Dodaj do ulubionych

Prawo na UWr

IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 29.06.01, 09:08
Zastanawiam sie skąd tak kategoryczne sądy o beznadziejności na WPiA Uwr?
Jestem absolwentem tego wydziału, obecnie stoje po drugoej stronie i z pełnym
obiektywizmem przyznać muszę, iż oceny, które dostawałem były pewnego rodzaju
odbiciem mojej wiedzy. Jak każdy na tym wydziale, musiałem zdać KPA i
przyznaję, iż był to jeden z przyjemniejszych egzaminów. Jeszcze przed - wielki
strach, jak to będzie spoktać sie "oko w oko" z "legendą". Potem tzw.
luzik. "Pan wylosuje zestaw, Pan sie zastanowi, Spokojnie, Niech się Pan nad
tym jeszcze zastanowi", itp. W trakcie mojego egzaminu do gabinetu weszło 6
osób z prośbą o wpisanie oceny niedostatecznej, bo coś... Bez komentarza
Co do studentów zaocznych i zdawalności egzaminu. Z założenia egzamin
weryfikuje studenta, poniekąd jednak i prowadzących zajęcia i wykłady. Ale
doprawdy nic nie można zrobić, aby zmusić kogoś do nauki. To jest prywatna
sprawa każdego studenta, musi on jednak zdawać sobie sprawę, iż nie wystarczy
wyłożyć kasy na opłatę i będzie o.k. Prowadzący zajęcia starają sie w różny
sposób zainteresować żaków omawianym problemem, ale w większości przypadków nie
są oni tym zainteresowani. Autentyczny tekst: Prowadzący do osób rozmawiających
o obiedzie: bardzo proszę nie przeszkadzać - odp. Panie podaj Pan strony od...
do... i kończ zajęcia. Jakim cudem osoby takie mają zdać egzamin - ucząc sie
od.. do... Takich osób jest naprawdę bardzo, bardzo dużo. Ale o tym innym
razem. Kończąc, prosi sie zawołać - Studenci uczcie się - na fuksa juz nie ma
co liczyć. To na tyle, bo życie ucieka...
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • Gość: KIBIC Re: Prawo na UWr IP: 10.0.3.* / *.yuma.pl 29.06.01, 10:05
      Rafale a czy musiałeś kiedyś brać urlop i stać pół dnia w kolejce aby uzyskać
      wpis do indeksu? Czy przyszedłeś kiedyś na konsultacje i pocałowałeś klamkę bo
      nikogo nie było chociaż wisi informacja że ktoś powinien być? Czy pisałeś
      kiedyś egzamin na kolanie bo zabrakło dla ciebie miejsca?
      Wiedz że na studiach zaocznych Prawa i Administracji jest to na porządku
      dziennym i nie wydaje mi się aby to było normalne.
      • Gość: Rafal Re: Prawo na UWr IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 29.06.01, 18:17
        Nie musiałem brac żadnego urlpu i nigy nie musiałem na nikogo czekać. Zwyczajnie
        nie chodziłem na konsultacje, zawsze wyrobiłem sie w terminie zajęć. Jeśli zaś,
        nie ma kogoś na zajęciach - vide rady prof. Z. Siwika z artykułu.
        Z pisaniem egzaminu na kolanie - to moim zdaniem chyba przesada - znów pełna
        odpowiedzialność za słowa. Wspominałem, że obecnie jestem po drugiej stronie. Już
        trzy sesje poza mna, gdy pilnuje aby studenci pisali sami :) Jeszcze nigdy sie
        nie zdarzyło, aby ktokolwiek nie miał miejsca. Zawsze jest spory luz - to w
        naszym interesie, aby studenci od siebie nie odpisywali.

        > Rafale a czy musiałeś kiedyś brać urlop i stać pół dnia w kolejce aby uzyskać
        > wpis do indeksu? Czy przyszedłeś kiedyś na konsultacje i pocałowałeś klamkę bo
        > nikogo nie było chociaż wisi informacja że ktoś powinien być? Czy pisałeś
        > kiedyś egzamin na kolanie bo zabrakło dla ciebie miejsca?
        > Wiedz że na studiach zaocznych Prawa i Administracji jest to na porządku
        > dziennym i nie wydaje mi się aby to było normalne.

        • Gość: Dinar Re: Prawo na UWr IP: *.dtvk.tpnet.pl 03.07.01, 08:15
          Gość portalu: Rafal napisał(a):

          > Nie musiałem brac żadnego urlpu i nigy nie musiałem na nikogo czekać. Zwyczajni
          > e
          > nie chodziłem na konsultacje, zawsze wyrobiłem sie w terminie zajęć.

          Rafale C. to co tu piszesz i to jak wyglądasz potwierdza jedynie, że jesteś
          niespotykanym pustakiem!:-) Przypomnij sobie kto nosił torbę, parkował samochód i
          lizał d... profesorowi K.
          I nie opowiadaj tu ludziom dyrdymałów o tym, jakim to wspaniałym studentem byłeś.
          Miej umiar. I jedz wicej ryb, bo z pamięcią licho!
      • Gość: Deni Marry IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 06.07.01, 11:57
        To co dzieje się na wydziale prawa (KPA i inne) to lekko mówiąc BEZ-PRAWIE.
        Ta "kobieta" spadła chyba z jakieś choinki i to koloru czerwonego. Traktowanie
        studentów (czyt. ludzi) w taki sposób musi budzić pozytywne wrażenia tylko u
        osoby z lekko (czyt. ciężko) skrzywionym spojrzeniem na świat i zapewne na samą
        siebie. Myślę że ta kabita spóźniła się o jakieś 50 lat - praca w obozie
        koncentaracyjnym w sekcji tortury psyhe miałaby zapewnioną. Ale chyba nic
        straconego proponuję ogłosić zbiorkę na bilet dla Krwawej na KUBĘ ,(może być
        też Ruanda i inne kraje swobody polityczno-życiowej)
      • Gość: Washko Re: Prawo na UWr IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 06.07.01, 18:42
        Studiuję zaocznie, więc się wypowiem

        KIBIC napisał(a):
        > Rafale a czy musiałeś kiedyś brać urlop i stać pół dnia w kolejce aby uzyskać
        > wpis do indeksu?

        Sądzę, że wiele osób jest do tego zmuszanych. Godziny są od-do, danego dnia i
        koniec. Często późniejsze uzyskanie wpisu jest wielce uciążliwe, bo albo
        egzaminatora nie ma, albo mu się nie chce, bo czas był kiedy indziej (czyli do
        południa w dzień powszedni...)

        > Czy przyszedłeś kiedyś na konsultacje i pocałowałeś klamkę bo
        > nikogo nie było chociaż wisi informacja że ktoś powinien być?

        Mi to osobiście się nie zdarzyło, jednak niejednokrotnie widziałem ludzi
        czekających bez skutku. Natomiast spóźnienia, przede wszystkim ćwiczeniowców są
        notoryczne.

        < Czy pisałeś
        > kiedyś egzamin na kolanie bo zabrakło dla ciebie miejsca?

        A to dla mnie nowość. Nigdy w mojej grupie przez trzy lata nie było takiej
        sytuacji. Od pierwszego roku do teraz. Zaskakuje mnie to, gdyż żaden z moich
        znajomych również nei skarżył się na to.

        > Wiedz że na studiach zaocznych Prawa i Administracji jest to na porządku
        > dziennym i nie wydaje mi się aby to było normalne.

        To oczywiście nie ejst normalne. Nie jest jednak normalne zachowanie studentów,
        którzy totalnie olewają, mają wszystko gdzieś i jak najszybciej chcieliby się
        ulotnić. Czasem można to zrozumieć, bo prowadzący truje niemiłosiernie, ale
        często wykład czy ćwieczenia są naprawdę ciekawe, a taka postawa jedynie
        zniechęca prowadzącego do przykładania się do zajęć.
        I druga kwestia - totalny brak znajomości podstawowych rzeczy na zajęciach.
        Ćwiczeniowiec nie może przeprowadzić zajęć w inny sposób niż wykład, bo
        <generalizowanie> nikt nic nie umie </generalizowanie>. Z czasem się odechciewa.
    • Gość: AA Re: Prawo na UWr IP: *.provider.pl 29.06.01, 13:08
      mam te przyjemnosc byc absolwentka (przyjemnosc, ze jestem juz 'po') i moje
      doswiadczenia z baska sa diametralnie rozne. Musiales (Rafale) chyba przejsc
      przez te studia bardzo 'bezrefleksyjnie', jesli uwazasz teraz, ze wystarczy sie
      uczyc, a nie liczyc na fuksa. PAni Super Sprawiedliwa nie przywrocila mojej
      kolezance 1. terminu, mimo, iz przyszla ona ze zwolnieniem ze szpitala, w
      ktorym urodzila syna ('takie zaswiadczenie kazdy moze podrobic') i z dzieckiem
      na reku ('skad mam wiedziec, ze to pani dziecko?'). Nie musze dodawac, ze ta
      dziewczyna juz nie studiuje.
      oczywiscie przyklady mozna mnozyc.
      pozazdroscic wiary w ludzi :)
    • Gość: prince Re: Prawo na UWr IP: *.hist.uni.wroc.pl 29.06.01, 18:28
      Nie do końca się zgadzam z krytyką Krwawej Baśki zamieszczoną w dzisiejszej
      dolnośląskiej. Fakt- jest osobą wymagającą i ciężko jest zdać u niej egzamin w
      pierwszym terminie ale przynajmniej traktuje studentów równo i jasno stawia
      sprawę. Niestety nie można tego powiedzieć o większości egzaminatorów na tym
      wydziale. Dodatkowo prawdą jest też, że wielu studentów "z góry" odpuszcza
      sobie ten przedmiot licząc na szczęście na poprawce lub warunku.

