Dodaj do ulubionych

Ranking miast dla managerów

16.02.06, 22:47
W najnowszym "Manager magazin" jest rankin miast najlepszych dla managerów.
Wrocław zajmuje pierwsze miejsce. Choć rankingi to jedna wielka manipulacja,
zawsze to mile ogladac takie rzeczy:)
Obserwuj wątek
    • Gość: mefisto Re: Ranking miast dla managerów IP: *.kom / *.os1.kn.pl 18.02.06, 11:36
      a w nowym Men's Health Wrocław zajmuje drugie (po Wawie) miejsce w
      rangingu "Najlepsze miasto dla mężczyzny"
    • Gość: erni Re: Ranking miast dla managerów IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.02.06, 19:37
      Dorota Hartwich
      Tygodnik Powszechny nr 8/19.02.06
      16-02-2006



      Wrocław na rozbiegu
      - Kraków, gdzie pracowałam, wydawał mi się miastem ugiętym pod ciężarem
      przeszłości. We Wrocławiu natomiast, prócz dziedzictwa, ważna jest
      perspektywa przyszłości. Tutaj ludzie, w tym władze miejskie, są otwarci,
      przyjmują moje pomysły - twierdzi Krystyna Meissner.

      «Aż cztery Paszporty Polityki powędrowały w tym roku do artystów związanych z
      Wrocławiem. Miasto przyciąga mocne postaci - swój festiwal filmowy będzie tu
      robił Roman Gutek, kierownictwo artystyczne nad festiwalem Wratislavia
      Cantans obejmuje światowej sławy dyrygent Paul McĆreesh. Mówi się o panującym
      tu zachęcającym klimacie dla sztuki. Genius loci? Możliwe. Miejsce
      prawdopodobnie daje siłę ludziom, ale przede wszystkim to ludzie dają siłę
      miejscu. Wspomnienie sprzed kilku lat: późny wieczór, opustoszała ulica, z
      oddali słychać tylko wyraźny, miarowy dźwięk stukających o bruk obcasów.
      Szybko rozpoznaję sylwetki. To znani warszawscy aktorzy i reżyser, którzy
      zaraz spotkają się na rozmowach ze swoją publicznością na poddaszu Teatru
      Współczesnego, gdzie trwa festiwal teatralny Dialog. Przyspieszam kroku.
      Docierają do mnie strzępy rozmów: "świetna publiczność, dobry klimat, ale
      jest w tym Wrocławiu jakaś obcość...", "wyraźnie się czuje, że to nie jest
      polskie miejsce, widać to w pejzażu miasta."

      Mają rację, to mało polskie miasto - to nie my budowaliśmy stary Wrocław, nie
      my stawialiśmy reprodukowane dziś na widokówkach kamienice, kościoły,
      uniwersytet. Początki były piastowskie, ale potem gród przechodził w ręce
      Czechów, Habsburgów, stanowił część Prus, III Rzeszy, by w końcu na powrót
      znaleźć się na mapie Polski. Kulturę tworzyli tu Niemcy, Czesi, Walonowie,
      Żydzi, Węgrzy, Austriacy i "przyprowadzeni" po wojnie mieszkańcy kresów
      wschodnich. Poczucie obcości mogło zatem towarzyszyć wszystkim przyjezdnym
      (jako że przeważnie stanowili przypadek "innego"), a zwłaszcza tym, którzy
      znaleźli się tu w wyniku politycznych decyzji. Fakt, iż ducha miasta tworzyło
      wiele narodowości, jest niepodważalny i ma wartość historyczną; nie zawsze
      jednak, co warto odnotować, wymiana kulturowa dokonywała się z pełną
      życzliwością. Czasem wpływy bardziej wypierały się niż dopełniały (co też
      owocowało, bo przecież negacja bywa inspirująca). Dlatego też sztandarowe
      hasło "miasto wielokulturowe", lansowane jako wizytówka dzisiejszego
      Wrocławia, musi być rozumiane wielowymiarowo. I to zarówno przez wzgląd na
      złożoną przeszłość, jak i z uwagi na czas teraźniejszy - dzisiejszego
      międzynarodowego wymiaru Wrocławia nie tworzą bowiem żadne większe,
      współistniejące mniejszości narodowe czy grupy imigranckie, lecz (nie inaczej
      niż w Krakowie, Warszawie, Gdańsku czy Poznaniu) zagraniczni turyści,
      studenci, naukowcy i biznesmeni.

