default
12.08.26, 16:43
Wypowiedzcie się drogie ematki, jak byście do takiego problemu podeszły.
Moja córka ma psa, wiekowego (18 lat), pies już od paru lat na różne dolegliwości (serce, wątroba, tarczyca), ale dzięki starannej opiece, diecie i odpowiedniej farmakologii do niedawna był w całkiem niezłej formie. Niestety ostatnio przeszedł poważną infekcję w jamie ustnej (od kamienia nazębnego), a potem zaczął mieć różne objawy neurologiczne (zaburzenia równowagi, kręcenie się w kółko, zawieszanie się).
Po wykonaniu pierdyliona badań ostrożna (nie na 100 %) diagnoza jest taka - encefalopatia wątrobowa. Wet proponuje serie kroplówek + jeszcze jakieś kolejne leki. Córka chce jeszcze skonsultować z neurologiem - jutro ma wizytę, razem jedziemy.
Wg mnie to już wszystko nie ma sensu, udręczy tylko i tego psa i siebie. Dziś pierwszy raz powiedziałam ostrożnie "chyba musisz się powoli przygotować..." - na co ona, że musi znać konkretną, ostateczną diagnozę i przynajmniej spróbować leczenia.
Dla mnie "leczenie" w tym kontekście to już żadne leczenie, tylko utrzymywanie siłą przy życiu...
Gdyby to był mój pies, to zapewne podjęłabym decyzję o eutanazji. A tak to nie wiem, czy w ogóle podejmować ten temat z córką, czy czekać aż sama do tego dojrzeje. Do tej pory czekałam, ale jest coraz gorzej, żal mi psa, z jednej strony rozumiem córkę, a z drugiej - mam wrażenie, że ona kompletnie wypiera ze świadomości fakt, że żadne leczenie już nic nie da.
Jak byście postąpiły?