      Natomiast obecna sytuacja na Wydziale Prawa i Administracji UWr wcale mnie nie
      dziwi. Jest ona taka sama jak w środowisku prawniczym (vide aplikacje
      prawnicze). Dominuje korupcja, cwaniactwo, liczą się przede wszystkim pieniądze
      i "dobre plecy".
      Szkoda, że w artukule nie poświęcono więcej miejsca na sam program studiów.
      Jest on- moim zdaniem kompletnie niedostosowany do rzeczywistości. Zamiast
      przedmiotów, które liczą się na rynku pracy musimy się uczyć takich rzeczy jak
      kryminalistyka, prawo karne wykonawcze, ochrona środowiska, prawo rolne,
      konstytucjonalizm państw Ameryki Łacińskiej itp., które tak na dobrą sprawę
      niewielu osobom się przydadzą. Całe studiowanie prawa polega na wykuciu na
      pamięć kilkunastu artukułów, które i tak- wczesniej czy później zostaną
      zmienione lub uchylone.
      • Gość: choco Re: Prawo na UWr IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 29.06.01, 20:04
        Podpisuje sie pod artykulem z GD calkowicie.Jestem na III roku i niestety
        radosc przebywania z Krwawą poczulam na wlasnej skorze-nie uwazam ze jest ona
        sprawiedliwa jak chce Rafal.Czy to mozliwe by ludzie,ktorzy cale studia
        zaliczaja na piatkach i czworkach i sa naprawde dobrzy nie byli w stanie
        nauczyc sie kolejnego przedmiotu? I to wcale nie najtrudniejszego...Co do BAski-
        mozna miec rozne zdania, ale faktem niezaprzeczalnym jest ,ze na Prawie panuje
        kompletny barak szacunku dla studentow i powszechne olewactwo.Zalatwienie
        czegos'normalnie' graniczy niemal z cudem

        Rozumiem ze Rafal byl nadzwyczajnym wprost studentem, bo nigdy nie zaliczal
        niczego na konsultacjach.Przyznam sie ze ja takich nie znam.Wspolczuje tylko
        tym, ktorzy z nim maja teraz zajecia..
        • Gość: aga Re: Prawo na UWr IP: *.provider.pl 30.06.01, 15:27
          Rzeczywiscie przerazające są wypowiedzi, ze to bardzo przyjemny egzamin i
          WYSTARCZY SIĘ TYLKO NAUCZYĆ. Fakt, pani Profesor nie terroryzuje studentów,z
          uśmiechem na twarzy wstawia ndst. To prawdziwa przyjemność tworzyć wokół siebie
          legendę (chyba tylko w ten sposób mozna tłumaczyć te poczynania?! ). Studenci,
          którzy nie pójdą na egzamin przedterminowy, zdając postępowanie egzaminacyjne w
          czerwcu, idą na rzeź niczym owieczki.
          Czy opanowanie materiału wystarczy by zdać egzamin?
          Zależy od szczęścia, może od koloru włosów, mimiki, wypowiedzianego tego
          jednego zdania, które pani Profesor chciałaby usłyszeć(choć reszta nie jest bez
          znaczenia)albo sama nie wiem od czego jeszcze. Dużo studentów nie przykłada się
          świadomie do egzaminu czerwcowego- i tak szanse zdania nie są duże a przecież
          są inne egzaminy, których noty zadecydują o warunkowym wpisie na rok
          IV.Rozumiem w pełni tę politykę.
          Nie zgadzam się z wypowiedzią Rafała, że wystarczy się nauczyć.Jest dużo
          studentów, którzy kilkanaście miesięcy zgłębiają tajniki postepowania
          administracyjnego i są przygotowani do egzaminu o wiele lepiej niż zdający go w
          przedterminie! Na egzamine walczą ale mimo to kolejny raz nie mogą sobie
          poradzić. Wszystko "spala na panewce". Po co te miesiące wyrzeczeń????????????
          Profesor ZAWSZE jest w stanie udowodnić studentowi braki wiedzy lub jej
          spójności ale przecież my nie mamy 20-letniej praktyki w zawodzie, a poza tym
          dochodzi stres.
          Kilka dni temu kolejny raz nie wyszło... :( Czujesz się "obryty" i przygotowany
          na wszelkie działania zaczepne, mimo to znowu dostajesz "szmatę".(Pytania
          przedstawione w tej dyskusji przez jednego z internautów są dla mnie proste,
          ale w samych pytaniach i odpowiedzi na nie NIE MA GWARANCJI ZDANIA egzaminu!!!)
          Potrzebna jest duuuuuuuuuużżżżżżżżżaaaaaaa dawka szczęścia. To wspaniale
          Rafale, ze tak bezstresowo przeszłeś przez studia, że nie dołączyłeś do
          kilkuset osób,którym postać uśmiechniętej Pani Profesor spędza sen z powiek,
          wypacza spojrzenie na świat (że wiedza = zdany egzamin), zasila kieszenie
          aptekarzy wykupowaniem leków uspokających... Wiesz, zazdroszczę Ci. Bardzo
          przykre jest to, ze na pozór łatwy egzamin odbiera rocznie kilkudziesięciu
          osobom rok z życia, a nawet szansę skończenia tych studiów...
          Wszyscy wiedzą,ale nikt nie zareaguje. Są ludzie nietykalni. Ot, tak, po
          prostu. Który student odważy się sygnować skargę?????
          Władze wydziału wiedzą przecież o skali zjawiska.
          Było by cudownie, gdyby student po dwóch "oblanych" egzaminach mógł przystąpić
          do egz. przed kimś innym.

          Zniwa będą trwać, legenda umacniać się, Pani Profesor z uśmiechem zbierać żniwa.
          I NIC W OGÓLE SIĘ NIE ZMIENI!?
          Powinny istnieć jakieś standardy.
          Jestem zrozpaczona!!!
    • Gość: grzegorz Re: Prawo na UWr IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 29.06.01, 20:15
      Wydział prawa U.Wr. nie cieszy się dobrą sławą i jest to w pełni uzasadnione.
      Sam byłem świadkiem poniżającego traktowania studentów przez profesorów. Nikogo
      tu nie zdziwi to, że student zostaje wręcz wyrzucony z gabinetu zanim zdąży
      powiedzieć w jakiej sprawie przyszedł. Studenci spekulują na korytarzach o tym,
      czy profesor ma dziś dobry humor i w związku z tym zechce się umówić na
      egzamin. Miałem również okazję być świadkiem zdarzenia, w którym ciężarna
      studentka prosiła panią prof. B. Adamiak o przesunięcie o dwa dni egzaminu z
      powodu konieczności zrobienia badań lekarskich. Pani profesor odmówiła, mimo że
      i tak przez następne parę dni egzaminowała studentów. Dlaczego ? Czy wychodzi z
      założenia, że studenci zawsze coś „kombinują”!!! Zwyczajem już chyba stały się
      gigantyczne kolejki na korytarzach. Miałem też wątpliwą przyjemność zdawać
      egzamin z prawa cywilnego-zobowiązania u profesora na wyraźnym rauszu. Czy
      można to jakoś zmienić? Na pewno nie jest dobrym rozwiązaniem wewnętrzny tryb
      weryfikacji pracy profesorów (ewentualna skarga), bo po pierwsze student boi
      się otwarcie mówić o swojej krzywdzie (trudno mu się dziwić- chce przecież jak
      najszybciej skończyć studia), po drugie wydaje się, że dziekan nie do końca
      może być sprawiedliwy w sytuacji, gdy student zwraca się do niego o pomoc.
      Sprawa dotyczy przecież jego kolegi. Lepszym rozwiązaniem, moim zdaniem, byłoby
      nasilenie kontroli zewnętrznej, tak aby student miał się do kogo zwrócić nie
      obawiając się negatywnych dla siebie konsekwencji.
      • Gość: choco Re: Prawo na UWr IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 29.06.01, 20:32
        Grzegorz-czy chodzi ci moze o egzamin przedterminowy z
        zobowiazan z tego roku:)?

        To prawda, ze nie tak latwo napisac skarge do wladz
        uczelni,bo nie wyobrazam sobie sytuacji, by dziekan
        poparl studenta a nie swojego kolege.Moze gdzie
        indziej byloby to mozliwe, ale na pewno nie na
        prawie.A poza tym kazdy sie boi'podlozyc', bo raczej
        nie bedzie mial juz szans zdac kolejnego egzaminu..

        co sie na prawie wyrabia-wszyscy wiedza, ale
        profesorowie czuja sie bezkarnie, wiedza ze nie
        jestesmy w stanie nic zdzialac-przyklady z Baśką to
        potwierdzają..
        • Gość: Washko Re: Prawo na UWr IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 06.07.01, 18:57
          Gość portalu: choco napisał(a):

          > Grzegorz-czy chodzi ci moze o egzamin przedterminowy z
          > zobowiazan z tego roku:)?

          Pewnie tak. Zdawanie zobowiązań u pijanego i palącego papierosa za papierosem
          prof. Ś. musi być jednym z ciekawszych przeżyć.

          > To prawda, ze nie tak latwo napisac skarge do wladz
          > uczelni,bo nie wyobrazam sobie sytuacji, by dziekan
          > poparl studenta a nie swojego kolege.Moze gdzie
          > indziej byloby to mozliwe, ale na pewno nie na
          > prawie.

          Ja sobie tego nie wyobrażam. Nie wierzę, by na wydziale, o którym mówi się, że
          jedynie dwie osoby nie biorą, dziekan uwierzył studentowi i ukarał egzaminatora.
      • Gość: janek co do cywilnego IP: *.wrobel.ok.wroc.pl 29.06.01, 21:17
        Jak ktoś mówi cokolwiek złego o Profesorze z zobowiązań to tylko o nim źle
        świadczy!!!!!
        Nie znam drugiego tak sympatycznego i rzetelnego wykładowcy, jak On!
        Nikt, kto chodził na Jego wykłady nie nudził się i nie mógł odnieść ani cienia
        złego wrażenia.
        Pan Profesor jest wybitnym specjalistą ze swego przedmiotu. Ma przy tym wielkie
        zdolności dydaktyczne i na prawdę potrafi dobrze nauczyć prawa zobowiązań.
        Pobożnym życzeniem pozostaję by było więcej takich osób na naszym Wydziale.

        P.S.Nikt chyba nie zapomni słynnego kawału o migdałkach :))
        • Gość: Washko Re: co do cywilnego IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 06.07.01, 19:01
          Gość portalu: janek napisał(a):

          > Jak ktoś mówi cokolwiek złego o Profesorze z zobowiązań to tylko o nim źle
          > świadczy!!!!!

          Bzdura.

          > Nie znam drugiego tak sympatycznego i rzetelnego wykładowcy, jak On!
          > Nikt, kto chodził na Jego wykłady nie nudził się i nie mógł odnieść ani cienia
          > złego wrażenia.
          > Pan Profesor jest wybitnym specjalistą ze swego przedmiotu. Ma przy tym wielkie
          >
          > zdolności dydaktyczne i na prawdę potrafi dobrze nauczyć prawa zobowiązań.
          > Pobożnym życzeniem pozostaję by było więcej takich osób na naszym Wydziale.