      Przy drzwiach otwartych

      "Tutaj każdy jest skądś" - mówią często wrocławianie, przypominając, że
      ludność miasta została po wojnie w pełni wymieniona. Kresowianie, którzy
      przyjechali po 1945 r., to jednak starsze pokolenie; obok (trudno tego nie
      zauważyć zdążyły wyrosnąć co najmniej dwie kolejne generacje - już
      ludzi "stąd", którzy tworzą własne "tutaj". Aktualna wielokulturowość
      Wrocławia jest zatem w pewnym sensie mitem, ale mitem żywym, bo podsycanym
      zarówno przez mieszkańców (którzy niejednokrotnie czynią to odruchowo), jak i
      przez władze miasta (te czynią to zupełnie świadomie). "Wrocław, zamiast
      rozdrapywać rany historii, wykorzystuje ją do budowy swego wizerunku jako
      miasta współczesnej, wielokulturowej przeszłości. .W przeciwieństwie do
      Warszawy - pisze korespondent prasy niemieckiej i austriackiej Klaus Bachmann
      (Polityka, nr 24 z 18 czerwca 2005), który przeciwstawia patrzący w
      przyszłość Wrocław kreującej się na miasto bojowników, ofiar i martyrologii
      stolicy. Pominę to zestawienie, ale pozwolę sobie myśl Bachmanna uzupełnić:
      dzisiejszy Wrocław, szczególnie dbający o wsparty na faktach historycznych
      wizerunek, jest nie tyle miastem wielokulturowym, co na wielokulturowość
      otwartym.

      Otwartość to jedna z głównych wartości, które podkreśla w obrazie miasta
      ekipa speców od jego promocji. Mówi się o otwartości człowieka na człowieka,
      ale i o otwieraniu drzwi, przestrzeni. Wyrosłe z inspiracji słowami Jana
      Pawła II promocyjne hasło: "Wrocław - the meeting place" (Wrocław - miasto
      spotkań ma w sobie z jednej strony nutę przeszłości (motyw przyjazdu), z
      drugiej strony brzmi przyszłościowo (zapraszamy tych, których jeszcze tu nie
      było). Paweł Romaszkan, szef Biura Promocji Miasta przy Urzędzie Miejskim
      Wrocławia: - Odeszliśmy od standardu polegającego na reklamowaniu miasta
      jedynie jako atrakcji turystycznej. Zależy nam na pokazaniu, że to nie tylko
      miejsce pełne pięknych zabytków, ale że to odpowiednia przestrzeń do życia.

      Dlatego też, prócz szeroko zakrojonej akcji promocyjnej opartej na
      haśle "Wrocław - the meeting place", w listopadzie ub. roku ruszyła kampania
      billboardowa "Wrocław - twoje klimaty", mająca na celu ściągnięcie do
      Wrocławia studentów. Pretekst był iście meteorologiczny: -We Wrocławiu jesień
      zaczyna się dwa tygodnie później, a wiosna budzi się szybciej niż w innych
      częściach kraju - przekonuje Paweł Romaszkan. - Wiadomo jednak, że nie chodzi
      jedynie o średnie temperatury w mieście. Chcemy przekonać młodych, że panuje
      tu dobry klimat do nauki i mieszkania, że po studiach znajdą pracę, że będą
      mieli co robić w wolnym czasie.

      Obecnie we Wrocławiu studiuje aż 130 tys. studentów, ale jest o kogo walczyć,
      bo na wyższe uczelnie już zagląda niż demograficzny. Miasta obiecuje
      stworzenie około 70 tys. miejsc pracy w ciągu 5 lat. To będzie cud nad Odrą-
      grzmiały głosy krytyczne. Założenia władz nie wydają się jednak być wyssane z
      palca; akcję ściągania studentów wspierają firmy, które inwestują we
      Wrocławiu: Hewlett Packard, Volvo i Siemens. Inny inwestor, gigant LG,
      zapowiada, że przyjmie na swoje stanowiska 15 tysięcy ludzi. O władzach
      Wrocławia mówi się, że nie szukają inwestorów, lecz na nich polują. Nie
      działają jednak według praw dżungli: bierzemy wszystko, co da się ustrzelić.
      Czynniki ekonomiczne są oczywiście znaczące, ale miasto nie zabiega o
      wszystkich tak samo; najbardziej pożądane są firmy, które potrzebują
      wykwalifikowanych pracowników. - Stawiając na studentów, odpowiadamy na
      potrzeby inwestorów. Mamy przy tym świadomość, że wykształcenie i praca to
      nie wszystko. Odpowiednia musi być też oferta kulturalna miasta - podkreśla
      Jarosław Broda, dyrektor wydziału kultury Urzędu Miejskiego Wrocławia.

      Ruch na scenie, ruch na ekranie

      Wrocław ma szczęście do włodarzy. Nie najważniejsze (choć bardzo istotne)
      jest to, że władza jest politycznie stabilna - miastem od 15 lat rządzi
      centroprawica. Decydująca jest świadomość roli, jaką w rozwoju miasta pełni
      kultura. Świadomość tę miał już pierwszy po PRL-u prezydent Bogdan
      Zdrojewski, tak samo myśli jego następca Rafał Dutkiewicz wraz ze swoją
      ekipą. - Kultury nie można używać, czy to do celów politycznych czy
      jakichkolwiek innych - uważa Jarosław Broda. - Jeśli wspierani przez nas
      artyści i ich sztuka promują miasto, to dobrze, to pozytywny efekt uboczny.
      Promocja miasta nie może być celem, a kultura nie może być narzędziem.

      W ramach umacniania Wrocławia jako znaczącego ośrodka kultury prezydent
      Bogdan Zdrojewski zaczął zatrzymywać w mieście (i powstrzymywać przed
      ucieczką do stolicy) artystów. Uznani za najbardziej zasłużonych malarze,
      aktorzy, muzycy, pisarze dostali wyremontowane mieszkania komunalne. Także
      Zdrojewski namówił Normana Davisa, by napisał historię miasta. "Mikrokosmos"
      ukazał się w 2002 roku. Trzy lata wcześniej prezydent udał się do
      warszawskiego mieszkania Krystyny Meissner, by zaproponować jej fotel
      dyrektora Teatru Współczesnego i prosić o "podjęcie próby odnowienia życia
      teatralnego we Wrocławiu
      • preslaw Re: Ranking miast dla managerów 18.02.06, 22:51
        Dobry tekst, a jego najważniejsza myśl, którą w całości podzielam, została zawarta w tym zdaniu:
        < dzisiejszy Wrocław, szczególnie dbający o wsparty na faktach historycznych
        wizerunek, jest nie tyle miastem wielokulturowym, co na wielokulturowość
        otwartym.>
      • Gość: yellow Re: Ranking miast dla managerów IP: *.kom / *.os1.kn.pl 19.02.06, 10:05
        dalszy ciąg tekstu:

        Także Zdrojewski namówił Normana Davisa, by napisał historię
        miasta. "Mikrokosmos" ukazał się w 2002 roku. Trzy lata wcześniej prezydent
        udał się do warszawskiego mieszkania Krystyny Meissner, by zaproponować jej
        fotel dyrektora Teatru Współczesnego i prosić o "podjęcie próby odnowienia
        życia teatralnego we Wrocławiu". - Kraków, gdzie pracowałam, wydawał mi się
        miastem ugiętym pod ciężarem przeszłości. We Wrocławiu natomiast, prócz
        dziedzictwa, ważna jest perspektywa przyszłości. Tutaj ludzie, w tym władze
        miejskie, są otwarci, przyjmują moje pomysły - twierdzi Krystyna Meissner.

        Krystyna Meissner nie tylko zajęła się wrocławskim Teatrem Współczesnym,
        stworzyła też Dialog - jeden z ważniejszych festiwali teatralnych w Europie. W
        ramach prezentacji festiwalowych, co dwa lata, pokazywane są spektakle z całego
        świata. Wśród nich były najnowsze dokonania wybitnych reżyserów (Christoph
        Marthaler, Luk Perceval, Krystian Lupa czy Jerzy Grzegorzewski) oraz
        przedstawienia młodych twórców (Arpad Schilling, Alvis Hermanis, Grzegorz
        Jarzyna, Jan Klata). Nazwa festiwalu nie jest przypadkowa; jak wiele
        przedsięwzięć w tym mieście, impreza nawiązuje do zapisanego w tysiącletniej
        historii dialogu ponad podziałami. I stanowi przez to kolejny udany przykład
        świadomego wykorzystania opartej na wielokulturowości etykiety miasta, którą
        się posługuje - co ważne - bez goło-słowności. Codziennie w programie festiwalu
        jest bowiem jeden spektakl zagraniczny i jeden polski ("tak, by ze sobą
        gadały", jak czytam w opisie III edycji). Repertuar jest efektem wcześniej
        sformułowanego tematu i odpowiedniego doboru spektakli, które stwarzają pole do
        dyskusji. Pokazom na scenie towarzyszą spotkania z twórcami i zaproszonymi
        gośćmi. Festiwal promuje przy tym teatr polski, promuje Wrocław, ale znów
        dzieje się to przy okazji, bo naczelnym zadaniem Dialogu jest wymiana dokonań
        artystycznych i próba udzielenia w teatrze i poprzez teatr odpowiedzi na ważne
        pytania (na przykład, jak w przypadku ostatniej edycji, na pytanie o kondycję
        współczesnego Europejczyka).

        Ciąży ku Wrocławowi także środowisko filmowe. Finansowe, infrastrukturalne i
        promocyjne wsparcie festiwalu Era Nowe Horyzonty zaproponował ostatnio Romanowi
        Gutkowi Rafał Dutkiewicz. Szef festiwalu zdecydował - największą międzynarodową
        imprezę filmową w Polsce przenosi z Cieszyna do Wrocławia. - W Cieszynie wciąż
        borykaliśmy się z trudnościami, dlatego nie wahałem się z decyzją. Festiwal we
        Wrocławiu oznacza dla nas dużo większe możliwości rozwoju, widzowie mogą
        oczekiwać bogatszego programu, lepszych warunków projekcyjnych, do dyspozycji
        będą sale kinowe, Opera, Teatr Lalek, no i większa baza noclegowa - cieszy się
        Roman Gutek.

        Po świeże oblicze

        Pod względem wydatków na kulturę Wrocław plasuje się na trzecim miejscu po
        Warszawie i Krakowie. W tym roku na imprezy kulturalne i utrzymanie 24
        miejskich placówek kultury przewidziano 42,1 mln złotych. Budżet nieznacznie
        rośnie, trzy lata temu wynosił prawie 36 mln, w 2004 roku - prawie 37 mln, w
        ubiegłym roku 38,5 min. Pieniędzy jest zatem niemało, ważna jest jednak
        strategia przyjęta przy ich wydawaniu. Najwięcej pochłania (i tu zaskoczenie)
        biblioteka miejska i jej oddziały. Czy to dobry kierunek? Okazuje się, że tak,
        bo jak pokazuje statystyka, wrocławianie są rekordzistami w dziedzinie
        czytelnictwa. Rocznie we Wrocławiu notuje się 4 mln wypożyczeń (przy 637 tys.
        mieszkańców); w Mediatece - nowoczesnej wypożyczalni książek i materiałów
        audiowizualnych (z siedzibą w starej warzelni piwa) wciąż widać tłok.
        Biblioteka otrzymuje zresztą dodatkowe zadania (wydaje "Notatnik Teatralny",
        finansuje spotkania poetów Port Literacki Wrocław, przeniesiony nota bene z
        Legnicy -kolejny udany transfer kulturalny!).

        Wrocław wkłada co prawda pieniądze w wielkie wydarzenia ludyczne na rynku (np.
        transmitowaną przez TVP zabawę sylwestrową, ale nie szczędzi też środków na
        kulturę niszową, na eksperyment. Przykładem teatr Pieśń Kozła - laureat trzech
        nagród na festiwalu w Edynburgu z 2004 r. (obecnie na występach w Australii),
        który otrzymuje dotację na własną działalność i na drugą edycję festiwalu
        ginących kultur etnicznych. Zdarzają się jednak i wpadki. Zespół Skalpel,
        tegoroczny laureat Paszportów Polityki, skarży się na zupełną ignorancję ze
        strony miasta. To fakt, do niedawna Skalpel znany był bardziej w Londynie
        (gdzie nagrywa płyty) niż w rodzinnym Wrocławiu. Nie jest też tak, że na
        dotację miejską mogą liczyć wszyscy, którzy po nią wyciągną rękę. Lista tych,
        którym odmówiono, jest długa.

        Przestrzenią działań kompromisowych (pomiędzy rozrywkąa sztuką,
        utrzymywanych z miejskiej kasy, jest wrocławski Teatr Muzyczny Capitol, który w
        ciągu ostatnich trzech lat, za sprawą sprowadzonego na powrót do Wrocławia
        Wojciecha Kościelniaka, przeżył istną metamorfozę. Odmłodzony zespół pod
        kierunkiem nowego dyrektora tworzy odważny repertuar, w którym jest miejsce na
        rzeczy lekkie i na projekty ambitniejsze. Za wizją Kościelniaka przyjechał do
        Wrocławia Leszek Możdżer, który regularnie tu pracuje (nie mieszka, choć władze
        miasta już proponowały mu lokum) czy nowa ekipa Wrocławskiego Przeglądu
        Piosenki Aktorskiej (Kościelniak jest nowym dyrektorem artystycznym imprezy).
        Wśród organizatorów PPA rzutki producent Michał Juzoń, który mierzy wysoko - na
        tegorocznym przeglądzie wystąpią kultowi artyści, m.in. amerykańska performerka
        Laurie Anderson czy jedna z najbardziej oryginalnych postaci francuskiej sceny
        muzycznej Arthur H. Obok polskich gwiazd, które tradycyjnie występują na
        przeglądzie, zaproszeni zostali świetni polscy artyści spoza mainstreamu -
        wśród nich Pogodno i Maria Peszek z nowym projektem "Miasto Mania". Jurorzy nie
        będą już oceniać wyłącznie wykonań songów Jacquesa Brela, Gilberta Becaud czy
        Ewy Demarczyk, bo prócz konkursu na aktorską interpretację, będą konkursy na
        produkcję offową i happening. - Nie chcemy wyrywać tej imprezy z korzeniami,
        ale potrzebne jej było odświeżenie. Będą zatem, jak co roku, gwiazdy takie jak
        Agnieszka Dygant, Zbigniew Zamachowski, Zbigniew Wodecki, ale wystąpią też
        młodzi, w tym amatorzy, którzy przekonali nas swoimi scenicznymi projektami -
        wymienia Michał Juzoń.

        Odnowę zapowiada Andrzej Kosendiak, nowy dyrektor połączonych we wspólnie
        zarządzaną instytucję Filharmonii Wrocławskiej oraz festiwalu Wratislavia
        Cantans. Na 2009 r. planowane jest otwarcie nowoczesnego centrum koncertowego
        (największa inwestycja miejska; szacowany koszt 220 min zł, które będzie
        siedzibą filharmonii. - Do tego czasu poziom artystyczny zespołu zostanie
        podniesiony tak, by odpowiadał świetności tego miejsca - zapowiada Kosendiak.
        Maksymalizm w planowaniu i radykalizm myślenia nowego dyrektora filharmonii
        ("...sztuka nie znosi kompromisów, kompromisy w sztuce natychmiast się
        mszczą...") przynosi pierwszy efekt: oto dyrygent o światowej renomie Paul
        McCreesh godzi się objąć stanowisko dyrektora artystycznego festiwalu
        Wratislavia Cantans. O tym, czy nowemu szefowi filharmonii uda się zrealizować
        plany, przekonamy się w przyszłości; tymczasem wiadomo na pewno, że Paul
        McCreesh chce powrócić do korzeni festiwalu-jego oratoryjno-kantatowego
        kształtu. Na początek zespół Gabrieli Consort & Players wykona pod kierunkiem
        McCreesha Wielką Mszę c-moll Mozarta oraz oratorium "Stworzenie świata" Haydna.
        Trudno o lepsze otwarcie.

        Klimat na nowe

        W latach 60. i 70. o Wrocławiu było głośno, bo tu wykluwały się nurty
        awangardowe. Za sprawą Jerzego Grotowskiego i Henryka Tomaszewskiego
        przewartościowało się myślenie o teatrze, tu na organizowany przez Bogusława
        Litwińca Festiwal Teatru Otwartego przyjeżdżały grupy z całego świata, tu
        odbyło się Sympozjum Wrocław 70 - zdarzenie o wielkiej wadze dla rozwoju
        polskiej sztuki współczesnej. Wrocław był miejscem, w k
        • preslaw Re: Ranking miast dla managerów 19.02.06, 20:58
          Tekst się urwał. Najbradziej zmartwiała mnie informacja o Skalpelu. To dziwne, że miasto nie interesuje się zespołem, bo Dutkiewicz to miłośnik jazzu.
          • Gość: Tropicielka Re: Ranking miast dla managerów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.06, 11:12
            W podobnym czasie ukazały się aż cztery duże artykuły na temat Wrocławia w
            różnych gazetach i czsopismach. Widać, że są "sponsorowane". W przypadki nie
            wierzę.
        • Gość: trzecia czesc teks Re: Ranking miast dla managerów IP: *.kom / *.os1.kn.pl 19.02.06, 21:11
          Klimat na nowe

          W latach 60. i 70. o Wrocławiu było głośno, bo tu wykluwały się nurty
          awangardowe. Za sprawą Jerzego Grotowskiego i Henryka Tomaszewskiego
          przewartościowało się myślenie o teatrze, tu na organizowany przez Bogusława
          Litwińca Festiwal Teatru Otwartego przyjeżdżały grupy z całego świata, tu
          odbyło się Sympozjum Wrocław 70 - zdarzenie o wielkiej wadze dla rozwoju
          polskiej sztuki współczesnej. Wrocław był miejscem, w którym szybciej i
          bardziej zdecydowanie niż gdzie indziej przełamywano standardy, gdzie nie
          obawiano się nowości. Nawet system polityczny obalany był, już w latach 80.,
          nie tylko wchodzeniem na barykady, ale poprzez te same formy, które
          wykorzystywała sztuka (happeningi Pomarańczowej Alternatywy). Może dlatego
          doskonale w miasto wpisuje się prezentujące sztukę najnowszą Międzynarodowe
          Biennale Sztuki Mediów WRO - organizowane od 1989 roku, rozwijające się wraz z
          każdą edycją (ostatnio rekordowa ilość prac, nadesłanych z 46 krajów). Piotr
          Krajewski, dyrektor artystyczny przedsięwzięcia, przywiązuje wielką wagę do
          tego, by festiwal nie był wyłącznie popisem możliwości wykorzystania nowych
          technologii w sztuce: -Nie chodzi o to, by pokazywać, z jakich nowinek
          technicznych korzystają artyści. Wybieramy prace wartościowe, tworzone
          świadomie, często zawierające wątek samo-odniesienia. Festiwal ma być swego
          rodzaju forum, gdzie poruszamy kwestie stawiane z jednej strony w samym
          układzie medialnym, z drugiej strony w sferze dyskursu o sztukach pięknych -
          tłumaczy Piotr Krajewski. Dla Centrum Sztuki Mediów WRO moment obecny jest
          przełomowy - po latach działalności centrum otrzymuje do dyspozycji przestronne
          poddasze (w budynku Mediateki), gdzie będzie mogło prezentować sztukę
          regularnie, nie tylko przy okazji Biennale. Choć przez lata centrum nie miało
          siedziby z prawdziwego zdarzenia, Piotr Krajewski nie myślał o przeniesieniu
          festiwalu do innego miasta. - Zanim w Polsce zaczęło się mówić o gatunku
          performance, tu, we Wrocławiu, wystąpił legendarny The Performance Group, przy
          tłumnym i żywym przyjęciu wrocławskiej publiczności. Na Festiwal Teatru
          Otwartego przyjeżdżały najbardziej awangardowe grupy, tu pojawiła się Pina
          Bausch i wielu innych twórców, których potem dopiero odkrywał świat. To ma dla
          mnie ogromne znaczenie - dodaje szef WRO.

          Na tym gruncie powstawała też w Muzeum Narodowym we Wrocławiu jedna z
          największych i najbardziej reprezentatywnych kolekcji sztuki współczesnej w
          Polsce, której twórcą jest Mariusz Hermansdorfer, dyrektor placówki. Zbiory
          wciąż są wzbogacane. W ciągu ostatnich lat wrocławskie muzeum pozyskało obiekty
          nie tylko najbardziej znanych twórców polskich związanych z Wrocławiem
          (Stanisława Drożdża, Alojzego Gryta, Natalii Lach-Lachowicz), ale także dzieła
          artystów cieszących się światową renomą: Magdaleny Abakanowicz, Romana Opałki,
          Mirosława Bałki, Pawła Althamera. Kolekcja tworzona jest konsekwentnie, z
          uwzględnieniem najważniejszych nurtów i tendencji, które kolejno dochodziły do
          głosu w historii sztuki polskiej. - To reprezentatywność, dążenie, by dać obraz
          tego, co rzeczywiście dzieje się w polskiej sztuce, z pewnym zaakcentowaniem
          sztuki lokalnej, jest głównym czynnikiem decydującym przy zakupach nowych prac
          i tworzeniu kolekcji - wyjaśnia Mariusz Hermansdorfer.

          Sztuka współczesna nie ma się jednak we Wrocławiu idyllicznie. Galeria sztuki
          współczesnej w Muzeum Narodowym we Wrocławiu pęka w szwach, przestrzeni na
          ekspozycję swojej młodej kolekcji nie ma też Dolnośląskie Stowarzyszenie
          Zachęty Sztuk Pięknych. - We Wrocławiu bezwzględnie potrzebne jest muzeum
          sztuki współczesnej. To skandal, że nie ma żadnej realnej perspektywy
          stworzenia tego rodzaju miejsca. Władze miasta co jakiś czas wspominają o
          możliwości adaptacji różnych obiektów, nie wierzę jednak, by cokolwiek zmieniło
          się w ciągu najbliższych lat - narzeka Mariusz Hermansdorfer. Dużo bardziej
          optymistycznie do sprawy podchodzi Jarosław Broda: -Muzeum sztuki współczesnej
          będzie z całą pewnością następną wielką inwestycją miasta, po realizacji sali
          koncertowej. W tej chwili bierzemy pod uwagę adaptację starych hal
          elektrociepłowniczych albo budowę nowego obiektu. Sztuka współczesna będzie
          miała we Wrocławiu godne miejsce.

          Czy rzeczywiście uda się zapewnić kolekcjom odpowiednie lokum? Czy festiwal Era
          Nowe Horyzonty powiedzie się w nowym miejscu i czy wprowadzi się do Wrocławia
          na dobre? Czy Wratislavia Cantans, filharmonia, PPA nie poprzestaną na
          aspiracjach i zrealizują plany? Czy dobra passa WRO, Dialogu, Pieśni Kozła,
          laureatów Paszportów Polityki trwać będzie dalej? Na odpowiedzi jest za
          wcześnie. Wrocław-choć już jest jasnym punktem na polskiej i europejskiej mapie
          kulturalnej - wciąż wypracowuje swoją pozycję, jest w rozbiegu. W promieniu
          kilkuset kilometrów ma Warszawę, Kraków, Wiedeń, Pragę i Berlin. Jest zatem
          kogo dystansować.»

          "Wrocław, miasto otwarte"
          Dorota Hartwich
          Tygodnik Powszechny nr 8/19.02.06
          16-02-2006
          __________________
          MIASTO - MASA - MASZYNA

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka