Gość: wojtek
IP: *.math.umd.edu
13.05.02, 22:57
Przeczytalem artykul Michnika, a raczej publiczna
prosbe o to by wybudowac we Wroclawiu "centrum
wypedzonych". Bardzo interesujacy pomysl - jestem
zdecydowanym zwolennikiem pamietania o historii i (co
wazniejsze) uczenia sie z niej.
Z drugiej jednak strony zastanawia mnie czy nie lepiej
byloby nie spieszyc sie z taka inwestycja? Zyjemy w
bardzo "ciekawych czasach", w czasach kiedy tak
naprawde odkrywamy wiele elementow swej historii na
nowo, w czasach kiedy uczymy sie dopiero co to jest
wolnosc i demokracja, a wreszcie w czasach w ktorych
powoli wyplywamy na "miedzynarodowe wody" (chocby z
takim fajnym pomyslem jak EXPO). Mysle, ze troche
spokoju wcale by nam nie zaszkodzilo - to znaczy, ze
potrzebujemy jeszcze wiecej dystansu do pewnych
zdarzen. Doskonale roumiem ze to ma byc centrum
wszystkich wypedzonych a nie tylko "Niemcow wypedzonych
z Wroclawia przez zlych Polakow". Ale jestem tez
calkowicie pewien, ze wlasnie w taki sposob bedzie to
centrum funkcjonowalo w swiadomosci wielu osob: tak
Niemcow jak i Polakow, ale rowniez innych osob
odwiedzajacych Wroclaw. Dlatego sie zastanawiam czy ta
inicjatywa jest na pewno dobra dla naszego "zdrowia
psychicznego", dla naszego samopoczucia, dla naszego
poczucia wlasnej wartosci. Wolalbym miec wiecej czasu
na to wszystko, a takze na te bardziej przyziemne
sprawy z ktorymi sie wszyscy borykamy.
Szcegolnie zas fakt, ze nie ma to byc sposob na
zadoscuczynienie komukolwiek, tylko raczej taka
przestroga na przyszlosc, pozwala mi myslec ze byc moze
nie powinnismy sie spieszyc z tym "centrum"?