          I czy to wszystko (prawda) uprawnia go do przychodzenia pijanym w sztok na
          egzamin???
    • Gość: kasia Bądzmy obiektywni! IP: *.wrobel.ok.wroc.pl 29.06.01, 21:08
      Nie bądzmy naiwni! Nikt chyba, kto studiuje na wydziale lub swoje studia tu już
      zakończył nie zaprzeczy, że dzieci profesorów i doktorów, oraz inni ich bliscy
      jakimś niezwykłym trafem zdobywają najlepsze oceny, a ludzie z ich grup dobrze
      wiedzą,że ich wiedza jest delikatnie rzecz ujmując ograniczona.
      Jak to jest, że mimo 3 legalnych przedterminów u p. Adamiak, niektóre
      dzieci "kadry" zdawały ten egzamin w innych- umówionych terminach z
      wyśmienitymi rezultatami!
      Co do samego egzaminu u pani profesor, to muszę przyznać, że mogą pojawiać się
      głosy, że jest to miły i bezproblemowy sprawdzian wiedzy. Rzecz jednak nie jest
      ani tak biała ani też czarna. Po prostu ci, którzy idą na przedtermin mają
      znaczne fory, a przed pozostałymi stoi znacznie trudniejszy problem.Poza tym P.
      Adamiak ma to do siebie, że osobom zdającym w pierwszej kolejności na normalnym
      terminie znacznie pomaga, a ci którzy mieli nieszczęście znaleźć się w 2. lub
      3. dziesiątce danego dnia mają dużo tzw. "ping pongów"- co oznacza,że pytani są
      nie tylko z zakresu 3 wylosowanych pytań, ale z właściwie każdej cząstki
      materiału, o której p. profesor sobie pomyśli!
      Co do domniemanego pytania z " przerobionego zakresu" (wg art. z Gazety), to
      nie słyszałam dawno większej bzdury!Pytania są nie z wykładów, a z książki, a
      ćwiczeniowcy nie mają nawet najmniejszych szans czasowo przerobić wszystkiego
      na zajęciach. Co do samej treści odpowiedzi na egzaminie, to wszystkim
      wyrażającym tak ciepłe słowa o przebiegu egzaminu życzę,żeby zaznali zagadnień
      typu "kodyfikacja i unifikacja prawa administracyjnego" lub wymienienie kolejno
      przesłanek ze 156.
      • Gość: Paripass Re: Bądzmy obiektywni!-DOSŁOWNIE IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 30.06.01, 00:03
        zdalem KPA w przedterminie.byl to najprzyjemniejszy egzamin jaki kiedykolwiek
        zdawalem.
        prawdą jest, ze prof.Adamiak budzi strach i grozę.
        ale nie taki diabel straszny jak go malują!
        prawda jest - o czym wiele autorów powyzszych wypowiedzi zdaje sie zapominac -
        jest to z cała pewności egzamin wymagający rzetelnej i zgłebionej wiedzy. a
        egzaminów o takich wymaganiach na wydziale jest malo.
        prawda jest, iz nepotyzm na wydziale jest ogromny. ale nieprawda jest, iz
        prof.Adamiak przyjmuje protegowanych poza kolejnoscia.
        byc moze wlasnie w tym tkwi czesc problemu, iz tego egzaminu nie da
        sie "załatwić". w przeciwieństwie do wielu innych....
          • Gość: Washko Re: Bądzmy obiektywni!-DOSŁOWNIE IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 06.07.01, 19:05
            Gość portalu: kasia napisał(a):
            > Jeżeli komuś wydaje się,że u p.Adamiak egzamin jest nie do załatwienia, to
            > jedynie wierzy w legendę.
            > Osobiście znam 3 osoby, które w ten sposób pokonały ten egzamin w tym roku!
            > Jak ktoś nie wierzy, to niech się zapyta, jakie oceny mają dzieci "kadry" i czy
            > którekolwiek nie zdało tego egzaminu!!
            > Odpowiedź co do załatwiania nasunie się sama :))

            Znam dziecko doktora, które dostało szmatę w pierwszym terminie i które mówi, że
            załatwianie u Basi powoduje wręcz przeciwny skutek
    • Gość: Dukat Wydział (de)Prawa(cji) i Administracji IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 30.06.01, 03:08
      To bardzo smutny fakt, iż miejsce, które powinno rodzić praworządne elity,
      szkoli przyszłych krętaczy i łapówkarzy, uczy jak mieć prawo, ideały,
      autorytety w poniewierce. Tak naprawdę żałuję, że kilka lat temu rozpocząłem
      studia zaoczne na Wydziale Przestępców i Aferzystów. Wszystkiemu winna
      komercjalizacja nauki i pieniądze, pieniądze tak wielkie, że profesorskie
      autorytety teraz mają wartość co najwyżej ścierki do butów.
      Przykłady deprawacji:
      1. Profesor prawa międzynarodowego informuje, iż pewnej części materiału z
      podręcznika nie należy czytać, bowiem nie będzie ona obowiązywać do egzaminu
      (prawo kosmiczne i lotnicze). Na egzaminie (test) 30% pytań to pytania z
      zakresu pr. lotniczego i kosmicznego. Zapomniał co mówił? – to się profesorom
      zdarza – a może było to działanie umyślne, bo w kasie płacą dodatkową forsę za
      każdą przeegzaminowaną głowę, więc dobrze gdy 90% stanu stawi się na
      poprawkach. Sposób zarobkowania dość szybki (testy sprawdza komputer) i
      pomysłowy, zgodny z kapitalistycznym duchem czasu, ale czy uczciwy? Czy
      profesorowi przystoi perfidnie kłamać?
      2. Dwa lata temu oblałem KPA i nie miałem punktów na warunek. Pogodziłem się z
      faktem, że powtarzam III rok. We wrześniu poleconym otrzymuję pismo od
      Dziekana, że mogę rozpocząć warunkowo studia na IV roku pomimo braku punktów na
      warunek. Tylko głupi by nie skorzystał. Ale znając ich hitlerowskie metody
      wietrzyłem w tej sytuacji spisek. Zapytałem więc jedną z „wyjątkowo” uprzejmych
      pań w dziekanacie, co będzie w przypadku, gdy w oznaczonym terminie nie zaliczę
      KPA. Pani nie umiała odpowiedzieć konkretnie, rzuciła niedbale, że nie
      powinienem się martwić na zapas, bo na pewno jakoś to będzie. I było „jakoś”.
      Baśka nie chciała w żadnym terminie przyjąć mnie na egzamin (sytuacja dotyczyła
      kilkuset osób). Dopiero po interwencji dziekana wyznaczyła termin dla tych ze
      szczególnym warunkiem i blisko 100% oblało. VII semestr IV roku miałem
      zaliczony ze średnią 4,5. Dowiedziałem się, że nie ma to żadnego znaczenia gdyż
      kolejny rok akademicki zacznę na III roku. Byłem na rozmowie u dziekana.
      Powiedział mi, że każdy świadomie podejmował decyzję o skorzystaniu z
      możliwości studiowania na IV nie mając zaliczonego KPA i powinienem być świadom
      konsekwencji braku zaliczenia KPA. Moje argumenty o braku informacji pozostały
      bez odzewu.
      Art. 286§1 KK „Kto w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadza inną
      osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą
      wprowadzenia jej w błąd (...) podlega karze od 6 miesięcy do lat 8.” Jest to
      kodeksowa definicja przestępstwa potocznie zwanego oszustwem.

      UWAGA!!!!!!!
      Kazus do rozwiązania!!!!!!!!!!
      Kto wprowadził mnie w błąd, skutkiem czego niekorzystnie pakuję moje ciężko
      zarobione pieniądze na Wydział PiA.
      A) dziekan
      B) pani z dziekanatu
      C) Rada Wydziału
      3. Dużo mówi się o tym ile kto bierze za zdany egzamin. Ceny są raczej
      znormalizowane, a dopuszczalne są różne formy płatności: gotówka (preferowana
      przez większość), natura (dot. męskiej część kadry naukowej), jest też jeden
      oryginał – bierze w antykach.
      4. Ktoś krytykował poprzednio, że zajęcia powinny ograniczyć się do podania
      zakresu z podręcznika od... do...
      Przepraszam, a czego jesteś w stanie nauczyć Rafale w ciągu 8 godzin w
      semestrze.
      5. Nowy typ zajęć PRACE STUDYJNE to nic innego jak wykorzystywanie studentów do
      zbierania materiałów kiepskim, leniwym doktorantom do ich przewodów doktorskich.
      Czy myślicie, że praca magisterska z karnego pt.: „Przewałki i korupcja na WPiA
      Uniwersytetu Wrocławskiego” ma szansę na znalezienie promotora?
      Wstydźcie się pracownicy naukowi tego piekielnego wydziału. Sorki, zapomniałem,
      że wstydu nie macie. Zwrócicie się więc do kolegi po fachu prof. Miodka może
      uda się stworzyć lobby na rzecz usunięcia słów umiar, wstyd, praworządność i
      wielu innych ze słownika języka polskiego.
      Na WPiA jednego się nauczyłem – czekać... czekać... czekać... czekać...
      czekać...
      Ludzie, którzy planujecie rozpocząć studia na WPiA rozważcie wszystko powyższe,
      a papierek z tytułem mgr-a prawa i tak można jedynie posmarować smalcem i
      rzucić psu.
      Koniecznie posmarować smalcem, bo bez tego pies nie będzie chciał zeżreć.

