Dodaj do ulubionych

Tomasz Beksiński

16.12.01, 17:33
Niedlugo, bo juz za 8 dni mija rocznica smierci Tomka Beksinskiego.... nie
dalej jak w piatek w Trojce byl reportaz wspomnieniowy o nim... o tym ilu
ludzi muzycznie wychowal... A jak wy go pamietacie? z jakimi plytami go
kojarzycie? Dla mnie zawsze bedzie sie kojarzyl z "Floodland" Sisters of Mercy,
dzieki niemu bylem na koncercie 10 lat temu w hali, Marillion "misplaced
Childhood" od tego sie zaczela moja znajomosc marillionu i tak pozostalo az do
dzisiaj.. King Crimson "In The Court Of The Crimson King".. zawsze na to
czekalem zwlaszcza jak puszczal to o 1 w nocy.. niesamowite wrazenia... no i
jeszcze niezapomniane tlumaczenia Monthy Pytona....

moglbym napisac o nim "wish you were here"....
pozdrawaim
P.
Obserwuj wątek
    • Gość: Pafik Re: Tomasz Beksiński IP: 10.101.1.* 16.12.01, 19:46
      Pamietam, jak rowno rok przed smiercia Tomek prowadzil wspolnie z Piotrem
      Kosinskim nocna, swiateczna audycje. Podobnie jak w wiele innych wieczorow,
      takze i wtedy siedzialem przy odbiorniku do poznych godzin nocnych, a z
      glosnikow plynela muzyka przez duze M.

      Bo Tomek zawsze byl i wciaz jest dla mnie synonimem takiej wlasnie muzyki. Juz
      nie pomne wszystkich Jego zaslug dla mojej muzycznej edukacji, ale to wlasnie
      m.in. dzieki Niemu stawialem milowe kroki.

      Do tego genialne tlumaczenia: wspomniany juz Monty Python, ale rowniez "Czas
      Apokalipsy", "Pulp Fiction", Jamesy Bondy. No i oczywiscie teksty muzyczne...



      Śnieży w Londynie, żywego ducha na ulicach.
      Pociąg wjeżdża na stację, ale nikt nie wysiada i nikt nie wsiada.
      A ty nie czuj do mnie nienawiści, nie jestem taki wyjątkowy jak ty.
      Jestem po prostu zmęczony.
      Nie walcz ze mną, wiem, że już ci na mnie nie zależy.
      Mogę kiedyś jeszcze do ciebie zadzwonić?

      /"Don't Hate Me" Porcupine Tree, tlum. Tomasz Beksinski/



      Pękaja mury
      Z inskrypcjami proroków
      A na narzędziach śmierci
      Odbija się jasny blask slońca

      Gdy każdy z nas jest rozdarty
      Przez nocne koszmary i sny
      Nikt nie założy laurowego wieńca
      Gdy cisza zagłusza krzyk

      Pomiędzy stalowymi bramami przeznaczenia
      Zasiano ziarna czasu
      I podlewano je uczynkami
      Uczonych i znanych

      Wiedza jest niebezpiecznym doradcą
      Kiedy wszystko wymyka sie spod kontroli
      Los calej ludzkości jak widzę
      Spoczywa w rękach szaleńców
      Chaos bedzie moim epitafium
      Gdy pełznę wyboistą i zawiłą ścieżką
      Jeśli powiedzie się nam, usiądziemy
      I zaczniemy się śmiać
      Lecz obawiam się, że jutro będe płakał
      Tak, obawiam się, że jutro będe płakał

      /"Epitaph" King Crimson, tlum. Tomasz Beksinski/
      • chrust Re: Tomasz Beksiński 24.01.02, 20:37
        King Crimson zawsze mi bedzie sie kojarzyl z Karolina.
      • Gość: tyrysek Re: Tomasz Beksiński IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 29.01.02, 20:53
        "Epitaph" to moj "utwor wszechczasow'
        w tlum. Tomka tez piekne
        milo czasem tu wrocic na chwilke refleksji
        • Gość: macio Re: Tomasz Beksiński IP: *.eck-sa.krakow.pl 30.01.02, 11:50
          Tak to bardzo piękny utwór.
          Czy słuchacie Petera Hamilla?
          (Pan) Tomek bardzo go cenił.
    • Gość: jarq Re: Tomasz Beksiński IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 16.12.01, 19:49
      osiek napisał(a):

      > moglbym napisac o nim "wish you were here"....
      > pozdrawaim
      > P.

