Gość: Tomasz Kierc
IP: *.dtvk.tpnet.pl
05.03.03, 01:25
Jestem świeżo po obejrzeniu poniedziałkowej premiery "Po
deszczu" studentów IV roku Szkoły Teatralnej we Wrocławiu, a
zarazem świeżo po przeczytaniu recenzji pana Leszka Pułki. I nie
ukrywam, że bardzo trudno jest mi pogodzić to co zobaczyłem na
scenie z tym co przeczytałem w gazecie. Spektakl w reżyserii
pana Waldemara Krzystka uważam za rewelacyjne przedsięwzięcie
teatralne i doskonały warsztat dla młodych, debiutujących
aktorów. Pełnemu wybrzmieniu bogatych, dobrze zarysowanych
postaci pomogła bardzo życzliwa premierowa publiczność, która
bardzo żywo reagowała na dziejące się na scenie wydarzenia.
Publiczność pomogła, pan Pułka niestety nie. Ale nie ma się co
dziwić. Po przeczytaniu recenzji wyraźnie widać to, czemu
przyglądał się recenzent Gazety Wyborczej. Zainteresowała go
naga pupa Gońca (Łukasz Dziemidok), Trzęsąca się buda pod
naporem bijących się Brunetki (Beata Majka) i Dyrektorki (Joanna
Bać). Pisanie w recenzji, że "betonowy kloc zatrząsł się jak
galareta niszcząc w ten sposób jakiekolwiek prawdopodobieństwo"
jest cokolwiek nie na miejscu. To o tym jest to przedstawienie?
To tylko to przykuło uwagę obserwatora piszącego recenzję ze
spektaklu? Być może, że tak, jeżeli do innych rzeczy nie można
się już przyczepić. Pan Pułka napisał: "bohaterowie (...) są
płascy jak sylwetki z papieru". Tak widział je pan Pułka. A ja
widziałem pełne kolorytu, energii, prawdy wewnętrznej i zapału
postaci. Widziałem Blondynkę (Dominika Łakomska), która
opowiadając o swoich problemach ze znalezieniem butów pasujących
kolorystycznie do sukienki, czy flirtując z Kierownikiem,
wysyłała żałosne S.O.S z prośbą o akceptację, zrozumienie i
dowartościowanie. Widziałem Szatynkę (Anita Konarska), która na
próbując pogodzić się ze swoją fizyczną bezpłodnością roztacza
przed sobą wizje spełnionej miłości. Widziałem Kierownika (Jakub
Giel), który po utraceniu władzy rodzicielskiej na córką odkrywa
sens swoich ziemskich dążeń. Akceptując swoją wrażliwość, która
dotąd była mu ciężarem, potrafi wyrwać się z kotła pracy w
wieżowcu, w firmie, która wszelką prywatność spycha na margines.
Widziałem Gońca (Łukasz Dziemidok), który oprócz pupy potrafił
też pokazać jak zawiła, pokrętna może być droga do prawdziwej
miłości. I tak mógłbym scharakteryzować każdą z ról, które w
poniedziałek widziałem. Na pewno moje wrażenia są różne od
wrażeń pana Pułki. Nie widziałem kabaretu na scenie, nie
widziałem papierowych postaci. Aktorzy byli każdy ze swoim
problem od początku do końca jak najbardziej serio. A że ich
zachowania często wzbudzały śmiech na widowni... Cóż, to właśnie
cena jaką często płaci się za otwartość wobec drugiej osoby.
Komiczne zachowania, to przecież bardzo często przykrywka
prawdziwych bolączek i najgłębiej skrywanych problemów. Nie
podoba mi się sposób w jaki pan Pułka potraktował dyplom
studentów. Szukanie sensacji nie jest najlepszym sposobem na
pisanie recenzji. A tym najwyraźniej pan Pułka się zajął. Ja ze
swojej strony serdecznie polecam ten piękny spektakl. Warto
zobaczyć młodych, debiutujących aktorów w tak wartościowej
sztuce przygotowanej pod okiem wspaniałego wrocławskiego
reżysera- Waldemara Krzystka. Aktorzy mieli prawo być z siebie
zadowoleni po zakończonej premierze. Szkoda, że nie będą mieli
przyjemności być zadowoleni po przeczytaniu marnej "recenzji"
pana Pułki. A może właśnie będą? Z pozdrowieniami
Tomasz Kierc