      Pozdrawiam!
      Dukat.
      • Gość: jjawor Re: Wydział (de)Prawa(cji) i Administracji IP: 212.160.90.* 06.07.01, 13:56
        Przeczytałam twój list z zaciekawieniem. Obiema rekami podpisuje sie pod jego
        trescia. Ja jestem teraz w kiepskiej sytuacji, gdyż mam nie zaliczony KPA i z
        tego co piszesz marne szanse na jego poprawienie. Wg mnie jest to wredny
        przedmiot i trudny do opanowania w takim stopniu jak tego od nas wymagają.
        Tak przy okazji pragnę zwrócic uwage na jeszcze jeden problem, ktory pojawia
        sie przy rozwiazywaniu testow - kompletny brak czasu powoduje, ze zdobyta
        wiedza do niczego sie nie przyda, np. 100 pytań 60 min z rachunkowosci, gdzie
        jest ok 30% ksiegowan, albo slynne testy u pana "supermena" (wiadomo o kogo
        chodzi - to ten "Bog, co sie go nie poprawia")- pol godziny psychicznego
        znecania sie nad studentami przed rozpoczeciem egzaminu.Czy macie podobne
        odczucia????
    • Gość: kopola Re: Prawo na UWr IP: *.legnica.sdi.tpnet.pl 30.06.01, 10:19
      Prawda lezy blisko środka. Faktycznie z takim traktowaniem studentów się
      jeszcze nigdzie nie spotkałam. Artykuł już w pierwszym akapicie mówi prawdę na
      temat egzaminu z postępowania administracyjnego. A jak jest prawda? a właśnie
      taka, że jest to jeden z niewielu egzaminów, gdzie promowana jest wiedza, a nie
      tępe kucie napamięć. A student, który mówi że ma do zdania kodeks postępowania
      administracyjnego powinien moim zdaniem zmienić studia, albo nauczyć się
      dodatkowo materiału z zakresu ustawy o NSA, i ustawy o egzekucji w
      administracji, bo może dlatego nie może zdać. Jest to także ten egzamin, który
      sprawia, iż na rok 4 dostają sie ludzie którym na tym zależy i którzy powinni
      się na nim znaleźć, bo to na jakim poziomie znajdują się niektórzy studenci
      (poziomie wiedzy) woła o pomstę do nieba. Odplatność i brak selekcji
      spowodował, iż Wydziały Prawa stały się skarbonkami uniwersytetów i miejscem
      schronienia przed zasadniczą służbą wojskową (przynajmniej do III roku). A
      jeśli chodzi o wypowiedzi dziekana Siwika, to musze powiedzieć, że trzeba mieć
      niezły tupet, żeby tak mówić, a zmiany należy zaczynać od siebie. Wszyscy,
      którzy próbowali cokolwiek załatwić u Pana dziekana wiedzą o czym mówie. To
      czekanie na konsultacje, protekcjonalne traktowanie przez administrację
      wydziału to niestety prawda, a przecież dzieje się to za pieniądze studentów. O
      tym wszystkim raczej nie do końca wiedzą władze uniwersytetu, czyli prawo to po
      prostu państwo w państwie. I to jest smutne. Ponieważ nie miałem nigdy do
      czynienia z Dziekanem Complakiem, więc nie moge wątpić nawet w szczerość Jego
      wypowiedzi, to zadać można pytanie: kto złoży skargę na cokolwiek podcinając
      gałąź na której siedzi? W końcu większości zależy jednak na ukończeniu tych
      studiów. Ale studia oprócz wiedzy powinny uczyć czegoś więcej, mianowicie klasy
      i zasad, a to czyni się poprzez autorytety, których niestety jest znikomy
      procent. To chyba tyle.
      • Gość: sh Re: Prawo na UWr IP: 64.124.150.* 30.06.01, 16:03
        Wszyscy po troche macie racje. I trudno, zeby bylo inaczej. W koncu studentow
        na WPiA jest 14 tysiecy (liczac administracje i ekonomie). Kazdy z Was moze
        miec zupelnie diametralne wspomnienia z tych samych egzaminow - rowniez z kpa.
        U Baski trzeba umiec zdac - nie tylko umiec ksiazke i wyklady. Trzeba mowic
        szybko i nie dac jej dojsc do slowa. Dlatego - wbrew pozorom - ustny jest zdac
        latwiej niz pisemny. Na pisemnym Baska nie wyciaga, a pytania czasem sa calkiem
        z kosmosu. Co do historii postepowania - przeciez przez caly semestr
        cwiczeniowcy powtarzaja, zeby sie jej nauczyc, a jak ktos ja dostanie, to jest
        swiecie oburzony. A o tym, ze egzamin jest najtrudniejszy na studiach wiecie
        przeciez wszyscy od I roku! I ludzicie sie, ze jak sie pouczycie, jak na inne
        egzaminy - tydzien, to wejdziecie i moze sie uda. Nie, nie i jeszcze raz nie!
        Nie dosc, ze trzeba umiec, to rowniez miec zelazne nerwy i zachowac spokoj.
        Widzialem fantastycznych studentow, z wysokimi srednimi, ktorzy przed Baska
        zmieniali sie w klebek nerwow, byli niezdolni do wypowiedzenia zadnego
        sensownego zdania. W koncu mowili kompletne bzdury, smiala sie z nich i Baska i
        pozostali egzaminowani w pokoju. Moj kolega nigdy nie dawal sobie rady z
        nerwami, wiec zdajac ostatnio warunek wzial silna dawke jakichs mietowych
        tabletek uspokajajacych - i zdal na 4,5.
        Gorzej ze studiami a zaocznymi. Tutaj nie tylko pani Basia , ale i inni
        egzaminatorzy pozwalaja sobie na zbyt wiele. Traktuja ludzi jak bydlo i ich
        chamskie zachowanie nie licuje ze stanowiskami, ktore zajmuja. To przeciez
        czesto sedziowie! Co z tym zrobic? Nie wiem - samorzad boi sie robic cokolwiek,
        dbaja tylko o wlasne przyszle kariery. A tekst w GD nie zmieni nic - jak nie
        dal nic w przypadku aplikacji radcowskich.
        A nepotyzm jest obrzydliwy. Na pewno kazdy z Was zna kogos na roku, kto zalicza
        egzaminy bez problemu. Nie sa to tylko dzieci profesorow, ale takze np. dzieci
        osob zasiadajacych w samorzadach poszczegolnych zawodow prawniczych. Pozostaje
        wierzyc w ich zdolnosci. I po prostu ich olewac.
    • Gość: waldi Re: Prawo na UWr IP: *.walbrzych.cvx.ppp.tpnet.pl 30.06.01, 16:58
      zgadzam się,że studia to nie spacerek po parku ale czy to nie jest tez porażka
      pani profesor od kpa gdy 90% studentów jest do tyłu coś tu szwankuje albo
      studenci to tumany albo proces dydaktyczny do kitu.poza tym wszystkie opisane
      problemy przez studentów zaocznych sa prawdziwe a więć zimne nieogrzane sale,
      brak zapewnienia słyszlności, ograniczenia możliwości nagrywania wykładów, brak
      dostatecznej liczby wkładów i ćwiczeń, egzaminy we wrocławiu , prace koniecznie
      na komputerze itp. przy wzrastających kosztach studiów, ksiązek,kosztów
      dojazdów-pytam dla kogo one są.myślę, że wy dziennikarze mam pomożecie a pani
      prof.A. życzę zdrowia i szacunku u studentów oraz odrobiny zrozumienia.
      • Gość: gumiś Re: Prawo na UWr IP: *.umwd.pl 02.07.01, 08:54
        Jedno moi drodzy jest pewne. Pani Adamiak i jej armia asystentów (do których
        pasuje stwierdzenie że zapomniał wół jak cielęciem był!!) są po prostu słabi.
        Nie potrafią przekazać elementarnej wiedzy z zakresu KPA, które nie jest aż tak
        trudne, a wynikiem jest ilość w przeliczeniu na tony nie zdających egzaminu.
        Nie jest to kwestia, że Baśka jest ostra czy wredna. Pani Adamaiak po prostu
        nie potrafi nauczyć i tyle.Pozdarawiam. Aha w piątek oblalem poraz "enty"
        KPA ......
          • Gość: Jane Nie było najgorzej IP: 192.168.121.* / *.gosat.pl 06.07.01, 14:18
            W tym roku właśnie skończyłam zaoczne studia na WPiA. I choć wiele stresów w
            ciągu tych pięciu lat przeżyłam, a sporo z moich znajomych spadło lub w ogóle
            wypadło, jestem przykładem na to, że można sobie poradzić (bez łapówek, bez
            powtarzania roku itp.) Do najgorszych "przejść" zaliczę tradycyjnie już KPA
            oraz zobowiązania. Myślę, że zakres obu egzaminów nie jest aż tak obszerny a i
            materiał do nauki bardzo przyjemny. Myślę, że winę za złą sławę tych egzaminów
            ponoszą egzaminujący. No i jeszcze jedna ważna sprawa, o której nikt chyba nie
            wspominał - kultura osobista i zachowanie pań w dziekanacie. Za każdym razem
            będąc tam zadawałam sobie pytanie, gdzie jestem - ogólnie rzecz biorąc
            opryskliwość, arogancja i totalne lekceważenie studentów.
    • Gość: Rob Mary i inni IP: 62.244.146.* 02.07.01, 17:32
      Studiuję już trochę na tym wydziale i mam parę przemyśleń nie tylko co do
      tekstu Rafała ale wszyskich:
      1. Co do twerdzenia, że oceny na wydziale odzwierciedlają stan wiedzy:
      - Rafał, to poważna sprawa, zawodzi Twoja percepcja rzeczywistości, musisz
      udać się do specjalisty
      2. Co do tego że u Mary na egzaminie jest miło:
      - ci co zdali nie narzekają tylko jest ich trochę przymało, reszta -
      zapewniam - używa duzo ciekawszych określeń
      3. Co do "legendy"
      - myślę, że określenie "senny koszmar" będzie bardziej adekwatne, proponuję
      mały konkurs, powinien być ciekawy
      4. Co do tego, że nauka to prywatna sprawa studenta i nikt nikogo nie zmusza:
      - taa, i jak co roku większość studentów trzeciego roku i 99% spadochroniarzy
      z warunkami i powtarzających zrobiła na złość biednej Mary i nie nauczyła się
      do egzaminu z KPA, podejrzewam nikczemny i złośliwy spisek.
      5. Co do nepotyzmu i załatwiania po znajomości:
      - ten kto twierdzi, że zjawisko nie istnieje kłamie albo jest głupi (są
      wyjątki ale to kropla w morzu)
      6. Co do traktowania studentów:
      - faktem jest, że niektórzy studenci zachowują się jak przygłupie dzieci, i
      trudno traktować ich poważnie (prośby o wpisanie dwój, płacz, nieudolne
      kłamstwa i kombinatorstwo) ale po pierwsze nie usprawiedliwia to zachowań jakie
      można spotkać wśród kadry na wydziale a po drugie płacz, nieudolne kłamstwa i
      kombinatorstwo zbyt często przynoszą pozytywny skutek, żeby nie znalazły
      naśladowców.
      7. Co do traktowania studentów zaocznych:
      - to osobny temat na razie powiem tylko, że ten kto bierze udział w tym
      procederze nie ma kompletnie sumienia i poczucia przyzwoitości, chodzi mi w
      szczególności o koszty, warunki nauczania i traktowanie studentów przez
      macierzysty wydział.
      8. Na razie kończę bo życie ucieka (jak mówi Rafał), reszta później.
        • Gość: Rob Re: Mary i inni IP: 62.244.146.* 03.07.01, 11:49
          Nie bądź takim szczególarzem, zostawiłem sobie furtkę a ty się będziesz
          czepiał. Poza tym o jakie nazwiska Ci chodzi mam podać tych z kadry co nic nie
          załatwiają, studentów o których wiem, że załatwili sobie to i owo czy tych z
          kadry o których wiem, że można u nich coś załatwić? I po co Ci to? Złożysz
          zawiadomienie do prokuratury? Pójdziesz się poskarżyć Complakowi?

