Gość: y&roll
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
10.10.04, 22:25
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=67&w=16158680&v=2&s=0
Krótko mówiąc martwią się o nas w Poznaniu. (: Co o tym sądzicie??
"Potencjał! Najważniejszy potencjał - ludzie. Ale człowiek i społeczność z
pokręconym losem (czyli z tym, co jest udziałem wrocławian) mają uzasadnione
problemy z tożsamością. Jest to kwestia braku zakorzenienia. No, może jeden z
wielu czynników pobudzających do aktywności i dbałości o swoje miejsce - ale
czynnik ważny - kultura - dopasowanie kultury materialnej do kultury
duchowej.
Tymczasem, czy wrocławianie na pewno czują się we Wrocławiu u siebie?
Poznanianka - w mojej osobie, która odwiedziła niedawno Wrocław zastała
miasto
i ludzi, którzy nie pasują do tego miasta. Miasto brudne i obce, ludzie
zupełnie spoza kontekstu. Luksusowa starówka, na której lepiej brzmi
hochdeutsch niż polski z zaśpiewem. I co tu zrobić? Niepolska architektura,
niepolska historia, przygniatająca uświadomiona i nieuświadomiona niemczyzna,
której feromony działają bardziej na potomków Brunhildy, niż na plemię
wywodzące się od Piasta Kołodzieja. (Aczkolwiek Piastowie mieliby tutaj o
wiele
więcej do powiedzenia niż podopieczni Jagiellonów).
W dzisiejszej sytuacji, kiedy rodzą się obawy z powodu możliwych procesów
roszczeniowych wobec obywateli polskich zamieszkujących tereny poniemieckie
atmosfera tego miasta przygnębia. Trudno tam bowiem znaleźć punkt
zaczepienia,
jakąś autentyczną kotwicę, coś, za co mogłyby dzisiaj zginąć (w przenośni,
naturalnie) po raz drugi Orlęta. I tutaj w poznaniance (czyli osobie nieco
inaczej uformowanej) zwiedzającej Wrocław rodzi się zrozumienie powikłania, w
jakim znajdują się dzisiejsi wrocławianie. Metafizyka Wrocławia bowiem nie
jest
metafizyką polską. Polak z zewnątrz może w pierwszej chwili poczuć się tam
jak
zgubione ogniwo łańcucha.
Tożsamość wrocławska jest trudną rzeczywistością dzisiejszych wrocławian.
I, o paradoksie, może właśnie tam, właśnie dlatego, właśnie Polakowi we
Wrocławiu łatwiej zrozumieć, co to jest tożsamość, łatwiej znaleźć prawdziwą
tożsamość. Tożsamość, która nie zapuszcza korzeni w głąb, tożsamość, która
płoży. Tożsamość, która nie spuszcza kotwicy, tylko zarzuca sieci i zagarnia
do
nich to, co pozwoli jej się wzbogacić, rozwinąć. Istnieje w każdym razie taka
szansa. Szansa na ekspoloatację dziedzictwa mikrokosmosu i włożenie w jego
zimne konstelacje własnego żywego serca! Bo czy jest jakaś alternatywa?
Czym jest tożsamość bez korzeni, tożsamość bez kotwicy?
Los to z pewnością niepewny, a w każdym razie jawiący się jako taki tym,
którzy
nie zrozumieli, że tak naprawdę żadne ciepełko przytulnego swojskiego Krakowa
też ich nie uratuje przed pojawiającymi się wokół najeźdźcami. I krakowski
trębacz z mariackiej wieży musiał zginąć, chociaż to z pewnością jego
ziomkowie
budowali to miasto.
Niedopasowanie i wynikające z tego zadanie - zbudowanie NOWEJ tożsamości.
Sądzę, ze wrocławianie (i nie tylko oni w naszym pieknym kraju) znajdują się
w
tym momencie w tej właśnie fazie i z tego też wynikają ich problemy z
objęciem
w końcu tego miasta w POSIADANIE. POSIĄŚĆ MIASTO ! Wchłonąć je w siebie i
wyemanować energię twórczą, życiodajną. (Może wtedy polepszy się los tego
miasta i znikną straszne widoki z dworca centralnego, który zamieszkuje
prawdziwa "nędza ludzka".)
Moje wrażenia dotyczące Wrocławia mogą się wydawać komuś śmieszne, ale ja tak
to właśnie rozumiem i tak "odczułam" to miasto.
W świetle tego co napisałam myślę, że Poznań jawić się może jako Eldorado
ludzkich mocy. NO, ALE TO TYLKO PRZEZ CELOWO DOBRANY OBIEKT PORÓWNAWCZY.
Dlatego nie ma to być raczej zachęta do spoczęcia na laurach."