      Dla mnie Beksiński jest również bardzo ważną osobą. Niestety na dobre zacząłem
      słuchać jego audycji dopiero na 2 lata przed jego śmiercią :(. Dla mnie Beksiński
      kojarzy mi się głównie z piosenką grupy Bauhaus "Bella Lugosi is dead". Dzięki
      niemu nagrałem film "Zagadka nieśmiertelności", gdzie na samym początku Bauhaus
      wykonują ten niesamowity utwór w klubie nocnym. Ostatnio, kiedy na którejś ze
      stacji leciała seria filmów o Bondzie, również oglądałem ją ze względu na
      Beksińskiego. Jednak geniusz Beksińskiego - tłumacza można w pełni zobaczyć w
      Pythonach. Ja również dołączam się do "Wish u were here..."
      ...i pozdrawiam!!!
      • Gość: FraMauro Re: Tomasz Beksiński IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 16.12.01, 21:12
        Dlaczego wlasciwie odszedl ? Slyszalam ze "po prostu tak chcial", ale nigdy nie
        podejrzewalam, ze mogl nie lubic zycia .To co robil i mowil po prostu temu
        przeczylo. A moze sie myle ?
        • Gość: tyrysek Re: Tomasz Beksiński IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 16.12.01, 21:37
          Gość portalu: FraMauro napisał(a):

          > Dlaczego wlasciwie odszedl ? Slyszalam ze "po prostu tak chcial", ale nigdy nie
          >
          > podejrzewalam, ze mogl nie lubic zycia .To co robil i mowil po prostu temu
          > przeczylo. A moze sie myle ?

          "Jeśli ktoś już dwa razy bez skutku próbował odebrać sobie życie, jeśli w
          młodości spadła mu na głowę szafa, kiedy słuchał Black Sabbath, jeśli wyszedł
          cało z katastrofy samolotu w Rzeszowie, to naprawdę trudno uwierzyć, że
          rzeczywiście nie żyje." www.nosferatu.art.pl/art/02.00.shtml
        • Gość: osiek Re: Tomasz Beksiński IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 17.12.01, 15:06
          Gość portalu: FraMauro napisał(a):

          > Dlaczego wlasciwie odszedl ? Slyszalam ze "po prostu tak chcial"...

          Jednym z powodow, ktore krazyly byl zawod milosny i jego niepowodzenia w tej
          sferze zycia.. ponoc kiedys stwierdzil ze jezeli dozyje do 40 bez kobiety u
          swojego boku to wypadnie mu zejsc z tego swiata...

          pozdrawiam
          P.
          • Gość: wędzonka Re: Tomasz Beksiński IP: 156.24.117.* 17.12.01, 20:06
            Gość portalu: osiek napisał(a):

            > Gość portalu: FraMauro napisał(a):
            >
            > > Dlaczego wlasciwie odszedl ? Slyszalam ze "po prostu tak chcial"...
            >
            > Jednym z powodow, ktore krazyly byl zawod milosny i jego niepowodzenia w tej
            > sferze zycia.. ponoc kiedys stwierdzil ze jezeli dozyje do 40 bez kobiety u
            > swojego boku to wypadnie mu zejsc z tego swiata...
            >
            > pozdrawiam
            > P.

            Czy to mozliwe ze zadna wartosciowa kobieta nie zainteresowala sie facetem
            ktorego tylu ludzi znalo i podziwialo za to co robi, za wrazliwosc, i wiedzialo o
            jego problemie? Jesli ten facet byl po prostu zbyt niesmialy to dalyscie plame,
            babki! A moze byl zbyt wybredny?

            Czy ktos cos z tego rozumie?
      • Gość: Pafik Re: Tomasz Beksiński IP: 10.101.1.* 16.12.01, 22:58
        Gość portalu: jarq napisał(a):

        > Dla mnie Beksińs
        > ki
        > kojarzy mi się głównie z piosenką grupy Bauhaus "Bella Lugosi is dead".