          Zresztą możemy to zrobić inaczej. Weź rozkład sesji, wszyscy ci którzy
          przeprowadzają egzaminy w jednym z trybów obecnie stosowanych na wydziale
          (egzaminy ustne, pisemne z podpisywaniem kartek i różne odmiany tych dwóch)
          a nie tak jak na przykład obecnie przeprowadza sie egzamin maturalny
          (egzamin pisemny w formie wykluczającej rozpoznanie zdającego - najlepiej test)
          nie powinni się obrażać o podejrzenie wystawiania ocen pozostających w bardzo
          luźnym związku ze stanem wiedzy zdającego. Powszechność takich praktyk jak
          pytania wyciągające i pogrążające, odsyłanie na inny termin, egzaminowanie
          ustnie w cztery oczy, egzaminowanie poza wydziałem, wstawianie szmat za wygląd,
          formę wypowiedzi, źle wpisany tytuł naukowy w indeksie itp. jest dla mnie nie
          do przyjęcia. Najśmieszniejsze jest to, że kolesie na wykładach potrafią
          marudzić do znudzenia o tym w jaki sposób w procedurach zagwarantowane są prawa
          strony do weryfikacji decyzji a sami robią później doładnie odwrotnie. Ponieważ
          tak bardzo lubisz konkrety to jednym mogę Cię ucieszyć. Mary stwierdziła w
          czwartek, że nie przywraca terminów niezależnie od przyczyn i można nie
          przynosić zwolnień lekarskich i tym podobnych (hasło: przywrócenie terminu). A
          znasz może kogoś komu udało się zdać komis? (hasło: weryfikacja decyzji
          administracyjnej, wyroku, postanowienia czy czego tam sobie chcesz)
      • Gość: api Re: Mary i inni IP: *.zuk-sa.com.pl 03.07.01, 15:06
        Celne uwagi. W pełni się z Tobą zgadzam!!!
        Procedura administracyjna nie jest trudna, a tylu studentów nie może się uporać
        z egzaminem akurat u pani Profesor. To nie jest przecież normalne. Władzom WPiA
        fakt ten w ogóle nie przeszkadza, nie widzą problemu.
        NIE SZTUKĄ JEST OBLAĆ. SZTUKĄ JEST NAUCZYĆ!

        Dziękujemy Gazecie za artykuł!!!!!!!!!!!!!!!!
        ...chociaż i tak nic się nie zmieni... :(((
      • Gość: K. Re: Mary i inni IP: *.opole.sdi.tpnet.pl 08.07.01, 22:07
        Czytam i dochodzę do wniosku, że wiekszość studentów potrafi tylko narzekać.
        Może lepszym wyjściem byłoby wziąść się do nauki?!!! Fakt,że wydział ten nie
        jest idealny. Można mu wiele zarzucić. Wiele też trzeba zmienić.Ale to nie
        piekło!!!!! A taki wniosek wynika z tego, co piszecie.Skończyłam ten wydział i
        jakos nie narzekam.Łatwo nie było, ale jeżeli ktoś chce iść na łatwiznę to
        niech wybierze się na inny kierunek.Ponadto fajnie byłoby, gdyby studenci
        przychodzący na zaliczenia czy egzaminy posiadali chociaż minimum wiedzy. A nie
        przychodzili i robili wielkie oczy słysząc proste pytania.Warto zajrzeć do
        książek, notatek i itp., a nie spędzać czas w knajpach czy przed lustrem. Nie
        tylko narzekać, ale dać coś od siebie. Łatwo zauważa się wady u innych. Może
        najwyższy czas zauważyć je u siebie??????!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    • Gość: ania Re: Prawo na UWr IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 03.07.01, 01:17
      W tym roku zakończyłam swoje boje na wydziale prawa. Przez pięć lat dorobiłam
      się wrzodów na żołądku. Poznałam działanie wielu leków uspokajających(moim
      zdaniem Baśkę można zdać tylko na dużej dawce). Pozanałam też wiele technik
      wchodzenia prowadzącym zajęci w pewną część ciała(wszyscy tegoroczni absolwenci
      znają chłopca przynoszącego wodę prof. od Ubezpieczeń, i zadającego wiecznie
      oczywiste pytania). Te studia uczą przede wszystkim życia od tej gorszej strony.
      • Gość: ania Re: Prawo na UWr IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 03.07.01, 01:21
        I jeszcze jedna refleksja.
        Podobno kiedyś na wydziale prawa zostawali absolwenci, którzy nie mogli zdać na
        żadną aplikację lub nie wiedzieli co robić w życiu. Teraz jest na pewno inaczej
        bo większość ćwiczeniowców posiada większą wiedzę i kulturę osobistą od swoich
        szefów.
    • Gość: Rob Rafał C. ??? IP: 62.244.146.* 03.07.01, 12:10
      Jeden gość napisał, że Rafał to Rafał C. Jeśli to rzeczywiście on to powinien
      przynajmniej się nie odzywać. Nie oskarżam, ale jak to wyglądało.

      DC_ - powinieneś być usatysfakcjonowany, masz swoje nazwiska.
    • Gość: JAAA Re: Prawo na UWr IP: *.prawo.uni.wroc.pl 06.07.01, 11:22
      Pare słów z drugiej strony barykady - nie mogłem narzekać na frekwencję na moim wykładzie dla
      studentów zaocznych. Zadawano mi pytania, zwracano się z problemami praktycznymi. Zdarzyło mi
      sie nawet usłyszeć parę miłych słów w związku z treścią i stylem wykładu. Przyszedł dzień ogłoszenia
      infromacji o egzaminie. Nie będzie testu tylko pytania opisowe + analiza stanu faktycznego ( tzw.
      kazus ). Z sali powiało chłodem...jakaś studentka wychodząc póżniej rzuciła:"No to zepsuł nam pan
      dzień!" Dalej - po egzaminie pojawia się delegacja studencka "z prośbą o łagodne potraktowanie".
      Jako początkujący wykładowca proszę o interpretację tych zachowań - jestem świdadom, że
      poprzeczkę wymagań można postawić za wysoko, można ją również w pewnych sytuacjach
      świadomie obniżyć - ale moim zdaniem nie można tej poprzeczki...zakopać pod ziemią - a takie
      oczekiwanie jest dość powszechne. Nie mam zamiaru dyskutować z faktami ( przepełnienie, zła
      oragnizacja czy przypadki nagannego - ba, chamskiego odnoszenia sie do studenta). Ale nie da się
      tym wszystkim wytłumaczyć częstego poszukiwania luzu i małych wymagań.
      Po sprawdzeniu egzaminów i pierwszej przymiarce do ocen ogarnęła mnie groza - będzie gotowy
      temat dla GW na kolejny artykuł o cierpieniach studentów zaocznych! Chyba, że wybiorę święty spokój
      i zakopię poprzeczkę głeboko pod ziemią...
      • Gość: Misza Re: Prawo na UWr IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 06.07.01, 12:10
        Skończyłem studia 12 lat temu i całkowicie zgadzam się z Twoimi uwagami. Wtedy
        też studenci zaoczni reprezentowali poziom o wiele niższy od dziennych,
        mieliśmy niezły ubaw widząc ich "składki" na koniak dla wykładowcy, dyskusje
        pod gabinetem, która z kobiet ma to wręczyć i ciągłe narzekania na to co się od
        nich wymaga, bo przecież nauczyć się tego nie da. Ale ja to rozumiem, pracując
        i opiekując się dziećmi na to faktycznie nie ma czasu.Wiem, że wkładam kij w
        mrowisko, ale pracuję już dobrych kilka lat w zawodzie i widzę jakie są efekty
        nauki "zaocznych" w praktyce.
        • Gość: Luna Re: Prawo na UWr + Administracja IP: 212.160.90.* 10.07.01, 10:21
          Studiuje zaocznie administracje na UWr. Czytajac wypowiedzi na forum odnosze wrazenie, ze tak
          absolwenci studiow jak i kadra naukowa oraz menedzerska wykazuje sie totalnym brakiem
          empatii i dobrej woli. Slowa i opinie kierowane pod adresem studentow zaocznych czesto sa dla
          wielu z nas bardzo krzywdzace i niesprawiedliwe. Jak do tej pory nie zauwazylam zeby nasz poziom
          jakos znaczaco odbiegal od poziomu studentow "dziennych". Przeciwnie, zalezy nam na studiach a
          poziom intelektualny prezentujemy czesto wyzszy niz niejeden student stacjonarny.
          Fakt - placimy bajonskie sumy za te studia ale chyba tylko kompletny matol sadzi, ze to zalatwi cala
          sprawe. Zdany egzamin to wypadkowa rzetelnej nauki, szczescia i umiejestnosci asocjacji. Tylko
          trzeba brac poprawke, ze aby sie skutecznie nauczyc waro by miec jakies wytyczne ... zdarza sie,
          niestety, ze semestralna "rozpiske" wymagan wykladowcy dostajemy niemal na ostatnich zajeciach
          przed egzaminami, bywa i tak, ze wyklad nijak sie ma do pozniejszych zagadnien egzaminacyjnych.
          Wykladowca przedzie jakas swoja abstrakcje, wtracajac od czasu do czasu standardowy przerywnik -
          " ... no, panstwo studiujecie zocznie, wiec w zasadzie musicie sie uczyc sami, w domu". Ja tego nie
          neguje, wiem, ze musimy sami, moze warto by bylo jednak doprecyzowac wymagania, zeby nasza
          wiedza nie mijala sie z oczekiwaniami egzaminatora ? Nic nie usprawiedliwia jednak watpliwych
          manier doktoranta, ktory na informacje o tym, ze nasze indeksy sa u innego egzaminatora i nie mamy
          szans miec ich w dniu kolejnego egzaminu - odpowiedzial chamskim tonem "a co mnie to obchodzi
          ? To wasza sprawa". Tak samo nasza jak i jego. Co do sciag ... Coz - sprawa kontrowersyjna ...
          Uwazam, ze jesli ktos samodzielnie opracowal zagadnienia nie przepisujac bezmyslnie z bryku,
          skryptu czy ksiazki , to i tak sie musial troche nauczyc, zapoznac z obowiazujacym materialem, czyli na
          trojke prawdopodobnie umie. Egzamin jeszcze to weryfikuje, w koncy chyba to widac, kto zrzynal
          bezczelnie slowo po slowie z ksiazek, a kto istotnie przygotowal dobre, wartosciowe merytorycznie
          sciagi. Atmosfera na uczelni jest malo komfortowa ale mysle, ze nie wszystko stracone, ta dyskusja
          jest potrzebna, zeby odmitologizowac pewne kwestie sporne, wyjac kilka kosciotrupow z szafy.
          Sprawa wreczania butelkowych prezentow i innych takich ... Heh ... czy nikt nie pomyslal, ze moze
          istotnie sa one li i jedynie prywatnym podziekowaniem grupy za wyklady, dowod uznania dla
          wykladowcy lub element sympatii a nie oczekiwaniem obligatoryjnie pozytywnego wyniku egzaminow
          - "bo wykladowca wzial" ?
          Wiecej szacunku dla siebie wzajemnie, zainteresowania i koniecznych interwencji ze strony wladz
          uczelni, dobra wola wykladowcow oraz studentow to dobry poczatek do poprawy atmosfery na
          Wydziale.

        • Gość: Rob Re: Prawo na UWr IP: 62.244.146.* 13.07.01, 18:13
          Jeśli myślisz, że akcje podobne do opisywanych przez Ciebie nie zdarzają się na
          studiach dziennych to jesteś w błędzie. To, że studenci zachowują sie w ten
          sposób spowodowane jest skutecznością takich metod.
          Jeśli chodzi o poziom studentów zaocznych to myślę, że poziom studentów
          zaocznych ściśle związany jest z warunkami nauki jakie oferuje im wydział.
          Może odpowiesz mi na następujące pytania:
          1. Ile osób jest obecnie w grupie ćwiczeniowej na zaocznych?
          2. Ile osób jest na roku i jak prowadzone są wykłady?
          3. Ile godzin wykładów i ćwiczeń w ciągu semestru przewiduje plan zajęć
          studentów zaocznych a ile dziennych (np. z KPA, Zobowiązań, KPC)?
          Jeśli Ty nie znasz tych danych to może którys ze studenów zaocznych się
          pofatyguje?
      • Gość: Ja Milusińscy IP: *.prawo.uni.wroc.pl 06.07.01, 12:26
        A co z tymi, którzy przychodzą do nas do Katedry i proszą Pana A o wpis od Pana
        B, nie wiedzą zupełnie z kim mieli wykłady... A co z faktem, że na egzaminach
        jesteś zmuszony czuć się jak jakiś cerber? 90% studentów zaocznych i
        wieczorowych jest nastawionych na ściąganie - kto słyszał o ściąganiu
        na "zachodzie"?, szarpanie się z kobietami które mogłybybyć "moją matką" -
        wyciąganie ściąg spod rajstop itp, i takich ludzi nie wyrzuca się z egzaminu
        tylko daje im się pisać dalej pracę...
        A ludzie dzwoniący co 5 minut zeby dowiedzieć się o wynik egzaminu (a ustawa o
        ochronie danych osobowych), a pielgrzymki poza godzinami konsultacji, przecież
        tutaj się też pracuje, ludzie tu pracujący są nie tylko nauczycielami ale w
        równej mierze naukowcami.
      • Gość: Misza Re: Prawo na UWr IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 06.07.01, 12:34
        Muszę jeszcze coś dodać. Rok temu, z powodów zawodowych, skończyłem
        podyplomowe studium podatkowe, organizowane min. przez WPiA UW, kończące się
        egzaminami. Brali w nim udział moi koledzy bez żadnej wiedzy prawniczej, dużo
        się nie nauczyli ( bo ile się można nauczyć na wykładach sobotnio-niedzielnych)
        i wszyscy je ukończyli z oceną dobrą. Studium kosztowało 2000,- zł. O czymś to
        świadczy.
        A przy okazji JAA, ma UWr jakąś stronę internetową lub skrzynkę e'mail?
      • Gość: Rob Re: Prawo na UWr IP: 62.244.146.* 13.07.01, 17:55
        1. Fakt, zachowania studentów które opisujesz są poniżej krytyki, bez komentarza
        2. Niestety sam byłem świadkiem, że niekiedy przynoszą skutek więc trudno się
        dziwić: "tonący brzytwy się chwyta"
        3. Co do wymagań stawianych studentom na egzaminie - to jak wy to ustalacie?
        - każdy sobie wg własnej oceny?
        - nie ma jakichś ogólnych wytycznych co student powinien wiedzieć?
        - poziom merytoryczny odpowiedzi niezbędny do zdania ustalany jest przed
        egzaminem, czy po w zależności od ogólnego poziomy odpowiedzi?
        - co oznacza "pierwsza przymiarka do ocen"?
        - czy mógłbyś wyjaśnić co rozumiesz pisząc: "Chyba, że wybiorę święty spokój
        i zakopię poprzeczkę głeboko pod ziemią... "?
        Oczekuję odpowiedzi!
    • Gość: kum Re: Prawo na UWr IP: *.igo.wroc.pl 06.07.01, 12:34
      Także zdawałem kpa, około 5 lat temu. Nie poszedłem na tzw. przedtermin, jak
      się później okazało, nikt, kto wtedy zdawał,nie dostał "bańki",kto nie umiał,
      był odsyłany. W normalnym terminie, tradycyjna rzeź. Te słowa "..niech się Pan
      nie denerwuje, niech się Pan zastanowi, bo wstawię Panu dwóję" pamiętam do
      dziś. I wstawiła. Na poprawkę we wrześniu przygotowałem sie z zasad
      postępowania administracyjnego i historii szeroko rozumianej administracji.
      Bingo. 1 pytanie z historii administracji plus 1 zasada, 3 pytanie to był jakis
      banał. Dostałem 3 i ... byłem najszczęśliwszym człowiekiem we W-wiu.
      • Gość: Sławek Re: Prawo na UWr IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 06.07.01, 12:52
        Zdałem 11 lat temu. Poszczęśliwiło mi się, bo na 4,5 , może dlatego chcę B.A.
        bronić. Po pierwsze kpa można się, w najgorszym razie nauczyć na pamięć, (kpc
        już nie), po drugie dla nas ten egzamin przydawał trochę smaczku i pikanterii,
        był jakąś cezurą, jak już się zda to i studia się skończy.A po trzecie pomyślmy
        spokojnie: absolwent prawa nie może być znerwicowanym mięczakiem, bojącym się
        jakiejś (bez obrazy) Basi, bo jak inaczej da sobie radę w ciężkiej, niestety,
        i stresującej pracy. Kto sobie nie poradzi na tych studiach - trudno - niech
        próbuje z dziećmi na pedagogice albo na filologii.
    • Gość: sew Re: Prawo na UWr IP: 10.71.0.* / *.tfl.pl 06.07.01, 12:38
      A komu niby ma zależeć na dobrej opinii wydziału prawa? Przecież pęd owczy
      powszechny jest taki, że nie wiem co by musiało się tam dziać by ludziska
      namówione medilanymi przekazami o świetlanej przyszłości prawników ekonomistów,
      rezygnowały ze zdawania na prawo.
      Jest to pozatym zwyczajne prawo rynku: podaży- popytu. Popyt jest znacznie
      większy. Zawsze znajdą się chętni do finansowania nowych budynków wydziału
      prawa, studiując tam, choćby za cenę upokorzeń- dobrze że te pieniądze są
      chociaż mądrze inwestowane. Takie czasy. Szkoda że jakość tych prawników,
      będzie taka jakie i studia tam (oczywiście nie wszystkich).
      • Gość: lekarz Re: Prawo na UWr IP: *.kom-net.pl 10.07.01, 18:15
        Nie bardzo rozumiem, dlaczego w Polsce nie można wprowadzić systemu zapisywania
        się na zajęcia do wybranych nauczycieli akademickich i uzależnić ich
        wynagrodzenie od jakości pracy. Jakość nauczania można przynajmniej częściowo
        zobiektywizować sprawdzając wiedzę studentów za pomocą ogólnopolskich testów
        opartych na podanej wcześniej literaturze, a nie na "widzimisię" egzaminatora.
        Taki test powinien stanowić tylko częćś egzaminu ( np. zdany pozytywnie dawać
        50% punktów wymaganych do zdania całego przedmiotu). Jeśli studenci wymienianej
        tu pani profesor są dobrze przygotowani, to mieliby dobre oceny z testu i
        władze uczelni powinny wyciągnąć z tego odpowiednie wnioski. To przecież
        prawnicy powinni najlepiej wiedzieć że winę trzeba udowodnić, a winnego ukarać.
        • Gość: Rob Re: Prawo na UWr IP: 62.244.146.* 13.07.01, 18:27
          Zgadzam sie w całej rozciągłości. Tego się właśnie czepiam.
          1. Sposobu przeprowadzania egzaminów (totalna samowolka)
          2. Kryteriów wystawiania ocen (totalna samowolka)
          Przyczyna takiego stanu rzeczy moim zdaniem jest lenistwo kadry. Zamiast bawić
          się w przygotowywanie profesjonalnego egzaminu dają do losowania jakieś
          przybrudzone karteluchy a później wg humoru: albo dokopią dodatkowym pytaniem,
          albo wyciągną. I fajrant, ezamin odwalony, oceny wystawione. Mało roboty i nikt
          tego nie sprawdzi ani nie zweryfikuje. Zawsze można napisać, że studenci to
          lenie i dzieciuchy i powinni się wziąć do nauki.
    • Gość: Pat&Pat Re: Prawo na UWr IP: *.prawo.uni.wroc.pl 13.07.01, 13:20
      Studentów prawa naucza się między innymi starej, rzymskiej zasady audiatur et
      altera pars (trzeba wysłuchać i drugiej strony). W związku z tym w ramach
      pluralizmu, wolności słowa, demokracji itp., spróbujemy zaprezentować inne
      stanowisko niż dominujące ostatnio na łamach lokalnej mutacji Gazety Wyborczej,
      gdzie przetacza się dyskusja na temat Wydziału Prawa i Administracji
      Uniwersytetu Wrocławskiego.
      Tak więc można stwierdzić, że przede wszystkim nie zaprezentowano jakiejś
      sensownej alternatywy. Są ataki, mniej lub bardziej zajadłe, są też, nieliczne
      co prawda, pochwały, natomiast nie ma jakiejś szerszej refleksji, czemu nie
      trzeba się zresztą specjalnie dziwić, gdyż przeważnie zabierają głos osoby
      studiujące na fakultecie, a więc nie mające dystansu do zagadnienia. Oczywiście
      zaraz ktoś odpowie, że o urodzeniu dziecka powinny decydować kobiety, o
      obowiązkowej służbie wojskowej poborowi, o karze pozbawienia wolności
      więźniowie etc. czyli ogólnie zainteresowani powinni mieć możliwość zabrania
      ważkiego głosu na swój temat. Będąc również uwikłani w problem, postaramy się
      jednak ogarnąć go z lotu uczonego ptaka i spojrzeć nań, o ile się da, sine ira
      et studio. Jeżeli już mowa o ptakach, wspomnijmy powiedzenie Gide'a, że każdy z
      nas ma sępa, który mu gryzie wątrobę. Otóż wielu dyskutantów nie nęka żaden
      groźny i drapieżny ptak, chcą oni tylko żeby było "dobrze i porządnie", i czym
      silniej tego pragną, tym gorzej i brzydziej robi się wokół nich samych.
      Rzecz jasna występują różne niedociągnięcia w procesie edukacyjnym, bo tak być
      musi. Sprawą sporną jest i pozostanie ich rozmiar. Na jego ocenę niewątpliwie
      rzutuje to, że studenci prawa są wymagający i mają przeciętnie większe
      roszczenia od żaków z innych wydziałów. Po prostu trudniej jest ich zaspokoić.
      Przeciętny adept prawa czy administracji jest bardziej dynamiczny,
      przedsiębiorczy, wygadany, agresywny itp. w porównaniu ze studentem matematyki,
      filozofii, czy chemii i zadziera głowę w przekonaniu o swojej wyższości. W
      związku z tym zresztą potencjalni juryści nie są specjalnie lubiani, podobnie
      jak studiujący medycynę. Na prawie dominuje model "skóra, fura i komóra". Jest
      to fakultet najbardziej zamerykanizowany mentalnie, zapełniony młodzieżą, która
      dobrze (czasem aż za dobrze) wie, czego chce od życia, zdająca sobie sprawę z
      obowiązujących w świecie reguł gry i nie walcząca z nimi, bo to się nie opłaca.
      Nie chcą zmiany ustroju, chcą w nim przodować jako elita finansowa i naturalnie
      denerwują ich wszelkie utrudnienia na drodze błyskawicznej kariery. Generalnie
      są zainteresowani prawie wyłącznie tymi informacjami, które będą przydatne. Są -
      stąd dotąd, co dosyć dobrze wyraża stara formuła czterech "z": "zakuć, zdać,
      zapomnieć, zapić". Studia mają być szybkie i możliwie bezstresowe. Prawie już
      wyginęli wieczni studenci, będący niegdyś żywym skarbcem tradycji jak
      mickiewiczowska pieśń gminna.
      Hasłem dnia dzisiejszego uczyńmy zatem: "Nie trzeba przesadzać". Zły dziekan,
      niesprawiedliwy egzaminator, marny wykładowca - no to co ? "Nie trzeba
      przesadzać. Wszędzie jest podobnie".
      Siłą rzeczy powyższa charakterystyka jest przerysowana, ale mniej więcej tak
      widzą nowe pokolenie ex cathedra ci, którym "wiek pochylił ku ziemi poradlone
      czoła".
      • Gość: KIBIC CZY JA WYMAGAM ZA DUŻO PANIE Pat&Pat ??? IP: 10.0.3.* / *.yuma.pl 13.07.01, 13:39
        Studia zaoczne są dla pracujących w tygodniu a egzaminy, konsultacje i wpisy do
        indeksów są w godzinach w których muszę zwalniać się z pracy. Czy ja studiując
        zaocznie zbyt dużo wymagam??? Gdybym chciał przychodzić po wpis do indeksu na
        godz 12 to bym poszedł na studia dzienne i nie tracił pieniędzy.

        Skóry, fury i nawet komóry nie mam bo czesne wzrosło w stosunku do poprzedniego
        semestru o 19%!!!!! CZY TO NORMALNE????
      • Gość: sh Re: Prawo na UWr IP: 216.104.228.* 13.07.01, 14:19
        Dobrze, ze wreszcie zabral glos sensowny wykladowca. Fakt, ze opis studentow
        sie zgadza. Ale - musi Pan pamietac, ze Ci, o ktorych pan tak pisze, to
        studenci najglosniejsi, najbardziej bezczelni i powszechnie nielubiani wsrod
        innych. I Pan i ja wiemy, ze sa studenci, ktorzy zrobia wszystko, by zdac
        egzamin jak najmniejszym kosztem, ktorzy maja falszywe zaswiadczenia lekarskie
        i kombinuja jak moga. Cierpia przez nich wszyscy studenci, bo nawet czlowiek
        uczciwy jest traktowany przez kadre jak oszust. Juz nie wspomne o tym, jak
        trudno pozostac uczciwym, kiedy widzi sie, ze kombinujac mozna na tym wydziale
        zdawac bez problemu egzaminy na wysokie oceny. O sposobach kombinowania - na
        wszelki wypadek - zmilcze. Ale - Prosze Pana! Czy sami nie doprowadziliscie do
        takiej sytuacji przyjmujac ludzi na ilosc, „rozwadniajac” tym samym jakosc
        nauczania? Czy nie jest moralnie watpliwe ludzenie tylu tysiecy ludzi przez 5
        lat, ze zostana prawnikami, gdy tak naprawde wiekszosc z nich nie przebrnie
        przez studia, a nawet jesli, to nie ma dla nich pracy? Czemu Pan nie wystapil
        na Radzie Wydzialu, w ktorej pan zapewne zasiada, zeby to zmienic? Kadra nie
        lubi studentow - rozumiem, bo widze, jacy sa czesto bezczelni. Ale przeciez nie
        wszyscy sa tacy - a Wy cala reszte traktujecie tak samo, krzywdzac normalnych,
        uczciwych ludzi.
        Ale i Pan i ja wiemy tez, ze sa wykladwocy, ktorzy przychodza pijani lub
        nieprzygotowani na zajecia, ze dziekani chowaja sie przed studentami, ze
        kolejka do dziekanatu zajmuje caly dzien, a panie z dziekanatu maja wiecej i
        bardziej wulgarne przezwiska niz wszystkie pilkarskie kluby razem wziete. Z
        jakiegos powodu przeciez....
      • Gość: Rob Re: Prawo na UWr IP: 62.244.146.* 13.07.01, 19:44
        Gość portalu: Pat&Pat napisał(a):

        > Tak więc można stwierdzić, że przede wszystkim nie zaprezentowano jakiejś
        > sensownej alternatywy.

        Alternatywy podam na końcu.

        > Rzecz jasna występują różne niedociągnięcia w procesie edukacyjnym, bo tak być
        > musi. Sprawą sporną jest i pozostanie ich rozmiar.

        Chyba zbyt łatwo przeszliście do porządku dziennego nad patologiami panoszącymi
        na wydziale. Rozmiar niedociągnięć sprawą sporną? Ma ich nie być i tyle. Chyba,
        że twierdzicie, że istnieje pewien poziom amatorszczyzny i samowoli na który
        możemu przymknąć oko.

        > Na prawie dominuje model "skóra, fura i komóra".

        Taa, a Żydzi wypiekają macę z chrześcijańskich dzieci

        > Jest to fakultet najbardziej zamerykanizowany mentalnie, zapełniony młodzieżą,
        > która dobrze (czasem aż za dobrze) wie, czego chce od życia, zdająca sobie
        > sprawę z obowiązujących w świecie reguł gry i nie walcząca z nimi, bo to się
        > nie opłaca.

        To wredne cyniczne świnie, a powinni cierpieć za miliony

        > Generalnie są zainteresowani prawie wyłącznie tymi informacjami, które będą
        > przydatne.

        Niespotykane, godne potępienia matoły!

        > Prawie już wyginęli wieczni studenci, będący niegdyś żywym skarbcem tradycji
        > jak mickiewiczowska pieśń gminna.

        Kochani! Dzięki Mary i jej podobnym wieczni studenci żyją i żyć będą po wieki
        wieków. Chyba że przeniosą się na inną uczelnię.

        > Hasłem dnia dzisiejszego uczyńmy zatem: "Nie trzeba przesadzać". Zły dziekan,
        > niesprawiedliwy egzaminator, marny wykładowca - no to co ? "Nie trzeba
        > przesadzać. Wszędzie jest podobnie".

        Nie trzeba przesadzać z szumnością wypowiedzi i przytaczaniem cytatów,
        szczególnie łacińskich, bo to nie zmienia faktu że wypisuje się farmazony.
        Wszędzie jest podobnie? Bardzo wątpię. A nawet jeśli to tym gorzej.

        > Siłą rzeczy powyższa charakterystyka jest przerysowana, ale mniej więcej tak
        > widzą nowe pokolenie ex cathedra ci, którym "wiek pochylił ku ziemi poradlone
        > czoła".

        Tu chciałem wam dołożyć personalnie ale z szacunku dla wieku odpuszczę :)

        A teraz aternatywy, projekta i luźne propozycje, które oddaję Wam pod rozwagę
        licząc na rzeczową i treściwą krytykę:

        1. Zapisy do prowadzących zajęcia i wykłady (niech decydują studenci)
        2. Odejście od sztywnego planu przedmiotów dla kolejnych lat (tak żeby nie zdanie
        jednego przedmiotu nie powodowało przerwy w nauce a student mógł rozłożyć ciężary
        nauki samodzielnie na kolejne lata)
        3. Odejście od sztywnego planu sesji
        4. Profesjonalne egzaminy (moja skrócona propozycja poniżęj)
        - wszystkie egzaminy odbywają się pisemnie (testy wyboru)
        - sesja trwa np. przez cały miesiąc (dwa, trzy)
        - egzaminy można pisać przez cały dzień co dwie, trzy godziny (pięć dni w
        tygodniu) w wyznaczonych salach
        - student przychodząc na egzamin deklaruje jaki przedmiot chce zdawać i w tym
        momencie otrzymuje wydruk (z zakodowanym numerem) wylosowanych przez komputer
        pytań (powiedzmy 30)
        - pula pytań testowych wraz z odpowiedziami dla danego przedmiotu jest
        przygotowywana wcześniej (powiedzmy 500) nie zaszkodzi jeśli student będzie mógł
        wcześniej zapoznać sie z ich treścią
        - sprawdzenie odbywa się w ten sposób, że sprawdzający (może to być ktokolwiek
        godny zaufania) siada przed komputerem wpisuje zakodowany numer wydruku
        egzaminacyjnego i dostaje od razu wzór odpowiedzi. Sprawdzenie nie wymaga więc
        wiedzy merytorycznej.
        - można oczywiście cały proces zautomatyzować (patrz egzaminy wstępne na
        Politechnikę Wrocławską) ale to nie jest konieczne
        - w ten sposób kadra uniknie podejrzeń o korupcję a studenci będą wiedzieli
        czego się spodziewać

        (chcecie bardziej szczegółowy projekt takiego rozwiązania to mogę podrzucić)

        Na razie to tyle, więcej jak odpiszecie.
      • Gość: Student Re: Prawo na UWr IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 13.07.01, 19:55
        Gość portalu: Pat&Pat napisał(a):

        > Studentów prawa naucza się między innymi starej, rzymskiej zasady audiatur et
        > altera pars (trzeba wysłuchać i drugiej strony). W związku z tym w ramach
        > pluralizmu, wolności słowa, demokracji itp., spróbujemy zaprezentować inne
        > stanowisko niż dominujące ostatnio na łamach lokalnej mutacji Gazety Wyborczej,
        >
        > gdzie przetacza się dyskusja na temat Wydziału Prawa i Administracji
        > Uniwersytetu Wrocławskiego.
        > Tak więc można stwierdzić, że przede wszystkim nie zaprezentowano jakiejś
        > sensownej alternatywy. Są ataki, mniej lub bardziej zajadłe, są też, nieliczne
        > co prawda, pochwały, natomiast nie ma jakiejś szerszej refleksji, czemu nie
        > trzeba się zresztą specjalnie dziwić, gdyż przeważnie zabierają głos osoby
        > studiujące na fakultecie, a więc nie mające dystansu do zagadnienia. Oczywiście
        >
        > zaraz ktoś odpowie, że o urodzeniu dziecka powinny decydować kobiety, o
        > obowiązkowej służbie wojskowej poborowi, o karze pozbawienia wolności
        > więźniowie etc. czyli ogólnie zainteresowani powinni mieć możliwość zabrania
        > ważkiego głosu na swój temat. Będąc również uwikłani w problem, postaramy się
        > jednak ogarnąć go z lotu uczonego ptaka i spojrzeć nań, o ile się da, sine ira
        > et studio. Jeżeli już mowa o ptakach, wspomnijmy powiedzenie Gide'a, że każdy z
        >
        > nas ma sępa, który mu gryzie wątrobę. Otóż wielu dyskutantów nie nęka żaden
        > groźny i drapieżny ptak, chcą oni tylko żeby było "dobrze i porządnie", i czym
        > silniej tego pragną, tym gorzej i brzydziej robi się wokół nich samych.
        > Rzecz jasna występują różne niedociągnięcia w procesie edukacyjnym, bo tak być
        > musi. Sprawą sporną jest i pozostanie ich rozmiar. Na jego ocenę niewątpliwie
        > rzutuje to, że studenci prawa są wymagający i mają przeciętnie większe
        > roszczenia od żaków z innych wydziałów. Po prostu trudniej jest ich zaspokoić.
        > Przeciętny adept prawa czy administracji jest bardziej dynamiczny,
        > przedsiębiorczy, wygadany, agresywny itp. w porównaniu ze studentem matematyki,
        >
        > filozofii, czy chemii i zadziera głowę w przekonaniu o swojej wyższości. W
        > związku z tym zresztą potencjalni juryści nie są specjalnie lubiani, podobnie
        > jak studiujący medycynę. Na prawie dominuje model "skóra, fura i komóra". Jest
        > to fakultet najbardziej zamerykanizowany mentalnie, zapełniony młodzieżą, która
        >
        > dobrze (czasem aż za dobrze) wie, czego chce od życia, zdająca sobie sprawę z
        > obowiązujących w świecie reguł gry i nie walcząca z nimi, bo to się nie opłaca.
        >
        > Nie chcą zmiany ustroju, chcą w nim przodować jako elita finansowa i naturalnie
        >
        > denerwują ich wszelkie utrudnienia na drodze błyskawicznej kariery. Generalnie
        > są zainteresowani prawie wyłącznie tymi informacjami, które będą przydatne. Są
        > -
        > stąd dotąd, co dosyć dobrze wyraża stara formuła czterech "z": "zakuć, zdać,
        > zapomnieć, zapić". Studia mają być szybkie i możliwie bezstresowe. Prawie już
        > wyginęli wieczni studenci, będący niegdyś żywym skarbcem tradycji jak
        > mickiewiczowska pieśń gminna.
        > Hasłem dnia dzisiejszego uczyńmy zatem: "Nie trzeba przesadzać". Zły dziekan,
        > niesprawiedliwy egzaminator, marny wykładowca - no to co ? "Nie trzeba
        > przesadzać. Wszędzie jest podobnie".
        > Siłą rzeczy powyższa charakterystyka jest przerysowana, ale mniej więcej tak
        > widzą nowe pokolenie ex cathedra ci, którym "wiek pochylił ku ziemi poradlone
        > czoła".
        Z całym szacunkiem ale nie mogę się zgodzić z Panem Profesorem.
        1. Nie wszędzie tak jest.
        Bo nie na wszystkich wydziałach toleruje się wykładowców:pijanych, składających
        seksualne propozycje studentkom, lrzących studentów, kłamiących dziekanów,
        beszczelnych Pań z dziekanatu, przekupstwa itp.
        Oczywiście są wspaniali, uczciwi wykładowcy ale jest ich tylu, że spokojnie można
        policzyć ich na palcach.

    • Gość: obserwat Czy rzeczywiście JM rektor Gelles coś zmieni? IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 16.07.01, 14:26
      Szanowna Pani,

      Dziękuję bardzo za podjęcie tematu prawa na Uniwersytecie Wrocławskim. Mam
      nadzieję, że pierwszy artykuł oraz wypowiedzi studentów rzeczywiście skłonią
      władze Uniwersytetu do wprowadzenia jakiś zmian, szczególnie jeśli chodzi o
      sposób traktowania studentów zaocznych. Słowa JM Rektora Gellesa budzą pewną
      nadzieję, choć z drugiej strony należy się zastanowić czy tak naprawdę nie jest
      to jeszcze jeden z tych głosów, które kreują pewną atmosferę, ale faktycznie
      nie prowadzą do żadnych konstruktywnych wniosków. Wiele tego typu wypowiedzi
      słyszy się dziś w naszym "powstającym z gruzów" kraju.
      Po lekturze wywiadu z JM Rektorem zadaję sobie, jak sądzę, podstawowe pytanie:
      komu Uniwersytet służy? Społeczeństwu czy systemowi? Czy może funkcjonuje po
      prostu jako firma, która sprzedaje określonego typu produkty, ponieważ takie
      właśnie jest zapotrzebowanie na rynku? Na czym polega misja uczelni, o której
      JM Rektor mówi? Kiedy przyglądam się, nieco z boku, ale w miarę dokładnie
      Zaocznemu Wydziałowi Prawa, to mam poważne wątpliwości czy jakakolwiek misja
      tutaj istnieje. Rozumiem bardzo dobrze finansową sytuację Uniwersytetu, ale
      reperowanie budżetu, albo raczej wzbogacanie się wydziału, nie może odbywać się
      kosztem studentów.
      Rozumiem również, że poziom studiów zaocznych w rzeczywistości odbiega od
      poziomu studiów dziennych, choćby z tak oczywistych przyczyn, że studenci
      zaoczni muszą pracować, niejednokrotnie mają rodziny i liczne inne obowiązki, z
      których nie mogą zrezygnować. Czy to jednak uprawnia Wydział do tak
      instrumentalnego traktowania ich. Co roku olbrzymia armia studentów jest
      przyjmowana na Zaoczny Wydział Prawa i Administracji, a razem ze studentami ich
      pieniądze (pierwszy rok studiów kosztuje bodajże 3500 pln). Duża część z nich
      radzi sobie dość dobrze aż do momentu egzaminu z Postępowania Administracyjnego
      na trzecim roku (sic!), który dla olbrzymiej większości stanowi sito nie do
      przejścia. Zadaję sobie pytanie, czy jest uczciwe, aby taki egzamin znajdował
      się na trzecim roku, w sytuacji, kiedy studenci "zainwestowali" tak dużo czasu
      i środków finansowych do tej pory. Ponadto zaś pytam się, dlaczego dziekan,
      którego zadaniem jest m.in. obrona studentów nie interweniuje, jeśli taka
      sytuacja powtarza się po raz kolejny z rzędu? Czy egzamin, którego nie zdaje
      grubo ponad 50% studentów nie powinien być anulowany? Mógłbym tutaj przytoczyć
      przykłady wydziałów różnych uczelni w kraju, które poradziły sobie z tego typu
      problemem. To prawda, że egzamin świadczy o poziomie studentów, ale w sytuacji,
      gdy prawie nikt (albo bardzo zdecydowana większość) nie zdaje ani pierwszego,
      ani drugiego, ani trzeciego terminu, to jest to chyba swoisty rekord
      nieprzygotowania ze strony studentów... albo zupełnej niekompetencji
      dydaktycznej wykładowcy.
      JM Rektor wierzy, że wgląd w pracę przez studentów rozwiąże problem. Pozwolę
      sobie powiedzieć wprost, że doprawdy nie wiem, skąd takie przekonanie. Oto
      dalszy ciąg powyższego przykładu. Pod koniec czerwca co najmniej kilkuset
      studentów podchodziło po raz trzeci w tym roku akademickim do egzaminu z
      Postępowania Administracyjnego. Po trzech dniach (nie wiem, jak fizycznie
      możliwe jest rzetelne sprawdzenie takiej ilości ręcznie zapisanego papieru
      kancelaryjnego) studenci, jak zwykle, dowiedzieli się, że prawie nikt nie zdał.
      Cóż z tego, że ktoś chciałby zobaczyć swoją pracę i dowiedzieć się, jakie były
      kryteria oceny, jeśli pani profesor natychmiast wyjechała. Będzie w połowie
      lipca, ale wtedy za późno jest na składanie wniosków o egzamin komisyjny (wg
      regulaminu UWr student ma trzy dni po ogłoszeniu wyników). Ponadto, nawet gdyby
      pani profesor była obecna, to dziekan i tak jednoznacznie twierdzi, że żadnych
      podań o egzamin komisyjny nie przyjmuje. Podczas mojej ostatniej obecności na
      szacownym wydziale byłem świadkiem sceny wyrzucenia studentki, która próbowała
      złożyć podanie o taki egzamin. Pan dziekan krzyczał na nią jeszcze na
      korytarzu. Nie będę tego komentował, powiem tylko, że nie wierzę w to, że wgląd
      w prace cokolwiek zmieni w takiej sytuacji. Swego czasu studiowałem za granicą.
      Tam pod koniec roku akademickiego studenci oceniali każdy przedmiot i
      wykładowcę. Ich uwagi i sugestie były bardzo poważnie brane pod uwagę przez
      dziekana... ale w sytuacji UWr to brzmi jak niespełnialne marzenie.
      JM Rektor słusznie zauważa, że wszystkie problemy studentów "powinny być
      sygnalizowane na bieżąco na Wydziale i tam rozwiązywane". Jednak, można sobie
      zadać pytanie: przez kogo? kto mógłby ująć się za studentami? Dziekan
      zdecydowanie stoi contra studentom, prorektor ds. nauczania odsyła studentów do
      dziekana, a samorządów studenckich na studiach zaocznych prawa praktycznie nie
      ma. Kto w takim razie może w imieniu studentów zaocznych napisać np. petycję o
      anulowanie egzaminu, w którym większość studentów oblała, nie narażając się na
      wyśmianie, poniżenie czy szykany ze strony stosownych władz? Bezradność i
      bezsilność, tak bym określił atmosferę wśród studentów zaocznych. Owszem,
      studenci zaoczni powinni się zorganizować, ale w sytuacji tak dużej armii
      ludzi, obarczonej dodatkowymi obowiązkami, przebywającymi na uczelni raz na
      miesiąc i w dużej mierze zastraszonymi traktowaniem przez dziekana, panie
      sekretarki, panie w dziekanacie, etc., jest to praktycznie bardzo mało
      prawdopodbne, gdy sama uczelnia nie wymaga takiego zorganizowania się. A
      uczelnia na studentach zaocznych (na Wydziale Prawa przynajmniej) raczej
      zarabia niż wchodzi z nimi dialog. Studenci prawa "...aby coś zmienić, muszą
      przełamać barierę strachu" pisze JM Rektor Gelles. Nie będę ukrywał, że jestem
      przerażony, kiedy słyszę takie słowa z ust Rektora, bo nagle uniwersytet jawi
      się jako mafia, z którą trzeba walczyć. To chyba nie powinno być tak.
      Z poważaniem,
      Obserwator
      PS.
      Zainteresowanym proponuję sprawdzić liczbę studentów Zaocznego Wydziału Prawa,
      którzy powtarzają trzeci rok z powodu Postępowania Administracyjnego oraz tych,
      którzy pragną przenieść się na inne uczelnie z powodu powyższego egzaminu.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka