stako
13.12.05, 07:17
Rudolf Weigl to wielka postać: zarówno jako naukowiec, którego celem było
dążenie do znalezienia prawdy (a nie wyciąganie profitów ze swoich
osiagnięć), lecz także jako CZŁOWIEK - wielki polski patriota, choć nie
urodził się Polakiem. Jego człowieczeństwo i głęboki humanizm szczególnie
silnie i wydatnie przejawił się w czasie II wojny światowej we Lwowie, gdzie
z narażeniem własnego życia, bezinteresownie, ratował tysiące ludzi (Polaków,
a także Żydów i Ukraińców) zagrożonych sowieckimi i później hitlerowskimi
represjami (aresztowanie, wyrzucenie z mieszkania), wywózkami na roboty
przymusowe (głównie młodzież studencka i licealna), wreszcie dając im
podstawy zwyklej minimalnej choćby egzystencji. "Im", to znaczy około setce
światowej sławy profesorów lwowskich uczelni (m.in. członkowie słynnej
lwowskiej szkoły matemetycznej ze Stefanem Banachem na czele, rektor UJK i po
wojnie UWr Stanisław Kulczyński, prof. Alfred Jahn itd.), ludzie kultury
(Zbigniew Herbert, Jerzy Broszkiewicz, Andrzej Szczepkowski i in.). Warto
zajrzeć na uzupełniany ciągle szczątkowy spis
lwow.home.pl/weigl/weiglowcy.html.
Zarzut kolaboracji (lwow.home.pl/weigl/kol.html), tak łatwo i
klamliwie postawiony po wojnie przez zawistnych Weiglowi krakowskich
profesorów, nie był nigdy oficjalnie postawiony przez władze komunistycznej
Polski. Funkcjonował on na zasadzie plotki, wykorzystywanej co i raz (nawet
do dziś!) dla szargania pamięci o Profesorze.
Dziś takich wspanialych ludzi jak Rudolf Weigl już w zasadzie się nie
spotyka. Króluje ignorancja i kosmopolityzm, cwaniactwo i oportunizm.
Co ciekawe i symptomatyczne, resztka tych żyjących do dziś Lwowiaków, którzy
zawdzieczają prof. Weiglowi przetrwanie wojennego koszmaru, do dziś czci jego
pamięć i jest w swojej ocenie Profesora jednomyślna.