agnes2101
11.05.02, 12:05
Mam Problem natury etycznej. Jestem nauczycielem. Akademickim. Wykładam
biochemię.
Studenci I roku kiepsko stali z przedmiotu i nie kwalifikowali się do tego, aby
im w ogóle przedmiot zaliczyć i dopuścić do egzaminu. Pomyślałam, że pomogę
nieco studenckiej braci w uchylaniu się od wojskowego munduru lub gromadki
tłuściutkich dzieciaczków i zadam do napisania referat. O witaminach, bo o
witaminach chyba najłatwiej – każdy coś już wie, a i o materiały w bibliotekach
i internecie nietrudno. Kto napisze referat – zaliczy ćwiczenia. Więc zadałam,
prosząc wielokrotnie, aby elaboraty były oryginalne, tzn. nie zerżnięte żywcem
skądś tylko napisane z własną inwencją twórczą. Nie uwierzycie! 20% osób (co
piąty!!!) przyniósł referat sporządzony metodą „kopiuj i wklej” ze strony
www.vitaminy.prv.pl ! Swoją drogą skoro wszyscy kopiowali tę stronę znaczy, że
uznali ją za najlepszą. Ale poradźcie co mam zrobić? Obrazić się, że oddali
referaty na „odwal się” czy zaliczyć? Czy kradzież (nazwijmy rzecz po imieniu)
cudzej myśli jest w Polsce oczywista i dopuszczalna?
Pozdrawiam