        Co do moich skojarzen, to zawsze i wszedzie Legendary Pink Dots "Neon Marines".
        Fragmentem tego utworu otwieral swoje nocne, sobotnie audycje w Trojce...
    • Gość: bromden Re: Tomasz Beksiński IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 17.12.01, 22:03
      > czekalem zwlaszcza jak puszczal to o 1 w nocy.. niesamowite wrazenia... no i
      > jeszcze niezapomniane tlumaczenia Monthy Pytona....

      dlaczego niezapomniane? bo jedyne?
      takie rewelacyjne to one nie byly, nie mowie, ze byly zle, ale z tym geniuszem,
      to przesada
      • Gość: Pafik Re: Tomasz Beksiński IP: 10.101.1.* 17.12.01, 22:23
        Gość portalu: bromden napisał(a):

        > > czekalem zwlaszcza jak puszczal to o 1 w nocy.. niesamowite wrazenia... no
        > i
        > > jeszcze niezapomniane tlumaczenia Monthy Pytona....
        >
        > dlaczego niezapomniane? bo jedyne?
        > takie rewelacyjne to one nie byly, nie mowie, ze byly zle, ale z tym geniuszem,
        >
        > to przesada

        A jednak niekoniecznie przesada - nagroda Instytutu Kultury Brytyjskiej za te
        wlasnie tlumaczenia ma swoj wydzwiek.
        • Gość: bromden Re: Tomasz Beksiński IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 18.12.01, 00:24
          > A jednak niekoniecznie przesada - nagroda Instytutu Kultury Brytyjskiej za te
          > wlasnie tlumaczenia ma swoj wydzwiek.

          za niewatpliwy wklad w promocje brytyjskiej kultury
          • Gość: Pafik Re: Tomasz Beksiński IP: 10.101.1.* 18.12.01, 20:20
            Gość portalu: bromden napisał(a):

            > za niewatpliwy wklad w promocje brytyjskiej kultury

            A czym dokonal tej promocji? Tlumaczeniami. Czy za kiepskie lub
            chociaz "normalne" przyznawane sa nagrody? Nie slyszalem.

            Bromden, skoro nie byly rewelacyjne to moze na ochotnika prztlumaczysz jeden
            odcinek? :) Zobacz tez tutaj - wielce pouczajacy wstep pewnego tlumaczenia:
            www.gazeta.pl/alfa/home.jsp?dzial=0511&forum=WROCLAW&wid=707657&aid=714260

            Pozdrawiam!
    • Gość: lol Re: Tomasz Beksiński IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 17.12.01, 23:24

      Dla mnie Beksiński to przede wszystkim romantycy muzyki rockowej -Ultravox,
      John Foxx. To The Cure i Joy Division z Ianem Curtisem, którego postacia
      Beksiński był zafascynwany i podobnie jak on skończył swoje życie. Dlaczego to
      zrobił? Są ludzie wrażliwsi niż inni, których wrażliwość nie pozwala
      przechodzić obojętnie wobec "szaleństwa dzisiejszych czasów" -lądują albo w
      zakładach zamkniętych albo kończą jak TB. Myślę że Beksiński wierzył w to co
      robił, że wypełnia misję. Czuł że jego działania trafiają w próżnię -nie mógł
      się z tym pogodzić.
      Polecam jego list pożegnalny z Tylko Rocka 12/99 pozwola on zrosumieć jego
      intencje, choć wybaczyć mu pustkę którą po sobie zostawił -nigdy...
      • Gość: wędzonka Re: Tomasz Beksiński IP: 156.24.117.* 17.12.01, 23:31
        Gość portalu: lol napisał(a):

        >
        > Dla mnie Beksiński to przede wszystkim romantycy muzyki rockowej -Ultravox,
        > John Foxx. To The Cure i Joy Division z Ianem Curtisem, którego postacia
        > Beksiński był zafascynwany i podobnie jak on skończył swoje życie. Dlaczego to
        > zrobił? Są ludzie wrażliwsi niż inni, których wrażliwość nie pozwala
        > przechodzić obojętnie wobec "szaleństwa dzisiejszych czasów" -lądują albo w
        > zakładach zamkniętych albo kończą jak TB. Myślę że Beksiński wierzył w to co
        > robił, że wypełnia misję. Czuł że jego działania trafiają w próżnię -nie mógł
        > się z tym pogodzić.
        > Polecam jego list pożegnalny z Tylko Rocka 12/99 pozwola on zrosumieć jego
        > intencje, choć wybaczyć mu pustkę którą po sobie zostawił -nigdy...


