jb.wroc
22.06.05, 13:55
wroclaw.naszemiasto.pl/wydarzenia/489577.html
Żuczki będą dyktować prawo
Środa, 22 czerwca 2005r.
Nawet o dwa lata mogą się opóźnić największe inwestycje na dolnośląskich
drogach
Jeszcze długo kierowcy jadący trasą z Wrocławia na Warszawę czy Legnicę będą
zmagać się ze zniszczoną nawierzchnią tych dróg. Rozpoczęcie ich modernizacji
znacznie się przesunie. Wszystko przez zmianę przepisów o ochronie środowiska
W Ligocie Polskiej na drodze krajowej nr 8 Wrocław – Warszawa jest czarny
punkt. W ciągu siedmiu lat w 22 wypadkach zginęły tam 4 osoby, a 33 zostały
ranne.
– U nas jest taki ruch, że nie ma tygodnia, żeby się nie zderzyły jakieś
samochody. Jest bardzo niebezpiecznie – tłumaczy Józef Stefaniak, sołtys z
Ligoty Polskiej. – W zeszłym roku robili u nas pomiary, bo mają budować drogę
dookoła wsi. To może się coś poprawi – dodaje.
Receptą na kłopoty miała być droga ekspresowa Wrocław – Łódź – Warszawa,
dzięki której auta omijałyby Ligotę. Rozpoczęcie budowy planowano na początek
2007 roku. Ale wszystko zacznie się najprawdopodobniej dopiero w 2009 roku,
czyli dwa lata później. Rzecz w tym, że od pierwszego lipca zmieniają się
przepisy o ochronie środowiska.
– Mają chronić żabki, a ludzie będą ginąć? Chyba coś jest nie tak. Żabkom
można zrobić przejście, a nowa droga jest nam potrzebna – denerwuje się
sołtys Stefaniak.
Projekty od nowa
Zmienioną ustawę o ochronie środowiska podpisał w tamtym tygodniu prezydent
Aleksander Kwaśniewski. Brak okresu przejściowego (nowe prawo wchodzi w życie
od pierwszego lipca) spowoduje, że efekty będą opłakane. Tylko na Dolnym
Śląsku siedem dużych inwestycji drogowych przygotowywanych przez Generalną
Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad trzeba będzie praktycznie zacząć od
początku. – Nie wiem nawet, o ile opóźni się ich budowa. Bo nie wiadomo
dokładnie, jakie dokumenty trzeba teraz przygotować. Dlatego inwestycje, w
przypadku których właśnie mieliśmy się starać o decyzje lokalizacyjne,
będziemy musieli przygotowywać od nowa. A to oznacza, że opóźnią się
przynajmniej o rok, jeśli nie o dwa – martwi się Jacek Oszytko, dyrektor
wrocławskiego oddziału Generalnej Dyrekcji.
Chodzi o obwodnice: Jawora, Bolkowa, Lubina i Wałbrzycha, modernizację drogi
krajowej 94 Wrocław – Krzywa, drogę ekspresową S8 – na Warszawę, między
Wrocławiem a Oleśnicą oraz obwodnicą a Sycowem. Dotyczy to też remontu drogi
krajowej nr 8 Bielany – Radzików (czyli praktycznie Wrocław – Łagiewniki).
Choć wydano na nie już po kilkaset tysięcy złotych, drogowcy będą musieli
rozpoczynać je według nowego prawa.
Puszka Pandory
– Przez tę zmianę politycy otworzyli puszkę Pandory i dali ekologom do ręki
argument umożliwiający blokowania praktycznie każdej inwestycji. Teraz każdy
żuczek czy żabka, które znajdą ekolodzy, może spowodować, że drogi trzeba
wytyczać od nowa – martwi się Jacek Oszytko.
– Nowelizacja była konieczna. Taki był warunek Unii Europejskiej, która od
wprowadzenia zmian uzależniła wypłacanie funduszy. Także na budowę dróg –
tłumaczy Jolanta Szymanek-Deresz, szef Kancelarii Prezydenta RP.
– Szczęśliwie dla przyrody
i długofalowych interesów Polski, trzymają nas przepisy unijne. Bruksela
zapowiedziała, że jeśli nie dostosujemy przepisów do europejskich standardów,
to wstrzyma pomoc z Funduszu Spójności dla kilkudziesięciu polskich inwestycji
w ochronie środowiska i w transporcie. I pod tym względem ta nowelizacja jest
dobra – mówi Radosław Gawlik z Zielonych 2004. Dodaje, że nowelizacja zamyka
usta organizacjom ekologicznym, bo zabrania nam uczestnictwa na prawach
strony w postępowaniach inwestycyjnych. Nie zabrania im jednak np.
merytorycznego wspierania niezadowolonych mieszkańców miejscowości, którzy
protestowaliby przeciw przebiegowi jakiejś drogi. Tak może być w przypadku
autostradowej obwodnicy Wrocławia.
– Do tej pory sprawdzaliśmy, czy na terenach, przez które mają przechodzić
drogi, nie ma chronionych zwierząt. Ale przepisy unijne są o wiele bardziej
surowe. Dlatego może się okazać, że ekolodzy znajdą jakieś wyjątkowe
zwierzątko i zablokują budowę na długie miesiące, a może i na zawsze –
tłumaczy dr Tomasz Zapaśnik, naczelnik wydziału środowiska Generalnej
Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.
Francuski żuczek
O tym, że przepisy unijne są wymagające, najlepiej przekonali się Francuzi,
którzy chcieli wybudować odcinek autostrady między Lille a Brukselą. Gdy
przygotowywali budowę, nie zauważyli, że w jednym punkcie przyszłej trasy
żyje niewielki żuczek o nazwie Osmoderma. Trudno go zauważyć, bo wychodzi z
drzewa tylko raz na dwa lata. Dlatego drogowcy, przygotowując budowę, nie
zauważyli owada. Ale ekolodzy tak. Batalia o losy ginącego żuka skończyła się
10 lat później. Autostradę poprowadzono dookoła lasu.
– Niestety, takich samych historii możemy się spodziewać u nas – mówi dr
Zapaśnik.
Ze zmian są zadowoleni tylko urzędnicy Ministerstwa Środowiska.
– Nowelizacja upraszcza procedury. Do tej pory były dwa raporty, teraz
wystarczy jeden. Wprowadziliśmy jedynie zapis, który umożliwia społeczeństwu
udział w podejmowaniu decyzji – tłumaczy Ryszard Zakrzewski z MŚ. – Spotykamy
się regularnie z drogowcami i wspólnie dopracowujemy szczegóły interpretacji
noweli. To docieranie się może potrwać dwa, trzy miesiące – ocenia Zakrzewski.
Bartłomiej Knapik - Słowo Polskie Gazeta Wrocławska