Dodaj do ulubionych

Rafis o wojnie

31.03.03, 15:36
"jestesmy przeciwko wojnie bo wtedy cierpi ludność cywilna Iraku,dlatego
protestujemy"

Gdzie on był jak Saddam zabijał przeciwników politycznych.W tej wojnie
zginie o wiele mniej osób niz podczas przesladowań przez Saddama.Nie
wspominam nawet o tysiącach Kurdów.

=====
Rafis, dajesz kliniczny przyklad co wychodzi jak sie umysl nieprzygotowany
bierze za tzw. fundamentalne problemy. Od ilus stuleci tegie umysly,
nierzadko tylko w tym celu pozamykane w klasztorach - glowia sie nad pewnymi
sprawami. jedna z takich jest problem wojny. Co tu zrobic, jak jest tak:
nawet jak racja moralna jest absolutnie i bezdyskusyjnie po naszej stronie,
to w momencie gdy zaczynamy wojne - gdzie ta wyzszosc moralna paruje, a my
ustawiamy sie na jednym poziomie z umownym Saddamem. Ilez to wymyslynych
koncepcji tzw. wojny sprawiedliwej stworzyly rozne religijne i swieckie
teologie, a jak przyjdzie co do czego, to wszytsko zdaje sie mimo swego
wysublimowania zdaja sie byc sznurkami wiazane i do rozbicia o kant tylka.

W twoim powyzszym pytaniu do Pacyfisty wykazujesz sie niezrozumieniem jednej
rzeczy: to nie jest targowisko na Kromera gdzie za kilo pomidorow masz cztery
kilo ziemniakow. Zabijani przez Saddama jego przeciwnicy od "liwidowanych-
usuwanych-neutralizowanych-eliminowanych-wlasciwe wpisac - przez np. naszych
rodakow z GROMU -jego zwolennikow/nie dosc wyraznych przeciwnikow tym sie
roznia ze tych drugich zabijamy MY - wiec z naszego punktu widzenia roznica
jest znaczna.
===
"w czasie wojny najbardziej cierpia kobiety"
Podczas pokoju kobiety w krajach arabskich zyja w luksusie i maja pełnie
praw.
====

I co z tego? Czy sadzisz ze te kobiety w krajach arabskich o niczym innym nie
marza tylko o tym zeby za sprawa Cruisow, Tomahawkow i systemu Echelon mogly
wreszcie opalac sie topless popijajac piwo z puszki?

Proponuje ci nastepujaca zasade metodologiczna: jak czegos nie kapujesz albo
nie jestes w stanie zrozumiec/ocenic/ustawic to mnoz watpliwosci zmaiast je
eliminowac.

Pozdrowienia
BreslY

Obserwuj wątek
    • Gość: Rafis Po co tyle pisania? IP: 217.30.134.* 31.03.03, 16:49
      To co napisałem było tylko jako przeciwwaga dla bzdur pseudopacyfistów,których
      namnozyło sie nam ostatnio.Ostatnio kilku takich biegało na Grabiszyńskiej.
      Wojna to wojna.Nie ma wojny sprawiedliwej lub niesprawiedliwej,moralnej lub
      nie.To tyko hasła stworzone przez ludzi.Wojne trzeba wygrać a Irak
      zniszczyć,potem odbudować-reszta to pozory na których zbudowany jest
      swiat.Każdy chce myśleć,że uczestniczy w czymś dobrym i sprawiedliwym,dlatego
      ci na górze tworzą pozory(wojny moralne,przyczyny i skutki).Pacyfiści żyją też
      jakimiś mrzonkami narzuconymi przez media,rząd.Chcą pokoju choc czasem pokój
      kosztuje więcej niż wojna co pokazał Saddam nie raz już.
      Wszystko to tylko polityka :)
      pozdrawiam
    • Gość: warmonger Re: Rafis o wojnie IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 31.03.03, 17:07
      zalozmy, ze masz do wyboru zabic 10 tys. ludzi lub
      pozwolic (zaniechanie dzialania to tez jakis wybor)
      umrzec np. 100 tys. ludzi, oczywiscie, nikt nie chcialby
      decydowac o czyms takim i trudno porownywac zycie jednego
      czlowieka z zyciem innego,
      ale zyjemy w realnym swiecie, gdzie zdarza sie miec do
      wyboru: albo cos zrobisz - usuniesz rezim i zabijesz 10
      tys. cywilow, albo nic nie zrobisz i pozwolisz na smierc
      np. 100 tys. lub wiecej ludzi,

      przyklad: w 1995 roku serbowie wymordowali ok. 7 tys.
      bosniackich muzulmanow w srebrenicy, pod nosem oddzialu
      wojska holenderskiego, ktory nie mial "wyraznego mandatu
      do dzialania",
      w 1998/99 roku amerykanie zaczeli po prostu bombardowac
      jugoslawie, by powstrzymac walki w kosowie, w wyniku
      bombardowan zginelo do 2 tys. osob, od tej pory panuje
      tam wzgledny spokoj, ilu zgineloby cywilow z *obu* stron,
      gdyby pozwolic serbskiej armii miloszewicza (dyktatora) i
      wyzwolenczej armii kosowa na walki i kolejne, wzajemne
      odwety, ktore trwalyby byc moze do dzisiaj? jaka
      podjalbys decyzje?

      wiem, ze usa nie prowadza wojny po to, zeby zrobic dobrze
      irackim cywilom wyzwalajac ich spod zbrodniczego rezimu,
      ale co za roznica z jakiego powodu to robia, skoro
      *skutek* bedzie ten sam tj. prawdopodobnie bedzie to
      kosztowac mniej ofiar niz pozostawienie rezimu,

      rezimu, ktory wywolal wyniszczajaca wojne z iranem,
      kuwejtem, a wreszcie obrocil sie przeciwko wlasnemu
      narodowi, ktory budujac palace, bunkry, wydajac krocie na
      zbrojenia, prace nad bronia masowego razenia, szkolenia
      terrorystow jednoczesnie glodzil wlasny narod (blokujac
      decyzje o rozpoczeciu programu 'ropa za zywnosc' przez
      kilka lat),

      ocenia sie (juz kiedys o tym pisalem na tym forum), ze
      hussein jest odpowiedzialny za smierc ok. 1 mln ludzi
      (raczej rzad niz dokladna liczba),
      ile jeszcze ludzi zgineloby, gdyby pozostawic rezim
      husseina w iraku, zwlaszcza, w tak niestabilnym rejonie
      swiata? chcesz czekac i liczyc, zeby sie przekonac, czy
      bylo warto go usunac?

      i niech nikt nie mowi, ze jestem bezduszny, to swiat jest
      bezduszny! a jezeli mozna wybrac mniejsze zlo, to mozna
      schowac glowe w piasek mnozac watpliwosci lub wycierajac
      sobie gebe szlachetnymi dyrdymalami, albo cos zrobic,

      mam nadzieje, ze alianci nie oszczedza saddama,
      niezaleznie od powodow z jakich to robia,
      to czy ta wojna rzeczywiscie pochlonie mniej ofiar niz
      jej brak, to sprawa dyskusyjna i wiele jest znakow
      zapytania, ale wydaje mi sie, ze tak, i wobec tego,
      uwazam, ze dobrze sie dzieje, a raczej - mniej zle
      • brezly Warmongerowi 01.04.03, 12:02
        Czesc,

        Gość portalu: warmonger napisał(a):

        > zalozmy, ze masz do wyboru zabic 10 tys. ludzi lub
        > pozwolic (zaniechanie dzialania to tez jakis wybor)
        > umrzec np. 100 tys. ludzi, oczywiscie, nikt nie chcialby
        > decydowac o czyms takim i trudno porownywac zycie jednego
        > czlowieka z zyciem innego,
        > ale zyjemy w realnym swiecie, gdzie zdarza sie miec do
        > wyboru: albo cos zrobisz - usuniesz rezim i zabijesz 10
        > tys. cywilow, albo nic nie zrobisz i pozwolisz na smierc
        > np. 100 tys. lub wiecej ludzi,

        No i cecha realnego swiata jest to ze ilu zginie dowiadujesz potem. I twoje
        szacunki moga isc w leb, a rozbieznosci nie sa zwykle na poziomie 5-10%. Na tym
        polega cale ryzyko podejmowania tego typu akcji. Rozpoczynajac wojen uruchamia
        sie proces, ktory bardzo latwo moze wyrwac sie spod kontroli.


        >
        > przyklad: w 1995 roku serbowie wymordowali ok. 7 tys.
        > bosniackich muzulmanow w srebrenicy, pod nosem oddzialu
        > wojska holenderskiego, ktory nie mial "wyraznego mandatu
        > do dzialania",
        > w 1998/99 roku amerykanie zaczeli po prostu bombardowac
        > jugoslawie, by powstrzymac walki w kosowie, w wyniku
        > bombardowan zginelo do 2 tys. osob, od tej pory panuje
        > tam wzgledny spokoj, ilu zgineloby cywilow z *obu* stron,
        > gdyby pozwolic serbskiej armii miloszewicza (dyktatora) i
        > wyzwolenczej armii kosowa na walki i kolejne, wzajemne
        > odwety, ktore trwalyby byc moze do dzisiaj? jaka
        > podjalbys decyzje?

        Calkowicie zgadzam sie z twoja ocena wojny w Jugoslawii. Gdyby nie interwencja
        amerykanska jatki trwalyby tam do dzis, a europejscy dyplomaci fotografowaliby
        sie z Karadziciem i Mladiciem, jak w Srebrenicy. Jest to dodatkowy powod, dla
        ktorego obecna francuska retoryke odbieram jako zalosna.
        Jednakze, znowu podkreslam czynnik ryzyka. Czesto taktyka i strategia stosowana
        z sukcesem na jakimis etapie czy do okreslonego problemu - po zastosowaniu
        gdzie indziej daje rezultaty odwrotne. W przypadku Iraku nie ma demokratycznej,
        prozachodniej opozycji czekajacej tylko an silowe usuniecie aparatu rezimu. Sa
        za to sasiedzi chetni do wkroczenia i 1.5 miliardowy swiat muzulmanski
        traktujacy Zachod jako aroganckich agresorow. (Nigdy nie zetknales sie z
        sytuacja typu: maz bije zone, zdesperowani sasiedzi wolaja policje i staja sie
        wraz z policja celem skoordynowanego ataku solidarnego nagle malzenstwa? :-)))

        Cala akcja powinna byc poprzedzona porzadna analiza typu Slabe strony - Silne
        strony - Mozliwosci - Zagrozenia i nie byc realizowana wg kryteriow chciejstwa.
        Pogoda bedzie po naszej stronie, ludnosc cywilna czeka z kwiatami, armia wroga
        jest zdemoralizowana i od 1991 lowila ryby w Eufracie czekajac na nieuniknione
        a nasze inteligentne pociski beda w chwili ataku na potrojnym szczycie
        intelektualnym-fizycznym i emocjonalnym.

        Z powyzszych powodow tak mnie wzbudza jak sie juz teraz kalkuluje ile to
        pieniedzy wplynie do naszej gospodarki z odbudowy Iraku a ile pieniedy skasuje
        do budzetu Kolodko tytulem dawnych dlugow. Zaraz mi sie liczy ile by to bylo na
        jednego zabitego w tej wojnie.
        A jak juz jestesmy przy podejsciu finansowym , to zastanawia mnie taka rzecz:
        to wszystko ma kosztowac kilkaset miliardow USD. Nadwyzka budzetowa USA
        zamienila sie w deficyt. Czy tego naprawde nie daloby sie za te pieniadze
        zrobic taniej i bezkrwawo? Bo jezeli nie, to nie nalezy sie liczyc ze slabym
        oporem.
        >
        > wiem, ze usa nie prowadza wojny po to, zeby zrobic dobrze
        > irackim cywilom wyzwalajac ich spod zbrodniczego rezimu,
        > ale co za roznica z jakiego powodu to robia, skoro
        > *skutek* bedzie ten sam tj. prawdopodobnie bedzie to
        > kosztowac mniej ofiar niz pozostawienie rezimu,

        A to sie dopiero okaze. Wojna jest przedsiewzieciem wysokiego ryzyka, a jej
        skutki znane sa dopiero PO jej zakonczeniu.

        Pozdrowki.
        B/Y (ironmonger)


        • Gość: warmonger Re: Warmongerowi IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 02.04.03, 10:17
          Chcialem wlasciwie odniesc sie do "wymyslnych koncepcji
          tzw. wojny sprawiedliwej stworzonych przez rozne religie
          religijne i swieckie, a jak przyjdzie, co do czego
          (...)". Otoz filozofowie ukuli (walkujac wszerz i wzdluz)
          tez takie proste, pragmatyczne krytierium, ktore podalem:
          im mniej ofiar, tym lepiej.

          Czy w tym przypadku rzeczywiscie bedzie ich mniej, to
          pytanie otwarte. Miejmy nadzieje, ze tak bedzie.
          • brezly Re: Warmongerowi 02.04.03, 10:31
            Gość portalu: warmonger napisał(a):

            > Chcialem wlasciwie odniesc sie do "wymyslnych koncepcji
            > tzw. wojny sprawiedliwej stworzonych przez rozne religie
            > religijne i swieckie, a jak przyjdzie, co do czego
            > (...)". Otoz filozofowie ukuli (walkujac wszerz i wzdluz)
            > tez takie proste, pragmatyczne krytierium, ktore podalem:
            > im mniej ofiar, tym lepiej.

            Co nie znaczy ze dobrze. I tak konczymy tautologia: lepiej jak jest lepiej:-)
            Ech, te nieprzygotowane umysly :-)))

            >
            > Czy w tym przypadku rzeczywiscie bedzie ich mniej, to
            > pytanie otwarte. Miejmy nadzieje, ze tak bedzie.

            Tez tak uwazam.
            Jednakze: nie ma co wznosic radosnych okrzykow, co nie?
            • Gość: warmonger Re: Warmongerowi IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 02.04.03, 11:03
              > > im mniej ofiar, tym lepiej.
              >
              > Co nie znaczy ze dobrze. I tak konczymy tautologia:
              lepiej jak jest lepiej:-)
              > Ech, te nieprzygotowane umysly :-)))

              hmm, nie zgadzam sie z toba (majac za soba niewatpliwie
              dobrze przygotowane umysly utylitarystow)

              > Tez tak uwazam.
              > Jednakze: nie ma co wznosic radosnych okrzykow, co nie?

              jasne
              • brezly Re: Warmongerowi 02.04.03, 11:13
                :-)))

                Warmonger, mam wrazenie zesmy juz kiedys dyskutowali pod innymi nickami. To
                twoje "hmm" + zaplecze utylitarystow. Strzele: jestes JD?

                Gość portalu: warmonger napisał(a):

                > > > im mniej ofiar, tym lepiej.
                > >
                > > Co nie znaczy ze dobrze. I tak konczymy tautologia:
                > lepiej jak jest lepiej:-)
                > > Ech, te nieprzygotowane umysly :-)))
                >
                > hmm, nie zgadzam sie z toba (majac za soba niewatpliwie
                > dobrze przygotowane umysly utylitarystow)
                >
                > > Tez tak uwazam.
                > > Jednakze: nie ma co wznosic radosnych okrzykow, co nie?
                >
                > jasne
                • Gość: warmonger Re: Warmongerowi IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 02.04.03, 17:16
                  > Warmonger, mam wrazenie zesmy juz kiedys dyskutowali
                  pod innymi nickami. To
                  > twoje "hmm" + zaplecze utylitarystow. Strzele: jestes JD?

                  dyskutowalismy, ale nie jestem JD
    • Gość: Ekonomista Re: Rafis o wojnie IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 31.03.03, 20:46
      Rafis jest przedstawicielem szkoły "wulgarnej ekonomii" /Jean Baptiste Say/
      zgodnie z którą żywność przyrasta w postępie arytmetycznym, a ludnośc w
      postępie geometrycznym, w związku z powyższym wojny są nieuniknione. stąd więc
      wymachiwanie szabelką.
      • Gość: seledynowa Re: Rafis o wojnie IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 31.03.03, 20:58
        a ja mam wrażenie, że Rafis traktuje wojnę z pozycji widza igrzysk - bez
        osobistego zaangażowania i dopóki nie poniesie osobistych szkód z powodu tej
        wojny, będzie ja tłumaczył posługując się ogólnikami lub racjami wyższymi (bez
        koncentrowania się na ofiarach, stratach itp.) - w myśl zasady
        Machiavelliego "cel uświęca środki".
        Natomiast to co mnie dziwi, to pewność, że my (Polska) na tej wojnie
        skorzystamy.
        sel
        • Gość: Rafis Re: Rafis o wojnie IP: 217.30.154.* 31.03.03, 21:20
          Gość portalu: seledynowa napisał(a):

          > a ja mam wrażenie, że Rafis traktuje wojnę z pozycji widza igrzysk - bez
          > osobistego zaangażowania i dopóki nie poniesie osobistych szkód z powodu tej
          > wojny, będzie ja tłumaczył posługując się ogólnikami lub racjami wyższymi
          (bez
          > koncentrowania się na ofiarach, stratach itp.) - w myśl zasady
          > Machiavelliego "cel uświęca środki".
          > Natomiast to co mnie dziwi, to pewność, że my (Polska) na tej wojnie
          > skorzystamy.
          > sel


          Dlaczego mamy nie skorzystać? Irak jest nam winny 700mln.USD.Po wygranej
          spłacą wszystko i może jakies firmy załapią się na odbudowe.
          Co do polityki to poszliśmy w koalicji,która stworzyły wszyscy kandydaci do
          UE+Hiszpania,Włochy i WLK Brytania.Tu nie chodziło o Irak lecz o przyszłość
          Europy.Francja i Niemcy wymysliły sobie,że będą rządzic w Europie a tu
          niespodzianka.Stąd wynikła frustracja Chiraca i poszły za tym jego słowa-
          potwierdziło to jego słabość.Niektórzy zarzucają Polsce brak własnej
          polityki.Ta decyzja(przystąpienie do koalicji)to jeden z nielicznych
          przykładów powstania jakiejs polityki zagranicznej.Gdybysmy siedzieli cicho to
          byłby brak takowej.Jestesmy w dobrej sytuacji ponieważ wojne popiera rząd a
          Naród nie.Wynika z tego jasno,że nie możemy stracić.Jeśli ktos będzie miał do
          nas żal to powiedzcie-Naród był przeciw.
          Napewno Polska bedzie teraz miała większe znaczenie polityczne w Europie niż
          ekonomiczne co jest sukcesem.
          pozdrawiam
          • Gość: seledynowa Re: Rafis o wojnie IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 31.03.03, 21:41
            Gość portalu: Rafis napisał(a):

            > Dlaczego mamy nie skorzystać? Irak jest nam winny 700mln.USD.Po wygranej
            > spłacą wszystko i może jakies firmy załapią się na odbudowe.

            Rafisie - a kogo chcesz pociągać do odpowiedzialności za długi? Z ekipy
            rzadowej ..nikt nie zostanie (wariant optymistyczny), a jaką Polska ma moc by
            zmusić zrujnowany wojną, pokonany kraj do oddania długu?
            > Co do polityki to poszliśmy w koalicji,która stworzyły wszyscy kandydaci do
            > UE+Hiszpania,Włochy i WLK Brytania.Tu nie chodziło o Irak lecz o przyszłość
            > Europy.Francja i Niemcy wymysliły sobie,że będą rządzic w Europie a tu
            > niespodzianka.Stąd wynikła frustracja Chiraca i poszły za tym jego słowa-
            > potwierdziło to jego słabość.Niektórzy zarzucają Polsce brak własnej
            > polityki.Ta decyzja(przystąpienie do koalicji)to jeden z nielicznych
            > przykładów powstania jakiejs polityki zagranicznej.Gdybysmy siedzieli cicho
            to byłby brak takowej.
            U Chiraca dopatrzyłam sie nie frustracji, ale oburzenia i ... totalnego
            lekceważenia Polski jako partnera. Myślę, że jakiekolwiek inne, ale silniejsze,
            o większym znaczeniu polityczny, gosp. lub intelektualnym państwo nie
            oberwałoby tak od Francuza. Oni sie po prostu z nami nie liczą - nawet nie
            wysilają się na dyplomatyczne uprzejmości. To ..smutne

            Jestesmy w dobrej sytuacji ponieważ wojne popiera rząd a
            > Naród nie.Wynika z tego jasno,że nie możemy stracić.Jeśli ktos będzie miał do
            > nas żal to powiedzcie-Naród był przeciw.

            Rafisie, obawiam się, że ..naród w wiekszości akceptuje wojnę, albo przyjmuje
            postawę zupełnego braku zaangażowania (a to jeszcze gorzej) - wystarczy
            porównac nasze mizerne akcje protestacyjne z tym co się dzieje na całym świecie.
            Nie jestem pewna, ale to chyba Ty dopatrzyłes się wsród bandytów-
            szalikowców ..pseudopacyfistów. Jeśłi świat podchwyci tego typu opinie, to jako
            naród wyglądamy ..beznadziejnie

            > Napewno Polska bedzie teraz miała większe znaczenie polityczne w Europie niż
            > ekonomiczne co jest sukcesem.

            Byc może, ale tylko mając za plecami Wielkiego brata (oby Wielkim pozostał, bo
            to też nic pewnego). Muszę przyznac, że mocno powątpiewam w sentyment USA do
            maleńkiego pomocnika w wielkiej wojnie. Gdy przyjdzie do podziału wpływów,
            łupów, władzy, zasięgu itd. liczyc się będa nadal Anglia, Francja i Niemcy - a
            nam może spadną z pańskiego stołu jakieś smakowite kęski
            > pozdrawiam
            tez pozdrawiam
            sel
            • wedzonka Re: Rafis o wojnie 31.03.03, 21:59
              Gość portalu: seledynowa napisał(a):

              >
              > Rafisie, obawiam się, że ..naród w wiekszości akceptuje wojnę, albo przyjmuje
              > postawę zupełnego braku zaangażowania (a to jeszcze gorzej) - wystarczy
              > porównac nasze mizerne akcje protestacyjne z tym co się dzieje na całym
              > świecie.

              O ile bylem przeciwny pseudopacyfistycznym demonstracjom (pseudo-, bo de facto
              jedynie antyamerykanskim - smierc ludzi z innej reki pacyfistow by najmniej nie
              porusza), to prostesty w tym momencie sa po prostu, kolokwialnie mowiac,
              zbrodnia!

              Pozdrawiam!
            • Gość: Rafis Re: Rafis o wojnie IP: 217.30.154.* 31.03.03, 22:01
              Gość portalu: seledynowa napisał(a):

              > Gość portalu: Rafis napisał(a):
              >
              > > Dlaczego mamy nie skorzystać? Irak jest nam winny 700mln.USD.Po wygranej
              > > spłacą wszystko i może jakies firmy załapią się na odbudowe.
              >
              > Rafisie - a kogo chcesz pociągać do odpowiedzialności za długi? Z ekipy
              > rzadowej ..nikt nie zostanie (wariant optymistyczny), a jaką Polska ma moc
              by
              > zmusić zrujnowany wojną, pokonany kraj do oddania długu?

              Władac Irakiem będzie namiestnik,który uruchomi wszystkie szyby i spłaci
              długi.Jest to łatwiejsze w tak bogatym kraju jak Irak niz może się wydawać.


              > > Co do polityki to poszliśmy w koalicji,która stworzyły wszyscy kandydaci d
              > o
              > > UE+Hiszpania,Włochy i WLK Brytania.Tu nie chodziło o Irak lecz o przyszłoś
              > ć
              > > Europy.Francja i Niemcy wymysliły sobie,że będą rządzic w Europie a tu
              > > niespodzianka.Stąd wynikła frustracja Chiraca i poszły za tym jego słowa-
              > > potwierdziło to jego słabość.Niektórzy zarzucają Polsce brak własnej
              > > polityki.Ta decyzja(przystąpienie do koalicji)to jeden z nielicznych
              > > przykładów powstania jakiejs polityki zagranicznej.Gdybysmy siedzieli cich
              > o
              > to byłby brak takowej.
              > U Chiraca dopatrzyłam sie nie frustracji, ale oburzenia i ... totalnego
              > lekceważenia Polski jako partnera. Myślę, że jakiekolwiek inne, ale
              silniejsze,
              >
              > o większym znaczeniu polityczny, gosp. lub intelektualnym państwo nie
              > oberwałoby tak od Francuza. Oni sie po prostu z nami nie liczą - nawet nie
              > wysilają się na dyplomatyczne uprzejmości. To ..smutne

              Stąd m.in. ten krok Polski.W Ue będziemy mieć tyle głosów co gHiszpania i
              Francja to odczuje :)
              >
              > Jestesmy w dobrej sytuacji ponieważ wojne popiera rząd a
              > > Naród nie.Wynika z tego jasno,że nie możemy stracić.Jeśli ktos będzie miał
              > do
              > > nas żal to powiedzcie-Naród był przeciw.
              >
              > Rafisie, obawiam się, że ..naród w wiekszości akceptuje wojnę, albo
              przyjmuje
              > postawę zupełnego braku zaangażowania (a to jeszcze gorzej) - wystarczy
              > porównac nasze mizerne akcje protestacyjne z tym co się dzieje na całym
              świecie
              > .
              > Nie jestem pewna, ale to chyba Ty dopatrzyłes się wsród bandytów-
              > szalikowców ..pseudopacyfistów. Jeśłi świat podchwyci tego typu opinie, to
              jako
              >
              > naród wyglądamy ..beznadziejnie

              Mówiłem o całym swiecie.Przecież to sa te same osoby co antyglobalisci.Zgraje
              kiboli demolujących sklepy i wszystko inne.Już nie wspominam o krajach
              arabskich...
              >
              > > Napewno Polska bedzie teraz miała większe znaczenie polityczne w Europie n
              > iż
              > > ekonomiczne co jest sukcesem.
              >
              > Byc może, ale tylko mając za plecami Wielkiego brata (oby Wielkim pozostał,
              bo
              > to też nic pewnego). Muszę przyznac, że mocno powątpiewam w sentyment USA do
              > maleńkiego pomocnika w wielkiej wojnie. Gdy przyjdzie do podziału wpływów,
              > łupów, władzy, zasięgu itd. liczyc się będa nadal Anglia, Francja i Niemcy -
              a
              > nam może spadną z pańskiego stołu jakieś smakowite kęski
              > > pozdrawiam
              > tez pozdrawiam
              > sel

              USA wygra chocby miało wysłać tam jeszcze milion żołnierzy.USA wie,że
              sojuszników ma mało i każdy się liczy a o nich trzeba dbać.Jak będzie
              zobaczymy.
        • wedzonka Re: Rafis o wojnie 31.03.03, 21:54
          Gość portalu: seledynowa napisał(a):

          > a ja mam wrażenie, że Rafis traktuje wojnę z pozycji widza igrzysk - bez
          > osobistego zaangażowania i dopóki nie poniesie osobistych szkód z powodu tej
          > wojny, będzie ja tłumaczył posługując się ogólnikami lub racjami wyższymi (bez
          > koncentrowania się na ofiarach, stratach itp.) - w myśl zasady

          Jesli pobudki Rafisa sa takie jak mowisz to sadze ze... oboje popelniacie ten
          sam blad! Przeraza mnie ze po 11 wrzesnia ktokolwiek jeszcze ma zludzenia ze
          znajduje sie na widowni - poza arena...


          > Machiavelliego "cel uświęca środki".
          > Natomiast to co mnie dziwi, to pewność, że my (Polska) na tej wojnie
          > skorzystamy.

          Godzi w istotne zaplecze globalnego terroryzmu - jest wiec dla nas tak jak dla
          wszystkich: najzwyklejsza szansa by przezyc...


          > sel

          Pozdrawiam!
    • pacjent3.5 Re: Rafis o wojnie 31.03.03, 22:44
      Smierc Saddamowi!!!
      Niech Zyje Wojna!!!
      Niech Zyje Smierc!!!
    • Gość: John Stuart Mill o wojnie IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 31.03.03, 23:45
      Wybaczcie, ze nieskromnie zacytuje samego siebie:
      "War is an ugly thing, but not the ugliest of things. The
      decayed and degraded state of moral and patriotic feeling
      which thinks that nothing is worth war is much worse. The
      person who has nothing for which he is willing to fight,
      nothing which is more important than his own personal
      safety, is a miserable creature and has no chance of
      being free unless made and kept so by the exertions of
      better men than himself."
      • Gość: Toto Amen to that. IP: *.proxy.aol.com 01.04.03, 00:26
        • Gość: Ekonomista Re: Kein amen to that. IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 01.04.03, 00:31
          Kongresmeni dają nagrody sojusznikom. Oczywiście z przyszłych dochodów z
          zwiększonego wydobycia irackiej ropy. Taką informację podała WP.
    • Gość: wpszemek Odrobina trzeźwego spojrzenia IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 01.04.03, 09:32


      KontaktPrenumerataReklamaO firmie 01 kwietnia 2003



      Wprost Online ) Tygodnik ) Wydanie nr 1062 ) Artykuły


      wyślij drukuj forum

      Polski front
      Tygodnik "Wprost", Nr 1062 (06 kwietnia 2003)


      Pozycja polityczna Rzeczypospolitej zależy od sprawności amerykańskich generałów

      Bóg mi powierzył honor Polaków" - z tym okrzykiem książę Józef Poniatowski
      rzucił się do Elstery. Podobno historia, gdy się powtarza, zmienia się z
      tragedii w farsę. Tymczasem w publicznej debacie o polskim udziale w wojnie o
      Irak jedynym oficjalnym argumentem jest właśnie honorowe wypełnienie obowiązków
      sojuszniczych. Polityka wielkie słowa toleruje tylko od czasu do czasu. Na co
      dzień jest twardą grą interesów.

      Będzie banałem stwierdzenie, że w Polsce nawet zdeklarowani pacyfiści powinni
      trzymać kciuki za powodzenie wojsk sojuszniczych w Iraku. I to nie tylko
      dlatego, że w ich szeregach walczy kilkuset naszych żołnierzy. Brutalnie
      mówiąc, pozycja polityczna Polski w najbliższych latach zależy od sprawności
      amerykańskich generałów. Rzeczpospolita, angażując się w konflikt po stronie
      Stanów Zjednoczonych, zyska na sukcesie sprzymierzonych i wiele straci, jeżeli
      wojna będzie się przeciągała lub nie doprowadzi do jednoznacznego
      rozstrzygnięcia.

      Bazy bezpieczeństwa
      Zobowiązania sojusznicze są ważne. Jeśli jednak są jedynym uzasadnieniem
      decyzji polskiego rządu, natychmiast pojawia się argumentacja strony
      przeciwnej, streszczona w transparencie dumnie noszonym po Warszawie przez
      grupkę antywojennych demonstrantów: "Miller, Kwaśniewski - dwa Busha pieski".
      Można jeszcze przypomnieć, że Portugalia czy Hiszpania nie wysłały żołnierzy na
      front iracki, a jednocześnie czerpią z popierania działań wojennych
      znaczniejsze profity polityczne niż Polska. Wreszcie, część euroentuzjastów
      załamuje ręce, że wsparcie dla USA zmniejsza naszą wiarygodność w oczach
      Francji i Niemiec i może utrudnić rozszerzenie Unii Europejskiej.
      Na szczęście, dysponujemy solidnymi argumentami za tym, że decyzja o
      zaangażowaniu Polski po stronie USA była uzasadniona dobrze pojętą polską racją
      stanu. Przede wszystkim dla polskiej polityki wartością podstawową musi
      pozostawać zapewnienie naszemu krajowi trwałych gwarancji bezpieczeństwa.
      Niestabilność współczesnego świata jest tak wielka, że nasze przekonanie o
      braku zagrożeń zewnętrznych wobec Polski może zostać łatwo poddane próbie.
      Scenariusz konfliktu wewnętrznego na obszarze postsowieckim (celowo unikam
      wymieniania nazw sąsiedzkich państw) przelewającego się przez zachodnią granicę
      był wielokrotnie rozpatrywany przez ekspertów i nie został odłożony do lamusa.
      A jest to tylko jedno z kilku możliwych zagrożeń. Polska sama jest militarnie
      słaba i potrzebuje gwarancji sojuszniczych. Zarówno po to, byśmy my mogli spać
      spokojnie, jak i dla zagranicznych inwestorów nie podzielających naszego
      przekonania, że Polska leży w najspokojniejszym zakątku świata. Tak się składa,
      że realnym gwarantem pomocy militarnej we współczesnym świecie są tylko Stany
      Zjednoczone. Żenujące spory dotyczące planowania obrony Turcji w razie wojny w
      Iraku dowiodły, że NATO, a zwłaszcza jego europejski filar, nie gwarantuje
      stuprocentowego bezpieczeństwa. Jedyna realna gwarancja to ścisły sojusz z USA,
      a najlepiej posiadanie na własnym terytorium baz wojskowych hipermocarstwa.

      Na czym nas posadzą?
      Polska pozostaje (często też w oczach własnych obywateli) nowym lokatorem
      świata Zachodu. Na dodatek przyłożyliśmy w przeszłości rękę do niefortunnej
      interpretacji art. 5 traktatu waszyngtońskiego o pomocy w razie napaści: sposób
      udzielenia pomocy określa pomagający, a nie napadnięty (by liczyć na pomoc
      sojuszników, ten drugi musi udowadniać, że sam jest skłonny udzielić pomocy).
      Pierwszy i zasadniczy argument jest więc prosty - bezpieczeństwo państwa i
      obywateli wymaga zaangażowania po stronie USA.
      Nasze stanowisko w kryzysie irackim jest ponadto korzystne z punktu widzenia
      roli Polski w unii. Włos na głowie się jeży, gdy słyszymy, że powinniśmy być
      grzeczni i siedzieć cicho, bo nie zostaniemy przyjęci do wspólnoty. Jest to
      stanowisko błędne i szkodliwe. Polska będzie jednym z najważniejszych państw
      poszerzonej unii. Jeszcze niedawno Francuzi formułowali obawy, że Warszawa
      stanie się satelitą Berlina. Teraz, zapominając o trójkącie weimarskim
      (Francja, Niemcy, Polska), konstruują trójkąt z Rosją. Jednocześnie wracają do
      koncepcji tzw. Europy różnych prędkości, podważającej sens naszej
      przynależności do UE, bo spychającej nas do roli członka drugiej kategorii.
      Polsce powinno zależeć na Europie suwerennych narodów, wzmacniającej współpracę
      z USA. Nie ma powodu, by okłamywać europejskich partnerów, że mamy inne zdanie.
      Jeśli będziemy zgodnie z radą prezydenta Francji siedzieli cicho, znajdziemy
      się w sytuacji lokatora wprowadzającego się do mieszkania, w którym nie będzie
      ani jednego wygodnego fotela, tylko krzywe zydle. Mimo buńczucznych deklaracji
      Europa bez USA sobie nie poradzi, a rola ważnego partnera Ameryki może
      wzmacniać naszą pozycję w unii, nawet jeśli będzie budziła irytację Paryża czy
      Berlina.

      Pamięć wymierna w dolarach
      Zdecydowane poparcie Stanów Zjednoczonych w Iraku powinno przynieść nam też
      wymierne korzyści gospodarcze. Radek Sikorski głosi tezę, że nowy rząd iracki -
      nie bez udziału Amerykanów - będzie zmuszony pamiętać o nie spłaconych długach
      wobec Polski (ponad 700 mln USD) i o tym, że Polacy dzięki swym doświadczeniom
      mogą wziąć udział w odbudowie Iraku. Można liczyć, że w najbliższych latach
      wartość materialna takiej pamięci będzie wynosiła 2-3 mld USD.
      Poza poprawieniem pamięci Irakijczyków nasze zaangażowanie na Bliskim Wschodzie
      powinno przynieść również efekty na rynku amerykańskim. Być może w formie
      korzystniejszego kredytu na zakup samolotów bojowych (mowa o zyskaniu ponad
      miliarda dolarów) lub lepszej oferty offsetowej, a przede wszystkim w postaci
      większych inwestycji bezpośrednich. Reakcje Amerykanów na falę antyamerykanizmu
      w świecie pokazują, że umiejętne zdyskontowanie politycznych decyzji może
      przynieść Polsce korzyści gospodarcze. Nie tylko zresztą gospodarcze, bo
      ekonomia wiąże się ściśle z polityką. Wejście do naszego kraju amerykańskich
      koncernów naftowych jest w gruncie rzeczy jedynym sposobem na przełamanie
      energetycznej zależności Rzeczypospolitej od Rosji.
      Skoro o wschodnich sąsiadach mowa, należy odnotować jeszcze jeden pozytywny
      efekt polskiego wsparcia wojny o Irak. Otóż Unia Europejska bez zachwytu
      patrzyła na nasze projekty wschodniej polityki europejskiej. Kilka tygodni temu
      zaprezentowano program Brukseli odrzucający europejskie aspiracje Ukrainy (i
      naturalnie Białorusi). Jedynym sposobem na prowadzenie aktywnej polityki
      polskiej w tym regionie jest przekonanie Waszyngtonu do jej poparcia. Kiedy
      jest się bliskim sojusznikiem, łatwiej to osiągnąć. Alians rosyjsko-amerykański
      jest osłabiony. Należy korzystać z okazji.

      Okno możliwości
      Wykorzystanie szans, jakie stworzyła Polsce decyzja o wyraźnym poparciu wojny o
      Irak, powinno zaowocować stworzeniem 300-400 tys. miejsc pracy, znacznymi
      wpływami do budżetu, zwiększeniem wiarygodności kraju na rynkach
      międzynarodowych i powrotem naszych firm na Bliski Wschód (nie tylko do Iraku).
      Mamy też szansę na ograniczenie szkodliwego monopolu Niemiec i państw unii w
      naszej wymianie handlowej przez zwiększenie handlu z USA, a przede wszystkim na
      zmniejszenie obciążenia, jakim są dla Polski wysokie ceny ropy i gazu, a
      następnie na uniezależnienie się od monopolu Rosji.
      W dziedzinie politycznej sukces w Iraku powinien dać nam instrumenty do
      odgrywania roli lidera w Europie Środkowej i Wschodniej. Na forum UE przekłada
      się to na możliwość uzyskania stałego poparcia naszego stanowiska przez Litwę,
      Słowację, Łotwę i Węgry, czyli na większą siłę gło
      • Gość: c.d. Re: Odrobina trzeźwego spojrzenia IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 01.04.03, 09:34


        KontaktPrenumerataReklamaO firmie 01 kwietnia 2003



        Wprost Online ) Tygodnik ) Wydanie nr 1062 ) Artykuły


        wyślij drukuj forum

        Polski front
        Tygodnik "Wprost", Nr 1062 (06 kwietnia 2003)


        Pozycja polityczna Rzeczypospolitej zależy od sprawności amerykańskich generałów

        Bóg mi powierzył honor Polaków" - z tym okrzykiem książę Józef Poniatowski
        rzucił się do Elstery. Podobno historia, gdy się powtarza, zmienia się z
        tragedii w farsę. Tymczasem w publicznej debacie o polskim udziale w wojnie o
        Irak jedynym oficjalnym argumentem jest właśnie honorowe wypełnienie obowiązków
        sojuszniczych. Polityka wielkie słowa toleruje tylko od czasu do czasu. Na co
        dzień jest twardą grą interesów.

        Będzie banałem stwierdzenie, że w Polsce nawet zdeklarowani pacyfiści powinni
        trzymać kciuki za powodzenie wojsk sojuszniczych w Iraku. I to nie tylko
        dlatego, że w ich szeregach walczy kilkuset naszych żołnierzy. Brutalnie
        mówiąc, pozycja polityczna Polski w najbliższych latach zależy od sprawności
        amerykańskich generałów. Rzeczpospolita, angażując się w konflikt po stronie
        Stanów Zjednoczonych, zyska na sukcesie sprzymierzonych i wiele straci, jeżeli
        wojna będzie się przeciągała lub nie doprowadzi do jednoznacznego
        rozstrzygnięcia.

        Bazy bezpieczeństwa
        Zobowiązania sojusznicze są ważne. Jeśli jednak są jedynym uzasadnieniem
        decyzji polskiego rządu, natychmiast pojawia się argumentacja strony
        przeciwnej, streszczona w transparencie dumnie noszonym po Warszawie przez
        grupkę antywojennych demonstrantów: "Miller, Kwaśniewski - dwa Busha pieski".
        Można jeszcze przypomnieć, że Portugalia czy Hiszpania nie wysłały żołnierzy na
        front iracki, a jednocześnie czerpią z popierania działań wojennych
        znaczniejsze profity polityczne niż Polska. Wreszcie, część euroentuzjastów
        załamuje ręce, że wsparcie dla USA zmniejsza naszą wiarygodność w oczach
        Francji i Niemiec i może utrudnić rozszerzenie Unii Europejskiej.
        Na szczęście, dysponujemy solidnymi argumentami za tym, że decyzja o
        zaangażowaniu Polski po stronie USA była uzasadniona dobrze pojętą polską racją
        stanu. Przede wszystkim dla polskiej polityki wartością podstawową musi
        pozostawać zapewnienie naszemu krajowi trwałych gwarancji bezpieczeństwa.
        Niestabilność współczesnego świata jest tak wielka, że nasze przekonanie o
        braku zagrożeń zewnętrznych wobec Polski może zostać łatwo poddane próbie.
        Scenariusz konfliktu wewnętrznego na obszarze postsowieckim (celowo unikam
        wymieniania nazw sąsiedzkich państw) przelewającego się przez zachodnią granicę
        był wielokrotnie rozpatrywany przez ekspertów i nie został odłożony do lamusa.
        A jest to tylko jedno z kilku możliwych zagrożeń. Polska sama jest militarnie
        słaba i potrzebuje gwarancji sojuszniczych. Zarówno po to, byśmy my mogli spać
        spokojnie, jak i dla zagranicznych inwestorów nie podzielających naszego
        przekonania, że Polska leży w najspokojniejszym zakątku świata. Tak się składa,
        że realnym gwarantem pomocy militarnej we współczesnym świecie są tylko Stany
        Zjednoczone. Żenujące spory dotyczące planowania obrony Turcji w razie wojny w
        Iraku dowiodły, że NATO, a zwłaszcza jego europejski filar, nie gwarantuje
        stuprocentowego bezpieczeństwa. Jedyna realna gwarancja to ścisły sojusz z USA,
        a najlepiej posiadanie na własnym terytorium baz wojskowych hipermocarstwa.

        Na czym nas posadzą?
        Polska pozostaje (często też w oczach własnych obywateli) nowym lokatorem
        świata Zachodu. Na dodatek przyłożyliśmy w przeszłości rękę do niefortunnej
        interpretacji art. 5 traktatu waszyngtońskiego o pomocy w razie napaści: sposób
        udzielenia pomocy określa pomagający, a nie napadnięty (by liczyć na pomoc
        sojuszników, ten drugi musi udowadniać, że sam jest skłonny udzielić pomocy).
        Pierwszy i zasadniczy argument jest więc prosty - bezpieczeństwo państwa i
        obywateli wymaga zaangażowania po stronie USA.
        Nasze stanowisko w kryzysie irackim jest ponadto korzystne z punktu widzenia
        roli Polski w unii. Włos na głowie się jeży, gdy słyszymy, że powinniśmy być
        grzeczni i siedzieć cicho, bo nie zostaniemy przyjęci do wspólnoty. Jest to
        stanowisko błędne i szkodliwe. Polska będzie jednym z najważniejszych państw
        poszerzonej unii. Jeszcze niedawno Francuzi formułowali obawy, że Warszawa
        stanie się satelitą Berlina. Teraz, zapominając o trójkącie weimarskim
        (Francja, Niemcy, Polska), konstruują trójkąt z Rosją. Jednocześnie wracają do
        koncepcji tzw. Europy różnych prędkości, podważającej sens naszej
        przynależności do UE, bo spychającej nas do roli członka drugiej kategorii.
        Polsce powinno zależeć na Europie suwerennych narodów, wzmacniającej współpracę
        z USA. Nie ma powodu, by okłamywać europejskich partnerów, że mamy inne zdanie.
        Jeśli będziemy zgodnie z radą prezydenta Francji siedzieli cicho, znajdziemy
        się w sytuacji lokatora wprowadzającego się do mieszkania, w którym nie będzie
        ani jednego wygodnego fotela, tylko krzywe zydle. Mimo buńczucznych deklaracji
        Europa bez USA sobie nie poradzi, a rola ważnego partnera Ameryki może
        wzmacniać naszą pozycję w unii, nawet jeśli będzie budziła irytację Paryża czy
        Berlina.

        Pamięć wymierna w dolarach
        Zdecydowane poparcie Stanów Zjednoczonych w Iraku powinno przynieść nam też
        wymierne korzyści gospodarcze. Radek Sikorski głosi tezę, że nowy rząd iracki -
        nie bez udziału Amerykanów - będzie zmuszony pamiętać o nie spłaconych długach
        wobec Polski (ponad 700 mln USD) i o tym, że Polacy dzięki swym doświadczeniom
        mogą wziąć udział w odbudowie Iraku. Można liczyć, że w najbliższych latach
        wartość materialna takiej pamięci będzie wynosiła 2-3 mld USD.
        Poza poprawieniem pamięci Irakijczyków nasze zaangażowanie na Bliskim Wschodzie
        powinno przynieść również efekty na rynku amerykańskim. Być może w formie
        korzystniejszego kredytu na zakup samolotów bojowych (mowa o zyskaniu ponad
        miliarda dolarów) lub lepszej oferty offsetowej, a przede wszystkim w postaci
        większych inwestycji bezpośrednich. Reakcje Amerykanów na falę antyamerykanizmu
        w świecie pokazują, że umiejętne zdyskontowanie politycznych decyzji może
        przynieść Polsce korzyści gospodarcze. Nie tylko zresztą gospodarcze, bo
        ekonomia wiąże się ściśle z polityką. Wejście do naszego kraju amerykańskich
        koncernów naftowych jest w gruncie rzeczy jedynym sposobem na przełamanie
        energetycznej zależności Rzeczypospolitej od Rosji.
        Skoro o wschodnich sąsiadach mowa, należy odnotować jeszcze jeden pozytywny
        efekt polskiego wsparcia wojny o Irak. Otóż Unia Europejska bez zachwytu
        patrzyła na nasze projekty wschodniej polityki europejskiej. Kilka tygodni temu
        zaprezentowano program Brukseli odrzucający europejskie aspiracje Ukrainy (i
        naturalnie Białorusi). Jedynym sposobem na prowadzenie aktywnej polityki
        polskiej w tym regionie jest przekonanie Waszyngtonu do jej poparcia. Kiedy
        jest się bliskim sojusznikiem, łatwiej to osiągnąć. Alians rosyjsko-amerykański
        jest osłabiony. Należy korzystać z okazji.

        Okno możliwości
        Wykorzystanie szans, jakie stworzyła Polsce decyzja o wyraźnym poparciu wojny o
        Irak, powinno zaowocować stworzeniem 300-400 tys. miejsc pracy, znacznymi
        wpływami do budżetu, zwiększeniem wiarygodności kraju na rynkach
        międzynarodowych i powrotem naszych firm na Bliski Wschód (nie tylko do Iraku).
        Mamy też szansę na ograniczenie szkodliwego monopolu Niemiec i państw unii w
        naszej wymianie handlowej przez zwiększenie handlu z USA, a przede wszystkim na
        zmniejszenie obciążenia, jakim są dla Polski wysokie ceny ropy i gazu, a
        następnie na uniezależnienie się od monopolu Rosji.
        W dziedzinie politycznej sukces w Iraku powinien dać nam instrumenty do
        odgrywania roli lidera w Europie Środkowej i Wschodniej. Na forum UE przekłada
        się to na możliwość uzyskania stałego poparcia naszego stanowiska przez Litwę,
        Słowację, Łotwę i Węgry, czyli na większą siłę gło
        • Gość: ciąg dalszy Re: Odrobina trzeźwego spojrzenia IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 01.04.03, 09:41
          , Słowację, Łotwę i Węgry, czyli na większą siłę głosu, niż mają
          obecnie do dyspozycji Niemcy lub Francuzi.
          Nasza polityka wobec USA nie może polegać na uzależnieniu i potakiwaniu.
          Powinniśmy przyjąć postawę solidnego partnerstwa. Nie mając gospodarczych ani
          militarnych narzędzi do prowadzenia samodzielnej polityki, możemy je uzyskać,
          dyskontując korzyści wiążące się z odgrywaniem roli zwornika Europy Środkowej,
          Zachodniej i USA. Wymaga to finezji dyplomatycznej, zręczności i jasno
          określonej wizji świata. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że - mówiąc z
          amerykańska - okno możliwości otworzyliśmy przypadkowo. Nasza (nie tylko rządu)
          głowa w tym, by go nie zamknąć, a tym bardziej, by przez nie nie wyskoczyć.

          Jerzy Marek Nowakowski

          Pozwoliłem sobie przenieść cały artykuł, bo w moim odczuciu pan Nowakowski
          napisał wszystko co ludzie tacy jak Rafis czy ja chcieliby wiedzieć na temat
          ewentualnych korzyści dla Polski. NIC DODAĆ NIC UJĄĆ!





          opcjeokładki



          Czy Polska zarobi na wojnie w Iraku?

          66% 34%
          Głosuj!


          Konkurs o Unii Europejskiej tygodnika "Wprost" i Polskiej Fundacji im. Roberta
          Schumana


          Więcej informacji



          Aby sprawdzić pocztę, podaj: Login
          Hasło

          Załóż konto w prestiżowej domenie poczta.wprost.pl









          Poniedziałek godz. 14.15 czat z Ołeksandrem Nykonenko, Ambasadorem Ukrainy w
          Polsce.



          Zaznacz Newslettery Wprost które chcesz otrzymywać:
          7 dni świat
          Tydzień w kraju
          Zapowiedzi tygodnika
          Z ostatniej chwili
          więcej nt subskrypcji





          Kariera Wprost
          Wiadomości z Wprost
          BusinessWeek
          Psy.pl
          Koty.pl
          1000. numer Wprost
          Certyfikat Wprost
          Nagrody Kisiela
          Konfrontacje Naukowe
          Symbole III RP












          © AWR Wprost 1998 - 2003 Wprost Online Archiwum Kariera Ludzie
          Prenumerata Reklama Komunikaty prasowe
          Forum Poczta Cafe Newslettery Wiadomości z Wprost Kontakt
          Psy.pl Koty.pl
          Uwagi odnośnie działania serwisu prosimy wysyłać za pomocą formularza

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka