczaj zaczynały się około 23 w nocy ;) Cesarki prawie że zawsze były planowo - czyli rano, niekiedy zdarzyły się popołudniu. Widziałem zabieg kleszczowy i widziałem próżniociąg w akcji. U nas z kolei była taka sprawa, że studentów przeganiali mężowie pacjentek i dopiero interwencja profesorów coś wnosiła. W każdym razie - aby się porządnie wyedukować z giensów to zamiast 'szybciutko' do domu, to trzeba było ten tydzień poświęcić na semestr i zostać kilka nocy. Z praktyki wiem, ze ten, kto zostawał (u nas jakieś 80% studentów) ten nie miał żadnych problemów na egzaminach, bo miał 'realną' wiedzę. Oczywiście - ginekologia nie jest moim konikiem, wolałbym w tym czasie stać do operacji noworodkowych, ale cóż zrobić... na pewno nie wychodzić do domu, bo się nic nie dzieje. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: prawieChirurg Re: A propos Uczelni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.12, 21:59 -----> No to tu się trochę zdemaskowałeś, chyba wiem z kim rozmawiam. Wszyscy z założenia są tutaj anonimowi, więc nie podaję swoich danych na takich forach, ale też nie wstydzę się tego kim jestem, ani czym się zajmuję. Jeśli wie pan kim jestem, możemy przenieść dyskusję na prywatne pole- można mnie łatwo znaleźć na przykład na facebook. pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: prawieChirurg Re: A propos Uczelni IP: *.dynamic.chello.pl 13.01.12, 19:43 ----->Ambitne jednostki na uniwersytecie będą bardzo wykształcone, ale osiągną to nie przez to, że mają super kadrę i doskonałe warunki techniczne, lecz własnym uporem i przesiadywaniem długimi godzinami z wykładowcą czy w bibliotece. Taka jest smutna prawda. A u nas 'wystarczy' chodzić na zajęcia aby rozbudzić w sobie pasję. I potem już samo idzie uzupełnianie wiedzy. Hahahahaha ale propaganda. Naprawdę nie wiem skąd się pan urwał. Chyba nie studiował pan we Wrocławiu :p U nas niby mamy super kadrę i doskonałe warunki techniczne?? ;) Jeśli chodzi o warunki techniczne to podczas zajęć obowiazkowych przez 6 lat wykonałem 1 intubację przez nos i 1 nakłucie lędźwiowe. Dodam jeszcze naukę badania fizykalnego na propedeutyce interny, bo naprawde dobrze nas uczyli i było jak poćwiczyć. Ale nic więcej! WSZYSTKIE umiejętności PRAKTYCZNE jakie opanowałem i/lub nadal opanowuję wyniosłem nie z AM tylko z praktyk, WOLONTARIATÓW i pracy w kole naukowym. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ciekawski Re: A propos Uczelni IP: *.adsl.inetia.pl 13.01.12, 23:28 A to koło naukowe to gdzie, na weterynarii może czy na AM ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: prawieChirurg Re: A propos Uczelni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.12, 19:53 Jeśli chciałeś mnie obrazić albo sprowokować- to bieda z nędzą. Musisz się bardziej postarać. Jeśli szczerze pytasz znaczy że jesteś ćwokiem ;) Tak czy inaczej- kiepsko Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ciekawski Re: A propos Uczelni IP: *.adsl.inetia.pl 15.01.12, 13:06 Hmm.. czyli jendak na weterynarii :))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gosciu2 Re: Akademia Medyczna: Odwołano dziekan Wydz. Lek IP: 194.146.213.* 14.01.12, 16:16 w sumie wlasciwe konie to M Wronski oraz Towo. Ciekawe kiedy skonczy sie to dranstwo Odpowiedz Link Zgłoś