karafka
19.06.06, 23:24
W ostatnim czasie udalo mi sie troche pojezdzic po swiecie i odkrylem pewna
ciekawa rzecz - otoz kazdy chlopiec w wieku lat 10, niewazne czy w USA, na
Ukrainie czy na Islandii bezblednie kojarzy Manfreda von Richthofena, jego 80
zestrzelen i czerwonego trojplatowego Fokkera. W stanach jest nawet
kilkanascie produktow firmowanych jako Red Baron, w tym mrozone pizze:>
Niewiele jednak osob wie, ze urodzil sie we wroclawiu. I ten wlasnie fakt
trzeba imho wykorzystac do dzialan marketingowych.
Wstydem jest, ze Baron nie ma we Wroclawiu zadnej ulicy swojego imienia. Moim
zdaniem nalezy mu sie conajmniej pomnik, w reprezentacyjnym punkcie miasta (na
placu Kosciuszki, w miejscu grobowca vo Tauentziena (tak to sie pisze?); na
swidnickiej w miejscu pomnika Bismarcka (i planowanego Bolka Chrobrego:/)).
Moze to troche kiczowate, ale widze barona z iskra w oku, grymasem usmiechu na
twarzy siedzacego w swoich lekko przechylonym, dynamicznym fokkerze i,
kilkadziesiat metrow dalej, inny samolot piknie wkomponowany do polowy w jeden
z budynkow. Choc i tak najlepszym rozwiazaniem bedzie miedzynarodowy konkurs,
ktory z pewnoscia bedzie cieszyl sie duzym zainteresowaniem, biorac pod uwage
fakt, ze conajmniej polowa z architektow w dziecinstwie chciala byc takim
Czerwonym Baronem:>
Co sadzicie o pomysle uhonorowania von Richthofena? Nie jest postacia zby
kontrowersyjna, jak na dzisiejsza sytuacje w Polsce? Jego brat Lothar kierowal
w II wojnie nalotem na Warszawe i jakies nacjonalistyczne ruchy moga to ew.
wyciagnac. Jednego jestem pewien - przypomnienie Czerwonego Barona i jego
zwiazkow z Wroclawiem z pewnoscia bedzie bardzo korzystne dla miasta.
Jak wlasciwie wyglada proces skladania podan o nadanie nowej nazwy ulicy czy
stworzenie pomnika?