Dodaj do ulubionych

Filologia wypowiada wojnę plagiatom. Oszuści dr...

06.02.12, 07:47
Panie Profesorze rozumię jak ważny jest problem plagiatów,ale nie tylko jest on ważny dla społeczności stydenckiej.Typowym przykładem jest problem nostryfikacji dyplomów zdobytych na innych uczelniach zachodnich dlaczego na UWr.nie przeprowadza się tego typu spraw na UWr.czyżby wydziały kierowane przez Pana Dziekana były tak słabe?Czy nie zależy uczelni na zarobku za nostryfikację ,przecież to nie jest za darmo.Jak z tego powodu spada prestiż UWr.wsród innych Uniwersytetów w kraju to nie chciałbym publicznie przytaczać,choćbu U Warszawski,UPoznański.Mówi się że uczelnia nie ma pieniędzy na wyposażenie biblioteki a pieniądze leżą tylko sięgnąć ręką ale nie ma chętnych do ich podjęcia .Lepiej dostać z Ministerstwa.Proszę w imieniu wielu absolwentów zagranicznych uczelni o sprawdzenie tego faktu a zarazem umożliwienie nostryfikacji w mieście którym mieszkam a nie załatwiać na innych Uniwersytetach.Liczę na pańskie zaangażowanie w rozwiązaniu problemu.
Obserwuj wątek
    • Gość: gość Re: Filologia wypowiada wojnę plagiatom. Oszuści IP: 212.127.66.* 06.02.12, 08:24
      "rozumię"?
    • Gość: ;-< Re: Filologia wypowiada wojnę plagiatom. Oszuści IP: *.ssp.dialog.net.pl 06.02.12, 08:59
      nie; rozumię, a rozumiem
    • bnch Re: Filologia wypowiada wojnę plagiatom. Oszuści 06.02.12, 09:34
      Jest tylko jedna zasadnicza rzecz, szanowny panie profesorze. Nie jest pan w stanie złapać 95% osób, które popełnią plagiat bardziej zaawansowany niż przekopiowanie tekstu 1/1 ze strony internetowej. Literatury jest mnóstwo i tylko zbieg okoliczności, w którym promotor zna niemal na pamięć książkę, jest w stanie sprawić, że przekręt zostanie odkryty. Dochodzą jeszcze sytuacje, gdy widać rozdźwięk między jakością tekstu, albo są różnice w stylach. Ale tu znów do udowodnienia daleko. Program Plagiat, którym uczelnie tak bardzo się chwalą od lat, jest praktycznie bezużyteczny. Do tego jest jeszcze jedna zasadnicza rzecz - pana pracownicy naukowi musieliby zacząć czytać prace magisterskie pisane przez studentów i to z niezwykłą dokładnością. To, bądźmy szczerzy, nie jest możliwe, bo lektura prac magisterskich, to robota żmudna i wpędzająca w depresję (poza kilkoma procentami prac autentycznie interesujących). Zatem należy się pogodzić z tym, że wygląda to tak jak wygląda i zastanowić się, czy nie lepiej byłoby dać sobie spokój z pracami i zamienić je na egzaminy końcowe.
      • Gość: ele przypominam ! Re: Filologia wypowiada wojnę plagiatom. Oszuści IP: *.aster.pl 06.02.12, 09:43
        forum.gazeta.pl/forum/w,73,132854922,133081557,Re_Kim_sa_Baronowa_i_Gadzeciarz_O_naszych_V.html
        • Gość: WT Re: Filologia wypowiada wojnę plagiatom. Oszuści IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.02.12, 15:23
          Ano właśnie, gdyby promotorzy i recenzenci solidnie wykonywali swoje obowiązki, plagiatów by nie było. A przeważnie na uniwersytecie wygląda to tak, że promotor pracy nie czyta (a oceny różnicuje np. ze względu na czas oddania pracy magisterskiej przez studenta), recenzenci przyklepują tylko to, co postawi promotor itp. Zresztą trudno, żeby promotor czytał pracę, jak ma np. kilkuset magistrantów na różnych kierunkach, w kilku szkołach. Żaden plagiat.pl nie pomoże, gdy pracownicy zbijają bąki zamiast pracować, albo gonią za kasą po różnych niedzielnych szkółkach. Czytanie prac magisterskich czy zaliczeniowych studentów może i jest nudne, ale trzeba było pomyśleć o bardziej fascynującym zajęciu zanim jeszcze złożyło się papiery po etat na uczelni.
          • flamengista diagnoza słuszna, ale nie do końca 09.02.12, 18:39
            [quote]Zresztą trudno, żeby promotor czytał pracę, jak ma np. kilkuset magistrantów na różnych kierunkach[/quote]

            O to trudno nawet wtedy, jak ma się kilkudziesięciu dyplomantów (licencjat+magisterium) na jednym kierunku. Pracując na jednym etacie i nie goniąc za fuchami w Wyższych Szkołach Gotowania na Gazie.

            Tu nie chodzi o "zbijanie bąków". Ja mam 3 grupy seminaryjne (magisterskie, dzienny i zaoczny licencjat) i naprawdę wszystko czytam. Jest to straszna robota, bo przecież nie kończy się na jednorazowej lekturze, a w każdej grupie jest 10-15 studentów. A są takie gagatki, które przesyłają 3 razy z rzędu to samo, licząc że "jakoś przejdzie".

            Co do materiału ludzkiego: 20% prac jest świetnych, dalsze 30% - da się z nimi coś zrobić, ale wymaga to sporo roboty. Zaś 50% prac - stwierdzam to z pełnym przekonaniem - jest pisane przez osoby, które nie powinny były zdać matury.

            To system jest zły:
            1. na uczelniach jedni zawaleni są pracami dyplomantów (na czym cierpi ich aktywność naukowa), inni mają niedociążenie dydaktyczne i faktycznie "zbijają bąki", lub pracę na uczelni traktują tylko jako dodatkowe źródło dochodu.
            2. system finansowania uczelni jest pro-ilościowy, a nie pro-jakościowy. Czyli płacimy od łebka, ergo: im więcej studentów uczelnia przyjmie, tym lepiej.
            3. system edukacji wpycha prawie wszystkich do studiowania: współczynnik skolaryzacji przekroczył 50% i ciągle rośnie. Tymczasem nie każdy się do tego nadaje.
            4. dziekani bojąc się spadków dochodów uczelni, nie decydują się wyrzucać kiepskich studentów, bo za nimi idą pieniądze. A brak "bata" jest często demoralizujący.

            Moim zdaniem w obecnej sytuacji trzeba skończyć z fikcją i wprowadzić egzaminy końcowe. Praca dyplomowa tylko w przypadku najlepszych, najambitniejszych studentów, którzy sami tego chcą. Albo wrócić do elitarnych studiów, co jest przecież zupełnie nierealne.
            • Gość: WT Re: diagnoza słuszna, ale nie do końca IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.12, 19:33
              flamengista napisał:

              > O to trudno nawet wtedy, jak ma się kilkudziesięciu dyplomantów (licencjat+magi
              > sterium) na jednym kierunku. Pracując na jednym etacie i nie goniąc za fuchami
              > w Wyższych Szkołach Gotowania na Gazie.

              Człowiek z odrobiną oleju w głowie bierze ilość pracy adekwatnie do potrzeb. Profesorowie widać mają inaczej.

              > Tu nie chodzi o "zbijanie bąków". Ja mam 3 grupy seminaryjne (magisterskie, dzi
              > enny i zaoczny licencjat) i naprawdę wszystko czytam. Jest to straszna robota,
              > bo przecież nie kończy się na jednorazowej lekturze, a w każdej grupie jest 10-
              > 15 studentów. A są takie gagatki, które przesyłają 3 razy z rzędu to samo, licz
              > ąc że "jakoś przejdzie".

              Są "gagatki", które w ogóle nie czytają, licząc, że "jakoś przejdzie".

              > Co do materiału ludzkiego: 20% prac jest świetnych, dalsze 30% - da się z nimi
              > coś zrobić, ale wymaga to sporo roboty. Zaś 50% prac - stwierdzam to z pełnym p
              > rzekonaniem - jest pisane przez osoby, które nie powinny były zdać matury.

              Jakieś źródła tych odkrywczych danych (typu badania naukowe, dane statystyczne), czy wyłącznie prywatne widzimisię sfrustrowanego belfra?

              > To system jest zły:
              > 1. na uczelniach jedni zawaleni są pracami dyplomantów (na czym cierpi ich akty
              > wność naukowa), inni mają niedociążenie dydaktyczne i faktycznie "zbijają bąki"
              > , lub pracę na uczelni traktują tylko jako dodatkowe źródło dochodu.

              Akurat to nie jest wina systemu, tylko patologii wewnątrz danej uczelni.

              > 2. system finansowania uczelni jest pro-ilościowy, a nie pro-jakościowy. Czyli
              > płacimy od łebka, ergo: im więcej studentów uczelnia przyjmie, tym lepiej.

              Ale to jeszcze nie zmusza uczelnię do brania więcej studentów niż jest w stanie porządnie nauczyć.

              > 3. system edukacji wpycha prawie wszystkich do studiowania: współczynnik skolar
              > yzacji przekroczył 50% i ciągle rośnie. Tymczasem nie każdy się do tego nadaje.

