Gość: Irek
IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl
24.09.04, 23:59
Sędziowskie sądu dyscyplinarne to albo inkwizycja dla jednych albo niezmierna
łagodnośc dla drugich / patrz sprawa b.ministra Sadowskiego/.Może jednak
trzeba było poczekać na wyrok Sądu w Jeleniej Gorze.Ktoś kto jest sędzią
apelacyjnym to członek prawniczej elity ,wielokrotnie weryfikowany
przez "służby"a przede wszystkim własne środowisko.Tadeusz N.był takim
zweryfikowanym sędzią i należało mu się chociażby to aby bez emocji ocenić
jego czyn napierw w normalnym trybie a dopiero później w trybie
dyscyplinarnym.Z pensją prezesowską na pewno nie musiał przywłaszczać sobie
pieniędzy z jakiejś tam szafy,szczególnie iż wszyscy o tej transakcji
wiedzieli.Dlaczego zatem nie ma na ławie oskarżonych przedstawiciela
Prokuratory,która jak twierdzi autor artykułu od dawna o tej transakcji
wiedziała......?A może afera z szafą została odgrzebana po latach,gdyż
Tadeusz N był w gronie kandydatów na prezesa apelacji?Kto wie.