        Rzucil byc go na neta, Lol!

        Pozdrawiam Poznan!
        • Gość: Pafik Re: Tomasz Beksiński IP: 10.101.1.* 18.12.01, 00:01
          Gość portalu: wędzonka napisał(a):

          ) Rzucil byc go na neta, Lol!
          )
          ) Pozdrawiam Poznan!

          Wyrecze kolege, oto i on.
          (tytulem wyjasnienia: cytaty miedzy tekstem pochodza z "21st Century Schizoid
          Man" King Crimson, "Opowiesci z krypty" to tytul comiesiecznych artykulow
          Beksinskiego w "Tylko Rocku")


          FIN DE SIECLE

          "Kocia łapa, stalowy pazur
          Neurochirurg krzyczy nienasycony
          U zatrutych wrót paranoi
          Schizofrenik 21 wieku"

          Trzydzieści lat temu zniekształcony głos Grega Lake'a obwieścił apokalipsę
          zaćpanemu światu słodko pogrążonemu w bezmiarze psychodelii. Powszechnie
          wiadomo, że choremu polepsza się tuż przed śmiercią. Niesamowity rozkwit
          artystyczny na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych był początkiem
          końca. "This is the end, beautiful friend" - śpiewał Jim Morrison i ochoczo
          podążył w ślady Janis Joplin i Jimiego Hendrixa. Niespełna dziesięć jesieni
          później słowom tym towarzyszyła szerokoekranowa eksplozja napalmu w wietnamskiej
          dżungli ("Apocalypse Now", directed by Francis Ford Coppola), rozpoczęła się
          agonia świata.

          Opowieści z krypty przestały być zabawne. Wiem. Jednak żyjąc w trupiarni, trudno
          być równie radosnym jak Ziutek Słoneczko na plakacie pt: "Poranek naszej
          ojczyzny" (wide "Piękni dwudziestoletni" Marka Hłasko). Człowiek wychodzi na
          miasto i co widzi? Plakaty do filmu "Carrie 2". To się nazywa artystyczna
          nekrofilia. Gnuśnych hollywoodzkich kretynów nie stać już na wymyślenie czegoś
          nowego. Kręcą więc remaki i rozciągają prastare pomysły niczym kura smarki, żeby
          zbić trochę kasy na sprawdzonym tytule. Tylko patrzeć, aż ktoś zrobi "Hamleta 2"
          (bo czemu nie?). Ta durna Ameryka wszystko pożre, przetrawi i wyrzyga. Zdaje
          się, że nawet kupili prawa do naszego "Killera"! Przed rokiem sprofanowali
          poczciwą japońską "Godzillę", w dodatku przyprawiając napisy końcowe rapowaną
          wersją "Kashmiru". Jimmi Page sprzedał dupę półgłówkom w przydużych szortach i
          rozsznurowanych trampkach. Podobnym smrodem jedzie z końcówki prawie każdego
          filmu ("Event Horizon", "Posse", a ostatnio "Wild Wild West") - ale kretyński
          teledysk z udziałem aktualnej "gwiazdy" musi promować dzieło, bo szczeniaki nie
          pójdą do kina. W dodatku nie można nigdzie kupić płyt z właściwą muzyką filmową.
          Nowa moda to "music inspired by the movie", czyli zbiór koszmarnych piosenek w
          ogóle nie występujących w obrazie.

          Poza tym przemoc w przeciętnym "rozrywkowym" filmie osiągnęła apogeum. Żadnej
          sprawy na żadnym szczeblu nie da się załatwić bez kopania w szczękę i strzelania
          z pistoletów maszynowych. Nawet nowy Mesjasz rozwala komputerowych faryzeuszy,
          kumulując w sobie cechy Rambo i Bruce'a Lee ("Matrix"). W kick-boxingu chyba
          jedyna nadzieja na przyszłość wszechświata doczesnego i następnego: archanioły i
          diabły w "Armii Boga" też wbijają sobie wiarę do łba metodami wychowanków
          klasztoru Shaolin. Może w tym szaleństwie rzeczywiście jest metoda? Może warto
          się zapisać na kurs, żeby potem jednym kopem w skropiony tanią wodą kolońską
          tłusty tyłek posłać kogoś aż na Cypr?

          Tymczasem XX wiek dogorywa nawet nie skomląc. Nie ma już rozrywek ani sensu
          życia. Skończyło się kino (filmy durne i wtórne, publiczność chamska i
          nienażarta). W dodatku następny Bond podobno ma być Murzynem! Skończyła się
          telewizja (reklamy różnych elegancko opakowanych gówienek co chwila gwałcą nasze
          oczy i uszy). Skończyła się muzyka (łomoty, zgrzyty, bełkot). Moda przyprawia o
          dreszcz grozy i obrzydzenia (gwoździe w nosie). Niby-telewizyjne ekraniki
          podłączone do tajemniczych skrzynek nadzorują nasze życie. Całe zastępy
          zgarbionych i ślepnących człekokształtnych małp surfują po Internecie.
          Najkrótsza droga do ludzkiego serca (?) nie prowadzi już przez żołądek, ale
          przez komputer. Zostajemy w nim zredukowani do (dot-com) i zamknięci w
          cyberorzestrzeni, aż ktoś wciśnie klawisz enter, ponieważ "lubi czytać nasze
          listy". Nie ma już miłości. Przegrywa z techniką albo zoofilią. Skończyły się
          bezpieczne spacery po mieście i osiedlu (agresywne prymitywy bawią się w Stevena
          Seagala). Bloki mieszkalne zaczynają przypominać twierdze z domofonami i
          niedziałającymi zamkami cyfrowymi. Trędowaci sięgają po władze. "The fate of all
          mankind is in the hands of fools", ostrzegł Greg Lake w Epitafium. Wygląda na
          to, że na zamku Karmazynowego Króla pracował wyjątkowo dobry astrolog...

          "Nasienie śmierci, ślepa chciwość
          Głodujące dzieci na żer poetów
          Może nie liczyć na żadne spełnienie
          Schizofrenik 21 wieku..."

          Coż mogę jeszcze dodać? Spokojnie piętnowałem otaczający nas montypythonowski
          świat ostrzem sarkastycznej satyry, aż nagle ktoś, zwrócił mi uwage, że Monthy
          Python zmienił się w taniec śmierci ("Everyone I love is dead"). To prawda. Za
          bradzo zbliżyłem się do jądra ciemności, niczym półkownik Kurtz. Może przesadnie
          rozdzierałem szaty na forum swojej krypty. Może ogarnęła mnie typowa dekadencja
          końca stulecia. Ale niczego nie żałuję. Bywają sytuacje, w których niczym
          bohater opowiadania Roberta Gravesa - człowiek ma ochotę wrzasnąć. Najbardziej
          ze wszystkiego brzydzi mnie hipokryzja i zakłamanie. Wolę usłyszeć od kobiety
          brutalne "odpieprzże się" niż pokrętne teksty w rodzaju "kochanie, może byś tak
          sprawdził, czy cię nie ma w drugim pokoju, i został tam, bo pokój nie lubi być
          pusty". Wolę, żeby mój wróg nie robił na innych dobrego wrażenia, powołując sie
          na przyjaźń, którą sam zdradził. Jeśli kogoś wkurzyłem swoim pisaniem, pewnie ma
          coś na sumieniu. Prawdziwa cnota kryty się nie boi. Nie ja piewrszy posłużyłem
          się skrawkami swojego życia w charakterze materii twórczej. Zrobił to Fish
          ("Kayleigh", "Incubus"); Peter Hammill odprawił serię egzorcyzmów nad koncem
          pewnego związku realizując album "Over", John Lennon ostro dołożył McCartneyowi
          w "How do you sleep?"; wspomniany wcześniej Fish wyrównał piosenką rachunki z
          dyrektorem EMI ("Tongues"); zaś Roger Waters wypruł sobie zgorzkniałe serce na
          płycie "The Pros And Cons Of Hitchhiking" (Po co przedłużać agonię? Każy musi
          umrzeć!) oraz krytycznie skomentował twórczość A.Lloyda Webbera w utworze "It's
          A Miracle". Gdybym żył sto lat wcześniej i miał do czynienia z człowiekiem
          honoru, zamiast pióra wybrałbym pistolety o świcie. Choć podobno pióro tnie
          ostrzej od miecza...

          "This is the end, my only friend". Opada kurtyna miłosierdzia na koniec XX
          wieku. Ktoś kiedyś bliski powtarzał, że zawsze może być gorzej. Mój ojciec mawia
          od czasów niepamiętnych, że ku gorszemu idzie. "Jaką nadzieję co do przyszłości
          ludzkości może mieć człowiek, który weźmie pod uwagę doświadczenia ostatniego
          miiliona lat?" - zastanawiał się kiedyś Kurt Vonnegut. I od razu sobie
          odpowiedział: "Żadnej". Zatem nie pozostaje nic innego jak odwrócić się plecami
          do roku 2000 i niczym Panurg odejść, pierdnąwszy z wielkim wzburzeniem. Spójrzmy
          więc wstecz i wspomnijmy to, dla czego warto było żyć. "Kruk" Edgara Allana
          Poe. "Zamek Karmazynowego Króla". 17 minuta "Ech" Pink Floyd. James
          Bond. "Nights In White Satin" The Moody Blues. Adagio Albinioniego. "Kobieta
          Wąż" ("The Reptile") w kwietniu 1970 roku - seans w sanockim kinie San, kiedy po
          raz pierwszy i ostatni bałem się na horrorze. "Atom Heart Mother". Andante z
          Tria Es-dur Schuberta. "Tom and Jerry". Coca-cola i ketchup. Rzygający grubas
          w "Sensie życia wg Monthy Pythona". "Czas apokalipsy". Drugi koncert Marillion w
          Gdańsku, gdy Fish śpiewał "Lawendy" "tylko" dla mnie i Anki. Clint Eastwood i
          scena z rondlem w westernie "Joe Kidd". "O fortuna" - pierwsza pieśń z Carmina
          Burana Carla Orffa. "Twin Peaks". Wizyta w Domu Kobiety Węża (Oakley Court pod
          Londynem). Wzruszenie, gdy przyszło mi zapowiedzieć koncert Petera Hammilla w
          Filharmonii Pomorskiej w Bydgoszczy 14.10.1995. "Miłość w czasach zarazy"
          Marqueza. "Lost Highway". Noc i poranek 31 maja 1998...

          Wszystkie te chwile przepadną w czasie, jak łzy w deszczu. Pora umierać.

          TOMASZ B
          • Gość: Pafik Re: Tomasz Beksiński IP: 10.101.1.* 18.12.01, 00:02
            [ucielo mi sama koncowke, a wlasciwie podpis...]


            (...)

            Wszystkie te chwile przepadną w czasie, jak łzy w deszczu. Pora umierać.

            TOMASZ BEKSIŃSKI
            (1958-1999)
          • Gość: wędzonka Re: Tomasz Beksiński IP: 156.24.117.* 18.12.01, 06:36
            Depresja...
            Swiat jest znacznie gorszy od tego co ten gosc wypisal, ale walic sie zaczyna
            dopiero jak sie czlowiek nieszczesliwie zakocha. Takie jest moje skromne zdanie.
            Wrazliwemu czlowiekowi, bez odpowiedzialnych przyjaciol w takim momencie - biada!

            Pozdrawiam!
    • Gość: daag Re: Tomasz Beksiński IP: *.*.*.* 18.12.01, 14:26
      miał ciekawy głos jak na radiowca. "słuchajmy razem" - czy to nie tak nazywała
      się ta audycja w II, którą prowadził beksiński? to chyba moja najpierwsza
      edukacja muzyczna.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka