grupa_wolnosc_od_psow
09.03.07, 20:54
W reakcji na nasz <A HREF="forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
f=72&w=57144111">list otwarty do chama czyli do właściciela psa</A> cham
oburzył się, że zwróciliśmy się do niego językiem adekwatnym do jego poziomu.
Jak się okazało, cham jest wrażliwy na punkcie kultury, tylko szkoda, że nie
obejmuje to kultury trzymania psa. Cham oczekiwałby, że nadal będziemy
zwracać się do niego w sposób uprzejmy, przyciszonym głosem, niemal
przepraszając, że żyjemy, i cham będzie mógł spokojnie olać moczem swego
kundla nasze prośby i przepisy nakazujące prowadzić psa na smyczy i po nim
sprzątać.
Cham wyłuszczył nam, że jego pies ma prawo zasrywać trawniki, bo pijacy
popełniają wykroczenia (metoda „a u was biją Murzynów”). Cham oświadczył, że
wyświadcza dobrodziejstwo naszym dzieciom, bo dziecko mając do wyboru zużytą
prezerwatywę i psie gó.., wdepnie tylko w to ostatnie, zamiast to pierwsze
wziąć do buzi (<A HREF="forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
f=72&w=57247128&a=57328533">patrz tutaj</A>). Ponieważ cham napisał to
zupełnie poważnie, należy uznać, że posiadanie psa prowadzi nie tylko do
schamienia, ale i do rozmiękczenia mózgu.
Cham wprost napisał, że uważa, że trawnik jest właśnie po to, żeby jego pies
na nim srał. Cham uważa, że pies od tego jest, żeby szczekał. Cham uważa, że
jego pies musi się wybiegać. Cham ma w dupie, jeśli narusza to sferę
prywatności innych osób. Cham ma w dupie przepisy uchwalone przez radę
miejską. Cham rulez.
Pisząc nasz list otwarty, na pozytywny odzew ze strony chama nie liczyliśmy,
bo jak ktoś nie wyniósł z domu, że gówna się sprząta, jak ktoś nie ma
naturalnego odruchu, że syfu w miejscu publicznym się nie zostawia, jak ktoś
uważa, że sąsiedzi mają bez słowa znosić całonocne wycie jego psa, że jego
pies ma prawo atakować przechodniów, bo to jest forma zabawy, to żadna
perswazja i prośby do niego dotrą, cham pozostanie chamem, bo ma to w genach.
Sęk w tym, że nie jesteśmy skazani na dobrą wolę chama. Prawo jest po naszej
stronie. Tym bardziej niezrozumiałe jest, że toniemy w gównach i jesteśmy
terroryzowani przez psy, których właścicielami są chamy. Zareagujmy. Nie
przyglądajmy się temu biernie. Nie, nie zachęcamy do zwracania uwagi, ta
metoda jest nieskuteczna i tylko narazi nas na nieprzyjemności. Cham, jak to
cham, na prośbę czy uwagę nie zareaguje, bo cham rozumie tylko język pięści i
siły. W najlepszym razie zostaniemy zignorowani. Częściej zwyzywani. I nie
dajmy się nabrać na miłą powierzchowność starszej pani czy dystyngowanego
dżentelmena. Z ich buzi wyleci mniej więcej to, co wylatuje z dupy ich psa, a
czego nie sprzątają. Nie mówiąc już o tym, że w przypadku osób o mniej
dystyngowanym wyglądzie, będziemy musieli salwować się ucieczką, żeby nie
zostać pobitym.
Proponujemy akcję „zrób zdjęcie”. W tej chwili większość z nas ma w komórce
aparat. Widząc wolno biegającego czy srającego psa, zrób zdjęcie i złóż
skargę w Straży Miejskiej. Zmuśmy strażników, żeby zaczęli egzekwować
obowiązujące przepisy, bo za to dostają pensję z naszych podatków. A na
takiego chama już sama wizyta strażników może skutecznie wpłynąć, bo siła
władzy to jest to, co przemawia do chama, nie siła argumentu, tylko argument
siły. Jeśli twój sąsiad ma psa, który regularnie koncertuje, nękaj go
skargami do Straży Miejskiej. Jeśli wiesz, że gó.. zostawione pod bramą, to
robota psa sąsiada, wezwij strażników albo, jeśli jesteś w stanie przełamać
obrzydzenie, weź to gó.. i połóż sąsiadowi na wycieraczce.
Ludzie, zawalczmy o swoje prawa! Jest nas więcej, którzy mają dość terroru
chamskich właścicieli psów! Nie dajmy się zahukać stwierdzeniami, że jesteśmy
wrogami zwierząt. My chcemy tylko normalności, ale normalności rozumianej na
wzór zachodniego społeczeństwa, gdzie po psie się sprząta i wyprowadza go na
smyczy, a w niektórych blokach nie wolno trzymać psów, tak jak nie wszędzie
można palić. Nie chcemy tego, co chamy usiłują nam wmówić, że jest
normalnością: ton gówien, hałasujących i biegających bez żadnego nadzoru
kundli.
UCHWAŁA NR XLV/2996/05
RADY MIEJSKIEJ WROCŁAWIA
z dnia 29 grudnia 2005 r.
Rozdział V
OBOWIĄZKI I WYMAGANIA CIĄŻĄCE NA OSOBACH UTRZYMUJĄCYCH ZWIERZĘTA DOMOWE
§10
1. Właściciel lub opiekun zwierzęcia zobowiązany jest utrzymywać je w taki
sposób, aby nie stanowiło ono uciążliwości dla otoczenia.
3. Utrzymywanie zwierząt domowych nie może powodować dla innych osób
zamieszkujących na terenie tej samej nieruchomości lub nieruchomości
sąsiednich, uciążliwości takich jak hałas, odór, zanieczyszczenia itp.
Rozumiesz, chamie? Jak twój kundel dostaje wścieklizny i ujada, to masz psi
obowiązek go uciszyć.
§12
1. Osoba, z którą przebywa zwierzę w miejscu publicznym, zobowiązana jest do
usunięcia zanieczyszczeń spowodowanych przez zwierzę.
Rozumiesz, chamie? Radni, wybrani przedstawiciele mieszkańców tego miasta,
zadecydowali, że masz po swoim kundlu posprzątać. A podatek od psa, którego
nie zapłaciłeś, poszedł na diety tych radnych. Wybierz sobie takich radnych,
którzy obciążą tym obowiązkiem służby miejskie, to wtedy będziesz mógł
szczekać, że nie masz obowiązku sprzątać po psie.
2. W miejscach publicznych mogą przebywać zwierzęta domowe(zwłaszcza psy)
wyłącznie pod nadzorem osoby, która jest zdolna do kontroli zachowania się
zwierzęcia, z zachowaniem następujących zasad:
1) pies powinien być prowadzony na smyczy oraz (o ile nie jest trwale
oznakowany) powinien być zaopatrzony w identyfikator pozwalający na ustalenie
nazwiska i adresu właściciela;
2)psy objęte wykazem ras psów uznawanych za agresywne oraz pozostałe psy
odpowiadające wielkością rasom psów średnich, dużych i olbrzymich, należy
prowadzić w kagańcu;
3) zwolnienie psa ze smyczy dozwolone jest jedynie na terenie mało
uczęszczanym przez ludzi i tylko w wypadku, gdy właściciel lub opiekun psa ma
możliwość sprawowania kontroli nad jego zachowaniem.
A wiesz, chamie, dlaczego masz trzymać psa na smyczy, a poczynając od
średniego psa w kagańcu? Bo pies, jak każde zwierzę, nie jest do końca
przewidywalny. Nieraz zdarzało się, że pies zagryzł dziecko, a właściciel
tłumaczył się, że pies dotąd był łagodny, jeszcze przed chwilą spokojnie się
z dzieckiem bawił, a zagryzł je znienacka. I dlatego nie trzymając psa na
smyczy i w kagańcu, jesteś moralnie współwinny takich sytuacji, jesteś
kynofaszystą.
Precz z kynofaszystami! Precz z kynoterrorystami! Precz z chamskimi
właścicielami psów!