Gość: kirkol
IP: *.magma-net.pl
06.06.02, 13:15
Bo bar był przecież zupełnie innym światem. Zdał sobie nagle sprawę, że każdy
bar w jego życiu był jak inny świat. Ale to nic oryginalnego. W barach
odgrywano przecież całe dramaty, w barach likwidowano lub powoływano do życia
państwa, nie dbając o zamieszkujące je narody, w barach Trocki i Lenin, kiedy
jeszcze nie byli na tyle poróżnieni, aby przestać ze sobą rozmawiać, przy
wódce, samogonie i zakąskach przygotowali rewolucję październikową. To w barze
w Getyndze, na poplamionej musztardą serwetce dwudziestotrzyletni Heisenberg
udowodnił pijanym kolegom fizykom, że można być w kilku miejscach jednocześnie
pod warunkiem, że da się to opisać kwantowo. Co oni natychmiast zrozumieli i z
tego zachwytu zamówili osiem butelek Beaujolais Primeur, bo to był akurat
trzeci czwartek listopada. A wiele lat później Heisenberg za te wzory na
barowej serwetce dostał Nobla. Zasada nieoznaczoności, ta genialna idea z
pogranicza fizyki i mistyki rozpisana na matematyczny wzór ze stałą Plancka
obok plamy z musztardą! Sam widział tę serwetkę w muzeum w Getyndze. To w
paryskich barach ToulouseLautrec malował od ręki portrety prostytutek,
przyjmując zapłatę najpierw w karafkach, a potem już w gąsiorach wina. Zdarzało
się, że należność za jeden obraz zdążył wypić, nim namalował kolejny. To do
baru w Monterey na wybrzeżu Pacyfiku w Kalifornii codziennie przez kilka
miesięcy przychodził Steinbeck, aby na brązowym papierze do pakowania ryb pisać
swoją słynną powieść Ulica Nadbrzeżna. To przecież w barze, albo
czymś podobnym, Hemingway, a potem Hitler, a także Cortazar, a jeszcze Hłasko,
a jeszcze Bergman...
Tak, w barach powstawały i rozpadały się całe kawałki cywilizacji.
Może właśnie dlatego ludzie chodzą do baru, zamiast kupić osiem razy taniej
wino lub piwo w sklepie na rogu i wypić je przed telewizorem, siedząc na
wygodnej kanapie, z kotem śpiącym spokojnie w nogach. Ale jeśli nawet pić przed
telewizorem, to lepiej jednak pić to wino przed telewizorem w barze. Bo bary
bardzo szybko się dostosowały i wstawiły telewizory na półki pod sufitami. Żeby
było jak w domu.
Ludzie najchętniej pili przed telewizorem właśnie w barach. Osamotnieni tak
ostatecznie, że wpatrując się niewidzącym wzrokiem w ekrany podwieszone nad
szafami z kieliszkami lub kolorowymi butelkami, pili do reporterów meczów
koszykówki, piłki nożnej lub rugby, albo do tych teatralnie podnieconych i
wyszminkowanych na nienaturalną opaleniznę młodych analityków giełdowych z Wall
Street. Podnosili jak w letargu kieliszki i pili, gdy wygrywała jakaś drużyna,
której nazwy tak naprawdę nawet nie chcieli znać, lub pili do najnowszej
wartości wskaźnika Dow-Jones na giełdzie w Nowym Jorku. Była im zupełnie
obojętna, tyle że stanowiła bardzo dobry powód, aby nie pić samotnie w domu.
Czasami jednak lepiej dla wszystkich byłoby zostać w domu