Dodaj do ulubionych

Wrocławskie legendy

IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 20.09.01, 00:01
Wrocławski dzwon grzesznika.

Ludwisarz doskonały raz we Wrocławiu żył.
Za biegłość w swym rzemiośle cenionym majstrem był.

Tak wiele odlał dzwonów stapiając cynk i miedż,
by mogły z wszystkich dzwonnic na Bożą chwałe brzmieć!

A każdy najdonośniej najczystszym tonem grał,
bo mistrz swą wielką miłość i wiarę w formy wlał.

ZAś ukoronowaniem arcydzieł jego rąk
był słynny Dzwon Grzesznika wpisany w legend krąg.

Nad Marią Magdaleną rozbrzmiewał w jednej z wież.
Serc będąc pocieszeniem dla niezliczonych rzesz.

Jak zdołał mistrz nad mistrze tchnąć w metal życia moc?
Jak dłonie miał wytrwałe pracując dzień i noc?

Właściwą spustu porę jedynie majster znał-
Gotowa była forma i metal w tyglu wrzał.

Więc zwrócił się do ucznia: "Egzamin ważny zdasz!
Wyjść muszę na czas jakiś, Ty pełń przy kotle straż!

Albowiem stop bezcenny wypełnia go po brzeg,
aż kipi, by się zmienić w złocistej strugi bieg.

Lecz jeszcze czas nie nadszedł...nie zawiedź chłopcze mnie-
Strzeż kurka, bo od tego zależy życie Twe!"

Przy tyglu uczeń stanął wpatrzony w płynny żar,
co burzy się bulgoce i chce rozsadzić gar

I sycząc miesz zmysły, isączy w uszy głos:
"Weź sprawę w swoje ręce, dzwon odlej zmień swój los!"

I rzecz się strszna stała- wystarczył jeden ruch
i chłopak kran odkręcił- to skusił go zły duch!

W rozpaczy biegł do majstra, by wyznać niecny czyn
i na kolanach błagać o darowanie win.

Lecz gdy się mistrz dowiedział, co uczeń zrobić śmiał,
rozsądek go opuścił i wpadł w okrutny szał.

Wbił w złości nieroztropnej w pierś chłopca ostry nóż
i pobiegł co tchu w płucach, by być przy kotle już.

A może jeszcze zdąży fachowo metal wlać?
Za późno, odlew gotów, już pusta leży kadź.

Już stężał spiż i ostygł, więc formę rozbić czas...
Uwierzyć trudno oczom- wspaniały dzwon bez skaz.

Dlaczego zatem leży na ziemi chłopca trup?
Ach, mistrzu, srogi mistrzu, rachunek życia rób!

Gdy majster czyn swój pojął, sam stawił się przed sąd-
Żal rajcom, że człek prawy popełnił zbrodni błąd.

Ratunku jednak nie ma- krew zawsze żąda krwi:
"Przyjm godnie, mistrzu, wyrok, co werblem śmierci brzmi!"

W ten dzień, gdy ludwisarza na ścięcie mieli wieść,
spytano go, czy chciałby ostatnią prośbę wnieść.

"Dziękuję wam,panowie! Już w grób gotowym iść,
jedynej tylko łaski me serce pragnie dziś!

Chcę chociaż raz usłyszeć jak ddźwięczy nowy dzwon,
pozwólcie, by mi dodał otuchy jego ton."

Wszak praw to nie narusza- trybunał zgodę dał,
by w drodze na stracenie mistrzowi dzwon ów grał.

A on w zachwycie słuchał, jak brzmiał cudowny spiż.
I stojąc na szafocie spoglądał ciągle wzwyż.

I oczy miał natchnione, i z twarzy zniknął lęk-
Pod niebem chyba słyszał coś więcej, niż sam dźwięk!

Sam pod katowski topór z pokorą schylił kark,
by mogła sprawiedliwy śmierć z życiem ubić targ.

I odtąd brzmiał donośnie dla czterech świata stron
z kościoła Magdaleny wrocławski słynny dzwon-

Grzesznika Dzwonem zwany przez wiele wieków grał-
czy dotrwał waszych czasów czy się legendą stał

Wilhelm MUller. Tłum. Roman Kołakowski

Czy któś coś o takim wydarzeniu czytał, czy to tylko wyobraźnia poety? I to nie
wrocławianina w dodatku. Ciekawe. Po raz pierwszy ten wiersz czytam. O Dzwonie
Grzesznika w kościele Marii Magdaleny też nic nigdy nie słyszałem, a wydawało
mi się, że Wrocław troszeczkę znam.

Obserwuj wątek
    • Gość: Jajaccek Re: Wrocławskie legendy IP: *.chicago-03-04rs.il.dial-access.att.net 20.09.01, 01:28
      Ladne!!Pzdr.
      • Gość: Manon Re: Wrocławskie legendy IP: 10.0.3.* / 212.244.56.* 20.09.01, 09:55
        To legenda, jakich zreszta o Wroclawiu wiele. Przykladem moze byc legenda o
        klusce na bramie przy katedrze, twarz na poludniowej stronie katedry i zwiazane
        z nia podanie. Legendarna kawka i topor na wiezy kosciola Sw.Krzyza.
        W innej wersji legendy o wroclawskim ludwisarzu zazyczyl on sobie byc
        pochowanym pod kamiennym progiem katedry, zeby ludzie po nim przez wieki
        deptali za to co uczynil.

        Pozdr.

        Manon
        • dlugopis Re: Wrocławskie legendy 20.09.01, 10:15
          Manon bardzo prosze rozwin swoj watek i przywolaj te legendy. Ja ich nie znam,
          a chetnie czegos sie dowiem.
          • Gość: Jajaccek Re: Wrocławskie legendy IP: *.chicago-06-07rs.il.dial-access.att.net 20.09.01, 12:56
            dlugopis napisał(a):

            > Manon bardzo prosze rozwin swoj watek i przywolaj te legendy. Ja ich nie znam,
            > a chetnie czegos sie dowiem.

            Ja tez.Prosze. Pozdr.
    • Gość: Jarosz Re: Wrocławskie legendy IP: 195.116.104.* 20.09.01, 13:08
      O Wrocławskim Dzwonie Grzesznika powstał parę lat temu musical Romana
      Kołakowskiego (bodajże - nie jestem pewien), grany w Imparcie. Wydano też płytę
      z piosenkami z tego przedstawienia. Nie byłem, więc i nie opowiem, ale może to
      kogoś zachęci do własnych poszukiwań ;-)))
      • Gość: Manon Re: Wrocławskie legendy IP: 10.0.3.* / 212.244.56.* 20.09.01, 15:07
        napisze pare legend , jak wroce z pracy :) Musze sie poprzec fachowa
        literatura , bo nie chce nic pokrecic:)

        Ciesze sie, ze Was to interesuje!

        Pozdr.

        Manon
        • Gość: Jajaccek Re: Wrocławskie legendy IP: *.chicago-18-19rs.il.dial-access.att.net 20.09.01, 17:16
          Juz sie ciesze.Pozdr.
          • Gość: Manon Re: Wrocławskie legendy IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 20.09.01, 18:25
            Niestety legendy pojawia sie dopiero jutro:(
            Za wszelkie niedogodnosci serdeczne przepraszam!

            Pozdrawiam,

            Manon
            • Gość: Jajaccek Re: Wrocławskie legendy IP: *.chicago-16-17rs.il.dial-access.att.net 20.09.01, 18:39
              No i bardzo dobrze.Legendy jak wino i skrzypce. Z wiekiem...itd.:)
              • Gość: FraMauro Re: Wrocławskie legendy-czekamy !!! IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 20.09.01, 19:48
                Manonie, slowo sie rzeklo... : )
                • Gość: Manon Re: Wrocławskie legendy-czekamy !!! IP: 10.0.3.* / 212.244.56.* 21.09.01, 09:01
                  Ano slowo sie rzeklo i jako czlowiek honoru przyrzekam dzisiejszego wieczoru
                  przynajmniej 3 legendy na slowo pisane w wolnej interpretacji przelac:)

                  Pozdr!

                  Manon
                  • Gość: Manon Wrocławskie legendy - opowiesc czas zaczac:) IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 21.09.01, 19:12
                    Zgodne z obietnica przygotowalem dla Was kilka wroclawskich legend. Na
                    poczatek opowiesc o kosciele swietego krzyza, a dokladniej o kawkach, toporze i
                    jego dwoch poziomach. Usiadzcie wygodnie... zaczynamy:)

                    Rzecz miala miejsce w XIII wieku. Miedzy ksieciem Henrykiem IV Prawym a
                    biskupem wroclawskim Tomaszem II rozgorzal spor. Nalezy wiedziec, iz w tamtych
                    czasach nie bylo to nic nowego. Kler klocil sie na potege z elita rzadzaca o
                    wladze zarowno duchowna jak i swiecka. W 1285 roku ksiaze wypedzil biskupa, ale
                    juz po 2 latach nastapilo ich pojednanie.Na pamiatke tego zdarzenia ksiaze
                    postanowil ufundowac kosciol na Ostrowie Tumskim pod wezwaniem Sw. Bartlomieja,
                    ktorego uwazano za patrona rodziny ksiazecej. Budowa zajal sie murator; Dalemir
                    z Zajaczkowa. Legenda glosi, ze podczas kopania fundamentow znaleziono w ziemi
                    przedziwnego ksztaltu korzen: gorna jego czesc przypominala Chrystusa na
                    krzyzu, dolna jakby dwie postacie ludzkie kleczace z wzniesionymi w gorze
                    rekami. Biskup uznal to za cudowny znak i ze kosciol powinien byc zbudowany pod
                    wezwaniem Sw. Krzyza. Jednak ksiaze nie chcac cofac wczesniejszego zobowiazania
                    rozkazal wybudowac kosciol Sw Bartlomieja , a na nim dopiero koscil Sw Krzyza.
                    Budowa trwala 7 lat i w koncu w 1295 roku, juz po smierci ksiecia, kosciol
                    wykonczono.
                    Mowiono, ze jeden z ciesli pracujacych na budowie przy robocie na samym
                    szczycie wiezy stracil rownowage i bylby zginal spadajac z wysokosci , gdyby
                    nie to, ze w ostatniej chwili wbil swoj topor w belke i zawisl na nim, poki nie
                    pospieszono mu z pomoca. Podobno ow topor zostal tam na zawsze na pamiatke tego
                    zdarzenia.
                    W pozniejszych latach podobno 2 zakow wybralo sie na wieze kosciola, aby
                    wybierac piskleta gniezdzacych sie tam kawek. Doszlo miedzy nimi jednak do
                    sprzeczki na szczycie i jeden z nich pchniety przez drugiego wypadl z wiezy.
                    Jednak faldzisty plaszcz , zwany scholana rozpostarl sie jak spadochron i ku
                    zdumieniu gapiow student, zamiast zginac, wyladowal na bruku bez zadnego
                    uszczerbku na zdrowiu. Na pamiatke tego zdarzenia na poludniowo - zachodniej
                    scianie od strony wejscia glownego, a pod umieszczonym tam wizerunkiem
                    piastowskiego orla polskiego umieszczono na gzymsie 2 figurki siedzacych kawek,
                    ktore pozniej uleglu zniszczeniu.
                    [korzen znaleziony pod kosciolem Sw. Krzyza znajduje sie do dzis w Muzeum
                    Archidiecezjalnym we Wroclawiu. Niestety podczas wojny 30 letniej jego czesc
                    zostala odlamana i zastapiona metalowym krzyzykiem]

                    Przerwa na papierosa i jedziemy dalej:)))

                    Skad sie wziela kamienna glowa na Katedrze wroclawskiej.

                    W poludniowa sciane prawej wiezy katedry tuz obok malej baszty wmurowana jest
                    wykrzywiona grymasem kamienna twarz. Wiaza sie z tym 3 legendy; jedna mowi o
                    strazniku ktory w czasie pozaru katedry wolal o pomoc , druga mowi o zlodzieju
                    ktory wygladajac przez okienko ugrzazl w nim i nie mogl ruszyc sie z miejscaa
                    trzecia...

                    Dawno temu zyl we Wroclawiu bogary zlotnik Franciszek. Prowadzil dostatnie
                    zycie a uroda jego corki przyciagala oczy wielu mlodziencow. Kochal sie w niej
                    czeladnik Franciszka, Henryk. Nicpon to i prozniak, ale ladny byl i wkrotce
                    dziewczyna odwzajemnila jego milosc. Majster szybko zauwazyl co sie swieci i
                    uwazajac, ze chlopak jest za mlody i niezbyt bogaty nakazal mu wybic sobie
                    swoja corke z glowy lub opuscil dom. Henryk wyruszyl w swiat. Wedrowal dlugo,
                    ale gdzie by nie zaszedl w sprawie pracy, kazano mu pokazac swoj wyrob. Chlopak
                    nic ze soba nie mial, takze odprawiano go z kwitkiem. Szedl wiec coraz dalej,
                    coraz biedniejszy az w koncu w lesie napotkal zbojcow. Zabrac nic mu nie
                    mogli , wiec zaproponowali, by Henryk sie do nich przylaczyl. Chlopaka skusila
                    ta propozycja i przystal do niech. Przez 2 lata prowadzil zbojniczy zywot, az w
                    rece sprawiedliwosci wpadli wszyscy jego kamraci i Henryk zostal sam ze
                    zlupionym bogactwem. Postanowil wrocic do Wroclawia i rozpoczac nowe, uczciwe i
                    spokojne zycie. Rodzina mistrza Franciszka przyjela go bardzo serdecznie,
                    dajac wiare opowiadanym przez niego bajkowm o uczciwie zdobytym majatku. Nawet
                    stary zlotnik poczotkawo nieufny tez sie rozchmurzyl grzebiac w wysypanym na
                    stole zlocie i kosztownosciach. Nagle cos przyciagnelo jego wzrok; zmiety,
                    pokrwawiony swistek papieru. Rozpoznal pismo starego druha, ktory padl niedawno
                    z reki zbojcow. Bez slowa zsypal mistrz zloto do worka i pokazal Henrykowi
                    drzwi. Chlopak zrozumial, ze cos jest nie tak. Nie sprzeciwiajac sie wybiegl
                    plonac wsciekloscia. Udal sie do krewniaka ktory ktory byl straznikiem na wiezy
                    katedralnej z zamiarem przenocowana w jego wiezyczce. Zapadl wieczor i zerwal
                    sie wicher niezwyklej mocy. Henryk chory z nienawisci i checi zemsty zakradl
                    sie noca pod dom zlotnika. Dom Franciszka stanal w plomieniach. Podpalacz
                    wrocil na wieze Katedry, by stamtad obserwowac swoje dzielo zniszczenia.
                    Wysunal glowe przez okienko i napawal sie zemsta. Ale gdy chcial cofnac glowe,
                    poczul, ze nie moze, ze mury okienka trzymaja jego glowe, sciskaja, dlawia. Od
                    tego czasu w okienku katedralnej wiezy widnieje skamieniala twarz mlodego
                    zbrodniarza...


                    To by bylo tyle na dzis :))

                    Nastepne w razie dalszego zainteresowania!

                    Powyzszy tekst powstal na podstawie ksiazki "Podania Wroclawskie", autorstwa
                    Krzysztofa Kwasniewskiego wyd. "Rzeka" , Wroclaw 2000


                    Pozdrawiam serdecznie,

                    Manon
                    • Gość: Janek Re: Wrocławskie legendy - opowiesc czas zaczac:) IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 21.09.01, 19:56
                      Dziękujemy za już, prosimy o jeszcze. A ja od jutra za tą książką rozglądać się
                      będę. Pozdrawiam.
                      • Gość: Jajaccek Re: Wrocławskie legendy - opowiesc czas zaczac:) IP: *.chicago-03-04rs.il.dial-access.att.net 21.09.01, 20:17
                        Dzieki Manon!:)Narazie do ksiazki nie mam dostepu.Pozdr.
                        • Gość: Manon Re: Wrocławskie legendy - opowiesc czas zaczac:) IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 21.09.01, 23:13
                          Nie wiem czy tak latwo ta ksiazke znalezc...
                          W kazdym razie zycze powodzenia. Jajaacku, jak chcesz to moge Ci jeszcze cos
                          przepisac ;)

                          Pozdr.

                          Manon
                          • Gość: dlugopis Re: Wrocławskie legendy - opowiesc czas zaczac:) IP: 195.30.191.* 22.09.01, 10:09
                            Zainteresowanie wystepuje nadal w nadmiarze.

                            Pozdrowionka
                            • Gość: Manon Re: Wrocławskie legendy - opowiesc czas zaczac:) IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 22.09.01, 10:32
                              Jesli dzis nie trafie na zadna impreze, to dopisze kolejna legende:)
                              Najpozniej jutro!

                              Pozdr.

                              Manon
                              • Gość: Gn0m Re: Wrocławskie legendy - opowiesc czas zaczac:) IP: *.dtvk.tpnet.pl 25.01.02, 20:52
                                Kiedys dawno temu obiecales ze:

                                > Jesli dzis nie trafie na zadna impreze, to dopisze kolejna legende:)
                                > Najpozniej jutro!

                                > Manon

                                a mi sie to dzis przypomnialo wiec wyciagam watek i czekam na dalszy ciag :)
                                • skks Re: Wrocławskie legendy - opowiesc czas zaczac:) 25.01.02, 21:15
                                  Manonie drogi i Janku drogi też, stworzyliscie piękny wątek.

                                  :-))) skks

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka