Gość: Breslauer
IP: *.core.lanet.net.pl
17.09.06, 15:50
Witam wszytskich,
Dziś wielki dzień Rupert odchodzi na emeryturę. Rupert był iezwykłym rowerem.
Dostałem go wiele lat temu, chyba jeszcze w podstawówce. W tamtych czasach
rower z osprzętem Shimano, ho ho 24 biegami, lekką ale grubą ramą i
duraluminiowymi felgami wzbudzał zazdrość moich podwórkowycjh przyjaciół. Nie
było jeszcze górali a ja już go miałem. Rupert przez kolejne 5 lat sprawował
się bez zarzutu, a jeździłem nim sporo jak na mój wiek - jakieś 2, 3 tysiące
km w sezonie. Zatem przy przekroczeniu 10 tysięcy kilosów był w pełni sprawny
i nic przy nim nie trzeba było robić. Nawet dętka nie pękła, opona się nie
starła. Kolejne 5 lat to czas silniejszej eksploatacji Ruperta, ale trzymał
się dzielnie. Ostatnie 2 lat zaś to wielki spadek formy Ruperta. Na początku
pękające dętki, później kolizja i skrzywione koło. Wkrótce później musiałem je
Rupertowi wymienić, przez co stał się ociężały jakiś taki... Potem wymiana
kolejnego koła (coś wpadło w szprychy przy 50km/h) i pogarszający się stan
hamulców. Wreszcie apogeum awarii: zacierające się łożysko (w tym nowym kole!)
starte klocki hamulcowe tylnego hamulca, wreszcie coś co przydarzyło się
kilka dni temu - wyprzedzam kawalkadę rowerów, wrzucam najszybszy bieg przedni
a tu co? pękają linki od przerzutek i automatycznie łańcuch spada na
najmniejszą zębatkę, co za dyshonor, pedełując jak szalony dotoczyłem się
ledwo do pracy, a tam po 8h Rupert kompletnie się załamał - stracił powietrze
w obu kołach. Tego było za wiele. Dzisał byłem na niskich łąkach i zakupiłem
Hermana. Herman to duży egzemplarz o kołach z białymi lampasami na oponach,
wewnętrznymi przerzutkami. Cały lśni jak nowy, a przecież ktoś już nim jedżił.
Polecam poszukiwanie pereł z lamusa!