tomek854
24.04.06, 02:37
W przepisach jest napisane, że przy cofaniu ciężarówki kierowca powinien zapewnić sobie pomoc innej osoby. Padło na mnie i pomagałem wycofywać zbyt wysoką ciężarówkę spod wiaduktu na Pułaskiego.
W międzyczasie przejechały dwa radiowozy. Jeden z nich (astra kombi) nawet się nie zainteresował. Drugi natomiast zatrzymał się przy mnie i pyta, czy mi się coś nie pomyliło. Mówię, ze pomagam cofać. On na to "pomagać to mogą tylko osoby które mają odblaskowe kamizelki - takie jak ja" (tu pokazał mi, bo pewnie zakładał, że nie wiem jak wygląda kamizelka) po czym podjechał do tira, nie wysiadając z samochodu postraszył go mandatem i pojechał sobie.
Czyli co zrobił? Przeganiając mnie ze skrzyżowania pozbawił kierowcę pomocy, którą ten ma obowiązek sobie zapewnić, stworzył zagrożenie (kierowca bez moich znaków czy droga wolna czy nie wycofywał "na ślepo" na ruchliwe nawet w nocy skrzyżowanie Małachowskiego i Pułaskiego (na szczęście za nim zatrzymała się kolejna ciężarówka i pomagała mu przez radio), dodatkowo, jeżeli chciałbym się przyczepić, nie zareagował na złamanie przez kierowce znaku zakazu wjazdu pojazdów wyższych niż 3.5 metra (ja za coś podobnego oblałem parę dni temu egzamin).
Dodatkowo bzdury gada, bo obowiązek posiadania kamizelki odblaskowej to jak na razie mają kierowcy ciężarówek a nie przypadkowi przechodnie.
A co powinien według mnie zrobić policjant? Powinien ruszyć dupę z radiowozu i sam stanąć na środku skrzyżowania i kierując ruchem pomóc wycofać ciężarówkę... Chyba, że się mylę i się przyzwyczaiłem do jakichś zachodnioeuropejskich wynalazków, ktore prawdziwym twardzielom z polskiej policji nie są potrzebne...