Gość: Mikołaj
IP: 213.199.196.*
21.04.05, 18:42
Udałem się dzisiaj na pocztę (oddział w łososiowym wieżowcu przy "krzyżówce",
Nowy Dwór) z zamiarem nadania trzech paczek.
I tak:
najpierw nie było tych żółtych papierków do naklejenia na paczkę - tzw.
adresów pomocniczych. Podszedłem do okienka, poprosiłem o nie, zostałem
zignorowany, więc wystałem swoje w kolejce i poprosiłem ponownie. Okazało się,
że nie mają tych druków. Babka wstała i gdzieś poszła... wróciła po dłuższej
chwili przynosząc... dokładnie trzy druki! Czyli jakby ktoś za mną też
poprosił o druki na paczki (co zresztą sie stało), to babka całą czynność
powtarza...
No ale jedziemy dalej: oryginalnych druków samokopiująch nie było, więc
musiałem wypełniać te nieszczęsne adresy dziewięciokrotnie (na każdą paczkę są
trzy). Na szczęście udało mi się wyprosić kawałek kalki.
Po wypełnieniu druczków, staję znowu w kolejce i gdy już się dostałem do
okienka, to okazało się... że jedna z paczek jest za mała! Wtedy to już
zacząłem się śmiać...
W okienku obok sytuacja z tego samego garnka: facet przyszedł z awizem po
odbiór paczki, napisane miał od 9 do 18, a babka mu mówi, że paczka będzie o 20...
Procedura wysłania tych trzech paczek zajęła grubo ponad 40 minut. Polska z
bliska...