Gość: jekdok
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
19.06.05, 22:09
Jako niepoprawny optymista wierzący za Kubusiem Fatalistą w zasadność
wszelkiego bytu, spróbowałem znaleźć pozytywne strony pardziego istnienia
i "działalności". Moje "pożytki" przedstawiają sie następująco:
1. "Słowotwórczy". Po rozlicznych konsultacjach uznałem, że następujące
czasowniki odrzeczownikowe PARDOLIĆ (bez sensu), SPARDALAĆ etc. przy
odrobinie dobrej woli można uznać (przy całej swej obrzydliwości) za mało lub
wręcz w ogóle nie wulgarne, a niosące podobny ładunek emocjonalny jak
powszechnie używane - również przez parlamentarzystów (a mówi sie, że to są
wyrażenia nieparlamentarne) i kler (wiem z autopsji ;-))) - zamienniki. O ile
nikt wcześniej takich słów nie używał niniejszym odstępuję od wszelkich
roszczeń z tytułu "praw autorskich" ;-).
2. "Lingwistyczny". Przy okazji poznałem znaczenie hiszpańskiego słowa pardo,
parda (brunatny/e, ciemny/e) co przy określonym typie "urody" tłumaczyłoby
bardzo wiele, zwłaszcza wobec istnienia hiszpańskich stron poświęconych
nazizmowi skojarzonych z tym słowem (przynajmniej w Googlu).
3. "Poznawczy". Poznałem nowe zastosowania pardasolek. Wprawdzie jest to
wiedza z kategorii bezużytecznych (na pozór), ale kto wie, może kiedys się
przydać?
4."Prognostyczny". Z wypowiedzi "normalnych inaczej" przy okazji wczorajszej
hucpy można było się dowiedzieć jaka wizja przyszłości lęgnie się w
kosmicznej pustce leproidalnych łbów. Zapowiedzi dyskryminacji i prześladowań
jakiejś mniejszości akurat nie odpowiadającej tym żałosnym palancinom, które
bez żenady są wygłaszane w poczuciu - mam nadzieję przedwczesnego -
tryumfalizmu, bezlitośnie obnażają ponure, faszystowskie oblicze tej bandy
strojącej się w maskę układności, swoiście rozumianego patriotyzmu
i "normalności". Wprawdzie liczebność tej "manifestacji" (mniejsza niż
ubiegłotygodniowej) nie porażała i wskazywała raczej na niewielką popularność
wizji "normalności' a'la LePRa&MeWki, tym niemniej wydaje się, że można ją
potraktować jak Bergmanowskie "jajo węża", przez którego przezroczystą
otoczkę widać w pełni rozwiniętego gada. I tutaj cytacik, szczególnie dla
tych, którzy lekceważąco traktują tę hołotę:
"Ludzie nie boją się faszyzmu, a tego jedynie, że mogą stać się jego ofiarami.
Wyglądali imponująco w czarnych kurtkach, unosząc miarowo ręce w geście
zakazanego pozdrowienia. Byli młodzi i piękni, a siła, którą mieli w sobie
wyżej jeszcze wyrzucała płomienie ogniska. Przez chwilę zapomniałem się w tym
widowisku i nie myślałem o niczym stopiony w jedno z wrzaskiem
kilkudziesięciu gardeł...
Wpierw przyszli po Żydów, a ja nic nie powiedziałem - nie byłem Żydem. Potem
przyszli po komunistów, a ja nic nie powiedziałem - nie byłem komunistą.
Kiedy przyszli po związkowców, również nic nie powiedziałem - nie byłem
związkowcem. Potem przyszli po mnie i nie było już nikogo, kto mógłby
powiedzieć coś w mojej sprawie."
Tfu, zgiń przepadnij maro, zrobiło się mało śmiesznie. Ale se popardoliłem
bez sensu (pardon, jeżeli uraziłem czyjekolwiek poczucie przyzwoitości ;-),
może ktoś dorzuci weselsze pożytki z pardy?