henrykkreuz
14.07.03, 17:34
Młodzi, politykę mają gdzieś.
Jeszcze miał by się student polityką zajmować, dobre sobie. Ale nie
będzie studentowi nikt bajek wciskał, że partyjna Polska to dobra Polska, że
Polacy są biedni tacy… że trzeba się nimi opiekować… Wybierać za nich posłów
na przykład. Bo sami, na pewno wybraliby niewłaściwych…
My uważamy inaczej. Mówiliśmy to głośno do tysięcy ludzi.
„Marsz na Warszawę”, komu z nas przychodziło do głowy, że jedziemy narobić w
Polsce większego zamieszania niż sto tysięcy strajkujących na ulicach
Warszawy pielęgniarek, rolników czy metalowców. Dla wielu z nas miała to być
tylko wakacyjna przygoda, „Jedziemy zobaczyć Polskę? —No to jedziemy!” Tym
bardziej, że przy okazji oddamy przysługę naszemu krajowi. Kiedy niedzielnym
rankiem, 29 czerwca nasza nyska ekipa wyruszała z rynku, nikt z nas nie
przypuszczał, że bez śrub strzykawek i ziemniaków podbijemy serca miast i
zdobędziemy Warszawę.
Każdego dnia, w kolejnym mieście, tysiące nowych twarzy, setki
rozmów, setki opowieści… Polska. W każdym mieście, dużym albo małym,
przyjmowano nas jak gości, a kiedy mieszkańcy miast zrozumieli dlaczego tam
jesteśmy, kim jesteśmy i o co walczymy, rosła nasza duma i siła. Byliśmy
dumni kiedy podchodzili do nas ludzie i potrząsając nasze dłonie, wyrażali
nadzieje, jaką budzi widok młodych ludzi walczących o lepszy kraj dla nas
wszystkich „…cieszę się że Młodzi się za to wzięli… Młodzież! Tylko Młodzi
mogą jeszcze coś zmienić w tym kraju…”
Maszerowaliśmy od Częstochowy do Warszawy, wszędzie nadziei towarzyszyło
jeszcze jedno uczucie – poczucie braku wartości i słabości wobec naszego
państwa. Ludzie nie wierzą, że ktoś jeszcze w Polsce ma na uwadze ich troski.
To nie jest budujące. Często słyszeliśmy to na ulicach naszych miast. Nysy
czy Szczecina, Wrocławia czy Poznania, ale nigdy nie widzieliśmy tego w taki
sposób, nigdy nikt nam tego nie mówił tak głośno i wyraźnie… Ci sami ludzie,
w których rozgorzała nadzieja gasili ją przekonaniem, że nic nie znaczą, że
człowiek w Polsce nic nie znaczy i nikt się z nami nie liczy. Wołali do
nas: „Tak! Zgadzam się z wami! Popieram was! Jestem z wami!...” aby dodać
przytłumionym głosem, że: „…to się nie uda… politycy nigdy na to nie pozwolą,
nikt się z nami nie liczy…”
Niektórzy czekają na drugą „Solidarność”, czekają aż zapuka do ich okien
dziesięć milionów Polaków i zapyta: „Czy pójdziesz z nami zmienić swój
obolały kraj?” I wtedy oni, ochoczo…
Dla nas może to być nawet dziesięć milionów. Kto chce, niech czeka. Może się
nie doczekać, bo nam wystarczy jeden tysiąc. Tylu już nas jest w całej
Polsce. Nikt z nas nie ma wątpliwości, że musimy zmienić nasz kraj, i że
tylko my, Młode Pokolenie Polaków, mamy dość siły i odwagi żeby stanąć do
bitwy o naszą przyszłość w tym kraju. Bez pieniędzy, wpływów i telewizji,
przeciw baronom, prezesom i wielkim partiom, dla których głos Polaka nie
znaczy nic.
Boją się nas! Nie pokazywała nas telewizja, ale wszyscy na górze wiedzieli,
że na Warszawę maszeruje kilkudziesięciu młodych ludzi. Bez haseł o podwyżce
renty studenckiej, 50% ulgi PKP, czy dopłatach do hektara. Wiedzieli, że mamy
tylko jeden postulat: „Żądamy odpowiedzialności za Polskę!”, że chcemy
przywrócić osobistą odpowiedzialność ludzi, którzy decydują o naszej
przyszłości. Tego samego chcą tysiące ludzi, których spotkaliśmy, tego samego
chcą miliony Polaków których dopiero spotkamy.
Kiedy spotykaliśmy się z mieszkańcami Ożarowa pod Warszawą, tymi samymi
ludźmi, którzy przez ponad 300 dni walczyli o uratowanie przyszłości miasta,
uratowanie fabryki. W radio, Pan Poseł mówił nam, że system partyjny jest
dobry, bo jak nam się znudzi jedna partia, to w następnych wyborach
wybierzemy sobie drugą. Pan Poseł nie rozumie, że nam znudziły się wszystkie
partie, nie chcemy wybierać między jedną kliką a drugą, chcemy wybierać ludzi
przed nami odpowiedzialnych. Chcemy pewności, że nasz głos ma wartość, a
wybory to nie cyrk, abrakadabra i spotykamy się tu znów za cztery lata…
Pytamy samych siebie, pytamy każdego z was: Po co chodzić na wybory które
niczego nie zmieniają? Czy to jeszcze są wybory, czy już tylko głosowanie?
Dlaczego nie możemy wybierać ludzi, jak burmistrza?...
Kiedy to się stało, że posłańcem na Sejm, może być tylko członek partii
politycznej, że tylko partia ma prawo decydować kto ma nami rządzić?...
Nie wiemy kiedy to się stało, ale wiemy na pewno, że tak dalej nie może być,
nie mogą o nas decydować ludzie, których nie możemy sami wybrać. Dosyć
gadania o demokracji, której nie ma!
To co zrobiliśmy, nie jest polityką, marsz na Warszawę, to był
pierwszy cios w walce Młodych o prawo do decydowania o Polsce, która jest
nasza.
W niej nasza przyszłość.
Bardzo często pytano nas jaką jesteśmy partią, z jaką opcją polityczną się
identyfikujemy, kto nas finansuje. Wielu Młodych, słysząc
hasło „Jednomandatowe Okręgi Wyborcze”, przywołuje na myśli wielką politykę,
a Młodzi, politykę mają gdzieś za przeproszeniem i polityków też. Nas Młodych
woJOWników, uczestników marszu na Warszawę, również polityka nie interesuje.
Wszyscy jesteśmy ludźmi bezpartyjnymi, studentami i licealistami, których
interesuje przyszłość, nie władza i stołki. Ale wiemy, że w kraju, w którym
nic od nas nie zależy, nie mamy na nic wpływu i decydują o nas ludzie wybrani
bez nas, nie mamy żadnych szans.
Jednomandatowe Okręgi Wyborcze, to tylko i aż, uczciwe i proste prawo
wyborcze. Zrozumiałe dla każdego, wybieramy człowieka, nie partię polityczną.
Polska jest nasza! Odzyskamy ją dla siebie i wszystkich Polaków, których
zmęczone twarze promieniały rozmawiając z nami na ulicach miast. Ten marsz to
dopiero przedwiośnie. Teraz kiedy wiemy, że prawda jest po naszej stronie,
jaka siła w nas drzemie, nic nas nie zatrzyma. Lokomotywa ruszyła.
Przyłącz się do nas. Razem będziemy mocniejsi!
Agnieszka Bury
Agnieszka Chwalczuk
Piotrek Wojtasik
Przemek Skrzypiec
Tomek Wiktor
Piotrek Smoter.