              Co to znaczy "wypycha"? Może to uczelnie ciągną na siłę miernoty po maturze, mamiąc ich kokosami po różnych socjologiach i ekonomiach, żeby tylko wyciągnąć od nich jak najwięcej kasy?

              > 4. dziekani bojąc się spadków dochodów uczelni, nie decydują się wyrzucać kieps
              > kich studentów, bo za nimi idą pieniądze. A brak "bata" jest często demoralizuj
              > ący.

              A kto wybiera tych dziekanów? Spadają z nieba?

              > Moim zdaniem w obecnej sytuacji trzeba skończyć z fikcją i wprowadzić egzaminy
              > końcowe. Praca dyplomowa tylko w przypadku najlepszych, najambitniejszych stude
              > ntów, którzy sami tego chcą. Albo wrócić do elitarnych studiów, co jest przecie
              > ż zupełnie nierealne.

              A egzaminy końcowe (trzy losowe pytania) to nie jest fikcja?
              • flamengista ojej... 09.02.12, 20:47
                To naprawdę męczące odpowiadać Ci w 3 postach:)

                "Człowiek z odrobiną oleju w głowie bierze ilość pracy adekwatnie do potrzeb. Profesorowie widać mają inaczej."
                Nie masz pojęcia o (dez)organizacji pracy na uczelniach państwowych. Jesteśmy chronicznie przeciążeni dydaktyką: w ostatnich 20 latach liczba studentów wzrosła 5-krotnie, a liczba wykładowców - o 40%. To średnia dla całego systemu. A na kierunkach humanistycznych i społecznych jest znacznie gorzej.

                Tu nikt nie pyta, czy "bierzesz sobie ilość pracy adekwatną do potrzeb". Byli już tacy, co marudzili na nadgodziny - nie zagrzali długo miejsca.

                Ja wielokrotnie zgłaszałem, że na seminarium nie powinno być więcej, niż 10 osób a każdy promotor powinien mieć tylko 1 grupę. Problem w tym, że pracowników u nas za mało, a studentów - za dużo. Z kolei u fizyków mają 1 studenta na 1 profesora, a czasem nawet więcej. Fizycy nas oczywiście nie wyręczą: nie będą prowadzili seminariów na ekonomii!

                "Jakieś źródła tych odkrywczych danych (typu badania naukowe, dane statystyczne), czy wyłącznie prywatne widzimisię sfrustrowanego belfra?"
                To są moje doświadczenia, z mojego seminarium. Prowadzonego od kilku lat.

                "Ale to jeszcze nie zmusza uczelnię do brania więcej studentów niż jest w stanie porządnie nauczyć."
                Znowu nie rozumiesz - nikogo (polityków i rządu najmniej!) nie obchodzi, czy ktoś zostanie porządnie nauczony. Dotacja dydaktyczna jest tak ustawiona, że pokrywa nie 100%, a jakieś 75% kosztów funkcjonowania uczelni. Resztę trzeba pokryć zaocznymi (płatnymi), których coraz mniej lub dziennymi, przyjętymi w ramach zwiększanych limitów. Ten system działa w tej postaci od blisko 20 lat, tylko teraz negatywne efekty są coraz bardziej widoczne. Uczelnie muszą brać każdego studenta, by przeżyć. Nie ma możliwości postawienia na jakość, tylko ilość się liczy!

                "Co to znaczy "wypycha"? Może to uczelnie ciągną na siłę miernoty po maturze, mamiąc ich kokosami po różnych socjologiach i ekonomiach, żeby tylko wyciągnąć od nich jak najwięcej kasy?"
                Wypycha system edukacji ponadpodstawowej: zniszczono szkolnictwo zawodowe i technika, kreując ich obraz jako fabryk bezrobotnych nieudaczników. Uproszczono maturę i obniżono jej próg zdawalności (do tego słynna amnestia) - wpychając całą grupę ludzi, którzy się intelektualnie do tego nie nadają w jednokierunkową uliczkę, wiodącą na uniwersytet. W dodatku te "miernoty po maturze" może są mierne, ale nie głupie. Wiedzą, że nie nadają się na prawdziwe studia. Oni chcą papieru i ten papier dostają. Wiedza ich nie interesuje.

                Jest po prostu rodzaj chorego układu społecznego: państwo udaje, że finansuje szkolnictwo wyższe, uczelnie udają, że kształcą, studenci udają, że się uczą. Tylko pracodawcy nie dają się na to nabrać.

                "A kto wybiera tych dziekanów? Spadają z nieba?"
                To nie wina dziekanów, ale systemu. W systemie brak narzędzi stymulujących poprawę jakości dydaktyki. Nie ma nawet porządnych narzędzi ewaluacyjnych, jak więc nagradzać tych co kształcą lepiej? Dziekan, który teraz zrobi na swoim wydziale "odsiew" funduje pewne kłopoty finansowe swojej jednostce w perspektywie niemal natychmiastowej. Nie dając nic w zamian - rosnący "prestiż" wynikający z "elitarności" studiów to proces, na który pracuje się latami. A w międzyczasie wydział się zlikwiduje z powodu strat finansowych.

                "A egzaminy końcowe (trzy losowe pytania) to nie jest fikcja?"
                Nie muszą być. Na UJ nie są. Natomiast nawet w negatywnym scenariuszu: jeśli i fikcja, to i tak przyniesie lepsze efekty. Po pierwsze, odciąży studentów od pisania marnych prac i częstych prób oszukania promotorów, recenzentów i systemu plagiat.pl. Po drugie, odciąży wykładowców, którzy zamiast czytać marne prace studenckie zyskają czas na czytanie większej ilości porządnych artykułów i książek naukowych. Po trzecie: studenci oszczędzą pieniądze na druk i oprawę prac, a uczelnie poniosą mniejszy koszt ich archiwizowania. Po czwarte: zniknie krępujący rytuał "podarków" od wypromowanych. Po piąte, i chyba najważniejsze: zmniejszy się ilość wyprodukowanej makulatury o setki ton rocznie, a więc o hektary lasu do wycięcia mniej.
                • Gość: WT Re: ojej... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.12, 21:30
                  flamengista napisał:

                  > Nie masz pojęcia o (dez)organizacji pracy na uczelniach państwowych.

                  Czyżby? Skąd ta pewność?

                  > Jesteśmy c
                  > hronicznie przeciążeni dydaktyką: w ostatnich 20 latach liczba studentów wzrosł
                  > a 5-krotnie, a liczba wykładowców - o 40%. To średnia dla całego systemu. A na
                  > kierunkach humanistycznych i społecznych jest znacznie gorzej.

                  No biedactwa... Ale czas na odwalanie kilku etatów w różnych szkołach zawsze się znajdzie, prawda?

                  > Tu nikt nie pyta, czy "bierzesz sobie ilość pracy adekwatną do potrzeb". Byli j
                  > uż tacy, co marudzili na nadgodziny - nie zagrzali długo miejsca.

                  Odpowiedź jak wyżej.

                  > Ja wielokrotnie zgłaszałem, że na seminarium nie powinno być więcej, niż 10 osó
                  > b a każdy promotor powinien mieć tylko 1 grupę. Problem w tym, że pracowników u
                  > nas za mało, a studentów - za dużo. Z kolei u fizyków mają 1 studenta na 1 pro
                  > fesora, a czasem nawet więcej. Fizycy nas oczywiście nie wyręczą: nie będą prow
                  > adzili seminariów na ekonomii!

                  Więc po raz kolejny pytam się: czy ktoś wam karze przyjmować więcej studentów niż jesteście w stanie nauczyć? Rzuciliście się na kasę, jaka wam wpływa przez furtkę ze strony ministerstwa, i jeszcze narzekacie...

                  > To są moje doświadczenia, z mojego seminarium. Prowadzonego od kilku lat.

                  No to rzeczywiście wiarygodne dane. A jak dokładnie policzone :-)

                  > Znowu nie rozumiesz - nikogo (polityków i rządu najmniej!) nie obchodzi, czy kt
                  > oś zostanie porządnie nauczony. Dotacja dydaktyczna jest tak ustawiona, że pokr
                  > ywa nie 100%, a jakieś 75% kosztów funkcjonowania uczelni. Resztę trzeba pokryć
                  > zaocznymi (płatnymi), których coraz mniej lub dziennymi, przyjętymi w ramach z
                  > większanych limitów. Ten system działa w tej postaci od blisko 20 lat, tylko te
                  > raz negatywne efekty są coraz bardziej widoczne. Uczelnie muszą brać każ
                  > dego studenta, by przeżyć. Nie ma możliwości postawienia na jakość, tylko ilość
                  > się liczy!

                  Co to znaczy przeżyć? Może po prostu wystarczy zwolnić przerosty administracji, nieefektywnych pracowników naukowo-dydaktycznych, lepiej zarządzać pieniędzmi, zatrudniać tych z kwalifikacjami, a nie pociotków i znajomków? Polskie uczelnie są jak PKP - ile pieniędzy się w nie nie włoży, i tak wszystko pójdzie w błoto i jeszcze będą narzekać, że mało.

                  > Wypycha system edukacji ponadpodstawowej: zniszczono szkolnictwo zawodowe i tec
                  > hnika, kreując ich obraz jako fabryk bezrobotnych nieudaczników. Uproszczono ma
                  > turę i obniżono jej próg zdawalności (do tego słynna amnestia) - wpychając całą
                  > grupę ludzi, którzy się intelektualnie do tego nie nadają w jednokierunkową ul
                  > iczkę, wiodącą na uniwersytet.

                  Nie pisz bzdur. To wy zaniżacie kryteria przyjęć na studia i jeszcze oszukujecie młodych ludzi, wywalając duży procent po I czy II roku. Jako maturzysta wolałbym wiedzieć, że nie poradzę sobie na studiach i wybrać dobrą podyplomówkę albo zawód, niż marnować kasę i czas, żeby postudiować rok czasu na jakiejś pseudoekonomii.

                  > W dodatku te "miernoty po maturze" może są miern
                  > e, ale nie głupie. Wiedzą, że nie nadają się na prawdziwe studia. Oni chcą papi
                  > eru i ten papier dostają. Wiedza ich nie interesuje.

                  Bo na naszych uczelniach niczego innego niż papier nie są w stanie dostać.

                  > Jest po prostu rodzaj chorego układu społecznego: państwo udaje, że finansuje s
                  > zkolnictwo wyższe, uczelnie udają, że kształcą, studenci udają, że się uczą. Ty
                  > lko pracodawcy nie dają się na to nabrać.

                  To tylko tak tobie się wydaje. Prawdziwy jest tylko drugi człon twojego stwierdzenia, resztę sami sobie dopowiadacie, żeby usprawiedliwić własne nieróbstwo.

                  > To nie wina dziekanów, ale systemu. W systemie brak narzędzi stymulujących popr
                  > awę jakości dydaktyki. Nie ma nawet porządnych narzędzi ewaluacyjnych, jak więc
                  > nagradzać tych co kształcą lepiej? Dziekan, który teraz zrobi na swoim wydzial
                  > e "odsiew" funduje pewne kłopoty finansowe swojej jednostce w perspektywie niem
                  > al natychmiastowej. Nie dając nic w zamian - rosnący "prestiż" wynikający z "el
                  > itarności" studiów to proces, na który pracuje się latami. A w międzyczasie wyd
                  > ział się zlikwiduje z powodu strat finansowych.

                  No proszę, znowu to nie wina pracowników, tylko ministerstwo zsyła złych dziekanów :-)
                  Przestań sypać takimi dyrdymałami, OK? Należy zacząć od tego, że ci dziekani czy rektorzy nie potrafią zarządzać wydziałami czy uczelniami i stąd kłopoty finansowe. Mniej nepotyzmu i kolesiostwa na uczelniach, a sytuacja finansowa od razu się poprawi.

                  > Nie muszą być. Na UJ nie są.

                  A ile jest? Pięć? Dziesięć? to i tak fikcja.

                  > Natomiast nawet w negatywnym scenariuszu: jeśli i
                  > fikcja, to i tak przyniesie lepsze efekty. Po pierwsze, odciąży studentów od pi
                  > sania marnych prac i częstych prób oszukania promotorów, recenzentów i systemu
                  > plagiat.pl. Po drugie, odciąży wykładowców, którzy zamiast czytać marne prace s
                  > tudenckie zyskają czas na czytanie większej ilości porządnych artykułów i książ
                  > ek naukowych. Po trzecie: studenci oszczędzą pieniądze na druk i oprawę prac, a
                  > uczelnie poniosą mniejszy koszt ich archiwizowania. Po czwarte: zniknie krępuj
                  > ący rytuał "podarków" od wypromowanych. Po piąte, i chyba najważniejsze: zmniej
                  > szy się ilość wyprodukowanej makulatury o setki ton rocznie, a więc o hektary l
                  > asu do wycięcia mniej.

                  To może lepiej w ogóle nie egzaminujcie i dawajcie dyplomy za piękny uśmiech - będzie fikcja z jeszcze lepszymi efektami. A w spokojnie zajmiecie się odwalaniem fuch na kolejnych etatach. O to chodzi?
                  • flamengista dalej nic nie rozumiesz 09.02.12, 22:21
                    "No biedactwa... Ale czas na odwalanie kilku etatów w różnych szkołach zawsze się znajdzie, prawda?"
                    Wieloetatowość dotyczy gł. profesorów, to zjawisko zanikające z uwagi na niż i plajtę prywatnych. W dodatku mylisz skutki z przyczynami. Przyczyną był pęd do edukacji przy niewielkim wzroście kadr, skutkiem - wieloetatowość, bo kadr dla prywatnych zabrakło.

                    "Więc po raz kolejny pytam się: czy ktoś wam karze przyjmować więcej studentów niż jesteście w stanie nauczyć? Rzuciliście się na kasę, jaka wam wpływa przez furtkę ze strony ministerstwa, i jeszcze narzekacie..."
                    Dalej nie rozumiesz. To nie jest "rzucenie się na kasę", tylko próba utrzymania obecnych etatów i zbilansowania budżetu. Gdybyśmy przyjmowali mniej studentów i próbowali wrócić do elitarnych studiów, uczelnia by wykazała manko. Dotacja jest tak skonstruowana, że nie pokrywa pełnych kosztów osobowych, nie mówiąc o wydatkach inwestycyjnych i remontowych (a przecież trzeba choćby wymieniać sprzęt). Ta "furtka ze strony ministerstwa" jest celowo uchylona, żebyśmy nie padli doszczętnie. Podobnie to działa z opieką zdrowotną i NFZ.

                    "Co to znaczy przeżyć? Może po prostu wystarczy zwolnić przerosty administracji, nieefektywnych pracowników naukowo-dydaktycznych, lepiej zarządzać pieniędzmi, zatrudniać tych z kwalifikacjami, a nie pociotków i znajomków? "
                    No ba, ale jak to zrobić? Jak masz dobry projekt i min. doktorat na koncie, zgłoś się do nas - właśnie mamy wybory. Ja o tak ambitnych planach nie marzę, chciałbym tylko by ci, co pracują solidnie i mają jakieś ambicje byli doceniani i wspierani, a nie rzucano im kłody pod nogi.

                    Na resztę odpowiem jutro, teraz muszę kończyć.
                    • Gość: WT To ty nic nie rozumiesz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.12, 23:01
                      ...albo udajesz mało rozgarniętego.

                      flamengista napisał:

                      > Wieloetatowość dotyczy gł. profesorów, to zjawisko zanikające z uwagi na niż i
                      > plajtę prywatnych. W dodatku mylisz skutki z przyczynami. Przyczyną był pęd do
                      > edukacji przy niewielkim wzroście kadr, skutkiem - wieloetatowość, bo kadr dla
                      > prywatnych zabrakło.

                      Bzdura. Tak samo dotyczy profesorów, jak i doktorów (niech zgadnę: jesteś doktorem i teraz szukasz sobie winnych wśród profesorów). Pęd do edukacji został nakręcony przez uczelnie (m.in. przez obniżenie wymagań), a kadr dla prywatnych wcale nie zabrakło (znam np. mnóstwo młodych doktorów, którzy nie mogli dostać pracy na uczelni).

                      > Dalej nie rozumiesz. To nie jest "rzucenie się na kasę", tylko próba utrzymania
                      > obecnych etatów i zbilansowania budżetu. Gdybyśmy przyjmowali mniej studentów
                      > i próbowali wrócić do elitarnych studiów, uczelnia by wykazała manko.

                      Jasne, ty wszystko rozumiesz najlepiej, Szkoda, że jest to "rozumienie inaczej". Więc powtórzę po raz kolejny, bo chyba nie rozumiesz, co czytasz: uczelnie mogą bardzo dużo zrobić, żeby podnieść efektywność swojego funkcjonowania (także w zakresie finansowym). Wyłudzanie pieniędzy od studentów czy od ministerstwa na dydaktykę to najłatwiejsze rozwiązanie. I najmniej etyczne.

                      > Dotacja j
                      > est tak skonstruowana, że nie pokrywa pełnych kosztów osobowych, nie mówiąc o w
                      > ydatkach inwestycyjnych i remontowych (a przecież trzeba choćby wymieniać sprzę
                      > t). Ta "furtka ze strony ministerstwa" jest celowo uchylona, żebyśmy nie padli
                      > doszczętnie. Podobnie to działa z opieką zdrowotną i NFZ.

                      ziew

                      > "Co to znaczy przeżyć? Może po prostu wystarczy zwolnić przerosty administracji
                      > , nieefektywnych pracowników naukowo-dydaktycznych, lepiej zarządzać pieniędzm
                      > i, zatrudniać tych z kwalifikacjami, a nie pociotków i znajomków? "
                      > No ba, ale jak to zrobić?

                      Wy, "naukowcy", macie zawsze pod górkę. Kto was przyjmował na uczelnie - powinniście niby charakteryzować się wyższą inteligencją niż przeciętna w społeczeństwie, a nie potraficie sobie poradzić z problemami, które inni rozwiązali już dawno temu.
                      • Gość: joannah Kim jest "flamengista" IP: *.opera-mini.net 09.02.12, 23:43
                        Ten cały "flamengista" to troll z forum "Doktorat - nauka - uczelnia" (forum.gazeta.pl/forum/f,87574,Doktorat_nauka_uczelnia.html), na którym kilku takich samych jak on obiboków siedzi całymi dniami i plecie o d... Maryni, zamiast pracować. Później narzekają,że mało zarabiają. Spróbuj wejśc na to forum i napisać cos krytycznego na temat uczelni to najpierw wyzwią cię, wykpią, ośmieszą, a na końcu zbanują. Akademicki beton w "klasycznej " postaci.Widać jedno forum juz im nie wystarcza i przylazł teraz tutaj.
      • tsunami05 Re: Filologia wypowiada wojnę plagiatom. Oszuści 06.02.12, 10:02
        Zapewnia Cię bnch, że doskonale widać kiedy ktoś "cytuje" książkę. Doskonale widać też, które zdania są zerżnięte z netu. Ja w takich wypadkach podaję studentowi adres strony, z której skopiował - zdarza się, że ma na jednej stronie kilkanaście takich "odsyłaczy". A - czytam prace, depresji nie mam, plagiatów wszystkich nie wyłapuję - wystarczy jeden, by odesłać studenta.

        bnch napisał:

        > Jest tylko jedna zasadnicza rzecz, szanowny panie profesorze. Nie jest pan w st
        > anie złapać 95% osób, które popełnią plagiat bardziej zaawansowany niż przekopi
        > owanie tekstu 1/1 ze strony internetowej. Literatury jest mnóstwo i tylko zbieg
        > okoliczności, w którym promotor zna niemal na pamięć książkę, jest w stanie sp
        > rawić, że przekręt zostanie odkryty. Dochodzą jeszcze sytuacje, gdy widać rozdź
        > więk między jakością tekstu, albo są różnice w stylach. Ale tu znów do udowodni
        > enia daleko. Program Plagiat, którym uczelnie tak bardzo się chwalą od lat, jes
        > t praktycznie bezużyteczny. Do tego jest jeszcze jedna zasadnicza rzecz - pana
        > pracownicy naukowi musieliby zacząć czytać prace magisterskie pisane przez stud
        > entów i to z niezwykłą dokładnością. To, bądźmy szczerzy, nie jest możliwe, bo
        > lektura prac magisterskich, to robota żmudna i wpędzająca w depresję (poza kilk
        > oma procentami prac autentycznie interesujących). Zatem należy się pogodzić z t
        > ym, że wygląda to tak jak wygląda i zastanowić się, czy nie lepiej byłoby dać s
        > obie spokój z pracami i zamienić je na egzaminy końcowe.
      • Gość: belfer Re: Filologia wypowiada wojnę plagiatom. Oszuści IP: *.wroclaw.vectranet.pl 06.02.12, 10:55
        Moi studenci przynoszą mi prace robione z wykorzystaniem funkcji "kopiuj-wklej" z Wikipedii. Niektórzy nawet się nie fatygują, żeby zmienić układ graficzny tekstu. Robiłem im zwroty prac. Na koniec w ankietach napisali, że "prowadzący skupiał się na nieistotnych szczegółach".

        Walka z plagiatami, jest jak walka z wiatrakami... ;)
        • Gość: WT Re: Filologia wypowiada wojnę plagiatom. Oszuści IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.02.12, 15:25
          A skąd wiesz, że te "nieistotne szczegóły" dotyczyły plagiatów?

          Nieudacznik zawsze będzie się usprawiedliwiał na wszelkie sposoby i dopowiadał sobie rzeczy tak, żeby wyszło, że wszyscy są źli, tylko on biedny, niedoceniony, skrzywdzony...
          • Gość: belfer Re: Filologia wypowiada wojnę plagiatom. Oszuści IP: *.wroclaw.vectranet.pl 06.02.12, 17:46
            Bo osoba, która napisała tą uwagę w nawiasie dodała, że chodzi o wstępy teoretyczne...
          • Gość: belfer Re: Filologia wypowiada wojnę plagiatom. Oszuści IP: *.wroclaw.vectranet.pl 06.02.12, 17:49
            Na marginesie dodam, że była to jedyna negatywna opinia, jaką dostałem od lat. Dziwnym trafem tylko jeden student miał na zajęciach czelność zgłaszać sprzeciw odrzucaniu wstępów wprost kopiowanych z wiki. Zbieg okoliczności?
            • Gość: WT Re: Filologia wypowiada wojnę plagiatom. Oszuści IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.02.12, 18:04
              O ludzie... Tak wygląda jasne formułowanie wypowiedzi przez pracowników naukowych...
              Napisałeś, jakby sprawa dotyczyła co najmniej połowy rocznika. (Cytuję: Moi studenci przynoszą mi prace robione z wykorzystaniem funkcji "kopiuj-wklej" z Wikipedii. Niektórzy nawet się nie fatygują, żeby zmienić układ graficzny tekstu. Robiłem im zwroty prac. Na koniec w ankietach napisali, że "prowadzący skupiał się na nieistotnych szczegółach" [podkreślenia moje]). I na koniec błyskotliwy wniosek: Walka z plagiatami, jest jak walka z wiatrakami... ;). Teraz wychodzi, że trafiłeś na zaledwie jednego takiego studenta. Sorry, ale nawet ze zwykłego błędu statystycznego wynika, że na ileś tam setek studentów, z jakimi miałeś do czynienia w ciągu tych kilku lat, powinieneś był trafić na znacznie więcej idiotów niż tylko jednego. Czy to uprawomacnia do generalizowania na wszystkich studentów i wyciągania tak daleko idących wniosków? Absolutnie nie. Nikt też nie wyciąga opinii o pracowniku naukowo-dydaktycznym na podstawie negatywnej opinii jednego studenta.

              W ten sposób co najwyżej rodzą się akademickie anegdotki o głupich studentach.

              Na marginesie dodam, że nie pisze się "tą uwagę", tylko "tę uwagę".
              • Gość: weddy Re: Filologia wypowiada wojnę plagiatom. Oszuści IP: *.shootoffers.com 06.02.12, 19:24
                Bo widzisz, tu nie chodzi o to, że walczyć z plagiatami sie nie da, tylko ze się nie chce. Tak więc trzeba znaleźć jakiś pseudo powód, np. studenta któremu się to nie podoba i uogólnić to na wszystkich. A wtedy, zamiast czytać nudne prace studentów, można sobie olać to wszystko i z czystym sumieniem usiąść wygodnie w fotelu przed telewizorem, z chipsami w jednej ręce i piwkiem w drugiej, i oglądnąć jakiś serial czy kolejny odcinek "Rambo".
              • Gość: belfer Re: Filologia wypowiada wojnę plagiatom. Oszuści IP: *.wroclaw.vectranet.pl 08.02.12, 08:53

                Sprawozdania będące plagiatami zdarzają się cały czas. Myślę, że na palcach jednej ręki można policzyć przypadki takich, które zostały napisane samodzielnie. JEDEN STUDENT oddał wstęp skopiowany wprost z Wikipedii i się tak oburzył, że mnie obsmarował w ankiecie końcowej. Reszta marudzi, ale grzecznie poprawia. Problem w tym, że niewielu prowadzących odrzuca takie prace i wymaga ich napisania samodzielnie.
                Nie siedzę z piwkiem przed tv oglądając "Rambo" bo nie mam na to czasu. Istnieją jeszcze pracownicy naukowi, którzy pracują naukowo. Nie każdemu do napisania publikacji wystarczy poczytać parę książek. Są tacy, którzy w tym celu muszą spędzić wiele godzin w laboratorium.

                A za poprawę błędu bardzo dziękuję.
                • Gość: WT Re: Filologia wypowiada wojnę plagiatom. Oszuści IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.02.12, 13:25
                  Mimo wszystko skłamałeś, bo napisałeś, że studenci cię obsmarowali w ankietach, jakby to było jakiś masowy, notorycznie powtarzający się proces. Jeden student to nie jest żadna wyrocznia i dziwię się, że robisz z pojedynczego przypadku wielki problem. Z plagiatami po prostu trzeba walczyć, to jest twój obowiązek jako nauczyciela i wychowawcy.

                  > Problem w tym, że niewielu prowadzących odrzuca takie prace i wymaga ich napisania
                  > samodzielnie.

                  I może tu jest pies pogrzebany? Ktoś przecież studentów przyzwyczaił do plagiatowania, poza tym obserwują, jak robią wykładowcy, i też się uczą. Myślę, że walkę z plagiatami na uczelniach wykładowcy powinni zacząć od siebie, naprawdę trudno nauczyć kogoś uczciwych zachowań, gdy samemu postępuje się nieuczciwie i jeszcze udowadnia swoim przykładem, że to jest opłacalne.
                  • flamengista ba, obowiązek 09.02.12, 18:43
                    No to przetestuj system. Złap studenta na plagiacie, zgłoś sprawę pisemnie dziekanowi lub rektorowi (z dowodami w załączniku) i czekaj na decyzję.

                    Żebyś się nie zdziwił.
                    • Gość: WT Re: ba, obowiązek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.12, 19:36
                      Po pierwsze: ja nie jestem wykładowcą akademickim. To wasza praca. Jeśli nie reagujesz na plagiaty, po prostu źle wykonujesz swoją pracę. Po drugie: sugerujesz, że twój dziekan nie reaguje na plagiaty? Może jakieś konkrety (nazwisko tego dziekana, przykłady), bo inaczej należałoby potraktować to jako pomówienie.
                      • flamengista sprawa wyjaśniona 09.02.12, 20:13
                        w innych postach. Nikogo nie pomawiam, więc nie wiem o co ci chodzi. Mechanizm postępowania jest wszędzie ten sam - wierz mi, pytałem o to znajomych z różnych uczelni i różnych miast. Wszystko wynika z niedoskonałości systemu.
                        • Gość: WT Re: sprawa wyjaśniona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.12, 21:34
                          flamengista napisał:

                          > w innych postach.

                          W jakich "innych postach"??? Konkrety proszę!

                          > Nikogo nie pomawiam, więc nie wiem o co ci chodzi.

                          Piszesz o jakichś dziekanach, którzy ignorują zgłoszenia o plagiatach. To są poważne zarzuty. Proszę o konkrety, albo będzie to zwyczajne pomówienie (a w najlepszym przypadku pisanie nieprawdy).

                          > Mechanizm
                          > postępowania jest wszędzie ten sam - wierz mi, pytałem o to znajomych z różnych
                          > uczelni i różnych miast. Wszystko wynika z niedoskonałości systemu.

                          Aha, wszędzie dziekani ignorują zgłoszenia o plagiatach... A skąd ty możesz to wiedzieć, jak znasz z autopsji tylko jednego? Daruj sobie wypisywanie takich farmazonów, bo zaczynam dochodzić do wniosku, że albo idziesz w zaparte, albo zwyczajnie trollujesz.
                          • flamengista Re: sprawa wyjaśniona 09.02.12, 21:52
                            Nic takiego nie piszę. A już na pewno nie o dziekanach, którzy ignorują zgłoszenia o plagiatach.

                            Napisałem tylko, żebyś przetestował system, jeśli masz taką możliwość.
                            • Gość: WT Re: sprawa wyjaśniona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.12, 21:56
                              A to kto napisał?

                              No to przetestuj system. Złap studenta na plagiacie, zgłoś sprawę pisemnie dziekanowi lub rektorowi (z dowodami w załączniku) i czekaj na decyzję.

                              Żebyś się nie zdziwił.

                              ( forum.gazeta.pl/forum/w,72,133079124,133205863,ba_obowiazek.html )
                              • flamengista Re: sprawa wyjaśniona 09.02.12, 22:11
                                No i?

                                Żebyś się nie zdziwił, jaka decyzja zostanie podjęta. Już mówię jaka: student ma poprawić pracę. Tyle.

                                W USA student wylatuje z wilczym biletem (jeśli ma szczęście) a czasem dostaje sprawę cywilną w bonusie.
                                • Gość: WT Re: sprawa wyjaśniona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.12, 23:04
                                  Wyraźnie zasugerowałeś, że dziekan zignoruje owo zgłoszenie albo negatywnie odbije się to na danym pracowniku. Więc nie kręć teraz i nie wmawiaj mi, że powiedziałeś coś, czego nie powiedziałeś. Tak możesz sobie rozmawiać z kolegami na uczelni.
      • 1410_tenrok rozwiązanie jest proste lub nawet bardzo proste 06.02.12, 11:31
        w przysiedze studenta, składanej w momencie imatrykulacji jest pasuisik o zachowywanie się odpowiednim (nie zacytuję, ponieważ to dawne czasy). Wystarczy to egzekwować, jeżeli prowadzący złapie kogoś na pracy ćwiczeniowej, to podkreśla stsown miejsce iobniża ocenę; jeżeli takich faktów jest więcej, to nie daje zaliczenia. Jeżli ktoś oddaje tego typu pracę licencjacką, magisterską lub doktorską, to po prostu sie jej nie uznaje i sprawa załatwiona.
        Tyle, że problemem jest skala tego zjawiska. Byxć może należałoby nie uznać 80% prac? No i co z tego? Regres w stosunku do nie uznanych i konieczność spłaty studiów............. I zaraz byłby porządek. Lecz, jakkież toż jest okrutneż!!!A my kochamy bezstresowy model szfecki!!!!
        • Gość: ola Re: rozwiązanie jest proste lub nawet bardzo pros IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.02.12, 12:51
          szfecki???
          • 1410_tenrok do ola, 06.02.12, 14:41
            to sarkastyczna litentia poetica
        • Gość: WT Re: rozwiązanie jest proste lub nawet bardzo pros IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.02.12, 15:30
          1410_tenrok napisał:

          > w przysiedze studenta...

          De facto jest to przysięga pod przymusem, czyli nieważna. W przysiędze przy nadawaniu stopnia doktora jest np. zwrot, że będę zawsze rozsławiał dobre imię uczelni. Co by oznaczało, że - jeśli uczelnia jest beznadziejna (a w Polsce w zasadzie innych nie ma) - nie mam prawa jej publicznie skrytykować.
          • 1410_tenrok pod przymusem? 06.02.12, 23:51
            ktoś cie zmuszał, aby studiować? No, bez kitu! Na angielskich uniwersytetach podpisujesz papier, ze zdajesz sobie sprawę z tego, że każde oszustwo powoduje relegowanie z uczelni.

            Na pewnym kierunku na uniwersytecie wrocławskim jakis czas temu stwierdzono obecność studentów złodziei. Instytut sprawę zatuszował.................
            • Gość: WT Re: pod przymusem? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.02.12, 02:54
              1410_tenrok napisał:

              > ktoś cie zmuszał, aby studiować? No, bez kitu! Na angielskich uniwersytetach po
              > dpisujesz papier, ze zdajesz sobie sprawę z tego, że każde oszustwo powoduje re
              > legowanie z uczelni.

              Nie rozumiesz. Jest to wymuszanie złożenia przysięgi, która nie jest dobrowolna, gdy wiąże się z koniecznością przysięgania bezsensownych rzeczy pod groźbą wyrzucenia ze studiów czy niedania dyplomu.

              > Na pewnym kierunku na uniwersytecie wrocławskim jakis czas temu stwierdzono obe
              > cność studentów złodziei. Instytut sprawę zatuszował.................

              A co ma jedno do drugiego? Jeśli instytut zatuszował sprawę, to popełnił przestępstwo.
              • 1410_tenrok jestes słodki z tym wymuszeniem 07.02.12, 23:21
                taka jest zasada, że składasz świadczenie woli, aby móc studiować. Nikt nie zmusza cie do tego, abyś je składał, jednak wiąże sie to z niemożnością studiowania.

                A co takiego w tej przysiedze jest bezsensownego??? konkrety proszę............
                • Gość: WT Re: jestes słodki z tym wymuszeniem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.02.12, 00:19
                  Nie, to ty nie rozumiesz tych przysiąg i ich sensu. Nie mają one merytorycznie nic wspólnego ze studiami, służą tylko wymuszeniu lojalności i posłuszeństwa studenta czy naukowca. Źle pojętej lojalności i posłuszeństwa. Konkrety? Podałem wyżej. Na przykład zwrot w przysiędze składanej podczas promocji doktorskiej, że będę zawsze rozsławiał dobre imię uczelni. Jaki to ma związek z nauką? Czy ktoś, kto nie złoży takiej przysięgi albo ją złamie, nie będzie dobrym naukowcem?
        • flamengista wszystko pięknie 09.02.12, 18:51
          Nie dajesz zaliczenia, a pracy nie uznajesz (formalnie: nie przyjmujesz). Fajnie.

          Delikwent idzie do dziekana i robi z siebie ofiarę nadambitnego promotora. W najgorszym dla niego scenariuszu dziekan popiera promotora i... daje (płatne) powtarzanie semestru. Delikwent ląduje u tego samego promotora, bo przecież nikt inny plagiatora nie weźmie na swoje seminarium. I promotor nadal musi się męczyć z oszustem, który dawno powinien dostać kopa w siedzenie i wilczy bilet na wszystkie uczelnie w tym kraju. I być może nawet sprawę w sądzie za próbę wyłudzenia dyplomu, kradzież czyjegoś dzieła oraz oszustwo.

          Na ogół scenariusz jest jednak inny. Student dostaje "szansę poprawy", darmowe przedłużenie terminu składania pracy. Promotor dostaje sygnał, że takie wyskoki studenckie są powszechnie tolerowane i powinien oszusta przepchnąć jak najszybciej, bo inaczej dorabia sobie pracy.

          A teraz jeszcze wyobraź to sobie w przypadku 80% prac. I to jeszcze na poziomie licencjackim, w sytuacji gdy wszyscy na uczelni liczą, że ci wypromowani przyjdą na magisterskie.

          Powtarzam: to system jest do bani, nie ludzie. Ludzie dostosowują swoje działania do niedoskonałości systemu - zarówno studenci, jak i promotorzy.

          PS. Rozwiewając ew. wątpliwości - ja zachowuję się jak totalny frajer, a więc jak powieściowa "Siłaczka". No i odwalam plagiatorów. Problem w tym, że wyrzuceni przez drzwi wracają oknem.
          • Gość: WT Re: wszystko pięknie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.12, 19:43
            flamengista napisał:

            > Delikwent idzie do dziekana i robi z siebie ofiarę nadambitnego promotora. W na
            > jgorszym dla niego scenariuszu dziekan popiera promotora i... daje (płatne) pow
            > tarzanie semestru. Delikwent ląduje u tego samego promotora, bo przecież nikt i
            > nny plagiatora nie weźmie na swoje seminarium. I promotor nadal musi się męczyć
            > z oszustem, który dawno powinien dostać kopa w siedzenie i wilczy bilet na wsz
            > ystkie uczelnie w tym kraju. I być może nawet sprawę w sądzie za próbę wyłudzen
            > ia dyplomu, kradzież czyjegoś dzieła oraz oszustwo.

            Jasne, wszystkiemu winni są studenci i dziekani. A wiesz, co mi się wydaje? Że w takim zwalaniu winy na innych, tylko nie na siebie, najbardziej wyspecjalizowali się ci pracownicy, którzy zbijają bąki na uczelniach i nie chce im się podejmować żadnych działań. Ba, jestem tego niemal pewien...

            > Na ogół scenariusz jest jednak inny. Student dostaje "szansę poprawy", darmowe
            > przedłużenie terminu składania pracy. Promotor dostaje sygnał, że takie wyskoki
            > studenckie są powszechnie tolerowane i powinien oszusta przepchnąć jak najszyb
            > ciej, bo inaczej dorabia sobie pracy.

            Ciekawe, bo ja za to znam promotorów, którzy mają po kilkudziesięciu albo wręcz kilkuset dyplomantów (w kilku różnych szkołach) i ani im w głowie czytać ich prace. Tu też winny jest dziekan?

            > A teraz jeszcze wyobraź to sobie w przypadku 80% prac. I to jeszcze na poziomie
            > licencjackim, w sytuacji gdy wszyscy na uczelni liczą, że ci wypromowani przyj
            > dą na magisterskie.

            Co takiego, 80% prac magisterskich to plagiaty??? Czy ty w ogóle wiesz, co piszesz?

            > Powtarzam: to system jest do bani, nie ludzie. Ludzie dostosowują swoje działan
            > ia do niedoskonałości systemu - zarówno studenci, jak i promotorzy.

            No cóż, proponowałbym najpierw sobie uświadomić, że każdy system tworzą ludzie. Może wtedy będzie łatwiej zacząć zmiany.

            > PS. Rozwiewając ew. wątpliwości - ja zachowuję się jak totalny frajer, a więc j
            > ak powieściowa "Siłaczka". No i odwalam plagiatorów. Problem w tym, że wyrzucen
            > i przez drzwi wracają oknem.

            Aha, to twój dziekan jest jakimś wyjątkiem, prawda? Skąd zatem te historyjki o złych dziekanach? Z opowieści sfrustrowanych kolegów z uczelni?

            Sorry, ale przypuszczam, że każdy tak mówi, jak ty.
            • flamengista czytaj wcześniejsze posty 09.02.12, 20:22
              Ten był odpowiedzią na post powyżej, więc czepiaj się przedmówcy.

              "Jasne, wszystkiemu winni są studenci i dziekani (...)"
              Nigdzie tego nie napisałem. Winien jest system, nie ludzie. Ludzie się dopasowują do systemu i jego niedoskonałości: studenci, wykładowcy i dziekani.

              "znam promotorów, którzy mają po kilkudziesięciu albo wręcz kilkuset dyplomantów (w kilku różnych szkołach) i ani im w głowie czytać ich prace"
              Po pierwsze: to jest sytuacja naganna. Po drugie: wieloetatowość się kończy, bo prywatne padają. Po trzecie: wieloetatowość była pochodną fatalnych wynagrodzeń na polskich uczelniach. Jeśli profesor na najlepszej polskiej uczelni dostaje 4,5 tys. na rękę, to nic dziwnego że szuka dodatkowych dochodów. Podobnie jak lekarz w publicznej służbie zdrowia.

              "80% prac magisterskich to plagiaty?"
              Nie mam pojęcia - to była odpowiedź przedmówcy. Problem w tym, że nie czytasz porządnie wypowiedzi tych, z którymi polemizujesz.

              "proponowałbym najpierw sobie uświadomić, że każdy system tworzą ludzie"
              To do niczego nie prowadzi. Pytać się należy, skąd biorą się tacy ludzie? I czy można przyciągnąć innych, zastępując tych "złych"? To dyskusja o reformie Kudryckiej, na którą tu nie ma czasu i miejsca.

              Co do mnie, najwyraźniej nie zrozumiałeś fragmentu o "wracaniu oknem". Trudno, nie chwytasz eufemizmów. Na dyskusję otwartym tekstem nie mogę sobie pozwolić - za miesiąc mamy wybory.
              • Gość: WT Re: czytaj wcześniejsze posty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.12, 21:45
                flamengista napisał:

                > Ten był odpowiedzią na post powyżej, więc czepiaj się przedmówcy.

                A ja zadałem kilka pytań, prosząc o uściślenia.

                > Nigdzie tego nie napisałem. Winien jest system, nie ludzie. Ludzie się dopasowu
                > ją do systemu i jego niedoskonałości: studenci, wykładowcy i dziekani.

                Kotku, system tworzą ludzie. Potrafisz zwalać winę na wszystkich (dziekani, studenci, teraz mityczny system), a nie widzisz jej u siebie i swoich kolegów.

                > Po pierwsze: to jest sytuacja naganna. Po drugie: wieloetatowość się kończy, bo
                > prywatne padają.

                Rozmawiamy o sytuacji teraźniejszej, a jak na razie wieloetatowość wśród naukowców kwitnie, jak chyba w żadnym innym zawodzie.

                > Po trzecie: wieloetatowość była pochodną fatalnych wynagrodze
                > ń na polskich uczelniach. Jeśli profesor na najlepszej polskiej uczelni dostaje
                > 4,5 tys. na rękę, to nic dziwnego że szuka dodatkowych dochodów. Podobnie jak
                > lekarz w publicznej służbie zdrowia.

                Bzdura. Poczytaj sobie o realnych zarobkach naukowców, a więc nie tylko o pensji zasadniczej, ale także dodatkach funkcyjnych, za staż, za zajęcia z zaocznymi, recenzje, trzynastki, wczasy pod gruszą i mnóstwo innych rzeczy. Wyjdzie ci co najmniej dwa razy więcej.

                Jak nie wierzysz, polecam ostatnie sprawozdanie w BIP-ie podające zarobki naukowców, w oparciu o sprawozdania z uczelni, z nie to, co sami rozgłaszają naukowcy.

                > Nie mam pojęcia - to była odpowiedź przedmówcy. Problem w tym, że nie czytasz p
                > orządnie wypowiedzi tych, z którymi polemizujesz.

                Czytam aż nadto porządnie. To ty wymyślasz sobie jakieś dane statystyczne, a jak pytam o konkrety, chowasz głowę w piasek.

                > To do niczego nie prowadzi. Pytać się należy, skąd biorą się tacy ludzie? I czy
                > można przyciągnąć innych, zastępując tych "złych"? To dyskusja o reformie Kudr
                > yckiej, na którą tu nie ma czasu i miejsca.

                Nikt nie mówi, że problem jest prosty. Ale fakt, że na polskich uczelniach panuje selekcja negatywna, na pewno nie podnosi ich wydajności.

                > Co do mnie, najwyraźniej nie zrozumiałeś fragmentu o "wracaniu oknem". Trudno,
                > nie chwytasz eufemizmów. Na dyskusję otwartym tekstem nie mogę sobie pozwolić -
                > za miesiąc mamy wybory.

                Czego konkretnie nie zrozumiałem? Że studenci, których wyrzucasz drzwiami, wracają oknem, co dość jasno napisałeś? Chyba że była to jakaś strasznie głęboka figura stylistyczna, której nie zrozumiałem, więc wytłumacz nam, prostaczkom, o co ci chodziło, albo daruj sobie takie teksty. Ze studentami też tak rozmawiasz?
                • flamengista Re: czytaj wcześniejsze posty 09.02.12, 22:07
                  "na razie wieloetatowość wśród naukowców kwitnie, jak chyba w żadnym innym zawodzie"
                  To jest przesadne uproszczenie. Po pierwsze: tylko lekarze mają podobny problem, z bardzo podobnych powodów. Po drugie: dotyczy to gł. nauk społecznych - fizyków czy biologów na kilku etatach jest jak na lekarstwo. Po trzecie: w ramach nauk społecznych dotyczy to głównie profesorów i osób po habilitacji, większość doktorów pracuje na 1 etacie.

                  "także dodatkach funkcyjnych, za staż, za zajęcia z za ocznymi, recenzje, trzynastki, wczasy pod gruszą i mnóstwo innych rzeczy. Wyjdzie ci co najmniej dwa razy więcej"
                  Dodatek funkcyjny dla szefa katedry/zakładu - 300/400 zł. Może dla dziekana czy rektora więcej, ale tego nie wiem. Stażowy - do 20% podstawy, ale to dotyczy całej sfery budżetowej. 13tka - to samo. Grusza - to samo. Recenzje? Dotyczy w zasadzie tylko profesorów, w dodatku to nie są kokosy. Np. recenzja monografii lub doktoratu - 1000-1500 zł brutto. A takich recenzji w roku może być 2-3, nie więcej. Zaoczne - nie rozśmieszaj mnie. Przy obecnych stawkach nadgodziny to przymus, nie przywilej. W dodatku wiele osób prowadzi zaoczne w ramach pensum (etatu).

                  W dodatku ty mylisz profesorów z normalnymi doktorami. W sektorze prywatnym 30-kilkulatkowie biorą normalny kredyt na mieszkanie i zakładają rodziny. Na uczelni z gołej pensji zarobki na to nie pozwalają. Więc albo ludzie dorabiają, albo odchodzą - z moich znajomych jeszcze przed doktoratem wykruszyły się 4 osoby - bez problemu znalazły pracę w firmach. Po doktoracie odeszły kolejne 2 osoby. A to tylko krąg moich znajomych.
                  • Gość: WT Re: czytaj wcześniejsze posty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.12, 23:19
                    flamengista napisał:

                    > To jest przesadne uproszczenie. Po pierwsze: tylko lekarze mają podobny problem
                    > , z bardzo podobnych powodów.

                    Czyli jednak. Lekarze i naukowcy - dwa zawody, gdzie da się wyrabiać na kilka etatów, i jeszcze ma się czas na spanie czy plotkowanie po forach.

                    Pytanie, na jakim poziomie wyrabiać? Oczywiście retoryczne.

                    > Po drugie: dotyczy to gł. nauk społecznych - fizy
                    > ków czy biologów na kilku etatach jest jak na lekarstwo.

                    Z tego prostego powodu, że na fizyków czy biologów nie ma zapotrzebowania w prywatnych szkołach, bo tam nie ma takich kierunków. Jakby mogli, też by sobie dorabiali. Ci sprytniejsi zresztą też sobie radzą całkiem nieźle, znam na przykład biologów, którzy uczą turystyki, geologów (również, jak się okazuje, "specjalistów" od turystyki), filozofów uczących komunikacji społecznej itd.

                    > Po trzecie: w ramach n
                    > auk społecznych dotyczy to głównie profesorów i osób po habilitacji, większość
                    > doktorów pracuje na 1 etacie.

                    Nie pieprz bzdur, bo znam trochę to środowisko. I znam mnóstwo doktorów odwalających chałtury w prywatnych szkółkach. W prywatnych szkołach nie uczą tylko profesorowie, wejdź sobie do wykazu kadry jakiejkolwiek z nich, a sam się przekonasz.

                    > Dodatek funkcyjny dla szefa katedry/zakładu - 300/400 zł. Może dla dziekana czy
                    > rektora więcej, ale tego nie wiem. Stażowy - do 20% podstawy, ale to dotyczy c
                    > ałej sfery budżetowej. 13tka - to samo. Grusza - to samo. Recenzje? Dotyczy w z
                    > asadzie tylko profesorów, w dodatku to nie są kokosy. Np. recenzja monografii l
                    > ub doktoratu - 1000-1500 zł brutto. A takich recenzji w roku może być 2-3, nie
                    > więcej. Zaoczne - nie rozśmieszaj mnie. Przy obecnych stawkach nadgodziny to pr
                    > zymus, nie przywilej. W dodatku wiele osób prowadzi zaoczne w ramach pensum (et
                    > atu).

                    Dodatek funkcyjny na stanowiskach administracyjnych zależy od uczelni i bardzo różnie wygląda. 13-stka to dodatkowa pensja w pełnej wysokości. Recenzje dotyczą nie tylko profesorów, ale także habilitowanych i nawet doktorów. Zaoczne to nie nadgodziny.

                    Bardzo niewiele wiesz z tego, co się dzieje na uczelniach...

                    > W dodatku ty mylisz profesorów z normalnymi doktorami.

                    Jasne, nie wiem, czym się różni profesor od doktora... Nie rozśmieszaj mnie. Mierzenie wszystkich swoim własnym poziomem naprawdę nie zawsze zdaje egzamin.

                    > W sektorze prywatnym 30-
                    > kilkulatkowie biorą normalny kredyt na mieszkanie i zakładają rodziny. Na uczel
                    > ni z gołej pensji zarobki na to nie pozwalają. Więc albo ludzie dorabiają, albo
                    > odchodzą - z moich znajomych jeszcze przed doktoratem wykruszyły się 4 osoby -
                    > bez problemu znalazły pracę w firmach. Po doktoracie odeszły kolejne 2 osoby.
                    > A to tylko krąg moich znajomych.

                    Więc idź sobie do sektora prywatnego. Gwarantuję ci, że 80% naukowców (poza naprawdę dobrymi fachowcami) nie zarobi tam więcej niż na uczelniach. A wiesz, dlaczego? Bo to są co najwyżej nauczyciele akademiccy, a nie naukowcy czy specjaliści. Komu potrzebny jest filozof-znawca Platona czy "fachowiec" od marksizmu? Albo wykładowca od lat uczący studentów historii ekonomii? Nawet na sekretarkę pracodawca chętniej weźmie jakąś młodą i ładną panienkę po studiach niż doktora z odleżynami na tyłku od nieróbstwa i komunistyczną mentalnością wyniesioną z uczelni.

                    To dlatego tak kurczowo trzymacie się swoich stołków na uczelniach.
    • zybben Ryba psuje się od głowy, prof. Sarnowski 06.02.12, 15:35
      Bardzo trafna uwaga red. Maciorowskiego. Na którą - znamienne - nie wpadł prof. Sarnowski, widzący plagiaty studentów, ale już wśród pracowników uniwersytetu ich nie zauważający. Tymczasem plagiaty naukowców docierające do opinii publicznej to zaledwie wierzchołek góry lodowej. A przecież plagiaty wśród pracowników akademickich to nie tylko plagiaty doktoratów, habilitacji czy artykułów naukowych, ale także materiały dla studentów zerżnięte z internetu, definicje podawane im bez podania źródła, tabele z danymi nie wiadomo skąd, poprzepisywane „na żywca” fragmenty podręczników na wykładach, skrypty dydaktyczne skompilowane metodą kopiuj – wklej itd., itd. Mam w domu po własnych studiach cały stos materiałów dydaktycznych przygotowanych dla studentów przez wykładowców – znalezienie w nich odniesień do literatury graniczy z cudem. Gdyby zbadać ten aspekt plagiatowania, okazałoby się, że 90% nauczycieli akademickich to zwykli złodzieje. A studenci, nasza przyszła inteligencja, patrzą i się uczą…
      • Gość: Piotr Re: Ryba psuje się od głowy, prof. Sarnowski IP: 176.31.222.* 06.02.12, 16:00
        Warto w tym kontekście przypomnieć niedawny artykuł Adama Leszczyńskiego w GW "Tajemnica znikających przypisów" o plagiatach popełnionych przez luminarzy polskiej nauki prof. W. Bursztę i prof. T. Gadacza. Szczególnie śmiesznie brzmią ich tłumaczenia - bardziej przypominające jakiegoś nierozgarniętego studenta z pierwszych lat studiów niż profesorów. Do tego należałoby dodać tylko z naszego podwórka plagiat rektora Andrzejaka, ks. prof. Małachowskiego - prorektora Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu i wiele, wiele innych przypadków. Dziekan Wydziału Filologicznego oczywiście plagiatów wśród naukowców nie widzi i z pewnością nie do swoich kolegów wystosował swój komunikat. A to dlatego, że nie od dzisiaj wiadomo, że na uczelniach obowiązują podwójne standardy moralne - inne dla pracowników, inne dla studentów. Tak naprawdę na polskich uczelniach plagiatowanie jest powszechne i nikt nie widzi w tym niczego złego, a jedynie wobec studentów wszyscy udają "słuszne oburzenie" wobec ich plagiatów, bo studenci raz że są najsłabsi na uczelni, a dwa - działa tutaj propaganda (w stylu: kupimy program plagiat.pl i pokażemy mediom, jak walczymy z oszustwami), podczas gdy faktycznie te najbardziej szkodliwe plagiaty zamiata się pod dywan.
        • Gość: Jonasz nowy gmach użyteczności przedszkolnej IP: *.wroclaw.mm.pl 06.02.12, 20:46
          niech Pan sprawdza, łowi i obnaża plagiaty. W ten sposób nad Odrą "pojawi" się okazały gmach na przedszkole i szkołę podstawową z prawdziwego zdarzenia!
          • Gość: hehe Re: nowy gmach użyteczności przedszkolnej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.02.12, 21:15
            hehe, z naszymi nałkoffcami, prófessorami i docentami w szkolnych ławeczkach? myślisz, że ponowna edukacja od postaw, czyli reedukacja, się sprawdzi? bo może po prostu szkoda na nich pieniędzy?
            • Gość: Arek Re: nowy gmach użyteczności przedszkolnej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.02.12, 22:48
              Orędownicy Einsteina działali i działają w sposób zniekształcający prawdę historyczną. Okrzyczany przez magazyn Time "Człowiekiem Stulecia" Albert Einstein (1879-1955) opublikował w roku 1905 długi traktat na temat szczególnej teorii względności (jej rzeczywisty tytuł brzmiał "O Elektrodynamice Ciał w Ruchu") nie podając żadnych odsyłaczy. Wiele przedstawionych w nim poglądów było znanych Lorentzowi (chociażby transformacja Lorentza) i Poincare'owi, zanim jeszcze Einstein napisał swój słynny traktat.

              Charakterystyczne dla Einsteina było to, że nie odkrywał teorii, ale po prostu je zawłaszczał. Wybrał z istniejącego zasobu wiedzy to, co mu się najbardziej podobało, a następnie wplótł do opowieści będącej jego wkładem w teorię względności. Wszystko to odbyło się przy pełnej wiedzy i zgodzie ludzi z jego środowiska i czasów, takich jak na przykład jego wydawcy z Annalen der Physik (Annały Fizyki).

              Najbardziej charakterystycznym równaniem wszystkich czasów jest słynne E=mc2. Zwyczajowo jest ono przypisywane wyłącznie Albertowi Einsteinowi (1905), jednak konwersja materii w energię i energii w materię była znana już Isaacowi Newtonowi ("Ciała stałe i światło są nawzajem wymienne..."; 1704). To równanie można też przypisać S. Tolverowi Prestonowi (1875), Julesowi Poincare'owi (1900; według Browna, 1967) i Olintowi De Pretto (1904) - wszyscy przed Einsteinem. Ponieważ Einstein nigdy poprawnie nie wyprowadził równania E=mc2 (Ives, 1952), wydaje się, że nie ma niczego, co by łączyło je z czymkolwiek będącym autorstwa Einsteina.
        • flamengista no i po co ten post? 09.02.12, 18:59
          Chyba oczywiste jest, że plagiaty trzeba tępić i surowo karać - zarówno u studentów, a tym bardziej u pracowników naukowych.

          Nic w oświadczeniu cytowanego dziekana nie świadczy o tym, że wprowadza na swoim wydziale podwójne standardy.

          PS. Ostatnia fala skandali z plagiatami wśród naukowców świadczy właśnie o tym, że idzie ku lepszemu. Wcześniej takie rzeczy zamiatano pod dywan i opinia publiczna nic o sprawie nie wiedziała.
          • Gość: WT Re: no i po co ten post? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.12, 19:50
            flamengista napisał:

            > Chyba oczywiste jest, że plagiaty trzeba tępić i surowo karać - zarówno u stude
            > ntów, a tym bardziej u pracowników naukowych.

            No niestety, w naszym akademickim półświatku nie jest to oczywiste. Gdyby było oczywiste, problemu by nie było.

            > Nic w oświadczeniu cytowanego dziekana nie świadczy o tym, że wprowadza na swoi
            > m wydziale podwójne standardy.

            A co, ma jeszcze o tym głośno powiedzieć gazecie? Zabawny jesteś, albo strasznie naiwny...

            > PS. Ostatnia fala skandali z plagiatami wśród naukowców świadczy właśnie o tym,
            > że idzie ku lepszemu. Wcześniej takie rzeczy zamiatano pod dywan i opinia publ
            > iczna nic o sprawie nie wiedziała.

            Ohoho, ale błyskotliwa teoria. Szczególnie plagiat b. rektora Andrzejaka, w którym pracownicy uczelni nie dopatrzyli się niczego złego, pozwala snuć bardzo pozytywne nadzieje. Niech najpierw środowisko akademickie zostanie przefiltrowane pod kątem tych plagiatów, a ci, u których plagiatów nie wykryto, wykształcą w odpowiednim stopniu kręgosłup moralny, i wtedy dopiero możemy zacząć się zastanawiać, czy idzie ku lepszemu. Droga do tego jest jeszcze baaardzo daleka.
            • flamengista piszę tylko 09.02.12, 20:11
              że nie wiemy, jakie dziekan ma poglądy w tej kwestii a doszukiwanie się złych intencji jest nieuprawnione i - moim zdaniem - złośliwe.

              Co do Andrzejaka: faktycznie jego zwolennicy zachowali się haniebnie. Niemniej sprawy by nie było, gdyby nie dociekliwość uczelnianej Solidarności, której działacze znaleźli twarde dowody i powiadomili właściwe gremia. Co więcej, powołana do tej sprawy przez CK specjalna komisja na UJ spełniła swoje zadanie. Jednak Andrzejak został ukarany, habilitację cofnięto.

              W latach 90tych sprawie ukręcono by łeb zanim trafiłaby ona do mediów. A plagiator chodziłby w gronostajach i glorii profesorskiej do chwalebnej emerytury.

              Dużo jeszcze trzeba w naszym środowisku poprawić, ale w tym akurat aspekcie widać zmiany na lepsze. I miło to stwierdzić w tym miejscu, że akurat dziennikarze GW mają spore zasługi w tej materii.
              • Gość: WT Re: piszę tylko IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.12, 21:54
                flamengista napisał:

                > że nie wiemy, jakie dziekan ma poglądy w tej kwestii a doszukiwanie się złych i
                > ntencji jest nieuprawnione i - moim zdaniem - złośliwe.

                Poglądy tego konkretnego dziekana nie mają tu nic do rzeczy - tak po prostu wygląda sytuacja na polskich uczelniach. Przykładów jest aż nadto, m.in. głośna i wymowna sprawa Andrzejaka, o której wspomniałem.

                > Co do Andrzejaka: faktycznie jego zwolennicy zachowali się haniebnie. Niemniej
                > sprawy by nie było, gdyby nie dociekliwość uczelnianej Solidarności, której dzi
                > ałacze znaleźli twarde dowody i powiadomili właściwe gremia. Co więcej, powołan
                > a do tej sprawy przez CK specjalna komisja na UJ spełniła swoje zadanie. Jednak
                > Andrzejak został ukarany, habilitację cofnięto.

                Tyle, że Solidarność zajęła się Andrzejakiem ze względów politycznych, a nie etycznych. Widzisz różnicę? I nie tylko jego zwolennicy zachowali się haniebnie, ale całe środowisko naukowe, m.in. rektorzy wrocławskich uczelni, którzy nie zdobyli się na żaden krok. A mam przypomnieć liczne starania dra Wrońskiego przeciw osobom i instytucjom, które próbowały zamieść sprawę pod dywan (np. utajnienie recenzji habilitacji Andrzejaka)? Zadanie swoje spełniła nie wiem która z rzędu dopiero komisja, gdy sprawa była już wyjątkowo głośna w mediach.

                > W latach 90tych sprawie ukręcono by łeb zanim trafiłaby ona do mediów. A plagia
                > tor chodziłby w gronostajach i glorii profesorskiej do chwalebnej emerytury.

                No i właśnie osoby z plagiatami z tamtych lat wciąż pracują na polskich uczelniach.

                > Dużo jeszcze trzeba w naszym środowisku poprawić, ale w tym akurat aspekcie wid
                > ać zmiany na lepsze. I miło to stwierdzić w tym miejscu, że akurat dziennikarze
                > GW mają spore zasługi w tej materii.

                Szkoda, że sami nie macie na tym polu żadnych zasług. Nie wiem, czy sprawa idzie na lepsze czy nie (nie mam zamiaru polemizować z twoimi subiektywnymi odczuciami), ale jestem pewien, że jeszcze dużo czasu upłynie, zanim środowisko naukowe w Polsce będzie funkcjonować według jakichś w miarę cywilizowanych standardów.
    • Gość: Jacek Rzeszotnik Re: Filologia wypowiada wojnę plagiatom. Oszuści IP: *.wfil.uni.wroc.pl 08.02.12, 13:10
      Jako osoba odpowiedzialna z przeprowadzanie nostryfikacji na Wydziale Filologicznym UWr. pragnę poinformować, że nie ma miesiąca, w którym procedury takie nie miałyby miejsca. Trudno mi komentować sytuację na innych wydziałach, ponieważ jednak zwraca się Pan do "Pana Profesora" / "Pana Dziekana" w kontekście informacji dotyczącej naszej jednostki, czuję się "wywołany do tablicy". Proszę także pamiętać, że obowiązujący stan prawny narzuca pewne ograniczenia - nostryfikacja możliwa jest tylko w zakresie dyscyplin, co do których dany wydział posiada uprawnienia do nadawania stopni naukowych. Zatem nie każdy dyplom zagraniczny można wszędzie nostryfikować. Ponadto w wielu przypadkach - zwłaszcza dotyczących tzw. "uczelni zachodnich" - nostryfikacja w ogóle nie jest wymagana, ponieważ kwestie te regulują umowy międzynarodowe będące aktami prawnymi wyższego rzędu niż regulacje krajowe. Nie trzeba zatem ironizować w stylu "czyżby wydziały (raczej wydział) kierowane przez Pana Dziekana były tak słabe?" bowiem nostryfikacja nijak nie ma się do "mocy wydziału", jako że jej wymogi szczegółowo opisane są w odpowiednich rozporządzeniach ministerialnych. Myślę, że po zapoznaniu się z nimi zrewiduje Pan swoje wyobrażenia o tym, czym jest nostryfikacja i pod reżimem jakich wymogów jest ona przeprowadzana. Pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka