Gość: la bela
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
24.11.01, 09:39
Idę drogą wzdłuż dawno już niczyjej miedzy , drogą wzdłuż kłaniających się
górskiemu pejzażowi łodyg ziół i polnych kwiatów, szpalerem starych drzew-
niemych świadków dawnego zgiełku i krzątaniny pośród czyichś domostw ; dziś już
tylko kamienistych menchirów ruin z otworami okien z zewnątrz na zewnątrz, z
zewnętrzem już tylko w środku i poświstem wiecznego wichru, omiatającego
przestrzenie...Z krzakami głogu i jeżyn w wejściu na straży, zamiast drzwi...
Przystaje i wsłuchuje się w krążące tu może jeszcze tamte MYŚLI, uczucia,
pragnienia, miłości, nienawiści, heroizmy i podłości, cierpienie i radość
surowego życia na wichrowym wzgórzu...Może jeszcze tu gdzieś są... ci, których
już nie ma... Są tylko jeszcze owi niemi świadkowie; nagie, targane zimowymi
wichrami i uderzane piorunami latem drzewa... Połyskujące srebrną szarością od
erozji dziesięcioleci; srebrno-szare komórki pamięci na tle nieba w maju, gdy
niebo w tle granatowe od wzbierającej, pierwszej burzy w górach...Znaleziony
stary kałamarz pośród góry kamieni, które wyzbierały żmudnie tamte pokolenia
skowroniogórzych rąk ze swoich lichych, skąpo karmiących pól i łąk...Obracam go
z nabożeństwem w dłoni...i słucham jego historii...Kiedyś żył tu jakiś ksiądz -
nauczyciel, za sprawą którego, tamte dzieci maczały w tym kałamarzu gęsie
pióra...I zapisywały nimi wieczną pieśń skowronków, żebym mogla ją kiedyś
czytać... Oprócz tego kałamarza; nic nie zostało... Tylko tamte okna w inne,
ślepe dla mnie wymiary... Ide tamtą drogą pośród duchów i pustki, na tle
panoramy gór ; nade mna już tylko Niebo...Na rozstajach młody, a jednak
monumentalny i wiekowy grab, silny i przekorny nawałnicom, jak pomnik
pamięci...Jak gdyby zebrał w sobie korzeniami z otaczającej ziemi całą karmę
wszelkich żywych jestestw, które dawno odeszły... Może, gdyby usiąść w jego
cieniu i oprzeć się plecami o jego pień dałoby się nawiązać kontakt z tamtym
odeszłym, a jednak istniejącym gdzieś równolegle w bezczasie światem ... I
skowronki... Czytam ich pieśń; jest taka sama, jak zapisały ją w kajetach tamte
dzieci ze szkółki parafialnej...
Stoje na szczycie góry, za pan brat z nagimi i skarłowaciałymi, na wpół
umarłymi drzewami... Lodowaty wicher wywiewa ze mnie myśli, ducha..., nawet
współczucie i podziw dla bohaterskich pogrobowców dawnych ogrodów i sadów...
Stać mnie tylko na przeprosiny pod ich adresem, że zakłócam im spokój wiecznej
samotności ,nieustannej kontemplacji ,dotyku pieśni skowronków...w tej
wiekuistej minucie ciszy zebranego gremium nad studnią minionego czasu...
Zmarznięte wargi nie są w stanie sformułować słów...Każde wypowiedziane głośno
TU brzmi zgryzliwie, trywialnie i fałszywie...
Umilkły skowronki, ucichł nawet wiatr... za chwilę coś się stanie...Schodze
spiesznie w dolinę, w zacisze lasu, oglądając się jeszcze trochę lękliwie za
siebie, pod górkę, gdzie drzewa nieporuszenie stoją... Nawet mnie nie
zauważyły...
Wróce tam na pewno nie raz. Gdy tylko wrócą skowronki...jak co roku......
la bella